Info o mnie.
- przejechane: 188881.43 km
- w tym teren: 68335.10 km
- teren procentowo: 36.18 %
- v średnia: 22.55 km/h
- czas: 347d 06h 12m
- najdłuższy trip: 329.90 km
- max prędkość: 83.56 km/h
- max wysokość: 2845 m
Kategorie
-
Bike Maraton - 39
bikestatsowe zawody - 8
CX - 7
do 100 km - 1232
do 50 km - 1248
do/z pracy - 278
dron - 69
dzień wyścigowy - 251
Etapówki MTB - 31
Festive 500 - 55
Gogol MTB - 62
Kaczmarek Electric - 21
maratony - 180
MTB Marathon - 31
na orientację - 6
nocne - 290
podium, te szerokie też - 37
podsumowanie - 11
pomiar czasu - 67
ponad 100 km - 250
ponad 200 km - 28
ponad 300 km - 4
poza PL - 114
Solid MTB - 30
sprzęt - 50
szoska - 458
Uphill race - 8
w górach - 322
w roli kibica - 10
w towarzystwie - 405
wyprawy - 74
wysokie szczyty - 35
XC - 32
z przyczepką - 4
-
Moja stajnia
w użyciu
Orbea Oiz M20

Black Peak

Accent Peak 29
Canyon Endurace
Sztywna Biria
archiwum
Scott Scale 740
TREK 8500
Kross Action
Accent Tormenta 1
Accent Tormenta 2
Accent Tormenta 3
Archiwum
2025
2024
2023
2022
2021
2020
2019
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
-
2026, Kwiecień - 10 - 0
2026, Marzec - 9 - 0
2026, Luty - 8 - 0
2026, Styczeń - 8 - 0
2025, Grudzień - 8 - 0
2025, Listopad - 9 - 0
2025, Październik - 8 - 0
2025, Wrzesień - 8 - 0
2025, Sierpień - 13 - 23
2025, Lipiec - 12 - 22
2025, Czerwiec - 9 - 20
2025, Maj - 10 - 20
2025, Kwiecień - 8 - 21
2025, Marzec - 10 - 24
2025, Luty - 8 - 16
2025, Styczeń - 7 - 13
2024, Grudzień - 15 - 38
2024, Listopad - 7 - 15
2024, Październik - 9 - 21
2024, Wrzesień - 10 - 18
2024, Sierpień - 12 - 20
2024, Lipiec - 14 - 30
2024, Czerwiec - 18 - 40
2024, Maj - 10 - 24
2024, Kwiecień - 15 - 37
2024, Marzec - 12 - 29
2024, Luty - 9 - 27
2024, Styczeń - 9 - 25
2023, Grudzień - 12 - 34
2023, Listopad - 10 - 33
2023, Październik - 9 - 27
2023, Wrzesień - 11 - 28
2023, Sierpień - 8 - 16
2023, Lipiec - 16 - 43
2023, Czerwiec - 11 - 27
2023, Maj - 17 - 36
2023, Kwiecień - 12 - 45
2023, Marzec - 6 - 16
2023, Luty - 8 - 32
2023, Styczeń - 8 - 26
2022, Grudzień - 8 - 20
2022, Listopad - 8 - 25
2022, Październik - 9 - 31
2022, Wrzesień - 12 - 16
2022, Sierpień - 10 - 24
2022, Lipiec - 16 - 37
2022, Czerwiec - 12 - 26
2022, Maj - 16 - 32
2022, Kwiecień - 14 - 49
2022, Marzec - 9 - 30
2022, Luty - 8 - 18
2022, Styczeń - 10 - 27
2021, Grudzień - 10 - 25
2021, Listopad - 11 - 29
2021, Październik - 12 - 35
2021, Wrzesień - 15 - 30
2021, Sierpień - 16 - 24
2021, Lipiec - 20 - 34
2021, Czerwiec - 19 - 42
2021, Maj - 15 - 34
2021, Kwiecień - 15 - 30
2021, Marzec - 12 - 35
2021, Luty - 11 - 32
2021, Styczeń - 13 - 42
2020, Grudzień - 17 - 37
2020, Listopad - 13 - 51
2020, Październik - 14 - 40
2020, Wrzesień - 19 - 33
2020, Sierpień - 20 - 42
2020, Lipiec - 25 - 65
2020, Czerwiec - 21 - 77
2020, Maj - 21 - 75
2020, Kwiecień - 14 - 60
2020, Marzec - 7 - 21
2020, Luty - 15 - 34
2020, Styczeń - 13 - 46
2019, Grudzień - 20 - 76
2019, Listopad - 14 - 50
2019, Październik - 13 - 44
2019, Wrzesień - 24 - 46
2019, Sierpień - 23 - 25
2019, Lipiec - 23 - 31
2019, Czerwiec - 26 - 42
2019, Maj - 25 - 58
2019, Kwiecień - 24 - 75
2019, Marzec - 18 - 56
2019, Luty - 16 - 45
2019, Styczeń - 15 - 53
2018, Grudzień - 18 - 68
2018, Listopad - 10 - 36
2018, Październik - 20 - 42
2018, Wrzesień - 31 - 67
2018, Sierpień - 21 - 82
2018, Lipiec - 18 - 58
2018, Czerwiec - 14 - 55
2018, Maj - 19 - 55
2018, Kwiecień - 18 - 68
2018, Marzec - 14 - 55
2018, Luty - 10 - 52
2018, Styczeń - 10 - 52
2017, Grudzień - 10 - 42
2017, Listopad - 7 - 44
2017, Październik - 10 - 43
2017, Wrzesień - 17 - 46
2017, Sierpień - 19 - 43
2017, Lipiec - 19 - 83
2017, Czerwiec - 17 - 42
2017, Maj - 21 - 60
2017, Kwiecień - 19 - 47
2017, Marzec - 15 - 38
2017, Luty - 13 - 32
2017, Styczeń - 14 - 47
2016, Grudzień - 9 - 14
2016, Listopad - 9 - 24
2016, Październik - 14 - 19
2016, Wrzesień - 14 - 66
2016, Sierpień - 16 - 24
2016, Lipiec - 21 - 41
2016, Czerwiec - 15 - 26
2016, Maj - 24 - 77
2016, Kwiecień - 18 - 47
2016, Marzec - 18 - 42
2016, Luty - 13 - 26
2016, Styczeń - 14 - 39
2015, Grudzień - 14 - 72
2015, Listopad - 8 - 26
2015, Październik - 8 - 23
2015, Wrzesień - 12 - 27
2015, Sierpień - 18 - 31
2015, Lipiec - 16 - 59
2015, Czerwiec - 21 - 72
2015, Maj - 21 - 53
2015, Kwiecień - 20 - 88
2015, Marzec - 19 - 88
2015, Luty - 16 - 59
2015, Styczeń - 15 - 59
2014, Grudzień - 11 - 60
2014, Listopad - 19 - 34
2014, Październik - 12 - 22
2014, Wrzesień - 17 - 37
2014, Sierpień - 18 - 31
2014, Lipiec - 22 - 95
2014, Czerwiec - 18 - 73
2014, Maj - 16 - 76
2014, Kwiecień - 21 - 77
2014, Marzec - 20 - 73
2014, Luty - 16 - 80
2014, Styczeń - 7 - 31
2013, Grudzień - 18 - 87
2013, Listopad - 13 - 78
2013, Październik - 15 - 60
2013, Wrzesień - 16 - 65
2013, Sierpień - 15 - 76
2013, Lipiec - 26 - 161
2013, Czerwiec - 21 - 121
2013, Maj - 20 - 102
2013, Kwiecień - 20 - 116
2013, Marzec - 18 - 117
2013, Luty - 15 - 125
2013, Styczeń - 12 - 92
2012, Grudzień - 20 - 106
2012, Listopad - 10 - 82
2012, Październik - 13 - 46
2012, Wrzesień - 17 - 96
2012, Sierpień - 16 - 99
2012, Lipiec - 23 - 113
2012, Czerwiec - 17 - 97
2012, Maj - 18 - 61
2012, Kwiecień - 20 - 132
2012, Marzec - 20 - 130
2012, Luty - 9 - 57
2012, Styczeń - 10 - 55
2011, Grudzień - 11 - 84
2011, Listopad - 12 - 96
2011, Październik - 20 - 127
2011, Wrzesień - 17 - 170
2011, Sierpień - 23 - 109
2011, Lipiec - 11 - 116
2011, Czerwiec - 3 - 154
2011, Maj - 24 - 186
2011, Kwiecień - 15 - 255
2011, Marzec - 24 - 213
2011, Luty - 26 - 187
2011, Styczeń - 18 - 199
2010, Grudzień - 19 - 173
2010, Listopad - 13 - 106
2010, Październik - 14 - 118
2010, Wrzesień - 15 - 192
2010, Sierpień - 25 - 209
2010, Lipiec - 27 - 126
2010, Czerwiec - 28 - 191
2010, Maj - 20 - 255
2010, Kwiecień - 24 - 220
2010, Marzec - 18 - 196
2010, Luty - 9 - 138
2010, Styczeń - 11 - 134
2009, Grudzień - 12 - 142
2009, Listopad - 11 - 128
2009, Październik - 8 - 93
2009, Wrzesień - 24 - 158
2009, Sierpień - 22 - 118
2009, Lipiec - 19 - 143
2009, Czerwiec - 20 - 94
2009, Maj - 19 - 170
2009, Kwiecień - 25 - 178
2009, Marzec - 14 - 137
2009, Luty - 7 - 50
2009, Styczeń - 11 - 96
2008, Grudzień - 11 - 131
2008, Listopad - 13 - 56
2008, Październik - 17 - 64
2008, Wrzesień - 17 - 62
2008, Sierpień - 21 - 78
2008, Lipiec - 18 - 39
2008, Czerwiec - 24 - 74
2008, Maj - 15 - 23
2008, Kwiecień - 7 - 40
2008, Marzec - 6 - 14
Wpisy archiwalne w kategorii
ponad 100 km
| Dystans całkowity: | 30848.08 km (w terenie 4805.00 km; 15.58%) |
| Czas w ruchu: | 1343:06 |
| Średnia prędkość: | 22.97 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 83.56 km/h |
| Suma podjazdów: | 99549 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 177 (100 %) |
| Maks. tętno średnie: | 148 (86 %) |
| Liczba aktywności: | 250 |
| Średnio na aktywność: | 123.39 km i 5h 22m |
| Więcej statystyk | |
Czwartek, 17 lipca 2014 • dodano: 27.08.2014 | Komentarze 2
Wczesnym rankiem, gdy jeszcze spałem to Jarek późnej mówił że obok nas kilka razy podjeżdżał traktor z gospodarzem i nic nie robił z naszej obecności, a w trakcie porannej kawy i zwijania obozowiska również kilka razy i nawzajem sobie pomachaliśmy. Zatem miejscowi Austriacy są spoko :)

Nasza "gospodarcza" miejscówka w Austrii :) © JPbike
Po ujechaniu paru km zboczyliśmy z drogi w stronę rwącej rzeki - poza kąpielą było pranie :)

Zaczynamy uroczą jazdę wśród gór. Tu to mijamy zlot zabytkowych aut © JPbike

Alpejski rowerowy akcent © JPbike

Pora na drugie śniadanie w fantastycznych osobliwościach przyrody © JPbike

Nad Hallstattersee © JPbike
Niestety, nie dane nam było zboczyć z trasy (presja czasu) by dojechać do pięknego Hallstatt, może innym razem :)

Kolejny podjazd za nami. Ja to lubię takie chwile :) © JPbike

Wśród alpejskich szczytów. Tak to można jeździć bez końca :) © JPbike

Przejazd przez Abtenau, urocze miasteczko © JPbike

Wśród gór, wśród gór :) © JPbike

Jeden z pierwszych tuneli. Dla mnie spoko, dla Drogbasa strach :) © JPbike
No i na którymś tam kolejnym podjeździe u mnie odezwało się lewe kolano - chyba się starzeję :)
Aha, bo zapomniałbym - Jarek też i to wcześniej sygnalizował podobny ból w prawym kolanie.

Ojejku, faktycznie Alpy w rzeczywistości są większe niż się nam wydawało :) © JPbike

Dojechaliśmy do Bischofshofen © JPbike

Kolejna znana skocznia zdobyta :) © JPbike

Obiadokolacji w takiej scenerii to jeszcze nie jedliśmy, no i dobry ten Zipfer © JPbike
Po najedzeniu się była już późna pora i po wydostaniu z Bischofshofen udaliśmy się na długi podjazd, po drodze oczywiście wypatrując miejsce na obozowisko. Jak to w górach bywa - ciężko było, same stromizny, gęste lasy, rwąca rzeka itp. Po wjechaniu do rogatek Muhlbach am Hochkonig (ponad 800 m) i to jeszcze za widna udało się coś znaleźć - kawałek wykoszonego trawnika przy zamkniętej chatce (chyba pasiece), rozbiliśmy namiot i czas spać.
Dzień piąty, dzień siódmy.
Kategoria ponad 100 km, poza PL, w górach, w towarzystwie, wyprawy
Środa, 16 lipca 2014 • dodano: 18.08.2014 | Komentarze 8
Pobudka, kawa, spożywamy resztki śniadaniowego żarcia, zwijanko i czas kręcić dalej. Tegoż dnia wjechaliśmy do Austrii i dla nas nastały upragnione chwile - w ALPY !

Nasza ostatnia czeska miejscówka. Na wysokości 630 m.n.p.m © JPbike

Widok na zamek w Rozmberk nad Vltavou © JPbike

Ten sam zamek, inny punkt widzenia, nad Wełtawą © JPbike
Po pożegnaniu się z Wełtawą ruszyliśmy na niezły podjazd w stronę austriackiej granicy. Na górze zrobiło się pochmurno. Po wjechaniu do Austrii i osiągnięciu szczytu (830 m) ujrzałem w oddali i z radochą pierwszy zarys alpejskich szczytów :)

Kolejny kraj zdobyty na rowerze :) © JPbike
W Bad Leonfelden - od razu myk szybko do najbliższego marketu i browary są ! :)
Po zrobieniu zakupów się rozpadało i jakieś 20 min przeczekaliśmy, spożywając drugie śniadanie.

Kręcimy na podjeździe i w miłym deszczyku w stronę Linz © JPbike

Boska chwila, czyli koniec piwnej abstynencji :) © JPbike
Trochę czasu zleciało. Przestało w końcu padać i ruszyliśmy dalej, długim zjazdem do samego Linz.

W Linz nad Dunajem. Jak widać, jest OK :) © JPbike

Tak jak myślałem - Dunaj faktycznie jest wielki © JPbike

Niezła naddunajska infrastruktura rowerowa © JPbike

Tak, w Linz są skałki i takie tunele dla rowerów © JPbike

Tu, za Linz jest trochę płasko i jazda wzdłuż głównej drogi © JPbike
Gdzieś tam, spotkaliśmy Azjatę - też sakwiarza, rower miał jeszcze bardziej obładowany od naszych.

Przerwa na obiadek, przy przedszkolu :) © JPbike

Drogbas radośnie obwieszcza światu że właśnie wjeżdżamy w ALPY :) © JPbike

Oj, strasznie długo czekałem na taką chwilę :) © JPbike

Dojechaliśmy do pięknie położonego Gmunden © JPbike

Uroczo tam. Chwila wieczornej przerwy nad Traunsee © JPbike

Zapada zmrok. Traunsee objechaliśmy od północy na południe © JPbike
Przejazd tamtędy wzdłuż górskiego jeziora robi wrażenie, no takie że przegapiliśmy planowany skręt na boczną szosę by poszukać coś na rozbicie namiotu. I tak dalej, już po zmierzchu dojechaliśmy na południowy kraniec jeziora, do Ebensee, a tam wszystko co leży blisko brzegu jest zagospodarowane, Jarek nawet chciał rozbić obozik na wykoszonej posesji, nie zgodziłem się, za duże ryzyko. Więc ujechaliśmy kawałek dalej, po drodze i przy latarni zrobiliśmy popas na kolację, niektórzy kierowcy się zatrzymywali i pytali czy jest OK :) W końcu, przy mieścinie Roith, w świetle latarń zauważyłem równy skrawek ziemi, między dwoma budynkami gospodarczymi i tam bez wahania się rozlokowaliśmy.
Dzień czwarty, dzień szósty.
Kategoria ponad 100 km, poza PL, w górach, w towarzystwie, wyprawy
Wtorek, 15 lipca 2014 • dodano: 17.08.2014 | Komentarze 6
Noc, pobudka, śniadanie i zwijanie się - spoko i bez przygód.
Czwarty dzień przebiegł niemal w całości po miłych widokowo czeskich pagórach, oraz w dużej części i ponownie wzdłuż Wełtawy, czyli największej rzeki Czech.

Przyjemna miejscówka przy wjeździe do lasu. Czas ruszać dalej © JPbike

Etap tegoż dnia to ciągła i spoko jazda wśród pagórów © JPbike
W pewnym momencie okazało się że przegapiłem właściwy skręt i w efekcie zajechaliśmy na kemping nad uroczo położoną Wełtawą. Oczywiście z tego powodu trzeba było zawrócić i nadłożyć kawał drogi.

Ponownie nad spiętrzoną Wełtawą © JPbike

Drogbasowi tam też się podoba :) © JPbike
Około 14:30 nastąpiła przerwa obiadowa przy brudnym zbiorniku wodnym.
Nie napiszę już o tym jak cierpieliśmy bo ... piwa brak, czeskich koron brak.

Pagóry, pagóry, tędy jechaliśmy © JPbike
Po skręcie na mniej ruchliwą szosę ponownie troszkę pobłądziliśmy, na szczęście nie było tak źle.

Chwila przerwy. Ten odcinek czeskiej szosy jest bardzo fajny © JPbike

W klimatycznym czeskim miasteczku © JPbike

Mój cień w drodze na południe © JPbike
I tak po dokręceniu do miasteczka Kajov ponownie mieliśmy okazję jechać wzdłuż Wełtawy, która w tamtym miejscu jest już rwącą rzeką. Droga tędy wije się wieloma zakrętasami, po drodze mijaliśmy parę zapełnionych kempingów z przystaniami górskich kajaków. W końcu zapadał zmrok, lampki poszły w ruch i czas szukać miejscówki. Nie było łatwo, bo wszędzie wokół stromizny albo zarośnięte chaszczami brzegi rzeki. Po dojechaniu do Rozmberk nad Vltavou zboczyliśmy na porządny podjazd i po podjechaniu prawie na szczyt udało się znaleźć skrawek w miarę równej ziemi. Po ciemku rozbiliśmy obozik i pora spać. Obaj pewnie myśleliśmy o jednym - jutro będzie Austria i pierwsze co zrobimy - do sklepu po piwo !
Dzień trzeci, dzień piąty.
Kategoria ponad 100 km, poza PL, w towarzystwie, wyprawy
Poniedziałek, 14 lipca 2014 • dodano: 16.08.2014 | Komentarze 2
Pobudka i śniadanko sprawne, zwijanie obozowiska sprawne i ruszyliśmy sprawnie :)
Atrakcją tegoż dnia był przejazd przez Pragę, kręcenie wzdłuż mniej i bardziej spiętrzonej Wełtawy i wśród fajnych pagórów.
Już na pierwszych km zaskoczył nas jeden idiota w czeskim tirze wiozący luźnie załadowane siano, które rozsypywał na całej szerokości asfaltu.

Łaba w Podebrady © JPbike
W sumie droga którą jechaliśmy do Pragi to nic ciekawego, długa prosta, wokół pola i dość płasko.

Dojechaliśmy do Pragi © JPbike

Jedziemy wzdłuż Wełtawy © JPbike

Ta wieża na górce to kopia tej z Paryża ? :) © JPbike

Chwila na podziwianie zamku na Hradczanach © JPbike

Fragment praskiej starówki © JPbike

Na Moście Karola też byliśmy. Tłoczno tam © JPbike

Skałki z tunelami - tego w Pradze się nie spodziewałem :) © JPbike

Ze stolicy Czech wydostaliśmy się taką oto rowerówką © JPbike
Przerwa na obiad nastąpiła gdzieś tam nad Wełtawą, przy przeprawie promowej.
Coraz bardziej cierpieliśmy z powodu ... braku piwa, w żadnym markecie nie dało się kupić za euro.

Tak i podobnie wyglądały nasze tankowania H2O na stacjach paliw © JPbike

Się zaczęły podjazdy :) © JPbike

Czechy na południe od Pragi to takie, podobne i fajne pagóry © JPbike

No i jest kapcioszek, u Drogbasa :) © JPbike



Trzy powyższe fotki to takie tam ładne widoczki, nad spiętrzoną Wełtawą © JPbike
I tak dokręciliśmy po pagórach do miasteczka z zamkiem na górze (Vysoky Chlumec), zapadał powoli zmrok.
Po paru dalszych km i krótkich poszukiwaniach znalazłem miejscówkę na obóz, tuż przy lesie.
Po rozbiciu namiotu i spożyciu kolacyjki czas spać.
Dzień drugi, dzień czwarty.
Kategoria ponad 100 km, poza PL, w towarzystwie, wyprawy
Niedziela, 13 lipca 2014 • dodano: 07.08.2014 | Komentarze 6
Pobudka dość wczesna i niezbyt dobrze się wyspałem, bo spaliśmy na lekkim spadku terenu, w nocy często trzeba było poprawiać pozycje leżące :)
Zatem śniadanie, kawa, pakowanie wszystkiego i jazda do Jeleniej Góry zrobić ostatnie w PL zakupy, bo żaden z nas nie miał i nie planował wymiany złotówek na korony czeskie. Numerem jeden tegoż dnia było pokonywanie ciężkiego podjazdu na graniczną Przełęcz Karkonoską i to na rowerach ważących ponad 40 kg.

Nasza pierwsza miejscówka. Ładnie tam, bo w górach :) © JPbike

Chwila postoju w Jeleniej Górze © JPbike

Trafiliśmy na grabkowe zawody biegowe, robiąc przy okazji bufetowe stop and go :) © JPbike

W parku w Cieplicach zrobiliśmy przerwę © JPbike

Nad stawem. Wkraczamy w Karkonosze © JPbike

Znany tramwaj w Podgórzynie © JPbike
Gdy zaczął się solidny podjazd w stronę Drogi Sudeckiej, swoim tempem dość szybko uciekałem Jarkowi, po drodze i kilka razy mijałem się z szosonem, który co dopiero zaczynał górskie kręcenie. Po dojechaniu do budki przed wjazdem na ciężki karkonoski podjazd cierpliwie poczekałem na swojego kompana.

Czas pokonać z sakwami kultowy podjazd na Przełęcz Karkonoską © JPbike
No i co - Jarek ruszył pierwszy, na klasycznym młynku mozolnie pokonywał kolejne metry, a ja mając najlżejsze przełożenie 24-28 na pierwszych dość stromych ze 200 m zdecydowałem się na butowanie i byłem zszokowany tym że gorzej od jazdy się wypycha te kilogramy do góry, spdy się ślizgały na asfalcie :) W końcu wsiadłem i siłowo kręciłem do góry, dogoniłem Drogbasa, a gdy pojawiła się największa stromizna to nie poddałem się i walczyłem dalej, jadąc slalomem :) Udało się, chociaż trzeba było zrobić ze 2-3 postoje na odsapnięcie.

Ta niezła stromizna okazała się trudna dla objuczonego Jarka © JPbike

Jestem dumny :) Da się pokonać z sakwami ten sławny podjazd © JPbike

Nasze pierwsze sakwiarskie ponad 1000 m.n.p.m zdobyte ! © JPbike
Na szczycie oczywiście odpoczynek, piwko, spotkaliśmy kolegę co jechał z Pragi i czas na długi zjazd.

Łaba w Spindleruv Mlyn © JPbike

Zjeżdżamy tędy do Vrchlabi © JPbike

Przerwa na obiad © JPbike

Pierwsze deszczowe kilometry. Tędy po mokrym to w sumie kilkanaście km © JPbike
W miarę upływu czeskich kilometrów okoliczne krajobrazy się stopniowo wypłaszczały.
Im dalej w głąb Czech to spotkała nas niemiła niespodzianka - okazuje się że czescy kierowcy nie są tacy uprzejmi wobec rowerzystów jak nam się wydawało, m. in. wyprzedzają na centymetry, spieszą się, itp. Trudno.
Miejscówkę na rozbicie namiotu znaleźliśmy bez problemów i ze 200-300 m od drogi.

Na czeskim obozowisku. Drogbas coś polewa że ręka drzy :) © JPbike
Dzień pierwszy, dzień trzeci.
Kategoria w górach, ponad 100 km, poza PL, w towarzystwie, wyprawy
Poniedziałek, 21 kwietnia 2014 • dodano: 21.04.2014 | Komentarze 10
Rzuciłem hasło nie tylko teamowej paczce o wielkoponiedziałkowym dużym tripie do Pniew, gdzie 11 maja odbędą się Mistrzostwa Wielkopolski w kolarstwie górskim. No i na miejscu zbiórki o 10:30 w Strzeszynku zjawiły się dwie sztuki kolarzy i w dodatku najwytrwalsze - ja i Jarekdrogbas. W sumie nic dziwnego, bo trasa dojazdowa to głównie asfalty i otwarta przestrzeń, dodajmy do tego że tegoż dnia wiało ze wschodu, co oznaczało mocno siłowy i to ponad 50 km powrót na startowym rowerze mtb. Ale co tam, trenować trzeba póki wolne i tyle.
Drogbas poinformował mnie że ma czas do 16. Szybka kalkulacja, mała korekta trasy i ostro ruszyliśmy, mając sprzyjający wiatr. Pomykając w stronę Lusówka Jarek na ledwo 10 kg Canyonie z lekkimi 29" kołami zaliczył kilka nieudanych sprinterskich prób urwania się ode mnie pomykającego na 11.6 kg Scale z ciężkimi 27.5" kołami, nie dałem się i power jakiś mam ;) W Jankowicach skręciłem na terenowy niby skrócik, ale byliśmy już tak rozpędzeni że przegapiliśmy skręt, w efekcie dojechaliśmy mocno terenowo do Kalw i stamtąd już drogą wojewódzką przez Buk i Duszniki, po drodze zaliczając nieudaną próbę skontaktowania się z Jurkiem na wspólną przejażdżkę. I tak dalej przez Podrzewie, Lubosinę i Konin szybko dotarliśmy na miejsce, do Księżych Gór. Zajęło nam to od Strzeszynka z lekkim nadłożeniem drogi nieco ponad 2 godziny i z niezłą jak na mtb średnią 29 km/h.
Po przerwie czas się zapoznać i zabawić na tamtejszej i znanej mi 4.5 km pętelce. Było suchutko, pełno zakrętasów, typowych jak na leśne podłoże muld, kilka niezłych podjazdów, poziom trudności kondycyjnej jest taki że nawet na zjazdach z trudem udawało mi się ledwo osiągnąć 30 km/h, no i nowych przeszkód nie zabrakło - modnych zjeździków po kamieniach i dropów z 20-25 cm hopkami.
Zabawiliśmy się przednio przez półtora pętli i czas wracać, wmordewindowo i siłowo oczywiście. No i parliśmy mocno cały czas do przodu i ze zmianami, najpierw z boczno czołowym, a następnie czołowym wiatrem. Po drodze robiąc jedną krótką przerwę na pierwsze w sezonie lodziki :) Po jakimś czasie obaj stwierdziliśmy że walka z wiatrem nie była aż taka ciężka, power w nogach nadal się trzymał, sygnałów kryzysowych brak, nawet na mocno branych podjazdach w Kiekrzu. O 16:10 dojechaliśmy do końcowego wspólnego celu, średnia tam+pętelki XC+powrót wyniosła ponad 26 km/h - dobra siłowa robota na mtb wykonana !
Zanim dotarłem do domu to po drodze postanowiłem jeszcze wpaść do chaty Drogbasa na krótki odpoczynek w ogródku.

Przełożenie blat-ośka, wiatr w plecy i non stop cała naprzód ! © JPbike

Atrakcja w Dusznikach, spotkanie z rydwanem :) © JPbike

Wiosna na całego, miło i przyjemnie się kręci :) © JPbike

Picie na dużym tripie to podstawa ! © JPbike

Na miejsce zajechaliśmy szybko jak na mtb i luzik czas na takie coś :) © JPbike

Najstromszy podjazd pokonaliśmy sprawnie i z uśmieszkiem :) © JPbike

Czas na zabawę PURE MTB ! © JPbike

Coś nowego. Tu żeśmy sobie odlotowo poskakali :) © JPbike

A tu to wybijam się w przestworza, 19.5 lub 20.0 dla mnie :) © JPbike
Przewyższenie - 912 m
Waga po treningu - 67 kg
Kategoria ponad 100 km, w towarzystwie
Sobota, 1 marca 2014 • dodano: 01.03.2014 | Komentarze 9
Od 12 i przy bardzo fajnej pogodzie, no takiej że wyruszyłem na trasę odziany w krótkie gacie (z nogawkami), krótką koszulkę, na to zwykłą bluzę, no i letnie rękawiczki z długimi. Dojazd na Dziewiczą najkrótszym wariantem - Rusałka, Sołacki, obrzeże Cytadeli, most Lecha, rejon dawnej Strzelnicy, Koziegłowy i Kicin (20 km).
Się zaczęło przepalanko na tamtejszych rundkach XC. Na pierwszym kółku dwa razy zabłądziłem, a to przez liście zakrywające ścieżkę, ogólnie było suchutko. Tętno elegancko skoczyło do moich sportowych wartości, cały czas samopoczucie miałem świetne, co mnie dziwiło jak na początek treningów przepalankowych :) Mój nowy 27.5-er dosłownie wymiatał zarówno pod górę, jak i w dół, w zakręty zarówno te szybkie jak i ciasne wchodził tak miło że banan z twarzy nie schodził :) W sumie pokonałem 4 kółka, na początek starczy. Po tym udałem się najpierw duktami Zielonki (raz musiałem pokonać spory błotny podkład), asfaltami przez Mielno, Wierzonkę (mijałem tatę Grigora na czerwonym rowerze), Karłowice, Kowalskie, Biskupice, częściowo trasą poznańskiego BM i dalej znanym mi terenowym odcinkiem z pagórkami do Pobiedzisk i tak zajechałem pod rezydencję Asi i Marcina z córkami na kawkę i przepyszny sernik, którego wyżarłem ze połowę :) Było bardzo miło :)
Przytrafiła mi się również pierwsza w życiu próba na rolkach - dwie pierwsze próby zakończyły się problemami z utrzymaniem równowagi i w obu przypadkach wypadłem z rolek. Trzecia próba była już udana i szybko złapałem rytm kręcenia w miejscu :)

Błyskawicznie opanowałem jazdę na rolkach. Tu nawet kręcę idealnie prosto :) © JPbike

Fotki JPbike'a pozującego przy nowym rowerku jeszcze nie było, więc jest :) © JPbike
Zarówno Marcin, jak i Asia, oraz ich sąsiad biniu wypróbowali mojego nowego rumaka. Po tym jeszcze ciepła herbatka i nastał czas na 37 km powrót do domu. Wspaniały sernik dał mi tyle energii, że tak fajnie się pomykało na terenowo (z dziurami) - asfaltowej nawierzchni. Po dokręceniu nad Maltę zapadały już ciemności, a ja bez lampek i pozostał mi głównie chodnikowy trip pod dom, do którego dotarłem zadowolony z udanego rowerowo-towarzyskiego dnia o 18:20.
No i jest pierwsza stówka w sezonie 2014 :)
Puls - max 175, średni 140
Przewyższenie - 1045 m, z czego 650 m na Dziewiczej XC :)
Kategoria ponad 100 km
Niedziela, 1 grudnia 2013 • dodano: 01.12.2013 | Komentarze 14
Tradycją stało się organizowanie bikestatsowych zawodów.
Dla wszystkich uczestników to świetna zabawa w doborowym gronie, jak i dobra okazja by poznać swoją aktualną kondycję.
Tym razem Asia z Marcinem i córkami, oraz znakujący pętelkę Sebastian zorganizowali II Otwarte Mistrzostwa Pobiedzisk w MTB.
Dla mnie ten dzionek zaczął się dość wcześnie, pobudką o 7:30.
Średnio kolarskie śniadanie wciąłem i można jechać nad urocze Jezioro Brzostek.
Najpierw spod domu na pobliski Stadion Lecha, tam zajechał z Buku super facet na rowerze – Jurek.
We dwójkę kręciliśmy przez miasto nad Maltę, gdzie zajechali również Krzychu i Mariusz.
I tak czteroosobowy peletonik ruszył po błotnisto-terenowo-asfaltowej nawierzchni na miejsce spotkania.
Pomykając tędy były chwilowe sprinty, nawet Jurek dawał czadu, rewelacja jak na tak starego faceta :)
Wiatr tak nam sprzyjał że nad Jezioro Brzostek zajechaliśmy miło, przyjemnie i bez zadyszki.

Humory na dojazdówce dopisują. To widać :)© JPbike

Zajechaliśmy na miejsce. Imprezę czas zacząć© JPbike

O takie piękne pucharki będziemy walczyć© JPbike
Próbne okrążenie – Pięciokilometrowa fajna pętelka taka sama jak rok temu, z tą różnicą że tegoż dnia mieliśmy parę fragmentów ze sporymi podkładami grząskiego błota. Przejechanie tędy bez glebki/podpórki dawało satysfakcje - urok MTB. No i nie zabrakło widoku z zerwanymi oznaczeniami, a w jednym miejscu ktoś obrócił strzałkę ...

Ekipa ścigantów na chwilę przed odpaleniem© JPbike
1 okrążenie – Ruszyłem bez napinki z tyłu stawki, by po krótkim czasie znaleźć się na 5 pozycji, za z3wazą, klosiem, krzychem i Rodmanem. Na arcybłotnym odcinku raz mocno zachwiało równowagą, wybroniłem się dzięki technice. Mariusz widocznie zaatakował, zaczął liderować i uciekać (sprawka 29”, czy jego nóg ?). I tak utworzyła się trzyosobowa grupka (krzychu, Rodman i ja). Po drodze wyprzedziliśmy z3wazę. Na zjeździe, tuż przed linią mety wyprzedziłem Rodmana.

Zacięta i wyrównana rywalizacja na całego :)© JPbike

To tu wyprzedziłem Rodmana© JPbike
2 okrążenie – Jadę tuż przed krzychem, a Rodman czai się za mną raz blisko, raz troszkę dalej. Pamiętając że rok temu porządnie się przepaliłem na ostatnim kółku, tym razem na tym okrążeniu cały czas kontroluję sytuację i tętno (bez pulsaka, na wyczucie). Gdzieś na końcówce tegoż kółka wyprzedzam krzycha i 2 pozycję mam w kieszeni, ale wiem że łatwo nie będzie.
3 okrążenie – Wyciskam z siebie sporo, momentami nieźle się grzeję. Jadący ze sekundę lub dwie za mną Krzychu widocznie walczy na całego. W pewnym momencie przede mną pojawia się sylwetka klosia ! Podejmuję atak z całych sił, ciężko idzie, omal nie łapię skurczów. A na najstromszym podjeździku uświniony błotem łańcuch się zaciąga i zmuszony jestem na szczyt zbutować. Dogania i wyprzedza mnie krzychu, który po krótkiej chwili również ma problemy z zaciągającym łańcuchem i czającymi się skurczami, co skrzętnie wykorzystuję i wyprzedzam kolegę. Cisnę i tak oto dowożę do mety wicemistrzostwo Pobiedzisk :)

Pierwsza czwórka świeżo po rywalizacji© JPbike

Jurek polał do pucharków coś wyskokowego i NA ZDROWIE :)© JPbike

Ognisko, kiełbaski, zupka, placek, wesołe pogaduszki - czego chcieć więcej ? :)© JPbike

Klimatyczna miejscówka. Było SUPER FAJNIE !© JPbike
Powrót z zawodów okazał się masakrycznie ciężki. Ja, klosiu i krzychuuu86 musieliśmy stoczyć walkę z pokaźnym wmordewindem, taplanie w błotku też było. Jak na twardzieli przystało, udało nam się spoko dotrzeć do Pyrlandii.
Podsumowując – kolejne świetne zawody perfekcyjnie zorganizowane, nawet niefajna pogoda nie popsuła super zabawy.
Dzięki wszystkim za wspólne chwile, do następnej imprezy, wiadomo jakiej :)
Galeria 57 fotek z mojego aparacika - jest TUTAJ.
Kategoria podium, te szerokie też, bikestatsowe zawody, ponad 100 km, w towarzystwie, XC
Niedziela, 25 sierpnia 2013 • dodano: 26.08.2013 | Komentarze 2
Uklejnica - Poznań.
Start o 14:30, w domu o 22:40.
Jazda bez przygód, bez błądzenia.
Testowałem metodę postojów co 30-35 km i dojechałem bez zmęczenia.
No i najważniejsze - wiaterek mi sprzyjał :)
Kategoria ponad 100 km
Niedziela, 28 lipca 2013 • dodano: 27.10.2013 | Komentarze 4
Noc, pobudka i śniadanie przebiegły bezproblemowo.
Miejsce gdzie rozbiliśmy namiot, kilkanaście metrów od drogi nie robiło wrażenia na przejeżdżających rowerzystach, więc Holandia jest spoko, póki coś się znajdzie.

Nasza ostatnia namiotowa miejscówka© JPbike
Czas się ruszyć na ostatni dłuższy trip naszej wyprawy.
Wszędzie dookoła płaściutko, niektóre miejsca po których żeśmy jechali znajdują się poniżej poziomu morza …

Typowy holenderski krajobrazik© JPbike

Mostu nie ma i przeprawiamy się przez rzekę tunelem© JPbike
Holenderskie ścieżki rowerowe są tak świetnie oznakowane że mapa jest zbędna.

W Rotterdamie. Barki mieszkalne© JPbike

Ci Holendrzy to mają pomysły na przechowanie auta :)© JPbike

Statek muzeum "Rotterdam"© JPbike

Pamiątka z Tour de France© JPbike

Podziwiamy widoki z wielkiego mostu© JPbike

Stary port z muzealnymi eksponatami. Wszystkie zadbane© JPbike

Oryginalny parking rowerowy© JPbike

Jedziemy dalej przyjemną rowerówką przez holenderskie miasteczka© JPbike

Nie wiem jak to zrobili że tutaj nic nie przecieka na rowerówkę :)© JPbike

Na pewnej stacji dostaliśmy darmową kawę :)© JPbike

Spotkanie z rowerowym turystą. Spoko gość :)© JPbike

Jeden z symboli Holandii. Ten jest zamieszkały© JPbike

Ścieżki rowerowe mają nawet własne przejady kolejowe© JPbike
W relacji opisującej dotarcie do Paryża pisałem o tylnym kole Jarka, które popękało przy nyplach i nabrało niezłego bicia bocznego. Dla tych co chcieliby to krzywe kółko zobaczyć – specjalnie nagrałem filmik :)

Takich wodnych widoczków mieliśmy sporo© JPbike

Pełny luzik. Amsterdam już bliziutko :)© JPbike

Tu się wykąpaliśmy i spotkaliśmy parę Polaków© JPbike

Po pokonaniu 2400 km końcowy cel wyprawy osiągnięty :)© JPbike

Pełna kulturka na ciągu knajpkowo-pieszo-rowerowym :)© JPbike

Mój obładowany na tle masy holenderskich mieszczuchów© JPbike

Typowy Amsterdam (1)© JPbike

Typowy Amsterdam (2)© JPbike

Dobijamy do centrum© JPbike

To duże coś za mną to nic innego jak parking rowerowy :)© JPbike

Masakra, ile tu rowerów ?© JPbike

Nie wiem jak w tym gąszczu można odnaleźć swoj rower :)© JPbike
Będąc w centrum Amsterdamu dokręciliśmy do starej przystani, wśród barek mieszkalnych.
Dokładnie ze 100 metrów stąd znajduje się parking, skąd jutro ruszy autokar do Polski.
I tam urządziliśmy dłuższą przerwę na spożycie resztek jedzenia, jakie zostały nam w sakwach.

Czas na toast za udaną wyprawę :)© JPbike
Powoli zapadał zmrok, czas pomyśleć o kartonach do zapakowania ekwipunku i rowerów na jutrzejszą drogę powrotną.
Nie ujechaliśmy daleko i coś na małym osiedlu się znalazło. Przy ładowaniu było wesoło :)

Drogbas melduje zakończenie akcji poszukiwania kartonów :)© JPbike
Po powrocie na starą przystań postanawiamy że osobno pozwiedzamy wieczorny Amsterdam.
Po prostu jeden jedzie, a drugi pilnuje sakw. Pierwszy po nocnych uliczkach pokręcił JPbike.

Wieczorny Amsterdam (1)© JPbike

Wieczorny Amsterdam (2)© JPbike
Gdy nastała kolej na Drogbasa to po pewnej chwili podeszła do mnie właścicielka barki, która dopiero co przyjechała i poinformowała mnie że mam wiać stamtąd. Nieładnie. No to przeniosłem się kawałeczek dalej, a tu kolejna osoba mnie zaczepiła – to stróż parkingowy. Również i ten facet chciał abym opuścił miejsce. Jak Jarek wrócił z nocnego kręcenia i dowiedział się o zaistniałej sytuacji to … #%^&!!#$!^%!. Trudno, kartony ukryliśmy w krzaczorach i pojechaliśmy gdzieś dalej. Zaniosło nas na prom, po przeprawieniu na drugą stronę dokręciliśmy na jakieś osiedle, tuż przy brzegu rzeki i po jakimś czasie postanawiamy zdrzemnąć w samych śpiworach na betonowym murku oporowym :)
MAASDAM – Rotterdam – ... - Amstelveen – AMSTERDAM (cała trasa ścieżkami rowerowymi).
Dzień piętnasty, dzień siedemnasty (ostatni).
Kategoria ponad 100 km, poza PL, w towarzystwie, wyprawy







