top2011

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Jacek ze stolicy Wielkopolski
Info o mnie.

- przejechane: 191411.69 km
- w tym teren: 69102.25 km
- teren procentowo: 36.10 %
- v średnia: 22.51 km/h
- łączny czas: 352d 11h 11m
- najdłuższy trip: 329.90 km
- max prędkość: 83.56 km/h
- max wysokość: 2845 m

baton rowerowy bikestats.pl

Wyprawy z sakwami

polska
logo-paris
logo-alpy
TN-IMG-2156 TN-IMG-2156 tn-IMG-6357

Zrowerowane gminy



Archiwum 2025 button stats bikestats.pl 2024 button stats bikestats.pl 2023 button stats bikestats.pl 2022 button stats bikestats.pl 2021 button stats bikestats.pl 2020 button stats bikestats.pl 2019 button stats bikestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl 2011 button stats bikestats.pl 2010 button stats bikestats.pl 2009 button stats bikestats.pl 2008 button stats bikestats.pl

  • dystans : 80.21 km
  • teren : 60.00 km
  • czas : 03:42 h
  • v średnia : 21.68 km/h
  • v max : 62.00 km/h
  • hr max : 168 bpm, 96%
  • hr avg : 147 bpm, 84%
  • podjazdy : 2067 m
  • rower : Accent Peak 29
  • Bike Maraton Świeradów-Zdrój

    Sobota, 3 października 2020 • dodano: 05.10.2020 | Komentarze 2


    Dzień wyścigowy nr 200 :)

    Zaczęła się finałowa zabawa o jak najlepsze miejsce w generalce u Grabka. Trzy ostatnie maratony rozgrywane co tydzień - kolejno Świeradów-Zdrój, Sobótka i na koniec Miękinia - to wszystko w październiku, normalnie w miesiącu co dla kolarza oznacza początek „roztrenowania“, a tu trzeba cisnąć na 100% tego co się umie.

    Dojazd na miejsce poprzedniego dnia, w towarzystwie Kasi. Nazajutrz w Świeradowie-Zdroju wita nas piękna słoneczna pogoda i komfortowa dla kolarzy temperatura - kilkanaście °C, do tego niezły wiatr - w górach inaczej odczuwalny niż w Wielkopolsce, a jednak... myliłem się do do górskiej jazdy z wiatrem - o tym później.

    Rozgrzewka to właściwie droga spod noclegowni na miejsce startu - 1.5km i 100m podjazdu. Spotykam i ucinam pogawędkę z Pawłem (młodzik) i Gosią. Stawka giga liczyła niezłe 80 osób.
    Punkt 10-ta start. Na początek solidny, asfaltowo-szutrowo-asafltowy ponad 7 km podjazd na Łącznik (1066m). Z racji że jest szeroko i bardzo przyczepnie to cały ten podjazd pokonujemy w sporych grupach, w moim przypadku wyszło tak że po dokręceniu na szczyt utworzył się prawie 20 osobowy peleton. Nie powiem że tempo podjeżdżania było mocne że analiza danych z licznika pokazała że to tam generowałem największą moc w trakcie całego wyścigu. Z rywali do generalki w M4 w owym peletonie znalazł się Krystian Kotlarz, a inny rywal Piotr Majer dał rade nam odjechać i ostatecznie na mecie wlał mi 7 minut.
    Zaczynamy bardzo szybką jazdę w wysokich partiach po izerskim półpłaskowyżu, najpierw Drogą Telefoniczną, przez Polanę Izerską i dalej do znanej stacji turystycznej „Orle“. Prędkości naszego peletonu były szalone - tak pod 35-45 km/h, grubo jak dla mnie, okazuje się że nasz pociąg przez dłuższy czas ciągnął znany mi z niedawnej etapówki w Gorcach Marcin Reczyński (też z M4). Do tego niemała ilość pieszych turystów powodowała że trzeba było się skupiać by nie zaliczyć kraksy, smaczku dodatkowo dodawały dwie naturalne rzeczy - wiatr na rozległych polanach i poopadowe kałuże - to tam troszkę się umorusaliśmy błotkiem.
    Po skręceniu na długą prostą jak strzała i zakończoną podjazdem (Samolot) coś zaczęło się dziać - nasz peleton rozpadł się. Ja zostałem w tylnej jego części wraz kilkoma znanymi mi rywalami. I tak przez kolejne półpłaskie szutry z domieszką asfaltu pomykamy wspólnie, po drodze sporo piechurów mijając. Po dokręceniu w rejon nieczynnej Kopalni Kwarcu „Stanisław“ wreszcie jest do pokonania coś technicznego - zjazd zielonym z kamieniami i korzeniami. Oczywiście na maxa zaszalałem, po drodze załatwiając paru rywali (m.in. Krystiana).
    Po sprawnym zjechaniu nasza grupka się rozpadła i czas pokonać najdłuższy (5 km) i najnudniejszy zjazd szerokim szutrem lekko w dół. Moje przełożenie 32/11 jest niewystarczające do takiej superszybkiej jazdy, daję jednak radę mknąć w dół bez utraty pozycji. Na jedynym zakręcie z drewnianym mostkiem i wymagającym przyhamowania źle oceniam przyczepność na deskach - w efekcie przednie koło wpada w poślizg i niezła gleba ze szlifami na biodrze, kolanie i łokciu zaliczona. Szybko się pozbierałem, lekko wykrzywioną kierownicę udaje się naprostować i jazda dalej, nie ma lipy ani narzekania na szczypiące szlify i już.
    Po zjechaniu kolejny podjazd i znów asfalcik, na moje szczęście niedługi. Zauważam że goni mnie dwóch rywali - obaj z M4 (Michał Badowski i znów Krystian). Pokonujemy krótki i ciekawy odcinek góra - dół, gdzie doganiam i wyprzedzam dwóch młodszych gości.
    Na 48 km skręt na 2 rundę giga, która okazuje się rundą classic. I tak znów pokonuję nudny, asfaltowy, ale solidny podjazd na Łącznik. No i przekonuję się że wiejący w twarz wiatr podnosi poziom trudności, na szczęście po pokonaniu serpentyny wiatr już pomagał, później o podmuchach zapomniałem. Ów ponownie pokonywany podjazd początkowo jadę sam, po czym dochodzi mnie dwóch rywali - z M5 (zwycięzca tejże kategorii) i kolejny z M4, z trudem podczepiam się do nich i tak w trójkę docieramy na szczyt, dalej po półpłaskim też wspólnie i szybko pomykamy, po drodze mijając jeszcze większą ilość pieszych turystów. Po skręcie na podjazd będącym odcinkiem wyłącznie dla dystansu classic najpierw ten z M5 (Roman Badura) zaczyna powoli uciekać, po chwili ten z M4 (Daniel Bejmert) też zaczyna się oddalać ode mnie. Nie wiem czy to z powodu zmęczenia, braku mocy, czy też nudnej trasy jadę niby wolniej, a jednak robię swoje.
    Po wjechaniu kolejny nudny, szeroki zjazd, łączymy się z właściwą pętlą - a tam znów wspomniany długi zjazd z feralnym dla mnie mostkiem, który tym razem pokonuję z bezpieczną prędkością. Na nierównościach szlify na łokciu i biodrze dają o sobie znać, zaciskam zęby i walczę dalej. Zaczynamy wyprzedzać liczną stawkę tych z mega. Na ostatnim asfaltowym podjeździe dogania i wyprzedza mnie wspomniany Michał. Po wjechaniu na 3 km końcowy odcinek do mety najpierw podjazd i po tym zjazd - w obu przypadkach po szerokim szutrze i w końcu wpadamy na fajny, choć krótki singielek prowadzący do stacji kolejki gondolowej, gdzie ulokowana jest meta. Na ostatnim zakręcie tuż przed finałową prostą podjazdową widzę że dogonił mnie Paweł - staję na pedały i cisnę tak do końcowej kreski, a tam stwierdzam że czas przejazdu owej 80 km trasy w czasie poniżej 4 godz świadczy że to był dość szybki jak na góry maraton.

    29/70 - open giga
    6/22 - M4

    Strata do zwycięzcy (Jakub Zamroźniak) - 46 min, do M4 (Dawid Duława) - 21 min

    Fotki by Gosia i Kasia Rokosz
    Przedstartowa dawka dobrego humoru z Pawłem
    Przedstartowa dawka dobrego humoru z Pawłem © JPbike

    W akcji na jednej z niewielu ciekawszych sekcji MTB
    W akcji na jednej z niewielu ciekawszych sekcji MTB © JPbike





  • dystans : 57.47 km
  • czas : 01:59 h
  • v średnia : 28.98 km/h
  • v max : 50.50 km/h
  • hr max : 162 bpm, 92%
  • hr avg : 127 bpm, 72%
  • podjazdy : 291 m
  • rower : Canyon Endurace
  • Interwały

    Czwartek, 1 października 2020 • dodano: 01.10.2020 | Komentarze 0


    Start o 17:07 (15°C). Pętla północna ze zmarszczkami i wodociągami.



    Kategoria do 100 km, szoska


  • dystans : 49.63 km
  • teren : 36.00 km
  • czas : 02:02 h
  • v średnia : 24.41 km/h
  • v max : 42.95 km/h
  • hr max : 161 bpm, 92%
  • hr avg : 134 bpm, 76%
  • podjazdy : 339 m
  • rower : Accent Peak 29
  • Terenowy trening

    Środa, 30 września 2020 • dodano: 30.09.2020 | Komentarze 0


    Start o 16:51 (15°C). Ścieżki w Marcelińskim, nad Rusałką i wokół Kierskiego.



    Kategoria do 50 km


  • dystans : 47.00 km
  • czas : 01:39 h
  • v średnia : 28.48 km/h
  • v max : 43.54 km/h
  • podjazdy : 122 m
  • rower : Canyon Endurace
  • Rozjazdowe 1.5h

    Poniedziałek, 28 września 2020 • dodano: 28.09.2020 | Komentarze 0


    Start o 17:14 (13°C). Zachodnie rewiry asfalcikowe.



    Kategoria do 50 km, szoska


  • dystans : 60.97 km
  • teren : 60.00 km
  • czas : 03:25 h
  • v średnia : 17.84 km/h
  • v max : 44.49 km/h
  • hr max : 169 bpm, 96%
  • hr avg : 145 bpm, 82%
  • podjazdy : 1032 m
  • rower : Accent Peak 29
  • Solid MTB Dąbrowa

    Niedziela, 27 września 2020 • dodano: 28.09.2020 | Komentarze 3


    W sumie nie planowałem tegoż startu w nowej miejscówce u Solida MTB w Dąbrowie koło Śremu. Jednak wystartowałem bo jak to mawiają że „najlepszym treningiem jest wyścig“, faktycznie, bo przede mną zostały trzy ostatnie grabkowe giga maratony, a ten mijający tydzień dla mnie był „odpoczynkowym“, do tego wczorajszego dnia (do późnego wieczora) zabrałem się do wymiany napędu i tylnej obręczy.

    Pogoda tegoż niedzielnego dnia drastycznie się popsuła - zimno poniżej 10°C i częsty przelotny deszczyk - zwiastowało to błotne warunki, a ja na nowym napędzie...

    Rozgrzewkę zrobiłem z Pawłem (mlodzik) i wskok do kameralnego pierwszego sektora stawki mega i giga (tylko 22 twardzieli ukończyło giga).
    Przed ruszeniem witamy się z Wojtkiem (josip). No i punkt 11-ta poszli. Pierwsze aż 6 km jest płaskie i szybkie - nie dla mnie, ale cisnę i wyprzedzam póki mam powera i chęci. Ujechaliśmy ledwo ponad kilometr a tu Wojtek staje - okazuje się że w obu (!) kołach łapie kapcie :(
    Zanim wpadliśmy w ciekawsze sekcje - było bardzo szybko, paru udaje mi się powyprzedzać - widać że wszyscy walczą o jak najlepszy wynik. Okazuje się że błota nie ma zbyt wiele, za to zaskakują nas mocno piaszczyste fragmenty. Paweł jedzie blisko za mną. No i wpadamy na solidną i wymagającą sekcję, poprowadzoną po leśnych i nadwarciańskich skarpach. Często jest tak - raz ostro pod górę, raz ostro w dół, że nie nadążam z doborem odpowiedniego przełożenia - dobrze że mój nowy napęd spisuje się rewelacyjnie i biegi wchodzą na pyk. Tutejsze wąskie, wertepiaste i bardzo kręte single tak dają w kość że nie jest łatwo złapać odpowiedni rytm jazdy, do tego piach (mimo deszczowej aury) nie ułatwia sprawy - kilka takich fragmentów do butowania pod górę się znalazło.
    Wracając do rywalizacji - pierwszą rundę pokonaliśmy w (chyba) 6 osobowej grupce, w pobliżu rozjazdu raz doszło do tego że skręciliśmy nie tam gdzie trzeba - na szczęście szybko udało się odnaleźć właściwą trasę. I tak czas pokonać drugą rundę (po 20 km każda). Gdzieś tam Paweł zaczyna nadawać tempo, nasza grupka się rozciąga, później rozpada. W połowie drugiej rundy zaczynam czuć że nie mam tyle mocy by dalej mocno cisnąć na takiej dającej w kość trasie i niestety powolutku zaczynam odstawać kolegom, a jeden gość jadący za mną jeszcze bardziej ode mnie odstaje i po ujechaniu ciężkich paru km jadę już sam (poza wyprzedzaniem nielicznych miniowców). Raz, na krętym odcinku między drzewami niegroźnie uderzam barkiem w drzewo. Przede mną w zasięgu wzroku został tylko kolega z Mrózbike Team (Radek Pawlak). Po wjechaniu na ostatnią rundę cały czas próbuję go dogonić, bo kojarzę go z wyników i wiem że jest z M4. Niestety, u mnie brak regularnych treningów w tygodniu, zabrane na ten wyścig tylko 2 żele (tyle miałem) robią swoje, ciężko mi się kręci, nie daję rady dojść rywala i jeszcze do tego od połowy ostatniej rundy to on zaczął mi się oddalać, a mi pozostało już tylko samotne dotarcie do mety - i tak też się stało. Okazało się że wspomniany Radek zajął miejsce na pudle - straciłem do niego na końcowej kresce 2 minuty. Tak czy siak - dobry trening zrobiony.

    15/22 - open giga
    4/7 - M4

    Strata do zwycięzcy open, jak i M4 (Mateusz Mróz) - 32 min

    Fotki by Agnieszka Szatkowska.
    Paweł, Wojtek i ja na wspólnym ujęciu
    Paweł, Wojtek i ja na wspólnym ujęciu © JPbike

    W akcji gdzieś na leśnych wertepach
    W akcji gdzieś na leśnych wertepach © JPbike





  • dystans : 3.66 km
  • czas : 00:10 h
  • v średnia : 21.96 km/h
  • podjazdy : 15 m
  • rower : Accent Peak 29
  • Rozgrzewka przedstartowa

    Niedziela, 27 września 2020 • dodano: 28.09.2020 | Komentarze 2


    Tu i tam po ulicy w Dąbrowie. W towarzystwie Pawła.

    Poza tym wczorajszego dnia chciałem coś pokręcić, ale serwis Peaka trwał do 21...
    - wymieniłem tylną obręcz - było bicie góra-dół od walnięcia w krawężnik lub kamień
    - zamontowałem nówkę tylną przerzutkę (GX Eagle) + nowa linka i pancerz
    - nowy suport, zębatka w korbie (32), kaseta (11-50) i łańcuch (NX Eagle)
    - nowa przednia opona Maxxis Ikon + nowe wentyle i zalanie mleczkiem

    Nowe komponenty zawsze cieszą :)
    Nowe komponenty zawsze cieszą :) © JPbike




  • dystans : 62.12 km
  • czas : 02:08 h
  • v średnia : 29.12 km/h
  • v max : 59.87 km/h
  • podjazdy : 198 m
  • rower : Canyon Endurace
  • Tlen 2h

    Czwartek, 24 września 2020 • dodano: 24.09.2020 | Komentarze 0


    Start o 17:16 (20°C). "Zapętlona" południowa pętla + Osowa Góra.



    Kategoria do 100 km, szoska


  • dystans : 31.71 km
  • teren : 26.00 km
  • czas : 02:21 h
  • v średnia : 13.49 km/h
  • v max : 47.69 km/h
  • podjazdy : 965 m
  • rower : Accent Peak 29
  • Rozjazdowa mini wyrypa na Biskupią Kopę

    Niedziela, 20 września 2020 • dodano: 23.09.2020 | Komentarze 3


    Weekend u przyjaciół w Konradowie połączony ze startem w Polanicy Zdrój.
    Po wieczorno - nocnej posiadówie i wyspaniu się, ruszam krótko po 10-tej na tytułową rundkę na najwyższy szczyt w okolicy - Biskupią Kopę (890m). W planie było kręcenie z Piotrem - nie wyszło, natomiast Darek udał się biegowo też na ten sam szczyt - być może uda się nam spotkać gdzieś na trasie - ostatecznie nie udało się.
    Na szczycie raz już byłem rowerem, tym razem postanowiłem obrać trasę korzystając głównie ze znakowanych szlaków i wjechać na ową górę od innej strony - poniższe fotki wystarczą i dodam że na Biskupią Kopę tegoż pięknego dnia pełno pieszej wiary się wybrało, że na zjeździe trzeba było lawirować raz w lewo, raz w prawo, raz dawać po hamulcach. Ale i tak rozjazd, jak i cały weekend był dla mnie udany.

    Jest pięknie. Na tamtą górę w oddali jadę
    Jest pięknie. Na tamtą górę w oddali jadę © JPbike

    Zacny do MTB fragment niebieskiego na Kazalnicę (432m)
    Zacny do MTB fragment niebieskiego na Kazalnicę (432m) © JPbike

    Urocza miejscówka. Żabie Oczko
    Urocza miejscówka - Żabie Oczko © JPbike

    Okazało się że jadę czerwonym nie w tym kierunku
    Okazało się że jadę czerwonym szlakiem nie w tym kierunku ... © JPbike

    Nieplanowana i fajna wodna przeprawa
    Nieplanowana i fajna wodna przeprawa © JPbike

    Graniczny odcinek niebieskiego na Zamkową Górę (508m)
    Graniczny odcinek niebieskiego na Zamkową Górę (508m) © JPbike

    Tu, na fragmencie żółtego na Przełęcz Mokrą (707m) fajnie się podjeżdżało
    Tu, na fragmencie żółtego na Przełęcz Mokrą (707m) fajnie się podjeżdżało © JPbike

    Wypych na stromym i kamienistym fragmencie czerwonego na Biskupią Kopę
    Wypych na stromym i kamienistym fragmencie czerwonego na Biskupią Kopę © JPbike

    Zjazd z Biskupiej Kopy - chwila na widoczki i wracamy do Konradowa
    Zjazd z Biskupiej Kopy - chwila na widoczki i wracamy do Konradowa © JPbike



    Kategoria do 50 km, w górach


  • dystans : 84.35 km
  • teren : 80.00 km
  • czas : 04:03 h
  • v średnia : 20.83 km/h
  • v max : 52.20 km/h
  • podjazdy : 1826 m
  • rower : Accent Peak 29
  • Bike Maraton Polanica Zdrój

    Sobota, 19 września 2020 • dodano: 21.09.2020 | Komentarze 3


    Szósty start u Grabka w trochę zwariowanym sezonie. Polanica Zdrój miała odbyć się w maju, z wiadomego powodu przenieśli ją na ostatni weekend lata. W tymże uzdrowisku startowałem raz i to dawno temu, w sezonie 2009 - gdyby nie relacja na BS to ciężko byłoby przypomnieć co tam się działo i jaką tam mieli trasę.
    Decyduję się jechać kolejny giga wyścig na starym i zapasowym napędzie - nowe komponenty doszły, tylko brakło chęci i czasu na remoncik Peaka.
    Co tydzień maraton, co w połączeniu z fizyczną pracą, jaką wykonuję od lat, niewyspanie, wychodzenie na treningi w późnych godzinach, do tego dojazdy spod domu na zawody ze 200-300 km - przyznaję się bez bicia że to wszystko daje mi w kość. Dla takiego aktywnego życia trzeba być twardym a nie miękkim.
    Gdy tylko zobaczyłem profil tegorocznej trasy - od razu wiedziałem że to nie będzie maraton pod moje preferencje, o ile dystans jest godny giga (85km) to przewyższenie już nie (1826m), czyli od startu średnio długi podjazd, po tym długo kręcimy na niezłej wysokości tak pod góra - dół, jak i po półpłaskim, na koniec średnio długi i średnio techniczny zjazd do mety.
    Po dotarciu do Polanicy Zdrój (90 km od noclegowni) i szykowaniu sprzętu stwierdzam że nie zabrałem licznika. Na szczęście od elektroniki nie jestem uzależniony i będzie jazda na czuja, jak za dawnych czasów. Zazwyczaj smartfonika nie biorę ze sobą na czas wyścigu - tym razem zabieram tylko po to aby odpalić stravę i mieć po maratonie parametry trasy, prędkości, czasu i przewyższenia.
    Na miejscu piękna słoneczna pogoda i troszkę chłodka - rękawki poszły w ruch. Czasu na rozgrzewkę brakło - zatem był niespełna 2 km dojazd z parkingu do sektora ulokowanego w ładnym Parku Zdrojowym.
    Stawka giga liczyła 63 osoby. Ilość osób w elicie - kilka sztuk, a to dlatego że w ten weekend w Gdyni są Mistrzostwa Polski w maratonie. Dla mnie to dobra sytuacja - wreszcie startują głównie amatorzy i można liczyć na fajny wynik open. A w M4 ... zobaczymy.
    Ruszyłem z samego końca. Na początek krótki myk po ulicach uzdrowiska i wpadamy na trochę długi, szeroki i szutrowy podjazd - powoli, acz systematycznie przesuwam się do przodu w stronę swojego miejsca w stawce. Jedzie mi się średnio, mimo tego na końcowych km owego podjazdu wyprzedzam nawet dużą grupę - są w niej rywale z którymi walczę o generalkę (Krystian Kotlarz i Rafał Szczepuch) i uzyskuję nad nimi wraz z jednym gościem kilkunastosekundową przewagę. W górnych partiach jest półpłaski odcinek z paskudną i wyboistą nawierzchnią - zauważam że Rafał ciągnący grupę zaczyna nas doganiać.
    Skręt na zjazdowy fragment czerwonego szlaku - od razu cisnę w dół po kamieniach na maxa (foto poniżej) i kolejna przewaga nad rywalami uzyskana. No poza Rafałem, który tak jak ja - świetnie zjeżdża. Zaczynamy długą, szybką, nudną i półpłaską (!) jazdę. Rafał mnie wyprzedza, przez jakiś czas trzymam się jego pleców - facet z Quest Team ma niezłą parę w nogach na takich odcinkach. Na domiar złego - na banalnym fragmencie spada mi łańcuch, powoduje to że muszę stanąć i kilka osób mnie tak załatwia. I tak napierając dalej nic specjalnego nie działo się - trasa nie powala mtbowsko, same szerokie i leśne dukty, niedługie podjazdy i zjazdy z nachyleniem rzadko przekraczającymi 10% (poza niektórymi fragmentami), przez większość czasu jadę w grupce z dwoma gośćmi z Mitutoyo AZS Wratislavia, czasem ktoś do nas dołącza i albo ucieka, albo odpada. Zaskoczeniem dla mnie jest niezła jazda Marka Kalagi (też z M4, też robi generalkę) - kolega nie ma sylwetki typowego kolarza MTB, dotychczas przyjeżdżał na metę za mną - tym razem pojechał niezły wyścig, na mecie dołożył mi prawie 6 minut - a nie mówiłem że w kategorii M4 jest ciasno.
    Po skręceniu na 2 rundę giga trochę tłoczno się zrobiło - a to że zaczynamy wyprzedzać do samej mety najpierw tych z classica, a następnie tych z mega, dobrze że jest szeroko i można spoko robić swoje. Kręcąc dalej trasa zaczyna mnie nużyć - las, szerokie dukty, mało solidnych podjazdów i zjazdów, o technice nie wspominając, powoduje że czuję się jakbym jechał kolejne michałkowe giga (w tym sezonie odwołane). Na tejże rundzie miałem dwa niefajne momenty zmuszające mnie do zatrzymania - raz na trawiastym zjeździe spory badyl wkręcił się między tylne widełki a koło - powodując zablokowanie koła (uff, obyło się bez uszkodzeń), no i po raz drugi spadł mi łańcuch (znów na banalnym fragmencie).
    W końcu kończymy 2 rundę giga - a tam na podjeździe dogania mnie wspomniany Krystian, z uśmiechem zamieniamy parę słów i czas pokonać odcinek do mety, nareszcie zjazdowy i nareszcie trochę techniczny (czerwony szlak). Z racji tego że każdego znanego rywala szanuję - pozwalam Krystianowi, który gorzej ode mnie radzi z techniką zjeżdżać przede mną. I tak docieramy do strumyka pokonywanego w bród - Krystianowi nawala napęd i staje (poradził sobie z tym). Dalej to po raz trzeci spada mi łańcuch (!#$%!) i już bez spiny docieram do mety, a tam przybijanie żółwików i dzielenie się wrażeniami z Markiem i Krystianem. Ogólnie to był spoko maraton z taką sobie i dość szybką jak na góry trasą, ale jechać trzeba póki generalka zobowiązuje.

    23/56 - open giga
    9/21 - M4

    Strata do zwycięzcy (Mariusz Kowal) - 34 min, do M4 (Dawid Duława) - 22 min
    To że zająłem "dopiero" 9 miejsce - nie spodziewałem się, przyjechali ci mocni co nie walczą o generalkę, uff :)

    Fotki by Kasia Rokosz, Bartek Zaborowski
    W akcji na jedynym długim podjeżdzie
    W akcji na jedynym długim podjeździe © JPbike

    Dwaj specjaliści od technicznych zjazdów - ten za mną to Rafał z Quest Team
    Dwóch specjalistów od technicznych zjazdów - ten za mną to Rafał z Quest Team © JPbike





  • dystans : 56.87 km
  • czas : 01:56 h
  • v średnia : 29.42 km/h
  • v max : 53.20 km/h
  • hr max : 163 bpm, 93%
  • hr avg : 128 bpm, 73%
  • podjazdy : 291 m
  • rower : Canyon Endurace
  • Troszkę wietrzne interwały

    Czwartek, 17 września 2020 • dodano: 17.09.2020 | Komentarze 1


    Start o 17:40 (14°C). Pętla północna ze zmarszczkami i wodociągami.



    Kategoria do 100 km, szoska