Info o mnie.
- przejechane: 192328.69 km
- w tym teren: 69386.25 km
- teren procentowo: 36.08 %
- v średnia: 22.50 km/h
- łączny czas: 354d 09h 51m
- najdłuższy trip: 329.90 km
- max prędkość: 83.56 km/h
- max wysokość: 2845 m
Kategorie
-
Bike Maraton - 41
bikestatsowe zawody - 8
CX - 7
do 100 km - 1255
do 50 km - 1259
do/z pracy - 278
dron - 73
dzień wyścigowy - 253
Etapówki MTB - 31
Festive 500 - 55
Gogol MTB - 62
Kaczmarek Electric - 21
maratony - 182
MTB Marathon - 31
na orientację - 6
nocne - 290
podium, te szerokie też - 37
podsumowanie - 11
pomiar czasu - 67
ponad 100 km - 259
ponad 200 km - 28
ponad 300 km - 4
poza PL - 120
Solid MTB - 30
sprzęt - 50
szoska - 471
Uphill race - 8
w górach - 340
w roli kibica - 10
w towarzystwie - 412
wyprawy - 80
wysokie szczyty - 35
XC - 32
z przyczepką - 4
-
Moja stajnia
w użyciu
Orbea Oiz M20

Black Peak

Accent Peak 29
Canyon Endurace
Sztywna Biria
archiwum
Scott Scale 740
TREK 8500
Kross Action
Accent Tormenta 1
Accent Tormenta 2
Accent Tormenta 3
Archiwum
2025
2024
2023
2022
2021
2020
2019
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
-
2026, Sierpień - 7 - 0
2026, Lipiec - 15 - 12
2026, Czerwiec - 11 - 2
2026, Maj - 12 - 0
2026, Kwiecień - 10 - 0
2026, Marzec - 9 - 0
2026, Luty - 8 - 0
2026, Styczeń - 8 - 0
2025, Grudzień - 8 - 0
2025, Listopad - 9 - 0
2025, Październik - 8 - 0
2025, Wrzesień - 8 - 0
2025, Sierpień - 13 - 23
2025, Lipiec - 12 - 22
2025, Czerwiec - 9 - 20
2025, Maj - 10 - 20
2025, Kwiecień - 8 - 21
2025, Marzec - 10 - 24
2025, Luty - 8 - 16
2025, Styczeń - 7 - 13
2024, Grudzień - 15 - 38
2024, Listopad - 7 - 15
2024, Październik - 9 - 21
2024, Wrzesień - 10 - 18
2024, Sierpień - 12 - 20
2024, Lipiec - 14 - 30
2024, Czerwiec - 18 - 40
2024, Maj - 10 - 24
2024, Kwiecień - 15 - 37
2024, Marzec - 12 - 29
2024, Luty - 9 - 27
2024, Styczeń - 9 - 25
2023, Grudzień - 12 - 34
2023, Listopad - 10 - 33
2023, Październik - 9 - 27
2023, Wrzesień - 11 - 28
2023, Sierpień - 8 - 16
2023, Lipiec - 16 - 43
2023, Czerwiec - 11 - 27
2023, Maj - 17 - 36
2023, Kwiecień - 12 - 45
2023, Marzec - 6 - 16
2023, Luty - 8 - 32
2023, Styczeń - 8 - 26
2022, Grudzień - 8 - 20
2022, Listopad - 8 - 25
2022, Październik - 9 - 31
2022, Wrzesień - 12 - 16
2022, Sierpień - 10 - 24
2022, Lipiec - 16 - 37
2022, Czerwiec - 12 - 26
2022, Maj - 16 - 32
2022, Kwiecień - 14 - 49
2022, Marzec - 9 - 30
2022, Luty - 8 - 18
2022, Styczeń - 10 - 27
2021, Grudzień - 10 - 25
2021, Listopad - 11 - 29
2021, Październik - 12 - 35
2021, Wrzesień - 15 - 30
2021, Sierpień - 16 - 24
2021, Lipiec - 20 - 34
2021, Czerwiec - 19 - 42
2021, Maj - 15 - 34
2021, Kwiecień - 15 - 30
2021, Marzec - 12 - 35
2021, Luty - 11 - 32
2021, Styczeń - 13 - 42
2020, Grudzień - 17 - 37
2020, Listopad - 13 - 51
2020, Październik - 14 - 40
2020, Wrzesień - 19 - 33
2020, Sierpień - 20 - 42
2020, Lipiec - 25 - 65
2020, Czerwiec - 21 - 77
2020, Maj - 21 - 75
2020, Kwiecień - 14 - 60
2020, Marzec - 7 - 21
2020, Luty - 15 - 34
2020, Styczeń - 13 - 46
2019, Grudzień - 20 - 76
2019, Listopad - 14 - 50
2019, Październik - 13 - 44
2019, Wrzesień - 24 - 46
2019, Sierpień - 23 - 25
2019, Lipiec - 23 - 31
2019, Czerwiec - 26 - 42
2019, Maj - 25 - 58
2019, Kwiecień - 24 - 75
2019, Marzec - 18 - 56
2019, Luty - 16 - 45
2019, Styczeń - 15 - 53
2018, Grudzień - 18 - 68
2018, Listopad - 10 - 36
2018, Październik - 20 - 42
2018, Wrzesień - 31 - 67
2018, Sierpień - 21 - 82
2018, Lipiec - 18 - 58
2018, Czerwiec - 14 - 55
2018, Maj - 19 - 55
2018, Kwiecień - 18 - 68
2018, Marzec - 14 - 55
2018, Luty - 10 - 52
2018, Styczeń - 10 - 52
2017, Grudzień - 10 - 42
2017, Listopad - 7 - 44
2017, Październik - 10 - 43
2017, Wrzesień - 17 - 46
2017, Sierpień - 19 - 43
2017, Lipiec - 19 - 83
2017, Czerwiec - 17 - 42
2017, Maj - 21 - 60
2017, Kwiecień - 19 - 47
2017, Marzec - 15 - 38
2017, Luty - 13 - 32
2017, Styczeń - 14 - 47
2016, Grudzień - 9 - 14
2016, Listopad - 9 - 24
2016, Październik - 14 - 19
2016, Wrzesień - 14 - 66
2016, Sierpień - 16 - 24
2016, Lipiec - 21 - 41
2016, Czerwiec - 15 - 26
2016, Maj - 24 - 77
2016, Kwiecień - 18 - 47
2016, Marzec - 18 - 42
2016, Luty - 13 - 26
2016, Styczeń - 14 - 39
2015, Grudzień - 14 - 72
2015, Listopad - 8 - 26
2015, Październik - 8 - 23
2015, Wrzesień - 12 - 27
2015, Sierpień - 18 - 31
2015, Lipiec - 16 - 59
2015, Czerwiec - 21 - 72
2015, Maj - 21 - 53
2015, Kwiecień - 20 - 88
2015, Marzec - 19 - 88
2015, Luty - 16 - 59
2015, Styczeń - 15 - 59
2014, Grudzień - 11 - 60
2014, Listopad - 19 - 34
2014, Październik - 12 - 22
2014, Wrzesień - 17 - 37
2014, Sierpień - 18 - 31
2014, Lipiec - 22 - 95
2014, Czerwiec - 18 - 73
2014, Maj - 16 - 76
2014, Kwiecień - 21 - 77
2014, Marzec - 20 - 73
2014, Luty - 16 - 80
2014, Styczeń - 7 - 31
2013, Grudzień - 18 - 87
2013, Listopad - 13 - 78
2013, Październik - 15 - 60
2013, Wrzesień - 16 - 65
2013, Sierpień - 15 - 76
2013, Lipiec - 26 - 161
2013, Czerwiec - 21 - 121
2013, Maj - 20 - 102
2013, Kwiecień - 20 - 116
2013, Marzec - 18 - 117
2013, Luty - 15 - 125
2013, Styczeń - 12 - 92
2012, Grudzień - 20 - 106
2012, Listopad - 10 - 82
2012, Październik - 13 - 46
2012, Wrzesień - 17 - 96
2012, Sierpień - 16 - 99
2012, Lipiec - 23 - 113
2012, Czerwiec - 17 - 97
2012, Maj - 18 - 61
2012, Kwiecień - 20 - 132
2012, Marzec - 20 - 130
2012, Luty - 9 - 57
2012, Styczeń - 10 - 55
2011, Grudzień - 11 - 84
2011, Listopad - 12 - 96
2011, Październik - 20 - 127
2011, Wrzesień - 17 - 170
2011, Sierpień - 23 - 109
2011, Lipiec - 11 - 116
2011, Czerwiec - 3 - 154
2011, Maj - 24 - 186
2011, Kwiecień - 15 - 255
2011, Marzec - 24 - 213
2011, Luty - 26 - 187
2011, Styczeń - 18 - 199
2010, Grudzień - 19 - 173
2010, Listopad - 13 - 106
2010, Październik - 14 - 118
2010, Wrzesień - 15 - 192
2010, Sierpień - 25 - 209
2010, Lipiec - 27 - 126
2010, Czerwiec - 28 - 191
2010, Maj - 20 - 255
2010, Kwiecień - 24 - 220
2010, Marzec - 18 - 196
2010, Luty - 9 - 138
2010, Styczeń - 11 - 134
2009, Grudzień - 12 - 142
2009, Listopad - 11 - 128
2009, Październik - 8 - 93
2009, Wrzesień - 24 - 158
2009, Sierpień - 22 - 118
2009, Lipiec - 19 - 143
2009, Czerwiec - 20 - 94
2009, Maj - 19 - 170
2009, Kwiecień - 25 - 178
2009, Marzec - 14 - 137
2009, Luty - 7 - 50
2009, Styczeń - 11 - 96
2008, Grudzień - 11 - 131
2008, Listopad - 13 - 56
2008, Październik - 17 - 64
2008, Wrzesień - 17 - 62
2008, Sierpień - 21 - 78
2008, Lipiec - 18 - 39
2008, Czerwiec - 24 - 74
2008, Maj - 15 - 23
2008, Kwiecień - 7 - 40
2008, Marzec - 6 - 14
Wpisy archiwalne w kategorii
wyprawy
| Dystans całkowity: | 9995.38 km (w terenie 475.30 km; 4.76%) |
| Czas w ruchu: | 519:02 |
| Średnia prędkość: | 19.26 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 83.56 km/h |
| Suma podjazdów: | 36178 m |
| Liczba aktywności: | 76 |
| Średnio na aktywność: | 131.52 km i 6h 49m |
| Więcej statystyk | |
Piątek, 17 lipca 2026 • dodano: 21.08.2026 | Komentarze 2
Poranne czynności na kempingu w Ustroniu zleciały nam sprawnie i ruszamy o 8:37 na ostatni etap tejże wyprawy. Jak się później okazało - przez większość trasy zmagaliśmy się z upałem, a ostatnie 40km przebiegły w pochmurno - deszczowych klimatach, ale po kolei.
Już po minięciu rogatek Ustronia pożegnaliśmy się z Beskidami i nastąpiła jazda przeważnie pagórkowata.

Przekraczamy Wisłę taką wąską kładką © JPbike

Cieszyn. Ładne te kamienice © JPbike

Na Rynku w Cieszynie © JPbike

Dalsza jazda to właściwie mniej - więcej takie klimaty © JPbike

Przekraczamy Odrę w Raciborzu © JPbike

Wjeżdżamy na Opolszczyznę © JPbike
Po przekroczeniu stówki, w Baborowie robimy przerwę niby obiadową (bez gotowania) na tamtejszym stadionie MGKS "Cukrownik".

Jak widać - zaczęło się chmurzyć i nadciągają deszczowe chmury © JPbike

Klimatyczna fotka dnia, autorstwa kompana :) © JPbike
Po dotarciu do przygranicznej, czeskiej mieściny Osoblaha przejmuję nawigowanie do końcowego celu - te tereny są mi dość dobrze znane. Zaraz po tym zaczyna padać, z każdą minutą coraz mocniej, do tego mamy kręcenie centralnie pod wiatr i zaczynają się pagóry, czyli powoli wjeżdżamy w Sudety. Przez pierwsze parę km-ów nie jest najgorzej - my przepoceni i nagrzani upałem elegancko i oczywiście w ruchu kąpiemy się w deszczu i dość szybko osiągamy komfort termiczny :)
Po niedługim czasie deszcz wciąż mocno padał, przejeżdżaliśmy wtedy przez dość długą wioskę Jindřichov, na głównej i lekko podjazdowej ulicy spływał niezły potok, chlapanie mieliśmy niezłe, w momencie mijania hasiči (remizy straży pożarnej) zauważyłem niemało mieszkańców i turystów przeczekujących ów ulewny deszcz w jasno oświetlonych garażach do wozów strażackich.
W końcu przemoknięty do suchej nitki kompan odezwał się do mnie pytaniem: "daleko jeszcze?". Cóż, w taką deszczową aurę trzeba być twardym, a nie miękkim, przecież z cukru nie jesteśmy, do tego to już ostatnie kilometry ...
I tak dalej, tuż przy granicy z PL zatrzymaliśmy się w znanej mi zadaszonej i osłoniętej od wiatru budce, robimy chwilę postoju, informuję przyjaciół do których właśnie się wybieramy że jesteśmy blisko, zakładamy wiatrówki by nie wychłodzić się, po chwili deszcz zelżał i jazda pokonać ostatnie km-y naszej wyprawy, które zleciały sprawnie, przestało padać.

Mokre i ostatnie km-y wyprawy © JPbike
Oczywiście dotarliśmy do celu cali i zdrowi, również sprawnie zleciało ogarnianie się po tym całkowitym przemoknięciu.
Natomiast reszta wieczoru i cały następny dzień u fantastycznych przyjaciół tam mieszkających a jakże miło zleciały - tak miło że będzie co wspominać i oczywiście korzystać z życia najlepiej jak się umie :)
TRASA - na stravie.
KLIK do dnia piątego, KLIK do powrotu na pierwszy dzień.
Kategoria ponad 100 km, w towarzystwie, wyprawy
Czwartek, 16 lipca 2026 • dodano: 19.08.2026 | Komentarze 0
Pobudka tegoż dnia wyszła nam dość wcześnie, więc kawa, śniadanie (resztki wczorajszej pizzy), zwijanie obozowiska i ruszamy o 8:34 na dalszą trasę, początkowo w mglistych klimatach, a następnie już do końca dnia w pięknej słonecznej aurze, do tego bez upałów - tylko korzystać z aktywnego życia na urlopie :)

Godzina 6:18, mglisty poranek © JPbike

Zamglenie takie że nie wiemy czy jesteśmy w górach, czy w Wielkopolsce :) © JPbike
W trakcie przerwy na drugie śniadanie, tuż przed granicą ze Słowacją (tak, ponownie kręciliśmy fragment trasy poza PL) podjechał do nas lokales na zdychającym skuterze, który przymusowo musiał się zatrzymać z powodu niebieskiego dymu z rury wydechowej, pogadaliśmy sobie i dowiedzieliśmy się że w tamtym miejscu są piękne widoki zarówno na Tatry, jak i Babią Górę - tyle że akurat te widoki były zamglone/zachmurzone...

Długa prosta, to w Słowacji © JPbike

Trochę się wypogodziło. Widok może na Babią Górę, albo na Pasmo Policy © JPbike

Tylko tyle udało nam się zobaczyć Tatry © JPbike

Słowacki odcinek to m.in. aż 15km kręcenia przez trzy wioski © JPbike

Dokręcamy do granicy w Korbielowie (ponad 800m.n.p.m) © JPbike

Beskidzki zjazd do doliny rzeki Soły © JPbike

Podjazd dnia, Kamesznica - Koniaków zaliczony, było GRUBO © JPbike

Kompan podjeżdżający zygzakiem i załapane Audi 80, chyba Quattro :) © JPbike

Piękny beskidzki widoczek © JPbike

Tędy się podjeżdża na Ochodzitą, wspomnienia takie aż musiałem poprosić o fotkę :) © JPbike

Istebna. Ci z czasów MTB Martahon znają to miejsce © JPbike
W powyższym miejscu czas na makaronową przerwę obiadową w dużej zadaszonej wiacie.

Z sentymentu odwiedziliśmy słynne istebniańskie korzonki - obecnie zdewastowane :( © JPbike
Przed nami i zgodnie z planem został do pokonania dobrze znany podjazd na Kubalonkę, zjazd do Wisły - z sentymentem mijałem miejsce, w którym kończyłem pamiętną Wyprawę Dookoła Polski, po tym dokręcamy do Ustronia, zakupy żywnościowe i jazda na wyczajony w necie kemping tuż przy brzegu Wisły.

Wisła w Ustroniu © JPbike
No i rozkładamy swoje płócienne chatki, ciepły prysznic (płatny), kolacja, piwko z chipsami i już po zmierzchu kładziemy się do spania.

Wieczór na kempingu w Ustroniu © JPbike
TRASA - na stravie.
KLIK do dnia czwartego, KLIK do dnia szóstego).
Kategoria ponad 100 km, w górach, w towarzystwie, wyprawy
Środa, 15 lipca 2026 • dodano: 11.08.2026 | Komentarze 0
Pobudka, śniadanie (w wiacie), podładowanie powerbanka, zwijanie namiotów i ruszamy o 8:50, w pochmurnych klimatach na kolejne górskie kręcenie z sakwami. Jak się później okazało - to był długi czasowo i najbardziej przewyższeniowy dzień wyprawy.

Przekraczamy graniczny most nad Popradem © JPbike

Jazda wzdłuż Popradu i linii kolejowej © JPbike

W takich klimatach przyjemnie się kręci © JPbike

Tam na górze - średniowieczny zamek w Rytrze © JPbike

Czas na kolejne i solidne wspinaczki © JPbike

Jest pięknie - Drogbas to potwierdza :) © JPbike

Ku naszej uciesze - terenowy fragmencik też się trafił :) © JPbike

Po dotarciu nad Dunajec parokrotnie dopadł nas przelotny deszcz © JPbike

Jazda wzdłuż Dunajca © JPbike

Klimatyczne spojrzenie na szczyty Beskidu Sądeckiego © JPbike

Sentymentalne spojrzenie na gorczańską wieżę na Lubaniu © JPbike
Po dotarciu do Krościenka nad Dunajcem decydujemy się na jazdę dość ruchliwą 969-tką do Dębna, by zyskać na czasie i zgodnie z planem dotrzeć tegoż dnia na nocleg gdzieś na zachód za Zakopanem, co oczywiście udało się zrobić to za widna.

Na trasie 969-tki. Tatry (poza kadrem) niestety tegoż dnia były zachmurzone © JPbike

Na zachodnim fragmencie Velo Czorsztyn © JPbike

Ten po prawej to ma gadane ze zwierzakami :) © JPbike

Czas na podjazd dnia (Biały Dunajec - Gubałówka) © JPbike

Dla takich widoczków WARTO :) © JPbike

Widoczek z podjazdu na Ząb © JPbike

Końcówka podjazdu na Gubałówkę © JPbike

Tak wygląda komercyjna rzeczywistość na Gubałówce © JPbike

Tej panoramy na znane miasto nie trzeba przedstawiać © JPbike

Najwyższy punkt wyprawy zdobyty. Piona kompanie :) © JPbike
Po zacnej przerwie na szczycie - trzeba jechać dalej, w tym przypadku mieliśmy bardzo fajny zjazd do Nowej Bystrej i dalej w stronę Czarnego Dunajca, w którym zrobiliśmy przerwę na obiadokolację w postaci dużej pizzy (nie zjedliśmy całej, więc reszta była na śniadanie następnego dnia). Po tym była już późna pora i powoli zapadał zmrok. Udaje nam się jeszcze zrobić zakupy w Biedronce i namierzyć online pole namiotowe - po dotarciu na miejsce owe pole okazało się jakby opuszczone, nikogo z obsługi nie spotkaliśmy, ważne że polanka jest wykoszona, więc bez zastanawiania rozbijamy obóz, ogarniamy się, wieczorne piwko i czas spać.

Obóz gotowy. Klimatyczny mglisty wieczór © JPbike
Jak już wspominałem na początku wpisu - to był długi i fajny dzień z najwyższym przewyższeniem na wyprawie i wypada dodać jeden minus - mocno zachmurzony "widok" na tatrzańskie szczyty.
TRASA - na stravie.
KLIK do dnia trzeciego, KLIK do dnia piątego.
Kategoria ponad 100 km, w górach, w towarzystwie, wyprawy
Wtorek, 14 lipca 2026 • dodano: 08.08.2026 | Komentarze 2
Nazajutrz, na fajnym polu namiotowym sprawnie zleciały nam zarówno śniadanie (w wiacie) i zwijanie ekwipunku turystycznego, po czym ruszamy o 8:57 na dalszą trasę, mając spoczko temperaturkę na poziomie poniżej 20°C i trochę zamglone klimaty pięknego Beskidu Niskiego.

Już od pierwszych km-ów mamy świetne humory :) © JPbike

Jest pięknie. Tylko kręcić tędy © JPbike

Wśród soczystej zieleni © JPbike
Po przejechaniu 20km wypogodziło się na dobre, można zdjąć podkoszulek i robimy przerwę w przydrożnej wiacie. Wymyśliliśmy również że wypróbuję ładowanie telefonu poprzez zamocowanie paneli solarnych do tylnych sakw - faktycznie, po ujechaniu w pięknym słońcu kilkadziesiąt km-ów cosik tam się naładowało :)

Przejazd przez zabytkowy, żelazny most na Wisłoce w Krempnej © JPbike

Wjeżdżamy do Magurskiego Parku Narodowego © JPbike

Przejazd przez MPN przebiega przez taki podjazdowo - zjazdowy asfalcik © JPbike

Spotkanie z pieszą wiarą © JPbike
Kompan, który na tejże wyprawie zajmuje się nawigowaniem (w wersji online) parę km-ów wcześniej zapytał mnie czy możemy kawałek trasy pokonać przez Słowację - bez wahania się zgodziłem, ale i tak oznaczało to że nasza trasa wypadła z kategorii "Dookoła Polski".

Słowacki widoczek (1) © JPbike

Słowacki widoczek (2) © JPbike

Wracamy do Polski... podjazdem, który dał nam w kość © JPbike

Po wjechaniu do kraju zastajemy dwujęzyczne nazwy wiosek © JPbike

Tu miała być gruppen fota w ruchu, a wyszła stójkowa :) © JPbike

Cerkiew Opieki Matki Bożej w Hańczowej © JPbike
W miarę zbliżania się do Krynicy-Zdroju te świetne dla rowerzystów boczne asfalciki zaskakują nas zarówno pięknymi widoczkami, jak i solidnymi nachyleniami zarówno w górę, jak i w dół, czyli coś dla koneserów rasowego górskiego kręcenia :)
Żebyście wiedzieli - najlżejsze przełożenie u mnie to 32-36 (nie wspomnę o sakwiarskim obciążeniu), a u bikepackingowego kompana to 32-50...

Z cyklu "Ja w swoim turystycznym żywiole" :) © JPbike

Przejazd przez Krynicę-Zdrój (1) © JPbike

Przejazd przez Krynicę-Zdrój (2) © JPbike
Owe ładne (i tłoczne w sezonie) miasto kojarzy mi się głównie z golonkowymi maratonami - przed laty startowałem tu trzykrotnie, w 2009, 2010 i 2011.
Poza tym zatrzymaliśmy się przy małej pizzerii na obiad. Następnie kręcimy wzdłuż przygranicznej rzeki Poprad. W Muszynie odwiedzamy zakupowo Biedronkę, po czym lunął na nas deszcz, decydujemy się przeczekać w zadaszonym miejscu, trochę to trwało.

Jazda wzdłuż Popradu. Po deszczu wyszło klimatyczne słońce © JPbike
No i czas poszukać miejscówki na nocleg. Najpierw znajdujemy osłoniętą i mokro-trawiastą polankę, na której zaatakowało nas agresywne robactwo, więc szukamy dalej. W pewnym momencie kompan wpadł na pomysł sprawdzenia online pola namiotowego i faktycznie coś fajnego się znalazło, tyle że po słowackiej stronie, ale i tak bardzo nam się podobało - pięknie przystrzyżona trawa, staw z dużą rybą, zadaszona wiata, nówka prysznice.

Kolejna piękna miejscówka się trafiła © JPbike
I tak już rozbijamy namioty, wspólne wieczorne piwko, kolacja i spać.
Kolejny piękny dzień na wyprawie mieliśmy, na starość będzie co wspominać :)
TRASA - na stravie.
KLIK do dnia drugiego, KLIK do dnia czwartego.
Kategoria ponad 100 km, w górach, w towarzystwie, wyprawy
Poniedziałek, 13 lipca 2026 • dodano: 03.08.2026 | Komentarze 4
Po wczorajszym i całodniowym niewyspaniu obaj twardo spaliśmy, ale i tak o długim odsypianiu nie było mowy - trzeba jechać dalej. Poranna krzątanina sprzętowa przebiegła sprawnie, na wstępne "śniadanie" mieliśmy kawę i misie haribo, a tuż przed ruszeniem zjawił się bocian, a cały czas zastanawialiśmy się czy będziemy mieli bieszczadzkie spotkanie z niedźwiedziem... :)

Witamy w krainie niedźwiedzi i straży granicznej :) © JPbike

Drogbas pierwszy raz w życiu spogląda na piękne Bieszczady © JPbike

Sporo tu bocianów © JPbike
W Lutowiskach robimy pit-stop na zakupy żywnościowe, głównie świeże śniadanie, które spożywamy w drewnianym przystanku autobusowym.

Ten metalowy kosz na śmieci to oczywista ochrona przed niedźwiedziami © JPbike

Cerkiew w Lutowiskach, w wersji miniaturowej © JPbike

Widoczek na bieszczadzkie szczyty © JPbike

Jazda dalej trasą Wielkiej Pętli Bieszczadzkiej © JPbike

Dotarliśmy na południowo-wschodni kraniec wyprawy © JPbike

Chwila górskiego oddechu na Przełęczy Wyźniańskiej (860m) © JPbike

Klimatycznie tam, tylko kręcić tędy :) © JPbike

Kolejna wspinaczka, na Przełęcz Wyżną (872m) © JPbike

Jest pięknie :) © JPbike
Po wjechaniu na Przełęcz Wyżną mamy przed sobą fajny, dość długi i dość łagodny zjazd wśród lasów i bieszczadzkich wiosek, w jednej się zatrzymaliśmy przy sklepiku... :)

Na Szczerbanówce (wieża widokowa) zastajemy trochę zamglone widoki na szczyty © JPbike

Powoli i z widokowym rozmachem opuszczamy Bieszczady © JPbike

Jest fajnie - to widać :) © JPbike

Czas na pierwsze w życiu zwiedzanie Beskidu Niskiego © JPbike

Cerkiew Opieki Matki Bożej w Komańczy © JPbike
W Komańczy przysklepowy postój i kawałek dalej, tradycyjnie w przystanku autobusowym robimy makaronową przerwę obiadową.

Jazda takimi odcinkami to sama przyjemność - cisza i spokój © JPbike

Wisłok Wielki. Cerkiew św. Onufrego © JPbike

Przyjemnej jazdy ciąg dalszy © JPbike

Z cyklu "Uchwycony od tyłu" © JPbike
Po dotarciu do wioski Posada Jaśliska i uzupełnieniu wody w bidonach można szukać miejscówki na przenocowanie - tym razem natrafiliśmy na miłą niespodziankę w postaci darmowego pola biwakowego z WC i możliwością kąpieli w szerokim potoku Jasiołka.
Rozbicie obozu, kąpiel, kolacja, piwko, pogaduszki i czas spać po takim pięknym dniu :)

Za takie miejscówki na namioty pokochaliśmy Beskid Niski :) © JPbike
TRASA - na stravie.
KLIK do dnia pierwszego, KLIK do dnia trzeciego.
Kategoria ponad 100 km, w górach, w towarzystwie, wyprawy
Niedziela, 12 lipca 2026 • dodano: 01.08.2026 | Komentarze 4
Czas na kolejną wyprawę ze starym kompanem.
W tym sezonie tak wyszło że nie mieliśmy ambitnych planów, zatem padł spontaniczny pomysł na tytułowe kręcenie, poczynając od Przemyśla, a kończąc u podnóża Sudetów (koło Głuchołaz), ponoć przy takiej okazji postanowiłem nadrobić górskie zaległości z pamiętnej Wyprawy Dookoła Polski, podczas której z racji braku dłuższego wolnego musiałem w Wiśle odłączyć się od fantastycznej ekipy i wrócić do Poznania, ależ to były fajne czasy, gdy jeszcze nie miałem na sobie siwizny :)
Po wczorajszej relacji napiszę tylko że na zrobienie kolarskiego prania, uszykowania i spakowanie sprzętu do sakw miałem zaledwie 3 godziny, co oczywiście udało mi się, głównie dzięki nabraniu wprawy i doświadczeń z poprzednich wypraw. Jedyny minus - nie mam żadnego żarcia, na szczęście kompan był na to przygotowany niezłym zapasem jedzonka :)
No to już po północy byłem gotów i jazda przez wieczorny Poznań na dworzec kolejowy, na którym oczywiście spotkałem kompana. Nasz pociąg do Przemyśla odjeżdża po 1:30, zatem spoczko mieliśmy czas i okazało się że w tym czasie do naszego składu doczepiali kolejne wagony, po wejściu na pokład zastajemy tłok i jedynie 3 wieszaki na rowery, na szczęście to MY byliśmy jedynymi rowerzystami, uff :)
Początkowo ten tłoczny skład nas zniechęcił do zajęcia zarezerwowanych miejsc na fotelach (porozrzucali nas w dwóch różnych miejscach, taki urok PKP) i przez jakiś czas siedzieliśmy na podłodze obok swoich rumaków. Po drodze wsiadła fajna bikerka z wypasionym gravelem, którą nawet znam z widzenia (z instagrama) :)
Później owo siedzenie na podłodze znudziło nas i udaliśmy się na swoje siedzące miejsca, Drogbas siedział bliżej naszych rowerów i pilnował ich, a ja tkwiłem na drugim końcu wagonu, od czasu do czasu próbując zdrzemnąć i podziwiałem nierówną walkę współpasażerów z zepsutą elektryką drzwi przesuwnych i prowadzących głównie do WC (dla przypomnienia - taki urok PKP).
No dobra, w sumie cała ta podróż koleją trwała prawie 8 godzin, dało się wytrzymać i obaj zapisujemy to w swoich życiorysach jako najdłuższe kolejowanie z rowerem.

Na dworcu w Przemyślu. Czas rozpocząć wyprawę © JPbike

Przemyśl z taką miejscówką wpadł nam w oko © JPbike

Z wąskimi podjazdami lekko tam nie jest © JPbike

Podziwianie panoramy Przemyśla © JPbike

Jazda dalej, na właściwą trasę, w stronę Bieszczad © JPbike

Kapliczka napotkana na podjeżdziku © JPbike

Zaczynają się miłe dla nas górskie klimaty © JPbike

Droga do Arłamowa, pewnie znacie to miejsce :) © JPbike
Drodzy czytelnicy mojego bloga, zapewne nie uwierzycie że... obok powyższego miejsca, podczas przerwy na wyjątkowy męski napój spotkaliśmy... trenującą Anitę Włodarczyk i jej trenera, zresztą wspólnej fotki nie będzie, bo MY w 100% rozumiemy że nie należy przeszkadzać profesjonalnym sportowcom w trakcie treningów :)

Wjeżdżamy na południowo-wschodni kraniec Polski © JPbike

Podkarpacka przerwa, by coś przekąsić © JPbike

Aerodynamiczny zjazd z wykonaniu kompana © JPbike

Cerkiew Narodzenia Najświętszej Marii Panny w Liskowatem © JPbike

Podkarpackie klimaty © JPbike

Wpadła nam w oko taka zacna i stara chata © JPbike
Po dotarciu do Ustrzyk Dolnych i zrobieniu zakupów czas poszukać miejsca na przenocowanie, bo przez cały dzień zmagaliśmy się z wiadomym niewyspaniem. W owym mieście, po sprawdzeniu w mobilnym necie pola namiotowego i dotarciu do niego okazuje się że zamiast campingu jest tam... nowo powstały pump track. No to kręciliśmy dalej, w stronę Ustrzyk Górnych i częściowo po mokrej nawierzchni.

Na trasie Wielkiej Pętli Bieszczadzkiej © JPbike
Miejsce na nocleg znajdujemy za wioską Czarna Górna, średniej wielkości wykoszoną polankę na niezłej wysokości (ponad 600m) i obok zaniedbanych zabudowań obrośniętych wysokimi chaszczami. Rozbicie namiotów, rozwieszenie mojego prania, kolacja, pogaduszki, obowiązkowe PIWKO i można iść spać.

Fajna miejscówka na obozik się znalazła © JPbike
TRASA - na stravie.
KLIK do dnia drugiego.
Kategoria do 100 km, w górach, w towarzystwie, wyprawy
Sobota, 19 lipca 2025 • dodano: 22.07.2025 | Komentarze 7
Kolejna, czyli piąta wielodniowa wyprawa ze starym kompanem Drogbasem udanie zrealizowana :)
Tym razem udaliśmy się na Lofoty, o których marzyłem - niezwykłe wyspy położone w północnej Norwegii, do tego za kołem polarnym, co oznaczało że pierwszy raz w życiu doświadczyliśmy całodobowego widna, fajne przeżycie :)
Jak zwykle dwa tygodnie urlopu to za mało dla nas, zatem dojazd do punktu startowego zrealizowaliśmy za pomocą auta, pokonując w jedną stronę imponujące... 2260km (nie licząc przeprawy promowej przez Bałtyk).
W obozie aklimatyzacyjnym, w wiosce Nygårdsjøen okazało się że właściciele noclegowni to... Polacy, co oczywiście spowodowało że miło było i sporo rozmów zleciało. Jeśli ktoś z Was chciałby się wybrać w tamte okolice i przenocować (w przytulnej przyczepie kempingowej) to oczywiście dam namiar :)
Do pokonania wyznaczyłem ponad 750km trasę, w rzeczywistości wyszło tego więcej, bo przejechaliśmy 820km. Znana już nam kapryśna skandynawska aura tym razem okazała się być dla nas łaskawa, bo początkowo dominowały pochmurne klimaty, a po wjechaniu w najpiękniejsze zakątki Lofotów wyszło ostre polarne słońce, które nieźle dało nam popalić :)
Jak to w życiu bywa - aż tak kolorowo nie było - z racji szczytu wakacyjnego sezonu i znikomej ilości bocznych dróg na dalekiej północy, przez znaczną większość trasy musieliśmy się poruszać głównymi szosami, na których ruch, szczególnie kamperów, aut z przyczepami campingowymi, motocyklistów i niestety ciężarówek był spory, na szczęście obyło się bez przykrych przygód - to najważniejsze :)
No i kompan Jarek kolejny raz spisał się świetnie, a po zakończeniu tejże wyprawy błagał mnie o to, abym wymyślił kolejną wyprawę ... :)
Rozgrzewka - Nygårdsjøen - Sandhornøya, 62.47km, 868m up - KLIK do relacji
Dzień 1 - Nygårdsjøen - Gyltvikmoen, 117.62km, 1288m up - KLIK do relacji
Dzień 2 - Gyltvikmoen - Bogen, 148.02km, 2252m up - KLIK do relacji
Dzień 3 - Bogen - Herjangen, 113.40km, 1211m up - KLIK do relacji
Dzień 4 - Herjangen - Hanøy, 169.57km, 1592m up - KLIK do relacji
Dzień 5 - Hanøy - Svolvær, 54.09km, 552m up - KLIK do relacji
Dzień 6 - Svolvær - Tussan, 92.56km, 859m up - KLIK do relacji
Dzień 7 - Tussan - Nygårdsjøen, 125.18km, 1454m up - KLIK do relacji

No to jazda :) © JPbike

Tunelowej jazdy mieliśmy sporo, w tym dwa podmorskie © JPbike

Zacne chwile z ulubionym napojem :) © JPbike

Pięknie tam (1) © JPbike

Drogi na północy Norwegi są spoczko © JPbike

Skandynawskie zielono mi © JPbike

Takie sytuacje na norweskich drogach to normalka :) © JPbike

Pięknie tam (2) © JPbike

Pięknie tam (3) © JPbike

Pięknie tam (4) © JPbike

Imponujący widok :) © JPbike

Pomnik ku czci Bitwy o Narvik, polski akcent też tam jest © JPbike

Pięknie tam (5) © JPbike

Takich uroczych wodospadów mijaliśmy sporo © JPbike

Jeden z wielu pokaźnych mostów - na tym mocno wiało z boku © JPbike

Pięknie tam (6) © JPbike

Nic, tylko pomykać :) © JPbike

Nasz najdłuższy tunel zaliczony - aż 6.5km! © JPbike

Pięknie tam (7) © JPbike

Takich odcinków na całej trasie pokonywaliśmy mnóstwo © JPbike

Pięknie tam (8) © JPbike

Gdy tylko wyszło słońce to nie wiadomo co focić :) © JPbike

Imponująca jest wielkość tych gór © JPbike

Pięknie tam (9) © JPbike

Port w Svolvær © JPbike

Przerwa obiadowa w stadionowej budce komentatorskiej © JPbike

Tak, tu spaliśmy :) © JPbike

Typowa boczna droga na krańcach Lofotów © JPbike

Dronowy widoczek na Henningsvær © JPbike

Urok Lofotów (1) © JPbike

Pięknie tam (10) © JPbike

Jak widać - humory dopisują :) © JPbike

Klimatycznie tam, szczególnie ta chmura w oddali © JPbike

To nie Karaiby, to Lofoty :) © JPbike

Pięknie tam (11) © JPbike

Pięknie tam (12) © JPbike

Fajny ten błękit wód przylegających do Atlantyku © JPbike

Hamnøy - urocza wioska na krańcach Lotofów © JPbike

Urok Lofotów (2) © JPbike

Typowe chatki rybackie © JPbike

Urok Lofotów (3) © JPbike

Na końcu drogi jest taka wioska o najkrótszej nazwie :) © JPbike

Dronowy widoczek na końcówkę Lofotów © JPbike

To już ponownie na stałym lądzie. Widok prawie jak na naszym Podhalu na Tatry :) © JPbike

Ostatnie km-y to sielanka w takich klimatach © JPbike
Kategoria podsumowanie, poza PL, w towarzystwie, wyprawy
Wtorek, 15 lipca 2025 • dodano: 15.10.2025 | Komentarze 0
No i ostatni dzień kręcenia po Lofotach, szkoda ... :)
Kolejny wyspiarski dzień z fantastyczną i słoneczną pogodą. Pobudka, kawa i śniadanie, po czym zwijamy obozowisko w towarzystwie dość mocnego polarnego wiatru i ruszamy o 9:29 w stronę krańca Lofotów, czyli do wioski z najkrótszą nazwą - Å.

No i jazda dalej. Cały czas jest pięknie :) © JPbike
Po przejechaniu 4km czas pokonać drugi na wyprawie podmorski tunel - Nappstraumtunnelen (1.8km) i wjeżdżamy na kolejną wyspę - Flakstadøya.

Klimatycznie tam, szczególnie ta chmura w oddali © JPbike

Na Lofotach stoki gór są strome, że promienie słoneczne nie wszędzie docierają © JPbike

Kompan zadowolony, bo pięknie tam :) © JPbike

Imponujący majestat gór © JPbike

Typowy kemping na Lofotach © JPbike

To nie Karaiby, to Lofoty :) © JPbike

Klimacika ciąg dalszy © JPbike

Pięknie tam :) © JPbike

Tam w oddali most prowadzący na ostatnią wyspę - na Moskenesøya © JPbike

Nic, tylko kręcić tędy z pełną pasją :) © JPbike

Fajny ten błękit wód przylegających do Atlantyku © JPbike

W okolicach południa na wyspie Moskenesøya przestało wiać i miło się kręciło © JPbike

Hamnøy - urocza wioska na krańcach Lotofów © JPbike

Urok wąskich i widoczkowych mostów na Lofotach © JPbike

Pięknie tam (2) :) © JPbike

Typowe chatki rybackie © JPbike

To już właściwie końcówka głównej drogi na Lofotach (E10) © JPbike

No i dojechaliśmy. Fajnie tak zapozować przy wiosce o najkrótszej nazwie :) © JPbike

Dronowy widoczek na całą wioskę Å © JPbike

Wysepki i wody Morza Norweskiego (część Atlantyku) na końcówce Lofotów © JPbike

Czas wracać do Moskenes na prom © JPbike
Po dokręceniu na przystań tak wyszło że czasowo idealnie trafiliśmy, by bez czekania wyruszyć na ponad trzygodzinny rejs promem z Moskenes do Bodø (ponad 90km).

Na promie trochę rowerów się zebrało © JPbike
Po dopłynięciu do Bodø i zrobieniu ostatnich na wyprawie zakupów przed nami zostało do pokonania 50km do zaparkowanego auta, w większości znaną nam już drogą.

To już na stałym lądzie. Widok prawie jak na naszym Podhalu na Tatry :) © JPbike

Ostatnie km-y to sielanka w takich klimatach © JPbike

Pokonujemy imponujący most w Saltstraumen © JPbike

Pięknie tam (3) :) © JPbike

No i dojechaliśmy do Nygårdsjøen, jest godzina 22:30 :) © JPbike
Przed nami już tylko częściowe rozkręcanie rowerów i pakowanie tego wszystkiego na pakę auta, po czym czas rozpocząć niespieszną nam drogę powrotną o długości 2250 km, która oczywiście zleciała nam spoczko, po drodze zaliczyliśmy aż cztery noclegi na dziko. Do Wielkopolski dotarliśmy cali i zdrowi na krótko przed sobotnio - niedzielną północą.
Najfajniejsze przeżycie na koniec skandynawskich wakacji - zobaczenie u nas zapadajacego zmroku po dwóch tygodniach spędzonych w trakcie długiego polarnego widna :)
TRASA - na stravie.
KLIK do dnia szóstego, KLIK do podsumowania.
Kategoria dron, ponad 100 km, poza PL, w górach, w towarzystwie, wyprawy
Poniedziałek, 14 lipca 2025 • dodano: 02.10.2025 | Komentarze 0
Zgodnie z planem ustalonym wczorajszego dnia - tegoż pięknego poniedziałkowego dnia wstajemy dość wcześnie, o 7 rano, zwijamy skaliste i piękne widokowo obozowisko, jazda do marketu na solidne zakupy żywnościowe, dodatkowo spieszyło nam się by zakończyć pewną dwudniową abstynencję ... :)

Słoneczny poranek w Svolvær © JPbike

Ujechaliśmy ze 3km i czas na przerwę śniadaniową z dodatkiem ... :) © JPbike

Jazda dalej. Pięknie tam :) © JPbike
Po przejechaniu 16km skręcamy na boczną drogę prowadzącą do urokliwej wioski Henningsvær, z fajnie położonym stadionem piłkarskim.
Z racji wakacyjnego szczytu ruch turystyczny na tejże wąskiej drodze był spory, co oczywiście troszkę odbierało nam przyjemność z jazdy, a kompan kilka razy chciał zawracać i wyraźnie nie miał ochoty na dodatkowe km-y (w sumie 17km kręcenia tam i nawrotka), koniec końców udało mi się go namówić na zrealizowanie zaplanowanego celu.

Typowa boczna droga na krańcach Lofotów © JPbike

Port w Henningsvær © JPbike

Cel dnia osiągnięty - stadion w Henningsvær (by dron) © JPbike

Natomiast widok na stadion z wysokości oczu nie jest już tak ładny :) © JPbike

Czas wracać na główną szosę. Przed nami wahadełko i wąski wiadukt © JPbike

Takie widoczki na spore góry są wręcz rewelacyjne, zwłaszcza w pełnym słońcu :) © JPbike

Pięknie tam (2) :) © JPbike

Ponownie mkniemy główną szosą E10 © JPbike

Przerwa na przekąski. Wiało nieźle i właśnie tak się schowaliśmy :) © JPbike

Przed nami most na wyspę Gimsøya. Siła bocznego wiatru - 9m/s :) © JPbike

Kolejny most za nami i jesteśmy na wyspie Vestvågøya © JPbike

Widokowa długa prosta - tylko kręcić tędy :) © JPbike

Pięknie tam (3) :) © JPbike

Nierzadko przyszło nam pomykać tak bliziutko czystej wody © JPbike

Muzeum Wikingów w Bøstad © JPbike

Takie ścieżki rowerowe na Lofotach są głównie w pobliżu miast © JPbike

W Leknes coś takiego się nam trafiło :) © JPbike
Po dotarciu do powyższego i niewyróżniającego się miasta (leży w sporej kotlinie) czas zrobić zakupy i bez pośpiechu można szukać miejscówki na rozbicie namiotów.
I tak sobie kręciliśmy dalej szosą E10, by po 4km wypatrzyć rozległą polanę z małymi wzniesieniami, na które trzeba było się wdrapać poprzez pchanie obładowanych rumaków - podłoże tam jest dość miękkie, ważne że suche.

Lekko oczywiście nie było, ale dla takich widoczków warto :) © JPbike

Obozowisko gotowe, widoczki wokół zacne, zatem czas na piwko :) (by dron) © JPbike

W pewnym momencie przyszło nam dokarmiać te mewy, sporo ich się zebrało :) © JPbike

Piękna fotka z kompanem na koniec tegoż dnia :) © JPbike
TRASA - na stravie.
KLIK do dnia piątego, KLIK do dnia siódmego.
Niedziela, 13 lipca 2025 • dodano: 22.09.2025 | Komentarze 2
Dość wcześnie wstałem - o 6 rano, a właściwie to szybko nagrzewające się wnętrze namiotu od ostrych i polarnych promieni słonecznych zmusiło nas do wczesnego zbierania się do dalszej jazdy - startujemy o 9:15.
A tak szczerze - obaj byliśmy ultra-miło zaskoczeni fantastyczną słoneczną pogodą na Lofotach - widoczki takie że będzie co wspominać do końca życia :)

Tegoż dnia od samego początku mieliśmy takie widoczki. Tylko kręcić tędy :) © JPbike

Pięknie tam :) © JPbike

Na trasie pokonywaliśmy 2 tunele, w tym jeden podmorski - mocne wrażenia :) © JPbike

By stworzyć taką widokową drogę, trzeba było te skałki wysadzić © JPbike

Imponujący i bardzo wysoki wodospad © JPbike

Pięknie tam (2) :) © JPbike

Przerwa na kawusię © JPbike
W trakcie powyższej przerwy, mijaliśmy dwóch bikepackingowców na wypasionych kolarkach/gravelach i z równie wypasionym sprzętem turystycznym - w tym momencie Drogbas spojrzał na mój sakwiarski rumak i coś tam wmawiał "że jest ciężki", dodał jeszcze coś w rodzaju "przerzuciłbyś się na lekki bikepacking" - od razu się uśmiechnąłem i stwierdziłem że wolę sakwiarską klasykę i nie planuję zmieniać sprzętu, a jeśli coś nie tak, to droga wolna i możesz gnać szybko przede mną :)
Poza tym w trakcie mycia garów po kawie w zatoczce przyfiordowej - pierwszy raz w życiu doświadczyłem mocno zasolonej wody, że jej smak jeszcze czułem przez parę godzin :)

Jazda dalej z kolejną porcją arcywidoczków © JPbike

Imponująca jest wielkość tych gór. Ten malutki punkt na szosie to kompan :) © JPbike

Pięknie tam (3) © JPbike

Pozdrowiłem z podziwem ową norweską rowerową rodzinkę :) © JPbike

Jak widać - główna droga na Lofotach to inżynieryjny kunszt :) © JPbike

Nic, tylko pomykać tędy :) © JPbike

Dojechaliśmy do Svolvær i czas na wylegiwanie, tylko piwa brak ... © JPbike

Port w Svolvær © JPbike
Z racji niedzielnego dnia, braku piwa i pozamykanych sklepów zapada decyzja że resztę tegoż dnia, wraz z przenocowaniem zostaniemy w tymże mieście, które okazuje się być stolicą Lofotów.

Przerwa obiadowa w stadionowej budce komentatorskiej © JPbike

W takim pięknym miejscu robiliśmy odpoczynkową ciszę poobiednią :) © JPbike
W powyższym i czyściutkim jeziorze Nedre Svolværvatnet próbowaliśmy się wykąpać, a woda tak lodowata że po wyjściu z niej nasze ciała szybko zabarwiły się na czerwono :)
Po przerwie czas poszukać miejscówki na obozik - najpierw mamy terenową wspinaczkę na powstający kompleks narciarski, a tam nic równego i suchego nie znalazło się, więc wracamy do miasteczka ...

Tutejsza woda w potokach jest tak czysta że ... :) © JPbike
I tak kompan poprowadził nas przez zabudowania firmowo/magazynowe na południowy kraniec Svolvær, zresztą będący skalistym półwyspem, wspinamy się na wzniesienie i jest fantastyczne miejsce na nasz obóz, do tego z arcywidoczkami :)

Miejscówka znaleziona, czas na kawusie z kawiarki :) © JPbike

Jak i podziwianie takich widoczków :) © JPbike

No i czas spać. Jest godzina 22:43 © JPbike
TRASA - na stravie.
KLIK do dnia czwartego, KLIK do dnia szóstego.
Kategoria do 100 km, poza PL, w górach, w towarzystwie, wyprawy








