Info o mnie.
- przejechane: 192761.70 km
- w tym teren: 69594.25 km
- teren procentowo: 36.10 %
- v średnia: 22.49 km/h
- łączny czas: 355d 07h 48m
- najdłuższy trip: 329.90 km
- max prędkość: 83.56 km/h
- max wysokość: 2845 m
Kategorie
-
Bike Maraton - 42
bikestatsowe zawody - 8
CX - 7
do 100 km - 1257
do 50 km - 1261
do/z pracy - 278
dron - 73
dzień wyścigowy - 254
Etapówki MTB - 31
Festive 500 - 55
Gogol MTB - 62
Kaczmarek Electric - 21
maratony - 183
MTB Marathon - 31
na orientację - 6
nocne - 290
podium, te szerokie też - 37
podsumowanie - 11
pomiar czasu - 67
ponad 100 km - 260
ponad 200 km - 28
ponad 300 km - 4
poza PL - 120
Solid MTB - 30
sprzęt - 50
szoska - 474
Uphill race - 8
w górach - 341
w roli kibica - 10
w towarzystwie - 412
wyprawy - 80
wysokie szczyty - 35
XC - 32
z przyczepką - 4
-
Moja stajnia
w użyciu
Orbea Oiz M20

Black Peak

Accent Peak 29
Canyon Endurace
Sztywna Biria
archiwum
Scott Scale 740
TREK 8500
Kross Action
Accent Tormenta 1
Accent Tormenta 2
Accent Tormenta 3
Archiwum
2025
2024
2023
2022
2021
2020
2019
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
-
2026, Wrzesień - 5 - 0
2026, Sierpień - 8 - 0
2026, Lipiec - 15 - 12
2026, Czerwiec - 11 - 2
2026, Maj - 12 - 0
2026, Kwiecień - 10 - 0
2026, Marzec - 9 - 0
2026, Luty - 8 - 0
2026, Styczeń - 8 - 0
2025, Grudzień - 8 - 0
2025, Listopad - 9 - 0
2025, Październik - 8 - 0
2025, Wrzesień - 8 - 0
2025, Sierpień - 13 - 23
2025, Lipiec - 12 - 22
2025, Czerwiec - 9 - 20
2025, Maj - 10 - 20
2025, Kwiecień - 8 - 21
2025, Marzec - 10 - 24
2025, Luty - 8 - 16
2025, Styczeń - 7 - 13
2024, Grudzień - 15 - 38
2024, Listopad - 7 - 15
2024, Październik - 9 - 21
2024, Wrzesień - 10 - 18
2024, Sierpień - 12 - 20
2024, Lipiec - 14 - 30
2024, Czerwiec - 18 - 40
2024, Maj - 10 - 24
2024, Kwiecień - 15 - 37
2024, Marzec - 12 - 29
2024, Luty - 9 - 27
2024, Styczeń - 9 - 25
2023, Grudzień - 12 - 34
2023, Listopad - 10 - 33
2023, Październik - 9 - 27
2023, Wrzesień - 11 - 28
2023, Sierpień - 8 - 16
2023, Lipiec - 16 - 43
2023, Czerwiec - 11 - 27
2023, Maj - 17 - 36
2023, Kwiecień - 12 - 45
2023, Marzec - 6 - 16
2023, Luty - 8 - 32
2023, Styczeń - 8 - 26
2022, Grudzień - 8 - 20
2022, Listopad - 8 - 25
2022, Październik - 9 - 31
2022, Wrzesień - 12 - 16
2022, Sierpień - 10 - 24
2022, Lipiec - 16 - 37
2022, Czerwiec - 12 - 26
2022, Maj - 16 - 32
2022, Kwiecień - 14 - 49
2022, Marzec - 9 - 30
2022, Luty - 8 - 18
2022, Styczeń - 10 - 27
2021, Grudzień - 10 - 25
2021, Listopad - 11 - 29
2021, Październik - 12 - 35
2021, Wrzesień - 15 - 30
2021, Sierpień - 16 - 24
2021, Lipiec - 20 - 34
2021, Czerwiec - 19 - 42
2021, Maj - 15 - 34
2021, Kwiecień - 15 - 30
2021, Marzec - 12 - 35
2021, Luty - 11 - 32
2021, Styczeń - 13 - 42
2020, Grudzień - 17 - 37
2020, Listopad - 13 - 51
2020, Październik - 14 - 40
2020, Wrzesień - 19 - 33
2020, Sierpień - 20 - 42
2020, Lipiec - 25 - 65
2020, Czerwiec - 21 - 77
2020, Maj - 21 - 75
2020, Kwiecień - 14 - 60
2020, Marzec - 7 - 21
2020, Luty - 15 - 34
2020, Styczeń - 13 - 46
2019, Grudzień - 20 - 76
2019, Listopad - 14 - 50
2019, Październik - 13 - 44
2019, Wrzesień - 24 - 46
2019, Sierpień - 23 - 25
2019, Lipiec - 23 - 31
2019, Czerwiec - 26 - 42
2019, Maj - 25 - 58
2019, Kwiecień - 24 - 75
2019, Marzec - 18 - 56
2019, Luty - 16 - 45
2019, Styczeń - 15 - 53
2018, Grudzień - 18 - 68
2018, Listopad - 10 - 36
2018, Październik - 20 - 42
2018, Wrzesień - 31 - 67
2018, Sierpień - 21 - 82
2018, Lipiec - 18 - 58
2018, Czerwiec - 14 - 55
2018, Maj - 19 - 55
2018, Kwiecień - 18 - 68
2018, Marzec - 14 - 55
2018, Luty - 10 - 52
2018, Styczeń - 10 - 52
2017, Grudzień - 10 - 42
2017, Listopad - 7 - 44
2017, Październik - 10 - 43
2017, Wrzesień - 17 - 46
2017, Sierpień - 19 - 43
2017, Lipiec - 19 - 83
2017, Czerwiec - 17 - 42
2017, Maj - 21 - 60
2017, Kwiecień - 19 - 47
2017, Marzec - 15 - 38
2017, Luty - 13 - 32
2017, Styczeń - 14 - 47
2016, Grudzień - 9 - 14
2016, Listopad - 9 - 24
2016, Październik - 14 - 19
2016, Wrzesień - 14 - 66
2016, Sierpień - 16 - 24
2016, Lipiec - 21 - 41
2016, Czerwiec - 15 - 26
2016, Maj - 24 - 77
2016, Kwiecień - 18 - 47
2016, Marzec - 18 - 42
2016, Luty - 13 - 26
2016, Styczeń - 14 - 39
2015, Grudzień - 14 - 72
2015, Listopad - 8 - 26
2015, Październik - 8 - 23
2015, Wrzesień - 12 - 27
2015, Sierpień - 18 - 31
2015, Lipiec - 16 - 59
2015, Czerwiec - 21 - 72
2015, Maj - 21 - 53
2015, Kwiecień - 20 - 88
2015, Marzec - 19 - 88
2015, Luty - 16 - 59
2015, Styczeń - 15 - 59
2014, Grudzień - 11 - 60
2014, Listopad - 19 - 34
2014, Październik - 12 - 22
2014, Wrzesień - 17 - 37
2014, Sierpień - 18 - 31
2014, Lipiec - 22 - 95
2014, Czerwiec - 18 - 73
2014, Maj - 16 - 76
2014, Kwiecień - 21 - 77
2014, Marzec - 20 - 73
2014, Luty - 16 - 80
2014, Styczeń - 7 - 31
2013, Grudzień - 18 - 87
2013, Listopad - 13 - 78
2013, Październik - 15 - 60
2013, Wrzesień - 16 - 65
2013, Sierpień - 15 - 76
2013, Lipiec - 26 - 161
2013, Czerwiec - 21 - 121
2013, Maj - 20 - 102
2013, Kwiecień - 20 - 116
2013, Marzec - 18 - 117
2013, Luty - 15 - 125
2013, Styczeń - 12 - 92
2012, Grudzień - 20 - 106
2012, Listopad - 10 - 82
2012, Październik - 13 - 46
2012, Wrzesień - 17 - 96
2012, Sierpień - 16 - 99
2012, Lipiec - 23 - 113
2012, Czerwiec - 17 - 97
2012, Maj - 18 - 61
2012, Kwiecień - 20 - 132
2012, Marzec - 20 - 130
2012, Luty - 9 - 57
2012, Styczeń - 10 - 55
2011, Grudzień - 11 - 84
2011, Listopad - 12 - 96
2011, Październik - 20 - 127
2011, Wrzesień - 17 - 170
2011, Sierpień - 23 - 109
2011, Lipiec - 11 - 116
2011, Czerwiec - 3 - 154
2011, Maj - 24 - 186
2011, Kwiecień - 15 - 255
2011, Marzec - 24 - 213
2011, Luty - 26 - 187
2011, Styczeń - 18 - 199
2010, Grudzień - 19 - 173
2010, Listopad - 13 - 106
2010, Październik - 14 - 118
2010, Wrzesień - 15 - 192
2010, Sierpień - 25 - 209
2010, Lipiec - 27 - 126
2010, Czerwiec - 28 - 191
2010, Maj - 20 - 255
2010, Kwiecień - 24 - 220
2010, Marzec - 18 - 196
2010, Luty - 9 - 138
2010, Styczeń - 11 - 134
2009, Grudzień - 12 - 142
2009, Listopad - 11 - 128
2009, Październik - 8 - 93
2009, Wrzesień - 24 - 158
2009, Sierpień - 22 - 118
2009, Lipiec - 19 - 143
2009, Czerwiec - 20 - 94
2009, Maj - 19 - 170
2009, Kwiecień - 25 - 178
2009, Marzec - 14 - 137
2009, Luty - 7 - 50
2009, Styczeń - 11 - 96
2008, Grudzień - 11 - 131
2008, Listopad - 13 - 56
2008, Październik - 17 - 64
2008, Wrzesień - 17 - 62
2008, Sierpień - 21 - 78
2008, Lipiec - 18 - 39
2008, Czerwiec - 24 - 74
2008, Maj - 15 - 23
2008, Kwiecień - 7 - 40
2008, Marzec - 6 - 14
Wpisy archiwalne w kategorii
w górach
| Dystans całkowity: | 22403.13 km (w terenie 9856.59 km; 44.00%) |
| Czas w ruchu: | 1327:48 |
| Średnia prędkość: | 16.84 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 83.56 km/h |
| Suma podjazdów: | 305695 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 179 (102 %) |
| Maks. tętno średnie: | 166 (94 %) |
| Suma kalorii: | 3943 kcal |
| Liczba aktywności: | 338 |
| Średnio na aktywność: | 66.28 km i 3h 56m |
| Więcej statystyk | |
Niedziela, 2 maja 2010 • dodano: 03.05.2010 | Komentarze 8
Jako że na maraton do Karpacza przyjechaliśmy na dwie nocki to w ostatni dzionek przed powrotem do stolicy Wielkopolski wypadało pokręcić regeneracyjne na tamtejszych podjazdo - zjazdach :)
Już po pobudce zarówno Krzysztof, jak i Zbyszek nieźle czuli nogi po maratonowym wycisku :)
Spojrzałem za okno - nie pada i ruszamy na regeneracyjno - turystyczną przejażdżkę po Karpaczu.
W roli przewodnika wystąpił: JPbike :)
Taki widoczek na Karkonosze mieliśmy z okna :)

Momentalnie zza chmur wyłoniła się Śnieżka ... efekt niezwykły :)

No i ruszamy do góry ... ale wysokie szczyty :)

Dzielny Maks na solidnym podjeździe :)

Nad zaporą przy zbiorniku Łomnica

Wodospad Łomnicy

Kompletny skład BS-owiczy ze stolicy Wielkopolski :)

Widoczek na szczyt skoczni Orlinek

Przejeżdżaliśmy również przez miejsce zaburzenia grawitacji - rzeczywiście droga wydaje się podjazdem a rowery same się toczyły - niezłe przeżycie :)
Ci dwaj faceci odziani w niebiesko-czarne stroje są zachwyceni urokliwym wodospadem :)

Wygląda na to że mój rower nr.1 się zakochał w takim górskim terenie ... :)

Kolejny cel - Kościółek Wang, czyli solidny podjazd, obawiałem się czy chłopaki z M4 dają radę - uff wjechali, wspinaczka kosztowała ich masę sił :)

Zjeżdżając z Wanga spotkaliśmy również regenerującego się Mariusza - jak widać wszyscy mieliśmy świetne humory po wczorajszym maratonie :)

Dalej to już szybki zjazd w dół z przerwą przy Żabce - byłem spragniony ... browarka :)
Tą uroczą i piękną widokowo dróżką dojeżdżaliśmy do Karpacza na start maratonu :)

Chciałem jeszcze podziękować Krzysztofowi i Zbyszkowi za świetnie spędzony czas w górach połączony z maratonowym startem - było wesoło :)
V max - 53.32 km/h
Puls - max 151, średni 111
Przewyższenie - 445 m
Kategoria do 50 km, w górach, w towarzystwie
Sobota, 1 maja 2010 • dodano: 02.05.2010 | Komentarze 30
Maraton w Karkonoszach – główną rolę grała: SUPER TRASA !
Ten maraton, a właściwie to właśnie trasa kandyduje do jednej z moich najlepszych :)
Po tym co ostatnio sporo napisali na golonkowym forum na temat zmodyfikowanej trasy na moich ulubionych górskich terenach - wiedziałem że będzie ciekawie i tak było :)
Do Karpacza zajechałem wraz z dwoma pełnymi humoru Bikestatowiczami – Krzysztofem (Maks) i Zbyszkiem (toadi69) dokładnie o północy, a właściwie do pobliskiej wioski – Ściegny, gdzie mieliśmy zapewniony tani nocleg w … szkole :)
Pobudka oczywiście wczesna, udaliśmy się o 6:40 na rozgrzewkę do biura zawodów i wróciliśmy na solidne śniadanie. Pochmurno było, karkonoskie szczyty spowite były warstwą chmur. No i jazda na start. Na stadionie poznałem Izę (lemuriza1972), spotkaliśmy się z Jarkiem (Jarekdrogbas) i jego Agą, udałem się do drugiego sektora, który wywalczyłem w Dolsku. W sektorze wypatrywałem Damiana – ustawił się tuż przy linii - właśnie ten facet, po tym że zarówno w Dolsku, jak i w Zgierzu nieźle mu poszło - nie dawał mi spokoju :) Wiedziałem że trzeba będzie cisnąć i wykorzystać swoją przewagę na technicznych odcinkach … :)
No i start, punktualnie o 10-tej. Pierwsze ponad 4 km tradycyjnie biegły główną asfaltową ulicą do Karpacza Górnego – cisnąłem oczywiście ile fabryka dała, tętno waliło niemal swoje maximum (ponad 180), doszedłem najpierw Mariusza (klosiu), a po chwili … Damiana i oczywiście wyprzedziłem Go :) Po tej asfaltówce zaczął się górski i niemal prawie w całości leśny teren - czyli bezustanna jazda raz do góry, raz w dół :)
Tyle się działo na tej super, niezwykle trudnej i ułożonej przez znawcę tamtejszych terenów, że trudno mi dokładnie opisać wszystko … :) Skoncentruję się więc na tych ciekawych dla mnie momentach.
Więc … na jednym z pierwszych, leśnym podjeździe wyprzedził mnie Damian, a chwile później na technicznym, kamienistym zjeździe ja Jego :) gdzieś tam się potknąłem i zaliczyłem JEDYNĄ na całej trasie glebkę, na bok. Momentami tłoku wśród Gigowców nie brakowało, generalnie nie było tak źle. No i zacząłem szaleć właśnie na technicznych zjazdach usianymi masą sporych kamieni, korzeni – moje szaleństwo na tych trudnych odcinkach trwało do samego końca, na widok każdego technicznego zjazdu się … cieszyłem :) Gdzieś, jeszcze przed rozjazdem na dodatkową pętlę giga pojawił się dość stromy podjazd – nieźle mi poszło. Po jakimś czasie wyprzedził mnie Arek – wtedy dotarło do mnie że moja tegoroczna forma jest podobna do zeszłorocznej, a może odrobinę lepsza (zobaczymy):) Damiana za plecami nie widziałem. Z innych ciekawych, przedrozjazdowych odcinków była jazda po … muldach :) Na ok. 30 km nastąpił rozjazd mega/giga – cała dodatkowa pętla w dalszym ciągu niezwykle ciekawie została poprowadzona (raz do góry, raz w dół, czasem stromo) ale i dla mnie zaczęły się drobne problemy … otóż w pewnym momencie podczas redukcji biegu przednia przerzutka nie zadziałała – po spojrzeniu na nią … pękła zewnętrzna blaszka (foto) :( Trudno, zdecydowałem się na ciężką próbę przejechania całej reszty trasy na środkowej tarczy korby (dobrze że przed zawodami zamontowałem kasetę 11-34), na stromych podjazdach ciężko szło, nie brakowało wprowadzania (kołki w SPD-ach znacznie ułatwiały podchodzenie), ale i tak większość rywali też wprowadzała. Drugi problem – skurcze w nogach :( Często próba wjeżdżania na stromy podjazd na twardszym przełożeniu właśnie to powodowała, nie poddałem się, ostatecznie postanowiłem że będę korzystał na ciężkich podjazdach z najmniejszej tarczy korby – by zmienić przełożenie, kosztowało mnie to w sumie kilka, może ze 10 kilkusekundowych postojów. No i zacząłem mieć obawy o to – czy dam radę utrzymać ciężko wypracowaną przewagę nad Damianem – nie udało się :( Po przejechaniu dodatkowej pętli giga, po 60 km zatrzymałem się przy bufecie (na giga było 7 bufetów, skorzystałem z trzech) i właśnie DMK77 mnie dogonił i powolutku, acz systematycznie się oddalał, z powodu obaw o ponowne skurcze nie dałem rady już cisnąc do góry :(
Wtedy kręciliśmy już z Megowcami i zabawa zaczęła się na nowo, czyli bezustanne dublowanie. Niektórzy na podjazdach odpoczywali, podziwiając widoki :) a po wjechaniu na długi, ciężki i szutrowy podjazd (Droga Chomontowa) na początkowym i stromym fragmencie moim oczom ukazał się widok … grupowego bike walkingu :) Ja oczywiście wjeżdżałem do góry na najwyższy punkt trasy (955m). A na tradycyjnie już technicznym zjeździe z tegoż punktu więcej traciłem, niż zyskałem (wiadomo, tłok Megowców). Końcówka trasy była mi dobrze znana i gdzieś tam, wciąż dublując, rozpoznałem Kingę (karotti). Ostatnie kilometry do mety pokonałem na miarę swoich możliwości, ale bardzo zadowolony z pokonania takiej trudnej, w pełni MTB-owskiej trasy i to niemal bez upadków (oczywiście poza wspomnianą jedyną glebką) :)
101/244 - open GIGA
40/87 - M3
Strata do zwycięzcy open – 1:34:45, M3 – 1:33:14
Arek i Damian przyjechali odpowiednio 7 i 6 minut przede mną.
Team BIKEstats (jednoosobowy !) zajmuje 49 miejsce na 99 drużyn – nieźle :)
Gdyby nie częste skurcze i problem z przerzutką … byłoby lepiej :)
Ogólnie z osiągniętego wyniku na takiej świetnej i trudnej trasie i do tego przy dużej ilości startujących na giga jestem zadowolony i … czekam już na przyszłoroczny Karpacz :)
Po maratonie, czekając z Jarkiem w kolejce do myjni poznałem Dototę (czarnaMAMBA), chwilę pogadaliśmy :)
A po posileniu się makaronem z sosem i Powerade’m pozostało mi czekanie na Zbyszka i Maksa – ten ostatni debiutował na górskim giga i dojechał do mety po … ponad 8 godzinach jazdy :)
Spotkałem również Przemka i Wojtka.
Na starcie ... zaraz trzeba będzie cisnąć do góry :)
Fotka z galerii hobas.team'u

MTB Marathon Karpacz 2010© JPbike
JPbike vs DMK77 - rywalizacja staje się zacięta :)

MTB Marathon Karpacz 2010© JPbike
Pełne skupienie na kamienistym zjeździe

MTB Matathon Karpacz 2010© JPbike
Ostre parcie na górskim terenie, czyli w swoim żywiole :)

MTB Marathon Karpacz 2010© JPbike
No ... tyle się działo że przednia przerzutka nie wytrzymała ...

No i ... XT padł© JPbike
Puls – max 182, średni 152
Przewyższenie – 2646 m
Kategoria maratony, w górach, MTB Marathon, dzień wyścigowy
Sobota, 24 kwietnia 2010 • dodano: 25.04.2010 | Komentarze 42
Nie mogłem dłużej czekać na jakiś wypad w góry ...
No i dodatkowo bezustannie „atakowany” pięknymi, górskimi fotkami i relacjami karli, niradhary i Kajmana … pojechałem w końcu !
Jako cel obrałem podnóże moich ulubionych górskich terenów – KARKONOSZE.
Prognozy pogody na cały dzień były bardzo zachęcające i po uszykowaniu roweru i ekwipunku wyruszyłem o 6:20 spod domowego progu – kierunek: Jelenia Góra … jedziesz w dobrym kierunku :)
Pierwsze dwie godziny jazdy to zmaganie się z dość niską temperaturą – w momencie wyjazdu termometr pokazał 4 st.C

Trasę wyznaczyłem tak, aby jak najwięcej poruszać się bocznymi drogami – więc terenu nie zabrakło

Nie obyło się bez omijania głównych i ruchliwych dróg – z racji braku ciekawych bocznych szos - 25 km odcinek od Piotrowa do Śmigla kręciłem krajową piątką, jazdę po części ułatwiało mi szerokie pobocze i nie było tak źle.
Znów na bocznej szosie, od razu lepiej i przyjemniej

Pomnik bydła we Wschowie

Przeprawa przez Odrę w Głogowie - różowy Most Tolerancji

W Głogowie, po 120 km zrobiłem drobne zakupy żywnościowe i przerwę wśród tamtejszych kolorowych kamieniczek i starych murów obronnych.
Pierwsze rozgrzewkowe podjazdy pojawiły się po wyjechaniu z tegoż miasta. Widok na kopalnie miedzi

W okolicach Polkowic fragmentem poruszałem się dwupasmową szosą …
Znów trochę terenu a mapa wskazywała asfalt …

Jak i przez las – okazało się że jechałem dobrze
Choć wcześniej skręciłem na niewłaściwą asfaltową drogę – kilka km nadłożyłem :)

Na rynku w Chocianowie. Ogólnie na całej trasie czasu na zwiedzanie nie było wiele, więc szybka fotka i myk w góry

Przed Chojnowem, po 180 km zrobiłem drugą przerwę.
W okolicach Złotoryi zaczęło się to, na co czekałem – PODJAZDY :)

Gdy zacząłem pokonywać pierwszy solidny podjazd, miałem na liczniku 215 km a tu miły szok – nieźle i bez postojów mi szło do góry :)
W Złotoryi pokusiłem się na pierwszego w tym sezonie … lodzika :)
Ponad 40 kilometrowy końcowy odcinek mojej trasy wśród Pogórza Kaczawskiego jest najpiękniejszy

Początek wspinaczki na ponad 600 metrową przełęcz – dwa znaki przy drodze wskazywały że średnio było 11% do góry

Solidny podjazd przebiegł mi sprawnie i bez postojów, prędkość oscylowała się na poziomie 15 km/h.
No i w końcu ujrzałem Karkonosze, niestety przejrzystość była słaba …

Natomiast zjazd z tejże przełęczy do Jeleniej Góry przebiegł szybko i bez szaleństw.

Nie mogłem nie uwiecznić najwyższego szczytu Karkonoszy :)

Po zjechaniu do Kotliny Jeleniogórskiej najpierw dokręciłem na tamtejszy dworzec po bilety, do odjazdu zostało mi jeszcze 30 minut, udałem się na rynek i do sklepu po jedzenie na drogę powrotną.
Na rynku w Jeleniej Górze

Skład ruszył o 20:17, zapadał zmrok – podróż przebiegła pechowo i ze smutkiem :(
Był to pociąg, w którym część wagonów (w tym rowerowy) jechała do Warszawy, a druga część do Gdyni (przez Poznań), we Wrocławiu się rozdzielił – wg mnie to porażka bo wpakowałem się do trzeciego wagonu (dwa pierwsze były sypialne), zostawiłem rower w przedsionku, a ja do przedziału, mając częściowy widok na rower, często musiałem sprawdzać i przestawiać swojego rumaka i (…) gdzieś w ok. 100 km przed Poznaniem – mój Accent Tormenta 2 został skradziony :(((((((
Napiszę jeszcze że kiedyś moje pierwsze auto też padło łupem amatorów cudzej własności :(
Więcej mi nie chce się pisać – dobrze tylko że nie pojechałem Accentem Tormentą 1.
Kategoria ponad 200 km, w górach
Sobota, 3 października 2009 • dodano: 04.10.2009 | Komentarze 18
Początkowo ten ostatni maratonowy start w sezonie 2009 nie planowałem tak poważnie, a jednak to pech w Karpaczu, gdzie wtedy zmierzałem po tegoroczną życiówkę na giga spowodował że do Polanicy Zdrój udałem się by udanie zakończyć swój dość długi (13 startów) sezon maratonowy, który dał mi całą masę doświadczeń.
Na miejsce zajechałem spokojnie o 9, pogoda całkiem dopisała – słoneczna, kilkanaście stopni ciepła. Pięknie jest w górach właśnie podczas złotej polskiej jesieni :) Po wpisaniu się na listę startową i odebraniu upominku tradycyjnie szykowanie roweru, wskok w ciuszki kolarskie, rozgrzewka przed startem i jazda na swój (3-ci) sektor. Start, kilka minut po 11. Od razu długi podjazd, najpierw troszkę asfaltowy, następnie brukowany i znów troszkę asfaltu, tłoczno tam było, powoli następowała selekcja. Po kilku km podjazd dość wąskim terenem i do tego kamienistym – większość nie dała rady tamtędy podjechać i wprowadzali swoje rumaki a ja (fotka poniżej) podjeżdżałem :) Oczywiście na początku trasy w takim tłoku nie zawsze udaje się podjechać, przez zator dwukrotnie musiałem zsiąść z bike'a. A na 7-mym kilometrze trasy (na asfalciku) nagle mnie wyprzedził blase, którego właśnie poznałem :) Chwilę sobie pogadaliśmy. Gaworzenie podczas maratonowego wysiłku ??? Po chwili okazało się że w tylnym kole roweru Błażeja brakuje ciśnienia, więc zjechał na bok. Zaczęła się w pełni terenowa jazda, na pierwszych podjazdach mój puls rzadko spadał poniżej 170, cisnąłem do góry mocno, dużo osób właśnie na terenowych podjazdach łykałem :) Zresztą i mnie też, raptem kilkunastu powyprzedzało. Na 20-tym km trasy z powodu fragmentu totalnie zabłoconego duktu organizator wytyczył taśmami korzenny i grząski objazd tuż obok leśnej szosy – na śliskim korzeniu zaliczyłem jedyną i typowo SPD-ową glebę i upadłem lewym biodrem, bolało :( Kilkaset metrów dalej gość, który mnie poprzedzał i przejeżdżał przez giga błotny rów wykonał OTB z lądowaniem w błoto o głębokości 15 cm :) Dalej to już była typowa jazda leśnymi duktami na przemian dość długimi podjazdami, jak i zjazdami, w większości kamienistymi, na znacznej wysokości (650 – 830 m) aż do miejsca rozjazdu Mega/Giga (44 km). Tamtędy jechałem swoim tempem, jak i swoją pozycję utrzymywałem. Jasne, od początku planowałem dystans dla twardzieli i też tamtędy pojechałem. Niemal cała druga pętla to walka z samym sobą, praktycznie przez ponad połowę pętli Giga kręciłem samotnie, by na 30 km przed metą powoli dublować megowców. Ostatnie 16 km były ciekawe – najpierw niezły i kamienisty podjazd, następnie również mocno kamienisty zjazd. Jadąc tamtędy, maksymalnie się skupiłem, by nie złapać gumy (zabrałem dwie dętki). Końcówka na kilka km przed metą to mała pętelka z elementami XC, bez kłopotów tamtędy przejechałem. W końcu zjazd brukowaną ulicą i meta na stadionie miejskim, gdzie odbywał się mecz :) trzeba było przejechać wokół po szutrowej i brązowo-czerwonej bieżni.
61/92 open GIGA
17/26 M3
Wynik jest ma miarę moich tegorocznych górskich możliwości na Giga, całkiem zadowolony jestem :)
Na tłocznym, wąskim i technicznym podjeździe
Fotka z galerii Joanny Tomes

Kamienisty zjazd, jakich było sporo

Puls – max 179, średni 152
Przewyższenie – 1692 m
Moje ogólne wyniki w sezonie 2009:
Bikemaraton (u Grabka) – 6 startów plus uphill na Śnieżkę
- generalka M3 GIGA – 56/124 (Poznań, Polanica Zdrój, oraz nieukończony Karpacz)
- generalka M3 MEGA – 166/711 (Boguszów Gorce, Kraków, Świeradów Zdrój)
MTB Marathon (u Golonki) – 4 starty
- ogólnie M3 – 134/964
- generalka M3 GIGA – 83/209 (Szczawnica, Krynica Zdrój)
- generalka M3 MEGA – 160/614 (Murowana Goślina, Karpacz)
Mazovia MTB Marathon (u Zamany) – 2 starty
- ogólnie open – 1130/2883
- generalka M3 GIGA – 429/997 (Łódź, Nidzica)
A teraz … wracając do maratonowych spraw - czeka mnie sporo pracy przez zimę - sezon 2010 planuję startować u Golonki – czyli pełne MTB :)
Kategoria maratony, w górach, Bike Maraton, dzień wyścigowy
Sobota, 19 września 2009 • dodano: 19.09.2009 | Komentarze 32
Dwie gumy i pierwszy nieukończony maraton …
No nie wiem czy wziąść się za napisanie relacji nieukończonego bikemaratonu …
Gdyby nie Wy, wspaniali BS-owicze … tą relację ograniczyłbym do kilku słów …
Więc … na miejsce startu, które znajdowało się na stadionie sportowym w Karpaczu zajechałem (zjechałem w dół) o 10:30, troszkę się porozruszałem po stadionie i wjechałem do swojego sektora (trzeciego). Po 11-tej start, znając dobrze trasę postanowiłem bez wycisku wystartować i stopniowo się rozkręcać. Przez pierwsze kilka km sporo osób mnie wyprzedzało, spoczko bo jadę na Giga, więc trzeba odpowiednio rozłożyć siły … Po wjechaniu na Drogę Chomontową zacząłem się rozkręcać i powoli wyprzedzać tych, co mnie wcześniej wyprzedzili. Natomiast na superszybkim zjeździe do Drogi Sudeckiej błyskawicznie pomknąłem w dół :) Na tejże asfaltówce jechałem już niezłym tempem, stawka była już nieźle rozciągnięta. Po wjechaniu na kulminację Drogi na Dwa Mosty wiadomo … długi zjazd – na mocno kamienistym zjeździe strasznie zatrzęsło mi rękoma … parę osób na fullach mnie tam wyprzedziło … Po tym zjeździe to już tylko jazda leśnymi duktami na przemian do góry i w dół, jak i pokonywanie technicznych odcinków – wszędzie wjechałem :) Oczywiście na pierwszej pętli zdarzały się potknięcia – kilka razy z powodu zatoru na wąskich podjazdach musiałem się podeprzeć … Natomiast po minięciu napisu „Giga 2 runda” (na 37 km) na trasie zrobiło się niemal prawie pusto … od tego momentu aż do wycofania się z rywalizacji jechałem praktycznie sam, udało mi się jedynie dwóch zawodników wyprzedzić. Na drugiej pętli zarówno na podjazdach, jak i zjazdach nieźle mi szło, nogi mocno podawały … Wszystko byłoby OK, gdyby nie pewna chwila, a mianowicie na 61 km trasy (z 85 na Giga) na tradycyjnie już kamienistym zjeździe jakiś luźno leżący i ostry kamień mocno walnął w tylne koło i po 400 metrach już nie było ciśnienia w kole :( Oczywiście szybko uporałem się z wymianą dętki, (5-6 minut) tyle że jakoś ciężko mi szło napompowanie – więc na 1.5 bara pojechałem dalej i po pokonaniu stromego, trawiastego podjazdu znów ciśnienia ubyło ... Zatrzymałem się tam i … spędziłem jakieś 20 minut :(
Okazało się że w zapasowej dętce puściła łatka - to ta dętka, która strzeliła w Nidzicy …
No i zdecydowałem po raz pierwszy w maratonowej karierze się wycofać …
Wysłałem sms-a do rodziców (tak, przyjechali do Karpacza ze mną), umówiliśmy się w Podgórzynie, do którego pospacerowałem kilka km i stamtąd autem wróciliśmy do noclegowni.
Po powrocie i obejrzeniu koła i dętek – tylna obręcz się rozcentrowała, a obie dętki - przebite na przelot – więc musiałem nieźle cisnąc na kamienistych zjazdach …
Na temat wyników mogę tyle napisać:
Moje miejsca na międzyczasach (trzech z czterech):
1. 62
2. 58
3. 52 ... Giga ukończyły 92 osoby i na metę przyjechałbym w top 50 ...
Ilość M3-owców, co ukończyło Giga – 23
W akcji na podjeździe :)
Fotka z galerii Joanny Tomes

Tu zakończyłem rywalizację (fotka z komórki) …

Puls – max 178, średni 156
Przewyższenie – 1649 m
Kategoria maratony, w górach, Bike Maraton, dzień wyścigowy
Piątek, 18 września 2009 • dodano: 18.09.2009 | Komentarze 9
Po dotarciu do Karpacza i zakwaterowaniu się w noclegowni na niezłej wysokości (ok. 720 m) wyruszyłem się zapoznać z trasą bikemaratonu – pojechałem dystans Mega (Giga to dwie rundy).
Początkowe kilometry tradycyjnie biegną główną ulicą do Karpacza Górnego, by po chwili skręcić na Drogę Chomontową – na najwyższy punkt trasy (955 m).
Jak dobrze być w górach :)

Po wjechaniu na kulminacje (Zamkowe Skały) następuje superszybki, szutrowy zjazd do Drogi Sudeckiej i dalej tędy asfaltowo do góry.
TAK … jadę bez zastanawiania na GIGA :)

Po dotarciu do końca tejże drogi następuje skręt na króciutki zjazd i początek wjazdu starym asfaltem Drogą na Dwa Mosty, by po minięciu tych dwóch mostów (900 m) zjechać kamienistym szutrem do Drogi pod Reglami

Od tamtej chwili zaczyna się prawdziwie terenowa jazda głównie po leśnych duktach, na przemian podjazd i zjazd, jak i technicznych odcinków nie brakuje …

Jak i pięknych widoczków :)

Oczywiście całą pętlę Mega przejechałem – trasa fajna i w porównaniu z zeszłoroczną edycją trochę zmieniona - więcej podjazdów, jak i zjazdów, sporo kamieni, parę technicznych odcinków … pewnie się nieźle zmęczę na GIGA.
Gdzieś w drugiej połowie trasy zaczęło mi uchodzić powietrze z tylnego koła – nie było tak źle, dwukrotnie koło dopompowywałem i już przy noclegowni dziurkę załatałem :)
Puls – max 169, średni 140
Przewyższenie – 1362 m
Niedziela, 2 sierpnia 2009 • dodano: 03.08.2009 | Komentarze 19
Dane wyjazdu dotyczą tylko samego wjazdu na szczyt od startu.
Na ten najbardziej prestiżowy Uphill na najwyższy szczyt moich ulubionych górskich terenów (Karkonoszy) oczekiwałem z niecierpliwością :)
W końcu nadszedł dla mnie ten czas. Po raz drugi przyszło mi się zmierzyć ze Śnieżką :)
Przed startem wyznaczyłem sobie najważniejszy cel – poprawić swój ubiegłoroczny czas wjazdu (wynosił 1:31).
Motywacja była większa, bo na te zawody wybrał się Damian więc kolejna okazja do rywalizacji :)
Tegoż dnia w Karpaczu pogoda była słoneczna i upalna. Organizator wyznaczył limit 500 osób … ale i tak wystartowało ponad 530 bikerek i bikerów – widać że popularność tego Uphillu rośnie (w zeszłym roku na szczyt wjechało 460 osób) …
Kręcąc się rozgrzewkowo spotkałem znajomego z wyprawy – Pawła, jak i poznałem kolejnego bikestatowicza – Piotra z Gliwic, który podobnie jak ja i DMK77 startował w koszulce BS-owej :)
Na miejscu startu w centrum Karpacza ustawiliśmy się na krótko przed 12-tą. Ja i Damian stanęliśmy w połowie stawki. Nastąpił start … jakoś wolno wszyscy ruszyli – głównie przez dość wąską bramkę, na której zaczyna się pomiar czasu. No i jazda do góry – najpierw spoczko, a po chwili naciskałem mocniej na pedały i powoli zacząłem wyprzedzać, jak i mnie Ci szybsi też wyprzedzali … Po kilku asfaltowych km-ach wyprzedził mnie Damian – od razu dotarło do mnie że jest ode mnie mocniejszy na podjazdach, no cóż zobaczymy … :)
Gdy skończył się asfalt to wiadomo … zaczęła się prawdziwa wspinaczka po słynnej już wyboistej kostce biegnącej na sam szczyt. Jakoś przez jakiś czas nie mogłem złapać swojego tempa – ciężko było, jednak, jak na twardziela przystało mocno do góry kręciłem i starałem się trzymać w zasięgu wzroku Damiana. W końcu tuż przed Polaną (1067 m) złapałem swój rytm, tam też zostałem wyprzedzony po raz ostatni i wziąłem się za solidną podjazdową robotę :) Stawka nieźle była już rozciągnięta, miałem dużo swobody na trasie. Po dotarciu do Strzechy Akademickiej zdziwiłem się troszkę bo tam był … bufet (z zeszłym sezonie nie było) – w ruchu chwyciłem jedynie wodę. W miarę zbliżania się do Równi pod Śnieżką zauważyłem że Damian mi znikł z pola widzenia … nie było powodu do obaw, bo na jedynym, niezłym i bardzo wyboistym zjeździe (52 km/h) prawie Go dogoniłem i od tamtej chwili zaczął się atak na samą Śnieżkę i … fascynująca rywalizacja między DMK77 a JPbike :) – jechałem tuż za Nim. Co chwilkę Damian starał się mi uciec, rozpędzał się na stojąco – a ja nie dałem mu za wygraną, trzymałem się mocno jego pleców :) Obaj mieliśmy wspaniały doping i oklaski ze strony turystów :) Na samej morderczej końcówce, na kilka metrów przed metą zauważyłem że Damian zsiadł z rowerka, szybko i dosłownie resztkami sił wbiegł z rowerem na metę … a ja chwileczkę po Nim oczywiście wjechałem na Śnieżkę (1602 m) bez żadnego zsiadania :) Na mecie okazało się że przegrałem z DMK77 rywalizację o … 9 sekund :)
No i poprawiłem swój ubiegłoroczny czas wjazdu: 1:23:45 … czyli lepszy o 8 minut – więc główny cel, jaki sobie wyznaczyłem - został osiągnięty !
Na szczycie po posileniu się, zarówno ja i Damian mieliśmy powody do radości … obaj już wiemy że za rok znów będziemy się wspinać :)
172/533 - open
38/140 – M3
JPbike na starcie Uphillu :)

I Damian … wszyscy tryskają humorem :)

Na fascynującym ataku na szczyt … DMK77 próbuje mi uciekać … :D
Fajnie … że udało mi się sięgnąć po aparacik i uwiecznić tą chwilę :)

Świeżo po rywalizacji … twardziele z medalami :)

Oto mój medal :)

Wielki JPbike na Śnieżce :) Satysfakcja na szczycie OGROMNA !

W końcu nastapił zjazd … z Karkonoskimi arcywidoczkami :)

Poza tym na szczycie miał miejsce bardzo romantyczny akcent – pewien chłopak … oświadczył się swojej dziewczynie – obaj oczywiście też brali udział w Uphillu … i para dostała brawa od wszystkich niemal uczestników … Pięknie było :)
Dzięki Damianie za fantastyczną rywalizację i … czekam na następny pojedynek :D
Kategoria w górach, Uphill race, wysokie szczyty, dzień wyścigowy
Sobota, 1 sierpnia 2009 • dodano: 03.08.2009 | Komentarze 4
Ten start u Grabka miałem zaplanowany na 100% - termin i lokalizacja doskonale pasowały mi na spędzenie weekendu w Karkonoszach i Izerach, zwłaszcza że dzień po tym maratonie organizator zaplanował Uphill na Śnieżkę :)
Do Świeradowa Zdrój przyjechałem z kempingu w Miłkowie, wraz z Damianem, który przyjechał tutaj, by zaliczyć swój pierwszy start u Grabka. Przed startem ustaliliśmy że pojedziemy na Mega (planowaliśmy Giga) – głównie dlatego aby nie zmęczyć się bardzo przed jutrzejszą wspinaczką na Śnieżkę :)
Wspaniała, słoneczna pogoda i stosunkowo niski stopień trudności trasy przyciągnęły na start ponad 920 zawodniczek i zawodników. Tutaj po raz pierwszy wystartowałem w kompletnym stroju BikeStats ... no u Grabka startuję pod tym szyldem :)
Po przypięciu numerków udaliśmy się na krótką rozgrzewkę na niezły podjazd w okolice dolnej stacji kolejki gondolowej
Po ustawieniu się w sektorach (ja w 3-cim, Damian w ostatnim) po 11-tej nastąpił start – najpierw kilkaset metrów lekko w dół i od razu nastąpił początek długiego na ok. 10 km ciężkiego, asfaltowego podjazdu prowadzącego na Łącznik (1066 m), zanim tam wjechałem po drodze był krótki szutrowy zjazd. Sam podjazd pokonałem w większości na środkowej tarczy korby, od czasu do czasu rozkoszując się pięknymi widoczkami :) Co do wyprzedzania … w sumie do połowy podjazdu mnie kilkunastu wyprzedziło, a w drugiej połowie to już szło mi lepiej … rozkręciłem się :) Po osiągnięciu szczytu nastapił niezły szutrowy zjazd – szybko i bez szaleństw zjechałem do Polany Izerskiej (965 m) , po chwili znalazłem się na pięknej Hali Izerskiej – tam była jedyna na trasie przeprawa przez potok - przejechałem przez wodę, a inni albo podobnie, albo wybrali mostek z bali … Nastepnie była ciągła i szybka jazda przeważnie po pagórkowatym górskim terenie na znacznej wysokości na przemian szutrem i asfaltem przez las i Polanę Jakuszycką – w zasadzie praktycznie cały czas utrzymywałem swoją pozycję i tempo jazdy, często tworzyły i rozpadały się paroosobowe grupki. Po (ponownym) dotarciu do Polany Izerskiej zaczął się zjazd wprost do mety … najpierw asfaltowy na którym pobiłem swój maratonowy rekord prędkości – 73.88 km/h … po chwili nagle nastąpił fajny, singletrackowy zjazd z zakrętami po korzeniach i kamieniach – jedyny techniczny odcinek na trasie … i w końcu asfaltowy zjazd wprost do mety.
93/496 open MEGA
30/162 M3
Z wyników jestem zadowolony, sektor trzeci utrzymałem.
Mój następny start u Grabka – w Poznaniu (6 września).
No i jeszcze trzeba opisać trasę: była to jedna z najłatwiejszych górskich tras - stosunkowo dużo asfaltu, szerokie i przyjemne szutry, jeden singletrack na zjeżdzie, dużo pięknych widoczków na Góry Izerskie … po prostu maraton dla każdego.
Relacja Damiana z tegoż bikemaratonu – KLIK.
Ja z organizatorem – Maciejem Grabkiem :)

W akcji na izerskim szutrze ...
Kategoria maratony, w górach, Bike Maraton, dzień wyścigowy
Niedziela, 19 lipca 2009 • dodano: 29.07.2009 | Komentarze 7
Gdy siódmego dnia wyprawy ledwo zacząłem się budzić, ledwo co otworzyłem oczy to zauważyłem jakiś siedzący przy oknie punkt z żółto-czerwoną koszulką.
Kto to ? Pewnie jakieś widmo ... :)
Po chwili okazało się że to … KOSMA !!!
Poranek w schronisku, Kosma jak widać - daje czadu :)

Po śniadaniu i spakowaniu się byliśmy gotowi do jazdy i zaczęło padać …
Więc troszkę przeczekaliśmy deszcz i w końcu po 12:30 wyruszyliśmy na trasę, obierając kierunek na Ustroń.
Męska część ekipy: Mavic, Matys, Młynarz - same „M” :)

A to żeńska, Kosma tryska humorem po pokonaniu podjazdu :)

Zajechaliśmy do Ustronia, zatrzymaliśmy się najeść i napić wyjątkowego browarka przy fajnym barze „Diabli Dołek”.
Biesiada trwa …

Znów pada, schowaliśmy się pod dachem, dalej biesiadując

W tymże barze spędziliśmy ponad dwie godziny.
Młynarz nawet zdrzemnął sobie :)
W końcu przestało padać, wyszło nawet słońce i ruszyliśmy dalej. Monika zaprowadziła nas na ścieżkę rowerową biegnącą do Wisły z dodatkiem terenu, gdy tam wjechaliśmy to Paweł, który kręcił na szosówce od razu złapał kapcia. Łatanie trwało stosunkowo długo, więc ja i Matys pokręciliśmy na brzeg Wisły.
Mój obładowany rumak w Ustroniu na nadwiślańskim moście

Matys skacze do Wisły :)

Po raz kolejny zaczęło padać, schowaliśmy się pod mostem

To już druga drzemka Młynarza w ciągu jednego dnia :)

W końcu Paweł uporał się z przebitą dętką, wypogodziło się, zdecydowaliśmy się wrócić na asfalt, była już godzina 17, Kosma musiała już wracać. Klik do relacji.
Czułe pożegnanie z kosmą100 :)

Następny kierunek obraliśmy na rodzinne miasto Adama Małysza.
Postój na moście w Wiśle nad Wisłą

Słodko :)

Ekipa siódmego dnia wyprawy, wiadomo gdzie :)

Przy skoczniach w Wiśle-Centrum

Ciekawie do kogo Asiczka smsuje ?
Pewnie do Małysza z prośbą o pomoc w wyborze odpowiednich nart :D

Na krzyżówce w Wiśle niestety, dla mnie nadszedł czas na odłączenie się od ekipy i czas wracać do domu, urlop mi się skończył :(
Po pożegnaniu z Jahoo, Młynarzem, Matysem, Mavicem i Pawłem już samotnie udałem się w kierunku do Bielska-Białej, a ekipa udała się do Istebnej.
Po drodze bardzo chciałem zobaczyć nowe skocznie w Wiśle (Malinka) i Szczyrku (Skalite) i na koniec wspaniałej wyprawy pokonać jeszcze jeden solidny podjazd, więc jechałem we właściwym kierunku.
Skocznia im. Adama Małysza w Wiśle-Malince, imponująca !

Na długim podjeździe

Po wjechaniu na przełęcz, niektórzy na mnie, bikera, który z takim ładunkiem wjechał na 940 metrową wysokość dziwnie patrzyli i pewnie z niedowierzaniem :)
Na Przełęczy Salmopolskiej (940 m)

Natomiast długi, nawet dość długi zjazd do Szczyrku pokonałem bez szaleństw.
Zaczęło się po raz kolejny chmurzyć.
JPbike przy średnich skoczniach w Szczyrku-Skalite

Następnie, dokręcając do Bielska-Białej rozpadało się, włożyłem na siebie pelerynkę i myk w deszczu

Zapadł zmrok – udałem się na dworzec PKP i najpierw osobówka mnie i mojego bike'a zawiozła do Katowic.
Spędziłem tam na dworcu parę nocnych godzin, korzystając z kafejki i nocnego kręcenia :)
Nocny Spodek. Ciekawie czy da się nim odlecieć :)

Skład z przestronnym wagonem rowerowym, który zawiózł mnie do Poznania ruszył o 7:34.
Był już poniedziałek i normalnie powinienem być już w pracy ...
Do Stolicy Wielkopolski dotarłem krótko przed 14.
I tak zakończyła się moja pierwsza wyprawa … SUPER WYPRAWA !!! :)
Wielkie, bardzo wielkie dzięki dla wszystkich, z którymi miałem wielką przyjemność podróżować z sakwami – było super, wspaniała przygoda i … czekam na następną wyprawę :)))))))
CIESZYN - Bażanowice - Goleszów - Ustroń - Wisła - Przełęcz Salmopolska (940 m) - Szczyrk - Buczkowice - BIELSKO-BIAŁA ... i dalej PKP przez Katowice do domu
Dzień szósty ... :)
Kategoria do 100 km, w górach, w towarzystwie, wyprawy
Piątek, 17 lipca 2009 • dodano: 27.07.2009 | Komentarze 8
Piąty dzień naszej wyprawy rozpoczął się od wczesnej pobudki – tradycyjnie to standard, gdy się nocuje pod namiotem :)
Tegoż dnia pogoda była w pełni letnia … zapowiadał się gorący dzień :)
Nasza miejscówka na stoku narciarskim w Lądku Zdrój … ponoć spaliśmy na lekkiej stromiźnie, która powodowała częste zsuwanie w dół na karimatach … :)))

Po zwinięciu obozowiska udaliśmy się do sklepu spożywczego …
… i zajechaliśmy do Parku Zdrojowego, gdzie zjedliśmy śniadanie przy tej fontannie, robiło się coraz cieplej …

… uff gorąco było … więc namoczyliśmy się w fontannie :)

Na trasę wyruszyliśmy po 9:30 i obraliśmy kierunek na Złoty Stok
Zabytkowy most w Lądku Zdrój nad potokiem Biała Lądecka

Zaczął się długi, kręty podjazd, biegnący na Przełęcz Jaworową (705 m), na którym niemal od początku dałem sobie wycisk do góry … a na szczycie przeczekałem sobie na resztę ekipy ponad 10 minut :)
Piotrek napisał o mnie na swoim blogu : „Jacek ma dynamit w nogach …” :)))
A Kosma przysłała mi smsika: „Jacek, zwolnij pod te górki, bo Młynarzowi język wkręca się w szprychy” :)))
Widoczek z podjazdu na Przełęcz Jaworową

Jahoo zjeźdża … bardzo aerodynamicznie :)))

Uliczka w Złotym Stoku …

Kolejka przy Kopalni Złota z JPbike na pokładzie :)

Przy tejże zabytkowej Kopalni spędziliśmy troszkę czasu, odpoczęliśmy, porobiliśmy fotki …
… i zajechał do nas na szosówce Zielak :)

Wyruszając na dalszą trasę - Matys złapał kapcia … pierwszego na wyprawie :)))
Po naprawie ruszamy i Zielak nas naprowadził na boczną drogę biegnącą do Paczkowa

Na skrzyżowaniu pożegnaliśmy się z Zielakiem … i góry zniknęły – na szczęście nie na długo :)

Dojeżdżając do Paczkowa - zauważyłem stojącego na chodniku jakiegoś faceta z aparatem … hmm kto to ? nasz fotoreporter ? :D
Po chwili okazało się że to … Darek !!! – przyjechał pokręcić z nami – każdy z nas się bardzo cieszył :)))
Następnie, kręcąc w piątkę zrobiliśmy rundkę po rynku w Paczkowie, zatrzymując się przy tamtejszym Muzeum Gazownictwa

Dalej jedziemy w kierunku do Otmuchowa, zatrzymując się przy Jeziorze Otmuchowskim, gdzie … Darek naprawia przebitą dętkę :)))

Jezioro Otmuchowskie i zapora

W Otmuchowie zrobiliśmy postój i stamtąd skierowaliśmy się na boczną drogę w kierunku do Nysy … uff gorąco się zrobiło, więc …
… po zajechaniu nad Jezioro Nyskie ja, Młynarz i Matys wskakujemy po ochłodę do wody – ale frajda :)))

Wariaci na wale … :D

Jazda wzdłuż nyskiego wału …

Fajny ten nasz kraj – ekipa wyjeżdża ze wsi Koperniki … a ja mieszkam na os. Kopernika :D

Górskie krajobrazy wróciły … :)))

Jest OK – Matys to potwierdza :)

Na trasie Asiczka ma takich mocno dopingujących Ją kibiców :D

Przerwa w drodze do …

… Głuchołaz :)

W Głuchołazach, mieście, gdzie urodził się Młynarz poznaliśmy tamtejszy rynek, miejsce narodzin, ochrzczenia, zamieszkania Piotrka … :)
Po jakimś czasie znajdujemy się w barze z takim symbolem :)

Po najedzeniu i napiciu się powoli zapadał zmrok, udaliśmy się do babci Piotra, gdzie wypiliśmy kawę i już po ciemku ruszyliśmy dalej … :)
Z Głuchołaz Młynarz nas kieruje na boczną i fajną drogę biegnącą do Prudnika, gdzie dołącza do nas Paweł z Nowej Soli – na szosówce z sakwami :)

Od tamtej chwili niezłe tempo narzuciliśmy, po dotarciu do Głogówka na stacji paliw pożegnaliśmy się z Darkiem, który zdecydował wrócić do swojego domku … klik do Jego relacji :)
A my udaliśmy się do Kazimierza, gdzie mieliśmy nocleg u rodziny Piotrka, dotarliśmy tam po godz. 0:30, najedliśmy się, wypraliśmy cześć ciuchów i wykąpani poszliśmy spać dość póżno :)))
Trasa: Miejscówka w LĄDKU ZDRÓJ – Przełęcz Jaworowa (705 m) – Złoty Stok – Kamienica – Paczków – Stary Paczków – Ścibórz – Otmuchów – Ulanowice – Grądy – Goświnowice – Jędrzychów – Nysa – Biała Nyska – Koperniki – Kijów – Burgrabice – Gierałcice – Głuchołazy – Konradów – Jarnołtówek – Pokrzywna – Prudnik – Laskowice – Wierzch – Mochów – Głogówek – KAZIMIERZ
Dzień czwarty, dzień szósty ... :)
V max – 48.1 km/h
Kategoria ponad 100 km, w górach, w towarzystwie, wyprawy








