top2011

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Jacek ze stolicy Wielkopolski
Info o mnie.

- przejechane: 192761.70 km
- w tym teren: 69594.25 km
- teren procentowo: 36.10 %
- v średnia: 22.49 km/h
- łączny czas: 355d 07h 48m
- najdłuższy trip: 329.90 km
- max prędkość: 83.56 km/h
- max wysokość: 2845 m

baton rowerowy bikestats.pl

Wyprawy z sakwami

polska
logo-paris
logo-alpy
TN-IMG-2156 TN-IMG-2156 tn-IMG-6357 south poland

Zrowerowane gminy



Archiwum 2025 button stats bikestats.pl 2024 button stats bikestats.pl 2023 button stats bikestats.pl 2022 button stats bikestats.pl 2021 button stats bikestats.pl 2020 button stats bikestats.pl 2019 button stats bikestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl 2011 button stats bikestats.pl 2010 button stats bikestats.pl 2009 button stats bikestats.pl 2008 button stats bikestats.pl

Wpisy archiwalne w kategorii

ponad 100 km

Dystans całkowity:32183.47 km (w terenie 4833.30 km; 15.02%)
Czas w ruchu:1406:31
Średnia prędkość:22.88 km/h
Maksymalna prędkość:83.56 km/h
Suma podjazdów:110398 m
Maks. tętno maksymalne:177 (100 %)
Maks. tętno średnie:148 (86 %)
Liczba aktywności:260
Średnio na aktywność:123.78 km i 5h 24m
Więcej statystyk
  • dystans : 101.52 km
  • czas : 03:46 h
  • v średnia : 26.95 km/h
  • v max : 41.33 km/h
  • podjazdy : 234 m
  • rower : Canyon Endurace
  • Niedzielna stówa

    Niedziela, 13 września 2026 • dodano: 16.09.2026 | Komentarze 0


    Start o 10:54, w pochmurnych klimatach i 15°C.
    Nie planowałem stówy, ale i tak ją wykonałem, na spontanie, do tego na najnudniejszej moim zdaniem szosowej trasie, biegnącej przez południowo - zachodnie i przeważnie polne rejony.


    Kategoria ponad 100 km, szoska


  • dystans : 104.23 km
  • czas : 03:58 h
  • v średnia : 26.28 km/h
  • v max : 41.54 km/h
  • podjazdy : 334 m
  • rower : Canyon Endurace
  • Niedzielna stówka

    Niedziela, 9 sierpnia 2026 • dodano: 24.08.2026 | Komentarze 0


    Start o 12:36, w słonecznej aurze i 27°C - lato trwaj :)
    Najpierw na południowy wschód, z zahaczeniem o Kórnik, następnie myk myk na zachód do Stęszewa i dalej na północ przez Dopiewo do Tarnowa Podgórnego, po czym wróciłem do chaty przez Lusowo i Wysogotowo. W sumie całkiem fajna szosowa stówka mi wyszła.
    Poznałem również kilka odcinków z nową nawierzchnią - między Borówcem a Skrzynkami zniknęły stare betonowe płyty, które Trollking nazywał "zemstą Adolfa" i pojawił się asfalcik, a długą rowerówkę do Rogalina uzupełnili o brakujące łączniki... z kostki, natomiast fragment Rogalin - Rogalinek to obecnie plac budowy, wahadełko i korek aut był - zauważyłem że i tam też budują rowerówkę, do tego oddzieloną od jezdni i przez las. To nie koniec nowych dla mnie odcinków - od nadwarciańskiego mostu do Mosiny również kręciłem nówką asfaltową rowerówką, jedyny tamtejszy minus - z końca mostu musiałem wskoczyć na krawężnik (z rozpędu).


    Kategoria ponad 100 km, szoska


  • dystans : 161.40 km
  • czas : 08:28 h
  • v średnia : 19.06 km/h
  • v max : 63.13 km/h
  • podjazdy : 1235 m
  • rower : Accent Peak 29
  • Południowe obrzeże Polski - dzień 6

    Piątek, 17 lipca 2026 • dodano: 21.08.2026 | Komentarze 2


    Poranne czynności na kempingu w Ustroniu zleciały nam sprawnie i ruszamy o 8:37 na ostatni etap tejże wyprawy. Jak się później okazało - przez większość trasy zmagaliśmy się z upałem, a ostatnie 40km przebiegły w pochmurno - deszczowych klimatach, ale po kolei.
    Już po minięciu rogatek Ustronia pożegnaliśmy się z Beskidami i nastąpiła jazda przeważnie pagórkowata.

    Przekraczamy Wisłę taką wąską kładką
    Przekraczamy Wisłę taką wąską kładką © JPbike

    Cieszyn. Ładne te kamienice
    Cieszyn. Ładne te kamienice © JPbike

    Na Rynku w Cieszynie
    Na Rynku w Cieszynie © JPbike

    Dalsza jazda to właściwie mniej - więcej takie klimaty
    Dalsza jazda to właściwie mniej - więcej takie klimaty © JPbike

    Przekraczamy Odrę w Raciborzu
    Przekraczamy Odrę w Raciborzu © JPbike

    Wjeżdżamy na Opo;szczyznę
    Wjeżdżamy na Opolszczyznę © JPbike

    Po przekroczeniu stówki, w Baborowie robimy przerwę niby obiadową (bez gotowania) na tamtejszym stadionie MGKS "Cukrownik".

    Jak widać - zaczeło się chmurzyć i nadciągają deszczowe chmury
    Jak widać - zaczęło się chmurzyć i nadciągają deszczowe chmury © JPbike

    Klimatyczna fotka dnia, autorstwa kompana :)
    Klimatyczna fotka dnia, autorstwa kompana :) © JPbike

    Po dotarciu do przygranicznej, czeskiej mieściny Osoblaha przejmuję nawigowanie do końcowego celu - te tereny są mi dość dobrze znane. Zaraz po tym zaczyna padać, z każdą minutą coraz mocniej, do tego mamy kręcenie centralnie pod wiatr i zaczynają się pagóry, czyli powoli wjeżdżamy w Sudety. Przez pierwsze parę km-ów nie jest najgorzej - my przepoceni i nagrzani upałem elegancko i oczywiście w ruchu kąpiemy się w deszczu i dość szybko osiągamy komfort termiczny :)
    Po niedługim czasie deszcz wciąż mocno padał, przejeżdżaliśmy wtedy przez dość długą wioskę Jindřichov, na głównej i lekko podjazdowej ulicy spływał niezły potok, chlapanie mieliśmy niezłe, w momencie mijania hasiči (remizy straży pożarnej) zauważyłem niemało mieszkańców i turystów przeczekujących ów ulewny deszcz w jasno oświetlonych garażach do wozów strażackich.
    W końcu przemoknięty do suchej nitki kompan odezwał się do mnie pytaniem: "daleko jeszcze?". Cóż, w taką deszczową aurę trzeba być twardym, a nie miękkim, przecież z cukru nie jesteśmy, do tego to już ostatnie kilometry ...
    I tak dalej, tuż przy granicy z PL zatrzymaliśmy się w znanej mi zadaszonej i osłoniętej od wiatru budce, robimy chwilę postoju, informuję przyjaciół do których właśnie się wybieramy że jesteśmy blisko, zakładamy wiatrówki by nie wychłodzić się, po chwili deszcz zelżał i jazda pokonać ostatnie km-y naszej wyprawy, które zleciały sprawnie, przestało padać.

    Mokre i ostatnie km-y wyprawy
    Mokre i ostatnie km-y wyprawy © JPbike

    Oczywiście dotarliśmy do celu cali i zdrowi, również sprawnie zleciało ogarnianie się po tym całkowitym przemoknięciu.
    Natomiast reszta wieczoru i cały następny dzień u fantastycznych przyjaciół tam mieszkających a jakże miło zleciały - tak miło że będzie co wspominać i oczywiście korzystać z życia najlepiej jak się umie :)

    TRASA - na stravie.
    KLIK do dnia piątego, KLIK do powrotu na pierwszy dzień.




  • dystans : 124.73 km
  • czas : 06:32 h
  • v średnia : 19.09 km/h
  • v max : 70.42 km/h
  • podjazdy : 1332 m
  • rower : Accent Peak 29
  • Południowe obrzeże Polski - dzień 5

    Czwartek, 16 lipca 2026 • dodano: 19.08.2026 | Komentarze 0


    Pobudka tegoż dnia wyszła nam dość wcześnie, więc kawa, śniadanie (resztki wczorajszej pizzy), zwijanie obozowiska i ruszamy o 8:34 na dalszą trasę, początkowo w mglistych klimatach, a następnie już do końca dnia w pięknej słonecznej aurze, do tego bez upałów - tylko korzystać z aktywnego życia na urlopie :)

    Godzina 6:18, mglisty poranek
    Godzina 6:18, mglisty poranek © JPbike

    Zamglenie takie że nie wiemy czy jesteśmy w górach, czy w Wielkopolsce :)
    Zamglenie takie że nie wiemy czy jesteśmy w górach, czy w Wielkopolsce :) © JPbike

    W trakcie przerwy na drugie śniadanie, tuż przed granicą ze Słowacją (tak, ponownie kręciliśmy fragment trasy poza PL) podjechał do nas lokales na zdychającym skuterze, który przymusowo musiał się zatrzymać z powodu niebieskiego dymu z rury wydechowej, pogadaliśmy sobie i dowiedzieliśmy się że w tamtym miejscu są piękne widoki zarówno na Tatry, jak i Babią Górę - tyle że akurat te widoki były zamglone/zachmurzone...

    Długa prosta, to w Słowacji
    Długa prosta, to w Słowacji © JPbike

    Trochę się wypogodziło. Widok na Babią Górę
    Trochę się wypogodziło. Widok może na Babią Górę, albo na Pasmo Policy © JPbike

    Tylko tyle udało nam się zobaczyć Tatry
    Tylko tyle udało nam się zobaczyć Tatry © JPbike

    Słowacki odcinek to aż 15km kręcania przez trzy wioski
    Słowacki odcinek to m.in. aż 15km kręcenia przez trzy wioski © JPbike

    Dokręcamy do granicy w Korbielowie (ponad 800m.n.p.m)
    Dokręcamy do granicy w Korbielowie (ponad 800m.n.p.m) © JPbike

    Beskidzki zjadd w dolinę rzeki Soły
    Beskidzki zjazd do doliny rzeki Soły © JPbike

    Podjazd dnia, Kamesznica - Koniaków zaliczony, było GRUBO
    Podjazd dnia, Kamesznica - Koniaków zaliczony, było GRUBO © JPbike

    Kompan podjeżdzający zygzakiem i załapane Audi 80, chyba Quattro :)
    Kompan podjeżdżający zygzakiem i załapane Audi 80, chyba Quattro :) © JPbike

    Piękny beskidzki widoczek
    Piękny beskidzki widoczek © JPbike

    Tędy się podjeżdża na Ochodzitą, wspomnienia takie aż musiałem poprosić o fotkę :)
    Tędy się podjeżdża na Ochodzitą, wspomnienia takie aż musiałem poprosić o fotkę :) © JPbike

    Istebna. Ci z czasów MTB Martahon znają to miejsce
    Istebna. Ci z czasów MTB Martahon znają to miejsce © JPbike

    W powyższym miejscu czas na makaronową przerwę obiadową w dużej zadaszonej wiacie.

    Z sentymentu odwiedziliśmy słynne istebniańskie korzonki - obecnie zdewastowane :(
    Z sentymentu odwiedziliśmy słynne istebniańskie korzonki - obecnie zdewastowane :( © JPbike

    Przed nami i zgodnie z planem został do pokonania dobrze znany podjazd na Kubalonkę, zjazd do Wisły - z sentymentem mijałem miejsce, w którym kończyłem pamiętną Wyprawę Dookoła Polski, po tym dokręcamy do Ustronia, zakupy żywnościowe i jazda na wyczajony w necie kemping tuż przy brzegu Wisły.

    Wisła w Ustroniu
    Wisła w Ustroniu © JPbike

    No i rozkładamy swoje płócienne chatki, ciepły prysznic (płatny), kolacja, piwko z chipsami i już po zmierzchu kładziemy się do spania.

    Wieczór na kempingu w Ustroniu
    Wieczór na kempingu w Ustroniu © JPbike

    TRASA - na stravie.
    KLIK do dnia czwartego, KLIK do dnia szóstego).




  • dystans : 154.64 km
  • teren : 0.30 km
  • czas : 08:26 h
  • v średnia : 18.34 km/h
  • v max : 65.95 km/h
  • podjazdy : 1831 m
  • rower : Accent Peak 29
  • Południowe obrzeże Polski - dzień 4

    Środa, 15 lipca 2026 • dodano: 11.08.2026 | Komentarze 0


    Pobudka, śniadanie (w wiacie), podładowanie powerbanka, zwijanie namiotów i ruszamy o 8:50, w pochmurnych klimatach na kolejne górskie kręcenie z sakwami. Jak się później okazało - to był długi czasowo i najbardziej przewyższeniowy dzień wyprawy.

    Przekraczamy graniczny most nad Popradem
    Przekraczamy graniczny most nad Popradem © JPbike

    Jazda wzdłuż Popradu i linii kolejowej
    Jazda wzdłuż Popradu i linii kolejowej © JPbike

    W takich klimatach przyjemnie się kręci
    W takich klimatach przyjemnie się kręci © JPbike

    Tam na górze - średniowieczny zamek w Rytrze
    Tam na górze - średniowieczny zamek w Rytrze © JPbike

    Czas na kolejne i solidne wspinaczki
    Czas na kolejne i solidne wspinaczki © JPbike

    Jest pięknie - Drogbas to potwierdza :)
    Jest pięknie - Drogbas to potwierdza :) © JPbike

    Ku naszej uciesze - terenowy fragmencik też się trafił :)
    Ku naszej uciesze - terenowy fragmencik też się trafił :) © JPbike

    Po dotarciu nad Dunajec parokrotnie dopadł nas przelotny deszcz
    Po dotarciu nad Dunajec parokrotnie dopadł nas przelotny deszcz © JPbike

    Jazda wzdłuż Dunajca
    Jazda wzdłuż Dunajca © JPbike

    Klimatyczne spojrzenie na szczyty Beskidu Sądeckiego
    Klimatyczne spojrzenie na szczyty Beskidu Sądeckiego © JPbike

    Sentymentalne spojrzenie na gorczańską wieżę na Lubaniu
    Sentymentalne spojrzenie na gorczańską wieżę na Lubaniu © JPbike

    Po dotarciu do Krościenka nad Dunajcem decydujemy się na jazdę dość ruchliwą 969-tką do Dębna, by zyskać na czasie i zgodnie z planem dotrzeć tegoż dnia na nocleg gdzieś na zachód za Zakopanem, co oczywiście udało się zrobić to za widna.

    Na trasie 969-tki. Tatry (poza kadrem) niestety tegoż dnia były zachmurzone
    Na trasie 969-tki. Tatry (poza kadrem) niestety tegoż dnia były zachmurzone © JPbike

    Na zachodnim fragmencie Velo Czorsztyn
    Na zachodnim fragmencie Velo Czorsztyn © JPbike

    Ten po prawej to ma gadane ze zwierzakami :)
    Ten po prawej to ma gadane ze zwierzakami :) © JPbike

    Czas na podjazd dnia (Biały Dunajec - Gubałówka)
    Czas na podjazd dnia (Biały Dunajec - Gubałówka) © JPbike

    Dla takich widoczków WARTO :)
    Dla takich widoczków WARTO :) © JPbike

    Widoczek z podjazdu na Ząb
    Widoczek z podjazdu na Ząb © JPbike

    Końcówka podjazdu na Gubałówkę
    Końcówka podjazdu na Gubałówkę © JPbike

    Tak wygląda komercyjna rzeczywistość na Gubałówce
    Tak wygląda komercyjna rzeczywistość na Gubałówce © JPbike

    Tej panoramy na znane miasto nie trzeba przedstawiać
    Tej panoramy na znane miasto nie trzeba przedstawiać © JPbike

    Najwyższy punkt wyprawy zdobyty. Piona kompanie :)
    Najwyższy punkt wyprawy zdobyty. Piona kompanie :) © JPbike

    Po zacnej przerwie na szczycie - trzeba jechać dalej, w tym przypadku mieliśmy bardzo fajny zjazd do Nowej Bystrej i dalej w stronę Czarnego Dunajca, w którym zrobiliśmy przerwę na obiadokolację w postaci dużej pizzy (nie zjedliśmy całej, więc reszta była na śniadanie następnego dnia). Po tym była już późna pora i powoli zapadał zmrok. Udaje nam się jeszcze zrobić zakupy w Biedronce i namierzyć online pole namiotowe - po dotarciu na miejsce owe pole okazało się jakby opuszczone, nikogo z obsługi nie spotkaliśmy, ważne że polanka jest wykoszona, więc bez zastanawiania rozbijamy obóz, ogarniamy się, wieczorne piwko i czas spać.

    Obóz gotowy. Klimatyczny mglisty wieczór
    Obóz gotowy. Klimatyczny mglisty wieczór © JPbike

    Jak już wspominałem na początku wpisu - to był długi i fajny dzień z najwyższym przewyższeniem na wyprawie i wypada dodać jeden minus - mocno zachmurzony "widok" na tatrzańskie szczyty.

    TRASA - na stravie.
    KLIK do dnia trzeciego, KLIK do dnia piątego.




  • dystans : 126.09 km
  • czas : 07:14 h
  • v średnia : 17.43 km/h
  • v max : 71.90 km/h
  • podjazdy : 1703 m
  • rower : Accent Peak 29
  • Południowe obrzeże Polski - dzień 3

    Wtorek, 14 lipca 2026 • dodano: 08.08.2026 | Komentarze 2


    Nazajutrz, na fajnym polu namiotowym sprawnie zleciały nam zarówno śniadanie (w wiacie) i zwijanie ekwipunku turystycznego, po czym ruszamy o 8:57 na dalszą trasę, mając spoczko temperaturkę na poziomie poniżej 20°C i trochę zamglone klimaty pięknego Beskidu Niskiego.

    Już od pierwszych km-ów mamy świetne humory :)
    Już od pierwszych km-ów mamy świetne humory :) © JPbike

    Jest pięknie. Tylko kręcić tędy
    Jest pięknie. Tylko kręcić tędy © JPbike

    Wśród soczystej zieleni
    Wśród soczystej zieleni © JPbike

    Po przejechaniu 20km wypogodziło się na dobre, można zdjąć podkoszulek i robimy przerwę w przydrożnej wiacie. Wymyśliliśmy również że wypróbuję ładowanie telefonu poprzez zamocowanie paneli solarnych do tylnych sakw - faktycznie, po ujechaniu w pięknym słońcu kilkadziesiąt km-ów cosik tam się naładowało :) 

    Przejazd przez zabytkowy, żelazny most na Wisłoce w Krempnej
    Przejazd przez zabytkowy, żelazny most na Wisłoce w Krempnej © JPbike

    Wjeżdżamy do Magurskiego Parku Narodowego
    Wjeżdżamy do Magurskiego Parku Narodowego © JPbike

    Przejazd przez MPN przebiega przez taki podjazdowo - zjazdowy asfalcik
    Przejazd przez MPN przebiega przez taki podjazdowo - zjazdowy asfalcik © JPbike

    Spotkanie z pieszą wiarą
    Spotkanie z pieszą wiarą © JPbike

    Kompan, który na tejże wyprawie zajmuje się nawigowaniem (w wersji online) parę km-ów wcześniej zapytał mnie czy możemy kawałek trasy pokonać przez Słowację - bez wahania się zgodziłem, ale i tak oznaczało to że nasza trasa wypadła z kategorii "Dookoła Polski".

    Słowacki widoczek (1)
    Słowacki widoczek (1) © JPbike

    Słowacki widoczek (2)
    Słowacki widoczek (2) © JPbike

    Wracamy do Polski... podjazdem, który dał nam w kość
    Wracamy do Polski... podjazdem, który dał nam w kość © JPbike

    Po wjechaniu do kraju zastajemy dwujęzyczne nazwy wiosek
    Po wjechaniu do kraju zastajemy dwujęzyczne nazwy wiosek © JPbike

    Tu miała być gruppen fota w ruchu, a wyszła stójkowa :)
    Tu miała być gruppen fota w ruchu, a wyszła stójkowa :) © JPbike

    Cerkiew Opieki Matki Bożej w Hańczowej
    Cerkiew Opieki Matki Bożej w Hańczowej © JPbike

    W miarę zbliżania się do Krynicy-Zdroju te świetne dla rowerzystów boczne asfalciki zaskakują nas zarówno pięknymi widoczkami, jak i solidnymi nachyleniami zarówno w górę, jak i w dół, czyli coś dla koneserów rasowego górskiego kręcenia :)
    Żebyście wiedzieli - najlżejsze przełożenie u mnie to 32-36 (nie wspomnę o sakwiarskim obciążeniu), a u bikepackingowego kompana to 32-50...

    Z cyklu
    Z cyklu "Ja w swoim turystycznym żywiole" :) © JPbike

    Przejazd przez Krynicę-Zdrój (1)
    Przejazd przez Krynicę-Zdrój (1) © JPbike

    Przejazd przez Krynicę-Zdrój (2)
    Przejazd przez Krynicę-Zdrój (2) © JPbike

    Owe ładne (i tłoczne w sezonie) miasto kojarzy mi się głównie z golonkowymi maratonami - przed laty startowałem tu trzykrotnie, w 200920102011.
    Poza tym zatrzymaliśmy się przy małej pizzerii na obiad. Następnie kręcimy wzdłuż przygranicznej rzeki Poprad. W Muszynie odwiedzamy zakupowo Biedronkę, po czym lunął na nas deszcz, decydujemy się przeczekać w zadaszonym miejscu, trochę to trwało.

    Jazda wzdłuż Popradu. Po deszczu wyszło klimatyczne słońce
    Jazda wzdłuż Popradu. Po deszczu wyszło klimatyczne słońce © JPbike

    No i czas poszukać miejscówki na nocleg. Najpierw znajdujemy osłoniętą i mokro-trawiastą polankę, na której zaatakowało nas agresywne robactwo, więc szukamy dalej. W pewnym momencie kompan wpadł na pomysł sprawdzenia online pola namiotowego i faktycznie coś fajnego się znalazło, tyle że po słowackiej stronie, ale i tak bardzo nam się podobało - pięknie przystrzyżona trawa, staw z dużą rybą, zadaszona wiata, nówka prysznice.

    Kolejna piękna miejscówka się trafiła :)
    Kolejna piękna miejscówka się trafiła © JPbike

    I tak już rozbijamy namioty, wspólne wieczorne piwko, kolacja i spać.
    Kolejny piękny dzień na wyprawie mieliśmy, na starość będzie co wspominać :)

    TRASA - na stravie.
    KLIK do dnia drugiego, KLIK do dnia czwartego.




  • dystans : 132.28 km
  • czas : 06:37 h
  • v średnia : 19.99 km/h
  • v max : 65.39 km/h
  • podjazdy : 1418 m
  • rower : Accent Peak 29
  • Południowe obrzeże Polski - dzień 2

    Poniedziałek, 13 lipca 2026 • dodano: 03.08.2026 | Komentarze 4


    Po wczorajszym i całodniowym niewyspaniu obaj twardo spaliśmy, ale i tak o długim odsypianiu nie było mowy - trzeba jechać dalej. Poranna krzątanina sprzętowa przebiegła sprawnie, na wstępne "śniadanie" mieliśmy kawę i misie haribo, a tuż przed ruszeniem zjawił się bocian, a cały czas zastanawialiśmy się czy będziemy mieli bieszczadzkie spotkanie z niedźwiedziem... :)

    Witamy w krainie niedźwiedzi i straży granicznej :)
    Witamy w krainie niedźwiedzi i straży granicznej :) © JPbike

    Drogbas prerwszy raz w życiu spogląda na piękne Bieszczady
    Drogbas pierwszy raz w życiu spogląda na piękne Bieszczady © JPbike

    Sporo tu bocianów
    Sporo tu bocianów © JPbike

    W Lutowiskach robimy pit-stop na zakupy żywnościowe, głównie świeże śniadanie, które spożywamy w drewnianym przystanku autobusowym.

    Ten metalowy kosz na śmieci to oczywista ochrona przed niedźwiedziami
    Ten metalowy kosz na śmieci to oczywista ochrona przed niedźwiedziami © JPbike

    Cerkiew w Lutowiskach, w wersji miniaturowej
    Cerkiew w Lutowiskach, w wersji miniaturowej © JPbike

    Widoczek na bieszczadzkie szczyty
    Widoczek na bieszczadzkie szczyty © JPbike

    Jazda dalej trasą Wielkiej Pętli Bieszczadzkiej
    Jazda dalej trasą Wielkiej Pętli Bieszczadzkiej © JPbike

    Dotarliśmy na południowo-wschodni kraniec wyprawy
    Dotarliśmy na południowo-wschodni kraniec wyprawy © JPbike

    Chwila górskiego oddechu na Przełęczy Wyźniańskiej (860m)
    Chwila górskiego oddechu na Przełęczy Wyźniańskiej (860m) © JPbike

    Klimatycznie tam, tylko kręcić tędy :)
    Klimatycznie tam, tylko kręcić tędy :) © JPbike

    Kolejna wspinaczka
    Kolejna wspinaczka, na Przełęcz Wyżną (872m) © JPbike

    Jest pięknie :)
    Jest pięknie :) © JPbike

    Po wjechaniu na Przełęcz Wyżną mamy przed sobą fajny, dość długi i dość łagodny zjazd wśród lasów i bieszczadzkich wiosek, w jednej się zatrzymaliśmy przy sklepiku... :)
     Na Szczerbanówce (wieża widokowa) zastajemy trochę zamglone widoki na szczyty
    Na Szczerbanówce (wieża widokowa) zastajemy trochę zamglone widoki na szczyty © JPbike

    Powoli i z widokowym rozmachem opuszczamy Bieszczady
    Powoli i z widokowym rozmachem opuszczamy Bieszczady © JPbike

    Jest fajnie - to widać :)
    Jest fajnie - to widać :) © JPbike

    Czas na pierwsze w życiu zwiedzanie Beskidu Niskiego
    Czas na pierwsze w życiu zwiedzanie Beskidu Niskiego © JPbike

    Cerkiew Opieki Matki Bożej w Komańczy
    Cerkiew Opieki Matki Bożej w Komańczy © JPbike

    W Komańczy przysklepowy postój i kawałek dalej, tradycyjnie w przystanku autobusowym robimy makaronową przerwę obiadową.

    Jazda takimi odcinkami to sama przyjemność - cisza i spokój
    Jazda takimi odcinkami to sama przyjemność - cisza i spokój © JPbike

    Wisłok Wielki. Cerkiew św. Onufrego
    Wisłok Wielki. Cerkiew św. Onufrego © JPbike

    Przyjemnej jazdy ciąg dalszy
    Przyjemnej jazdy ciąg dalszy © JPbike

    Z cyklu
    Z cyklu "Uchwycony od tyłu" © JPbike

    Po dotarciu do wioski Posada Jaśliska i uzupełnieniu wody w bidonach można szukać miejscówki na przenocowanie - tym razem natrafiliśmy na miłą niespodziankę w postaci darmowego pola biwakowego z WC i możliwością kąpieli w szerokim potoku Jasiołka.
    Rozbicie obozu, kąpiel, kolacja, piwko, pogaduszki i czas spać po takim pięknym dniu :)

    Za takie miejscówki na namioty pokochaliśmy Beskid Niski :)
    Za takie miejscówki na namioty pokochaliśmy Beskid Niski :) © JPbike

    TRASA - na stravie.
    KLIK do dnia pierwszego, KLIK do dnia trzeciego.




  • dystans : 195.26 km
  • czas : 08:13 h
  • v średnia : 23.76 km/h
  • v max : 54.09 km/h
  • podjazdy : 853 m
  • rower : Canyon Endurace
  • Powrót do Wielkopolski

    Sobota, 11 lipca 2026 • dodano: 26.07.2026 | Komentarze 0


    Ponieważ od następnego tygodnia rozpoczynam kilkudniową wyprawę ze starym kompanem Drogbasem przez południowe obrzeże Polski, poczynając od Przemyśla, a kończąc w Konradowie (koło Głuchołaz), to z racji że mój wyprawowy rumak stoi gotowy w Poznaniu, do tego 19 lipca mam w planie wyścig Ultra Bike Maraton w Polanicy Zdroju - to wszystko wymaga przemyślanej i zorganizowanej logistyki w postaci zostawienia auta, fulla u podnóża Gór Opawskich i powrotu szosówką do ... (jak w tytule) :)

    Zatem pobudka, kawa, podgrzanie gotowego śniadania (tu mocne podziękowania dla Asi), pożegnanie z przemiłymi gospodarzami i ruszam o 8:33, do tego obciążony ze 20kg plecakiem (całą trasę dało się wytrzymać bez bólu tyłka, jestem dumny :)) na długi trip do Poznania.
    Trochę spontaniczną trasę wymyślałem w trakcie, bo nie wiedziałem czy całość pokonam rowerem, czy ostatni odcinek będę wracał koleją z Wrocławia, czy z Rawicza i jeszcze do tego czołowy wiatr na większości trasy nie ułatwiał mi sprawnego szosowego pomykania.
    Szczegółowej relacji nie będzie, nawet masy fotek nie cykałem, bo to jest nudne w dobie stravy, facebooka, instagrama, itp, a ja tęsknię za czasami świetności bikestats.pl ...
    Jedyne godne odnotowania momenty wymagające szybkiego myślenia są takie że jak w trakcie pit-stopu przy sklepiku w Strzelinie kontaktowałem się z Drogbasem i dowiedziałem się że wspólną wyprawę rozpoczynamy... tejże nocy, a myślałem że będzie to następnego dnia...
    Oczywiście oznaczało to że muszę się sprężać, by na czas dotrzeć do swojego domu w Poznaniu. Gdy tylko dotarłem do Wrocławia na dworzec kolejowy, to okazało się że kilka najbliższych składów nie ma miejsca na rowery, olałem to i kręciłem dalej (w centrum Wrocławia mają fajne wydzielone ścieżki dla rowerów, aż miło się kręciło) do Rawicza, a tam już z absolutnym luzem załapałem się na bezpośredni i prawie pusty skład PR do stolicy Wielkopolski, do której dotarłem na zaledwie 5 godzin przed odjazdem PKP do Przemyśla...


    Jedyna fota z krajobrazem - to Opolszczyzna
    Jedyna fota z krajobrazem - to Opolszczyzna © JPbike

    Jedyne ujęcie ze mną, z plecakiem i słonecznikami w tle
    Jedyne ujęcie ze mną, z plecakiem i słonecznikami w tle © JPbike

    Na dworcu w Rawiczu, pusto tam
    Na dworcu w Rawiczu, pusto tam © JPbike


    Kategoria ponad 100 km, szoska


  • dystans : 134.11 km
  • czas : 05:44 h
  • v średnia : 23.39 km/h
  • v max : 58.11 km/h
  • hr max : 152 bpm, 89%
  • hr avg : 122 bpm, 72%
  • podjazdy : 1546 m
  • rower : Canyon Endurace
  • "Rozgrzewka" przedwyścigowa

    Sobota, 6 czerwca 2026 • dodano: 09.06.2026 | Komentarze 0


    Czerwcówkę zaplanowałem intensywnie rowerowo - tak zrobiłem, stąd w tym przedwyścigowym wpisie taki spory szosowy kilometraż, do tego z dobrym przewyższeniem, bo z pasji trzeba korzystać póki dłuższe wolne, a odpoczywać ja to będę w grobie :)

    Start o 11:11, w pięknej letniej pogodzie i 25°C. Obrałem szosową trasę biegnącą w rejonie czesko - polskiego pogranicza, z dodatkiem dwóch znanych mi przełęczy - Lądeckiej (665m) i Jaworowej (707m), zresztą właśnie na tamtych górskich odcinkach kręciło mi się najprzyjemniej, a cała reszta trasy to głównie polne szosowe myk - myk z miłymi widoczkami na góry.

    Na takich świetnych czeskich asfalcikach szoskę da się lubić :)
    Na takich świetnych czeskich asfalcikach szoskę da się lubić :) © JPbike

    Javornik, miejski widoczek na zamek Jánský Vrch
    Javornik, miejski widoczek na zamek Jánský Vrch © JPbike

    Lądek Zdrój. Zabytkowy most odbudowali po powodzi z września 2024
    Lądek Zdrój. Zabytkowy most odbudowali po powodzi z września 2024 © JPbike

    Glacensis na Przełęczy Jaworowej (707m), tylko rower mam nieodpowiedni :)
    Glacensis na Przełęczy Jaworowej (707m), tylko rower mam nieodpowiedni :) © JPbike

    Na Rynku w Złotym Stoku
    Na Rynku w Złotym Stoku © JPbike

    Sielanka na drodze powrotnej. W tle Biskupia Kopa (890m)
    Sielanka na drodze powrotnej. W tle Biskupia Kopa (890m) © JPbike




  • dystans : 101.13 km
  • teren : 28.00 km
  • czas : 04:27 h
  • v średnia : 22.73 km/h
  • v max : 49.29 km/h
  • podjazdy : 363 m
  • rower : Accent Peak 29
  • Wolny poniedziałek :)

    Poniedziałek, 25 maja 2026 • dodano: 26.05.2026 | Komentarze 0


    ... więc można bez spiny zrobić stówkę na rowerze :)
    Start o 10:39, w ciepłej (27°C) i słonecznej aurze, z dodatkiem wielkopolskiej tradycji - wiatru.
    Trasa obrana spontanicznie, asfaltowo - terenowa i głównie na północ od Poznania.
    W wyprawowiczu zamontowałem nówkę tylną oponę i większy blacik 36 - bardziej nadający się na płaszczyzny z pagórkami, a jak przyjdzie czas na wyprawy z dodatkiem gór to zakładam z powrotem dotychczasową zębatkę 32.
    Natomiast owa stówka przebiegła spoczko. Najprzyjemniej się kręciło przez leśne odcinki, pit-stop był w połowie trasy - przy Torze Motocrossowym w Obornikach (powspominałem sobie ściganko XC), spotkałem sakwiarza na góralu (jak ja), natomiast przejeżdżając końcowe km-y poznańskimi pieszo-roewrówkami m.in. mijałem dziewczynę z wąsem, jak i muzułmankę w złocistych obcasach, cóż ...

    Przez las, czyli pomykanie z przyjemnością :)
    Przez las, czyli pomykanie z przyjemnością :) © JPbike

    Warta i Tor Motocrossowy w Obornikach
    Warta i Tor Motocrossowy w Obornikach © JPbike

    Taka tam dronowa dokumentacja z mej trasy :)
    Taka tam dronowa dokumentacja z mej trasy :) © JPbike


    Kategoria ponad 100 km, dron