top2011

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Jacek ze stolicy Wielkopolski
Info o mnie.

- przejechane: 190464.36 km
- w tym teren: 68957.10 km
- teren procentowo: 36.20 %
- v średnia: 22.53 km/h
- łączny czas: 350d 08h 34m
- najdłuższy trip: 329.90 km
- max prędkość: 83.56 km/h
- max wysokość: 2845 m

baton rowerowy bikestats.pl

Wyprawy z sakwami

polska
logo-paris
logo-alpy
TN-IMG-2156 TN-IMG-2156 tn-IMG-6357

Zrowerowane gminy



Archiwum 2025 button stats bikestats.pl 2024 button stats bikestats.pl 2023 button stats bikestats.pl 2022 button stats bikestats.pl 2021 button stats bikestats.pl 2020 button stats bikestats.pl 2019 button stats bikestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl 2011 button stats bikestats.pl 2010 button stats bikestats.pl 2009 button stats bikestats.pl 2008 button stats bikestats.pl

  • dystans : 30.32 km
  • teren : 20.00 km
  • czas : 01:10 h
  • v średnia : 25.99 km/h
  • v max : 40.90 km/h
  • rower : Accent Tormenta 2
  • Rozgrzewka standardem przed wyprawą

    Czwartek, 9 lipca 2009 • dodano: 09.07.2009 | Komentarze 9


    Jutro dla mnie zaczyna się pierwsza w życiu wyprawa rowerowa - ale się cieszę !
    Przez tydzień będę towarzyszył bikesatowiczom w Wyprawie Dookoła Polski.
    Z pobytu u kosmy100 wróciłem do Poznania po 1-szej w nocy, mało spałem i od razu wziąłem się za krzątaninę sprzętową, poszła mi sprawnie.
    Jutro rano jadę do Jasienia - rowerem oczywiście i to z przyczepką BS-ową.

    Prawie gotowy do startu :)


    A co do dzisiejszej jazdy to udałem się na swój standard.

    Kategoria do 50 km


  • dystans : 46.89 km
  • teren : 2.00 km
  • czas : 02:35 h
  • v średnia : 18.15 km/h
  • v max : 37.60 km/h
  • rower : Accent Tormenta 1
  • Z Kosmą ... c.d. ...

    Środa, 8 lipca 2009 • dodano: 09.07.2009 | Komentarze 6


    Podobnie jak wczoraj i dziś ponownie po południu sam udałem się pod jej pracę.
    Tym razem jechałem po mokrych ulicach Dąbrowy Górniczej, Sosnowca (po drodze mijałem jeden zalany tunel) i Katowic.
    Z racji mniejszej ilości czasu udaliśmy się na krótszą wycieczkę
    A zatem najpierw na Nikiszowiec, przez Mysłowice i na sławny Trójkąt.
    W drodze powrotnej kręciliśmy w niezłym deszczu, po ulicach płynęły strumyki :)

    Nikiszowiec - charakterystyczna zabudowa


    Przy Trójkącie Trzech Cesarzy


    A przed 20-tą udałem się w podróż powrotną już autem do Poznania.



  • dystans : 68.53 km
  • teren : 10.00 km
  • czas : 03:26 h
  • v średnia : 19.96 km/h
  • v max : 42.97 km/h
  • rower : Accent Tormenta 1
  • Kręcenie z Kosmą

    Wtorek, 7 lipca 2009 • dodano: 07.07.2009 | Komentarze 12


    Po pobycie w Krynicy Zdrój przeniosłem się do Dąbrowy Górniczej.
    Wiadomo u kogo się zatrzymałem :)
    A tegoż dnia, korzystając ze szkicu sporządzonego przez Monikę udałem się sam w gąszczu nieznanych mi ulic pod jej pracę i tak dalej to już wspólnie kręciliśmy.

    Ja przy katowickim Spodku - pierwszy raz w życiu


    Przy słynnej Żyrafie


    "Bojowa" twarz Kosmy na mostku :)


    Jak widać ... Kosma potrafi :)


    Przy chorzowskim zoo również byliśmy


    No, tablice na polu golfowym z przestrogą nie pomogły :)


    Odwiedziliśmy również cmentarz żołnierzy niemieckich w Siemianowicach Śląskich


    W drodze na Pogorie ...


    Po wyjątkowym napoju stało się coś jak na etykiecie: "Nigdy nie jeżdżę po alkoholu" :)




  • dystans : 75.73 km
  • teren : 70.00 km
  • czas : 06:19 h
  • v średnia : 11.99 km/h
  • v max : 60.22 km/h
  • rower : Accent Tormenta 1
  • MTB Marathon Krynica Zdrój

    Sobota, 4 lipca 2009 • dodano: 05.07.2009 | Komentarze 10


    Kolejny start w golonkowym cyklu … pełna nazwa tej edycji brzmiała: Krynica Adventure Race – to wypadało wystartować, koniecznie na giga po przygodę :)
    Motywacja była większa bo na te zawody zjechała ekipa Dampersów na górski debiut, czyli Damian i Czarek, oraz wraz z Nimi Arek – więc okazja do porównania formy … :)
    Pobudka o 7-mej, krzątanina śniadaniowo – sprzętowa i po 9-tej i zjechaliśmy z noclegowni na miejsce startu … Damian zaliczył glebę na mokrym asfalcie … W sektorze (trzecim) wszyscy ustawiliśmy się spokojnie i w połowie. Start nastąpił krótko po 10-tej, początkowo kręciliśmy lekko w dół po ulicy, by po chwili skręcić na podjazd (czerwony szlak) … tak jak myślałem – tam zaczęła się powolna selekcja. Zarówno Damiana, Czarka miałem tam w zasięgu wzroku, nie było sensu od razu atakować, zresztą całą trasę już przejechałem (klik1, klik2) :) Na tym pierwszym podjeździe jakoś nie mogłem złapać swojego rytmu … Po chwili wyprzedziłem Czarka, a następnie na pierwszym zjeździe Damiana … i tak już zostało do mety :) Nastapił trudny, błotnisty zjazd, zaszalałem trochę, parę osób wyprzedziłem i gdzieś Arka minąłem. Po chwili okazało się że pętla została skrócona w stosunku do tej co była naszkicowana na mapie (pewnie przez ilość błota – w nocy padało i na dwie godziny przed startem też na krótko spadł deszcz). Po zjeździe nastąpił początek długiego podjazdu na najwyższy punkt trasy: Jaworzynę (1114m). Arek mnie tam wyprzedził. Na tym podjeździe złapałem swój rytm i bez większego zmęczenia wjechałem na szczyt. Potem krótki zjazd do krzyżówki czerwonego z niebieskim i zaczął się długi, leśny zjazd, najpierw spoczko, a następnie … mega błotnisty, koła zapadały na 10 cm głębokości … o dziwo nieźle tam mi poszło i kilku na takiej trudnej nawierzchni wyprzedziłem. Po chwili był krótki, acz stromy podjazd i pojawił się żółty szlak, który biegł przez górne patrie … gdzieś tam na krótkim zjeździe znów Arka wyprzedziłem. W momencie, gdzie zaczynał się zjazd do Krynicy – pętla giga łączyła się z … mini i zacząłem ostre dublowanie Mini-owców. I stało się coś na szczęście niegroźnego - na zjeździe wpadłem w koleinę i lot przez kierownicę (chyba przy 35 km/h), wylądowałem wprost twarzą w błoto, na moim nosie pojawiła się ryska :) Po chwili jeszcze jedną błotną glebkę zaliczyłem. Po zjechaniu do Krynicy nastąpił początek kolejnego podjazdu biegnącego żółtym szlakiem na 864 metrowy szczyt (Huzary), gdzie znajduje się rozjazd giga, mega i mini. Zanim tam dotarłem (błotniście oczywiście), zaczęły się problemy z klejącym się do najmniejszej zębatki korby łańcuchem, nauczony doświadczeniem ze Szczawnicy, zabrałem ze sobą smar – w sumie trzykrotnie na całej trasie powtarzałem tą czynność … Podczas króciutkiego postoju i pierwszego smarowania znów (i po raz ostatni) Arek mnie wyprzedził. Techniczny zjazd do Tylicza pokonałem bez szaleństw. Jadąc przez Tylicz asfaltem uformowała się pięcioosobowa grupka i tak zajechaliśmy do skrętu na drogę z betonowych płyt. Natomiast szutrową drogę, po której była masa przejazdów przez strumyki (w tym jeden o głębokości ponad suport) pokonywaliśmy w pojedynkę – wszyscy swoim tempem. Przed kulminacją kolejnego podjazdu (pobliże Ostrego Wierchu, 938m) nastąpiła niesamowita, kamienista stromizna i wszyscy wprowadzali tam swoje rumaki. Ja niosłem swojego na plecach :) Kolejny techniczny zjazd - bez szarżowania pokonałem i dotarłem do wschodniego krańca całej trasy. Wtedy zacząłem powoli czuć, że ubywa mi sił. Dobrze, że na giga były cztery bufety – na każdym się zatrzymywałem i wcinałem coś, co się dało. Kolejny długi podjazd biegnący czerwonym szlakiem pokonywałem już wolnym tempem, byle by mi starczyło mocy na osiągnięcie mety na przyzwoitym wyniku. Po wjechaniu pojawił się długi zjazd, szeroki i szutrowy – zjechałem prawie bez kręcenia korbą. I znalazłem się w Izbach wraz z innym Dampersem (Łukaszem), który mi przez jakiś czas towarzyszył. Znów podjazd – tym razem kamienisty i tradycyjnie już błotnisty, w górnej części tegoż podjazdu przez błoto, które powodowało ciągły uślizg tylnego koła – wprowadzałem bika. Po zjeździe bez szaleństw do Mochnaczki Niżnej kolejny podjazd, asfaltowy i dość stromy. Potem skręt na żółty szlak – ten sam, biegnący do miejsca rozjazdu. Po wjechaniu na szczyt - zjazd w kierunku Góry Parkowej. Ja, przywyknięty do tych golonkowych końcówek spodziewałem się kolejnych niespodzianek – i też tak się stało :)
    Organizator urządził tam niezłą pętelkę typu XC, a ja w nogach miałem tyle długich wspinaczek i jechałem już na resztkach sił. Właśnie na stokach Góry Parkowej sporo ze mną się działo - pierwszy tamtejszy bardzo stromy zjeżdzik zjechałem bez problemów, następnie był podjazd po torze saneczkowym – znów przez błotko i zmęczenie fragment wprowadzałem, i wreszcie zjazd do mety, na niesamowicie stromym, trawiastym i śliskim downhillu wyskoczyła mi z mocowania do ramy linka tylnego hamulca … i od razu efektowne OTB :) Po chwili jeszcze trzy wywrotki zaliczyłem – bilans: kolejne rysy na nogach i łokciach. W końcu osiągnąłem metę :)
    Po mecie chwilę odpocząłem, udałem się na spotkanie z Karoliną i Darkiem – Oni widząc mnie i mój rower totalnie uwalonych byli pod giga wrażeniem :)
    Po tradycyjnym, serwowanym przez organizatora makaronie to już jazda do noclegowni i mycie rowerów z masy błota.

    83/142 - open GIGA
    28/54 - M3

    Wynik dla mnie całkiem przyzwoity i prawie identyczny jak w Szczawnicy :)
    Podsumowując – dla mnie był to jak do tej pory najcięższy giga maraton, tyle długich podjazdów, masa błota, dużo technicznych zjazdów …
    Jednym zdaniem: na całej trasie wszystko było, by w pełni poczuć się prawdziwym MTB-owcem :)

    Sektor trzeci, luzik w oczekiwaniu na start


    Na jednym z pierwszych zjazdów - jak widać korzennym :)


    To już w górnych patriach w drodze na Jaworzynkę ...


    Impresja zjazdowa :)


    Damian, Arek, Ja i Czarek twardziele po zawodach :)




  • dystans : 46.84 km
  • teren : 32.00 km
  • czas : 03:46 h
  • v średnia : 12.44 km/h
  • rower : Accent Tormenta 1
  • Krynica Zdrój - objazd pętli giga

    Piątek, 3 lipca 2009 • dodano: 03.07.2009 | Komentarze 4


    Po wczorajszym zapoznaniu pętli mega dziś udałem się na fragment odcinka przeznaczonego dla Gigowców (odrębna pętla), zresztą oczywiście startuję na tym dystansie dla twardzieli :)
    Zanim dotarłem to miejsca rozjazdu (Huzary, 865m) musiałem najpierw pokonać stromy i błotnisto - śliski podjazd … I jazda, odrobinę padało, najpierw trochę techniczny zjazd, najpierw przez las, a następnie przez polanę do Tylicza, gdzie przejeżdża się nietypowo jak na maraton – przez ryneczek :) Później 3 km jazdy asfaltem i skręt w prawo na drogę z betonowych płyt. Po kilku km kolejny skręt – tym razem na szutrową drogę biegnącą do granicy ze Słowacją. Ta droga poprowadzona jest tak, że co chwilę następuje przejazd przez strumień, w tym jeden o głębokości po same osie (moczenie nóg zapewnione) :) Po błotnisto – strumykowo - trawiastej wspinaczce do granicy następuje podjazd czerwonym szlakiem ... no na wysokość ponad 900m – ostatnie 200-300m to wprowadzanie roweru … niesamowita kamienista stromizna … Po osiągnięciu szczytu następuje kamienisty zjazd – techniczny oczywiście, bez puszczania klamek hamulcowych nie dało się zjechać … :) I tym sposobem znalazłem się na wschodnim krańcu całej trasy maratonu. Wtedy pogoda na dobre poprawiła się. Później następuje krótki podjazd i zjazd niebieskim (po polanie i drodze szutrowej) do krzyżówki z czerwonym szlakiem. Dalej to jazda stopniowo do góry po tym czerwonym – najpierw po częściowo zarośniętej trawą ścieżce, by po jakimś czasie skręcić na niedawno powstałą szutrową szosę. Po osiągnięciu kulminacji następuje długi, szeroki zjazd do Izb i tam skręt w lewo, kawałek asfaltu i w prawo, by po pokonaniu podjazdu asfaltem i kamienistym szutrem ponownie spotkać się z czerwonym szlakiem (po opadach dużo błota tam było) Po dość technicznym zjeździe (koleiny i spływająca woda) do Mochnaczki Niżnej zboczyłem z trasy by umyć rower w potoku i wpadłem do sklepu na Tigera i lodzika :) Po odpoczynku - asfaltowy podjazd prowadzący do krzyżówki z żółtym szlakiem, którym jedzie się do mety … Ja jednak zjechałem asfaltem wprost do Krynicy i wróciłem do noclegowni.

    Ogólnie ten fragment pętli giga jest dość ciekawy, kondycyjno – techniczny i w sumie na nim jest prawie wszystko, co powinno być na prawdziwie MTB-owskiej trasie :)

    A o ok. 21:30 do Krynicy przyjechali: Damian, Czarek, oraz Arek :)

    Fragment zjazdu do Tylicza ... :)


    No ... :)))


    W drodze po betonowych płytach do Izb


    Przeprawa przez strumyk ... :)))


    ....... :)))


    Początek technicznego zjazdu z okolic Ostrego Wierchu (938m)


    Na wschodnim krańcu pętli giga


    Kolejny podjazd ...


    Panoramka ze zjazdu do Mochnaczki Niżnej :)


    Już w Krynicy - linia startu i mety :)


    V max – 62.67 km/h

    Kategoria do 50 km, w górach


  • dystans : 49.57 km
  • teren : 40.00 km
  • czas : 04:10 h
  • v średnia : 11.90 km/h
  • rower : Accent Tormenta 1
  • Krynica Zdrój - objazd pętli mega

    Czwartek, 2 lipca 2009 • dodano: 02.07.2009 | Komentarze 5


    Wyruszyłem na trasę po 10-tej, wcześniej rozmawiałem z właścicielem noclegowni, który zjeździł rowerem wszystkie okoliczne ścieżki i doradził mi na mapie z przebiegiem trasy, gdzie znajdują się trudne fragmenty … :)
    No więc … początek (nie licząc przejazdu ulicą) to niezły podjazd czerwonym szlakiem – tam nastąpi selekcja :) Po jakims czasie spotkałem tam dwie trenujące bikerki … wprowadzały swoje rowerki – więc stromo było. Przy żółtym szlaku, już w wyższych patriach zauważyłem że trasa już była oznakowana, choć nie całkowicie … Zaczęło się robić błotniście, na szczęście częściowo, po chwili kręciłem już leśnym duktem typu: lekko do góry, na krańcu nawrót 180 stopni i pierwszy dłuższy zjazd najpierw szutrowy i następnie kawałek asfaltowy (było tam mokro, więc miejscowo popadało). Po zjeździe nastąpił skręt w prawo i początek długiego, momentami stromego, drobno-kamienistego podjazdu na Jaworzynę (1114 m). Na szczycie zrobiłem przerwę na naleśniki z serem i bananami – mniam :) Od Jaworzyny zaczyna się zjazd, niestraszny, ale … niestety gdzieś tam zgubiłem trasę (brak oznakowania) i w efekcie dojechałem kamienisto-korzennym podjazdem do krzyżówki czerwonego z niebieskim, więc kilkukilometrowy zachodni kraniec trasy pozostanie do dnia maratonu dla mnie tajemnicą :) Natomiast zjazd (niezbyt stromy) tym niebieskim to już odrobinę techniczna sprawa … no kamienie, korzenie i masa błota, czasem głębokiego – kilka razy mnie zatrzymało z rozpędu :) Po jakimś czasie trasa ponownie łączy się żółtym szlakiem – biegnącym po wyższych patriach i interwałowym. I znów znalazło się oznakowanie organizatora :) Więc po strzałkach przez polanę zjechałem do Krynicy, wpadłem do Żabki na lodzika, pepsi, banana i ruszyłem na podbój wschodniego odcinka pętli mega. Od razu podjazdem, aż do żółtego szlaku, który biegnie przez las, po drodze jest kilka dających w kość podjazdów, większość szlaku przejezdna, czasem błoto. Strzałki doprowadziły mnie do miejsca rozjazdu Mini, Mega i Giga. Od tamtej chwili zaczęło się … najpierw stromy zjazd, i jazda w okolice Góry Parkowej … Organizator urządzi tam zapewnie "niespodzianki" zapewnie będą bardzo strome zjeżdziki i podjazd po torze saneczkowym ... :)
    Na koniec zjechałem po parkowej ścieżce do Krynicy, umyłem rower od błota w Kryniczance (potoku) i do noclegowni wróciłem.

    Fragment pierwszego podjazdu


    Niezły podjazd na Jaworzynę - tam w oddali na górze to szczyt :)


    Milka przy schronisku :)))


    Na Jaworzynie


    Panoramka ze szczytu :)


    Początek zjazdu ...


    Korzenny podjazd ...


    Kamienisty zjazd na niebieskim szlaku ...


    ... przybywa błota :)
    Tutaj koła zapadały na głębokość 10 cm ...


    Kulminacja ilości błota :)


    Rozjazd Mini, Mega i Giga


    Podjazd po torze saneczkowym na stokach Góry Parkowej


    Moja średnia mówi jedno - trasa mega bardziej wymaga odpowiedniego przygotowania kondycyjnego … :)
    Poza tym dużo postojów na trasie robiłem ...

    V max – 50.61 km/h

    Kategoria do 50 km, w górach


  • dystans : 33.90 km
  • czas : 01:44 h
  • v średnia : 19.56 km/h
  • v max : 39.58 km/h
  • rower : Accent Tormenta 1
  • Po nocnym Krakowie

    Wtorek, 30 czerwca 2009 • dodano: 07.07.2009 | Komentarze 4


    Po wczorajszej ponad trzysetce trzeba jakoś było uczcić rekord - więc pod wieczór zajechałem na nadwiślańską barkę tuż obok Wawelu - Robert wraz ze swoim kuzynem czekali tam na mnie.
    Na barce obowiązkowo PIWKO, pogaduszki, podsumowanie :)
    Zapadł letni, wyjątkowo ciepły i bardzo przyjemny zmrok - udaliśmy się wspólnie wzdłuż Wisły na drogę powrotną, po rozdzieleniu nie chciało mi się wracać w taką ciepłą noc do noclegowni - więc pokręciłem na krakowską starówkę.

    JPbike i robin na barce :)


    Na krakowskim rynku ...


    ....... :)


    Barbakan


    Na rynku wpadłem na kebaba i do noclegowni wróciłem po północy :)

    Kategoria do 50 km, nocne


  • dystans : 329.90 km
  • czas : 14:00 h
  • v średnia : 23.56 km/h
  • v max : 56.22 km/h
  • rower : Accent Tormenta 1
  • Pierwsza 300-tka :)

    Poniedziałek, 29 czerwca 2009 • dodano: 30.06.2009 | Komentarze 13


    Kraków – Sandomierz – Kraków

    Ta trzysetka była już od kilku miesięcy dokładnie zaplanowana – w najdrobniejszych szczegółach uczynił to Robert, dla niego to był tegoroczny rowerowy cel numer 1 :)
    Początkowo oprócz mnie i autora trasy chętnych było więcej … różnie bywa, w końcu ekipa wyruszyła o 3:40 w dwuosobowym składzie bikestatowiczów na podbój magicznego dystansu.
    Pierwsze 70 km pokonywaliśmy we mgle, dość niezłym tempem.
    Następnie pogoda się poprawiała i po setce mieliśmy już w pełni letnie kręcenie.
    Robiło się cieplej, coraz wyższa temperatura zaczęła dawać nam we znaki, picia ubywało szybko …
    Do półmetka trasy, czyli Sandomierza (165 km, godz. 12:20) dotarliśmy spokojnie, choć w całości poruszaliśmy się dość ruchliwą krajową 79-tką. Zrobiliśmy tam przerwę na pierogi, obejrzeliśmy tamtejszy rynek i jazda w drogę powrotną (przed 14-tą).
    Strasznie gorąco było, w większości kręciliśmy wprost pod słońce, zapewniając sobie kolarską opaleniznę :)
    W drodze powrotnej niemal na każdym podjeździe (sporo było) zostawiałem Roberta z tyłu :)
    Po dwusetce Robertowi ciężej się jechało, postoje były jak zbawienie. Ja jakoś się trzymałem na całej trasie.
    Po 17-tej wokół nas czaiły się ciemne chmury …
    Im później się robiło, tym temperatura stawała się przyjemniejsza, trzysetka się zbliżała.
    No i w końcu się udało !!! :)
    Ostatnie kilometry to jazda po wieczornym Krakowie … do noclegowni dotarłem o 22-tej.
    Co do zmęczenia – jakoś dałem radę, jedynie na ostatnich kilometrach doskwierał mi tyłek.

    Pierwsze kilkadziesiąt km-ów kręciliśmy w takiej mgle ...


    Mglisty poranek na rynku w Koszycach


    O ... robin podjeżdża :)


    Obowiązkowa przerwa na śniadanie w Chwalibogowicach


    Robert przy stawie hodowlanym w Słupii


    Już w Sandomierzu - nad Wisłą :)


    Zamek Kazimierzowski


    Hmm ... uphill ?


    Nadjeżdża zadowolony Robert :)


    Nasza atrakcja w drodze powrotnej :D


    Nasz stan po 254 km ... :)


    Dzięki Robercie za wspólne pobicie 300-tki :)



  • dystans : 59.49 km
  • teren : 50.00 km
  • czas : 03:15 h
  • v średnia : 18.30 km/h
  • v max : 56.57 km/h
  • rower : Accent Tormenta 1
  • Bikemaraton Kraków

    Niedziela, 28 czerwca 2009 • dodano: 30.06.2009 | Komentarze 8


    Do Krakowa zajechałem wprost z Bike Orientu o północy. Pobudka o 6:30, śniadanie i przed 10-tą rozgrzewkowa jazda w lekkiej mżawce na Błonia skąd startuje bikemaraton.
    Po dobrym wyniku w Boguszowie – Gorce przypadł mi trzeci sektor z siedmiu :) W sektorze, którym się ustawiłem - luzik :) Przez tydzień w Krakowie często padało – nie przeszkodziło to w pojawieniu się ponad 1000 zawodniczek i zawodników.
    Start punktualnie o 11-tej, na początek przejazd przez trawę, o miękkiej i nierównej nawierzchni, by po chwili pokonać pierwszy podjazd w okolice Kopca Kościuszki – tempo jazdy miałem identyczne jak inni, właśnie widać było same plusy klasyfikacji sektorowej. Po chwili wpadamy do Lasku Wolskiego i zaczęła się błotna zabawa :) A dla mnie bojowy test 2.25 calowych NN-ów (spisały się tak jak powinny) Po 12-km zostaję poinformowany, że mój numerek startowy na plecach trzyma się jedynie na dwóch dolnych agrafkach, szybko zdecydowałem, że poprawię na najbliższym bufecie. Dojeżdżając do pierwszego bufetu wycisnąłem na krótkim asfaltowym odcinku v-max, i na bufecie postój - panienki poprawiły mi mocowanie numerka z chipem :) Pogoda zaczęła się poprawiać. A następnie tyle się działo w mocno interwałowym, leśnym terenie z błotem w roli głównej - niemal wszystkie króciutkie stromizny były ciężkie, śliskie i wprowadzania nie brakowało. A zjazdy - większość dało się zjechać, sporo mnie zarzucało, dobra technika jazdy była górą. Aha … wspomnę że po 20 km wyprzedził mnie Nicram … a startował z ostatniego … szacun i zastanawiałem się chwilę czy mam spadek formy :)
    Co do wyprzedzania to raczej niewiele było, w sumie kilkanaście osób na całej trasie wyprzedziłem a mnie głównie kozactwo z niższych sektorów wyprzedzało.
    Na drugim i trzecim bufecie zaliczyłem ultrakrótki stop and go (banan i izotonik). Końcówka to nadal mocne interwały – w tym był (po 50 km) jeden bardzo stromy zjeżdzik – potknąłem się i tam jedyną glebkę zaliczyłem. Dobijając do mety kręciliśmy po wale … momentem strasznie wyboiście było i w końcu ponowny przejazd przez trawę na Błoniach i cisnąłem do mety :)
    Po zawodach ustawiłem się w kolejce do myjni i czekałem tam … prawie półtora godziny, odpoczywając sobie i poznałem Przemka i Daniela, miejscowych bikestatowiczów, którzy też startowali i troszkę pogadaliśmy sobie :)

    121/573 open MEGA
    30/161 M3

    Gdzieś w lesie ... błotna zabawa :)


    Ilość błota powodowała ... no widać :)




    Na ostatnich metrach, niezły wycisk daje z siebie ...


    Puls – max 175, średni 157 (pulsometr często wieszał się)



  • dystans : 112.78 km
  • teren : 70.00 km
  • czas : 06:56 h
  • v średnia : 16.27 km/h
  • v max : 42.66 km/h
  • rower : Accent Tormenta 1
  • Bike Orient 2009 - Ręczno

    Sobota, 27 czerwca 2009 • dodano: 30.06.2009 | Komentarze 3


    Czyli debiut w maratonie rowerowym na orientacje

    Jako że Bike Orient staje się miejscem, gdzie co roku zjeżdżają z różnych zakątków kraju bikestatowicze, wypadało mi się pokazać i zadebiutować w tego typu orientacyjnych zawodach, jak i po raz pierwszy jechać w koszulce BS :)
    Do Ręczna zajechałem po nocnej podróży o 6:30 i do biura po numerki – dostałem numer 53.
    W międzyczasie troszkę popadało … błoto zapewnione :)
    No i oprócz mi znanych osób spotkałem po raz pierwszy paru bikestatowiczek i bikestatowiczów, znanych mi dotychczas z czytania ich blogów.
    Po śniadaniu wszyscy uczestnicy się zebrali, i odebrali mapy I etapu, po spojrzeniu na mapę z punktami nie bardzo wiedziałem od czego zacząć, więc przyłączyłem się do rodzinnej ekipy w następującym składzie: Darek, Anetka, Wiktor, Igor, oraz Monika i oczywiście ja.

    Na pierwszy cel poszedł PK1. Po dotarciu po mokrym asfalcie w pobliże tegoż punktu (gospodarstwo agroturystyczne – lewy brzeg Pilicy) skręciliśmy na trawiastą ścieżkę, słabo widoczną i dotarliśmy do kładki, zza którą był punkt :)
    No i nabyłem pierwsze doświadczenie … trzeba czytać na mapie opisy punktów … bo zamiast przedzierania się przez tamtą mokro trawiastą ścieżkę wystarczyło przejechać przez gospodarstwo agroturystyczne :)

    Kładka tuż przy PK1 ... dość śliska była ...


    Po jedynce ustaliliśmy, że jedziemy w kierunku PK4. Po drodze zatrzymaliśmy się przy sklepie :) Wjechaliśmy do lasu, niezłe błoto było, dobrze ukryty punkt (prawy brzeg strumienia) zdobywamy dzięki paru uczestnikom, co tam również zajechali :)

    W drodze po PK4 ... Igorek przewodzi grupce w trudnym terenie :)


    Przeprawa przez masę piachu ...


    Po zdobyciu czwórki nasza ekipa się rozdziela, Anetka z Igorkiem decydują się na powrót do bazy, a reszta wraz ze mną udaje się na podbój PK2. Tym razem coraz bardziej skupiam się na mapie, jechałem dość szybko, od czasu do czasu się zatrzymując na resztę współzawodników :) Punkt (wał wydmowy przy ścieżce) zdobywamy bez większych problemów i tam troszkę odpoczywamy.

    Darek kasuje "dwójkę"


    Kolejny cel: PK6. Coraz ostrzej kręcę, często zostawiając moich współtowarzyszy z tyłu. W pewnym momencie dość daleko zajechałem i dalej decyduję się jechać samotnie. Niezłe tempo narzuciłem, do punktu (prawy brzeg Pilicy) docieram spoczko ale … jest za drugą stroną Pilicy, nie widziałem żadnej łódki, po chwili zawróciłem. Znów błąd – zapomniałem że na mapie wyraźnie pisze: bród :D

    Po niezdobyciu szóstki udałem się na PK5. Zacząłem odczuwać brak mapnika i kompasu, sporo błądziłem, dużo czasu traciłem, raz pojechałem w kółko :) Punkt (kępa drzew w kształcie okręgu) jednak zdobyłem … przypadkiem :)

    Pilica w drodze po PK5 ...


    Po piątce czas przeprawić się na drugą stronę Pilicy, skorzystałem z wiszącej kładki, do której nie było łatwo dotrzeć. Po przeprawieniu jechałem w kierunku PK10. Kolejne mega błądzenie po piachu w lesie – dobrze że założyłem 2.25 calowe Nobby Nic-y. Punkt (skrzyżowanie dróg) znalazł się podobnie, jak na czwórce – zauważyłem grupkę, która tam odpoczywała, też tam zrobiłem przerwę na batonika.

    To ta wisząca kładka


    Odpoczynek przy PK10 ...


    Gdzie jechać dalej … na 8-tkę, czy 3-tkę ? Odnalezienie tych dwóch punktów sprawiło mi najwięcej kłopotów – głównie nawigacyjnych, nie wspominając o brakach sprzętowych … no cóż w końcu to mój orientacyjny debiut :)

    W Starej skręciłem na niewłaściwą drogę, planowałem jechać zdobyć ósemkę a … zajechałem do krzyżówki na Wólkę Skotnicką i tam po analizie mapy zdecydowałem że jadę po PK3. Zanim zdobyłem ten punkt (Diabla Góra – pomnik) mnóstwo czasu straciłem w tamtejszym Rezerwacie, dwa razy wspinałem się na tą górkę - super trening sobie zafundowałem :)

    Diabla Góra - pomnik


    Po trójce wiadomo – PK8. Udałem się słabo oznakowanym niebieskim szlakiem, którego jednak … zgubiłem :) Rzut na mapę i znalazłem się Porębie (poznałem po nazwie ulicy) i tam na asfalt w kierunku ósemki (szczyt wzniesienia). Podjazd na otwartej przestrzeni był fajny, kolejny trening :) Punkt zdobyłem, wcześniej skręcając na niewłaściwą ścieżkę …

    Szczyt wzniesienia na BO


    Wybiła godz. 18-ta, co dalej ? Na I etapie zdobyłem 7 z 10 pkt. Może udam się na niezdobytą szóstkę ? Zrezygnowałem z tego w czasie jazdy i wróciłem do kładki nad Pilicą. Kręcąc szybko przez las w kierunku bazy … gubię mapę, którą woziłem pomiędzy plecami a plecakiem. Skorzystałem z pomocy miejscowego (jechał na rowerze), z którym kawałek razem kręciliśmy :) No i wpadłem do bazy przed 19-tą. Aby być sklasyfikowanym w dwóch etapach trzeba było jeszcze zaliczyć chociaż jeden punkt na II etapie – Monika mi doradziła zdobycie szesnastki leżącej stosunkowo blisko bazy.

    Jak widać, taka przeprawa przez wiszącą kładkę sprawiła mi przyjemność :)
    Fotka z galerii Bike Orientu


    Jadąc w kierunku PK16 mijałem z przeciwka Damiana z kitą podążających w kierunku mety. Punkt (dawny kamieniołom piaskowca – przy ścieżce) zdobyłem kręcąc się wokół tegoż kamieniołomu. I wróciłem do mety – na BO łącznie zaliczyłem 8 z 19 punktów.

    Przy PK16


    W ogólnych wynikach (trasa długa) uplasowałem się na 73 miejscu z 77 sklasyfikowanych, jest co poprawić za rok :)
    Na dekoracji w kategorii „Najliczniejszy team” nie daliśmy konkurencji żadnych szans – dostałem mapę Ziemii Kłodzkiej, oprócz tego wylosowałem koncentrat napoju energetycznego :)

    Podsumowując mój debiutancki Bike Orient – świetna impreza, wspaniała zabawa, liczne grono bikestatowiczy … i teraz wiem że nie raz się znów tam pojawię :)