top2011

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Jacek ze stolicy Wielkopolski
Info o mnie.

- przejechane: 188881.43 km
- w tym teren: 68335.10 km
- teren procentowo: 36.18 %
- v średnia: 22.55 km/h
- czas: 347d 06h 12m
- najdłuższy trip: 329.90 km
- max prędkość: 83.56 km/h
- max wysokość: 2845 m

baton rowerowy bikestats.pl

Wyprawy z sakwami

polska
logo-paris
logo-alpy
TN-IMG-2156 TN-IMG-2156 tn-IMG-6357

Zrowerowane gminy



Archiwum 2025 button stats bikestats.pl 2024 button stats bikestats.pl 2023 button stats bikestats.pl 2022 button stats bikestats.pl 2021 button stats bikestats.pl 2020 button stats bikestats.pl 2019 button stats bikestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl 2011 button stats bikestats.pl 2010 button stats bikestats.pl 2009 button stats bikestats.pl 2008 button stats bikestats.pl

Wpisy archiwalne w kategorii

ponad 100 km

Dystans całkowity:30848.08 km (w terenie 4805.00 km; 15.58%)
Czas w ruchu:1343:06
Średnia prędkość:22.97 km/h
Maksymalna prędkość:83.56 km/h
Suma podjazdów:99549 m
Maks. tętno maksymalne:177 (100 %)
Maks. tętno średnie:148 (86 %)
Liczba aktywności:250
Średnio na aktywność:123.39 km i 5h 22m
Więcej statystyk
  • dystans : 145.70 km
  • teren : 2.00 km
  • czas : 07:05 h
  • v średnia : 20.57 km/h
  • v max : 40.65 km/h
  • rower : Sztywna Biria
  • Poznań - Paryż - Amsterdam, dzień 14

    Piątek, 26 lipca 2013 • dodano: 14.10.2013 | Komentarze 8


    Noc spędzona bez rozbijania namiotu w barku nie należała do przyjemnych.
    Kiepsko, wręcz fatalnie się spało, co jakiś czas to się budziłem, to jakieś robale atakowały …

    Poranek był pochmurny, zwiastowało deszczyk i przyjemną temperaturę do jazdy.

    Tu, w pustym barku spaliśmy, a raczej próbowaliśmy spać :) © JPbike

    Te ptactwo całą noc hałasowało i Drogbas chce im dokopać :D © JPbike

    I tak my obaj kompletnie niewyspani zjedliśmy śniadanie, spakowaliśmy się i zaczęło padać …

    Nasza miejscówka w parku rekreacyjnym w Oudenaarde © JPbike

    Darmowa energia elektryczna, komórki można podładować © JPbike

    Trochę popadało i tak oto spędziliśmy barową pogodę :) © JPbike

    W końcu, około południa przestało padać, rozpogodziło się i można jechać dalej.
    Tegoż dnia mamy w planach dotrzeć do granicy z Holandią, a to wszystko przez brak miejsca na rozbicie dzikiego obozowiska w Belgii. Po drodze robimy zakupy w Lidlu – ceny żywności podobne jak do francuskich, czyli wysokie.

    Te pasy po prawej to ścieżki rowerowe, nawet na drodze ekspresowej © JPbike

    A tutaj, po lewej to podziwiamy siedzibę BMC Racing © JPbike

    W Gent. Nawet podczas remontu rowerówka ma swój pas ruchu (to żółte) ! © JPbike

    Przerwa obiadowa na przedszkolnym podwórku © JPbike

    Zamek Cortewalle w Beveren. Tu odpoczywaliśmy © JPbike

    Czarnoskóre mieszkanki nie tylko Antwerpii są ładne i to na rowerkach :) © JPbike

    Dotarliśmy do centrum Antwerpii, trzeba tylko przekroczyć Skaldę © JPbike

    Wielka ta Skalda, zastanawiamy się gdzie jest jakiś most © JPbike

    No właśnie, gdzie jest most ? Na mapie widać a w realu nie ma. Po krótkim czasie oświeciło mnie, bo po drodze widziałem ludzi na rowerach jadących w stronę jakiegoś budynku blisko brzegu rzeki – może tunel ? Okazało się że mam rację. Dużą i bezszelestną windą zjeżdża się 31 metrów w głąb ziemi.
    Fajne wrażenia. Jarek był przerażony bo chyba się boi długich i głębokich tuneli :)

    Drogbas tutaj wystrzelił do przodu jak torpeda :) © JPbike

    Wbrew pozorom Jarek jest przerażony bo jesteśmy 31 metrów pod ziemią © JPbike

    Gdy tylko wyjechaliśmy na powierzchnię to oczom od razu ukazała się super klimatyczna starówka.
    Jarkowi tak się tam podobało że doszło nawet do tego: „jak wygram w lotto to tutaj się przeprowadzę” :)

    Poniżej zapodaję parę fotek owego Starego Miasta w Antwerpii.







    Po Antwerpii trochę pokręciliśmy, i też trochę mieliśmy błądzenia w wydostaniu się z dużego miasta na właściwy kierunek, znów pomocna była nawigacja w telefonie Jarka. Po drodze dopadł nas przelotny deszcz, który przeczekaliśmy pod wiaduktem.
    Dzień powoli dobiegał końca, czas myśleć o rozbiciu namiotu. Będąc niedaleko granicy z Holandią skusił nas nieduży teren leśny i żeśmy skręcili w głąb lasu. Po ujechaniu ze kilometra jakieś niefajne miejsce wypatrzyliśmy, a tutaj z bocznej ścieżki nadszedł facet z karabinem i poinformował że to posiadłość prywatna …
    Drogbas się #%^&!!#$!^%!. I tak trzeba było jechać dalej. Po drodze, już po ciemku zaliczyliśmy standardową kąpiel na małej stacji. W końcu, około północy udało się dotrzeć do granicy belgijsko – holenderskiej i czas szukać miejsca na obozik. W ciemnościach ciężko szło szukanie, była lekka mgła, kilka miejsc nadawało się do bani, a tu blisko szosa, a tu blisko gospodarstwo, a tu jakieś gówno … Dokręciliśmy do rogatek Roosendaal i wreszcie coś się znalazło i świetnie ukryte w gąszczu drzew. Rozbijamy namiot i spać. Do oporu.

    OUDENAARDE – Gent – Lochristi – Lokeren – Sint Niklaas – Beveren – Antwerpen – Brasschaat – Wuustwezel – Essen – granica B/NL – Nispen - ROOSENDAAL


    Dzień trzynasty, dzień piętnasty.



  • dystans : 164.98 km
  • teren : 3.00 km
  • czas : 07:16 h
  • v średnia : 22.70 km/h
  • v max : 47.85 km/h
  • rower : Sztywna Biria
  • Poznań - Paryż - Amsterdam, dzień 13

    Czwartek, 25 lipca 2013 • dodano: 10.10.2013 | Komentarze 8


    Pobudka i zwijanie obozowiska na pastwisku u rolnika przebiegły spoczko.
    Śniadanie i kawę spożywamy na tarasie i dzięki temu mamy okazję bliżej się poznać.
    Okazuje się że mili Francuzi mają kogoś ze swojej rodziny w Polsce !
    No, nawet nam zaproponowali byśmy jeszcze jeden dzień u nich spędzili, ale niestety musimy jechać dalej, by dotrzeć zgodnie z planem do Amsterdamu i nigdy nie wiadomo, co nas jeszcze może spotkać na trasie.

    Miły początek dnia. Śniadanie u francuskiej rodziny :) © JPbike

    Wymieniliśmy się adresami, dostaliśmy po piwku, pożegnaliśmy się i czas kręcić korbami dalej.
    Tegoż dnia mamy w planach dotarcie do sławnego Roubaix i przekroczenie granicy francusko - belgijskiej.
    I tak ujechaliśmy ze godzinkę i mamy długo oczekiwany widok – na własne oczy widzimy jak pędzi to TGV :)

    Wypasiona infrastruktura sławnego TGV © JPbike


    Nagrałem również filmik pokazujący prędkość TGV w porównaniu do autostradowej jazdy TIR-ów :)


    Na jednym z paru wiaduktów trochę sobie żeśmy posiedzieli i popatrzyli na te pędzące co kilka minut (!!!) składy.
    Faktycznie, prędkość mają taką że wystarczy wydusić z siebie dwa-trzy słowa i pociągu już nie widać :)

    Ano, jedzie się SUPER :) © JPbike

    Centrum Douai. Tu mielismy przyjemny chłodek :) © JPbike

    Ładna rowerówka, prawda ? :) © JPbike

    Jeden z symboli Francji. Te autko można kupić :) © JPbike

    Zdaje się że Drogbas mówi francuskim krowom - "ja wam ..." :D © JPbike

    Przerwa bez ograniczenia szybkości spożywania browarka :) © JPbike

    Coraz więcej szosonów spotykamy. A my gorsi ? Gonitw tak pod 35 km/h nie brakowało :) © JPbike

    Tego miasta nie trzeba przedstawiać. Ja też tam dotarłem na własnych siłach :) © JPbike

    Te barierki nie pozwoliły nam honorowo wjechać na sławny welodrom :( © JPbike

    Fragmenty welodromu w Roubaix © JPbike

    Spotkanie z zawodowcem, który ma na koncie udział w TdF ! © JPbike

    No i po siedmiu wspaniałych dniach spędzonych we Francji wjechaliśmy do Belgii. Szosa graniczna, którą jechaliśmy nie była w ogóle oznaczona, żadnej tablicy nie było, jedynie inne znaki drogowe i inne tablice rejestracyjne wskazywały zmianę kraju.

    Muszę przyznać że Francja widziana z wysokości siodełka rowerowego mi się bardzo spodobała i zapewne tam jeszcze wrócę z rowerem, a najlepiej na alpejsko-pirenejskie podjazdy :)


    Nie wiedziałem że w Belgii można spotkać takie cudo sztuki rowerowej © JPbike

    Centrum Avelgem © JPbike

    Nasza kąpiel. Dziwny język tutaj mają, bo zamiast wody pryskały jakieś płyny :D © JPbike

    Już pierwsze belgijskie kilometry, mijane krajobrazy, wioski w których domy rzucają się w oczy - mieszkańcy muszą być bardzo bogaci i sadzą nawet palmy w ogródkach przy domach :) dały nam do zrozumienia że tutaj to będzie bardzo ciężko o jakieś miejsce na obozowisko. Belgia to mały kraj i praktycznie każdy skrawek ziemi, nawet większy i mniejszy lasek jest wykorzystany niemal na maxa.
    Po dojechaniu do Oudenaarde powoli zapadał zmrok, zatrzymaliśmy się w dużym parku rekreacyjnym nad jeziorem. Było sporo dyskusji odnośnie noclegu i ostatecznie zdecydowaliśmy się przenocować w … pustym tropikalnym barku i to bez rozbijania namiotu. Po powrocie do Poznania okazało się że to był nasz najgorszy nocleg podczas wyprawy …

    BOUCHAVESNES BERGEN – Bapaume – Ecoust Saint Mein – Dury – Tortequesne – Douai – Waziers – Raches – Faumont – Pont a Marcq – Fretin – Peronne en Melantois – Sainghin en Melantois – Villeneuve d’Ascq – Forest sur Marque – Hem – Roubaix – Wattrelos – granica F/B – Estaimpuis - Avelgem – Kerkhove – Berchem – Melden – Leupegem - OUDENAARDE


    Dzień dwunasty, dzień czternasty.



  • dystans : 118.93 km
  • teren : 3.00 km
  • czas : 05:46 h
  • v średnia : 20.62 km/h
  • v max : 52.12 km/h
  • rower : Sztywna Biria
  • Poznań - Paryż - Amsterdam, dzień 12

    Środa, 24 lipca 2013 • dodano: 02.10.2013 | Komentarze 3


    Pobudka tegoż dzionka o 9.
    Śniadanie, pakowanie i można jechać dalej.


    Nasza francuska miejscówka podczas dwunastego dnia podróży © JPbike

    Po ruszeniu, w dalszym ciągu decydujemy się kierować po strzałkach trasy Paris-Roubaix.

    MY to żeśmy tędy pomykali trasą Paris - Roubaix. Premia górska też była :) © JPbike

    Po ujechaniu niezłego kawałka trasy kolarskiego klasyka stwierdzam że znaleźliśmy się poza zasięgiem wydrukowanej mapy z naszą trasą do Amsterdamu, więc robię korektę przy pomocy nawigacji w telefonie Jarka i bardzo sprawnie wracamy na zaplanowaną trasę.

    Po przejechaniu 1823 km kapcioszek u mnie złapany :) © JPbike

    Katedra Notre-Dame w Noyon © JPbike

    Nasza klasyczna przerwa na obiad :) © JPbike

    Wzdłuż kanału. Tutaj się odświeżyliśmy :) © JPbike

    Terenowy fragmencik też był © JPbike

    We Francji takich cmentarzy z czasów obu wojen jest sporo © JPbike

    Przejazd przez Peronne © JPbike

    W pewnym momencie po ujechaniu ponad 110 km, na interwałowym odcinku szosy, odświeżony po kąpieli w kanale Drogbas niespodziewanie zapytał czy możemy szukać miejscówki. Już ? :) OK, nie ma sprawy i skręciłem w głąb dużego pola, by coś znaleźć i po krótkim czasie znalazłem bez problemu kawałek trawnika na skraju pola z paroma drzewami obok. Gdy tylko wróciłem po partnera i dotarliśmy na miejscówkę to niespodziewanie natrafiliśmy na spacerujących właścicieli tutejszego rozległego pola. Gospodarze okazali się super miłymi ludźmi, bez problemu żeśmy się dogadywali i zaproponowali nam miejsce na obozowisko, na ogrodzonym pastwisku.
    Dostaliśmy nawet troszkę przekąsek i … dobre piwo !

    Noclegownia na pastwisku u rolnika :) © JPbike

    NEUFVY SUR ARONDE – Gournay sur Aronde – Ressons sur Matz – Mareuil la Motte – La Plaine – Thiescourt – Noyon – Roiglise – Roye – Marcheleport – Villers Carbonnel – Peronne – BOUCHAVESNES BERGEN


    Dzień jedenasty, dzień trzynasty.



  • dystans : 111.74 km
  • czas : 05:25 h
  • v średnia : 20.63 km/h
  • v max : 53.24 km/h
  • rower : Sztywna Biria
  • Poznań - Paryż - Amsterdam, dzień 11

    Wtorek, 23 lipca 2013 • dodano: 23.09.2013 | Komentarze 0


    Wczorajsza impreza z dużą ilością % i do tego upalne dni, jakie wtedy we Francji panowały spowodowały że zdecydowaliśmy się dłużej pospać i wyruszyć w dalszą trasę wyprawy późniejszą porą. Tegoż dnia po śniadaniu na niebie pojawiły się chmury i odgłosy zwiastujące burzę.
    Jarek i Michalina postanowili skorzystać z zaplecza sanitarnego na kempingu obok, przy tym podładowaliśmy telefony, a ja zająłem się zwinięciem obozowiska.
    Gdy skończyłem i wpakowałem wszystko do sakw i to zaczęło pokropywać. Ale ulga po tych upałach.
    Po pożegnaniu z Michaliną w końcu udało się ruszyć.

    Nasza paryska miejscówka. Tu spędzilismy dwie nocki © JPbike

    Zanim opuścimy Paryż to koniecznie trzeba jeszcze raz przejechać przez ścisłe centrum i tak też uczyniliśmy.

    Łuk Triumfalny w całej okazałości © JPbike

    Ślubna sesja zdjęciowa na Polu Marsowym, pod Wieżą Eiffla © JPbike

    Nad Paryż nadchodzi oberwanie chmury © JPbike

    Lunęła ulewa i schowaliśmy się w przystanku © JPbike

    W Paryżu jest mnówsto motocykli i skuterów wszelakiej marki © JPbike

    Dzięki wydrukowanym i dość dokładnym mapom, z Paryża wydostajemy się bardzo sprawnie.
    Dalsza trasa, przez francuskie wioski i miasteczka przebiega przyjemnie, po opadach temperatura spadła do optymalnych wartości i tak już zostało do końca naszej wyprawy. Tylko jeździć :)
    W pewnym momencie przypadkiem zauważamy namalowane na asfalcie strzałki z napisem „RO”, szybko stwierdzamy że to nic innego jak sławny klasyk Paris – Roubaix. Okoliczni mieszkańcy to potwierdzają i robię korektę trasy tak, by jak najdłużej jechać tędy i poczuć się podczas jazdy jak Fabian Cancellara, albo Michał Kwiatkowski :)

    Jedzie się tędy wspaniale i do tego znikomy ruch na drodze. Luz :) © JPbike

    Te oznaczenie to nic innego jak sławna trasa klasyka Paris - Roubaix :) © JPbike

    Super klimatyczna francuska wioska © JPbike

    Przerwa na Heinekena. Ja to lubię takie chwile :) © JPbike

    Kąpiel Drogbasa na skraju wielkiego pola :) © JPbike

    Kościółek w Neufvy sur Aronde © JPbike

    Po przekroczeniu stówki i nastaniu wieczorowej pory zaczynamy szukać miejscówki.
    Pierwsza, na trawiastym i ogrodzonym pastwisku mi nie pasowała, więc ujechaliśmy kawałek dalej pod górkę i coś w miarę fajnego się znalazło. Drogbas coś tam mówił że słyszał samoloty w okolicy.
    Rozbiliśmy namiot, czas na kolacyjkę i pora spać.

    PARIS – Sarcelles – Chaumontel – Chantilly – Creil – Rieux – Sacy le Grand – Avrigny – Bailleul le Soc – La Neuville Roy – Moyennneville – NEUFVY SUR ARONDE


    Dzień dziesiąty, dzień dwunasty.



  • dystans : 167.14 km
  • teren : 5.00 km
  • czas : 08:23 h
  • v średnia : 19.94 km/h
  • v max : 52.12 km/h
  • rower : Sztywna Biria
  • Poznań - Paryż - Amsterdam, dzień 5

    Środa, 17 lipca 2013 • dodano: 09.08.2013 | Komentarze 8


    Poranek piątego dnia przebiegł spoko, śniadanko, kawa, wrzutka sprzętu do sakw i myk w dalszą drogę. Podczas tegoż etapu czekał nas przejazd przez częściowo znane mi pagórkowate okolice Frankfurtu nad Menem, pięć lat temu rowerowałem tam, podczas pobytu u ciotki i wujka.

    Pobudka ! Miejscówka przy ambonie, w zalesionym wzgórzu © JPbike

    Szuterek zjazdowy z naszej noclegowni, tam na dole Fulda © JPbike

    Podczas powyższego zjazdu, na uskoku przy belce odwadniającej Jarkowi wypięła się z bagażnika sakwa (urwany dolny zaczep), przymusowy postój na poprawę zamocowania i można było jechać dalej.

    Szosa w dalszym ciągu pagórkowata. Mi się podobała © JPbike

    Po zrobieniu zakupów w najbliższym markecie spotkaliśmy miłego rowerzystę, troszkę gadki i gość spytał czy pomóc w orientacji, nie trzeba bo wszystko na mojej mapie się zgadzało.

    Camping w Nieder-Moos, wypełniony do ostatniego miejsca © JPbike

    W pewnym momencie Jarek wyraźnie miał dość podjazdów i zapytał mnie „kiedy to się skończy ?” ...
    Uff, kompan odżył, gdy tylko zaczęliśmy pokonywać długi zjazd :)

    Przejazd przez kolejne ładne niemieckie miasteczka © JPbike

    Po jakimś czasie ponownie pokonywaliśmy kolejne pagóry, było troszkę błądzenia na lokalnych drogach, aż w końcu na horyzoncie pojawiło się oczekiwane przeze mnie nieduże i dobrze mi znane pasmo górskie Hoch Taunus.
    Jarek od razu zapytał czy będziemy tam wjeżdżać, na najwyższy 879 metrowy szczyt :)

    W drodze do Frankfurtu nad Menem. W oddali wspomniane góry © JPbike

    Po dokręceniu do Bad Vilbel skierowałem nas na miłą i znaną mi ścieżkę rowerową wzdłuż rzeczki Nidda. Po drodze trzeba było zarządzić postój, Drogbas zgłaszał zmęczenie upałem i podjazdami, brakło możliwości kąpieli. Pojawiły się pierwsze wątpliwości odnośnie powodzenia wyprawy. Cóż, trzeba być twardym, a nie mientkim. Po jakimś czasie udało się ruszyć dalej, zaliczając dwa postoje przy wodopojach. I tak dojechaliśmy do Frankfurtu nad Menem.
    Zaproponowałem przejazd przez centrum i starówkę. Jarek nie chciał, doszło nawet do małej sprzeczki na temat zwiedzania, na szczęście zakończonej pogodzeniem.

    Przerwa przy sklepie. Picia mam tyle że to prawie cysterna :) © JPbike

    Jak już wspominałem - we Frankfurcie nad Menem mieszkają ciotka z wujkiem. Podczas planowania wyprawy był pomysł na nocleg u rodziny, ale akurat wtedy mieli zaplanowane wakacje nad polskim morzem.

    Po zakupach jazda dalej. Znów błądzenie w wydostaniu się na właściwą drogę.
    Tak się złożyło że moja intuicja skierowała nas na ścieżki rowerowe prowadzące w góry Hoch Taunus, w sumie dobrze, bo wiedziałem gdzie jesteśmy i gdzie jechać dalej :)

    Każdy wodopój był dla nas zbawieniem :) © JPbike

    Coś dla zawiedzonych brakiem fotek z centrum Frankfurtu nad Menem © JPbike

    Panie i panowie, to własnie w tamtych górach zaliczyłem swój debiut maratonowy :) © JPbike

    Jeszcze jedno spojrzenie na Hoch Taunus, dla sentymentu :) © JPbike

    Wypaśny sklep rowerowy na rogatkach Frankfurtu nad Menem © JPbike

    Ponieważ wcześniej ustaliliśmy że tegoż dnia jeszcze za widna zaczniemy szukać miejscówki na rozbicie obozu, by trochę odpocząć i szybciej iść spać, to po przekroczeniu miasteczka Weilbach skręciliśmy na częściowo zalesione pole i po krótkich poszukiwaniach znalazł się wykoszony skrawek ziemi, całkiem przyjemny. Niepowtarzalną atrakcją był widok podchodzących do lądowania na wielkim frankfurckim lotnisku dużych samolotów. Niemal bez przerwy w ciągu jednej minuty można było podziwiać aż kilka sztuk. Fajne wrażenia :)

    Tak, co chwila cos tam leciało w stronę pasa do lądowania :) © JPbike

    Miny świadczą że dzień był ciężki. Jeszcze tylko obiadokolacja i spać © JPbike


    HARMERZ – Giesel – Hosenfeld – Gedern – Ortenberg – Stockheim – Florstadt – Karben – Bad Vilbel – Frankfurt am Main – Eschborn - Schwalbach am Taunus – Liederbach am Taunus - Marxheim – WEILBACH (2 km za miasteczkiem)

    Dzień czwarty, dzień szósty.



  • dystans : 185.84 km
  • teren : 4.00 km
  • czas : 09:13 h
  • v średnia : 20.16 km/h
  • v max : 57.29 km/h
  • rower : Sztywna Biria
  • Poznań - Paryż - Amsterdam, dzień 4

    Wtorek, 16 lipca 2013 • dodano: 07.08.2013 | Komentarze 8


    Nauczeni zbyt późnym ruszaniem tym razem dość wcześnie wstaliśmy, po 6 rano, kawa, skromne śniadanko, pakowanie wszystkiego i myk w dalszą drogę.
    Zapowiadał się ciepły letni dzień.
    Ani ja, ani Jarek nie spodziewaliśmy się że będzie to jeden z cięższych etapów.
    Gór, a raczej pokaźnych pagórów na całej trasie mieliśmy pod dostatkiem.

    Miejscówka na skraju pola. Dwa razy obok przejechał traktor, nie robiąc nic z naszej obecności © JPbike

    Przerwa na drugie śniadanie w Sommerda © JPbike

    Bad Langensalza. Jedno z piękniejszych niemieckich miasteczek © JPbike

    Klimatyczna starówka w Bad Langensalza © JPbike

    Rondo z japońskimi akcentami © JPbike

    Kolejne podjazdy ... Dawaj Drogbas ! © JPbike

    W miarę zbliżania się do Eisenach zrobiło się upalnie, przydałaby się kąpiel, a jakiegoś zbiornika wodnego wokół nie było widać ani na mapie, ani w realu. Po podjechaniu na stację paliw wymyśliliśmy że można byłoby się spryskać myjką ciśnieniową, co od razu i z radochą uczyniliśmy :)

    Ale frajda !!! Trzeba jakoś radzić w takie upały :) © JPbike

    Przerwa w miłym cieniu, przy dużym wiadukcie. Na zdrowie dla wszystkich zaglądających :) © JPbike

    Któryś tam dłuższy podjazd. A ten Drogbas porównywał do tego w Karpaczu Górnym © JPbike

    Krajobrazik z trasy © JPbike

    Nie powiem - ten górski etap mi się podobał :) © JPbike

    Przerwa obiadowa. Miejsce ładne, tylko mrówki dawały o sobie znać © JPbike

    Ładnie tam. W oddali gigantyczna hałda © JPbike

    Przez większość tegoż dnia właśnie tak i podobnie wyglądała nasza trasa © JPbike

    Bez komentarza :) © JPbike

    Pozostałość po dawnej granicy Niemiec wschodnich i zachodnich © JPbike

    Góry góry - jak widać po fotce, biała koszulka z czerwonymi groszkami mi się należy :) © JPbike

    W okolicy 160 kilometra Jarka złapał kryzys. Zaproponowałem rozbicie w okolicy, kompan był na tyle twardy i kręcił dalej po pagórach. Pragnął kąpieli, odkryłem nawet potok, ale chaszcze i brudna woda nie zachęcały. W pewnym momencie, już po minięciu rogatek Fuldy zauważyłem mały cmentarz, pomyślałem że jest tam kran i był.
    Na wyprawach trzeba jakoś radzić, więc szybkie mycie i jazda dalej, już po zmierzchu po nocnej Fuldzie.

    Centrum Fuldy. Podziwiamy nocne fontanny © JPbike

    Po wydostaniu się z miasta Jarka ponownie dobijało zmęczenie górskim etapem i czas szukać miejsca na nocleg. Padło na małe zalesione wzgórze, obok ambony. Tym razem miejscówkę znalazł nabierający wprawy na wyprawach sam Drogbas.

    KOLLEDA – Sommerda – Straussfurt – Dachwig – Grafentonna – Bad Langensalza – Behringen – Stockhausen – Eisenach (rogatki miasta) – Fortha – Marksuhl – Vacha – Rasdorf – Hunfeld – Fulda – HARMERZ

    Profil trasy 4 etapu, najwyższy punkt ma prawie 400 m.n.p.m.


    Dzień trzeci, dzień piąty.



  • dystans : 180.40 km
  • teren : 4.00 km
  • czas : 08:34 h
  • v średnia : 21.06 km/h
  • v max : 69.63 km/h
  • rower : Sztywna Biria
  • Poznań - Paryż - Amsterdam, dzień 3

    Poniedziałek, 15 lipca 2013 • dodano: 05.08.2013 | Komentarze 6


    Tegoż poniedziałkowego dnia pobudka była dość wczesna. Zwijanie namiotu i ekwipunku, doczepienie sakw do bagażnika i szybki myk do Torgau, do najbliższego marketu bo w niedzielę w Niemczech takowe sklepy są zamknięte.
    Pogoda w końcu się poprawiła, najfajniejsze jest to że przestało wiać nam w twarze.

    Przy torach kolejowych pora na śniadanie, najwazniejszy posiłek © JPbike

    Po śniadaniu okazało się że znowu zbyt późno wystartowaliśmy i pewnie nici z dwusetki.
    No i niespodziewanie na horyzoncie zaczęły się pojawiać pokaźne pagóry, jak się później okazało – takie miłe dla oka i dla mnie, rasowego górala krajobrazy towarzyszyły nam aż do granicy z Francją.

    Przejazd przez ładne niemieckie miasteczko © JPbike

    W drodze do Lipska. Zaczynają się pagóry © JPbike

    Dworzec kolejowy DB w Lipsku © JPbike

    W tymże mieście w sumie nie spodziewałem się takiej ilości rowerów © JPbike

    Centrum Lipska. Grali tam w siatkówkę plażową © JPbike

    Lipsk, duże spoko miasto, w którym można spotkać sporo charakterystycznych budynków z czasów NRD. Przejechaliśmy przez centrum z krótkim postojem, spory tam ruch, nie brakło drobnego zabłądzenia w wydostaniu się na właściwą drogę, w takich sytuacjach czasem ratowała nas nawigacja w telefonie Jarka.

    W Niemczech takich słonecznych elektrowni jest sporo © JPbike

    Powoli robi się upalnie. Przerwa przy fontannie w ładnym miasteczku Weissenfels © JPbike

    Pora na browarka. Bez takowego napoju nie idzie nam żyć :) © JPbike

    Jedziemy dalej, po płaskowyżu. Humor mi dopisuje :) © JPbike

    Późnopopołudniowa przerwa obiadowa w okazałym miejscu © JPbike

    Zjazd 7%. Tutaj wykręciłem bez rozpędu V-maxa :) © JPbike

    Freyburg Unstrut - ładne niemieckie winnice i zamek © JPbike

    Postój przy sklepie. Nawet pieski mają swój parking :) © JPbike

    Mieliśmy okazję zobaczyć jak budują niemieckie szosy - tutaj twarde podłoże © JPbike

    Lubię uciekać siłowo na podjazdach i po tym fotka cyknięta na górze z użyciem zoomu :) © JPbike

    Kilometry upływały, powoli zapadał zmrok. Jarek bardzo chciał się wykąpać, dokręciliśmy do widocznego na mapie zbiornika wodnego, który okazał się być brudnym i zarośniętym, wiec jadąc dalej dojechaliśmy już po zmierzchu do miejscowości Kolleda, gdzie po 22-tej Drogbas nie wytrzymał i zdecydował się na kąpiel w … rynkowej fontannie, w której pływała sobie rybka :)
    I tak dalej, po przekroczeniu rogatek tegoż miasteczka nastąpiło szukanie miejscówki do spania – padło na skraj pola przy rzeczce. Rozbicie obozu poszło sprawnie i czas spać.

    TORGAU – Mockrehna – Eilenburg – Taucha – Leipizg – Markranstadt – Lutzen – Weissenfels - Laucha an der Unstrut – Freyburg Unstrut – Billroda – Ostramondra – KOLLEDA (kilka km za miastem)

    Dzień drugi, dzień czwarty



  • dystans : 196.24 km
  • teren : 1.00 km
  • czas : 08:56 h
  • v średnia : 21.97 km/h
  • v max : 36.86 km/h
  • rower : Sztywna Biria
  • Poznań - Paryż - Amsterdam, dzień 2

    Niedziela, 14 lipca 2013 • dodano: 03.08.2013 | Komentarze 5


    Jak się jest u Kornelci, Asiczki i Piotrka to wiadomo że czas bardzo miło upływa :)
    Tegoż niedzielnego dzionka tak dobrze się spało, pogaduszki i pyszne śniadanie spowodowały że na dalszą trasę wyruszyliśmy ponad godzinę później.

    Pamiątkowa fotka w 100% musi być ! © JPbike

    Trochę chłodnawo było i znów zmuszeni byliśmy stoczyć walkę z niesprzyjającym w kręceniu na zachód wietrze.
    Spodziewałem się że ciężko będzie w takich warunkach trzasnąć dwusetkę z sakwami. Nie myliłem się.

    Żegnamy nasz kraj i wkraczamy do Niemiec © JPbike

    Pierwszy postój nastąpił w przygranicznym Bad Muskau, w tamtejszym parku z okazałym pałacem, zresztą wcześniej, podczas startowego dnia wyprawy Dookoła Polski miałem okazję zwiedzić tamte okolice.

    W parku w Bad Muskau. Dbają tam o wszystko :) © JPbike

    Przerwa przy białej ławeczce © JPbike

    No i zaczęło się wielkie kręcenie przez całe Niemcy ze wschodu na zachód.
    Zarówno w mijanych miasteczkach, jak i poza nimi wszędzie czysto, dbają tam o szczegóły.
    A tamtejsze asfalty równe jak stół, no takie że idealnie wycentrowane koła to podstawa :)

    Strasznie gładziutko na tych niemieckich szosach :) © JPbike

    Popołudniową porą czas na przerwę obiadową, padło na fajną miejscówkę przy wielkim zbiorniku wodnym – Sedlitzer See.
    Co jedliśmy – to będzie opisywał mianowany przeze mnie szef kuchni – Drogbas :)

    Jak widac - mamy wszystko co potrzeba © JPbike

    Po umyciu garów trzeba było pokonać porządny podjazd © JPbike

    Po przerwie pomykaliśmy dalej. Mijane krajobrazy nie różniły się zbytnio od tych wielkopolskich.

    Nietypowe znaki. Dbają tam o swoich obywateli © JPbike

    Las elektrowni wiatrowych - na trasie było ich tysiące © JPbike

    Zamek Hartenfels w Torgau © JPbike

    Po przekroczeniu Torgau zapadł zmrok i trzeba było się rozglądać za miejscówką na obóz.
    Po krótkich poszukiwaniach padło na niefajne miejsce, przy drzewach obok jakiejś fabryki.
    Komary nie dawały spokoju, po rozbiciu namiotu i wpakowaniu bagażu do środka czas spać.

    ŻARY – Lipniki Łużyckie – Czaple – Łęknica – granica PL/D – Bad Muskau – Spremberg – Sedlitz – Senftenberg – Lauchhammer – Elsterwerda – Bad Liebenwerda – TORGAU (2 km za rogatkami)

    Dzień pierwszy, dzień trzeci.



  • dystans : 167.07 km
  • teren : 4.00 km
  • czas : 05:59 h
  • v średnia : 27.92 km/h
  • v max : 45.64 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Do Żerkowa na MP w kolarstwie górskim

    Niedziela, 7 lipca 2013 • dodano: 08.07.2013 | Komentarze 13


    Szybko zagadałem się z Drogbasem na wypad do Żerkowa.
    Takiej okazji zobaczenia krajowej elity MTB nie można przegapić !
    Start nastąpił na krótko po 8-mej spod mojej chaty.
    Jak zwykle JP i Drogbas wmawiają sobie że będzie "spokojne" tempo, a jednak - do Żerkowa gnaliśmy po asfaltach jak szaleni, tak ponad 30 km/h :)

    Wolny dzień trzeba dobrze wykorzystać. Były sprinty i szaleństwa :) © JPbike

    Zajechaliśmy na miejsce. 89 km w 2:59 godz, średnia ponad 29 km/h :) © JPbike

    Wieża TV w Żerkowie z miasteczkiem zawodów © JPbike

    Na miejsce dotarliśmy przed planowanym czasem. Wtedy mastersi się ścigali.
    Muszę przyznać że tak mi się tam spodobało że gdyby nie brak licencji kolarskiej to od razu wystartowałbym, by się "pozabijać" na takiej trudnej i wymagającej trasie :)
    Na miejscu od razu rozpoznawałem mnóstwo znajomych twarzy z przeróżnych wyścigów.

    Spotkaliśmy m.in. Wojtka Wiktora i zaproponował nam 30 minutowe przetestowanie 27.5 calowych Superiorów - z chęcią skorzystaliśmy. Mi przypadł aluminowy w ładnym malowaniu, z mieszanką SLX i XT, a Jarkowi karbonik z SLX i XTR :)

    Pierwsza przymiarka do 27.5-era. Taki to pasuje do mnie :) © JPbike

    Od razu, gdy tylko ruszyłem to poczułem że właśnie taki rozmiar kół i geometria jest w sam raz dla mnie. Wypróbowałem jak radzi na podjazdach, zjazdach i uskokach - byłem w lekkim szoku że jest stabilniejszy i daje większą kontrolę od mojego poczciwego Treka :)
    No, nie mam wyjścia i w sezonie 2014 zobaczycie JPbike'a wymiatającego na 27.5-erze!
    Dobra, dobra, to temat na przyszłość, póki sezon 2013 trwa i skupmy się na dzisiejszej relacyjce ;)

    Zatem, na miejscu niespodziewanie spotkaliśmy znajome twarze z BS - micor, marcingt, bobiko, mikadarek i Hulaj.
    Po zakończeniu wyścigu mastersów i zaopatrzeniu się w izobroniki ruszyliśmy początkowym fragmentem pętli na szczyt z dobrym widokiem do emocjonującego kibicowania. Mnie ten fragment pętli nie zaskoczył, było kilka niezłych jak na XC uskoków, na jednym Drogbas ładnie wyglebił :)

    Wesoła ekipa bikestatsowych kibiców w Żerkowie © JPbike

    Na miejscu zrobiliśmy najpierw piknik z ogórkami kiszonymi, piwem i jeszcze innym żarciem.
    Po czym nastąpiło oczekiwanie na start kobiecej elity i U23. No i dziewczyny wystartowały !


    Oto migawki z trasy mojego autorstwa, trochę się nabiegałem. Twarze bikerek pewnie znane :)














    A tutaj poniżej fotozjawki z wyścigu męskiej elity i U23.
    Marek Konwa na każdym okrążeniu wymiatał tak że oglądaliśmy w 100% mistrzowską jazdę :)














    Na koniec fotorelacji - szalony drwal w całej okazałości © JPbike

    Po kilku godzinach spędzonych w słońcu i podziwianiu emocji nastała pora na powrót. Najpierw do sklepu, by zatankować bidony. Drogę powrotną zaplanowałem tak, aby była najkrótsza (wyszło 78 km). Przez ostre słońce i praktycznie przez całą trasę powrotną zmagałem się z bólem głowy. Na 25 km przed Poznaniem było nam tak ciężko, że zmuszeni byliśmy zrobić dłuższy postój z wylegiwaniem i lekkim zmrużeniem oczu. W końcu, po zachodzie słońca i strasznie zmęczony ale zadowolony z bardzo udanego dnia doturlałem się do domu, prysznic, ledwo zjadłem kolację i od razu zasnąłem.

    Dzięki wszystkim za super miło spędzony czas i z rowerową pasją :)


    Przewyższenie - 675 m



  • dystans : 100.14 km
  • teren : 60.00 km
  • czas : 07:02 h
  • v średnia : 14.24 km/h
  • v max : 55.73 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Górska stówka

    Sobota, 4 maja 2013 • dodano: 07.05.2013 | Komentarze 3


    Tegoż dnia w końcu się wypogodziło i można było wyskoczyć na upragnioną stówkę z górkami. Trasa została wymyślona przez Mariusza, jako cel wyznaczył południowo-wschodni graniczny kraniec Ziemi Kłodzkiej, na mapie widnieje tam punkt mierzący ponad 1100 m.n.p.m. Lubię TO :)

    W drodze do Javornika © JPbike

    Dotarliśmy do ruin zamku Rychleby © JPbike

    Widok ogólny na dziedziniec zamkowy © JPbike

    Ano, jak widać, dobrze się bawimy na majówce w górach :) © JPbike

    Ładnie tam. Podjazd czerwonym na Przełęcz Gierałtowską © JPbike

    Po górskich polanach też żeśmy pomykali © JPbike

    Chwila odpoczynku po długim i przyjemnym podjeździe na czeskiej cyklotrasie © JPbike

    Końcówka wspinaczki na żółtym, przez poroztopowe błotko :) © JPbike

    Najwyższy punkt trasy - graniczny Smrk (1109 m). Krajobraz świeżo po roztopach © JPbike

    Gdzieś wysoko w górach przedzieram się przez graniczne bagno :) © JPbike

    Długi zjazd do Bielic, i to z fragmentami śniegu :) © JPbike

    I tak zjechaliśmy do Starego Gierałtowa, gdzie nastąpiła przerwa na złocisty napój.
    Po tym kolejna wspinaczka, podczas której zgubiliśmy szlak, trochę błądzenia i trafiliśmy na graniczny zielony.

    Kolejna wspinaczka. Miny kumpli wskazują na stromy podjazd :) © JPbike

    Fragment zielonego granicznego szlaku © JPbike

    Na czeskim niebieskim. Stromizna nie do podjechania © JPbike

    Na trasie Rychlebskiej 30 MTB © JPbike

    Borówkowa jeszcze raz i zjaaazd ! © JPbike

    Na koniec deser MTB - techniczny zjazd czerwonym. W jednym arcytrudnym i stromym miejscu pousuwałem zwalisko gałęzi i dzięki temu każdy z nas całość zjechał sprawniej i nabrał wprawy na tamtejszy golonkowy ścig (19 maja) :)
    Ostatnie kilometry to jazda w dół czeskim czerwonym, przez Bila Voda i do noclegowni.
    To był bardzo udany rowerowo dzień !

    Przewyższenie - 2195 m !