top2011

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Jacek ze stolicy Wielkopolski
Info o mnie.

- przejechane: 186633.23 km
- w tym teren: 67338.10 km
- teren procentowo: 36.08 %
- v średnia: 22.57 km/h
- czas: 342d 17h 47m
- najdłuższy trip: 329.90 km
- max prędkość: 83.56 km/h
- max wysokość: 2845 m

baton rowerowy bikestats.pl

Wyprawy z sakwami

polska
logo-paris
logo-alpy
TN-IMG-2156 TN-IMG-2156 tn-IMG-6357

Zrowerowane gminy



Archiwum 2025 button stats bikestats.pl 2024 button stats bikestats.pl 2023 button stats bikestats.pl 2022 button stats bikestats.pl 2021 button stats bikestats.pl 2020 button stats bikestats.pl 2019 button stats bikestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl 2011 button stats bikestats.pl 2010 button stats bikestats.pl 2009 button stats bikestats.pl 2008 button stats bikestats.pl

  • dystans : 117.72 km
  • czas : 06:21 h
  • v średnia : 18.54 km/h
  • v max : 46.30 km/h
  • rower : Accent Tormenta 2
  • Dookoła Polski - dzień 3

    Środa, 15 lipca 2009 • dodano: 24.07.2009 | Komentarze 10


    Trzeciego dnia wyprawy pobudka również była wczesna - o 6-tej rano :)


    Nasza druga i fajna miejscówka - wśród skałek


    Na miejscu śniadanie, kawa i obraliśmy kierunek do Kamiennej Góry.

    Widoczek z Rozdroża Kowarskiego (787 m)


    Po fajnym i długim zjeździe do Kamiennej Góry nastąpiło pożegnanie z Kosmą100, która obrała kierunek na Wałbrzych (klik do Jej relacji). A my kręciliśmy dalej w kierunku Krzeszowa, gdzie znajduje się okazałe opactwo cysterskie, tam również zrobiliśmy przerwę.

    Bazylika Mniejsza w Krzeszowie


    Jahoo dzielnie radzi na podjazdach. Twarda z Niej bikerka !


    Widoczek z trasy na góry Parku Krajobrazowego Sudetów Wałbrzyskich


    Kręcąc w pobliżu Boguszowa-Gorce zaczęło padać i wszyscy sięgnęliśmy do sakw po kurtki przeciwdeszczowe.

    Jedziemy dalej w deszczyku ...


    ..... :)


    Kościółek w Rybnicy Leśnej


    W drodze do Głuszycy ...


    W Głuszycy zatrzymaliśmy się przy barze "Marysieńka" i solidnie się najedliśmy :)

    Przy tym barze Kinga i Łukasz zdecydowali się odłączyć od ekipy.
    Od tamtej chwili kręciliśmy w czteroosobowym składzie i przestało padać :)

    Wyjazd z Głuszycy, chmury deszczowe za nami


    Widoczek na Góry Sowie


    Po długim zjeździe przez Nową Rudę, Ścinawkę Górną i Średnią udaliśmy się przez wiadukt w Ratnie Dolnym do ...


    ... Wambierzyc, przy barokowej bazylice


    Na tamtejszym placu spotkaliśmy Wojciecha Mochockiego, kolarza-podróżnika, poza wspólna rozmową o wyprawach zbierała się burza, schowaliśmy się pod wiatę przystankową.

    No i lunęła ulewa, wody przybywa, a studzienki kanalizacyjne nie dają rady


    Po ulewie Młynarz dał efektowny pokaz jazdy przez głęboką na 10 cm kałużę :D


    Jak widać ... zgrana ekipa :)


    Następnie przez Radków i wizycie w sklepiku spożywczym rozpoczęliśmy pokonywanie długiego podjazdu zwanego Drogą Stu Zakrętów - w całości przez las i wśród Gór Stołowych. Muszę przyznać że fajnie się tędy podjeżdżało :)))

    Skały w Parku Narodowym Gór Stołowych


    Górski zachód słońca ... piękny :)


    Po osiągnięciu kulminacji podjazdu w Karłowie (ok 700 m) powoli zapadał zmrok i udaliśmy się w kierunku na Ostrą Górę i Asiczka znalazła tam SUPER nocleg w domku na znacznej wysokości niedaleko Szczelińca.
    Po prostu ... PRAWDZIWE WAKACJE !

    Na zakończenie trzeciego dnia wyprawy absolutnie koniecznie trzeba było czymś uczcić - złocistym napojem :)


    Spać udajemy się tradycyjnie grubo po północy.

    Trasa: Miejscówka za KOWARAMI - Przełęcz Kowarska (727 m) - Ogorzelec - Leszczyniec - Szarocin - Kamienna Góra - Krzeszów - Grzędy - Czarny Bór - Boguszów Gorce - Unisław Śląski - Rybnica Leśna - Grzmiąca - Głuszyca - Głuszyca Górna - Świerki - Ludwikowice Kłodzkie - Nowa Ruda - Włodowice - Ścinawka Górna - Ścinawka Średnia - Ratno Dolne - Wambierzyce - Ratno Dolne - Ratno Górne - Radków - Droga Stu Zakrętów (super) - Karłów - nocleg przed OSTRĄ GÓRĄ (ok 700 m)

    Dzień drugi, dzień czwarty ... :)



  • dystans : 100.39 km
  • czas : 05:47 h
  • v średnia : 17.36 km/h
  • v max : 59.10 km/h
  • rower : Accent Tormenta 2
  • Dookoła Polski - dzień 2

    Wtorek, 14 lipca 2009 • dodano: 23.07.2009 | Komentarze 11


    Pobudka drugiego dnia wyprawy była wczesna, drobno pokropiło, i najważniejsze, że było dość ciepło. Tegoż dnia zaczęła się prawdziwie górska jazda przez Sudety Zachodnie, na to czekałem :)

    Nasza pierwsza miejscówka przed Leśną


    Po zwinięciu obozowiska ruszamy w kierunku Leśnej


    W Leśnej ...


    No, zaczęło się podjazdowo ...


    ... i kręto :)


    Na Zamku Czocha


    ....... :)


    Na dziedzińcu zamku urządziliśmy sobie śniadanie


    OGNIA w d... :D


    Ekipa drugiego dnia wyprawy, pełny luzik :)


    W drodze do Świeradowa Zdrój


    Góry, góry, nasze góry !!! (Izery i w oddali Karkonosze)


    JPbike na szczycie podjazdu - zawsze warto dla takich widoczków wspinać się do góry :)


    W miejscowym Parku Zdrojowym robimy przerwę przy pijalni wód - miejscowa woda smakowała wyjątkowo !


    Tereny między Świeradowem Zdrój, a Karpaczem są mi dobrze znane i od wyjazdu z uzdrowiska przejąłem rolę przewodnika prowadzącego ekipę.

    Przerwa na Rozdrożu Izerskim (767 m)


    Na Zakręcie Śmierci, mnie tam nic nie straszyło :)


    No, zdarza się, że samowyzwalacz jest szybszy :)


    W Szklarskiej Porębie zrobiliśmy przerwę na obiad i ruszyliśmy krętym zjazdem w kierunku ...

    ... Wodospadu Szklarki :)


    A następnie przez Piechowice, Jelenią Górę (Sobieszów) i Sosnówkę skierowałem ekipę na jeden z solidnych podjazdów do Karpacza Górnego, wszyscy dali radę wjechać na górę :)

    Młynarz na podjeździe


    Jeden z najtrudniejszych podjazdów wyprawy zdobyty !
    Wjechać z sakwami i przyczepką to nie lada wyzwanie ...


    Natomiast ostrą stromiznę pod kościółek Wang oprócz mnie pokonali: Młynarz, Matys i Pixon - twardziele !


    Ekipa przy Wangu, wraz z sympatyczną rodzinką :)


    Młynarz i Matys na początku długiego zjazdu z widokiem na karkonoskie szczyty


    Śnieżka oświetlona zachodzącym słońcem


    Kolorowy zachód drugiego dnia wyprawy


    Po dotarciu (zjeździe) do Kowar i obraniu kierunku do Kamiennej Góry zdecydowaliśmy się rozbić namioty na parkingu na podjeździe przy skałkach.
    Fajna miejscówka, nawet był potok, gdzie można było się umyć, choć woda lodowata :)
    Spać udajemy się ponownie około północy.

    Nocleg przed LEŚNĄ - Leśna - Czocha - Złotniki Lubańskie - Złoty Potok - Giebułtów - Wolimierz - Pobiedna - Świeradów Zdrój - Rozdroże Izerskie (767 m) - Szklarska Poręba - Piechowice - Jelenia Góra (Sobieszów) - Podgórzyn - Marczyce - Sosnówka - Karpacz - Ściegny - Kowary - miejscówka za KOWARAMI

    Dzień pierwszy, dzień trzeci :)



  • dystans : 176.64 km
  • teren : 5.00 km
  • czas : 09:25 h
  • v średnia : 18.76 km/h
  • v max : 42.00 km/h
  • rower : Accent Tormenta 2
  • Dookoła Polski - dzień 1

    Poniedziałek, 13 lipca 2009 • dodano: 22.07.2009 | Komentarze 15


    Nadszedł długo oczekiwany dzień na rozpoczęcie wielkiej wyprawy !
    Po porannej krzątaninie wyruszyliśmy spod rodzinnego domku Piotrka po 8-mej rano, sporo miejscowych i okolicznych znajomych Młynarza się zebrało by zobaczyć tą wyjątkową chwilę, wszyscy mieli uśmiech na twarzach :)

    Pierwszy kierunek obraliśmy na Urząd Miasta Jasienia, gdzie pani burmistrz w otoczeniu współpracowników nas uroczyście pożegnała i życzyła powodzenia, była miejscowa telewizja, krótkie wywiady i uroczysta jazda za autem Straży Miejskiej.

    Następnie parę kilometrów za Jasieniem zatrzymaliśmy się by pożegnać się z rodzinką Darka, którzy przejechali z nami honorowe kilometry - było bardzo fajnie :)

    Od tej chwili to już była jazda w kierunku Żar - miasta Mateusza, gdzie na tamtejszym rynku również było spotkanie z burmistrzem, krótki wywiad. Poza tym wpadliśmy jeszcze pod pracę Matysa - poza pożegnaniem, każdy uczestnik skorzystał z wagi - wiadomo taka wyprawa to spalanie masy kalorii :)

    No to JAZDA !

    Początkowe kilometry pokonywaliśmy przyjemnie wśród lubuskiej zieleni


    Obładowane bikerki - robią wrażenie :)


    W Łęknicy zatrzymujemy się przy mini markecie i robimy zakupy - głównie jedzonko i picie.

    Brama w nadgranicznej Łęknicy


    W pięknym Parku Mużakowskim, po niemieckiej stronie


    Podczas pierwszego dłuższego postoju na popas w tymże Parku


    Odpoczywający Młynarz, Asiczka i Kosma - posiadacze żółtych koszulek BS :)


    Kompletna ekipa pierwszego dnia wyprawy


    Pałac (Zamek ?) w Parku Mużakowskim w pełnej krasie


    Asiczka i Młynarz na lubuskim podjeżdziku


    Jak widać humory na trasie dopisują :) Tak trzymać !


    W Gozdnicy robimy przerwę na obiad w barze, której właścicielem jest bardzo sympatyczny Turek :)

    Mknący z prędkością świetlną peleton z sakwami :)


    Dojeżdżając do Zgorzelca na horyzoncie zaczęły pojawiać się ... GÓRY !

    Skąpany w popołudniowym słońcu wiadukt w Zgorzelcu


    Autostrada i wiatraki - widok w stronę Niemiec


    Graniczna Nysa Łużycka w Zgorzelcu


    Przerwa na zaopatrzenie żywnościowe


    Zachód słońca pierwszego dnia wyprawy ...


    Ze Zgorzelca wydostaliśmy przy zapadającym zmroku na boczne drogi w kierunku do Leśnej. Od tej chwili zaczęły się stopniowe podjazdy. W świetle lampek diodowych znaleźliśmy (było troszkę szukania) miejscówkę kilka kilometrów przed Leśną, rozbiliśmy namioty i poszliśmy spać około północy.

    JASIEŃ - Świbna - Żary - Lipniki Łużyckie - Zajączek - Cisowa - Jędrzychowice - Mieszków - Niwica - Włostowice - Czaple - Nowe Czaple - Łęknica - Przewoźniki - Potok - Przewóz - Lipna - Gozdnica - Bielawa Dolna - Stojanów - Pieńsk - Lasów - Żarka nad Nysą - Jędrzychowice - Zgorzelec - Łagów - Gozdanin - Rudzica - Włosień - Platerówka - Przylasek - nocleg przed LEŚNĄ

    Klik do dnia drugiego :)



  • dystans : 13.45 km
  • teren : 5.00 km
  • czas : 00:58 h
  • v średnia : 13.91 km/h
  • rower : Accent Tormenta 2
  • Wokół Jasienia

    Niedziela, 12 lipca 2009 • dodano: 15.08.2009 | Komentarze 0


    Dzień po Młynarz Oriencie wyruszyliśmy rekreacyjnie zwiedzić okolice Jasienia, naszym przewodnikiem był Piotrek :)

    Przerwa na widoczkowej skarpie :)


    Góra piachu ... szaleństwa były :)))


    Na przyszkolnym stadionie ścigałem się z Igorkiem i ... przegrałem zaciętą rywalizację ... :(
    Odwiedziliśmy również 15-ty południk i spotkaliśmy tatę Piotrka śmigającego na kolarce :)
    Ogólnie wycieczka w doborowym towarzystwie była bardzo fajna :)

    V max - 39.4 km/h (sprint z Młynarzem by wyprzedzić jego tatę)



  • dystans : 19.72 km
  • teren : 14.00 km
  • czas : 01:40 h
  • v średnia : 11.83 km/h
  • v max : 28.20 km/h
  • rower : Accent Tormenta 2
  • Młynarz Orient

    Sobota, 11 lipca 2009 • dodano: 15.08.2009 | Komentarze 5


    Po dotarciu rowerem do Jasienia i wspaniałym wieczorze, Młynarz bardzo mile zaskoczył nas wszystkich niespodzianką w postaci własnego rajdu na orientację :)
    Rano po śniadaniu i odebraniu mapki, karty startowej i ciasteczka wyruszyliśmy na trasę w 7 osobowym składzie: jahoo, anetka, kosma100, Igorek, WRK97, djk71 i JPbike.

    Przed startem - organizator udziela nam ogólnych informacji o rajdzie


    PK 1 – Mostek na Makówce zdobywamy, szukając od niewłaściwej strony.

    Pełne humoru bikerki - Asiczka i Anetka w akcji :)


    Super specjalista od terenowej jazdy - IGOREK


    Podczas zdobywania PK 2 - trochę błota też było


    Przerwa na lody - przy prawdziwie wiejskim sklepie


    Przy PK 3 - uczestnicy Młynarz Orientu 2009 :)


    Asiczka przy PK 4 - przy wiekowych dębach


    Zdobywając PK 5 - podziwialiśmy pałac w Jasionnej, niestety niszczejący.

    PK 6 – punkt czerpania wody … prawie jak wyspa :)



    PK 7 – leśne skrzyżowanie - zdobyliśmy bez przeszkód.

    Przy PK 8 – moim punkcie :)


    Natomiast szukając PK 9 (jak i PK8) mieliśmy troszkę błądzenia.

    Widoczek z wzniesienia (PK 9)


    Po bezproblemowym zdobyciu PK 10 ruszyliśmy na metę i wszyscy ukończyliśmy zawody z czasem 3:33 i z kompletem punktów !

    Zadowoleni uczestnicy na mecie rajdu :)


    Po odpoczynku nastąpiła uroczysta dekoracja zwycięzców. Ilość nagród była taka że wszyscy byliśmy w szoku: dyplomy, koszulki, mapy, długopisy :)

    Wielkie dzięki należą się dla organizatora za tak wspaniale zorganizowany rajd – w najdrobniejszych szczegółach spisał się jak najlepiej, każdy z uczestników był zadowolony i szczęśliwy – więcej takich chwil !
    Podziękowania należą się również rodzicom Piotrka, jak i Asi – wiadomo za co :)




  • dystans : 205.35 km
  • teren : 10.00 km
  • czas : 09:54 h
  • v średnia : 20.74 km/h
  • v max : 44.90 km/h
  • rower : Accent Tormenta 2
  • Do Jasienia z przyczepką :)

    Piątek, 10 lipca 2009 • dodano: 21.07.2009 | Komentarze 9


    W końcu dla mnie nadeszła długo oczekiwana chwila na pierwszą w życiu wyprawę.
    Na trasę wyruszyłem solidnie obładowany i z przyczepką BS-ową o 8-mej rano, obierając kierunek do rodzinnej miejscowości Młynarza, czyli do Jasienia :)
    Trasę postarałem się tak zaplanować, aby jak najczęściej poruszać się z dala od pędzących aut, zresztą wiadomo - dla nas, rowerzystów boczne drogi są na wagę złota :)

    Na podpoznańskim wiadukcie A2-tki, widok na zachód ...


    Początkowo było prawie bezwietrznie, a następnie powoli jazdę troszkę utrudniał mi czołowy wiatr, choć znośny ...

    Typowa szosa wśród drzew ...


    Pałac w Gościeszynie


    W Bojadle (Lubuskie) chciałem się przeprawić przez Odrę promem ... gdy tam dojechałem to ujrzałem na tablicy że przeprawa jest nieczynna :( ... więc po krótkim przestudiowaniu mapy zdecydowałem się skierować do Nowej Soli, i mostem pokonać rzekę - oznaczało to nadłożenie dodatkowych 15-20 km ...

    Przerwa na obowiązkowego lodzika na opuszczonej stacji paliw


    Na szosie w drodze do Nowej Soli ...
    Ziemia Lubuska to jedna z najbardziej zalesionych regionów kraju :)


    Na nowosolskim moście nad Odrą ...


    Podążając z przyczepką szosą do Nowogrodu Bobrzańskiego zaczęło się chmurzyć i drobno padać ...

    Kościół w Studzieńcu


    No i rozpadało się ... na szczęście krótkotrwale i schroniłem się na kilkanaście minut pod drzewem :)


    Po 150 km jechało mi się ciężej ... no przez wiatr, stopniowe zmęczenie, nie pisząc już o obładowanym rowerze z przyczepką - a jednak kręciłem dalej jak na twardziela przystało, Młynarz również wysyłał mi smsiki i na kilka kilometrów przed Jasieniem wyruszył po mnie z naprzeciwka :)))

    Cel osiągnięty i nieplanowana dwusetka zdobyta ... i to z przyczepką :)))


    Trasa: POZNAŃ - Plewiska - Głuchowo - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Tomice - Rybojedzko - Sapowice - Strykowo - Kąkolewo - Jaskółki - Karczewo - Kamieniec - Wąblewo - Parzęczewo - Trzcinica - Wielichowo - Prochy - Tarnowa - Gościeszyn - Stara Dąbrowa - Nowy Widzim - Stary Widzim - Kębłowo - Świętno - Sławocin - Kolsko - Lipka - Konotop - Strumiany - Kartno - Bojadła (nieczynna przeprawa promowa i nawrót do Konotopu) - Lubięcin - Lipiny - Przyborów - Nowa Sól - Studzieniec - Mirocin Dolny - Kamionka - Niwiska - Kaczenice - Nowogród Bobrzański - Zabłocie - Guzów - Wicina - JASIEŃ



  • dystans : 30.32 km
  • teren : 20.00 km
  • czas : 01:10 h
  • v średnia : 25.99 km/h
  • v max : 40.90 km/h
  • rower : Accent Tormenta 2
  • Rozgrzewka standardem przed wyprawą

    Czwartek, 9 lipca 2009 • dodano: 09.07.2009 | Komentarze 9


    Jutro dla mnie zaczyna się pierwsza w życiu wyprawa rowerowa - ale się cieszę !
    Przez tydzień będę towarzyszył bikesatowiczom w Wyprawie Dookoła Polski.
    Z pobytu u kosmy100 wróciłem do Poznania po 1-szej w nocy, mało spałem i od razu wziąłem się za krzątaninę sprzętową, poszła mi sprawnie.
    Jutro rano jadę do Jasienia - rowerem oczywiście i to z przyczepką BS-ową.

    Prawie gotowy do startu :)


    A co do dzisiejszej jazdy to udałem się na swój standard.

    Kategoria do 50 km


  • dystans : 46.89 km
  • teren : 2.00 km
  • czas : 02:35 h
  • v średnia : 18.15 km/h
  • v max : 37.60 km/h
  • rower : Accent Tormenta 1
  • Z Kosmą ... c.d. ...

    Środa, 8 lipca 2009 • dodano: 09.07.2009 | Komentarze 6


    Podobnie jak wczoraj i dziś ponownie po południu sam udałem się pod jej pracę.
    Tym razem jechałem po mokrych ulicach Dąbrowy Górniczej, Sosnowca (po drodze mijałem jeden zalany tunel) i Katowic.
    Z racji mniejszej ilości czasu udaliśmy się na krótszą wycieczkę
    A zatem najpierw na Nikiszowiec, przez Mysłowice i na sławny Trójkąt.
    W drodze powrotnej kręciliśmy w niezłym deszczu, po ulicach płynęły strumyki :)

    Nikiszowiec - charakterystyczna zabudowa


    Przy Trójkącie Trzech Cesarzy


    A przed 20-tą udałem się w podróż powrotną już autem do Poznania.



  • dystans : 68.53 km
  • teren : 10.00 km
  • czas : 03:26 h
  • v średnia : 19.96 km/h
  • v max : 42.97 km/h
  • rower : Accent Tormenta 1
  • Kręcenie z Kosmą

    Wtorek, 7 lipca 2009 • dodano: 07.07.2009 | Komentarze 12


    Po pobycie w Krynicy Zdrój przeniosłem się do Dąbrowy Górniczej.
    Wiadomo u kogo się zatrzymałem :)
    A tegoż dnia, korzystając ze szkicu sporządzonego przez Monikę udałem się sam w gąszczu nieznanych mi ulic pod jej pracę i tak dalej to już wspólnie kręciliśmy.

    Ja przy katowickim Spodku - pierwszy raz w życiu


    Przy słynnej Żyrafie


    "Bojowa" twarz Kosmy na mostku :)


    Jak widać ... Kosma potrafi :)


    Przy chorzowskim zoo również byliśmy


    No, tablice na polu golfowym z przestrogą nie pomogły :)


    Odwiedziliśmy również cmentarz żołnierzy niemieckich w Siemianowicach Śląskich


    W drodze na Pogorie ...


    Po wyjątkowym napoju stało się coś jak na etykiecie: "Nigdy nie jeżdżę po alkoholu" :)




  • dystans : 75.73 km
  • teren : 70.00 km
  • czas : 06:19 h
  • v średnia : 11.99 km/h
  • v max : 60.22 km/h
  • rower : Accent Tormenta 1
  • MTB Marathon Krynica Zdrój

    Sobota, 4 lipca 2009 • dodano: 05.07.2009 | Komentarze 10


    Kolejny start w golonkowym cyklu … pełna nazwa tej edycji brzmiała: Krynica Adventure Race – to wypadało wystartować, koniecznie na giga po przygodę :)
    Motywacja była większa bo na te zawody zjechała ekipa Dampersów na górski debiut, czyli Damian i Czarek, oraz wraz z Nimi Arek – więc okazja do porównania formy … :)
    Pobudka o 7-mej, krzątanina śniadaniowo – sprzętowa i po 9-tej i zjechaliśmy z noclegowni na miejsce startu … Damian zaliczył glebę na mokrym asfalcie … W sektorze (trzecim) wszyscy ustawiliśmy się spokojnie i w połowie. Start nastąpił krótko po 10-tej, początkowo kręciliśmy lekko w dół po ulicy, by po chwili skręcić na podjazd (czerwony szlak) … tak jak myślałem – tam zaczęła się powolna selekcja. Zarówno Damiana, Czarka miałem tam w zasięgu wzroku, nie było sensu od razu atakować, zresztą całą trasę już przejechałem (klik1, klik2) :) Na tym pierwszym podjeździe jakoś nie mogłem złapać swojego rytmu … Po chwili wyprzedziłem Czarka, a następnie na pierwszym zjeździe Damiana … i tak już zostało do mety :) Nastapił trudny, błotnisty zjazd, zaszalałem trochę, parę osób wyprzedziłem i gdzieś Arka minąłem. Po chwili okazało się że pętla została skrócona w stosunku do tej co była naszkicowana na mapie (pewnie przez ilość błota – w nocy padało i na dwie godziny przed startem też na krótko spadł deszcz). Po zjeździe nastąpił początek długiego podjazdu na najwyższy punkt trasy: Jaworzynę (1114m). Arek mnie tam wyprzedził. Na tym podjeździe złapałem swój rytm i bez większego zmęczenia wjechałem na szczyt. Potem krótki zjazd do krzyżówki czerwonego z niebieskim i zaczął się długi, leśny zjazd, najpierw spoczko, a następnie … mega błotnisty, koła zapadały na 10 cm głębokości … o dziwo nieźle tam mi poszło i kilku na takiej trudnej nawierzchni wyprzedziłem. Po chwili był krótki, acz stromy podjazd i pojawił się żółty szlak, który biegł przez górne patrie … gdzieś tam na krótkim zjeździe znów Arka wyprzedziłem. W momencie, gdzie zaczynał się zjazd do Krynicy – pętla giga łączyła się z … mini i zacząłem ostre dublowanie Mini-owców. I stało się coś na szczęście niegroźnego - na zjeździe wpadłem w koleinę i lot przez kierownicę (chyba przy 35 km/h), wylądowałem wprost twarzą w błoto, na moim nosie pojawiła się ryska :) Po chwili jeszcze jedną błotną glebkę zaliczyłem. Po zjechaniu do Krynicy nastąpił początek kolejnego podjazdu biegnącego żółtym szlakiem na 864 metrowy szczyt (Huzary), gdzie znajduje się rozjazd giga, mega i mini. Zanim tam dotarłem (błotniście oczywiście), zaczęły się problemy z klejącym się do najmniejszej zębatki korby łańcuchem, nauczony doświadczeniem ze Szczawnicy, zabrałem ze sobą smar – w sumie trzykrotnie na całej trasie powtarzałem tą czynność … Podczas króciutkiego postoju i pierwszego smarowania znów (i po raz ostatni) Arek mnie wyprzedził. Techniczny zjazd do Tylicza pokonałem bez szaleństw. Jadąc przez Tylicz asfaltem uformowała się pięcioosobowa grupka i tak zajechaliśmy do skrętu na drogę z betonowych płyt. Natomiast szutrową drogę, po której była masa przejazdów przez strumyki (w tym jeden o głębokości ponad suport) pokonywaliśmy w pojedynkę – wszyscy swoim tempem. Przed kulminacją kolejnego podjazdu (pobliże Ostrego Wierchu, 938m) nastąpiła niesamowita, kamienista stromizna i wszyscy wprowadzali tam swoje rumaki. Ja niosłem swojego na plecach :) Kolejny techniczny zjazd - bez szarżowania pokonałem i dotarłem do wschodniego krańca całej trasy. Wtedy zacząłem powoli czuć, że ubywa mi sił. Dobrze, że na giga były cztery bufety – na każdym się zatrzymywałem i wcinałem coś, co się dało. Kolejny długi podjazd biegnący czerwonym szlakiem pokonywałem już wolnym tempem, byle by mi starczyło mocy na osiągnięcie mety na przyzwoitym wyniku. Po wjechaniu pojawił się długi zjazd, szeroki i szutrowy – zjechałem prawie bez kręcenia korbą. I znalazłem się w Izbach wraz z innym Dampersem (Łukaszem), który mi przez jakiś czas towarzyszył. Znów podjazd – tym razem kamienisty i tradycyjnie już błotnisty, w górnej części tegoż podjazdu przez błoto, które powodowało ciągły uślizg tylnego koła – wprowadzałem bika. Po zjeździe bez szaleństw do Mochnaczki Niżnej kolejny podjazd, asfaltowy i dość stromy. Potem skręt na żółty szlak – ten sam, biegnący do miejsca rozjazdu. Po wjechaniu na szczyt - zjazd w kierunku Góry Parkowej. Ja, przywyknięty do tych golonkowych końcówek spodziewałem się kolejnych niespodzianek – i też tak się stało :)
    Organizator urządził tam niezłą pętelkę typu XC, a ja w nogach miałem tyle długich wspinaczek i jechałem już na resztkach sił. Właśnie na stokach Góry Parkowej sporo ze mną się działo - pierwszy tamtejszy bardzo stromy zjeżdzik zjechałem bez problemów, następnie był podjazd po torze saneczkowym – znów przez błotko i zmęczenie fragment wprowadzałem, i wreszcie zjazd do mety, na niesamowicie stromym, trawiastym i śliskim downhillu wyskoczyła mi z mocowania do ramy linka tylnego hamulca … i od razu efektowne OTB :) Po chwili jeszcze trzy wywrotki zaliczyłem – bilans: kolejne rysy na nogach i łokciach. W końcu osiągnąłem metę :)
    Po mecie chwilę odpocząłem, udałem się na spotkanie z Karoliną i Darkiem – Oni widząc mnie i mój rower totalnie uwalonych byli pod giga wrażeniem :)
    Po tradycyjnym, serwowanym przez organizatora makaronie to już jazda do noclegowni i mycie rowerów z masy błota.

    83/142 - open GIGA
    28/54 - M3

    Wynik dla mnie całkiem przyzwoity i prawie identyczny jak w Szczawnicy :)
    Podsumowując – dla mnie był to jak do tej pory najcięższy giga maraton, tyle długich podjazdów, masa błota, dużo technicznych zjazdów …
    Jednym zdaniem: na całej trasie wszystko było, by w pełni poczuć się prawdziwym MTB-owcem :)

    Sektor trzeci, luzik w oczekiwaniu na start


    Na jednym z pierwszych zjazdów - jak widać korzennym :)


    To już w górnych patriach w drodze na Jaworzynkę ...


    Impresja zjazdowa :)


    Damian, Arek, Ja i Czarek twardziele po zawodach :)