Info o mnie.
- przejechane: 190911.28 km
- w tym teren: 69101.95 km
- teren procentowo: 36.20 %
- v średnia: 22.53 km/h
- łączny czas: 351d 07h 28m
- najdłuższy trip: 329.90 km
- max prędkość: 83.56 km/h
- max wysokość: 2845 m
Kategorie
-
Bike Maraton - 40
bikestatsowe zawody - 8
CX - 7
do 100 km - 1249
do 50 km - 1257
do/z pracy - 278
dron - 72
dzień wyścigowy - 252
Etapówki MTB - 31
Festive 500 - 55
Gogol MTB - 62
Kaczmarek Electric - 21
maratony - 181
MTB Marathon - 31
na orientację - 6
nocne - 290
podium, te szerokie też - 37
podsumowanie - 11
pomiar czasu - 67
ponad 100 km - 253
ponad 200 km - 28
ponad 300 km - 4
poza PL - 120
Solid MTB - 30
sprzęt - 50
szoska - 467
Uphill race - 8
w górach - 332
w roli kibica - 10
w towarzystwie - 406
wyprawy - 74
wysokie szczyty - 35
XC - 32
z przyczepką - 4
-
Moja stajnia
w użyciu
Orbea Oiz M20

Black Peak

Accent Peak 29
Canyon Endurace
Sztywna Biria
archiwum
Scott Scale 740
TREK 8500
Kross Action
Accent Tormenta 1
Accent Tormenta 2
Accent Tormenta 3
Archiwum
2025
2024
2023
2022
2021
2020
2019
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
-
2026, Lipiec - 7 - 0
2026, Czerwiec - 11 - 2
2026, Maj - 12 - 0
2026, Kwiecień - 10 - 0
2026, Marzec - 9 - 0
2026, Luty - 8 - 0
2026, Styczeń - 8 - 0
2025, Grudzień - 8 - 0
2025, Listopad - 9 - 0
2025, Październik - 8 - 0
2025, Wrzesień - 8 - 0
2025, Sierpień - 13 - 23
2025, Lipiec - 12 - 22
2025, Czerwiec - 9 - 20
2025, Maj - 10 - 20
2025, Kwiecień - 8 - 21
2025, Marzec - 10 - 24
2025, Luty - 8 - 16
2025, Styczeń - 7 - 13
2024, Grudzień - 15 - 38
2024, Listopad - 7 - 15
2024, Październik - 9 - 21
2024, Wrzesień - 10 - 18
2024, Sierpień - 12 - 20
2024, Lipiec - 14 - 30
2024, Czerwiec - 18 - 40
2024, Maj - 10 - 24
2024, Kwiecień - 15 - 37
2024, Marzec - 12 - 29
2024, Luty - 9 - 27
2024, Styczeń - 9 - 25
2023, Grudzień - 12 - 34
2023, Listopad - 10 - 33
2023, Październik - 9 - 27
2023, Wrzesień - 11 - 28
2023, Sierpień - 8 - 16
2023, Lipiec - 16 - 43
2023, Czerwiec - 11 - 27
2023, Maj - 17 - 36
2023, Kwiecień - 12 - 45
2023, Marzec - 6 - 16
2023, Luty - 8 - 32
2023, Styczeń - 8 - 26
2022, Grudzień - 8 - 20
2022, Listopad - 8 - 25
2022, Październik - 9 - 31
2022, Wrzesień - 12 - 16
2022, Sierpień - 10 - 24
2022, Lipiec - 16 - 37
2022, Czerwiec - 12 - 26
2022, Maj - 16 - 32
2022, Kwiecień - 14 - 49
2022, Marzec - 9 - 30
2022, Luty - 8 - 18
2022, Styczeń - 10 - 27
2021, Grudzień - 10 - 25
2021, Listopad - 11 - 29
2021, Październik - 12 - 35
2021, Wrzesień - 15 - 30
2021, Sierpień - 16 - 24
2021, Lipiec - 20 - 34
2021, Czerwiec - 19 - 42
2021, Maj - 15 - 34
2021, Kwiecień - 15 - 30
2021, Marzec - 12 - 35
2021, Luty - 11 - 32
2021, Styczeń - 13 - 42
2020, Grudzień - 17 - 37
2020, Listopad - 13 - 51
2020, Październik - 14 - 40
2020, Wrzesień - 19 - 33
2020, Sierpień - 20 - 42
2020, Lipiec - 25 - 65
2020, Czerwiec - 21 - 77
2020, Maj - 21 - 75
2020, Kwiecień - 14 - 60
2020, Marzec - 7 - 21
2020, Luty - 15 - 34
2020, Styczeń - 13 - 46
2019, Grudzień - 20 - 76
2019, Listopad - 14 - 50
2019, Październik - 13 - 44
2019, Wrzesień - 24 - 46
2019, Sierpień - 23 - 25
2019, Lipiec - 23 - 31
2019, Czerwiec - 26 - 42
2019, Maj - 25 - 58
2019, Kwiecień - 24 - 75
2019, Marzec - 18 - 56
2019, Luty - 16 - 45
2019, Styczeń - 15 - 53
2018, Grudzień - 18 - 68
2018, Listopad - 10 - 36
2018, Październik - 20 - 42
2018, Wrzesień - 31 - 67
2018, Sierpień - 21 - 82
2018, Lipiec - 18 - 58
2018, Czerwiec - 14 - 55
2018, Maj - 19 - 55
2018, Kwiecień - 18 - 68
2018, Marzec - 14 - 55
2018, Luty - 10 - 52
2018, Styczeń - 10 - 52
2017, Grudzień - 10 - 42
2017, Listopad - 7 - 44
2017, Październik - 10 - 43
2017, Wrzesień - 17 - 46
2017, Sierpień - 19 - 43
2017, Lipiec - 19 - 83
2017, Czerwiec - 17 - 42
2017, Maj - 21 - 60
2017, Kwiecień - 19 - 47
2017, Marzec - 15 - 38
2017, Luty - 13 - 32
2017, Styczeń - 14 - 47
2016, Grudzień - 9 - 14
2016, Listopad - 9 - 24
2016, Październik - 14 - 19
2016, Wrzesień - 14 - 66
2016, Sierpień - 16 - 24
2016, Lipiec - 21 - 41
2016, Czerwiec - 15 - 26
2016, Maj - 24 - 77
2016, Kwiecień - 18 - 47
2016, Marzec - 18 - 42
2016, Luty - 13 - 26
2016, Styczeń - 14 - 39
2015, Grudzień - 14 - 72
2015, Listopad - 8 - 26
2015, Październik - 8 - 23
2015, Wrzesień - 12 - 27
2015, Sierpień - 18 - 31
2015, Lipiec - 16 - 59
2015, Czerwiec - 21 - 72
2015, Maj - 21 - 53
2015, Kwiecień - 20 - 88
2015, Marzec - 19 - 88
2015, Luty - 16 - 59
2015, Styczeń - 15 - 59
2014, Grudzień - 11 - 60
2014, Listopad - 19 - 34
2014, Październik - 12 - 22
2014, Wrzesień - 17 - 37
2014, Sierpień - 18 - 31
2014, Lipiec - 22 - 95
2014, Czerwiec - 18 - 73
2014, Maj - 16 - 76
2014, Kwiecień - 21 - 77
2014, Marzec - 20 - 73
2014, Luty - 16 - 80
2014, Styczeń - 7 - 31
2013, Grudzień - 18 - 87
2013, Listopad - 13 - 78
2013, Październik - 15 - 60
2013, Wrzesień - 16 - 65
2013, Sierpień - 15 - 76
2013, Lipiec - 26 - 161
2013, Czerwiec - 21 - 121
2013, Maj - 20 - 102
2013, Kwiecień - 20 - 116
2013, Marzec - 18 - 117
2013, Luty - 15 - 125
2013, Styczeń - 12 - 92
2012, Grudzień - 20 - 106
2012, Listopad - 10 - 82
2012, Październik - 13 - 46
2012, Wrzesień - 17 - 96
2012, Sierpień - 16 - 99
2012, Lipiec - 23 - 113
2012, Czerwiec - 17 - 97
2012, Maj - 18 - 61
2012, Kwiecień - 20 - 132
2012, Marzec - 20 - 130
2012, Luty - 9 - 57
2012, Styczeń - 10 - 55
2011, Grudzień - 11 - 84
2011, Listopad - 12 - 96
2011, Październik - 20 - 127
2011, Wrzesień - 17 - 170
2011, Sierpień - 23 - 109
2011, Lipiec - 11 - 116
2011, Czerwiec - 3 - 154
2011, Maj - 24 - 186
2011, Kwiecień - 15 - 255
2011, Marzec - 24 - 213
2011, Luty - 26 - 187
2011, Styczeń - 18 - 199
2010, Grudzień - 19 - 173
2010, Listopad - 13 - 106
2010, Październik - 14 - 118
2010, Wrzesień - 15 - 192
2010, Sierpień - 25 - 209
2010, Lipiec - 27 - 126
2010, Czerwiec - 28 - 191
2010, Maj - 20 - 255
2010, Kwiecień - 24 - 220
2010, Marzec - 18 - 196
2010, Luty - 9 - 138
2010, Styczeń - 11 - 134
2009, Grudzień - 12 - 142
2009, Listopad - 11 - 128
2009, Październik - 8 - 93
2009, Wrzesień - 24 - 158
2009, Sierpień - 22 - 118
2009, Lipiec - 19 - 143
2009, Czerwiec - 20 - 94
2009, Maj - 19 - 170
2009, Kwiecień - 25 - 178
2009, Marzec - 14 - 137
2009, Luty - 7 - 50
2009, Styczeń - 11 - 96
2008, Grudzień - 11 - 131
2008, Listopad - 13 - 56
2008, Październik - 17 - 64
2008, Wrzesień - 17 - 62
2008, Sierpień - 21 - 78
2008, Lipiec - 18 - 39
2008, Czerwiec - 24 - 74
2008, Maj - 15 - 23
2008, Kwiecień - 7 - 40
2008, Marzec - 6 - 14
Wpisy archiwalne w kategorii
ponad 100 km
| Dystans całkowity: | 31278.58 km (w terenie 4833.00 km; 15.45%) |
| Czas w ruchu: | 1361:30 |
| Średnia prędkość: | 22.97 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 83.56 km/h |
| Suma podjazdów: | 102311 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 177 (100 %) |
| Maks. tętno średnie: | 148 (86 %) |
| Liczba aktywności: | 253 |
| Średnio na aktywność: | 123.63 km i 5h 22m |
| Więcej statystyk | |
Niedziela, 1 grudnia 2013 • dodano: 01.12.2013 | Komentarze 14
Tradycją stało się organizowanie bikestatsowych zawodów.
Dla wszystkich uczestników to świetna zabawa w doborowym gronie, jak i dobra okazja by poznać swoją aktualną kondycję.
Tym razem Asia z Marcinem i córkami, oraz znakujący pętelkę Sebastian zorganizowali II Otwarte Mistrzostwa Pobiedzisk w MTB.
Dla mnie ten dzionek zaczął się dość wcześnie, pobudką o 7:30.
Średnio kolarskie śniadanie wciąłem i można jechać nad urocze Jezioro Brzostek.
Najpierw spod domu na pobliski Stadion Lecha, tam zajechał z Buku super facet na rowerze – Jurek.
We dwójkę kręciliśmy przez miasto nad Maltę, gdzie zajechali również Krzychu i Mariusz.
I tak czteroosobowy peletonik ruszył po błotnisto-terenowo-asfaltowej nawierzchni na miejsce spotkania.
Pomykając tędy były chwilowe sprinty, nawet Jurek dawał czadu, rewelacja jak na tak starego faceta :)
Wiatr tak nam sprzyjał że nad Jezioro Brzostek zajechaliśmy miło, przyjemnie i bez zadyszki.

Humory na dojazdówce dopisują. To widać :)© JPbike

Zajechaliśmy na miejsce. Imprezę czas zacząć© JPbike

O takie piękne pucharki będziemy walczyć© JPbike
Próbne okrążenie – Pięciokilometrowa fajna pętelka taka sama jak rok temu, z tą różnicą że tegoż dnia mieliśmy parę fragmentów ze sporymi podkładami grząskiego błota. Przejechanie tędy bez glebki/podpórki dawało satysfakcje - urok MTB. No i nie zabrakło widoku z zerwanymi oznaczeniami, a w jednym miejscu ktoś obrócił strzałkę ...

Ekipa ścigantów na chwilę przed odpaleniem© JPbike
1 okrążenie – Ruszyłem bez napinki z tyłu stawki, by po krótkim czasie znaleźć się na 5 pozycji, za z3wazą, klosiem, krzychem i Rodmanem. Na arcybłotnym odcinku raz mocno zachwiało równowagą, wybroniłem się dzięki technice. Mariusz widocznie zaatakował, zaczął liderować i uciekać (sprawka 29”, czy jego nóg ?). I tak utworzyła się trzyosobowa grupka (krzychu, Rodman i ja). Po drodze wyprzedziliśmy z3wazę. Na zjeździe, tuż przed linią mety wyprzedziłem Rodmana.

Zacięta i wyrównana rywalizacja na całego :)© JPbike

To tu wyprzedziłem Rodmana© JPbike
2 okrążenie – Jadę tuż przed krzychem, a Rodman czai się za mną raz blisko, raz troszkę dalej. Pamiętając że rok temu porządnie się przepaliłem na ostatnim kółku, tym razem na tym okrążeniu cały czas kontroluję sytuację i tętno (bez pulsaka, na wyczucie). Gdzieś na końcówce tegoż kółka wyprzedzam krzycha i 2 pozycję mam w kieszeni, ale wiem że łatwo nie będzie.
3 okrążenie – Wyciskam z siebie sporo, momentami nieźle się grzeję. Jadący ze sekundę lub dwie za mną Krzychu widocznie walczy na całego. W pewnym momencie przede mną pojawia się sylwetka klosia ! Podejmuję atak z całych sił, ciężko idzie, omal nie łapię skurczów. A na najstromszym podjeździku uświniony błotem łańcuch się zaciąga i zmuszony jestem na szczyt zbutować. Dogania i wyprzedza mnie krzychu, który po krótkiej chwili również ma problemy z zaciągającym łańcuchem i czającymi się skurczami, co skrzętnie wykorzystuję i wyprzedzam kolegę. Cisnę i tak oto dowożę do mety wicemistrzostwo Pobiedzisk :)

Pierwsza czwórka świeżo po rywalizacji© JPbike

Jurek polał do pucharków coś wyskokowego i NA ZDROWIE :)© JPbike

Ognisko, kiełbaski, zupka, placek, wesołe pogaduszki - czego chcieć więcej ? :)© JPbike

Klimatyczna miejscówka. Było SUPER FAJNIE !© JPbike
Powrót z zawodów okazał się masakrycznie ciężki. Ja, klosiu i krzychuuu86 musieliśmy stoczyć walkę z pokaźnym wmordewindem, taplanie w błotku też było. Jak na twardzieli przystało, udało nam się spoko dotrzeć do Pyrlandii.
Podsumowując – kolejne świetne zawody perfekcyjnie zorganizowane, nawet niefajna pogoda nie popsuła super zabawy.
Dzięki wszystkim za wspólne chwile, do następnej imprezy, wiadomo jakiej :)
Galeria 57 fotek z mojego aparacika - jest TUTAJ.
Kategoria podium, te szerokie też, bikestatsowe zawody, ponad 100 km, w towarzystwie, XC
Niedziela, 25 sierpnia 2013 • dodano: 26.08.2013 | Komentarze 2
Uklejnica - Poznań.
Start o 14:30, w domu o 22:40.
Jazda bez przygód, bez błądzenia.
Testowałem metodę postojów co 30-35 km i dojechałem bez zmęczenia.
No i najważniejsze - wiaterek mi sprzyjał :)
Kategoria ponad 100 km
Niedziela, 28 lipca 2013 • dodano: 27.10.2013 | Komentarze 4
Noc, pobudka i śniadanie przebiegły bezproblemowo.
Miejsce gdzie rozbiliśmy namiot, kilkanaście metrów od drogi nie robiło wrażenia na przejeżdżających rowerzystach, więc Holandia jest spoko, póki coś się znajdzie.

Nasza ostatnia namiotowa miejscówka© JPbike
Czas się ruszyć na ostatni dłuższy trip naszej wyprawy.
Wszędzie dookoła płaściutko, niektóre miejsca po których żeśmy jechali znajdują się poniżej poziomu morza …

Typowy holenderski krajobrazik© JPbike

Mostu nie ma i przeprawiamy się przez rzekę tunelem© JPbike
Holenderskie ścieżki rowerowe są tak świetnie oznakowane że mapa jest zbędna.

W Rotterdamie. Barki mieszkalne© JPbike

Ci Holendrzy to mają pomysły na przechowanie auta :)© JPbike

Statek muzeum "Rotterdam"© JPbike

Pamiątka z Tour de France© JPbike

Podziwiamy widoki z wielkiego mostu© JPbike

Stary port z muzealnymi eksponatami. Wszystkie zadbane© JPbike

Oryginalny parking rowerowy© JPbike

Jedziemy dalej przyjemną rowerówką przez holenderskie miasteczka© JPbike

Nie wiem jak to zrobili że tutaj nic nie przecieka na rowerówkę :)© JPbike

Na pewnej stacji dostaliśmy darmową kawę :)© JPbike

Spotkanie z rowerowym turystą. Spoko gość :)© JPbike

Jeden z symboli Holandii. Ten jest zamieszkały© JPbike

Ścieżki rowerowe mają nawet własne przejady kolejowe© JPbike
W relacji opisującej dotarcie do Paryża pisałem o tylnym kole Jarka, które popękało przy nyplach i nabrało niezłego bicia bocznego. Dla tych co chcieliby to krzywe kółko zobaczyć – specjalnie nagrałem filmik :)

Takich wodnych widoczków mieliśmy sporo© JPbike

Pełny luzik. Amsterdam już bliziutko :)© JPbike

Tu się wykąpaliśmy i spotkaliśmy parę Polaków© JPbike

Po pokonaniu 2400 km końcowy cel wyprawy osiągnięty :)© JPbike

Pełna kulturka na ciągu knajpkowo-pieszo-rowerowym :)© JPbike

Mój obładowany na tle masy holenderskich mieszczuchów© JPbike

Typowy Amsterdam (1)© JPbike

Typowy Amsterdam (2)© JPbike

Dobijamy do centrum© JPbike

To duże coś za mną to nic innego jak parking rowerowy :)© JPbike

Masakra, ile tu rowerów ?© JPbike

Nie wiem jak w tym gąszczu można odnaleźć swoj rower :)© JPbike
Będąc w centrum Amsterdamu dokręciliśmy do starej przystani, wśród barek mieszkalnych.
Dokładnie ze 100 metrów stąd znajduje się parking, skąd jutro ruszy autokar do Polski.
I tam urządziliśmy dłuższą przerwę na spożycie resztek jedzenia, jakie zostały nam w sakwach.

Czas na toast za udaną wyprawę :)© JPbike
Powoli zapadał zmrok, czas pomyśleć o kartonach do zapakowania ekwipunku i rowerów na jutrzejszą drogę powrotną.
Nie ujechaliśmy daleko i coś na małym osiedlu się znalazło. Przy ładowaniu było wesoło :)

Drogbas melduje zakończenie akcji poszukiwania kartonów :)© JPbike
Po powrocie na starą przystań postanawiamy że osobno pozwiedzamy wieczorny Amsterdam.
Po prostu jeden jedzie, a drugi pilnuje sakw. Pierwszy po nocnych uliczkach pokręcił JPbike.

Wieczorny Amsterdam (1)© JPbike

Wieczorny Amsterdam (2)© JPbike
Gdy nastała kolej na Drogbasa to po pewnej chwili podeszła do mnie właścicielka barki, która dopiero co przyjechała i poinformowała mnie że mam wiać stamtąd. Nieładnie. No to przeniosłem się kawałeczek dalej, a tu kolejna osoba mnie zaczepiła – to stróż parkingowy. Również i ten facet chciał abym opuścił miejsce. Jak Jarek wrócił z nocnego kręcenia i dowiedział się o zaistniałej sytuacji to … #%^&!!#$!^%!. Trudno, kartony ukryliśmy w krzaczorach i pojechaliśmy gdzieś dalej. Zaniosło nas na prom, po przeprawieniu na drugą stronę dokręciliśmy na jakieś osiedle, tuż przy brzegu rzeki i po jakimś czasie postanawiamy zdrzemnąć w samych śpiworach na betonowym murku oporowym :)
MAASDAM – Rotterdam – ... - Amstelveen – AMSTERDAM (cała trasa ścieżkami rowerowymi).
Dzień piętnasty, dzień siedemnasty (ostatni).
Kategoria ponad 100 km, poza PL, w towarzystwie, wyprawy
Piątek, 26 lipca 2013 • dodano: 14.10.2013 | Komentarze 8
Noc spędzona bez rozbijania namiotu w barku nie należała do przyjemnych.
Kiepsko, wręcz fatalnie się spało, co jakiś czas to się budziłem, to jakieś robale atakowały …
Poranek był pochmurny, zwiastowało deszczyk i przyjemną temperaturę do jazdy.

Tu, w pustym barku spaliśmy, a raczej próbowaliśmy spać :)© JPbike

Te ptactwo całą noc hałasowało i Drogbas chce im dokopać :D© JPbike
I tak my obaj kompletnie niewyspani zjedliśmy śniadanie, spakowaliśmy się i zaczęło padać …

Nasza miejscówka w parku rekreacyjnym w Oudenaarde© JPbike

Darmowa energia elektryczna, komórki można podładować© JPbike

Trochę popadało i tak oto spędziliśmy barową pogodę :)© JPbike
W końcu, około południa przestało padać, rozpogodziło się i można jechać dalej.
Tegoż dnia mamy w planach dotrzeć do granicy z Holandią, a to wszystko przez brak miejsca na rozbicie dzikiego obozowiska w Belgii. Po drodze robimy zakupy w Lidlu – ceny żywności podobne jak do francuskich, czyli wysokie.

Te pasy po prawej to ścieżki rowerowe, nawet na drodze ekspresowej© JPbike

A tutaj, po lewej to podziwiamy siedzibę BMC Racing© JPbike

W Gent. Nawet podczas remontu rowerówka ma swój pas ruchu (to żółte) !© JPbike

Przerwa obiadowa na przedszkolnym podwórku© JPbike

Zamek Cortewalle w Beveren. Tu odpoczywaliśmy© JPbike

Czarnoskóre mieszkanki nie tylko Antwerpii są ładne i to na rowerkach :)© JPbike

Dotarliśmy do centrum Antwerpii, trzeba tylko przekroczyć Skaldę© JPbike

Wielka ta Skalda, zastanawiamy się gdzie jest jakiś most© JPbike
No właśnie, gdzie jest most ? Na mapie widać a w realu nie ma. Po krótkim czasie oświeciło mnie, bo po drodze widziałem ludzi na rowerach jadących w stronę jakiegoś budynku blisko brzegu rzeki – może tunel ? Okazało się że mam rację. Dużą i bezszelestną windą zjeżdża się 31 metrów w głąb ziemi.
Fajne wrażenia. Jarek był przerażony bo chyba się boi długich i głębokich tuneli :)

Drogbas tutaj wystrzelił do przodu jak torpeda :)© JPbike

Wbrew pozorom Jarek jest przerażony bo jesteśmy 31 metrów pod ziemią© JPbike
Gdy tylko wyjechaliśmy na powierzchnię to oczom od razu ukazała się super klimatyczna starówka.
Jarkowi tak się tam podobało że doszło nawet do tego: „jak wygram w lotto to tutaj się przeprowadzę” :)
Poniżej zapodaję parę fotek owego Starego Miasta w Antwerpii.





Po Antwerpii trochę pokręciliśmy, i też trochę mieliśmy błądzenia w wydostaniu się z dużego miasta na właściwy kierunek, znów pomocna była nawigacja w telefonie Jarka. Po drodze dopadł nas przelotny deszcz, który przeczekaliśmy pod wiaduktem.
Dzień powoli dobiegał końca, czas myśleć o rozbiciu namiotu. Będąc niedaleko granicy z Holandią skusił nas nieduży teren leśny i żeśmy skręcili w głąb lasu. Po ujechaniu ze kilometra jakieś niefajne miejsce wypatrzyliśmy, a tutaj z bocznej ścieżki nadszedł facet z karabinem i poinformował że to posiadłość prywatna …
Drogbas się #%^&!!#$!^%!. I tak trzeba było jechać dalej. Po drodze, już po ciemku zaliczyliśmy standardową kąpiel na małej stacji. W końcu, około północy udało się dotrzeć do granicy belgijsko – holenderskiej i czas szukać miejsca na obozik. W ciemnościach ciężko szło szukanie, była lekka mgła, kilka miejsc nadawało się do bani, a tu blisko szosa, a tu blisko gospodarstwo, a tu jakieś gówno … Dokręciliśmy do rogatek Roosendaal i wreszcie coś się znalazło i świetnie ukryte w gąszczu drzew. Rozbijamy namiot i spać. Do oporu.
OUDENAARDE – Gent – Lochristi – Lokeren – Sint Niklaas – Beveren – Antwerpen – Brasschaat – Wuustwezel – Essen – granica B/NL – Nispen - ROOSENDAAL
Dzień trzynasty, dzień piętnasty.
Kategoria ponad 100 km, poza PL, w towarzystwie, wyprawy
Czwartek, 25 lipca 2013 • dodano: 10.10.2013 | Komentarze 8
Pobudka i zwijanie obozowiska na pastwisku u rolnika przebiegły spoczko.
Śniadanie i kawę spożywamy na tarasie i dzięki temu mamy okazję bliżej się poznać.
Okazuje się że mili Francuzi mają kogoś ze swojej rodziny w Polsce !
No, nawet nam zaproponowali byśmy jeszcze jeden dzień u nich spędzili, ale niestety musimy jechać dalej, by dotrzeć zgodnie z planem do Amsterdamu i nigdy nie wiadomo, co nas jeszcze może spotkać na trasie.

Miły początek dnia. Śniadanie u francuskiej rodziny :)© JPbike
Wymieniliśmy się adresami, dostaliśmy po piwku, pożegnaliśmy się i czas kręcić korbami dalej.
Tegoż dnia mamy w planach dotarcie do sławnego Roubaix i przekroczenie granicy francusko - belgijskiej.
I tak ujechaliśmy ze godzinkę i mamy długo oczekiwany widok – na własne oczy widzimy jak pędzi to TGV :)

Wypasiona infrastruktura sławnego TGV© JPbike
Nagrałem również filmik pokazujący prędkość TGV w porównaniu do autostradowej jazdy TIR-ów :)
Na jednym z paru wiaduktów trochę sobie żeśmy posiedzieli i popatrzyli na te pędzące co kilka minut (!!!) składy.
Faktycznie, prędkość mają taką że wystarczy wydusić z siebie dwa-trzy słowa i pociągu już nie widać :)

Ano, jedzie się SUPER :)© JPbike

Centrum Douai. Tu mielismy przyjemny chłodek :)© JPbike

Ładna rowerówka, prawda ? :)© JPbike

Jeden z symboli Francji. Te autko można kupić :)© JPbike

Zdaje się że Drogbas mówi francuskim krowom - "ja wam ..." :D© JPbike

Przerwa bez ograniczenia szybkości spożywania browarka :)© JPbike

Coraz więcej szosonów spotykamy. A my gorsi ? Gonitw tak pod 35 km/h nie brakowało :)© JPbike

Tego miasta nie trzeba przedstawiać. Ja też tam dotarłem na własnych siłach :)© JPbike

Te barierki nie pozwoliły nam honorowo wjechać na sławny welodrom :(© JPbike

Fragmenty welodromu w Roubaix© JPbike

Spotkanie z zawodowcem, który ma na koncie udział w TdF !© JPbike
No i po siedmiu wspaniałych dniach spędzonych we Francji wjechaliśmy do Belgii. Szosa graniczna, którą jechaliśmy nie była w ogóle oznaczona, żadnej tablicy nie było, jedynie inne znaki drogowe i inne tablice rejestracyjne wskazywały zmianę kraju.
Muszę przyznać że Francja widziana z wysokości siodełka rowerowego mi się bardzo spodobała i zapewne tam jeszcze wrócę z rowerem, a najlepiej na alpejsko-pirenejskie podjazdy :)

Nie wiedziałem że w Belgii można spotkać takie cudo sztuki rowerowej© JPbike

Centrum Avelgem© JPbike

Nasza kąpiel. Dziwny język tutaj mają, bo zamiast wody pryskały jakieś płyny :D© JPbike
Już pierwsze belgijskie kilometry, mijane krajobrazy, wioski w których domy rzucają się w oczy - mieszkańcy muszą być bardzo bogaci i sadzą nawet palmy w ogródkach przy domach :) dały nam do zrozumienia że tutaj to będzie bardzo ciężko o jakieś miejsce na obozowisko. Belgia to mały kraj i praktycznie każdy skrawek ziemi, nawet większy i mniejszy lasek jest wykorzystany niemal na maxa.
Po dojechaniu do Oudenaarde powoli zapadał zmrok, zatrzymaliśmy się w dużym parku rekreacyjnym nad jeziorem. Było sporo dyskusji odnośnie noclegu i ostatecznie zdecydowaliśmy się przenocować w … pustym tropikalnym barku i to bez rozbijania namiotu. Po powrocie do Poznania okazało się że to był nasz najgorszy nocleg podczas wyprawy …
BOUCHAVESNES BERGEN – Bapaume – Ecoust Saint Mein – Dury – Tortequesne – Douai – Waziers – Raches – Faumont – Pont a Marcq – Fretin – Peronne en Melantois – Sainghin en Melantois – Villeneuve d’Ascq – Forest sur Marque – Hem – Roubaix – Wattrelos – granica F/B – Estaimpuis - Avelgem – Kerkhove – Berchem – Melden – Leupegem - OUDENAARDE
Dzień dwunasty, dzień czternasty.
Kategoria wyprawy, w towarzystwie, poza PL, ponad 100 km
Środa, 24 lipca 2013 • dodano: 02.10.2013 | Komentarze 3
Pobudka tegoż dzionka o 9.
Śniadanie, pakowanie i można jechać dalej.

Nasza francuska miejscówka podczas dwunastego dnia podróży© JPbike
Po ruszeniu, w dalszym ciągu decydujemy się kierować po strzałkach trasy Paris-Roubaix.

MY to żeśmy tędy pomykali trasą Paris - Roubaix. Premia górska też była :)© JPbike
Po ujechaniu niezłego kawałka trasy kolarskiego klasyka stwierdzam że znaleźliśmy się poza zasięgiem wydrukowanej mapy z naszą trasą do Amsterdamu, więc robię korektę przy pomocy nawigacji w telefonie Jarka i bardzo sprawnie wracamy na zaplanowaną trasę.

Po przejechaniu 1823 km kapcioszek u mnie złapany :)© JPbike

Katedra Notre-Dame w Noyon© JPbike

Nasza klasyczna przerwa na obiad :)© JPbike

Wzdłuż kanału. Tutaj się odświeżyliśmy :)© JPbike

Terenowy fragmencik też był© JPbike

We Francji takich cmentarzy z czasów obu wojen jest sporo© JPbike

Przejazd przez Peronne© JPbike
W pewnym momencie po ujechaniu ponad 110 km, na interwałowym odcinku szosy, odświeżony po kąpieli w kanale Drogbas niespodziewanie zapytał czy możemy szukać miejscówki. Już ? :) OK, nie ma sprawy i skręciłem w głąb dużego pola, by coś znaleźć i po krótkim czasie znalazłem bez problemu kawałek trawnika na skraju pola z paroma drzewami obok. Gdy tylko wróciłem po partnera i dotarliśmy na miejscówkę to niespodziewanie natrafiliśmy na spacerujących właścicieli tutejszego rozległego pola. Gospodarze okazali się super miłymi ludźmi, bez problemu żeśmy się dogadywali i zaproponowali nam miejsce na obozowisko, na ogrodzonym pastwisku.
Dostaliśmy nawet troszkę przekąsek i … dobre piwo !

Noclegownia na pastwisku u rolnika :)© JPbike
NEUFVY SUR ARONDE – Gournay sur Aronde – Ressons sur Matz – Mareuil la Motte – La Plaine – Thiescourt – Noyon – Roiglise – Roye – Marcheleport – Villers Carbonnel – Peronne – BOUCHAVESNES BERGEN
Dzień jedenasty, dzień trzynasty.
Kategoria ponad 100 km, poza PL, w towarzystwie, wyprawy
Wtorek, 23 lipca 2013 • dodano: 23.09.2013 | Komentarze 0
Wczorajsza impreza z dużą ilością % i do tego upalne dni, jakie wtedy we Francji panowały spowodowały że zdecydowaliśmy się dłużej pospać i wyruszyć w dalszą trasę wyprawy późniejszą porą. Tegoż dnia po śniadaniu na niebie pojawiły się chmury i odgłosy zwiastujące burzę.
Jarek i Michalina postanowili skorzystać z zaplecza sanitarnego na kempingu obok, przy tym podładowaliśmy telefony, a ja zająłem się zwinięciem obozowiska.
Gdy skończyłem i wpakowałem wszystko do sakw i to zaczęło pokropywać. Ale ulga po tych upałach.
Po pożegnaniu z Michaliną w końcu udało się ruszyć.

Nasza paryska miejscówka. Tu spędzilismy dwie nocki© JPbike
Zanim opuścimy Paryż to koniecznie trzeba jeszcze raz przejechać przez ścisłe centrum i tak też uczyniliśmy.

Łuk Triumfalny w całej okazałości© JPbike

Ślubna sesja zdjęciowa na Polu Marsowym, pod Wieżą Eiffla© JPbike

Nad Paryż nadchodzi oberwanie chmury© JPbike

Lunęła ulewa i schowaliśmy się w przystanku© JPbike

W Paryżu jest mnówsto motocykli i skuterów wszelakiej marki© JPbike
Dzięki wydrukowanym i dość dokładnym mapom, z Paryża wydostajemy się bardzo sprawnie.
Dalsza trasa, przez francuskie wioski i miasteczka przebiega przyjemnie, po opadach temperatura spadła do optymalnych wartości i tak już zostało do końca naszej wyprawy. Tylko jeździć :)
W pewnym momencie przypadkiem zauważamy namalowane na asfalcie strzałki z napisem „RO”, szybko stwierdzamy że to nic innego jak sławny klasyk Paris – Roubaix. Okoliczni mieszkańcy to potwierdzają i robię korektę trasy tak, by jak najdłużej jechać tędy i poczuć się podczas jazdy jak Fabian Cancellara, albo Michał Kwiatkowski :)

Jedzie się tędy wspaniale i do tego znikomy ruch na drodze. Luz :)© JPbike

Te oznaczenie to nic innego jak sławna trasa klasyka Paris - Roubaix :)© JPbike

Super klimatyczna francuska wioska© JPbike

Przerwa na Heinekena. Ja to lubię takie chwile :)© JPbike

Kąpiel Drogbasa na skraju wielkiego pola :)© JPbike

Kościółek w Neufvy sur Aronde© JPbike
Po przekroczeniu stówki i nastaniu wieczorowej pory zaczynamy szukać miejscówki.
Pierwsza, na trawiastym i ogrodzonym pastwisku mi nie pasowała, więc ujechaliśmy kawałek dalej pod górkę i coś w miarę fajnego się znalazło. Drogbas coś tam mówił że słyszał samoloty w okolicy.
Rozbiliśmy namiot, czas na kolacyjkę i pora spać.
PARIS – Sarcelles – Chaumontel – Chantilly – Creil – Rieux – Sacy le Grand – Avrigny – Bailleul le Soc – La Neuville Roy – Moyennneville – NEUFVY SUR ARONDE
Dzień dziesiąty, dzień dwunasty.
Kategoria ponad 100 km, poza PL, w towarzystwie, wyprawy
Środa, 17 lipca 2013 • dodano: 09.08.2013 | Komentarze 8
Poranek piątego dnia przebiegł spoko, śniadanko, kawa, wrzutka sprzętu do sakw i myk w dalszą drogę. Podczas tegoż etapu czekał nas przejazd przez częściowo znane mi pagórkowate okolice Frankfurtu nad Menem, pięć lat temu rowerowałem tam, podczas pobytu u ciotki i wujka.

Pobudka ! Miejscówka przy ambonie, w zalesionym wzgórzu© JPbike

Szuterek zjazdowy z naszej noclegowni, tam na dole Fulda© JPbike
Podczas powyższego zjazdu, na uskoku przy belce odwadniającej Jarkowi wypięła się z bagażnika sakwa (urwany dolny zaczep), przymusowy postój na poprawę zamocowania i można było jechać dalej.

Szosa w dalszym ciągu pagórkowata. Mi się podobała© JPbike
Po zrobieniu zakupów w najbliższym markecie spotkaliśmy miłego rowerzystę, troszkę gadki i gość spytał czy pomóc w orientacji, nie trzeba bo wszystko na mojej mapie się zgadzało.

Camping w Nieder-Moos, wypełniony do ostatniego miejsca© JPbike
W pewnym momencie Jarek wyraźnie miał dość podjazdów i zapytał mnie „kiedy to się skończy ?” ...
Uff, kompan odżył, gdy tylko zaczęliśmy pokonywać długi zjazd :)

Przejazd przez kolejne ładne niemieckie miasteczka© JPbike
Po jakimś czasie ponownie pokonywaliśmy kolejne pagóry, było troszkę błądzenia na lokalnych drogach, aż w końcu na horyzoncie pojawiło się oczekiwane przeze mnie nieduże i dobrze mi znane pasmo górskie Hoch Taunus.
Jarek od razu zapytał czy będziemy tam wjeżdżać, na najwyższy 879 metrowy szczyt :)

W drodze do Frankfurtu nad Menem. W oddali wspomniane góry© JPbike
Po dokręceniu do Bad Vilbel skierowałem nas na miłą i znaną mi ścieżkę rowerową wzdłuż rzeczki Nidda. Po drodze trzeba było zarządzić postój, Drogbas zgłaszał zmęczenie upałem i podjazdami, brakło możliwości kąpieli. Pojawiły się pierwsze wątpliwości odnośnie powodzenia wyprawy. Cóż, trzeba być twardym, a nie mientkim. Po jakimś czasie udało się ruszyć dalej, zaliczając dwa postoje przy wodopojach. I tak dojechaliśmy do Frankfurtu nad Menem.
Zaproponowałem przejazd przez centrum i starówkę. Jarek nie chciał, doszło nawet do małej sprzeczki na temat zwiedzania, na szczęście zakończonej pogodzeniem.

Przerwa przy sklepie. Picia mam tyle że to prawie cysterna :)© JPbike
Jak już wspominałem - we Frankfurcie nad Menem mieszkają ciotka z wujkiem. Podczas planowania wyprawy był pomysł na nocleg u rodziny, ale akurat wtedy mieli zaplanowane wakacje nad polskim morzem.
Po zakupach jazda dalej. Znów błądzenie w wydostaniu się na właściwą drogę.
Tak się złożyło że moja intuicja skierowała nas na ścieżki rowerowe prowadzące w góry Hoch Taunus, w sumie dobrze, bo wiedziałem gdzie jesteśmy i gdzie jechać dalej :)

Każdy wodopój był dla nas zbawieniem :)© JPbike

Coś dla zawiedzonych brakiem fotek z centrum Frankfurtu nad Menem© JPbike

Panie i panowie, to własnie w tamtych górach zaliczyłem swój debiut maratonowy :)© JPbike

Jeszcze jedno spojrzenie na Hoch Taunus, dla sentymentu :)© JPbike

Wypaśny sklep rowerowy na rogatkach Frankfurtu nad Menem© JPbike
Ponieważ wcześniej ustaliliśmy że tegoż dnia jeszcze za widna zaczniemy szukać miejscówki na rozbicie obozu, by trochę odpocząć i szybciej iść spać, to po przekroczeniu miasteczka Weilbach skręciliśmy na częściowo zalesione pole i po krótkich poszukiwaniach znalazł się wykoszony skrawek ziemi, całkiem przyjemny. Niepowtarzalną atrakcją był widok podchodzących do lądowania na wielkim frankfurckim lotnisku dużych samolotów. Niemal bez przerwy w ciągu jednej minuty można było podziwiać aż kilka sztuk. Fajne wrażenia :)

Tak, co chwila cos tam leciało w stronę pasa do lądowania :)© JPbike

Miny świadczą że dzień był ciężki. Jeszcze tylko obiadokolacja i spać© JPbike
HARMERZ – Giesel – Hosenfeld – Gedern – Ortenberg – Stockheim – Florstadt – Karben – Bad Vilbel – Frankfurt am Main – Eschborn - Schwalbach am Taunus – Liederbach am Taunus - Marxheim – WEILBACH (2 km za miasteczkiem)
Dzień czwarty, dzień szósty.
Kategoria wyprawy, w towarzystwie, poza PL, ponad 100 km
Wtorek, 16 lipca 2013 • dodano: 07.08.2013 | Komentarze 8
Nauczeni zbyt późnym ruszaniem tym razem dość wcześnie wstaliśmy, po 6 rano, kawa, skromne śniadanko, pakowanie wszystkiego i myk w dalszą drogę.
Zapowiadał się ciepły letni dzień.
Ani ja, ani Jarek nie spodziewaliśmy się że będzie to jeden z cięższych etapów.
Gór, a raczej pokaźnych pagórów na całej trasie mieliśmy pod dostatkiem.

Miejscówka na skraju pola. Dwa razy obok przejechał traktor, nie robiąc nic z naszej obecności© JPbike

Przerwa na drugie śniadanie w Sommerda© JPbike

Bad Langensalza. Jedno z piękniejszych niemieckich miasteczek© JPbike

Klimatyczna starówka w Bad Langensalza© JPbike

Rondo z japońskimi akcentami© JPbike

Kolejne podjazdy ... Dawaj Drogbas !© JPbike
W miarę zbliżania się do Eisenach zrobiło się upalnie, przydałaby się kąpiel, a jakiegoś zbiornika wodnego wokół nie było widać ani na mapie, ani w realu. Po podjechaniu na stację paliw wymyśliliśmy że można byłoby się spryskać myjką ciśnieniową, co od razu i z radochą uczyniliśmy :)

Ale frajda !!! Trzeba jakoś radzić w takie upały :)© JPbike

Przerwa w miłym cieniu, przy dużym wiadukcie. Na zdrowie dla wszystkich zaglądających :)© JPbike

Któryś tam dłuższy podjazd. A ten Drogbas porównywał do tego w Karpaczu Górnym© JPbike

Krajobrazik z trasy© JPbike

Nie powiem - ten górski etap mi się podobał :)© JPbike

Przerwa obiadowa. Miejsce ładne, tylko mrówki dawały o sobie znać© JPbike

Ładnie tam. W oddali gigantyczna hałda© JPbike

Przez większość tegoż dnia właśnie tak i podobnie wyglądała nasza trasa© JPbike

Bez komentarza :)© JPbike

Pozostałość po dawnej granicy Niemiec wschodnich i zachodnich© JPbike

Góry góry - jak widać po fotce, biała koszulka z czerwonymi groszkami mi się należy :)© JPbike
W okolicy 160 kilometra Jarka złapał kryzys. Zaproponowałem rozbicie w okolicy, kompan był na tyle twardy i kręcił dalej po pagórach. Pragnął kąpieli, odkryłem nawet potok, ale chaszcze i brudna woda nie zachęcały. W pewnym momencie, już po minięciu rogatek Fuldy zauważyłem mały cmentarz, pomyślałem że jest tam kran i był.
Na wyprawach trzeba jakoś radzić, więc szybkie mycie i jazda dalej, już po zmierzchu po nocnej Fuldzie.

Centrum Fuldy. Podziwiamy nocne fontanny© JPbike
Po wydostaniu się z miasta Jarka ponownie dobijało zmęczenie górskim etapem i czas szukać miejsca na nocleg. Padło na małe zalesione wzgórze, obok ambony. Tym razem miejscówkę znalazł nabierający wprawy na wyprawach sam Drogbas.
KOLLEDA – Sommerda – Straussfurt – Dachwig – Grafentonna – Bad Langensalza – Behringen – Stockhausen – Eisenach (rogatki miasta) – Fortha – Marksuhl – Vacha – Rasdorf – Hunfeld – Fulda – HARMERZ
Profil trasy 4 etapu, najwyższy punkt ma prawie 400 m.n.p.m.

Dzień trzeci, dzień piąty.
Kategoria w górach, ponad 100 km, poza PL, w towarzystwie, wyprawy
Poniedziałek, 15 lipca 2013 • dodano: 05.08.2013 | Komentarze 6
Tegoż poniedziałkowego dnia pobudka była dość wczesna. Zwijanie namiotu i ekwipunku, doczepienie sakw do bagażnika i szybki myk do Torgau, do najbliższego marketu bo w niedzielę w Niemczech takowe sklepy są zamknięte.
Pogoda w końcu się poprawiła, najfajniejsze jest to że przestało wiać nam w twarze.

Przy torach kolejowych pora na śniadanie, najwazniejszy posiłek© JPbike
Po śniadaniu okazało się że znowu zbyt późno wystartowaliśmy i pewnie nici z dwusetki.
No i niespodziewanie na horyzoncie zaczęły się pojawiać pokaźne pagóry, jak się później okazało – takie miłe dla oka i dla mnie, rasowego górala krajobrazy towarzyszyły nam aż do granicy z Francją.

Przejazd przez ładne niemieckie miasteczko© JPbike

W drodze do Lipska. Zaczynają się pagóry© JPbike

Dworzec kolejowy DB w Lipsku© JPbike

W tymże mieście w sumie nie spodziewałem się takiej ilości rowerów© JPbike

Centrum Lipska. Grali tam w siatkówkę plażową© JPbike
Lipsk, duże spoko miasto, w którym można spotkać sporo charakterystycznych budynków z czasów NRD. Przejechaliśmy przez centrum z krótkim postojem, spory tam ruch, nie brakło drobnego zabłądzenia w wydostaniu się na właściwą drogę, w takich sytuacjach czasem ratowała nas nawigacja w telefonie Jarka.

W Niemczech takich słonecznych elektrowni jest sporo© JPbike

Powoli robi się upalnie. Przerwa przy fontannie w ładnym miasteczku Weissenfels© JPbike

Pora na browarka. Bez takowego napoju nie idzie nam żyć :)© JPbike

Jedziemy dalej, po płaskowyżu. Humor mi dopisuje :)© JPbike

Późnopopołudniowa przerwa obiadowa w okazałym miejscu© JPbike

Zjazd 7%. Tutaj wykręciłem bez rozpędu V-maxa :)© JPbike

Freyburg Unstrut - ładne niemieckie winnice i zamek© JPbike

Postój przy sklepie. Nawet pieski mają swój parking :)© JPbike

Mieliśmy okazję zobaczyć jak budują niemieckie szosy - tutaj twarde podłoże© JPbike

Lubię uciekać siłowo na podjazdach i po tym fotka cyknięta na górze z użyciem zoomu :)© JPbike
Kilometry upływały, powoli zapadał zmrok. Jarek bardzo chciał się wykąpać, dokręciliśmy do widocznego na mapie zbiornika wodnego, który okazał się być brudnym i zarośniętym, wiec jadąc dalej dojechaliśmy już po zmierzchu do miejscowości Kolleda, gdzie po 22-tej Drogbas nie wytrzymał i zdecydował się na kąpiel w … rynkowej fontannie, w której pływała sobie rybka :)
I tak dalej, po przekroczeniu rogatek tegoż miasteczka nastąpiło szukanie miejscówki do spania – padło na skraj pola przy rzeczce. Rozbicie obozu poszło sprawnie i czas spać.
TORGAU – Mockrehna – Eilenburg – Taucha – Leipizg – Markranstadt – Lutzen – Weissenfels - Laucha an der Unstrut – Freyburg Unstrut – Billroda – Ostramondra – KOLLEDA (kilka km za miastem)
Dzień drugi, dzień czwarty
Kategoria ponad 100 km, poza PL, w towarzystwie, wyprawy







