Info o mnie.
- przejechane: 186633.23 km
- w tym teren: 67338.10 km
- teren procentowo: 36.08 %
- v średnia: 22.57 km/h
- czas: 342d 17h 47m
- najdłuższy trip: 329.90 km
- max prędkość: 83.56 km/h
- max wysokość: 2845 m
Kategorie
-
Bike Maraton - 39
bikestatsowe zawody - 8
CX - 7
do 100 km - 1207
do 50 km - 1245
do/z pracy - 278
dron - 68
dzień wyścigowy - 251
Etapówki MTB - 31
Festive 500 - 55
Gogol MTB - 62
Kaczmarek Electric - 21
maratony - 180
MTB Marathon - 31
na orientację - 6
nocne - 290
podium, te szerokie też - 37
podsumowanie - 11
pomiar czasu - 67
ponad 100 km - 247
ponad 200 km - 28
ponad 300 km - 4
poza PL - 114
Solid MTB - 30
sprzęt - 50
szoska - 456
Uphill race - 8
w górach - 322
w roli kibica - 10
w towarzystwie - 404
wyprawy - 74
wysokie szczyty - 35
XC - 32
z przyczepką - 4
-
Moja stajnia
w użyciu
Orbea Oiz M20

Black Peak

Accent Peak 29
Canyon Endurace
Sztywna Biria
archiwum
Scott Scale 740
TREK 8500
Kross Action
Accent Tormenta 1
Accent Tormenta 2
Accent Tormenta 3
Archiwum
2025
2024
2023
2022
2021
2020
2019
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
-
2026, Styczeń - 4 - 0
2025, Grudzień - 8 - 0
2025, Listopad - 9 - 0
2025, Październik - 8 - 0
2025, Wrzesień - 8 - 0
2025, Sierpień - 13 - 23
2025, Lipiec - 12 - 22
2025, Czerwiec - 9 - 20
2025, Maj - 10 - 20
2025, Kwiecień - 8 - 21
2025, Marzec - 10 - 24
2025, Luty - 8 - 16
2025, Styczeń - 7 - 13
2024, Grudzień - 15 - 38
2024, Listopad - 7 - 15
2024, Październik - 9 - 21
2024, Wrzesień - 10 - 18
2024, Sierpień - 12 - 20
2024, Lipiec - 14 - 30
2024, Czerwiec - 18 - 40
2024, Maj - 10 - 24
2024, Kwiecień - 15 - 37
2024, Marzec - 12 - 29
2024, Luty - 9 - 27
2024, Styczeń - 9 - 25
2023, Grudzień - 12 - 34
2023, Listopad - 10 - 33
2023, Październik - 9 - 27
2023, Wrzesień - 11 - 28
2023, Sierpień - 8 - 16
2023, Lipiec - 16 - 43
2023, Czerwiec - 11 - 27
2023, Maj - 17 - 36
2023, Kwiecień - 12 - 45
2023, Marzec - 6 - 16
2023, Luty - 8 - 32
2023, Styczeń - 8 - 26
2022, Grudzień - 8 - 20
2022, Listopad - 8 - 25
2022, Październik - 9 - 31
2022, Wrzesień - 12 - 16
2022, Sierpień - 10 - 24
2022, Lipiec - 16 - 37
2022, Czerwiec - 12 - 26
2022, Maj - 16 - 32
2022, Kwiecień - 14 - 49
2022, Marzec - 9 - 30
2022, Luty - 8 - 18
2022, Styczeń - 10 - 27
2021, Grudzień - 10 - 25
2021, Listopad - 11 - 29
2021, Październik - 12 - 35
2021, Wrzesień - 15 - 30
2021, Sierpień - 16 - 24
2021, Lipiec - 20 - 34
2021, Czerwiec - 19 - 42
2021, Maj - 15 - 34
2021, Kwiecień - 15 - 30
2021, Marzec - 12 - 35
2021, Luty - 11 - 32
2021, Styczeń - 13 - 42
2020, Grudzień - 17 - 37
2020, Listopad - 13 - 51
2020, Październik - 14 - 40
2020, Wrzesień - 19 - 33
2020, Sierpień - 20 - 42
2020, Lipiec - 25 - 65
2020, Czerwiec - 21 - 77
2020, Maj - 21 - 75
2020, Kwiecień - 14 - 60
2020, Marzec - 7 - 21
2020, Luty - 15 - 34
2020, Styczeń - 13 - 46
2019, Grudzień - 20 - 76
2019, Listopad - 14 - 50
2019, Październik - 13 - 44
2019, Wrzesień - 24 - 46
2019, Sierpień - 23 - 25
2019, Lipiec - 23 - 31
2019, Czerwiec - 26 - 42
2019, Maj - 25 - 58
2019, Kwiecień - 24 - 75
2019, Marzec - 18 - 56
2019, Luty - 16 - 45
2019, Styczeń - 15 - 53
2018, Grudzień - 18 - 68
2018, Listopad - 10 - 36
2018, Październik - 20 - 42
2018, Wrzesień - 31 - 67
2018, Sierpień - 21 - 82
2018, Lipiec - 18 - 58
2018, Czerwiec - 14 - 55
2018, Maj - 19 - 55
2018, Kwiecień - 18 - 68
2018, Marzec - 14 - 55
2018, Luty - 10 - 52
2018, Styczeń - 10 - 52
2017, Grudzień - 10 - 42
2017, Listopad - 7 - 44
2017, Październik - 10 - 43
2017, Wrzesień - 17 - 46
2017, Sierpień - 19 - 43
2017, Lipiec - 19 - 83
2017, Czerwiec - 17 - 42
2017, Maj - 21 - 60
2017, Kwiecień - 19 - 47
2017, Marzec - 15 - 38
2017, Luty - 13 - 32
2017, Styczeń - 14 - 47
2016, Grudzień - 9 - 14
2016, Listopad - 9 - 24
2016, Październik - 14 - 19
2016, Wrzesień - 14 - 66
2016, Sierpień - 16 - 24
2016, Lipiec - 21 - 41
2016, Czerwiec - 15 - 26
2016, Maj - 24 - 77
2016, Kwiecień - 18 - 47
2016, Marzec - 18 - 42
2016, Luty - 13 - 26
2016, Styczeń - 14 - 39
2015, Grudzień - 14 - 72
2015, Listopad - 8 - 26
2015, Październik - 8 - 23
2015, Wrzesień - 12 - 27
2015, Sierpień - 18 - 31
2015, Lipiec - 16 - 59
2015, Czerwiec - 21 - 72
2015, Maj - 21 - 53
2015, Kwiecień - 20 - 88
2015, Marzec - 19 - 88
2015, Luty - 16 - 59
2015, Styczeń - 15 - 59
2014, Grudzień - 11 - 60
2014, Listopad - 19 - 34
2014, Październik - 12 - 22
2014, Wrzesień - 17 - 37
2014, Sierpień - 18 - 31
2014, Lipiec - 22 - 95
2014, Czerwiec - 18 - 73
2014, Maj - 16 - 76
2014, Kwiecień - 21 - 77
2014, Marzec - 20 - 73
2014, Luty - 16 - 80
2014, Styczeń - 7 - 31
2013, Grudzień - 18 - 87
2013, Listopad - 13 - 78
2013, Październik - 15 - 60
2013, Wrzesień - 16 - 65
2013, Sierpień - 15 - 76
2013, Lipiec - 26 - 161
2013, Czerwiec - 21 - 121
2013, Maj - 20 - 102
2013, Kwiecień - 20 - 116
2013, Marzec - 18 - 117
2013, Luty - 15 - 125
2013, Styczeń - 12 - 92
2012, Grudzień - 20 - 106
2012, Listopad - 10 - 82
2012, Październik - 13 - 46
2012, Wrzesień - 17 - 96
2012, Sierpień - 16 - 99
2012, Lipiec - 23 - 113
2012, Czerwiec - 17 - 97
2012, Maj - 18 - 61
2012, Kwiecień - 20 - 132
2012, Marzec - 20 - 130
2012, Luty - 9 - 57
2012, Styczeń - 10 - 55
2011, Grudzień - 11 - 84
2011, Listopad - 12 - 96
2011, Październik - 20 - 127
2011, Wrzesień - 17 - 170
2011, Sierpień - 23 - 109
2011, Lipiec - 11 - 116
2011, Czerwiec - 3 - 154
2011, Maj - 24 - 186
2011, Kwiecień - 15 - 255
2011, Marzec - 24 - 213
2011, Luty - 26 - 187
2011, Styczeń - 18 - 199
2010, Grudzień - 19 - 173
2010, Listopad - 13 - 106
2010, Październik - 14 - 118
2010, Wrzesień - 15 - 192
2010, Sierpień - 25 - 209
2010, Lipiec - 27 - 126
2010, Czerwiec - 28 - 191
2010, Maj - 20 - 255
2010, Kwiecień - 24 - 220
2010, Marzec - 18 - 196
2010, Luty - 9 - 138
2010, Styczeń - 11 - 134
2009, Grudzień - 12 - 142
2009, Listopad - 11 - 128
2009, Październik - 8 - 93
2009, Wrzesień - 24 - 158
2009, Sierpień - 22 - 118
2009, Lipiec - 19 - 143
2009, Czerwiec - 20 - 94
2009, Maj - 19 - 170
2009, Kwiecień - 25 - 178
2009, Marzec - 14 - 137
2009, Luty - 7 - 50
2009, Styczeń - 11 - 96
2008, Grudzień - 11 - 131
2008, Listopad - 13 - 56
2008, Październik - 17 - 64
2008, Wrzesień - 17 - 62
2008, Sierpień - 21 - 78
2008, Lipiec - 18 - 39
2008, Czerwiec - 24 - 74
2008, Maj - 15 - 23
2008, Kwiecień - 7 - 40
2008, Marzec - 6 - 14
Sobota, 5 czerwca 2010 • dodano: 05.06.2010 | Komentarze 7
Istebna – Wielka Racza – Istebna (74 km, 2756 m przewyższenia)
Trzeci dzień górskiej etapówki MTB przywitał nas słoneczną pogodą. Po śniadaniu, uszykowaniu sprzętu i zajechaniu na miejsce startu tradycyjnie przywitałem się ze znajomymi. W sektorze Damian ustawił się obok mnie, coś czułem że ma zamiar pocisnąć. Start, pierwsze kilkanaście km to w większości podjazdowy i asfaltowy z odrobiną terenu odcinek biegnący na Ochodzitą (894 m) – na tamtejszy szczyt dokręciłem spoczko i swoim tempem, Damiana miałem w zasięgu wzroku. Wyprzedziłem go na końcówce technicznego zjazdu z tymże szczytu. Dalej kręciliśmy na przemian wąskim asfaltem i terenem w dół do Lalik, gdzie znajdował się pierwszy bufet. Na tamtejszym zjazdowym odcinku dwukrotnie przesadziłem z prędkością na łukach i musiałem gwałtownie hamować, by nie wpaść w krzaki. Zaczął się solidny teren i to do góry. Stromizna rosła. Szczerze pisząc – po tych dwóch etapach przyzwyczaiłem się do wymagających beskidzkich tras z kamieniami, korzeniami i masą błota, więc relację ograniczę do ciekawych dla mnie momentów. Podczas pokonywania singletrackowego i trudnego odcinka poprowadzonego po zboczu góry i z błotem spokojnie przepuściłem Damiana, niech jedzie szybciej ode mnie, by miał swój dzień i na mecie okazało się że miał. Natomiast na kolejnym i stromym zjeździe znów go pokonałem. Ilość błota na większości trasy w dalszym ciągu była spora, słoneczna pogoda dopiero się zaczęła. Znów zaczęły się problemy z zaciągającym się łańcuchem, trudno. Drugi bufet, podobnie jak na dwóch pozostałych zrobiłem prawie minutowy postój i wcinałem co się dało, przy okazji płucząc uwalony łańcuch wodą. Stojąc tam wyprzedził mnie Tomek. Po krótkim czasie miałem okazję doświadczyć najcięższego i najdłuższego do tej pory wprowadzania rumaka, stromizna taka, że masakra. No i zjazd – oczywiście techniczny i zaszalałem :) Trzeci bufet był poprzedzony asfaltowym dojazdem. Stojąc tam dogonił mnie i wyprzedził Arek. Od tamtej chwili zaczął się długi i najcięższy podjazd – na Wielką Raczę (1230 m), było ciężko, prędkość stromego podjeżdżania oscylowała się na poziomie 5-6 km/h. Całkiem mi poszło, kilku udało się wyprzedzić. Na szczycie zatrzymałem się, był tam serwisant, wyczyścił i nasmarował mi łańcuch i od tamtej chwili przestał się zaciągać :) Na niezbyt długim i technicznym zjeździe tradycyjnie zaszalałem trochę. Kręciliśmy wtedy czerwonym i przygranicznym szlakiem, aż do Zwardonia, raz do góry, raz w dół, nierzadko było grząsko, nie odbyło się bez wprowadzania. No i lekko zaczęła mnie pobolewać tylna cześć lewego kolana, zwolniłem trochę, by nie ryzykować. Od tamtej chwili moje tempo jazdy spadło, na szczęście nie było takie złe. Aha, wspomnę, że na jednym zjeździe wpadłem w podmyty rów z kamieniami i zaliczyłem glebę. Dobijając do ostatniego bufetu pewien gość na wąskim odcinku chciał mnie z impetem wyprzedzić i … walnął kierownicą w mój tyłek, obaj wylądowaliśmy w trawie. Po tym zdarzeniu mój tyłek się odsłonił, czyli dziura w spodenkach :) Po pokonaniu kolejnego podjazdu i zjechaniu, w końcu nastąpił ostatni i dający w kość podjazd na Złoty Groń i stamtąd stromy i arcybłotny zjazd po stoku narciarskim wprost do mety. Dopiero na mecie dowiedziałem się że Damian mnie nieźle objechał, pewnie na którymś bufecie mnie załatwił, no cóż, mam się martwić ? Ależ skąd, pozostał jeszcze jeden ostatni i decydujący etap :)
Moje wyniki 3 etapu:
116/300 open
54/140 M3
Damian pokonał mnie niespodziewanie aż 20 minut – masakra :(
Tomek i Arek też byli lepsi ode mnie odpowiednio o 11 i 6 minut.
Niech chłopaki się cieszą, wszystko się okaże po ostatnim etapie – mój główny cel, jaki zakładałem przed tą wymagającą górską etapówką - to dojechanie do mety w pierwszej połowie całej stawki i oczywiście założyć koszulkę finishera :)
Na słynnym podjeździe na Ochodzitą

Beskidy MTB Trophy 2010© JPbike

Beskidy MTB Trophy 2010© JPbike
To już końcówka, zaraz myk w dół do mety po błotnym stoku narciarskim

Beskidy MTB Trophy 2010© JPbike
Puls – max 174, średni 147
Przewyższenie – 2756 m
Kategoria Etapówki MTB, w górach, dzień wyścigowy
Piątek, 4 czerwca 2010 • dodano: 04.06.2010 | Komentarze 7
Istebna – Klimczok – Istebna (68 km, 2567 m przewyższenia)
Przez całą noc poprzedzającą drugi dzień górskiej czteroetapówki padało … Wiadomo co do ilości błota. Rankiem chłodno było, niewiele ponad 11 stopni. Tym razem wszystkie trzy pozostałe etapy rozpoczynały się o 10-tej. Na miejsce zajechaliśmy po 9:30, przywitałem się ze znajomymi twarzami i wpadłem do sektora (chyba drugiego z dwóch), ustawiłem się znacznie bliżej – tak po prostu, a reszta kumpli gdzieś z tyłu :) Cel na drugi etap był prosty: pokonać trasę najlepiej jak się da i ponownie objechać kumpli. No i ruszyliśmy, na początek 3 km asfaltu, nieznacznie do góry, by po skręcie w teren pokonać niezły podjazd na Kubalonkę (ok. 800m). Jak na pierwsze kilometry przystało – powoli następowała selekcja. Pierwszy zjazd – najpierw trochę asfaltu, następnie trochę błotny teren – nie dało mi się szybko zjechać z powodu tłoku, raz ktoś nas na chwilę przyblokował. Momentem trasa biegła błotną ścieżką wzdłuż Wisły. Po zjechaniu pojawił się pierwszy bufet – tylko wodę i banana wziąłem w ruchu i od razu zaczął się długi i stromy podjazd prowadzący na Kotarz (985m), a następnie fajnie poprowadzony po zalesionych zboczach wąski odcinek do Przełęczy Karkoszczonka, gdzie był drugi bufet. Pokonując tamtejsze błotne i wymagające odcinki znów zaczęły się problemy z klejącym łańcuchem – tym razem zabrałem szmatkę i smar … niewiele pomagało, w sumie na całej trasie kilkakrotnie zmuszony byłem do około półminutowych postojów – przez to stopniowo traciłem ciężko wypracowane pozycje, w ostateczności znaczne stromizny wprowadzałem, zresztą pchania rowerka na większości ślisko błotnych i stromych podjazdów było sporo, ale i tak większość rywali też tak robiła. No i na ok. 25 kilometrze podczas mojego postoju serwisowego wyprzedził mnie Tomek. Zauważyłem go dopiero podczas wąskiego zjazdu. Gleby nie zabrakło – na wąskim odcinku upadłem przez spory i śliski korzeń – leciutkie obtarcie na kolanie zaliczone. Po drugim bufecie, gdzie stanąłem i wcinałem co się dało, oraz wypłukałem wodą łańcuch (pomogło) rozpoczął się najcięższy podjazd na kulminację etapu – Klimczok (1109m), cały czas na najbardziej miękkim przełożeniu kręciłem do góry, Tomka miałem w zasięgu wzroku. Po wjechaniu (wprowadzania na ostrych i błotnych stromiznach nie zabrakło) kręciliśmy przez wysokie patrie raz w dół, raz do góry, przez masę beskidzkich kamieni w kierunku Błatniej (917m), po drodze mając kolejną porcję arcywidoków. Wreszcie porządny i techniczny zjazd do Brennej z niesamowitą ilością luźnych kamieni – zaszalałem trochę, ręce mi zesztywniały od wstrząsów. W tejże miejscowości był trzeci bufet – też postój zrobiłem i początek kolejnego podjazdu na Trzy Kopce (ok. 800m), najpierw lekko do góry i kilka km asfaltem, następnie od razu stromo terenem. Nie wspomnę już o ilości błota. Po zjechaniu do Wisły (w większości asfaltem) – ostatni bufet i wcinanie tego co się da, napełniłem bidon i ostatni długi i ciężki podjazd asfaltowo – terenowy ponownie na Kubalonkę. W końcu zjazd do mety – najpierw ze szczytu wąski i wymagający, po chwili trochę asfaltu, dalej leśno-terenowo po błotnym strumyku i w końcu niecały kilometr asfaltem do mety. Zarówno Damiana, jak i Arka na całej trasie nie widziałem. Treka po raz drugi solidnie uwaliłem i przyozdobiłem kolejnymi ryskami.
Moje wyniki 2 etapu:
129/316 open
67/149 M3
Tomek przyjechał ponad 2 minuty przede mną
Arek stracił do mnie ponad 7 minut
Damian – 24 minuty za mną, ale miał problemy z manetką
Czarek - … ? ważne że dojechał – to jest najważniejsze :)
Etap drugi to zmaganie z błotem ...

Beskidy MTB Trophy 2010© JPbike
Mgliście na sporej wysokości ...

Beskidy MTB Trophy 2010© JPbike
Jak zwykle skupiony na błotnej trasie

Beskidy MTB Trophy 2010© JPbike
Całe te błotne MTB ... mi sprawia frajdę z jazdy :)

Beskidy MTB Trophy 2010© JPbike

Beskidy MTB Trophy 2010© JPbike
Puls – max 175, średni 141
Przewyższenie – 2567 m
Kategoria Etapówki MTB, w górach, dzień wyścigowy
Czwartek, 3 czerwca 2010 • dodano: 03.06.2010 | Komentarze 17
Istebna – Stożek – Filipka – Istebna (43 km, 1647m przewyższenia)
Już sam dojazd autem do Istebnej na dzień przed rozpoczęciem górskiej etapówki był pełen mocnych wrażeń – no, bo … skasowałem auto. Całe szczęście, nic mi się nie stało. TREK również przeżył. Kask niestety zakończył żywot, pękł na kawałki. To właśnie dzięki osobom poznanym na bikestats – czyli Monice, Damianowi, Tomkowi mogłem w końcu dotrzeć do celu (podróż trwała cały dzień), no i sprawiłem sobie nowy kask – jeszcze raz wielkie dzięki dla Kosmy !
No dobra, teraz czas zrelacjonować.
Pobudka dość wczesna, mimo że start pierwszego i dość krótkiego etapu odbywał się o 12-tej. Pogodę mieliśmy niezłą, trochę słońca, trochę chmur i kilkanaście st.C. Po śniadaniu i tradycyjnej krzątaninie sprzętowej i krótkiej rozgrzewce wyruszyliśmy na miejsce startu w pięcioosobowym składzie: Arek, Tomek, Czarek, Damian, i JA.
Przed startem przywitałem się z Markiem (marc) i jego kolegą, oraz poznałem Adama (AdAmUsO) i Piotra (slec). W sektorach (nie wiem czy w ogóle były) ustawiliśmy się dość daleko, nie było sensu stawiać się z przodu, zresztą wiadomo, taka etapówka MTB wymaga jak najbardziej odpowiedniego rozłożenia sił – większość o tym doskonale wie.
No i start, na początek 5 km podjazdowego i dość wąskiego asfaltu. Na tym odcinku praktycznie nikt nie cisnął na maxa do góry, każdy swoim tempem. Damiana cały czas miałem w zasięgu wzroku, Arka również, jechaliśmy blisko siebie, no i w pewnym momencie na mocnej stromiźnie zacząłem powoli wyprzedzać. Tętno miałem oczywiście wysokie, jechało mi się dobrze :) Wreszcie w beskidzki teren wpadliśmy i od razu mnie zaskoczyły tamtejsze ścieżki pełne mniejszych i większych kamieni, korzeni – takich wymagających tras na własne oczy jeszcze nie widziałem :) Co chwila na górnych patriach całego etapu były arcywidoki – aż się prosiły o zatrzymanie i zrobienie fotek :) Na pierwszym terenowym podjeździe na najwyższy punkt trasy (Stożek, 943m) często na wąskich stromiznach tworzyły się zatory. Po ostatnich opadach, masy błota na całej trasie nie brakowało, co za tym idzie na głębszym i tym płytszym i śliskim błotku wprowadzania nie zabrakło. A propos Damiana – przez większość etapu, no prawie, ale po kolei. Jechaliśmy blisko siebie, co jakiś czas podejmowaliśmy próby oddalania się. To jeden, to drugi był z przodu, a ja najczęściej na technicznych zjazdach byłem górą :) Po osiągnięciu kulminacji wysokościowej po raz pierwszy ścigałem się na czeskim terenie – świetne mają tam ścieżki do MTB. Tamtejszy czeski odcinek w dalszym ciągu był niezwykle ciekawie poprowadzony, tempo jazdy miałem równe. Pierwszy bufet pojawił się na półmetku – zatrzymałem się. Damian nie … no nie, wciąłem rodzynki i banana i ruszyłem w pogoń do góry :) W pewnym momencie jechaliśmy obok siebie, chwile gadając :) No i pojawił się długi, kręty stromy podjazd na którym zdecydowałem trochę pocisnąć do góry i udało się wypracować przewagę nad Nim, którą zdołałem powiększyć do mety, głównie dzięki technice na zjazdach :) Drugi bufet – bez postoju i tylko banana chwyciłem w ruchu. W końcu ostatni długi podjazd, zanim się zaczął – wyprzedziłem … Arka (na etapie chyba ze 3 razy go łykałem). Jest dobrze – pomyślałem, a po Złotym Stoku myślałem że nie mam z Nim już szans :) No, ilość błota na całej trasie często powodowała koszmarne uwalanie się napędu i znów spodziewałem się klejącego się łańcucha do najmniejszej tarczy korby – kilkakrotnie z tego powodu musiałem na mocnych stromiznach wprowadzać … na szczęście nie traciłem swojej pozycji. Na nowiutkiej ramie pojawiły się pierwsze szlify od łańcucha :( Końcówka ostatniego długiego podjazdu była niezwykle trudna, nie wspominając o głębokim błocie, na sporej wysokości trzeba było podjeżdżać po wielkich korzeniach. Ostatni długi zjazd … masakra – utrzymanie równowagi na takim mocno podmytym i z błotnym strumykiem zjeździe to już sztuka. Ale co tam – coraz bardziej czuję się wytrawnym technikiem i dałem radę zjechać, nawet powiększyłem przewagę nad rywalami, bez upadku, poza kilkoma potknięciami, w tym wpadłem ze 2 razy w błoto o głębokości ponad osie :) W końcu końcówka – bez większych niespodzianek i zgodnie z oznaczeniem 5,2,1 km – ostatni ponad kilometr to po prostu zjazd asfaltem do mety – wjechałem radośnie bo wszystkich kumpli, co wspólnie wynajmujemy domek … objechałem :)
Debiut w ściganiu na wypasionym Treku wypadł okazale – szczególnie najbardziej odczułem większą zwrotność i mniejszy rozmiar ramy – o wiele lepiej mi się zarówno podjeżdżało, jak i zjeżdżało.
Moje wyniki 1 etapu:
130/342 – open
68/160 – M3
Arek stracił do mnie 4 minuty
Damian i Tomek – obaj po 8 minut (przyjechali równo)
Czarek – 1 godz i 13 minut
Czy zadowolony – JASNE !
To dopiero początek … jeszcze trzy ciężkie etapy pozostały … :)
Ekipa, którą podczas pierwszego dnia objechałem :)

Beskidy MTB Trophy 2010© JPbike
W akcji. Bardzo zacięta rywalizacja :)

Beskidy MTB Trophy 2010© JPbike
Pełne skupienie ...

Beskidy MTB Trophy 2010© JPbike
Tak ostro jechałem podczas pierwszego etapu, średnie tętno miałem najwyższe

Beskidy MTB Trophy 2010© JPbike
MTB Trophy to nie tylko ściganie, ale i masa arcywidoków :)

Beskidy MTB Trophy 2010© JPbike
Mój tyłek :)

Beskidy MTB Trophy 2010© JPbike
Na beskidzkim terenie ...

Beskidy MTB Trophy 2010© JPbike
Gdzieś na błotnej końcówce etapu ...

Beskidy MTB Trophy 2010© JPbike
Po pierwszym etapie … trochę błotka na Treku :)

Beskidy MTB Trophy 2010© JPbike
Puls – max 187, średni 161 – to dotychczasowe moje najwyższe wartości !
Przewyższenie – 1647 m
Kategoria Etapówki MTB, w górach, dzień wyścigowy
Wtorek, 1 czerwca 2010 • dodano: 01.06.2010 | Komentarze 9
Ostatni już trening przed Beskidy MTB Trophy, czyli 4 górskie etapy, łącznie 250 km i do tego prawie aż 10000m przewyższenia mówi samo za siebie :)
Co do treningowego przejazdu - jedna Runda Drogbasa.
Puls - max 172, średni 134
Przewyższenie - 165 m
Kategoria do 50 km
Poniedziałek, 31 maja 2010 • dodano: 01.06.2010 | Komentarze 5
Po parogodzinnym stworzeniu trzech obszernych relacji z rowerowego weekendu i uporządkowaniu sprzętu/ekwipunku w końcu o 20:30 wyszedłem na przejażdżkę przez miasto by sprawdzić jak się mają moje nogi i tyłek po ponad 570 km :)
I co ? Wszystko sprawne - można dalej szaleć :)
Dom - Rusałka - Park Sołacki - Garbary - Ostrów Tumski (sprawdzałem stan Warty i Cybiny - nadal wysoki) - Śródka - Jana Pawła II - Most Św. Rocha - Łęgi Dębińskie - Hetmańska - Dmowskiego - Głogowska (wpadłem na myjnie) - Dom
V max - 28.92 km/h
Kategoria do 50 km
Niedziela, 30 maja 2010 • dodano: 31.05.2010 | Komentarze 14
Po dwóch, a jakże wspaniałych dniach spędzonych w stolicy Dolnego Śląska nastała pora wracać do swojego domu … rowerem oczywiście :)
Asiczka i Piotrek mieli czas do południa, szykowali się na wyprawę do Holandii :)
Więc po solidnym śniadaniu i uporządkowaniu swojego bagażu w sakwach wyruszyłem po 11-tej, wraz z Młynarzem, który dość szybko i sprawnie doprowadził mnie do drogi wylotowej na Oborniki Śląskie i tam się pożegnaliśmy.
Już po ruszeniu spod domu zaczęło kropić, później dopadł mnie słaby deszcz i tak aż do wspomnianego miasta zdążyłem trochę zmoknąć, po drodze na pewnym zakręcie omal nie zaliczyłem gleby – przeliczyłem się z przyczepnością semislicków na mokrym asfalcie …
Póki co temperatura była dość przyjemna i wiał słaby wiatr w … plecy :)
W Obornikach Śląskich zrobiłem kilkukilometrową rundkę, by pozwiedzać to miasto położone na wzgórzach, oraz by … dobić parę kilometrów do kolejnej dwusetki :)
Przestało padać. Asfalt powoli wysychał – daję znak że jedzie się OK. :)

Panoramka z widokiem na Strupinę i Wzgórza Trzebnickie – od tego miejsca skończyły się pagórki …

Po zajechaniu do Żmigrodu zatrzymałem się by założyć suche skarpetki, wyciągam je z sakwy i były mokre bo litrowa cola od wstrząsów po części się rozlała … :)
Ustalanie dalszej trasy – tak, aby ominąć krajową piątkę …

No i znalazła się urocza leśna droga – to był strzał w dziesiątkę :)

Na swojej ziemi – chociaż do domu mam jeszcze ponad 100 km :)

Terenu nie zabrakło – w sumie trzy kilometry :)

Miejska Górka

Za tymże miastem zrobiłem przerwę po 96 km na skraju pola.
Znów na 434-tce – w porównaniu z piątkowym kręceniem, tym razem ruch był mniejszy i ciut lepiej się nią jechało

W Gostyniu wpadłem po lodzika i spożyłem go tuż za miastem :)
A kilka km przed Dolskiem zaczęły się pojawiać ciemne chmury …

Dolsk :) Maratończycy znają to miejsce :)

No i lunęła ulewa, schroniłem się w przystanku, nie na długo, bo przestało lać po … 10 minutach :)

Kilkukilometrowy odcinek od powyższego przystanku do Śremu był w fatalnym stanie – masa kolein, po których płynał strumyk, i znów zmokłem od chlapowiska …
Przejeżdżając przez Śrem, po 150 km poczułem zbliżający się kryzys, więc zatrzymałem się na kolejnym przystanku i wciąłem to co miałem – szczególnie uratowały mnie kanapki przygotowane przez Asię – dzięki :)
Dochodziła godzina 20-ta, wtedy wyszło … słońce :)))
Na całej trasie w sumie dwukrotnie smarowałem mokry i wypłukany łańcuch

Natomiast ostatnie 45 km to czysta sielanka :)

Zaczął zapadać zmrok – wszędzie dookoła podziwiałem parujące krajobrazy :)
W Puszczykowie zaskoczyła mnie po częściach zalana rowerówka i sporo rozlewisk Warty.
I tak … 190, 191, 192 … 196 – wpadłem po piwo, 197, 198, 199 … i w końcu radośnie strzeliłem kolejną dwusetkę na kilometr przed domem :)
BIKEstats – wszystko jasne, tu się dobrze jeździ :)

BIKEstats - to jest to !© JPbike
Rowerowy weekend był arcyudany – w sumie przez te 3 dni wykręciłem ponad 570 km !
Podziękowania dla Asiczki i Piotrka za wspaniałą gościnę u Was :)
Kategoria ponad 200 km
Sobota, 29 maja 2010 • dodano: 31.05.2010 | Komentarze 14
Główną atrakcją mojego weekendowego pobytu we Wrocławiu była lajtowa setka zaplanowana przez wrocławskich przedstawicieli BIKEstats na forum – w końcu wszystko zostało zapięte na ostatni guzik i jazda !
Na miejsce zbiórki, o 9-tej na wrocławskim Rynku zjawiło się sporo osób:
- Agata
- Ala (alaaloe)
- Asiczka (jahoo81)
- Kasia (kaisa)
- Błażej (blase)
- Filip (Galen)
- Marcin (drBike)
- Mateusz (mattik)
- Michał (WrocNam)
- Piotrek (młynarz)
- Piotr (żyła82)
- Tomek
- oraz jedyny Poznaniak w stawce: cały JA :)
Kompletna ekipa BS-owiczy – w takim składzie wszyscy wspólnie przejechali całą trasę :)

Po przedarciu się przez miejską dżunglę w końcu znaleźliśmy się na bocznej drodze :)

Jeden z pierwszych postojów – przy pałacu w Szczodrem, niestety w nienajlepszym stanie …

Wspólna jazda wśród pól i kolejnych wiosek … :)

Pałac w Borowej

Przyjemnie przez las …

Asiczka :)

Nierzadko mijaliśmy mknących szosowców :)

Przerwa na lodziki przy wiejskim sklepie :)

Jest fajnie :)

....... :)

Tomek i Ala na trasie :)

Szef wszystkich szefów :)

Przerwa przy kościółku w Stroni :)

Wpadamy w teren …

Momentem było ciężko przejechać …

Dobijamy pojedynczo na miejsce odpoczynku :)

Dojeżdżają kolejne grupki … :)

Pora na kulminacyjny punkt wycieczki :)

Team BIKEstats górą !

Po dość długim i przyjemnym postoju czas ruszać dalej – przez pole :)

Mattik i WrocNam:)

Agata :)

Żyła82 … co ten wyprawia z butelką ? :D

Młynarz :)

Tomek :)

Blase :)

Galen :)

Kaisa :)

Na Rynku w Bierutowie

W Kijowicach, w lesie zatrzymaliśmy się przy krzyżu pokutnym, zdewastowanym :(

Terenowo mkniemy przez las :)

Trochę kałuż i przeszkód …

Postój w lesie – komary nie dały nam spokoju, szybko zwialiśmy :)

Odwiedziliśmy również cmentarz żołnierzy niemieckich w Nadolicach …

Jak i zahaczyliśmy o Dobrzykowice - miejsce gdzie nakręcono „Sami Swoi” :)

Dalej dobiliśmy do Wrocławia i cisnęliśmy mocno, osiągając zawrotne prędkości na ścieżce po wale aż do Kładki Zwierzynieckiej :)
Most Bartoszowicki

Przy Kładce Zwierzynieckiej nastąpiło stopniowe pożegnanie z resztą ekipy – każdy pomknął do swoich domów

Było super ! Dzięki wszystkim za wspaniałe towarzystwo :)
V max – 55.70 km/h
Kategoria ponad 100 km, w towarzystwie
Piątek, 28 maja 2010 • dodano: 31.05.2010 | Komentarze 10
Dziś pierwszy dzień mojego urlopu w 2010 :) który pierwotnie był planowany na wyjazd na golonkowy maraton w Szczawnicy – wiadomo że odwołali … To nic, pomysłów na spędzenie wolnego czasu miałem kilka, w głowie chodziło mi aby solidnie się nakręcić przed wyzwaniem sezonu – Beskidy MTB Trophy, ta górska etapówka lada chwila się zacznie :)
W końcu po zagadaniu się z Piotrkiem bez zastanawiania zdecydowałem się na weekendowy wyjazd rowerem do Wrocławia :)
Wyruszyłem po 8:30, mając słoneczną pogodę ze słabym wiaterkiem wiejącym z … południa, oznaczało to dla mnie jazdę z lekkim wmordewindem – jak się okazało nie był taki ciężki, a może się mylę bo po prostu mam dynamit w nogach :)
Przejeżdżając ul. Starołęcką i pierwszymi podpoznańskimi wioskami podziwiałem rosnący poziom Warty, w niektórych niżej położonych miejscach parę domów już było zabezpieczonych przed zalaniem, jak i strażacy budowali dodatkowe umocnienia z worków z piaskiem.
Widok na rozlaną Wartę w Radzewicach

Na rynku w Śremie

Pierwszą przerwę zrobiłem w Dolsku :)

Drewniany kościółek w Dolsku

Na rynku w Gostyniu wypatrzyłem rowerowych gości z sakwami z Francji. Turystyka rowerowa ma się świetnie :)

Jazda 434-tką, którą poruszałem się na większości mojej trasy nie należała do przyjemnych, głównie dlatego, bo poruszałem się w roboczy dzień … Ale co tam jechać trzeba :)

Nie brakowało kilkunastokilometrowej jazdy po ruchliwej krajowej piątce. Dopadł mnie po 130 km lekki kryzys – więc zboczyłem z drogi i odpoczynkowy postój na posiłek zrobiłem tutaj, tuż przy linii kolejowej Poznań – Wrocław :)

Większość rzek i strumyków, jakie mijałem miała wysoki poziom wód, sporo było rozlanych, jak na przykład Barycz – ta zapora pośrodku to normalne koryto …

Wieża ciśnień w Żmigrodzie.
W tymże mieście wreszcie zboczyłem na znacznie mniej ruchliwą drogę – od razu lepiej się jechało :)

No … sporo kilometrów pokonałem podobnie jak kiedyś szosowcy podczas TDP-u :)

Zaczęły się Wzgórza Trzebnickie … przyjemne i żaden tamtejszy podjazd nie sprawił mi kłopotów :)
Za Obornikami Śląskimi (znów wzmógł się ruch aut), po 170 km jazdy nastąpiło powitanie z Piotrkiem i Krzysztofem (Iskierka84) – tego ostatniego właśnie poznałem :)

Zarówno ja, Piotrek i Krzychu mieliśmy już dość pędzących blaszaków, więc po zaopatrzeniu się w najbliższym sklepie w złocisty napój ruszyliśmy na boczną drogę, która momentem nam znikła i nie brakło mocno terenowego przedzierania, ale daliśmy radę :)

Przerwa na Piasta !

Ci dwaj faceci zorganizowali konkurs w kopaniu puszek na odległość – wygrał Krzychu :)

Na widok tablicy z napisem „Wrocław” się ucieszyłem bo dojechałem :)
Dwusetka się zbliżała … :)
Kręcąc przez miasto podziwiałem zabezpieczenia wałów przeciwpowodziowych

Widok na wzburzoną mocnym wiatrem Odrę znad Mostu Milenijnego

W końcu po moich 212 km dotarliśmy do domu.
Przywitałem się z Asiczką, która przygotowała dla nas pyszny makaron ze wspaniałym sosem :)
Czy byłem zmęczony ? ależ skąd :)
Pod wieczór w czwórkę ruszyliśmy w kierunku na Stadion Olimpijski ...

Po drodze odłączył od nas Krzychu, pognał do domu, a my cisnęliśmy, by obejrzeć koncert, którego jednak nie było … to nic, nikt z nas nie nudził się.
Piotrek naprawił mi statyw, w którym odpadła jedna nóżka, fachowiec z Niego :)
Ale ekipa :) Po raz drugi stanąłem na tym cokole, pierwszy raz byłem tam w pewnym grudniu :)

No … :)

Zapadł zmrok, udaliśmy się pokręcić po mieście, przy okazji wpadliśmy na wieczorne lodziki, podziwialiśmy niezwykłe wrocławskie iluminacje.
Nocny Most Grunwaldzki :)

Bogato iluminowane Muzeum Narodowe :)

Na koniec, tuż obok domu zrobiliśmy jeszcze jedną krótką rundkę – dzięki temu Młynarz dokręcił do upragnionej setki :) Jahoo zrobiła prawie 30, a ja trzasnąłem … ponad 240 km :) Twardziel !
Kategoria ponad 200 km, w towarzystwie
Środa, 26 maja 2010 • dodano: 26.05.2010 | Komentarze 9
Po przerwie spowodowanej brakiem rowerka nr.2 wreszcie do pracy wybrałem się rowerem (o 5:20) - od razu lepiej, niż autem :)
W drodze powrotnej - tradycyjnie zrobiłem w Lasku Marcelińskim krótką przerwę na colę i czekoladę.
Natomiast około 19-tej wyruszyłem się nakręcić przez Rusałkę, Park Sołacki i nad Maltę, gdzie zrobiłem dwie rundy dookoła jeziora. Warunki do jazdy przyjemne.
Zahaczyłem również o brzeg Warty na Ostrowie Tumskim, by sprawdzić obecny poziom wody - jest większy niż w sobotę, ale nie taki straszny.

Wysoki poziom Warty w Poznaniu© JPbike
V max - 41.02 km/h
Puls - max 161, średni 121
Kategoria do 50 km, do/z pracy
Wtorek, 25 maja 2010 • dodano: 25.05.2010 | Komentarze 8
Przejazd standardową trasą, z przedłużeniem do Kiekrza.
Sporo kałuż, wolałem TREKA nie brudzić - więc rower przez błotne przeszkody leżące na całej szerokości duktu ... przenosiłem :)
Generalnie - ale frajdę z jazdy na terenowych trasach daje mi bike na wypasionej ramie. Po prostu aż chce się jeździć :)
Maraton w Szczawnicy odwołany ze zrozumiałych względów, o nowym terminie na razie nic nie wiadomo, ale i tak jak już wszystko będzie jasne - mam wielki zamiar wystartować tam, nawet wtedy, gdy w piątek będę w robocie i jazda 500 km rozpadającą się powoli furą z obniżonym zawieszeniem :)
Z kilkudniowego urlopu przeznaczonego właśnie na Szczawnicę nie zrezygnuję - dzięki temu więcej potrenuję na swoich terenach (nie tylko) przed wyzwaniem sezonu - MTB Trophy.
V max - 40.35 km/h
Puls - max 161, średni 132
Kategoria do 50 km







