top2011

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Jacek ze stolicy Wielkopolski
Info o mnie.

- przejechane: 190633.73 km
- w tym teren: 69047.95 km
- teren procentowo: 36.22 %
- v średnia: 22.53 km/h
- łączny czas: 350d 17h 49m
- najdłuższy trip: 329.90 km
- max prędkość: 83.56 km/h
- max wysokość: 2845 m

baton rowerowy bikestats.pl

Wyprawy z sakwami

polska
logo-paris
logo-alpy
TN-IMG-2156 TN-IMG-2156 tn-IMG-6357

Zrowerowane gminy



Archiwum 2025 button stats bikestats.pl 2024 button stats bikestats.pl 2023 button stats bikestats.pl 2022 button stats bikestats.pl 2021 button stats bikestats.pl 2020 button stats bikestats.pl 2019 button stats bikestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl 2011 button stats bikestats.pl 2010 button stats bikestats.pl 2009 button stats bikestats.pl 2008 button stats bikestats.pl

Wpisy archiwalne w kategorii

w towarzystwie

Dystans całkowity:32403.54 km (w terenie 9220.98 km; 28.46%)
Czas w ruchu:1592:43
Średnia prędkość:20.34 km/h
Maksymalna prędkość:83.56 km/h
Suma podjazdów:116379 m
Maks. tętno maksymalne:177 (100 %)
Maks. tętno średnie:148 (82 %)
Suma kalorii:1575 kcal
Liczba aktywności:400
Średnio na aktywność:81.01 km i 3h 58m
Więcej statystyk
  • dystans : 148.86 km
  • teren : 5.00 km
  • czas : 07:23 h
  • v średnia : 20.16 km/h
  • v max : 42.58 km/h
  • podjazdy : 785 m
  • rower : Scott Scale 740
  • Mazursko - bałtycki spontan. Dzień 4

    Poniedziałek, 15 lipca 2024 • dodano: 04.08.2024 | Komentarze 2


    Klasyczna już pobudka, kawa, śniadanie, sprawne zwijanie obozowiska i ruszamy o 8:45 na dalszą trasę z zamiarem dotarcia nad morze, a dokładniej nad Zatokę Gdańską.
    W skrócie - ten asfaltowy odcinek od Prosny (noclegownia) do Fromborka to prócz miłych pagórków i bliskości z ruską granicą etap głównie przelotowy.

    Pierwsze kilka km-ów pokonywaliśmy po paskudnym asfalcie
    Pierwsze kilka km-ów pokonywaliśmy po paskudnym asfalcie © JPbike

    W Spytajnach dopadł nas deszcz i niespełna pół godz. stopu na przystanku
    W Spytajnach dopadł nas deszcz i niespełna pół godz. stopu na przystanku © JPbike

    Kręcimy po mokrym. Generalnie nuda, ale bez przesady
    Kręcimy po mokrym. Generalnie nuda, ale bez przesady © JPbike

    Na stadionie w Pieniężnie rozegraliśmy kunkursik rzutu karnego :)
    Na stadionie w Pieniężnie rozegraliśmy konkursik rzutu karnego :) © JPbike

    Pozostałości po niedoszłej autostradzie do Królewca
    Pozostałości po niedoszłej autostradzie do Królewca © JPbike

    Ostatnia długa prosta i podjazdowa do Fromborka
    Ostatnia długa prosta i podjazdowa do Fromborka © JPbike

    Katedra we Fromborku, która wygląda jak zamek
    Katedra we Fromborku, która wygląda jak zamek © JPbike

    Na deptaku we Fromborku decydujemy się na jedyny na wyprawie i sławny "paragon grozy" w postaci: 100g frytek, porcja surówek i 3 małe kawałki dorsza za 55zł + piwo za 12zł. Może i drogo, ale przynajmniej cywilizowany obiadek zjedliśmy :)
    W trakcie tejże przerwy było gadanie odnośnie przeprawienia się przez Zalew Wiślany, po spojrzeniu w necie na godziny kursowania statków z pobliskiego Tolkmicka wychodziło na to że przyjdzie nam przenocować gdzieś w pobliżu i rano rejs.
    Wskakujemy na swoje obładowane rowery i na luzie jedziemy zobaczyć fromborski port, a tam niespodzianka - stoi tramwaj wodny i facet który czeka na pasażerów, zagadujemy się i za 50zł od osoby wsiadamy na pokład i tak mamy rejs do Piasków. Fajna sprawa i cel tegoż dnia będzie osiągnięty :)

    Słoneczny rejs po wielkim Zalewie Wiślanym
    Słoneczny rejs po wielkim Zalewie Wiślanym © JPbike

    W porciku w Piaskach. Skomplikowana procedura wyładunku naszego sprzętu :)
    W porciku w Piaskach. Skomplikowana procedura wyładunku naszego sprzętu :) © JPbike

    Granica z ruskimi na Mierzei Wiślanej zaliczona
    Granica z ruskimi na Mierzei Wiślanej zaliczona © JPbike

    Przygraniczna plaża, cel dnia osiągnięty. Małpki też spożyte :)
    Przygraniczna plaża, cel dnia osiągnięty. Małpki też spożyte :) © JPbike

    Jazda dalej na zachód miłą nadmorską rowerówką
    Jazda dalej na zachód miłą nadmorską rowerówką © JPbike

    Szybka dokumentacja jak wygląda tłok w nadmorskim kurorcie - tu Krynica Morska
    Szybka dokumentacja jak wygląda tłok w nadmorskim kurorcie - tu Krynica Morska © JPbike

    W Krynicy Morskiej czas zrobić zakupy żywnościowe w bardzo tłocznym markecie, ale obsługa przy kasie była super sprawna i szybko poszło :)

    Taka kąpiel, po prawie 150km rowerowania z sakwami to sama FRAJDA :)
    Taka kąpiel, po prawie 150km rowerowania z sakwami to sama FRAJDA :) © JPbike

    No i czas szukać miejscówki do przenocowania. Drogbas te rejony troszkę znał, bo kręcił tędy dwukrotnie i proponował skrawek ziemi między rowerówką a plażą. Po drobnych poszukiwaniach coś się znalazło, tylko gryzące owady nie ułatwiały sprawy w sprawnym rozbiciu obozika. Gdy już się udało to szybko wskoczyliśmy do swoich płóciennych domków, kolacyjka i czas spać.

    TRASA (na stravie).
    KLIK do dnia trzeciego, KLIK do dnia piątego.




  • dystans : 116.85 km
  • teren : 50.00 km
  • czas : 06:28 h
  • v średnia : 18.07 km/h
  • v max : 44.66 km/h
  • podjazdy : 745 m
  • rower : Scott Scale 740
  • Mazursko - bałtycki spontan. Dzień 3

    Niedziela, 14 lipca 2024 • dodano: 30.07.2024 | Komentarze 3


    Po pobudce wita nas piękna pogoda, zatem śniadanie, kawa i zwijanie obozowiska na miłej polance zleciały sprawnie, po czym ruszamy o 9:28 na mazurski etap wyprawy.
    Planując ową wyprawę początkowo zamierzaliśmy objechać całą MPR (300km), a jednak to rzeczywistość zweryfikowała nasz plan, ale po kolei.

    Jazda dalej. Zielono mi na Mazurach
    Jazda dalej. Zielono mi na Mazurach © JPbike

    Ilość napotkanych bocianich gniazd - niezliczona
    Ilość napotkanych bocianich gniazd - niezliczona © JPbike

    Jest klimatycznie, kompan to potwierdza
    Jest klimatycznie, kompan to potwierdza © JPbike

    Pagórkowaty wypas krów
    Pagórkowaty wypas krów © JPbike

    Jak widać - na zachodniej części MPR dominuje przeróżna nawierzchnia
    Jak widać - na zachodniej części MPR dominuje przeróżna nawierzchnia © JPbike

    Na powyższej fotce, chwilę wcześniej gdy zaczynałem tędy podjeżdżać, to z naprzeciwka ostro zjeżdżał (chyba) lokales na budżetowym (chyba) góralu i po podjechaniu Drogbas mówił mi że gościowi pękła rama i głośno krzyczał: "O, kur**, kur**, ..." :)

    Jak widać - bydło zażywa ochłody
    Bydło zażywa ochłody © JPbike

    Mała przerwa na zacnym punkcie widokowym
    Mała przerwa na zacnym punkcie widokowym © JPbike

    Takie szuterki są dobre na gravele, zresztą dwóch takich nas wyprzedziło - to widać
    Takie szuterki są dobre na gravele, zresztą dwóch takich nas wyprzedziło - to widać © JPbike

    Dokumentacja piaszczysto - podjazdowa fragmentu MPR
    Dokumentacja piaszczysto - podjazdowa fragmentu MPR © JPbike

    Takie se widoczki też się trafiają
    Takie se widoczki też się trafiają © JPbike

    Załapane mazurskie słoneczniki
    Załapane mazurskie słoneczniki © JPbike

    Przejazd przez Dobę
    Przejazd przez Dobę © JPbike

    Nawierzchnia stara i nowa, czyli na tej trasie jest wszystko
    Nawierzchnia stara i nowa, czyli na tej trasie jest wszystko © JPbike

    Kolejny szuterek z pagórkami
    Kolejny szuterek z pagórkami © JPbike

    Podziwiamy młode boćki
    Podziwiamy młode boćki © JPbike

    Po przejechaniu 55km po niełatwej dla obciążonych bikerów nawierzchni, w wiosce Radzieje robimy przerwę z dodatkiem ulubionego trunku i obaj stwierdzamy że owa część MPR nie przypada nam do gustu, nie tylko z powodu bardzo zmiennego i nierównego podłoża, ale i braku pięknych i częstych widoczków na mazurskie jeziora, zatem postanowiliśmy że po dojechaniu na północny kraniec MPR podejmiemy decyzję odnośnie dalszego kierunku.


    Kanał Mazurski © JPbike

    Jezioro Mamry (by dron)
    Jezioro Mamry widziane od północy (by dron) © JPbike

    Nieukończona śluza Leśniewo Górne. Tu można zobaczyć hitlerowską wronę
    Nieukończona śluza Leśniewo Górne. Tu można zobaczyć hitlerowską wronę © JPbike

    Ten obiekt robi wrażenie. U-Booty w planach miały tędy pływać
    Ten obiekt robi wrażenie. U-Booty w planach miały tędy pływać © JPbike

    Po zwiedzeniu powyższego i niedoszłego obiektu, który nam się podobał, ponoć Drogbas to fan militarnych klimatów - zapadła decyzja że odpuszczamy MPR i kręcimy dalej w stronę Zalewu Wiślanego.

    Jeszcze jeden widoczek na Mazury i jazda nad Bałtyk
    Jeszcze jeden widoczek na Mazury i jazda nad Bałtyk © JPbike

    Czas na przerwę późno-obiadową
    Czas na przerwę późno-obiadową © JPbike

    Kręcimy dalej. Tym razem nawigowaniem w stronę morza zajmuje się Drogbas
    Kręcimy dalej. Tym razem nawigowaniem w stronę morza zajmuje się Drogbas © JPbike

    W stronę zachodzącego słońca. Słabo tam dbają o takie rowerówki
    W stronę zachodzącego słońca. Słabo tam dbają o takie rowerówki © JPbike

    No i czas szukać miejscówki do przenocowania - tym razem było ciężko, same pola wokół i malutkie fragmenciki lasów, w jednym miejscu zaatakowało nas agresywne robactwo, no to szukamy dalej, rozglądamy się i w końcu coś w miarę dobrego się znalazło - fragment między polem kukurydzy a lasem. Rozbijamy obozik, myjemy się wodą z bidonu i szybko wskakujemy do namiotów, by nie zostać pogryzionym i pora spać.

    TRASA (na stravie).
    KLIK do dnia drugiego, KLIK do dnia czwartego.




  • dystans : 167.19 km
  • teren : 20.00 km
  • czas : 07:58 h
  • v średnia : 20.99 km/h
  • v max : 49.71 km/h
  • podjazdy : 789 m
  • rower : Scott Scale 740
  • Mazursko - bałtycki spontan. Dzień 2

    Sobota, 13 lipca 2024 • dodano: 28.07.2024 | Komentarze 3


    W nocy nieźle lało, zatem był test wodoodporności mojego kilkunastoletniego namiotu - spadło na mnie w sumie raptem kilkanaście kropel, a rano na podłodze pojawiła się kałuża o średnicy 15 cm, zatem całkiem spoczko i można było na luzie wypić kawę, zjeść śniadanie i zwijać obozowisko.

    Poranek na naszym obozowisku. Fajna miejscówka
    Poranek na naszym obozowisku. Fajna miejscówka © JPbike

    No i ruszyliśmy o 9:25, mając lekko mżawkową aurę i przyjemne 18°C.
    Główny cel tegoż dnia - dotarcie do Mrągowa, gdzie zaczyna się Mazurska Pętla Rowerowa.

    Kręcimy w mżawkowych klimatach
    Kręcimy w mżawkowych klimatach © JPbike

    Pałac Oehlrichów w Turzy Małej
    Pałac Oehlrichów w Turzy Małej © JPbike

    Po skręceniu na szuter mamy dokumentację jak mocno w nocy lało :)
    Po skręceniu na szuter mamy dokumentację jak mocno w nocy lało :) © JPbike

    Po przejechaniu 29km czas na przerwę, wypogodziło się i tak już zostało do końca dnia.

    Zamek w Nidzicy
    Zamek w Nidzicy © JPbike

    Dziedziniec zamkowy. Jest średniowieczny klimat
    Dziedziniec zamkowy. Jest średniowieczny klimat © JPbike

    By nie było nudno - w starciu Luke Skywalker vs Lord Darth Vader :)
    By nie było nudno - w starciu: Luke Skywalker vs Lord Darth Vader :) © JPbike

    Po ujechaniu paru km z Nidzicy mijamy "wodne" wioski: Napiwoda, Moczysko, Zimna Woda :)

    Kompan zapewne pomyślał o swoim kocie :)
    Kompan zapewne pomyślał o swoim kocie :) © JPbike

    Po 105km, w Pasymiu, nad jeziorem robimy przerwę obiadową + pogaduszki z lokalesem.

    Ponad 10km przyszło nam jechać taką pokolejową rowerówką
    Ponad 10km przyszło nam jechać taką pokolejową rowerówką © JPbike

    Mazurskie pagórki, typowy krajobraz jaki mijaliśmy
    Mazurskie pagórki, typowy krajobraz jaki mijaliśmy © JPbike

    Kolejny szuterek, którędy dalsza droga?
    Kolejny szuterek, którędy dalsza droga? © JPbike

    Po dojechaniu do celu dnia - do Mrągowa czas zrobić zakupy, bo jutro niedziela. Kręcąc dalej w stronę tamtejszego Jeziora Czos, zarówno owe miasto, jak i dość wąski przyjeziorny ciąg pieszo - rowerowy nie zrobiły na nas wrażenia, chyba dlatego że to nie nasze (tłoczne) klimaty.

    No i dotarliśmy do Mrągowa, na nadjeziorny zachód słońca i kąpiel
    No i dotarliśmy do Mrągowa, na nadjeziorny zachód słońca i kąpiel © JPbike

    Czas szukać miejscówki do spania. Po sprawnym wyjechaniu z miasta od razu znaleźliśmy się na oznakowanym szlaku MPR, na którym dominował głównie słabo wyrównany szuterek. No to ujechaliśmy parę km i przy powoli zapadającym zmroku, po zboczeniu z trasy niełatwo udało nam się coś niezłego znaleźć - polankę z widokiem na pagórki, rozbijamy namioty i czas spać, zwłaszcza po najdłuższej kilometrówce tejże wyprawy.

    Nocleg z widokiem na Księżyc (godz. 21:50)
    Nocleg z widokiem na Księżyc (godz. 21:50) © JPbike

    TRASA (na stravie).
    KLIK do dnia pierwszego, KLIK do dnia trzeciego.




  • dystans : 100.04 km
  • teren : 10.00 km
  • czas : 05:14 h
  • v średnia : 19.12 km/h
  • v max : 48.99 km/h
  • podjazdy : 599 m
  • rower : Scott Scale 740
  • Mazursko - bałtycki spontan. Dzień 1

    Piątek, 12 lipca 2024 • dodano: 26.07.2024 | Komentarze 2


    W wakacyjnym sezonie 2024, wraz ze starym kompanem Drogbasem nie mieliśmy ambitnych planów wyprawowych, zatem na spontanie wymyśliłem tygodniowy wypad na Mazury, nad Zalew Wiślany i kręcenie nadbałtycką trasą R-10 z wschodu na zachód. Ponoć prócz wyścigu w Nidzicy i spacerowego epizodu na molo w Sopocie, to tej pory nie byłem w tamtych okolicach.
    No to spotkaliśmy się przy stadionowej ciuchci Kolejorza i jazda wspólnie na poznański dworzec kolejowy, by stamtąd w okolicach południa wyruszyć składem Regio do Torunia.
    Po dwugodzinnej podroży i epizodycznym przejeździe przez Stare Miasto zaczęliśmy wielokilometrowe kręcenie, głównie bocznymi asfalcikami, jak i szutrowymi duktami w stronę Mazur, po drodze mijając typowe polskie wioski i miasteczka, jak i zaskakiwało nas pagórkowate ukształtowanie terenu, z wzniesieniami sięgającymi prawie 200m.n.p.m.

    Przekraczamy Wisłę w Toruniu
    Przekraczamy Wisłę w Toruniu © JPbike

    Szutrowa dokumentacja. Raz było fajnie, raz niefajnie
    Szutrowa dokumentacja. Raz było fajnie, raz niefajnie © JPbike

    Dobry humor na trasie to podstawa
    Dobry humor na trasie to podstawa © JPbike

    Typowy widok z pierwszego dnia wyprawy
    Typowy widok z pierwszego dnia wyprawy © JPbike

    Jeden z ładniejszych (i najwyższych) widoków
    Jeden z ładniejszych (i najwyższych) widoków © JPbike

    Z racji popołudniowego startu i dość upalnych warunków postanowiliśmy że tegoż dnia zrobimy przynajmniej stówkę i czas szukać miejscówki do przenocowania. Po zerknięciu na mapę i wyczajeniu jeziora skręciliśmy na przyjemny i leśny dukt, by po 5 km dotrzeć na wspomniany zbiornik wodny i troszkę trwało szukanie dobrego skrawka ziemi tuż przy brzegu jeziora. I tak przy powoli zapadającym zmroku rozbijamy namioty, kąpiemy się w czystym jeziorze (ale frajda :)), łykamy browarki i czas spać.

    TRASA (na stravie).
    KLIK do dnia drugiego.




  • dystans : 60.92 km
  • teren : 35.00 km
  • czas : 04:06 h
  • v średnia : 14.86 km/h
  • v max : 51.83 km/h
  • podjazdy : 1047 m
  • rower : Orbea Oiz M20
  • Pasmo Rowerowe Olbrzymy

    Wtorek, 9 lipca 2024 • dodano: 22.07.2024 | Komentarze 3


    Tegoż dnia naszego pobytu w Karkonoszach czas na gwóźdź programu - tytułowe i wymagające ścieżki do prawdziwego górskiego Pure MTB.
    Już sam dojazd spod campingu w Miłkowie do Borowic, do owych ścieżek był wymagający i mocno podjazdowy, bo skusiliśmy się na piesze szlaki, do tego drobniutkiego zabłądzenia nie zabrakło.
    No i czas się zabawić z pasją MTB. Dla kompana to pierwsza olbrzymowa wizytacja i do tego dawno nie jeździł na góralu po górach, a dla mnie to kolejny wypad na Olbrzymy, które nigdy mnie nie znudzą :)
    I tak kolejno myk, myk odcinkami Poświst, Błotnik, Czart, Skrzat, po czym fragmentem Drogi pod Reglami dotarliśmy do Michałowic na przerwę, by spożyć nasz ulubiony trunek i jazda na najtrudniejszą sekcję - Doppler, Zmora, Skarbek, Rokitnik - na tych odcinkach to jeździć Pure MTB trzeba już umieć :)
    W pewnym momencie, na banalnym fragmencie Drogbas zaliczył glebę z drobniutkimi szlifami i odezwały się u niego braki górskiej formy na MTB, zatem podjęliśmy słuszną decyzję że po zjechaniu do Piechowic wracamy asfaltem na camping. Niemniej cieszyło mnie to że na sporej większości odcinków wymagających techniki kompan nieźle dawał radę i zapewne z radochą będziemy tam wracać :)

    Kręcimy z porcją widoczków :)
    Kręcimy z porcją widoczków :) © JPbike

    Atrakcja napotkana na drodze
    Atrakcja napotkana na drodze © JPbike

    Kaplica Św. Anny na Grabowcu
    Kaplica Św. Anny na Grabowcu © JPbike

    No i czas się zabawić na Olbrzymach
    No i czas się zabawić na Olbrzymach © JPbike

    W akcji na Olbrzymach (1)
    W akcji na Olbrzymach (1) © JPbike

    W akcji na Olbrzymach (2)
    W akcji na Olbrzymach (2) © JPbike

    W akcji na Olbrzymach (3)
    W akcji na Olbrzymach (3) © JPbike

    W akcji na Olbrzymach (4)
    W akcji na Olbrzymach (4) © JPbike

    Przerwa w Michałowicach
    Przerwa w Michałowicach © JPbike

    W akcji na Olbrzymach (5)
    W akcji na Olbrzymach (5) © JPbike

    W akcji na Olbrzymach (6)
    W akcji na Olbrzymach (6) © JPbike

    W akcji na Olbrzymach (7)
    W akcji na Olbrzymach (7) © JPbike

    W akcji na Olbrzymach (8)
    W akcji na Olbrzymach (8) © JPbike




  • dystans : 34.89 km
  • teren : 16.00 km
  • czas : 02:15 h
  • v średnia : 15.51 km/h
  • v max : 67.18 km/h
  • podjazdy : 821 m
  • rower : Orbea Oiz M20
  • Karkonoska rozgrzewka

    Poniedziałek, 8 lipca 2024 • dodano: 20.07.2024 | Komentarze 3


    Wakacje czas zacząć. Na początek krótki, bo trzydniowy wypad z kompanem w Karkonosze pod namioty na świetny camping w Miłkowie, który gorąco polecamy - pani w recepcji bardzo sympatyczna, a pan ochroniarz osobiście poinformował nas że rowery będzie pilnował na noc.
    Po dotarciu, rozbiciu obozowiska i posileniu się ruszamy popołudniową porą na tytułowy trip, na górskie kręcenie.
    Najpierw przez Ściegny i boczne, grubo podjazdowe uliczki w Karpaczu zdobywamy górną część tegoż miasta, by po chwili wjechać na znaną nam doskonale Drogę Chomontową. Będąc już wysoko, decydujemy się wjechać jeszcze wyżej, w nieznany nam dukt, na którym po pewnym czasie przejezdne waruny ustąpiły wielkim kamieniom, zatem tam urządziliśmy przerwę z porcją arcywidoczków i dobrym trunkiem :)
    No i pora wracać. Na szerokim i bardzo szybkim odcinku Chomontowej dałem kompanowi przejechać się w dół moim fullem - a ten pognał w dół tak pod prawie 70km/h, do tego na szutrze z poprzecznymi belkami odwadniającymi, i co - był w szoku że na pełnym zawieszeniu gna się w dół bardzo pewnie i na luzie, do tego zapowiedział zbudowanie dla siebie właśnie fulla :)
    Dalsza jazda w dół to fragmencik Olbrzymów, żółtym szlakiem do Przesieki i wracamy na camping asfaltem przez Podgórzyn i Sosnówkę.

    Jak dobrze znów być z rowerem w górach
    Jak dobrze znów być z rowerem w górach © JPbike

    Ściana podjazdowa w Karpaczu (ul. Myśliwska)
    Ściana podjazdowa w Karpaczu (ul. Myśliwska) © JPbike

    Podjazd klimatyczną Drogą Chomontową
    Podjazd klimatyczną Drogą Chomontową © JPbike

    Troszkę karkonoskiej wycinki zastaliśmy
    Troszkę karkonoskiej wycinki zastaliśmy © JPbike

    W górach lubię takie klimaty
    W górach lubię takie klimaty © JPbike

    Lekko nie było, urok rasowego MTB-owania
    Lekko nie było, urok rasowego MTB-owania © JPbike

    Takie przerwy dla nas są najlepsze :)
    Takie przerwy dla nas są najlepsze :) © JPbike

    Dokumentacja że górski bike-walking z rowerem też był
    Dokumentacja że górski bike-walking też był © JPbike

    Ten fragment zacnych Olbrzymów jechaliśmy
    Ten fragment zacnych Olbrzymów jechaliśmy © JPbike

    Przy kultowym Tramwaju w Podgórzynie
    Przy kultowym Tramwaju w Podgórzynie © JPbike




  • dystans : 43.46 km
  • teren : 3.00 km
  • czas : 01:39 h
  • v średnia : 26.34 km/h
  • v max : 38.04 km/h
  • podjazdy : 99 m
  • rower : Sztywna Biria
  • Do kompana z kompanem

    Piątek, 19 kwietnia 2024 • dodano: 20.04.2024 | Komentarze 2


    Start o 16:36, chłodno (6°C) i w warunkach przelotnych deszczów, zatem w użyciu znów zimówka z pełnymi błotnikami, a miałem ją już rozkręcać i składać wyprawowego Scotta Scale ...
    Drogbas załatwiał sprawkę w Poznaniu i gdy ruszyliśmy wspólnie to kompan mówił że jest zaskoczony sporym zakorkowaniem stolicy Wielkopolski w godzinach szczytu. W Batorowie dopadł nas mocny przelotny deszcz - przeczekaliśmy w wiacie przystankowej, po czym jazda dalej do Szamotuł przez Lusowo, Tarnowo Podgórne, Górę, Dolne Pole, Kaźmierz, Radzyny i Piaskowo.
    W chacie kompana dokończyliśmy składanie nowego rumaka MTB - robota zleciała sprawnie, próbna jazda odbyta i teraz już tylko robić na nim dobre tripy MTB :)
    Natomiast powrót do domu przebiegł już wozem technicznym w okolicach północy.

    No i tegoż dnia swój żywot zakończyła najdłużej posiadana i użytkowana opona w mojej stajni - 26 calowa drutówka Schwalbe Hurricane, zakupiona w 2009 i w trakcie wypraw z sakwami widziała m.in. Paryż, Amsterdam, Alpy i Rzym ...

    Koniec pięknego żywota 15-letniej oponki
    Koniec pięknego żywota 15-letniej oponki © JPbike




  • dystans : 138.54 km
  • czas : 05:27 h
  • v średnia : 25.42 km/h
  • v max : 41.54 km/h
  • hr max : 158 bpm, 92%
  • hr avg : 126 bpm, 73%
  • podjazdy : 352 m
  • rower : Sztywna Biria
  • Wokół Puszczy Noteckiej

    Niedziela, 18 lutego 2024 • dodano: 19.02.2024 | Komentarze 3


    Kolejny w swoim rowerowym życiorysie wyjazd na swoją ulubioną (poza górami) asfaltową pętlę. Wyznaczona przeze mnie trasa jest niemal idealna dla takich jak ja, czyli "uszosowionych" MTB-owców, a to dlatego że pomyka się po każdym rodzaju asfalcie - od super gładkich, poprzez porowatych, z wybojami i kończąc na takich z dziurami, a najlepszą sprawą jest to że niemal całość biegnie przez wielki i klimatyczny las.

    Z racji że moja szosówka obecnie zimuje w ultra malutkim schowku, to wybrałem się zimówką. Na wspólną jazdę ochoczo skusił się mój stary kompan Drogbas, również na góralu ze sztywnym widelcem.
    Najpierw zmotoryzowany dojazd do Wronek i startujemy wspólnie o 11:11, w pochmurnej i dość chłodnej (5°C) aurze. Szczegółowo nie ma co pisać, bo to trasa głównie do podziwiania uroków Puszczy Noteckiej i właśnie tym cieszyliśmy się najbardziej :)
    Wypada również zanotować że grubo po przekroczeniu setki nas obu coraz bardziej dopadało zmęczenie i powolny ubytek sił w nogach, pod zaparkowane auto dojechaliśmy troszkę ujechani, ale szczęśliwi bo tego nam od dawna brakowało, czyli dzień był udany, tylko mogłoby być cieplej :)

    Pomykanie po wszystkich rodzajach asfaltu. Po lewej płynie Warta
    Pomykanie po wszystkich rodzajach asfaltu. Po lewej płynie Warta © JPbike

    Na takich leśnych trasach gęby same się uśmiechają :)
    Na takich leśnych trasach gęby same się uśmiechają :) © JPbike

    Starą i zrujnowaną architekturę też można podziwiać
    Starą i zrujnowaną architekturę też można podziwiać © JPbike

    Odcinek dobrej rowerówki też się znajdzie (przed Drezedenkiem)
    Odcinek dobrej rowerówki też się znajdzie (przed Drezedenkiem) © JPbike

    Kompan mówi że jest fajnie w takim dużym i klimatycznym lesie :)
    Kompan mówi że jest fajnie w takim dużym i klimatycznym lesie :) © JPbike




  • dystans : 111.66 km
  • teren : 27.00 km
  • czas : 05:13 h
  • v średnia : 21.40 km/h
  • v max : 41.19 km/h
  • podjazdy : 436 m
  • rower : Black Peak
  • Fajna stówka z Drogbasem

    Sobota, 30 grudnia 2023 • dodano: 31.12.2023 | Komentarze 2


    Zagadałem się z Drogbasem na dłuższy trip gdzieś dalej od mojej chaty.
    Pobudka wczesna, pożywne śniadanie i zmotoryzowany dojazd na miejsce startu, do Szamotuł i lekko po 10-tej ruszamy wspólnie, w całkiem spoczko, słoneczno, pochmurno i wietrznej aurze (6°C), jak i mieliśmy szczęście w postaci tego że omijał nas przelotny deszcz - tylko pomykać :)
    Na początek kurs przyjemną, asfaltową rowerówką do Obrzycka, po tym troszeczkę terenu przez klimatyczną Puszczę Notecką i ponownie asfaltowe pomykanie przez Klempicz, Lubasz i dalej do Czarnkowa. W tymże mieście plan był taki - najpierw do sklepu firmowego by zakupić lokalnego browarka, po tym jazda na (chyba) jedyną w WLKP skocznię narciarską, zwaną "Pod Grzybkiem" (K-30) - zrealizowany należycie :)
    No to czas na drogę powrotną, w nawigacji odpaliłem trasę asfaltowo-terenową do Obornik, która zleciała nam sprawnie, no poza mocnym i przeważnie przednio-bocznym wiatrem. Po przekroczeniu Warty w Obornikach powoli zapadał zmrok, a nam pozostał jeszcze dojazd do punktu startowego, początkowo przez przyjemny las (bo nie wiało), a następnie przez pola, na których prócz zapadających ciemności musieliśmy się zmierzyć z paskudnym i niesprzyjającym wiatrem.
    Koniec końców dojechaliśmy do Szamotuł nieźle ujechani, ale szczęśliwi z bardzo dobrego kilometrażu i fajnej trasy na koniec 2023 roku :)

    Cały urok pięknej i klimatycznej Puszczy Noteckiej
    Cały urok pięknej i klimatycznej Puszczy Noteckiej © JPbike

    Fajnie tam, na pagórkach przed Czarnkowem. Znajdż wiatrak :)
    Fajnie tam, na pagórkach przed Czarnkowem. Znajdź wiatrak :) © JPbike

    Zielono mi w grudniu
    Zielono mi w grudniu © JPbike

    Przy skoczni w Czarnkowie
    Przy skoczni w Czarnkowie © JPbike

    Żeby wjechać na górę, trzeba pokonać 23% ścianę, ale warto :)
    Żeby wjechać na górę, trzeba pokonać 23% ścianę, ale warto :) © JPbike

    Przerwa na odpowiedni napój w odpowiednim miejscu :)
    Przerwa na odpowiedni napój w odpowiednim miejscu :) © JPbike

    Podjazd ul. Jesionową - na odcinku ma 14% i daje popalić
    Podjazd ul. Jesionową - na odcinku ma 14% i daje popalić © JPbike

    Ponownie w Puszczy Noteckiej, są tam autostrady że stawiają znaki drogowe
    Ponownie w Puszczy Noteckiej, są tam szutrowe autostrady że stawiają znaki drogowe © JPbike




  • dystans : 106.26 km
  • teren : 56.00 km
  • czas : 05:06 h
  • v średnia : 20.84 km/h
  • v max : 65.80 km/h
  • podjazdy : 1296 m
  • rower : Scott Scale 740
  • Rallarvegen

    Środa, 19 lipca 2023 • dodano: 23.09.2023 | Komentarze 4


    Gdy tylko dowiedziałem się już jakiś czas temu o tytułowej trasie rowerowej to wiedziałem że koniecznie muszę się tam wybrać :)

    W skrócie Rallarvegen to szutrowa droga budowlana/dojazdowa w środkowej Norwegii, powstała w latach 1902-1904 w związku z budową linii kolejowej do Bergen, od 1974 jest popularna jako ścieżka rekreacyjna dla rowerzystów, głównie w sezonie letnim, bo z racji położenia na dużej wysokości zimą tam zalega dużo śniegu.

    No to ruszyliśmy o 10:38 spod naszego domku na kempingu w Geilo, przy dość chłodnej pogodzie - grube zachmurzenie i średnio jedynie 8°C, czyli trzeba było się odziać prawie na zimowo i to w środku lata :)
    Najpierw ze 25 km dojazd główną drogą, trochę podjazdowo i z niesprzyjającym wiatrem do Haugastøl.
    No i jazda ową ścieżką - jak jest tam pięknie to wystarczy zerknąć na poniższe foto-story :)


    W drodze do Haugastøl
    W drodze do Haugastøl © JPbike

    Przy punkcie startowym, na zacnej wysokości
    Przy punkcie startowym, na zacnej wysokości © JPbike

    Sporo tu rowerów do wypożyczenia
    Sporo tu rowerów do wypożyczenia © JPbike

    Tak, tędy jedziemy
    Tak, tędy jedziemy © JPbike

    No to jazda, po takim fajnym szuterku i wzdłuż linii kolejowej
    No to jazda, po takim fajnym szuterku i wzdłuż linii kolejowej © JPbike

    Ale tam pięknie i klimatycznie :)
    Ale tam pięknie i klimatycznie :) © JPbike

    Nadwodne przeprawy też są
    Nadwodne przeprawy też są © JPbike

    Imponująca ta formacja skalna
    Imponująca jest ta formacja skalna © JPbike

    Jest pięknie :)
    Jest pięknie :) © JPbike

    Jak widać - kompanowi troszkę chłodno, ale daje radę :)
    Jak widać - kompanowi troszkę chłodno, ale daje radę :) © JPbike

    Jest pięknie (2) :)
    Jest pięknie (2) :) © JPbike

    Pionowe wodospady też są
    Pionowe wodospady też są © JPbike

    Kręcimy bliziutko wody
    Kręcimy bliziutko wody © JPbike

    Załapany pociąg - nowoczesne składy mają
    Załapany pociąg - nowoczesne składy mają © JPbike

    Ta betonowa
    Ta betonowa "rura" to nic innego jak tunel kolejowy © JPbike

    Ten szuterek po lewej to dawny przebieg linii kolejowej
    Ten szuterek po lewej to dawny przebieg linii kolejowej © JPbike

    Jak widać - trafiały się grupki do wyprzedzenia :)
    Jak widać - trafiały się grupki do wyprzedzenia :) © JPbike

    Dojechaliśmy do wioski Finse, lezącej na 1222 m.n.p.m
    Dojechaliśmy do wioski Finse, lezącej na 1222 m.n.p.m © JPbike

    Fajna ta konstrukcja połączenia budynków przydworcowych
    Fajna ta konstrukcja połączenia budynków przydworcowych © JPbike

    Zacne i gotowe do użycia są te maszyny do odśnieżania
    Zacne i gotowe do użycia są te maszyny do odśnieżania © JPbike

    Będąc w powyższej wiosce temperatura spadła do 5°C, zrobiliśmy przerwę w osłoniętym miejscu. Byliśmy już troszkę wychłodzeni, więc czas wracać, tą samą drogą, tyle że lekko w dół. Całość Rallarvegen ma ok 80km - czyli ja tam kiedyś wrócę, by przejechać całość :)

    Atrakcja w drodze powrotnej :)
    Atrakcja w drodze powrotnej :) © JPbike

    No i fajne są takie spotkania :)
    No i fajne są takie spotkania :) © JPbike

    TRASA (na stravie)
    KLIK do podsumowania norweskich wakacji