top2011

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Jacek ze stolicy Wielkopolski
Info o mnie.

- przejechane: 192328.69 km
- w tym teren: 69386.25 km
- teren procentowo: 36.08 %
- v średnia: 22.50 km/h
- łączny czas: 354d 09h 51m
- najdłuższy trip: 329.90 km
- max prędkość: 83.56 km/h
- max wysokość: 2845 m

baton rowerowy bikestats.pl

Wyprawy z sakwami

polska
logo-paris
logo-alpy
TN-IMG-2156 TN-IMG-2156 tn-IMG-6357 south poland

Zrowerowane gminy



Archiwum 2025 button stats bikestats.pl 2024 button stats bikestats.pl 2023 button stats bikestats.pl 2022 button stats bikestats.pl 2021 button stats bikestats.pl 2020 button stats bikestats.pl 2019 button stats bikestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl 2011 button stats bikestats.pl 2010 button stats bikestats.pl 2009 button stats bikestats.pl 2008 button stats bikestats.pl

Wpisy archiwalne w kategorii

wyprawy

Dystans całkowity:9995.38 km (w terenie 475.30 km; 4.76%)
Czas w ruchu:519:02
Średnia prędkość:19.26 km/h
Maksymalna prędkość:83.56 km/h
Suma podjazdów:36178 m
Liczba aktywności:76
Średnio na aktywność:131.52 km i 6h 49m
Więcej statystyk
  • dystans : 161.40 km
  • czas : 08:28 h
  • v średnia : 19.06 km/h
  • v max : 63.13 km/h
  • podjazdy : 1235 m
  • rower : Accent Peak 29
  • Południowe obrzeże Polski - dzień 6

    Piątek, 17 lipca 2026 • dodano: 21.08.2026 | Komentarze 2


    Poranne czynności na kempingu w Ustroniu zleciały nam sprawnie i ruszamy o 8:37 na ostatni etap tejże wyprawy. Jak się później okazało - przez większość trasy zmagaliśmy się z upałem, a ostatnie 40km przebiegły w pochmurno - deszczowych klimatach, ale po kolei.
    Już po minięciu rogatek Ustronia pożegnaliśmy się z Beskidami i nastąpiła jazda przeważnie pagórkowata.

    Przekraczamy Wisłę taką wąską kładką
    Przekraczamy Wisłę taką wąską kładką © JPbike

    Cieszyn. Ładne te kamienice
    Cieszyn. Ładne te kamienice © JPbike

    Na Rynku w Cieszynie
    Na Rynku w Cieszynie © JPbike

    Dalsza jazda to właściwie mniej - więcej takie klimaty
    Dalsza jazda to właściwie mniej - więcej takie klimaty © JPbike

    Przekraczamy Odrę w Raciborzu
    Przekraczamy Odrę w Raciborzu © JPbike

    Wjeżdżamy na Opo;szczyznę
    Wjeżdżamy na Opolszczyznę © JPbike

    Po przekroczeniu stówki, w Baborowie robimy przerwę niby obiadową (bez gotowania) na tamtejszym stadionie MGKS "Cukrownik".

    Jak widać - zaczeło się chmurzyć i nadciągają deszczowe chmury
    Jak widać - zaczęło się chmurzyć i nadciągają deszczowe chmury © JPbike

    Klimatyczna fotka dnia, autorstwa kompana :)
    Klimatyczna fotka dnia, autorstwa kompana :) © JPbike

    Po dotarciu do przygranicznej, czeskiej mieściny Osoblaha przejmuję nawigowanie do końcowego celu - te tereny są mi dość dobrze znane. Zaraz po tym zaczyna padać, z każdą minutą coraz mocniej, do tego mamy kręcenie centralnie pod wiatr i zaczynają się pagóry, czyli powoli wjeżdżamy w Sudety. Przez pierwsze parę km-ów nie jest najgorzej - my przepoceni i nagrzani upałem elegancko i oczywiście w ruchu kąpiemy się w deszczu i dość szybko osiągamy komfort termiczny :)
    Po niedługim czasie deszcz wciąż mocno padał, przejeżdżaliśmy wtedy przez dość długą wioskę Jindřichov, na głównej i lekko podjazdowej ulicy spływał niezły potok, chlapanie mieliśmy niezłe, w momencie mijania hasiči (remizy straży pożarnej) zauważyłem niemało mieszkańców i turystów przeczekujących ów ulewny deszcz w jasno oświetlonych garażach do wozów strażackich.
    W końcu przemoknięty do suchej nitki kompan odezwał się do mnie pytaniem: "daleko jeszcze?". Cóż, w taką deszczową aurę trzeba być twardym, a nie miękkim, przecież z cukru nie jesteśmy, do tego to już ostatnie kilometry ...
    I tak dalej, tuż przy granicy z PL zatrzymaliśmy się w znanej mi zadaszonej i osłoniętej od wiatru budce, robimy chwilę postoju, informuję przyjaciół do których właśnie się wybieramy że jesteśmy blisko, zakładamy wiatrówki by nie wychłodzić się, po chwili deszcz zelżał i jazda pokonać ostatnie km-y naszej wyprawy, które zleciały sprawnie, przestało padać.

    Mokre i ostatnie km-y wyprawy
    Mokre i ostatnie km-y wyprawy © JPbike

    Oczywiście dotarliśmy do celu cali i zdrowi, również sprawnie zleciało ogarnianie się po tym całkowitym przemoknięciu.
    Natomiast reszta wieczoru i cały następny dzień u fantastycznych przyjaciół tam mieszkających a jakże miło zleciały - tak miło że będzie co wspominać i oczywiście korzystać z życia najlepiej jak się umie :)

    TRASA - na stravie.
    KLIK do dnia piątego, KLIK do powrotu na pierwszy dzień.




  • dystans : 124.73 km
  • czas : 06:32 h
  • v średnia : 19.09 km/h
  • v max : 70.42 km/h
  • podjazdy : 1332 m
  • rower : Accent Peak 29
  • Południowe obrzeże Polski - dzień 5

    Czwartek, 16 lipca 2026 • dodano: 19.08.2026 | Komentarze 0


    Pobudka tegoż dnia wyszła nam dość wcześnie, więc kawa, śniadanie (resztki wczorajszej pizzy), zwijanie obozowiska i ruszamy o 8:34 na dalszą trasę, początkowo w mglistych klimatach, a następnie już do końca dnia w pięknej słonecznej aurze, do tego bez upałów - tylko korzystać z aktywnego życia na urlopie :)

    Godzina 6:18, mglisty poranek
    Godzina 6:18, mglisty poranek © JPbike

    Zamglenie takie że nie wiemy czy jesteśmy w górach, czy w Wielkopolsce :)
    Zamglenie takie że nie wiemy czy jesteśmy w górach, czy w Wielkopolsce :) © JPbike

    W trakcie przerwy na drugie śniadanie, tuż przed granicą ze Słowacją (tak, ponownie kręciliśmy fragment trasy poza PL) podjechał do nas lokales na zdychającym skuterze, który przymusowo musiał się zatrzymać z powodu niebieskiego dymu z rury wydechowej, pogadaliśmy sobie i dowiedzieliśmy się że w tamtym miejscu są piękne widoki zarówno na Tatry, jak i Babią Górę - tyle że akurat te widoki były zamglone/zachmurzone...

    Długa prosta, to w Słowacji
    Długa prosta, to w Słowacji © JPbike

    Trochę się wypogodziło. Widok na Babią Górę
    Trochę się wypogodziło. Widok może na Babią Górę, albo na Pasmo Policy © JPbike

    Tylko tyle udało nam się zobaczyć Tatry
    Tylko tyle udało nam się zobaczyć Tatry © JPbike

    Słowacki odcinek to aż 15km kręcania przez trzy wioski
    Słowacki odcinek to m.in. aż 15km kręcenia przez trzy wioski © JPbike

    Dokręcamy do granicy w Korbielowie (ponad 800m.n.p.m)
    Dokręcamy do granicy w Korbielowie (ponad 800m.n.p.m) © JPbike

    Beskidzki zjadd w dolinę rzeki Soły
    Beskidzki zjazd do doliny rzeki Soły © JPbike

    Podjazd dnia, Kamesznica - Koniaków zaliczony, było GRUBO
    Podjazd dnia, Kamesznica - Koniaków zaliczony, było GRUBO © JPbike

    Kompan podjeżdzający zygzakiem i załapane Audi 80, chyba Quattro :)
    Kompan podjeżdżający zygzakiem i załapane Audi 80, chyba Quattro :) © JPbike

    Piękny beskidzki widoczek
    Piękny beskidzki widoczek © JPbike

    Tędy się podjeżdża na Ochodzitą, wspomnienia takie aż musiałem poprosić o fotkę :)
    Tędy się podjeżdża na Ochodzitą, wspomnienia takie aż musiałem poprosić o fotkę :) © JPbike

    Istebna. Ci z czasów MTB Martahon znają to miejsce
    Istebna. Ci z czasów MTB Martahon znają to miejsce © JPbike

    W powyższym miejscu czas na makaronową przerwę obiadową w dużej zadaszonej wiacie.

    Z sentymentu odwiedziliśmy słynne istebniańskie korzonki - obecnie zdewastowane :(
    Z sentymentu odwiedziliśmy słynne istebniańskie korzonki - obecnie zdewastowane :( © JPbike

    Przed nami i zgodnie z planem został do pokonania dobrze znany podjazd na Kubalonkę, zjazd do Wisły - z sentymentem mijałem miejsce, w którym kończyłem pamiętną Wyprawę Dookoła Polski, po tym dokręcamy do Ustronia, zakupy żywnościowe i jazda na wyczajony w necie kemping tuż przy brzegu Wisły.

    Wisła w Ustroniu
    Wisła w Ustroniu © JPbike

    No i rozkładamy swoje płócienne chatki, ciepły prysznic (płatny), kolacja, piwko z chipsami i już po zmierzchu kładziemy się do spania.

    Wieczór na kempingu w Ustroniu
    Wieczór na kempingu w Ustroniu © JPbike

    TRASA - na stravie.
    KLIK do dnia czwartego, KLIK do dnia szóstego).




  • dystans : 154.64 km
  • teren : 0.30 km
  • czas : 08:26 h
  • v średnia : 18.34 km/h
  • v max : 65.95 km/h
  • podjazdy : 1831 m
  • rower : Accent Peak 29
  • Południowe obrzeże Polski - dzień 4

    Środa, 15 lipca 2026 • dodano: 11.08.2026 | Komentarze 0


    Pobudka, śniadanie (w wiacie), podładowanie powerbanka, zwijanie namiotów i ruszamy o 8:50, w pochmurnych klimatach na kolejne górskie kręcenie z sakwami. Jak się później okazało - to był długi czasowo i najbardziej przewyższeniowy dzień wyprawy.

    Przekraczamy graniczny most nad Popradem
    Przekraczamy graniczny most nad Popradem © JPbike

    Jazda wzdłuż Popradu i linii kolejowej
    Jazda wzdłuż Popradu i linii kolejowej © JPbike

    W takich klimatach przyjemnie się kręci
    W takich klimatach przyjemnie się kręci © JPbike

    Tam na górze - średniowieczny zamek w Rytrze
    Tam na górze - średniowieczny zamek w Rytrze © JPbike

    Czas na kolejne i solidne wspinaczki
    Czas na kolejne i solidne wspinaczki © JPbike

    Jest pięknie - Drogbas to potwierdza :)
    Jest pięknie - Drogbas to potwierdza :) © JPbike

    Ku naszej uciesze - terenowy fragmencik też się trafił :)
    Ku naszej uciesze - terenowy fragmencik też się trafił :) © JPbike

    Po dotarciu nad Dunajec parokrotnie dopadł nas przelotny deszcz
    Po dotarciu nad Dunajec parokrotnie dopadł nas przelotny deszcz © JPbike

    Jazda wzdłuż Dunajca
    Jazda wzdłuż Dunajca © JPbike

    Klimatyczne spojrzenie na szczyty Beskidu Sądeckiego
    Klimatyczne spojrzenie na szczyty Beskidu Sądeckiego © JPbike

    Sentymentalne spojrzenie na gorczańską wieżę na Lubaniu
    Sentymentalne spojrzenie na gorczańską wieżę na Lubaniu © JPbike

    Po dotarciu do Krościenka nad Dunajcem decydujemy się na jazdę dość ruchliwą 969-tką do Dębna, by zyskać na czasie i zgodnie z planem dotrzeć tegoż dnia na nocleg gdzieś na zachód za Zakopanem, co oczywiście udało się zrobić to za widna.

    Na trasie 969-tki. Tatry (poza kadrem) niestety tegoż dnia były zachmurzone
    Na trasie 969-tki. Tatry (poza kadrem) niestety tegoż dnia były zachmurzone © JPbike

    Na zachodnim fragmencie Velo Czorsztyn
    Na zachodnim fragmencie Velo Czorsztyn © JPbike

    Ten po prawej to ma gadane ze zwierzakami :)
    Ten po prawej to ma gadane ze zwierzakami :) © JPbike

    Czas na podjazd dnia (Biały Dunajec - Gubałówka)
    Czas na podjazd dnia (Biały Dunajec - Gubałówka) © JPbike

    Dla takich widoczków WARTO :)
    Dla takich widoczków WARTO :) © JPbike

    Widoczek z podjazdu na Ząb
    Widoczek z podjazdu na Ząb © JPbike

    Końcówka podjazdu na Gubałówkę
    Końcówka podjazdu na Gubałówkę © JPbike

    Tak wygląda komercyjna rzeczywistość na Gubałówce
    Tak wygląda komercyjna rzeczywistość na Gubałówce © JPbike

    Tej panoramy na znane miasto nie trzeba przedstawiać
    Tej panoramy na znane miasto nie trzeba przedstawiać © JPbike

    Najwyższy punkt wyprawy zdobyty. Piona kompanie :)
    Najwyższy punkt wyprawy zdobyty. Piona kompanie :) © JPbike

    Po zacnej przerwie na szczycie - trzeba jechać dalej, w tym przypadku mieliśmy bardzo fajny zjazd do Nowej Bystrej i dalej w stronę Czarnego Dunajca, w którym zrobiliśmy przerwę na obiadokolację w postaci dużej pizzy (nie zjedliśmy całej, więc reszta była na śniadanie następnego dnia). Po tym była już późna pora i powoli zapadał zmrok. Udaje nam się jeszcze zrobić zakupy w Biedronce i namierzyć online pole namiotowe - po dotarciu na miejsce owe pole okazało się jakby opuszczone, nikogo z obsługi nie spotkaliśmy, ważne że polanka jest wykoszona, więc bez zastanawiania rozbijamy obóz, ogarniamy się, wieczorne piwko i czas spać.

    Obóz gotowy. Klimatyczny mglisty wieczór
    Obóz gotowy. Klimatyczny mglisty wieczór © JPbike

    Jak już wspominałem na początku wpisu - to był długi i fajny dzień z najwyższym przewyższeniem na wyprawie i wypada dodać jeden minus - mocno zachmurzony "widok" na tatrzańskie szczyty.

    TRASA - na stravie.
    KLIK do dnia trzeciego, KLIK do dnia piątego.




  • dystans : 126.09 km
  • czas : 07:14 h
  • v średnia : 17.43 km/h
  • v max : 71.90 km/h
  • podjazdy : 1703 m
  • rower : Accent Peak 29
  • Południowe obrzeże Polski - dzień 3

    Wtorek, 14 lipca 2026 • dodano: 08.08.2026 | Komentarze 2


    Nazajutrz, na fajnym polu namiotowym sprawnie zleciały nam zarówno śniadanie (w wiacie) i zwijanie ekwipunku turystycznego, po czym ruszamy o 8:57 na dalszą trasę, mając spoczko temperaturkę na poziomie poniżej 20°C i trochę zamglone klimaty pięknego Beskidu Niskiego.

    Już od pierwszych km-ów mamy świetne humory :)
    Już od pierwszych km-ów mamy świetne humory :) © JPbike

    Jest pięknie. Tylko kręcić tędy
    Jest pięknie. Tylko kręcić tędy © JPbike

    Wśród soczystej zieleni
    Wśród soczystej zieleni © JPbike

    Po przejechaniu 20km wypogodziło się na dobre, można zdjąć podkoszulek i robimy przerwę w przydrożnej wiacie. Wymyśliliśmy również że wypróbuję ładowanie telefonu poprzez zamocowanie paneli solarnych do tylnych sakw - faktycznie, po ujechaniu w pięknym słońcu kilkadziesiąt km-ów cosik tam się naładowało :) 

    Przejazd przez zabytkowy, żelazny most na Wisłoce w Krempnej
    Przejazd przez zabytkowy, żelazny most na Wisłoce w Krempnej © JPbike

    Wjeżdżamy do Magurskiego Parku Narodowego
    Wjeżdżamy do Magurskiego Parku Narodowego © JPbike

    Przejazd przez MPN przebiega przez taki podjazdowo - zjazdowy asfalcik
    Przejazd przez MPN przebiega przez taki podjazdowo - zjazdowy asfalcik © JPbike

    Spotkanie z pieszą wiarą
    Spotkanie z pieszą wiarą © JPbike

    Kompan, który na tejże wyprawie zajmuje się nawigowaniem (w wersji online) parę km-ów wcześniej zapytał mnie czy możemy kawałek trasy pokonać przez Słowację - bez wahania się zgodziłem, ale i tak oznaczało to że nasza trasa wypadła z kategorii "Dookoła Polski".

    Słowacki widoczek (1)
    Słowacki widoczek (1) © JPbike

    Słowacki widoczek (2)
    Słowacki widoczek (2) © JPbike

    Wracamy do Polski... podjazdem, który dał nam w kość
    Wracamy do Polski... podjazdem, który dał nam w kość © JPbike

    Po wjechaniu do kraju zastajemy dwujęzyczne nazwy wiosek
    Po wjechaniu do kraju zastajemy dwujęzyczne nazwy wiosek © JPbike

    Tu miała być gruppen fota w ruchu, a wyszła stójkowa :)
    Tu miała być gruppen fota w ruchu, a wyszła stójkowa :) © JPbike

    Cerkiew Opieki Matki Bożej w Hańczowej
    Cerkiew Opieki Matki Bożej w Hańczowej © JPbike

    W miarę zbliżania się do Krynicy-Zdroju te świetne dla rowerzystów boczne asfalciki zaskakują nas zarówno pięknymi widoczkami, jak i solidnymi nachyleniami zarówno w górę, jak i w dół, czyli coś dla koneserów rasowego górskiego kręcenia :)
    Żebyście wiedzieli - najlżejsze przełożenie u mnie to 32-36 (nie wspomnę o sakwiarskim obciążeniu), a u bikepackingowego kompana to 32-50...

    Z cyklu
    Z cyklu "Ja w swoim turystycznym żywiole" :) © JPbike

    Przejazd przez Krynicę-Zdrój (1)
    Przejazd przez Krynicę-Zdrój (1) © JPbike

    Przejazd przez Krynicę-Zdrój (2)
    Przejazd przez Krynicę-Zdrój (2) © JPbike

    Owe ładne (i tłoczne w sezonie) miasto kojarzy mi się głównie z golonkowymi maratonami - przed laty startowałem tu trzykrotnie, w 200920102011.
    Poza tym zatrzymaliśmy się przy małej pizzerii na obiad. Następnie kręcimy wzdłuż przygranicznej rzeki Poprad. W Muszynie odwiedzamy zakupowo Biedronkę, po czym lunął na nas deszcz, decydujemy się przeczekać w zadaszonym miejscu, trochę to trwało.

    Jazda wzdłuż Popradu. Po deszczu wyszło klimatyczne słońce
    Jazda wzdłuż Popradu. Po deszczu wyszło klimatyczne słońce © JPbike

    No i czas poszukać miejscówki na nocleg. Najpierw znajdujemy osłoniętą i mokro-trawiastą polankę, na której zaatakowało nas agresywne robactwo, więc szukamy dalej. W pewnym momencie kompan wpadł na pomysł sprawdzenia online pola namiotowego i faktycznie coś fajnego się znalazło, tyle że po słowackiej stronie, ale i tak bardzo nam się podobało - pięknie przystrzyżona trawa, staw z dużą rybą, zadaszona wiata, nówka prysznice.

    Kolejna piękna miejscówka się trafiła :)
    Kolejna piękna miejscówka się trafiła © JPbike

    I tak już rozbijamy namioty, wspólne wieczorne piwko, kolacja i spać.
    Kolejny piękny dzień na wyprawie mieliśmy, na starość będzie co wspominać :)

    TRASA - na stravie.
    KLIK do dnia drugiego, KLIK do dnia czwartego.




  • dystans : 132.28 km
  • czas : 06:37 h
  • v średnia : 19.99 km/h
  • v max : 65.39 km/h
  • podjazdy : 1418 m
  • rower : Accent Peak 29
  • Południowe obrzeże Polski - dzień 2

    Poniedziałek, 13 lipca 2026 • dodano: 03.08.2026 | Komentarze 4


    Po wczorajszym i całodniowym niewyspaniu obaj twardo spaliśmy, ale i tak o długim odsypianiu nie było mowy - trzeba jechać dalej. Poranna krzątanina sprzętowa przebiegła sprawnie, na wstępne "śniadanie" mieliśmy kawę i misie haribo, a tuż przed ruszeniem zjawił się bocian, a cały czas zastanawialiśmy się czy będziemy mieli bieszczadzkie spotkanie z niedźwiedziem... :)

    Witamy w krainie niedźwiedzi i straży granicznej :)
    Witamy w krainie niedźwiedzi i straży granicznej :) © JPbike

    Drogbas prerwszy raz w życiu spogląda na piękne Bieszczady
    Drogbas pierwszy raz w życiu spogląda na piękne Bieszczady © JPbike

    Sporo tu bocianów
    Sporo tu bocianów © JPbike

    W Lutowiskach robimy pit-stop na zakupy żywnościowe, głównie świeże śniadanie, które spożywamy w drewnianym przystanku autobusowym.

    Ten metalowy kosz na śmieci to oczywista ochrona przed niedźwiedziami
    Ten metalowy kosz na śmieci to oczywista ochrona przed niedźwiedziami © JPbike

    Cerkiew w Lutowiskach, w wersji miniaturowej
    Cerkiew w Lutowiskach, w wersji miniaturowej © JPbike

    Widoczek na bieszczadzkie szczyty
    Widoczek na bieszczadzkie szczyty © JPbike

    Jazda dalej trasą Wielkiej Pętli Bieszczadzkiej
    Jazda dalej trasą Wielkiej Pętli Bieszczadzkiej © JPbike

    Dotarliśmy na południowo-wschodni kraniec wyprawy
    Dotarliśmy na południowo-wschodni kraniec wyprawy © JPbike

    Chwila górskiego oddechu na Przełęczy Wyźniańskiej (860m)
    Chwila górskiego oddechu na Przełęczy Wyźniańskiej (860m) © JPbike

    Klimatycznie tam, tylko kręcić tędy :)
    Klimatycznie tam, tylko kręcić tędy :) © JPbike

    Kolejna wspinaczka
    Kolejna wspinaczka, na Przełęcz Wyżną (872m) © JPbike

    Jest pięknie :)
    Jest pięknie :) © JPbike

    Po wjechaniu na Przełęcz Wyżną mamy przed sobą fajny, dość długi i dość łagodny zjazd wśród lasów i bieszczadzkich wiosek, w jednej się zatrzymaliśmy przy sklepiku... :)
     Na Szczerbanówce (wieża widokowa) zastajemy trochę zamglone widoki na szczyty
    Na Szczerbanówce (wieża widokowa) zastajemy trochę zamglone widoki na szczyty © JPbike

    Powoli i z widokowym rozmachem opuszczamy Bieszczady
    Powoli i z widokowym rozmachem opuszczamy Bieszczady © JPbike

    Jest fajnie - to widać :)
    Jest fajnie - to widać :) © JPbike

    Czas na pierwsze w życiu zwiedzanie Beskidu Niskiego
    Czas na pierwsze w życiu zwiedzanie Beskidu Niskiego © JPbike

    Cerkiew Opieki Matki Bożej w Komańczy
    Cerkiew Opieki Matki Bożej w Komańczy © JPbike

    W Komańczy przysklepowy postój i kawałek dalej, tradycyjnie w przystanku autobusowym robimy makaronową przerwę obiadową.

    Jazda takimi odcinkami to sama przyjemność - cisza i spokój
    Jazda takimi odcinkami to sama przyjemność - cisza i spokój © JPbike

    Wisłok Wielki. Cerkiew św. Onufrego
    Wisłok Wielki. Cerkiew św. Onufrego © JPbike

    Przyjemnej jazdy ciąg dalszy
    Przyjemnej jazdy ciąg dalszy © JPbike

    Z cyklu
    Z cyklu "Uchwycony od tyłu" © JPbike

    Po dotarciu do wioski Posada Jaśliska i uzupełnieniu wody w bidonach można szukać miejscówki na przenocowanie - tym razem natrafiliśmy na miłą niespodziankę w postaci darmowego pola biwakowego z WC i możliwością kąpieli w szerokim potoku Jasiołka.
    Rozbicie obozu, kąpiel, kolacja, piwko, pogaduszki i czas spać po takim pięknym dniu :)

    Za takie miejscówki na namioty pokochaliśmy Beskid Niski :)
    Za takie miejscówki na namioty pokochaliśmy Beskid Niski :) © JPbike

    TRASA - na stravie.
    KLIK do dnia pierwszego, KLIK do dnia trzeciego.




  • dystans : 87.40 km
  • czas : 05:26 h
  • v średnia : 16.09 km/h
  • v max : 66.17 km/h
  • podjazdy : 1365 m
  • rower : Accent Peak 29
  • Południowe obrzeże Polski - dzień 1

    Niedziela, 12 lipca 2026 • dodano: 01.08.2026 | Komentarze 4


    Czas na kolejną wyprawę ze starym kompanem.
    W tym sezonie tak wyszło że nie mieliśmy ambitnych planów, zatem padł spontaniczny pomysł na tytułowe kręcenie, poczynając od Przemyśla, a kończąc u podnóża Sudetów (koło Głuchołaz), ponoć przy takiej okazji postanowiłem nadrobić górskie zaległości z pamiętnej Wyprawy Dookoła Polski, podczas której z racji braku dłuższego wolnego musiałem w Wiśle odłączyć się od fantastycznej ekipy i wrócić do Poznania, ależ to były fajne czasy, gdy jeszcze nie miałem na sobie siwizny :)

    Po wczorajszej relacji napiszę tylko że na zrobienie kolarskiego prania, uszykowania i spakowanie sprzętu do sakw miałem zaledwie 3 godziny, co oczywiście udało mi się, głównie dzięki nabraniu wprawy i doświadczeń z poprzednich wypraw. Jedyny minus - nie mam żadnego żarcia, na szczęście kompan był na to przygotowany niezłym zapasem jedzonka :)

    No to już po północy byłem gotów i jazda przez wieczorny Poznań na dworzec kolejowy, na którym oczywiście spotkałem kompana. Nasz pociąg do Przemyśla odjeżdża po 1:30, zatem spoczko mieliśmy czas i okazało się że w tym czasie do naszego składu doczepiali kolejne wagony, po wejściu na pokład zastajemy tłok i jedynie 3 wieszaki na rowery, na szczęście to MY byliśmy jedynymi rowerzystami, uff :)
    Początkowo ten tłoczny skład nas zniechęcił do zajęcia zarezerwowanych miejsc na fotelach (porozrzucali nas w dwóch różnych miejscach, taki urok PKP) i przez jakiś czas siedzieliśmy na podłodze obok swoich rumaków. Po drodze wsiadła fajna bikerka z wypasionym gravelem, którą nawet znam z widzenia (z instagrama) :)
    Później owo siedzenie na podłodze znudziło nas i udaliśmy się na swoje siedzące miejsca, Drogbas siedział bliżej naszych rowerów i pilnował ich, a ja tkwiłem na drugim końcu wagonu, od czasu do czasu próbując zdrzemnąć i podziwiałem nierówną walkę współpasażerów z zepsutą elektryką drzwi przesuwnych i prowadzących głównie do WC (dla przypomnienia - taki urok PKP).

    No dobra, w sumie cała ta podróż koleją trwała prawie 8 godzin, dało się wytrzymać i obaj zapisujemy to w swoich życiorysach jako najdłuższe kolejowanie z rowerem.


    Na dworcu w Przemyślu. Czas rozpocząć wyprawę
    Na dworcu w Przemyślu. Czas rozpocząć wyprawę © JPbike

    Przemyśl z taką miejscówką wpadł nam w oko
    Przemyśl z taką miejscówką wpadł nam w oko © JPbike

    No, z wąskimi podjazdami tu lekko nie jest
    Z wąskimi podjazdami lekko tam nie jest © JPbike

    Podziwianie panoramy Przemyśla
    Podziwianie panoramy Przemyśla © JPbike

    Jazda dalej, na właściwą trasę, w stronę Bieszczad
    Jazda dalej, na właściwą trasę, w stronę Bieszczad © JPbike

    Kapliczka napotkana na podjeżdziku
    Kapliczka napotkana na podjeżdziku © JPbike

    Zaczynają się miłe dla nas górskie klimaty
    Zaczynają się miłe dla nas górskie klimaty © JPbike

    Droga do Arłamowa, pewnie znacie to miejsce :)
    Droga do Arłamowa, pewnie znacie to miejsce :) © JPbike

    Drodzy czytelnicy mojego bloga, zapewne nie uwierzycie że... obok powyższego miejsca, podczas przerwy na wyjątkowy męski napój spotkaliśmy... trenującą Anitę Włodarczyk i jej trenera, zresztą wspólnej fotki nie będzie, bo MY w 100% rozumiemy że nie należy przeszkadzać profesjonalnym sportowcom w trakcie treningów :)

    Wjeżdżamy na południowo-wschodni kraniec Polski
    Wjeżdżamy na południowo-wschodni kraniec Polski © JPbike

    Podkarpacka przerwa, by coś przekąsić
    Podkarpacka przerwa, by coś przekąsić © JPbike

    Aerodynamiczny zjazd z wykonaniu kompana
    Aerodynamiczny zjazd z wykonaniu kompana © JPbike

    Cerkiew Narodzenia Najświętszej Marii Panny w Liskowatem
    Cerkiew Narodzenia Najświętszej Marii Panny w Liskowatem © JPbike

    Podkarpackie klimaty
    Podkarpackie klimaty © JPbike

    Wpadła nam w oko taka zacna i stara chata
    Wpadła nam w oko taka zacna i stara chata © JPbike

    Po dotarciu do Ustrzyk Dolnych i zrobieniu zakupów czas poszukać miejsca na przenocowanie, bo przez cały dzień zmagaliśmy się z wiadomym niewyspaniem. W owym mieście, po sprawdzeniu w mobilnym necie pola namiotowego i dotarciu do niego okazuje się że zamiast campingu jest tam... nowo powstały pump track. No to kręciliśmy dalej, w stronę Ustrzyk Górnych i częściowo po mokrej nawierzchni.

    Na trasie Wielkiej Pętli Bieszczadzkiej
    Na trasie Wielkiej Pętli Bieszczadzkiej © JPbike

    Miejsce na nocleg znajdujemy za wioską Czarna Górna, średniej wielkości wykoszoną polankę na niezłej wysokości (ponad 600m) i obok zaniedbanych zabudowań obrośniętych wysokimi chaszczami. Rozbicie namiotów, rozwieszenie mojego prania, kolacja, pogaduszki, obowiązkowe PIWKO i można iść spać.

    Fajna miejscówka na obozik się znalazła
    Fajna miejscówka na obozik się znalazła © JPbike

    TRASA - na stravie.
    KLIK do dnia drugiego.




  • rower : Accent Peak 29
  • Lofoty - podsumowanie

    Sobota, 19 lipca 2025 • dodano: 22.07.2025 | Komentarze 7


    Kolejna, czyli piąta wielodniowa wyprawa ze starym kompanem Drogbasem udanie zrealizowana :)
    Tym razem udaliśmy się na Lofoty, o których marzyłem - niezwykłe wyspy położone w północnej Norwegii, do tego za kołem polarnym, co oznaczało że pierwszy raz w życiu doświadczyliśmy całodobowego widna, fajne przeżycie :)
    Jak zwykle dwa tygodnie urlopu to za mało dla nas, zatem dojazd do punktu startowego zrealizowaliśmy za pomocą auta, pokonując w jedną stronę imponujące... 2260km (nie licząc przeprawy promowej przez Bałtyk).
    W obozie aklimatyzacyjnym, w wiosce Nygårdsjøen okazało się że właściciele noclegowni to... Polacy, co oczywiście spowodowało że miło było i sporo rozmów zleciało. Jeśli ktoś z Was chciałby się wybrać w tamte okolice i przenocować (w przytulnej przyczepie kempingowej) to oczywiście dam namiar :)
    Do pokonania wyznaczyłem ponad 750km trasę, w rzeczywistości wyszło tego więcej, bo przejechaliśmy 820km. Znana już nam kapryśna skandynawska aura tym razem okazała się być dla nas łaskawa, bo początkowo dominowały pochmurne klimaty, a po wjechaniu w najpiękniejsze zakątki Lofotów wyszło ostre polarne słońce, które nieźle dało nam popalić :)
    Jak to w życiu bywa - aż tak kolorowo nie było - z racji szczytu wakacyjnego sezonu i znikomej ilości bocznych dróg na dalekiej północy, przez znaczną większość trasy musieliśmy się poruszać głównymi szosami, na których ruch, szczególnie kamperów, aut z przyczepami campingowymi, motocyklistów i niestety ciężarówek był spory, na szczęście obyło się bez przykrych przygód - to najważniejsze :)
    No i kompan Jarek kolejny raz spisał się świetnie, a po zakończeniu tejże wyprawy błagał mnie o to, abym wymyślił kolejną wyprawę ... :)

    Rozgrzewka - Nygårdsjøen - Sandhornøya, 62.47km, 868m up - KLIK do relacji
    Dzień 1 - Nygårdsjøen - Gyltvikmoen, 117.62km, 1288m up - KLIK do relacji
    Dzień 2 - Gyltvikmoen - Bogen, 148.02km, 2252m up - KLIK do relacji
    Dzień 3 - Bogen - Herjangen, 113.40km, 1211m up - KLIK do relacji
    Dzień 4 - Herjangen - Hanøy, 169.57km, 1592m up - KLIK do relacji
    Dzień 5 - Hanøy - Svolvær, 54.09km, 552m up - KLIK do relacji
    Dzień 6 - Svolvær - Tussan, 92.56km, 859m up - KLIK do relacji
    Dzień 7 - Tussan - Nygårdsjøen, 125.18km, 1454m up - KLIK do relacji


    No to jazda :)
    No to jazda :) © JPbike

    Tunelowej jazdy mieliśmy sporo, w tym dwa podmorskie
    Tunelowej jazdy mieliśmy sporo, w tym dwa podmorskie © JPbike

    Zacne chwile z ulubionym napojem :)
    Zacne chwile z ulubionym napojem :) © JPbike

    Pięknie tam (1)
    Pięknie tam (1) © JPbike

    Drogi na północy Norwegi mają spoczko
    Drogi na północy Norwegi są spoczko © JPbike

    Skandynawskie zielono mi
    Skandynawskie zielono mi © JPbike

    Takie sytuacje na norweskich drogach do normalka :)
    Takie sytuacje na norweskich drogach to normalka :) © JPbike

    Pięknie tam (2)
    Pięknie tam (2) © JPbike

    Pięknie tam (3)
    Pięknie tam (3) © JPbike

    Pięknie tam (4)
    Pięknie tam (4) © JPbike

    Imponujący widok :)
    Imponujący widok :) © JPbike

    Pomnik ku czci Bitwy o Narvik, polski akcent też tam jest
    Pomnik ku czci Bitwy o Narvik, polski akcent też tam jest © JPbike

    Pięknie tam (5)
    Pięknie tam (5) © JPbike

    Takich uroczych wodospadów mijaliśmy sporo
    Takich uroczych wodospadów mijaliśmy sporo © JPbike

    Jeden z wielu pokażnych mostów - na tym mocno wiało z boku
    Jeden z wielu pokaźnych mostów - na tym mocno wiało z boku © JPbike

    Pięknie tam (6)
    Pięknie tam (6) © JPbike

    Nic, tylko pomykać :)
    Nic, tylko pomykać :) © JPbike

    Nasz najdłuższy tunel zaliczony - aż 6.5km!
    Nasz najdłuższy tunel zaliczony - aż 6.5km! © JPbike

    Pięknie tam (7)
    Pięknie tam (7) © JPbike

    Takich odcinków na całej trasie pokonywaliśmy mnóstwo
    Takich odcinków na całej trasie pokonywaliśmy mnóstwo © JPbike

    Pięknie tam (8)
    Pięknie tam (8) © JPbike

    Gdy tylko wyszło słońce to nie wiadomo co focić :)
    Gdy tylko wyszło słońce to nie wiadomo co focić :) © JPbike

    Imponująca jest wielkość tych gór
    Imponująca jest wielkość tych gór © JPbike

    Pięknie tam (9)
    Pięknie tam (9) © JPbike

    Port w Svolvær
    Port w Svolvær © JPbike

    Przerwa obiadowa w stadionowej budce komentatorskiej
    Przerwa obiadowa w stadionowej budce komentatorskiej © JPbike

    Tak, tu spaliśmy :)
    Tak, tu spaliśmy :) © JPbike

    Typowa boczna droga na krańcach Lofotów
    Typowa boczna droga na krańcach Lofotów © JPbike

    Dronowy widoczek na Henningsvær
    Dronowy widoczek na Henningsvær © JPbike

    Urok Lofotów (1)
    Urok Lofotów (1) © JPbike

    Pięknie tam (10)
    Pięknie tam (10) © JPbike

    Jak widać - humory dopisują :)
    Jak widać - humory dopisują :) © JPbike

    Klimatycznie tam, szczególnie ta chmura w oddali
    Klimatycznie tam, szczególnie ta chmura w oddali © JPbike

    To nie Karaiby, to Lofoty :)
    To nie Karaiby, to Lofoty :) © JPbike

    Pięknie tam (12)
    Pięknie tam (11) © JPbike

    Pięknie tam (13)
    Pięknie tam (12) © JPbike

    Fajny ten błękit wód przylegających do Atlantyku
    Fajny ten błękit wód przylegających do Atlantyku © JPbike

    Hamnøy - urocza wioska na krańcach Lotofów
    Hamnøy - urocza wioska na krańcach Lotofów © JPbike

    Urok Lofotów (2)
    Urok Lofotów (2) © JPbike

    Typowe chatki rybackie
    Typowe chatki rybackie © JPbike

    Urok Lofotów (3)
    Urok Lofotów (3) © JPbike

    Na końcu drogi jest taka wioska o najkrótszej nazwie :)
    Na końcu drogi jest taka wioska o najkrótszej nazwie :) © JPbike

    Dronowy widoczek na końcówkę Lofotów
    Dronowy widoczek na końcówkę Lofotów © JPbike

    To już na stałym lądzie. Widok prawie jak na naszym Podhalu na Tatry :)
    To już ponownie na stałym lądzie. Widok prawie jak na naszym Podhalu na Tatry :) © JPbike

    Ostatnie km-y to sielanka w takich klimatach
    Ostatnie km-y to sielanka w takich klimatach © JPbike




  • dystans : 125.18 km
  • czas : 06:32 h
  • v średnia : 19.16 km/h
  • v max : 67.53 km/h
  • podjazdy : 1454 m
  • rower : Accent Peak 29
  • Lofoty - dzień 7

    Wtorek, 15 lipca 2025 • dodano: 15.10.2025 | Komentarze 0


    No i ostatni dzień kręcenia po Lofotach, szkoda ... :)
    Kolejny wyspiarski dzień z fantastyczną i słoneczną pogodą. Pobudka, kawa i śniadanie, po czym zwijamy obozowisko w towarzystwie dość mocnego polarnego wiatru i ruszamy o 9:29 w stronę krańca Lofotów, czyli do wioski z najkrótszą nazwą - Å.

    No i jazda dalej. Cały czas jest pięknie :)
    No i jazda dalej. Cały czas jest pięknie :) © JPbike

    Po przejechaniu 4km czas pokonać drugi na wyprawie podmorski tunel - Nappstraumtunnelen (1.8km) i wjeżdżamy na kolejną wyspę - Flakstadøya.

    Klimatycznie tam, szczególnie ta chmura w oddali
    Klimatycznie tam, szczególnie ta chmura w oddali © JPbike

    Na Lofotach szczyty gór są strome, że promienie słoneczne nie wszędzie docierają
    Na Lofotach stoki gór są strome, że promienie słoneczne nie wszędzie docierają © JPbike

    Kompan zadowolony, bo pięknie tam :)
    Kompan zadowolony, bo pięknie tam :) © JPbike

    Imponujący majestat gór
    Imponujący majestat gór © JPbike

    Typowy kemping na Lofotach
    Typowy kemping na Lofotach © JPbike

    To nie Karaiby, to Lofoty :)
    To nie Karaiby, to Lofoty :) © JPbike

    Klimacika ciąg dalszy :)
    Klimacika ciąg dalszy © JPbike

    Pięknie tam :)
    Pięknie tam :) © JPbike

    Tam w oddali most na ostatnią wyspę - na Moskenesøya
    Tam w oddali most prowadzący na ostatnią wyspę - na Moskenesøya © JPbike

    Nic, tylko kręcić tędy z pełną pasją :)
    Nic, tylko kręcić tędy z pełną pasją :) © JPbike

    Fajny ten błękit wód przylegających do Atlantyku
    Fajny ten błękit wód przylegających do Atlantyku © JPbike

    W okolicach południa na wyspie Moskenesøya przestało wiać i miło się kręciło
    W okolicach południa na wyspie Moskenesøya przestało wiać i miło się kręciło © JPbike

    Hamnøy - urocza wioska na krańcach Lotofów
    Hamnøy - urocza wioska na krańcach Lotofów © JPbike

    Urok wąskich i widoczkowych mostów na Lofotach
    Urok wąskich i widoczkowych mostów na Lofotach © JPbike

    Pięknie tam (2) :)
    Pięknie tam (2) :) © JPbike

    Typowe chatki rybackie
    Typowe chatki rybackie © JPbike

    To już właściwie końcówka głównej drogi na Lofotach (E10)
    To już właściwie końcówka głównej drogi na Lofotach (E10) © JPbike

    Na końcu drogi jest taka wioska o najkrótszej nazwie :)
    No i dojechaliśmy. Fajnie tak zapozować przy wiosce o najkrótszej nazwie :) © JPbike

    Dronowy widoczek na całą wioskę Å
    Dronowy widoczek na całą wioskę Å © JPbike

    Dronowy widoczek na końcówkę Lofotów
    Wysepki i wody Morza Norweskiego (część Atlantyku) na końcówce Lofotów © JPbike

    Czas wracać do Moskenes na prom
    Czas wracać do Moskenes na prom © JPbike

    Po dokręceniu na przystań tak wyszło że czasowo idealnie trafiliśmy, by bez czekania wyruszyć na ponad trzygodzinny rejs promem z Moskenes do Bodø (ponad 90km).

    Na promie trochę rowerów się zebrało
    Na promie trochę rowerów się zebrało © JPbike

    Po dopłynięciu do Bodø i zrobieniu ostatnich na wyprawie zakupów przed nami zostało do pokonania 50km do zaparkowanego auta, w większości znaną nam już drogą.

    To już na stałym lądzie. Widok prawie jak na naszym Podhalu na Tatry :)
    To już na stałym lądzie. Widok prawie jak na naszym Podhalu na Tatry :) © JPbike

    Ostatnie km-y to sielanka w takich klimatach
    Ostatnie km-y to sielanka w takich klimatach © JPbike

    Pokonujemy imponujący most w Saltstraumen
    Pokonujemy imponujący most w Saltstraumen © JPbike

    Pięknie tam (3) :)
    Pięknie tam (3) :) © JPbike

    No i dojechaliśmy do Nygårdsjøen, jest godzina 22:30 :)
    No i dojechaliśmy do Nygårdsjøen, jest godzina 22:30 :) © JPbike

    Przed nami już tylko częściowe rozkręcanie rowerów i pakowanie tego wszystkiego na pakę auta, po czym czas rozpocząć niespieszną nam drogę powrotną o długości 2250 km, która oczywiście zleciała nam spoczko, po drodze zaliczyliśmy aż cztery noclegi na dziko. Do Wielkopolski dotarliśmy cali i zdrowi na krótko przed sobotnio - niedzielną północą.
    Najfajniejsze przeżycie na koniec skandynawskich wakacji - zobaczenie u nas zapadajacego zmroku po dwóch tygodniach spędzonych w trakcie długiego polarnego widna :)

    TRASA - na stravie.
    KLIK do dnia szóstego, KLIK do podsumowania.



  • dystans : 92.56 km
  • czas : 05:02 h
  • v średnia : 18.39 km/h
  • v max : 61.42 km/h
  • podjazdy : 859 m
  • rower : Accent Peak 29
  • Lofoty - dzień 6

    Poniedziałek, 14 lipca 2025 • dodano: 02.10.2025 | Komentarze 0


    Zgodnie z planem ustalonym wczorajszego dnia - tegoż pięknego poniedziałkowego dnia wstajemy dość wcześnie, o 7 rano, zwijamy skaliste i piękne widokowo obozowisko, jazda do marketu na solidne zakupy żywnościowe, dodatkowo spieszyło nam się by zakończyć pewną dwudniową abstynencję ... :)

    Tak, tu spaliśmy :)
    Słoneczny poranek w Svolvær © JPbike

    Ujechaliśmy ze 3km i czas na przerwę śniadaniową z dodatkiem ... :)
    Ujechaliśmy ze 3km i czas na przerwę śniadaniową z dodatkiem ... :) © JPbike

    Jazda dalej. Pięknie tam :)
    Jazda dalej. Pięknie tam :) © JPbike

    Po przejechaniu 16km skręcamy na boczną drogę prowadzącą do urokliwej wioski Henningsvær, z fajnie położonym stadionem piłkarskim.
    Z racji wakacyjnego szczytu ruch turystyczny na tejże wąskiej drodze był spory, co oczywiście troszkę odbierało nam przyjemność z jazdy, a kompan kilka razy chciał zawracać i wyraźnie nie miał ochoty na dodatkowe km-y (w sumie 17km kręcenia tam i nawrotka), koniec końców udało mi się go namówić na zrealizowanie zaplanowanego celu.

    Typowa boczna droga na krańcach Lofotów
    Typowa boczna droga na krańcach Lofotów © JPbike

    Port w Henningsvær
    Port w Henningsvær © JPbike

    Dronowy widoczek na Henningsvær
    Cel dnia osiągnięty - stadion w Henningsvær (by dron) © JPbike

    Natomiast widok na stadion z wysokości oczu nie jest już tak ładny :)
    Natomiast widok na stadion z wysokości oczu nie jest już tak ładny :) © JPbike

    Czas wracać na główną szosę. Przed nami wahadełko i wąski wiadukt
    Czas wracać na główną szosę. Przed nami wahadełko i wąski wiadukt © JPbike

    Takie widoczki na spore góry są wręcz rewelacyjne, zwłaszcza w pełnym słońcu :)
    Takie widoczki na spore góry są wręcz rewelacyjne, zwłaszcza w pełnym słońcu :) © JPbike

    Pięknie tam (2) :)
    Pięknie tam (2) :) © JPbike

    Ponownie mkniemy główną szosą E10
    Ponownie mkniemy główną szosą E10 © JPbike

    Przerwa na przekąski. Wiało nieźle i właśnie tak się schowaliśmy :)
    Przerwa na przekąski. Wiało nieźle i właśnie tak się schowaliśmy :) © JPbike

    Przed nami most na wyspę Gimsøya. Siła bocznego wiatru - 9m/s :)
    Przed nami most na wyspę Gimsøya. Siła bocznego wiatru - 9m/s :) © JPbike

    Kolejny most z nami i jesteśmy na wyspie Vestvågøya
    Kolejny most za nami i jesteśmy na wyspie Vestvågøya © JPbike

    Widokowa długa prosta - tylko kręcić tędy :)
    Widokowa długa prosta - tylko kręcić tędy :) © JPbike

    Pięknie tam (3) :)
    Pięknie tam (3) :) © JPbike

    Nierzadko przyszło nam pomykać tak bliziutko czystej wody
    Nierzadko przyszło nam pomykać tak bliziutko czystej wody © JPbike

    Muzeum Wikingów w Bøstad
    Muzeum Wikingów w Bøstad © JPbike

    Takie ścieżki rowerowe na Lofotach są głównie w pobliżu miast
    Takie ścieżki rowerowe na Lofotach są głównie w pobliżu miast © JPbike

    W Leknes coś takiego się nam trafiło :)
    W Leknes coś takiego się nam trafiło :) © JPbike

    Po dotarciu do powyższego i niewyróżniającego się miasta (leży w sporej kotlinie) czas zrobić zakupy i bez pośpiechu można szukać miejscówki na rozbicie namiotów.
    I tak sobie kręciliśmy dalej szosą E10, by po 4km wypatrzyć rozległą polanę z małymi wzniesieniami, na które trzeba było się wdrapać poprzez pchanie obładowanych rumaków - podłoże tam jest dość miękkie, ważne że suche.

    Lekko oczywiście nie było, ale dla takich widoczków warto :)
    Lekko oczywiście nie było, ale dla takich widoczków warto :) © JPbike

    Obozowisko gotowe, widoczki wokół zacne, zatem czas na piwko :)
    Obozowisko gotowe, widoczki wokół zacne, zatem czas na piwko :) (by dron) © JPbike

    W pewnym momencie przyszło nam dokarmiać te mewy, sporo ich się zebrało :)
    W pewnym momencie przyszło nam dokarmiać te mewy, sporo ich się zebrało :) © JPbike

    Piękna fotka z kompanem na koniec tegoż dnia :)
    Piękna fotka z kompanem na koniec tegoż dnia :) © JPbike

    TRASA - na stravie.
    KLIK do dnia piątego, KLIK do dnia siódmego.



  • dystans : 54.09 km
  • czas : 03:04 h
  • v średnia : 17.64 km/h
  • v max : 63.37 km/h
  • podjazdy : 552 m
  • rower : Accent Peak 29
  • Lofoty - dzień 5

    Niedziela, 13 lipca 2025 • dodano: 22.09.2025 | Komentarze 2


    Dość wcześnie wstałem - o 6 rano, a właściwie to szybko nagrzewające się wnętrze namiotu od ostrych i polarnych promieni słonecznych zmusiło nas do wczesnego zbierania się do dalszej jazdy - startujemy o 9:15.
    A tak szczerze - obaj byliśmy ultra-miło zaskoczeni fantastyczną słoneczną pogodą na Lofotach - widoczki takie że będzie co wspominać do końca życia :)

    Tegoż dnia od samego początku mieliśmy takie widoczki. Tylko kręcić tędy :)
    Tegoż dnia od samego początku mieliśmy takie widoczki. Tylko kręcić tędy :) © JPbike

    Pięknie tam :)
    Pięknie tam :) © JPbike

    Tegoż dnia pokonywaliśmy 2 tunele, w tym jeden podmorski - mocne wrażenia :)
    Na trasie pokonywaliśmy 2 tunele, w tym jeden podmorski - mocne wrażenia :) © JPbike

    By stworzyć taką widokową drogę, trzeba było te skałki wysadzić
    By stworzyć taką widokową drogę, trzeba było te skałki wysadzić © JPbike

    Imponujący i bardzo wysoki wodospad
    Imponujący i bardzo wysoki wodospad © JPbike

    Pięknie tam (2) :)
    Pięknie tam (2) :) © JPbike

    Przerwa na kawusię
    Przerwa na kawusię © JPbike

    W trakcie powyższej przerwy, mijaliśmy dwóch bikepackingowców na wypasionych kolarkach/gravelach i z równie wypasionym sprzętem turystycznym - w tym momencie Drogbas spojrzał na mój sakwiarski rumak i coś tam wmawiał "że jest ciężki", dodał jeszcze coś w rodzaju "przerzuciłbyś się na lekki bikepacking" - od razu się uśmiechnąłem i stwierdziłem że wolę sakwiarską klasykę i nie planuję zmieniać sprzętu, a jeśli coś nie tak, to droga wolna i możesz gnać szybko przede mną :)
    Poza tym w trakcie mycia garów po kawie w zatoczce przyfiordowej - pierwszy raz w życiu doświadczyłem mocno zasolonej wody, że jej smak jeszcze czułem przez parę godzin :)

    Jazda dalej z kolejną porcją arcywidoczków
    Jazda dalej z kolejną porcją arcywidoczków © JPbike

    Imponująca jest wielkość tych gór
    Imponująca jest wielkość tych gór. Ten malutki punkt na szosie to kompan :) © JPbike

    Pięknie tam (9)
    Pięknie tam (3) © JPbike

    Pozdrowiłem z podziwem ową norweską rowerową rodzinkę :)
    Pozdrowiłem z podziwem ową norweską rowerową rodzinkę :) © JPbike

    Jak widać - główna droga na Lofotach to inżynieryjny kunszt :)
    Jak widać - główna droga na Lofotach to inżynieryjny kunszt :) © JPbike

    Nic, tylko pomykać tędy :)
    Nic, tylko pomykać tędy :) © JPbike

    Dojechaliśmy do Svolvær i czas na wylegiwanie, tylko PIWA brak ...
    Dojechaliśmy do Svolvær i czas na wylegiwanie, tylko piwa brak ... © JPbike

    Port w Svolvær
    Port w Svolvær © JPbike

    Z racji niedzielnego dnia, braku piwa i pozamykanych sklepów zapada decyzja że resztę tegoż dnia, wraz z przenocowaniem zostaniemy w tymże mieście, które okazuje się być stolicą Lofotów.

    Przerwa obiadowa w stadionowej budce komentatorskiej
    Przerwa obiadowa w stadionowej budce komentatorskiej © JPbike

    W takim pięknym miejscu robiliśmy ciszę poobiednią :)
    W takim pięknym miejscu robiliśmy odpoczynkową ciszę poobiednią :) © JPbike

    W powyższym i czyściutkim jeziorze Nedre Svolværvatnet próbowaliśmy się wykąpać, a woda tak lodowata że po wyjściu z niej nasze ciała szybko zabarwiły się na czerwono :)
    Po przerwie czas poszukać miejscówki na obozik - najpierw mamy terenową wspinaczkę na powstający kompleks narciarski, a tam nic równego i suchego nie znalazło się, więc wracamy do miasteczka ...

    Tutejsza woda w potokach tak czysta że ... :)
    Tutejsza woda w potokach jest tak czysta że ... :) © JPbike

    I tak kompan poprowadził nas przez zabudowania firmowo/magazynowe na południowy kraniec Svolvær, zresztą będący skalistym półwyspem, wspinamy się na wzniesienie i jest fantastyczne miejsce na nasz obóz, do tego z arcywidoczkami :)

    Miejscówka znaleziona, czas na kawusie z kawiarki :)
    Miejscówka znaleziona, czas na kawusie z kawiarki :) © JPbike

    Jak i podziwianie takich widoczków :)
    Jak i podziwianie takich widoczków :) © JPbike

    No i czas spać. Jest godzina 22:43
    No i czas spać. Jest godzina 22:43 © JPbike

    TRASA - na stravie.
    KLIK do dnia czwartego, KLIK do dnia szóstego.