top2011

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Jacek ze stolicy Wielkopolski
Info o mnie.

- przejechane: 191906.86 km
- w tym teren: 69200.25 km
- teren procentowo: 36.06 %
- v średnia: 22.50 km/h
- łączny czas: 353d 12h 50m
- najdłuższy trip: 329.90 km
- max prędkość: 83.56 km/h
- max wysokość: 2845 m

baton rowerowy bikestats.pl

Wyprawy z sakwami

polska
logo-paris
logo-alpy
TN-IMG-2156 TN-IMG-2156 tn-IMG-6357 south poland

Zrowerowane gminy



Archiwum 2025 button stats bikestats.pl 2024 button stats bikestats.pl 2023 button stats bikestats.pl 2022 button stats bikestats.pl 2021 button stats bikestats.pl 2020 button stats bikestats.pl 2019 button stats bikestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl 2011 button stats bikestats.pl 2010 button stats bikestats.pl 2009 button stats bikestats.pl 2008 button stats bikestats.pl

  • dystans : 41.57 km
  • czas : 01:27 h
  • v średnia : 28.67 km/h
  • v max : 51.61 km/h
  • rower : Sztywna Biria
  • Wieczorny trening

    Poniedziałek, 16 września 2013 • dodano: 16.09.2013 | Komentarze 0


    Start o 18:50. Standardowa pętla przez WPN.

    Kategoria do 50 km, nocne


  • dystans : 35.79 km
  • teren : 13.00 km
  • czas : 01:29 h
  • v średnia : 24.13 km/h
  • v max : 44.24 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Rozjazd

    Niedziela, 15 września 2013 • dodano: 15.09.2013 | Komentarze 0


    Start w południe. Do WPN.
    Po dokręceniu do granic lasu zaczęło siąpić i następnie padać.
    Więc dalsze kręcenie przebiegło w deszczyku, uświnianiu siebie i Treka.
    Dokręciłem m.in. nad Jarosławieckie i tam na ściance zrobiłem w małym błotku kilka ćwiczeń zjazdowych by opanować wolne zjeżdżanie z nagłym skrętem, jak na sławnych korzonkach w Istebnej. Poszło średnio. W sobotę, jak co roku u GG na owych korzonkach będą emocje, adrenalina i zaryzykuję :)
    Podczas powrotu przez Szreniawę i Komorniki przestało padać. Z impetem wjeżdżałem w uliczne kałuże i tak trochę spłukałem z błotka ścigacza. Ogólnie samopoczucie tegoż dnia miałem średnie przez ciężki wczorajszy dzień.

    Przewyższenie - 182 m

    Kategoria do 50 km


  • dystans : 99.90 km
  • teren : 97.00 km
  • czas : 04:28 h
  • v średnia : 22.37 km/h
  • v max : 45.64 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Maraton MTB Michałki

    Sobota, 14 września 2013 • dodano: 15.09.2013 | Komentarze 10


    Czwarty mój michałkowy start, na najprawdziwszym giga jakie da się zrobić na wielkopolskiej ziemi. Trasa na jubileuszowe, bo dziesiąte Michałki została poprowadzona w odwrotnym kierunku, poza początkowym i końcowym fragmentem.

    Dzień zaczął się pobudką o 5:30, śniadanie i jazda w deszczu pod chatę Marka. Stamtąd myk sto km jego furą do Wielenia. Po drodze pogoda się poprawiła.
    Na miejscu mnóstwo znajomych: JoannaZygmunta, daVe z Sylwią, duda, klosiu, krzychuuu86, MaciejBrace, mlodzik, Rodman, z3waza i jeszcze sporo znanych ścigantów.
    Formalności przedstartowe poszły sprawnie i czas zrobić rozgrzewkę (asfaltowe kilka km).
    W sektorze ustawiamy się gdzieś daleko, luzik, śmiechy i w końcu punktualnie o 10 start. Ledwo ujechaliśmy niecałe pół kilometra, a tu wielki stop całego peletonu, bo zamknęli szlaban kolejowy by przepuścić szynobus. Spowodowało to że wszyscy z mega i giga na mecie mieli zawyżony o kilka minut czas przejazdu. Po ruszeniu, na asfaltowym fragmencie napieram tak w okolicach 35-40 km/h, by przed wpadnięciem w wielki wertepiasty teren być jak najbliżej czuba. Poszło średnio. Pomykając w tłoku po leśnych ścieżkach, powolutku acz systematycznie przesuwam się do przodu i w zależności od ilości miejsca do wyprzedzania. Po ujechaniu 9 km rozjazd, od razu robi się prawie pusto i biorę się do roboty, czyli walki o jak najlepszy czas i wynik. Pierwsze 3 osoby wyprzedzam bez problemu na podjeździku, po tym następuje samotne parcie i kontrolowanie tętna by nie wypalić się. Klosia i Krzycha widzę przede mną ze kilkaset metrów, po krótkim czasie obaj mi stopniowo znikają z pola widzenia. W okolicy 15 km dochodzę gościa z M5 na 29” fullu (Aleksander M. ze Szczecina), który podczepia się do mnie i tak początkowo bardzo nierówno zaczynamy współpracować. Na 19 km mijamy defekciarza Sebastiana Swata. Pomykając dalej podejmuję wiele nieudanych ataków by urwać się od wspomnianego współtowarzysza, obaj gnamy po wertepach, piaskach, koleinach, korzonkach jak szaleni, po drodze jednego gościa załatwiamy. Facet z M5 na swoim fullu dosłownie wymiata na każdym zjeżdzie, i to tak że ja na swoim poczciwym 26” hardtailu muszę wyciskać z siebie dosłownie wszystko. W końcu wspólne tempo się stabilizuje i dochodzę do wniosku że te wcześniejsze ataki sporo sił mnie kosztowały, kryzys w każdej chwili może się odezwać. Na półmetku trasy, przy bufecie staję by zatankować bidon (obsługa na najwyższym poziomie), a ten z M5 pognał dalej. Po kilku kilometrach ponownie go doganiam i zaczynamy rozmawiać. Stary facet okazuje się być super miłym gościem, do tego stopnia że mógłby dla mnie być wzorem jak przejdę do kategorii M5 :) I tak pomykamy, pomykamy. Na 61 km dochodzimy Krzycha, debiutanta na giga, który na piaszczystym podjeździku się wywraca na bok i narzeka na skurcze. Zadaję mu pytanie odnośnie klosia – po odpowiedzi od razu dociera do mnie że znowu będzie masakryczna strata :( Na 63 km jest najbardziej stromy podjazd, singlowy i troszkę grząski. Aleksandrowi napęd zaszwankował i stanął, natomiast mi, mimo kiepskiego i zużytego bieżnika Racing Ralphów w całości udaje się podjechać, a Krzycha ponownie łapią skurcze i też staje. Po ujechaniu ze kilkuset metrów oglądam się za plecy – pustka. I tak od tego momentu następuje samotność długodystansowca, poza obsługą trasy nikogo nie widzę. W końcu kryzys zaczyna się odzywać i power mój słabnie :( I tak oto samotnie ujechałem ponad 20 km, po tym pan Aleksander z radością dochodzi mnie i pyta coś w rodzaju „dobrze się czujesz ?” :) Oczywiście powoduje to że jakoś trochę odżywam i siadam mu na koło, co z kolei sprawia że po ledwo 10 km wspólnego mocnego parcia łapie mnie skurcz i nici z wspólnego finiszu.
    Do mety, wliczając w to kartoflisko docieram bez rewelacji, ale zadowolony z uzyskania najlepszego jak dotychczas czasu przejazdu na michałkowym giga.

    20/53 – open giga
    7/16 – M3

    Strata do zwycięzcy (Bartosz Banach) – 0:42:33, do M3 (Krzysztof Krzywy) – 0:42:25
    Do klosia, team lidera ProGoggli straciłem 14 minut i 31 sekund.
    Natomiast do dekorowanego pudła zabrakło 10 minut i 30 sekund - kryzysik i słabsza końcówka zrobiły swoje.

    13 (5 M3) – klosiu – 4:13:34
    20 (7 M3) – JPbike – 4:28:05
    21 (4 M2) – krzychuuu86 – 4:29:21
    30 (5 M2) – Marc – 4:47:40
    31 (9 M4) – z3waza – 4:48:10
    51 (16 M3) – MaciejBrace – 6:15:58

    Foto by Rafał Głuszak.
    W akcji. Na kartoflisku :) © JPbike

    Już na mecie. Ładny medal dostałem :) © JPbike


    Pozostałe fotki z mojego aparatu, robione przez Asię i mnie są do obejrzenia w Picassie.


    Wracając autem do Poznania, Marc i ja byliśmy świadkami masakrycznie wyglądającego wypadku z udziałem klosia i MaciejaBrace – auto skasowane po walnięciu w drzewo, obu kolegów zabrano do szpitala, na szczęście nic poważnego nie stało się, czeka ich przerwa w rowerowaniu. Całe te zdarzenie (ponad 2 godziny na miejscu wypadku) spowodowało że do domu dotarłem bardzo późno i od razu padłem. Ciężki dzień, nóżki czułem.


    Puls – max 176, średni 155
    Przewyższenie – 873 m



  • dystans : 47.96 km
  • teren : 35.00 km
  • czas : 02:01 h
  • v średnia : 23.78 km/h
  • v max : 39.39 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Trening z teamowymi kumplami

    Środa, 11 września 2013 • dodano: 11.09.2013 | Komentarze 4


    Umówiłem się z Josipem i Marcem na wspólną jazdę.
    Zbiórka nastąpiła o 18 nad Rusałką i tak żeśmy dość mocno pognali na Rundę Drogbasa z tą różnicą że zamiast jazdy po skarpie wzdłuż Kierskiego poprowadziłem kumpli na rundkę wokół tegoż jeziora. Chłopakom ten wariant się podobał, przy okazji Marc pokazał nieznaną mi stromą ściankę zjazdową prowadzącą wprost na przystań żaglówek. Po okrążeniu ponownie napieraliśmy Rundą Drogbasa. I tak przy powoli zapadającym zmroku dokręciliśmy do torów za Rusałką, gdzie się rozdzieliliśmy.
    Udany trening po pracy. Dzięki chłopaki :)

    Puls - max 163, średni 133
    Przewyższenie - 310 m



  • dystans : 38.47 km
  • teren : 25.00 km
  • czas : 02:50 h
  • v średnia : 13.58 km/h
  • v max : 55.73 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Rozjazd po stokach Karkonoszy

    Niedziela, 8 września 2013 • dodano: 09.09.2013 | Komentarze 3


    Skoro spędzamy niedzielny dzionek u stóp Karkonoszy, to czas rozjechać się po górkach i odesłać w zapomnienie zupełnie nieudany w moim wykonaniu wałbrzyski golonkomaraton. Pomysł na trasę spontaniczny i obowiązkowo z dodatkiem technicznych elementów. Ruszyliśmy przed 9-tą. Przejeżdżając przez okolice stadionu w Karpaczu wypatrzyliśmy stopniowo zjawiających się bikerów, okazało się że tegoż dnia organizują wjazd na Śnieżkę. Na początek podjazd do Karpacza Górnego, z tą różnicą że zamiast serpentyn podjeżdżaliśmy super stromym skrótem i oczywiście na młyneczkach. Następnie techniczna atrakcja - zjazd kultowym zielonym do Borowic. Po zjechaniu zupełnym przypadkiem natrafiliśmy na górskie zmagania szosonów (wypatrzyłem m.in. Radka Lonkę). Przebywając w rejonie d.w. "Łokietek" postanowiliśmy odszukać super stromą ściankę zjazdową. Sporo błądzenia było i żeśmy odpuścili dalszego szukania. Po tym pognaliśmy znanym z niedawnego bikemaratonu świetnym fragmentem zielonego, do Wodospadu Podgórnej. W Przesiece przerwa na browarki. Po tym czas na drogę powrotną. Dobrze znanymi duktami dokręciliśmy pod d.w. "Lubuszanin" i stamtąd czerwonym w stronę Karpacza. Na koniec kolejna techniczna atrakcja - zjazd sławnymi agrafkami. Wszystko tamtejsze, włącznie z najtrudniejszą nawrotką zjechałem. Natomiast okryty złą sławą sześcio-wykrzyknikowy uskok odpuściłem by nie zaliczać kolejnych szlifów :) W końcu już tylko myk w dół do szkoły w Ściegnach i czas wracać do Poznania. W sumie to był udany rowerowo dzień.

    Tędy, obok Gołębiewskiego żeśmy jechali podjazdowo © JPbike

    Wspinaczkowy atak na super stromej ściance © JPbike

    Kultowy zjazd zielonym po AGD i RTV do Borowic :) © JPbike

    A tu przypadkiem natrafiliśmy na górskie zmagania szosonów © JPbike

    Browarek z kumplami - nasz standard rozjazdowy :) © JPbike

    Techniczne ćwiczenia na czerwonym do Karpacza © JPbike

    Na koniec sławne agrafki - ja wszystko zjechałem :) © JPbike

    Przewyższenie - 1045 m



  • dystans : 81.36 km
  • teren : 80.00 km
  • czas : 05:39 h
  • v średnia : 14.40 km/h
  • v max : 49.96 km/h
  • rower : TREK 8500
  • MTB Marathon Wałbrzych

    Sobota, 7 września 2013 • dodano: 08.09.2013 | Komentarze 7


    Po blisko trzech miesiącach powrót na golonkowe giga trasy, na moje miejsce.
    Na miejsce, do Wałbrzycha zajechaliśmy z naszej świetnej noclegowni w Ściegnach w trzyosobowym składzie ProGoggli – Mariusz, Marek i ja. Brakło nam czwartego teamowca. Wielka szkoda bo byłaby szansa na walkę o dekorowaną generalkę …
    Pogoda wspaniała, podczas rozgrzewki (zapoznanie się z końcówką) przekonuję się że w słońcu jest wręcz upalnie, no i tętno moje wysoko pika. Będzie ciężko.

    Foto by Bartek Sufin.
    Fajnie to postać przy linii swojego sektora :) © JPbike


    No to o 10:30 start. Od razu długi podjazd w stronę Chełmca. Stawka giga dostojnie się rozciąga, prawie wszystkie twarze przed i za mną znam. Tętno błyskawicznie poszybowało w okolice 170-178 bpm i do samego szczytu nie chciało spaść, mimo chwilowego zwolnienia i kamienistego fragmentu na pych. Dla mnie to przepalanko jak w XC. Podjeżdżając tędy na wąskim fragmencie wyprzedza mnie klosiu, trochę nieładnie bo prawie zajeżdża mi drogę. Wreszcie zjazd, trochę techniczny, błyskawicznie i od razu załatwiam paru osobników. Po tym przeplatanka raz wąskich, raz szerokich szutrówek i singli. Poza tradycyjnymi szaleństwami na zjazdach idzie mi przeciętnie, cały czas utrzymuję swoją pozycję, a na podjazdach minimalnie tracę (muszę nad tym popracować). Pomykając tamtędy, klosia przez dłuższy czas widzę przede mną, ten stan trwa do pierwszego bufetu, zatrzymuję się bo z niewiadomego powodu samopoczucie moje się pogorszyło. Od tego momentu jedzie się gorzej, stopniowo spadam w dół, mimo żeli, izotoników i wody poprawy przez długi czas nie widać. Na 31 km wyprzedza mnie lider mega. Kawałek dalej, na długim i luźno kamienistym zjeździe coś podejrzanie zarzuca przodem, znowu sporo tracę. Na 37 km zatrzymuję się i zauważam spory ubytek ciśnienia w przednim kole. No to mam kolejny maratonowy kapeć. Pięknie. Odechciewa mi się ścigania i bez pośpiechu zmieniam dętkę jakieś 12 minut. Po tym ląduję w ładnym ogonie giga. W dalszym ciągu jedzie się źle, tak słabo że do mety udaje się wyprzedzić zaledwie ze 5 osób z giga, do tego dochodzi ból głowy i karku. Zanim docieram do powtarzalnej pętli giga (rzadkość u gg) to myślę o wycofaniu się. Ostatecznie decyduję się ukończyć królewski dystans, bez napinki i tak dojechałem do mety.
    Wracając do trasy – podobnie jak rok temu i to mimo zupełnie zmienionej pętli mi się nie podobała, no poza paroma singlami i technicznymi zjazdami. Luźnych kamieni było tyle że nie wiem, a sporo stromych podjazdów okazało się praktycznie niepodjeżdżalnych przy takim stanie zmęczenia. Cóż, taki teren – taka trasa. Jechać trzeba.

    74/89 – open giga
    31/36 – M3

    Strata do zwycięzcy, jak i M3 (tradycyjnie Bogdan Czarnota) – 1:43:39
    Kłosiu wpakował mi miażdżące 35 minut !
    Jazda i wynik w moim wykonaniu – jedna wielka LIPA.

    Fotka by Ela Cirocka.
    Tu jeszcze dobrze mi się jedzie, później było włóczenie się na zgonie © JPbike

    Puls – max 178, średni 148
    Przewyższenie – 2590 m



  • dystans : 39.25 km
  • teren : 31.00 km
  • czas : 01:33 h
  • v średnia : 25.32 km/h
  • v max : 44.20 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Terenowa Runda Drogbasa

    Czwartek, 5 września 2013 • dodano: 05.09.2013 | Komentarze 1


    Załatwianie pewnej sprawy spowodowało że na trening mogłem wyskoczyć po 18:30.
    Musiałem się spieszyć, by zdążyć przejechać Rundę i wrócić przed zmierzchem.
    Udało się częściowo, ostatnie kilometry kręcenia, przez Lasek Marceliński i moje osiedle przebiegły już prawie po ciemku.
    Wkrótce kategoria "nocne" zostanie reaktywowana.
    Teraz pora łyknąć browarka, wyczyścić napęd, założyć NN, spakować się i myk w góry, na ścig do Wałbrzycha plus niedzielny rozjazd.

    Puls - max 160, średni 134
    Przewyższenie - 220 m

    Kategoria do 50 km


  • dystans : 40.00 km
  • teren : 32.00 km
  • czas : 01:37 h
  • v średnia : 24.74 km/h
  • v max : 39.39 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Terenowa Runda Drogbasa

    Wtorek, 3 września 2013 • dodano: 03.09.2013 | Komentarze 4


    Od 18-tej. Warunki (pogoda i nawierzchnia) wręcz znakomite.
    Na trasie było raptem kilka kałuż i jedno wciąż nieusunięte zwalone drzewo.

    Puls - max 163, średni 137
    Przewyższenie - 230 m

    Kategoria do 50 km


  • dystans : 73.33 km
  • teren : 54.00 km
  • czas : 03:12 h
  • v średnia : 22.92 km/h
  • v max : 49.96 km/h
  • rower : TREK 8500
  • WPN

    Niedziela, 1 września 2013 • dodano: 01.09.2013 | Komentarze 3


    Wietrzny dzionek, więc do lasu.
    W planach była moja runda, pokonałem ją w 60-70% i po zjechaniu z Osowej Góry zarządziłem odwrót. Powód - niespodziewanie było sporo piaszczystych fragmentów zarówno na nadwarciańskim jak i w WPN. Wiele razy walczyłem o utrzymanie przyczepności, raz zakopałem się w piachu. Przydałoby się parę deszczowych dni.
    Poza tym ostatnio Trek otrzymał nową kasetę Deore 11-32, łańcuch SRAM ze spinką i kółeczka przerzutki XT.

    Puls - max 166, średni 134
    Przewyższenie - 560 m

    Kategoria do 100 km


  • dystans : 41.05 km
  • czas : 01:23 h
  • v średnia : 29.67 km/h
  • v max : 42.97 km/h
  • rower : Sztywna Biria
  • Trening

    Wtorek, 27 sierpnia 2013 • dodano: 27.08.2013 | Komentarze 2


    Start o 18:30. Standardowa pętla przez WPN, w odwrotnym kierunku.

    Kategoria do 50 km