top2011

avatar

Ten blog rowerowy prowadzi Jacek ze stolicy Wielkopolski.
Info o mnie.

- przejechane: 173200.92 km
- w tym teren: 62891.10 km
- teren procentowo: 36.31 %
- v średnia: 22.72 km/h
- czas: 315d 21h 19m
- najdłuższy trip: 329.90 km
- max prędkość: 83.56 km/h
- max wysokość: 2845 m

baton rowerowy bikestats.pl

Wyprawy z sakwami

polska
logo-paris
logo-alpy
TN-IMG-2156

Zrowerowane gminy



Archiwum 2023 button stats bikestats.pl 2022 button stats bikestats.pl 2021 button stats bikestats.pl 2020 button stats bikestats.pl 2019 button stats bikestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl 2011 button stats bikestats.pl 2010 button stats bikestats.pl 2009 button stats bikestats.pl 2008 button stats bikestats.pl

Wpisy archiwalne w miesiącu

Listopad, 2011

Dystans całkowity:635.91 km (w terenie 281.00 km; 44.19%)
Czas w ruchu:23:51
Średnia prędkość:24.38 km/h
Maksymalna prędkość:54.69 km/h
Liczba aktywności:11
Średnio na aktywność:57.81 km i 2h 39m
Więcej statystyk
  • dystans : 42.50 km
  • czas : 01:30 h
  • v średnia : 28.33 km/h
  • rower : Sztywna Biria
  • Wietrznie

    Niedziela, 27 listopada 2011 • dodano: 27.11.2011 | Komentarze 12


    Dość późno ruszyłem na trening, po 16, z powodu odsypiania.
    Jazda na pętlę przez WPN.
    Nieźle wiało, co spowodowało że kręcenie przebiegło raz wmordewindowo, raz wtyłowindowo, raz bocznowindowo, raz w osłoniętym lesie.
    Bez licznika, bo jedyny posiadany podpięty jest do Treka, ale i tak średnia jest bo dystans pętli mi znany, a czas odmierzał stoper w telefoniku, brakuje tylko prędkości maksymalnej - przydałby się do tego policyjny radar :)
    Po przejrzeniu rynkowej oferty liczników zdecydowałem że być może sprawię sobie Sigmę ROX 8.1 - cena na pewno mnie wykończy, więc to będzie idealny prezent gwiazdkowy.

    Dom - Luboń - Komorniki - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - jazda Greiserówką - Komorniki - Luboń - Poznań ...

    Kategoria do 50 km, nocne


  • rower : TREK 8500
  • Podsumowanie maratonowe sezonu 2011

    Sobota, 26 listopada 2011 • dodano: 26.11.2011 | Komentarze 10


    Mój maratonowy cel na sezon 2011 był podobny, jak w 2010, czyli przejechać cały golonkowy cykl na jedynym słusznym dla mnie dystansie – GIGA, oprócz tego miałem wystartować po raz drugi w Beskidy MTB Trophy, zaliczyć grabkowy Poznań i Karpacz, uphill na Śnieżkę oraz prawdziwe giga w Wielkopolsce – Michałki w Wieleniu i jeszcze coś.
    A jednak … do początku czerwca wszystko szło dobrze, aż nagle uległem wypadkowi na rowerze w drodze do pracy i prawy obojczyk złamany - to wszystko pokrzyżowało plany …
    W sezonie 2011 startowałem w ekipie EMED Racing Team.
    Jeśli chodzi o cele i marzenia – top 50 open w golonkowym giga w zupełności zadowala mnie.
    Golonkowe podium w górach zawsze będzie marzeniem nr.1 :)
    Po tylu dotychczasowych startach poznałem swoje możliwości i wiem że na sukces trzeba sporo się napracować, a na treningi potrzeba czasu, co dla mnie, zwykłego pracownika fizycznego to ciężka sprawa. Więc ścigam się najlepiej jak potrafię, by z satysfakcją minąć linię mety :)
    W zakończonym już sezonie nie miałem głównego rywala, z którym mógłbym toczyć zacięte i trzymające w napięciu boje jak to było w 2010 z Damianem. Tak się złożyło że rywalizowałem głównie z kolegami z teamu :)


    1. Murowana Goślina – 10 kwietnia, klik do relacji

    Inauguracja sezonu na domowym maratonie u Golonki zakończona niezadowoleniem. Na starcie zjawiło się sporo z krajowej czołówki MTB-owców. Trasa sucha i nierzadko piaszczysta. Z wyjątkiem dobrego startu i pierwszych kilkunastu kilometrów źle mi się jechało, dwa razy opadła mi sztyca, mocno wietrzna dodatkowa pętla giga dobiła mnie i jeszcze do tego przez dłuższą cześć trasy walczyłem ze skurczami. Ogólnie byłem zły na siebie i to mimo poprawienia czasu względem zeszłego roku. Nienawiść do płaskich maratonów nadal we mnie mocno tkwiła.

    97/169 open giga
    46/62 M3

    MTB Marathon Murowana Goślina 2011 © JPbike



    2. Dolsk – 16 kwietnia, klik do relacji

    Finisz sezonu !!! By w końcu przełamać swoją niechęć do płaskaczy i przy tym doskonale znając trasę postanowiłem wystartować dopiero co zbudowanym sztywniakiem i to odchudzonym. I co ? Do dziś jestem w szoku że tak świetnie mi wtedy poszło :) Wystartowałem spokojniej niż zazwyczaj i na pierwszych kilometrach nawet się zatrzymałem by użyczyć Jarkowi dętkę i pompkę. Po tym ze zdziwieniem zacząłem doganiać poszczególne grupki i przy tym motywując do szybszej jazdy Mariusza i Pawła. No i wreszcie wziąłem do serca jazdę na zmiany w peletonie. Momentami jadąc na czele grupy byłem … za szybki :) Gdy tylko wpadliśmy na teren to przez spory czas stoczyłem z klosiem fascynującą rywalizację typu łeb w łeb, zakończoną niesamowitym finiszem na który wpadając resztkami sił wyprzedziłem go i okazałem się szybszy o 0.468 sekundy :)
    Po tym maratonie sporo znajomych pisało że zasługuję na nagrodę Fair Play za postawę :)

    59/122 open giga
    31/49 M3

    MTB Marathon Dolsk 2011 © JPbike



    3. Złoty Stok – 30 kwietnia, klik do relacji

    Nareszcie w górach :) Trasa spoko, dość sucha i częściowo poprowadzona po czeskich ścieżkach. Niestety, na tymże maratonie nie poszło mi tak jak chciałbym. Pół roku nie jeżdżenia i braku treningów w górach, zbyt ciepło się ubrałem, trochę stresu przedstartowego spowodowanego kapciem Jarka podczas rozgrzewki (trzeba pomóc koledze z teamu) i w ostatniej chwili zjawiliśmy się na starcie – to wszystko wpłynęło na poniżej przeciętną jazdę w moim wykonaniu. Ale dojechałem do mety bez większych problemów. EMED Racing Team wystartował na giga w najliczniejszym składzie. Największym zaskoczeniem była niezła jazda Pawła – objechał wszystkich z teamu :)

    108/189 open giga
    43/73 M3

    MTB Marathon Złoty Stok 2011 © JPbike



    4. Krynica Zdrój – 28 maja, klik do relacji

    Trzeci w karierze start w najodleglejszym od domu golonkowym maratonie i pierwsze top 50 open w górach ! Trasa dobrze mi znana. Start giga i pierwsze kilometry przebiegły w niezłej ulewie co oczywiście przełożyło się na błotne warunki do jazdy, co za tym idzie poziom trudności wzrósł. Technika jest moją mocną stroną i całą trasę jechało się dobrze, chociaż ilość błota powodowała że nierzadko było ciężko. No i najważniejsze – zjeżdżając bez żadnej podpórki i potknięcia po trudnej i błotnej stromiźnie kultowej już Góry Parkowej pomściłem swoje dotychczasowe defekty sprzętowe w tym samym miejscu :) Satysfakcja na mecie była :)

    48/102 open giga
    17/40 M3

    MTB Marathon Krynica Zdrój 2011 © JPbike



    No … 3 czerwca okazał się feralnym dniem dla mnie – zamiast szykować się na kolejne starty zaliczyłem czołową kraksę z taksówką i po tym wypadku wylądowałem w szpitalu ze złamanym obojczykiem i paroma niegroźnymi obtarciami na swoim ciele. A rower ? Poszła rama, sztywny karbonik i przednia obręcz
    Dla przypomnienia - rok temu, również w czerwcu, podczas dojazdu na Beskidy MTB Trophy skasowałem auto. Więc już drugi raz w życiu niewiele brakowało abym zakończył swój żywot.
    Widocznie w obu wypadkach miałem dużo szczęścia, albo … Ktoś chce abym żył … :)
    Na rower wsiadłem ponownie po 41 dniach po operacji i podczas następnych jazd również pierwszy raz w życiu przekonałem się na własnej skórze jak to jest z tym spadkiem formy.
    Dobrze że kocham sport, a szczególnie kolarstwo górskie, leniem nie jestem – dzięki temu i sporo trenując przez cały sierpień udało się dość szybko odbudować przedwypadkową formę.
    Zanim we wrześniu wróciłem do ścigania warto wspomnieć że trzykrotnie pojawiłem się na zawodach w roli kibica i fotografa (Głuszyca, uphill na Śnieżkę i Hermanów). Miło spędziłem wtedy czas wśród swoich i sporo zdjęć narobiłem, takich fajnych że Iza napisała nawet aby Sportograf niech się schował :)



    5. Poznań (BM) - 4 września, klik do relacji

    Całkiem udany powrót na maratonowe trasy po 3-miesięcznej przerwie. Na starcie 1500 uczestników. Start z przydzielonego mi 2 sektora. Pojechałem mega dla odmiany. Całą dość płaską trasę przejechałem szybko, w peletonikach i na mecie bezproblemowo wygrywając finisz z grupy :) No … trzeba pamiętać że na początku trasy mocno zakorkowane wąziutkie przejście pod warszawską wypaczyło wyniki.

    105/676 – open mega
    29/221 – M3

    15/202 – VI mistrzostwa Poznania na mega

    Bikemaraton Poznań 2011 © JPbike



    6. Międzygórze – 10 września, klik do relacji

    Nareszcie znów u Golonki i na swoim słusznym dystansie :) Trasa ta sama co rok temu, czyli bardziej kondycyjna niż techniczna. Tenże górski maraton przejechałem bez większych problemów i równomiernie rozkładając siły, nawet udało się poprawić swój zeszłoroczny czas. W teamie okazałem się bezkonkurencyjny :) No i jeszcze coś – na starcie pojawił się Damian, więc jeszcze raz JPbike vs DMK77 (niestety przegrałem, ale minimalnie :)).

    50/118 – open giga
    21/45 – M3

    MTB Marathon Międzygórze 2011 © JPbike



    7. Michałki, Wieleń (lokalny) – 17 wrzesnia, klik do relacji

    Rok temu to właśnie tutaj wywalczyłem pierwsze podium w karierze i w tegorocznej edycji liczyłem na przynajmniej powtórkę, nie udało się bo … zgubiłem trasę wraz z mlodzikiem i to aż kilka kilometrów trzeba było nadrabiać. Te sto kilometrów jednej rundy po leśno-pagórkowatym terenie to bez wątpienia najprawdziwsze giga jakie da się zrobić na wielkopolskiej ziemi. Jak się jechało ? Całkiem nieźle, napisałbym wspaniale, gdyby nie wspomniana zgubka … :) Ale i tak z piątego miejsca w M3 jestem zadowolony, a bardziej z poprawienia zeszłorocznego czasu :)

    14/35 – open giga
    5/13 – M3

    Maraton MTB Michałki 2011 © JPbike

    Dla EMED’u był to dobry dzień, wszyscy Gigowcy zdobyli szerokie podium :) © JPbike



    8. Łopuchowo (Gogol MTB) – 25 września, klik do relacji

    Ten nieplanowany start w ostatnim maratonie sezonu i zarazem debiut u Gogola w dużej mierze zawdzięczam Maciejowi. Trasę będącą wierną kopią golonkowej Murowanej Gośliny (mega) pokonałem dość szybko, jadąc praktycznie cały czas w dobrej grupie i z niezłą średnią. Niewiele brakowało abym zdobył jedyne w sezonie podium – przegrałem walkę o 3 miejsce o pięć sekund, głównie dlatego, bo nie znałem końcówki trasy.

    16/114 – open mega
    5/31 – M3

    Bikecrossmaraton Łopuchowo 2011 © JPbike



    9. Puszczykowo (Thule Cup XC) – 9 października, klik do relacji

    Prędzej, czy później musiał nastąpić debiut na tego typu zawodach (XC) i właśnie nastąpił. Start oczywiście z czarnej dupy i po tym jazda na pełnych obrotach. Szło mi nieźle, było sporo wyprzedzania i dublowania, jak i OTB zaliczyłem :) Obecność rodziców i super wujka jako kibiców mnie dodatkowo zmobilizowała, do mety dojechałem z zadowoleniem i to bez dubla :)

    17/55 – open super masters
    8/22 – masters I (odpowiednik M3)

    Thule Cup XC Puszczykowo 2011 © JPbike



    Ogólnie cały sezon 2011 w ścigach był przeciętny w moim wykonaniu.
    Zaledwie 3 górskie starty zaliczone – stanowczo za mało dla mnie.
    Pozytywy też są – spory postęp poczyniłem na płaskich maratonach, sprawdziłem jak radzę w XC, miałem okazję pooglądać najlepszych i znajomych w akcji i ustrzelić masę fajnych fotek :)

    Na temat ścigania w sezonie 2012 to na chwilę obecną niewiele mam do napisania. Wszystko jest zależne od tego - w marcu mam wizytę u ortopedy i ustalony zostanie termin wyjęcia blachy w obojczyku. Po takowej operacji znów będzie przerwa w rowerowaniu. Jak długa ? Nie wiem, bo nie znam się na tym. Pożyjemy i zobaczymy :)
    Jedno jest pewne – dla mnie numerem jeden zawsze będzie Powerade MTB Marathon.

    Zatem – DO TRENINGÓW !

    Kategoria podsumowanie


  • dystans : 40.00 km
  • teren : 2.00 km
  • rower : Sztywna Biria
  • Wieczornie

    Sobota, 26 listopada 2011 • dodano: 26.11.2011 | Komentarze 2


    W ciągu tego tygodnia na rower udało się wyskoczyć dopiero dzisiaj i to już po zmierzchu. No cóż, w sumie 58 godzin spędzone w robocie robi swoje :(

    Wyjazd po 17:30 i jazda na zachodnią pętelkę.
    Dodatkowy stopień trudności był - w postaci wmordewinda wiejącego na połowie długości trasy. Sztywna Biria nie ma licznika, więc dystans szacunkowy i zaniżony.

    Przy wieczornym Stadionie Miejskim, iluminowanym na niebiesko © JPbike

    Dom - Golęcin - Strzeszyn - Kiekrz - Sady - Lusowo - Batorowo - Wysogotowo - Skórzewo - Lasek Marceliński - dom

    Kategoria do 50 km, nocne


  • dystans : 76.04 km
  • teren : 56.00 km
  • czas : 03:24 h
  • v średnia : 22.36 km/h
  • v max : 53.27 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Na własną pętlę, z Drogbasem

    Niedziela, 20 listopada 2011 • dodano: 20.11.2011 | Komentarze 9


    W piątek Jarek dał mi znać że jest w pełni sił i od razu zagadałem się z Nim na wspólny niedzielny wyjazd do WPN na swoją dużą pętlę.
    Zanim do tego doszło, musiałem przyspieszyć złożenie Treka, skończyłem takową robotę w sobotę o 23:30. Poza czyszczeniem wszystkiego ścigacz otrzymał będące w lepszym stanie komponenty napędowe XT od skasowanego sztywniaka, nowy suport i do tego nowiutkie linki z pancerzami XTR - po tym całość działa aż miło :)
    Ostatnio wspólnie kręciliśmy na początku sierpnia w ... Karkonoszach :) Ale ten czas ucieka ...
    Ruszyliśmy o 10:35 spod mojego domu i mając niezłą do dłuższej jazdy pogodę.
    Dojazd do granic WPN przebiegł spoko, by w Wirach zacząć właściwe terenowe napieranie na leśnych duktach, niezłych interwałach i mniej lub bardziej technicznych singlach :)

    Przeprawa przez stary wiadukt kolejowy © JPbike

    Postój przy wieży widokowej w Szreniawie © JPbike

    Po dojechaniu zółtym rowerowym i zielonym pieszym nad Jarosławieckie zaczęła się zabawa na tamtejszym wąskim i krętym singlu. Ilość leżących liści dla jadącego za mną Drogbasa powodowała widowiskowy w moim wykonaniu pokaz jazdy z poślizgami tylnego koła :) No, liście nierzadko nam wpadały do wypasionych napędów, co z kolei spowodowało na całej trasie kilka przymusowych postojów na odgarnięcie z tego tylnej przerzutki, kółeczek i kasety, ale i tak było fajnie :)
    Po tym pora na czarny szlak od Rosnówka do Starego Dymaczewa - Ci co tędy jechali wiedzą jaki super jest ten odcinek.
    Po drodze, przy mostku zrobiliśmy postój, by odsapnąć (!) i pogadać.

    Ale fajnie :) Mostek na czarnym szlaku © JPbike

    Po dojechaniu do Dymaczewa Starego nadszedł czas na podjazd ulicą Podgórną w kierunku osławionych SUPER interwałów na długiej prostej prowadzącej do Ludwikowa.

    Jarkowi oczywiście się podobało i na filmikach widać jak tamtędy ostro pomyka :)



    A to, z jakimi prędkościami MY, szaleńcy zjeżdżamy na piachu, po korzeniach i liściach to proszę bardzo :)



    Zaraz za Ludwikowem, na tamtejszym stromym zjeżdziku po schodach obaj przesadziliśmy i omal nie doszło do OTB-ów w dół :) Winowajca był jeden - masa liści powodująca że nie wiadomo kiedy następuje skręt i w takich sytuacjach przydają się umiejętności techniczne.
    Następnie, za Głazem Wodziczki myk w dół stromym zjeżdzikiem i po podjechaniu na Osową Górę zboczyliśmy z trasy, by nabyć Leszka Pilsa w najwyżej położonym sklepie w okolicy Poznania (chyba) :)

    Na stoku Osowej Góry, dobra miejscówka do czegoś takiego :) © JPbike

    Biesiada z piwkiem w wielkopolskim miejscu, gdzie można poczuć się jak w górach trochę trwała.
    Sporo gadania sprzętowego, treningowego, maratonowego było :)

    Ten mały punkt to mnkący po polance w dół Drogbas :) © JPbike

    Po przejechaniu atrakcji, czyli opuszczonej stacji kolejowej jazda na czerwony szlak wzdłuż Skrzynki i wokół Góreckiego, a następnie na techniczny singiel w rejonie Pojnik.

    Odpoczynek nad Góreckim © JPbike

    Singiel w Pojnikach jest fajny, Drogbas potwierdza :) © JPbike

    Sporo liści, no i przydałaby się piła łańcuchowa do udrożnienia całej pętli © JPbike

    Podczas wspólnej jazdy można było poznać obecny poziom wytrenowania - obaj cały czas jechaliśmy równo i blisko siebie, więc wszystko jest OK i na właściwej drodze.
    Dobra, po wyjechaniu z Pojnik pozostało nam pomykanie w kierunku Puszczykowa żółtym szlakiem, cały czas łagodnie w dół. W Puszczykowie pojawiła się ochota na drugiego Leszka Pilsa, poprzednie zbyt szybko wyparowało :)

    Znów pijemy i to znów w ładnym miejscu - nad Wartą :) © JPbike

    Na koniec - oczywiście jazda nadwarciańskim. OSTRO !
    Za Luboniem się rozdzieliliśmy i każdy w swoją stronę.
    Fajnie i zdrowo się ujechałem, jak na MTB-owca przystało - lubię to :)

    Dzięki Jarek i do następnego !



  • dystans : 76.28 km
  • teren : 27.00 km
  • czas : 02:47 h
  • v średnia : 27.41 km/h
  • v max : 41.39 km/h
  • rower : Sztywna Biria
  • Sobotni trening

    Sobota, 19 listopada 2011 • dodano: 19.11.2011 | Komentarze 4


    Wyjazd po 12. Pochmurnie, znikomy wiaterek i ledwo pięć stopni.
    Jazda na północ, na dawno nie uczęszczaną Drogbasową 50-tkę, lekko zmodyfikowaną i z dodatkiem terenu.
    Na całej trasie nic ciekawego się nie działo, myk, myk i tyle.
    Lekki kryzysik był - w okolicy 50 km, to skutek niekolarskiego śniadania oraz braku jakiegoś batonika.

    Dom - Lasek Marceliński - Rusałka - Strzeszynek - Kiekrz - Rokietnica - Rostworowo - Żydowo - Przecław - Pamiątkowo - Lulinek - Lulin - Nieczajna - Kowalewko - Zielątkowo - Golęczewo - Sobota - Pawłowice - Kiekrz - Strzeszynek - Rusałka - Lasek Marceliński - dom

    Kategoria do 100 km


  • dystans : 42.46 km
  • czas : 01:32 h
  • v średnia : 27.69 km/h
  • v max : 47.42 km/h
  • rower : Sztywna Biria
  • Wieczorny trening

    Środa, 16 listopada 2011 • dodano: 16.11.2011 | Komentarze 9


    Zaczęło się to czego nie lubię, ale trzeba to robić jak chce się być w rowerowej formie. Co takiego ? Otóż to są wieczorne jazdy treningowe po pracy, w moim przypadku po 10 godzinnej i fizycznej harówie, po której niechęci do jazdy są stanowczo za duże i z wielkim trudem idzie wskakiwanie w obcisłe portki kolarskie, o pierwszych kilometrach już nie wspomnę.
    Wyjazd o 18. Temperatura na poziomie 5 stopni.
    Kierunek tradycyjny - pętla przez WPN.
    Jadąc Greiserowką (nie tylko tamtędy) kilku kierowców z przeciwka poświeciło długimi na mnie - irytujące to jest i pewnie wzięli mnie za nocnego wariata kręcącego w środku lasu :)

    Dom - Luboń - Komorniki - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - jazda Greiserówką - Komorniki - Luboń - Poznań ...

    Kategoria do 50 km, nocne


  • dystans : 72.94 km
  • teren : 33.00 km
  • czas : 03:02 h
  • v średnia : 24.05 km/h
  • v max : 54.69 km/h
  • rower : Sztywna Biria
  • Test zimówki - treningówki :)

    Niedziela, 13 listopada 2011 • dodano: 13.11.2011 | Komentarze 17


    W końcu, po kilku miesiącach po skasowaniu sztywniaka z karbonikiem udało się zbudować drugi rower w aktualnej stajni.
    To już szósty góral w ciągu ośmiu lat, czyli od czasu jak zacząłem jeździć na MTB.
    Rower jest przeznaczony ... tytuł wyjaśnia :)
    Dodatkowo będzie używany do turystyki bo ma otwory na bagażnik. Ten mijający sezon dla mnie jest marny pod tym względem, a samymi maratonami nie zamierzam żyć.

    No dobra, przejdźmy do szczegółów komponentowych.
    - rama za 280 zł, a stalowy widelec za 65 zł, trochę odbiło się to na końcowej wadze (11.4 kg)
    - w sprawie hamulców to wróciłem do v-braków (nówki z niższej półki)
    - osprzęt napędowy XT pochodzi częściowo od sztywniaka, częściowo od Treka
    - kiera, sztyca, stery i rogi również od skasowanego bike'a
    - jedno koło nowe, drugie od trenażera

    Rower prezentuje się tak, jedynie siodełko jest tymczasowo inne
    Biria MTB Sport by JPbike :) © JPbike

    Zimno było, a jeździć trzeba. Ruszyłem o 11, trasę obmyśliłem jak to ostatnio u mnie bywa - na krótko przed wyjściem. Zdecydowałem się ma przejazd przez poligon i dalej powrót północnym nadwarciańskim, a jednak w trakcie jazdy poniosło mnie w innym kierunku i wróciłem przez Puszcze Zielonkę z killerem w roli głównej :)
    Mknąc przez Rusałkę i Strzeszynek z przeciwka mijałem same napierające gwiazdy MTB, najpierw trójka Rybczyńskich z Rybą, a następnie Alexa Dorożałe.
    Na sławnej już poligonowej szosie spory wysyp bikerów :) Na sztywnym jechało się fajnie, szybko i to mimo zimnego wiaterku wiejącego z przedniego boku, chyba za szybko pomykałem bo najpierw jeden wyprzedzony Gostek na fullu usilnie próbował mnie dogonić. Bez skutku :) A następnie dwóch również wyprzedzonych Gości usiadło mi na kole i ... odwróciłem się po 500 m i daleko za mną byli :)
    Po przekroczeniu w Biedrusku granic poligonu zrezygnowałem z powrotu nadwarciańskim na rzecz Puszczy Zielonki. Dokręciłem łagodnym podjazdowym asfaltem do Trzaskowa i dalej trasą golonkowo - gogolowego maratonu w odwrotnym kierunku prowadzącym na Dziewiczą Górę, czyli najpierw w kierunku czerwonego szlaku. Momentami było ciężko bo nierzadko przyszło mi pokonywać piaszczyste odcinki, przy okazji odkrywając słabszą przyczepność semislicków. Sztywniak co prawda przodem podskakuje na korzeniach, dla mnie to nie problem :)

    Na obrzeżu Puszczy Zielonki. Trochę mgliście tam ... © JPbike

    Z killera też zjeżdzałem. Tym razem liście grały główną rolę :) © JPbike

    Techniczne szaleństwa na sztywnym ? Czemu nie :) Nawet uśmiech na twarzy był :) © JPbike

    Z killera dwa razy zjechałem, środkiem :)
    Po tym już tylko powrót do domu, głównie asfaltowy przez Czerwonak, Most Lecha, ścieżki Cytadeli, Park Sołacki, Rusałkę i Lasek Marceliński.
    Trochę za ostro zaszalałem w terenie bo po powrocie zauważyłem minimalny luz w sterach :)
    Sztywna Biria MTB Sport by JPbike oficjalnie zdała egzamin i teraz już tylko jeździć, jeździć ... :)

    Kategoria do 100 km, sprzęt


  • dystans : 71.73 km
  • teren : 49.00 km
  • czas : 03:19 h
  • v średnia : 21.63 km/h
  • v max : 47.14 km/h
  • rower : TREK 8500
  • WPN

    Piątek, 11 listopada 2011 • dodano: 11.11.2011 | Komentarze 15


    Miałem dziś nie jeździć, tylko składać zimówkę-treningówkę.
    Ostatnio rzuciłem kumplom propozycje objazdu dużej terenowej pętli przez WPN.
    Jednym pasował piątek, innym sobota lub niedziela. No nie wiem ...
    Więc tak postanowiłem że pojadę i w piątek i w sobotę. A jednak ...
    Na godzinę przed moim wyjściem na rower Drogbas sms-em dał znać że nie może.
    Następnie po półgodzinnym rozgrzewkowym kręceniu po Lasku Marcelińskim dotarłem na ustalone miejsce spotkania.
    10 minut oczekiwania i ... nikt nie zjawił się.
    Czyżby chłopaki wystraszyli się zimna, wiatru, mojego tempa w terenie ?
    Jak nie to nie. Trudno, pomknąłem w stronę WPN sam.

    Chłodno było, ocieplana kurtka ma rozwalony zamek, pozostało mi jechać odzianym w dwie bluzy.
    Dojazd do granic lasu trochę wmordewindowy. W WPN kręciłem swoją dużą pętlą. Sporo liści leżało na całej trasie, dla mnie to żaden problem :) Słoneczna i bezchmurna aura dawała fajne jesienne klimaty :) Sporo bikerów mijałem.
    Po dojechaniu do Głazu Wodziczki i zjechaniu stromym zjeżdzikiem skróciłem trasę, czyli jazda czerwonym szlakiem została pominięta i wróciłem do Wir zółtym pieszym i następnie żółtym rowerowym.

    Klimatyczny i w pełni listopadowy WPN z Trekiem :) © JPbike


    Zabawa na super interwałach jest przednia :) © JPbike


    Kategoria do 100 km


  • dystans : 42.53 km
  • teren : 2.00 km
  • czas : 01:32 h
  • v średnia : 27.74 km/h
  • v max : 52.74 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Niedzielne kręcenie

    Niedziela, 6 listopada 2011 • dodano: 06.11.2011 | Komentarze 5


    Dość wcześnie jak na mnie ruszyłem - o 10:45.
    Kierunek - pętla przez WPN.
    Na Greiserówce spory ruch blaszaków, wiadomo, bo piękna słoneczna pogoda sprzyja spacerom i przejażdżkom na łonie listopadowej natury.
    Po ostatnich jesiennych jazdach Trek prosi się o generalne czyszczenie, więc biorę się do tego :)
    No bo zapomnę - na Rebie, na lewej goleni już jakiś czas temu pojawiły się rysy.
    Ponad półtora roku mocno terenowej eksploatacji i do tego bez serwisu zrobiło swoje ...

    Dom - Luboń - Komorniki - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - jazda Greiserowką - fragmencik żółtego nad Jarosławieckie - Komorniki - Luboń - Poznań ...

    Kategoria do 50 km


  • dystans : 104.35 km
  • teren : 74.00 km
  • czas : 04:38 h
  • v średnia : 22.52 km/h
  • v max : 40.77 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Popołudnowo-nocna stówka

    Sobota, 5 listopada 2011 • dodano: 05.11.2011 | Komentarze 9


    Dzień wcześniej Mariusz rzucił pomysł na popołudniowo-nocną jazdę.
    Na miejscu spotkania, przy osławionym źródełku nad Maltą zjawiło się dwóch najwytrwalszych - oprócz pomysłodawcy trasy pojawił się zatwardziały miłośnik jazdy terenowej niezależnie od panujących warunków (JA we własnej osobie) :)
    No to jazda, przy fajnie zachodzącym słońcu i do tego temperatura przez całą trasę była bardzo sprzyjająca. Na początek jechaliśmy trasą poznańskiego BM w odwrotnym kierunku, jeszcze tędy nie jechałem, więc coś nowego dla mnie, włącznie ze stromym podjazdem za Uzarzewem, którego pokonałem bez najmniejszych problemów na przełożeniu 26/26. Po krótkim postoju, podczas którego zmuszony byłem poprawić przesunięte siodełko przez ostre wpadnięcie w koleinę nastąpiła jazda w kierunku osławionego przez klosia singielka wzdłuż Jeziora Kowalskiego, którego nie znałem i w końcu się doczekałem :) Udało się go zaliczyć jeszcze za widna, choć przy coraz bardziej zapadającym zmroku. Sam ponad 4 kilometrowy singiel jest naprawdę wypas, nie jest łatwy, dość wąski, kręty, sporo korzeni (na jednym wyglebiłem :)). Po singielkowych emocjach pora na odpalenie lampek, w moim przypadku CatEye Hl-EL520, a u Mariusza to bocialarka. I wtedy nastąpiła nocna jazda przez Puszczę Zielonka, najpierw zgodnie z oznaczeniami Pierścienia. Na odcinku za Bednarami spora ilość liści wtargnęła się w napęd, zarówno mi, jak i klosiowi spowodowało to przeskakiwanie lub nierówną pracę niektórych biegów. No cóż, na sprzęcie znamy się dość dobrze i równie dość szybko usunęliśmy "liściastą usterkę w napędzie" :) Jadąc tamtędy sporo leśnej zwierzyny przebiegało wtedy przez jezdnię w blasku naszych lampek. Po dojechaniu do Rakowni zboczyliśmy z oznaczeń Pierścienia i jazda w rejon jeziora Karpnik i dalej do Bolechowa, fajnie się tędy, jak i na całym nocnym odcinku jechało w blasku księżyca i świetle rowerowych lampek. W Promnicach przekroczyliśmy Wartę i myk północnym nadwarciańskim. Jechałem tędy z przodu i chyba za szybko :) Po dojechaniu do Naramowic spojrzałem na licznik - będzie stówka :) W pobliżu Cytadeli rozdzieliliśmy się i tak dalej już sam przez ścieżki Cytadeli, Parku Sołackiego, Rusałki i Lasku Marcelińskiego dotarłem do domu.
    Jazda terenem nocą przez las to zupełnie inne klimaty, niż za dnia, wszystko wygląda inaczej.
    Nie wiem czyja to sprawka bo tą stówkę trzasnąłem bez żadnego większego zmęczenia :)

    Dzięki Mariusz za wspólną jazdę, pomysł popołudniowo-nocnej jazdy był niezły i do następnego szaleństwa :)