top2011

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Jacek ze stolicy Wielkopolski
Info o mnie.

- przejechane: 186633.23 km
- w tym teren: 67338.10 km
- teren procentowo: 36.08 %
- v średnia: 22.57 km/h
- czas: 342d 17h 47m
- najdłuższy trip: 329.90 km
- max prędkość: 83.56 km/h
- max wysokość: 2845 m

baton rowerowy bikestats.pl

Wyprawy z sakwami

polska
logo-paris
logo-alpy
TN-IMG-2156 TN-IMG-2156 tn-IMG-6357

Zrowerowane gminy



Archiwum 2025 button stats bikestats.pl 2024 button stats bikestats.pl 2023 button stats bikestats.pl 2022 button stats bikestats.pl 2021 button stats bikestats.pl 2020 button stats bikestats.pl 2019 button stats bikestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl 2011 button stats bikestats.pl 2010 button stats bikestats.pl 2009 button stats bikestats.pl 2008 button stats bikestats.pl

  • dystans : 102.46 km
  • teren : 85.00 km
  • czas : 03:49 h
  • v średnia : 26.85 km/h
  • v max : 47.95 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Bikemaraton Poznań

    Niedziela, 5 września 2010 • dodano: 05.09.2010 | Komentarze 25


    Najszybsza runda na góralach w kraju (chyba) :)

    Trasa poznańskiego bikemaratonu organizowanego przez Grabka, szczególnie w tegorocznej konfiguracji należała do jednej z najnudniejszych, ale i najszybszych czyli płasko, płasko, malutkie pagóreczki, spora część otwartej przestrzeni, no i trochę lasu, a jednak to maraton – jechać trzeba, zwłaszcza że to domowa runda. Na start przyjechałem na własnych kołach o 10:40. Po dwóch mocno wietrznych edycjach z 2008 i 2009 roku tym razem pogoda dopisała – słonecznie i kilkanaście st.C, chociaż i dziś trochę wiało z północy. Od razu spotkałem znajomych – Zbyszka, Pawła i dawno nie widzianego na maratonowych trasach Dawida. Ta czwórka ustawiła się w ostatnim sektorze i to w ponad 1100 osobowym tłumie. Tak, w ostatnim stałem - nie skorzystałem z opcji przydzielenia sektoru wg osiągniętych (u Golonki) wyników – chciałem po prostu sprawdzić na co w tym sezonie mnie stać. Pierwsze sektory ruszyły, a my nadal wesoło sobie gaworzyliśmy, ustalałem z Pawłem, który jechał na nowiutkim Giancie XTC0 taktykę wspólnej jazdy :) No i jazda, i to z SAMEGO KOŃCA ! Jakoś leniwie poprzedzający ruszyli, o ostrym wyprzedzaniu nie było mowy – łatwo o kolizję. Pierwsze kilka km okazały się bardzo trudne, by myśleć o jakimś wyniku, Stopniowe przebijanie się w wielkim tłoku do przodu na dość wąskiej ścieżce to ciągła jazda raz w lewo, raz w prawo, raz pośrodku, raz poza ścieżką, polowanie na dogodny moment … Jedną z pierwszych wyprzedzonych znajomych był Maks tym razem startujący na mini ze swoim 8 letnim synem Andrzejem. Po dotarciu do schodowej przeszkody utworzyła się kolejka … w sumie te pierwsze kilka km pewnie zabrały mi ze 5 minut przebijania się z samego końca stawki. Po wdrapaniu na górę wreszcie można było pocisnąć. Wyprzedziłem wtedy Zbyszka (cisnął mocno i ładnie mnie przepuścił) i KeenJow’a. Pierwszy krótki, acz stromy podjazd pokonywałem z … blatu ! (chwilowy problem z manetką) Niestety, Ci ciężko radzący z podjazdami przyblokowali mnie i z buta. No i pocisnęliśmy ostro, jechałem z Pawłem na zmianę, stopniowo doganiając i wyprzedzając kolejnych. Praktycznie nikt nie był chętny do współpracy. Po wpadnięciu na teren do większego lasu wśród wyprzedzanych rozpoznałem znajomą sylwetkę – to zyla82 (Piotr). Gdzieś tam jak szalony odważyłem się wyprzedzić kilku naraz przez piach na „zjeżdziku”– nieźle zachwiało mi równowagą ale zapanowałem nad sytuacją. Pierwszy bufet ominąłem. Dalej, kręcąc przez interwałowy leśny teren zgubiłem za plecami Pawła i po chwili załatwiłem Ludomira z Rybczyńskich, jak i napotkałem na dave’a, chwilę pogadaliśmy :) i cisnąłem dalej, załatwiając kolejnych rywali. Nogi nieźle podawały, podczas przejeżdżania przez powrotny i asfaltowy fragment kolejny znajomy – to DunPeal, czyli doszedłem 3-ci sektor (z 7-miu) :) Aha tamten asfaltowy odcinek pokonywałem w pozycji czasowca z prędkościami do 40 km/h – nie było chętnych do jazdy w grupie. Drugi bufet (3 i 4 też) – w ruchu wodę i kawałek banana. Kawałek dalej kolejna znajoma twarz – tyle że stojąca i z aparatem, to był Winq. Po 51 km tabliczka „Giga II runda” i przede mną zrobiła się sama pustka, jedynie dawało się dostrzec pojedyncze sylwetki, w sumie na drugiej pętli udało się dogonić i wyprzedzić około 10 osób, nie licząc dublowania ostatnich Megowców. Druga pętla okazała się dla mnie na 100% walką z samym sobą i testem wytrzymałości na płaskim. Po 85 km kręciło się już ciężej. No cóż, ciągłe i mocne deptanie w pedały i to ani razu nie udało załapać się do jakiejś grupki zrobiło swoje. Raz na podjeździku byłem na granicy skurczu. Końcówka trasy troszkę zmieniona, nic specjalnego się nie działo. Gnałem w samotności ile sił do mety i całkiem zadowolony wpadłem na metę.

    64/128 - open giga
    19/36 - M3

    V Mistrzostwa Poznania:
    10/28 - open giga :)

    Międzyczasy:
    1 – 00:54:23 (80)
    2 – 01:34:50 (65) ale skok do przodu !
    3 – 02:09:01 (66) hmm … ?
    4 – 02:54:58 (62) no tak … ktoś mnie załatwił na końcówce

    Jak na start z ostatniego sektora i to z samego końca, walkę z samym sobą na płaskim i jeszcze do tego dodając tylu znajomych spotkanych na trasie – zarówno z wyniku i domowego maratonu jestem zadowolony :)
    W stosunku do ubiegłego roku (startowałem wtedy z trójki) – obecny i niemal identyczny dystans, pokonałem o 2 minuty szybciej :)
    Strata do zwycięzcy (jak i M3) – 44 min

    Na mecie niespodzianka, zjawił się mój wierny kibic - Oliwka z rodzinką :)

    Oprócz pogaduszek pomaratonowych z masą znajomych spotkałem Rodmana, który właśnie miał urodziny, złożyłem Mu życzenia i … pokonał mnie na giga o prawie 15 min !

    Na "zjeżdziku" na pierwszej pętli.
    Fotka autorstwa Winq.
    Bikemaraton Poznań 2010 © JPbike

    Końcówka trasy na własnym podwórku :)
    Bikemaraton Poznań 2010 © JPbike

    Puls – max 180, średni 158
    Przewyższenie – ok. 600 m



  • dystans : 75.62 km
  • teren : 33.00 km
  • czas : 03:21 h
  • v średnia : 22.57 km/h
  • v max : 68.84 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Rozgrzewka przed BM, na swoim terenie

    Sobota, 4 września 2010 • dodano: 04.09.2010 | Komentarze 6


    Jutro pierwszy w tym sezonie pozagolonkowy start - u Grabka i to na własnym podwórku. To będzie mój trzeci start na poznańskim bikemaratonie. Trasę znam doskonale, jest urozmaicona, szybka i wiele razy ją wykorzystywałem do treningów. W tym sezonie z powodu robót drogowych została zmieniona - znikł fajny terenowy odcinek ze zjazdem za Uzarzewem, więc spodziewam się jeszcze większych prędkości średnich niż rok temu - miałem na giga 26.53 km/h.

    W dzień poprzedzający start, korzystając ze sprzyjającej do kręcenia pogody wyruszyłem popołudniem na rozgrzewkę, na swój teren, czyli WPN.

    Na starym wiadukcie, tuż przy WPN © JPbike

    Leśna szosa w WPN-ie © JPbike

    Fragment singla wokół Jarosławieckiego © JPbike

    Podjeżdzik, krótki ale fajny :) © JPbike

    Na szczycie Osowej Góry © JPbike

    Z powyższego szczytu zjechałem najszybszym zjazdem - ma niewiele ponad kilometr i próbowałem na swoim terenie osiągnąć magiczne 70 km/h na góralu, z rozpędem doszedłem do 68.84 km/h :)

    Kręcąc nadwarciańskim, pomyślałem o wpisie Kajmana i sprawdzałem stan Warty - jest wyższy od normalnego o około metr. A mostek, który w maju ucierpiał na tymże szlaku nadal leży przy brzegu :(

    Na mostku na nadwarciańskim szlaku © JPbike

    Powoli czuć zbliżającą się jesień © JPbike

    Ścieżka po nadwarciańskim wale © JPbike

    Nadwarciańskim szlakiem dokręciłem pod most Św. Rocha i dalej jazda nad Maltę po numerek startowy (3282). Była kolejka do zapisów, pewnie niezła frekwencja będzie podczas maratonu. Spotkałem znajomych - DunPeal'a i KeenJow'a.

    Przystań nad Maltą © JPbike

    Po załatwieniu formalności startowych i odebraniu upominków ruszyłem do Alistarowej rodzinki, u której była moja mapa zostawiona u Kosmy. Była kawka, ciacho i wysłuchałem ich opowieści o Łemkowskim Oriencie, w którym brali udział.
    Do domu wróciłem gdy zapadł zmrok, zrobiło się chłodno, podczas rozgrzewki jechałem ubrany na krótko, dobrze że miałem ze sobą kurtkę przeciwdeszczową, pomogła :)

    Puls - max 159, średni 122
    Przewyższenie - 355 m

    Kategoria do 100 km


  • dystans : 29.04 km
  • teren : 23.00 km
  • czas : 01:06 h
  • v średnia : 26.40 km/h
  • v max : 42.25 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Test ścigacza po złożeniu

    Piątek, 3 września 2010 • dodano: 03.09.2010 | Komentarze 2


    Wczoraj bardzo późną porą udało się w końcu Treka doprowadzić do pełnej sprawności. A dziś po robocie ruszyłem standardową trasą sprawdzić czy wszystko gra - działa i to tak że aż chce się jeździć !

    Przewyższenie - 94 m

    Kategoria do 50 km


  • dystans : 77.05 km
  • teren : 35.00 km
  • czas : 03:48 h
  • v średnia : 20.28 km/h
  • rower : Accent Tormenta 1
  • Praca i doprowadzanie Treka do sprawności

    Piątek, 3 września 2010 • dodano: 03.09.2010 | Komentarze 20


    Tygodniowy zbiór dojazdów do/z roboty.
    Już w poniedziałek rankiem termometr pokazał 11 st.C, by do piątku stopniowo spaść do 7.5 st.C - więc kurtka zimowa poszła w ruch.
    Jazda bez przygód, raz wracałem w deszczu. A Accent od kilku tygodni uwalony.

    A po robocie od wtorku do czwartku pracowałem do późnej pory przy Treku, by po arcybłotnym Krakowie doprowadzić do pełnej sprawności
    Trek gotowy do złożenia :) © JPbike

    Czyszczenia było znacznie więcej niż się spodziewałem, błoto wdarło się wszędzie, nawet do wnętrza pompki ...
    Ogólnie poradziłem sobie ze wszystkim, kosztowało to mnie masę czasu i w efekcie dwukrotnie zaspałem się do roboty.

    Co wymieniłem i naprawiłem:
    - komplet klocków hamulcowych
    - tylny hamulec lekko się zapowietrzył i zrobione
    - wkład suportu, od jakiegoś czasu lewe łożysko nie kręciło się tak jak należy i do tego po Krakowie oba dostały luzu, tym bardziej że mam nowy rodzaj suportu - wciskany, BB90 i okazuje się że nie jest trwalszy od wkręcanych łożysk
    - nowy łańcuch, wszystkie które miałem zużyłem, żaden nie wytrzymał 1000 - 1500 km, od teraz będę jeździł na Deore, ponoć nie widzę większej różnicy w trwałości od droższych SLX i XT
    - w kasecie 11-32 zamontowałem nowe zębatki 14 i 16

    Reszta komponentów sprawna.
    W niedzielę ściganie w Poznaniu u Grabka.

    Kategoria do/z pracy


  • dystans : 38.24 km
  • teren : 2.00 km
  • czas : 02:23 h
  • v średnia : 16.04 km/h
  • v max : 31.99 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Po Nowej Hucie

    Niedziela, 29 sierpnia 2010 • dodano: 02.09.2010 | Komentarze 3


    Dzień po krakowskim maratonie przed odjazdem składu do Poznania postanowiłem się wybrać na przejażdżkę wraz z robinem i jego synem Tadziem po Nowej Hucie.

    Tadzio i robin na Łąkach Nowohuckich © JPbike

    Kopiec Wandy © JPbike

    Ćwiczenia na schodach :) © JPbike

    Ekipa nad Zalewem Nowohuckim © JPbike

    Po fajnej przejażdżce zostałem zaproszony do domu robina na obiad z podwieczorkiem.
    Po posileniu się - jazda w kierunku noclegowni, spakowałem się i ruszyłem na krakowski dworzec, z którego o 14:05 ruszył skład IR do Pyrlandii.
    Blisko 7 i pół godzinna podróż EN 57-ką przebiegła spoczko i w domu zameldowałem się o 22-tej.

    Krakowski weekend był udany ! © JPbike




  • dystans : 103.50 km
  • teren : 85.00 km
  • czas : 06:06 h
  • v średnia : 16.97 km/h
  • v max : 59.62 km/h
  • rower : TREK 8500
  • MTB Marathon Kraków

    Sobota, 28 sierpnia 2010 • dodano: 30.08.2010 | Komentarze 25


    Niespodziewanie i arcybłotnie w TOP 50 :)

    Przed tym maratonem przez tydzień w ogóle nie trenowałem, po prostu brakło czasu i do tego masa roboty w pracy, a moje dojazdy do/z pracy to żaden trening.

    Do Krakowa zajechałem ekspresem w sobotę o 0:20 – podróż komfortowym Intercity zasuwającym z prędkością do 162 km/h (wg ekranu info w wagonie) z przesiadką w Warszawie (595 km) zajęła mi równe 6 godzin, nieźle :)

    Miejsce noclegowe miałem załatwione dzięki Robertowi, więc po dotarciu do celu dość szybko poszedłem spać, by zbudzić się o 7:30, zjeść śniadanie, uszykować ścigacza, wskoczyć w czyściutkie BS-owe widzianko i zamierzałem o 9-tej udać się na rozgrzewkę, a tu nagle rozpadało się … Błoto na trasie w 100% zapewnione, będzie ciekawie – o tym wiedziałem, zresztą ubiegłoroczny tutejszy start u Grabka też odbywał się w błotnych warunkach :)

    Ruszyłem, gdy deszcz osłabł i na Błonia dotarłem na 15 min przed startem. Na miejscu spotkałem mnóstwo znajomych : Dorotę, Izę, Adama, Arka, Artura, Damiana, Mariusza, Marka, Mateusza, Piotra i jeszcze paru innych mniej znanych, w tym kolegę z teamu LG, który w Krynicy mnie podholował do mety i zapytał czy mam nowy łańcuch :)

    Na chwilę przed startem przestało padać. No i twardziele wystartowali, od samego początku zaczęło się wielkie błotne chlapowisko po Błoniach, po 500 m tyłek miałem już mokry :) Początkowe kilka km biegły po asfalcie, rozpadało się na dobre i tak z przerwami ten pogodowy stan trwał prawie do samej mety. Do czasu wpadnięcia w teren jechałem dość szybko, czołówkę miałem w zasięgu wzroku. Zaczęła się błotna zabawa w mocno interwałowym terenie, szło mi nieźle, jechałem równym tempem. Gdzieś przed pierwszym bufetem (w ruchu łyk Powerade) wyprzedziłem sleca – oznaczało to że wtedy wszystkich znajomych rywali miałem za plecami. Dalsza błotno-deszczowa jazda to powolne rozciąganie stawki, jak i pokaz umiejętności jazdy na śliskim terenie, jechałem wtedy do drugiego bufetu praktycznie samotnie, najlepiej szło mi na wąskich i trudnych odcinkach. Również i na tym odcinku zaczęły się obawy o hamulce – na zjazdach z tyłu dochodziło straszne skrzypienie - od razu przypomniałem sobie ubiegłoroczną Szczawnicę i wiedziałem co mnie będzie czekać na dalszej części trasy. Od momentu, gdy klamka tylnego hamulca szybko się zbliżała do chwytów podjąłem decyzję o rezygnacji z szaleństw na zjazdach, trudno, ważniejsze jest ukończenie, a do mety jeszcze ponad 70 km … Na szczęście z przodu klocki trzymały się całkiem. Po dotarciu do drugiego bufetu, na którym zrobiłem krótki postój dogonił mnie slec. Na 39 km rozjazd mega/giga – całą dodatkową pętlę giga przejechałem ze … slecem :) Ogólnie było tak: na łatwiejszych odcinkach był ode mnie wyraźnie szybszy, co jakiś czas się zatrzymywał – jakieś problemy miał z napędem, a ja cały czas jechałem równo i bez wariactw. Z ciekawych dla mnie momentów na giga pętli było zaliczenie na stromym i bardzo śliskim acz krótkim zjeździe nieefektownego upadku będąc jeszcze wpiętym – wtedy klocki tylnego hamulca zakończyły żywot (na 50 km). Od tamtego momentu oznaczało to dla mnie zdobywanie nowego doświadczenia – jazdy po masie błota mając jedynie w pół sprawny przedni hamulec – przekonałem się że na zjazdach to ciężka sztuka, więc zjeżdżałem znacznie wolniej. Nie brakowało masy potknięć – raz wpadłem w wąwozie w rów i gleba z szorowaniem swoim bokiem ściany wąwozu zaliczona, no i gdzieś tam był strumyk do kolan – pokonałem go w bród, niosąc bika. Znając Golonkę – wiedziałem że podjazdy na ponad 300 metrowe wzniesienia będą poprowadzone najdłuższymi z możliwych wariantów i tak było, niektóre dawały w kość, niektóre trzeba było z buta pokonywać. Po trzecim bufecie, gdzie wraz z slecem urządziliśmy dłuższy postój (wciąłem żel) zapytałem go czy ma hamulce – stwierdził że ma blachę. Po jakimś czasie kręcąc mocno poczułem zbliżający się skurcz, więc zwolniłem, tempo jazdy nieznacznie spadło, kilku gigowców mnie wyprzedziło, slec odjechał, to nic, nie przejąłem się tym, jechałem dalej swoje, od czasu do czasu spoglądając za plecy czy nie jedzie za mną Damian. Po połączeniu z Megowcami to już tylko tradycyjne dublowanie, w tym gronie była mamba. Wspomnę również że zaliczyłem lot przez kierownicę na stromym i po raz kolejny piszę – śliskim zjeżdziku z nieprzyjemnym lądowaniem – pojawiły się szlify na prawym biodrze i coś troszkę zabolało w prawej części żeber, oprócz tego raz nie zapanowałem w błocie nad utrzymaniem równowagi – wleciałem w zielsko o wysokości ponad metra. Po wpadnięciu na końcowe, arcybłotne kilometry w terenie trochę tłoczno się zrobiło i bardzo ślisko – wszystko tamtejsze przejechałem/zjechałem i w końcu ponowny przejazd przez totalnie przeorane Błonia i zadowolony wpadłem na metę, nie wiedząc na którym miejscu przyjechałem.

    Okazało się że w końcu i dość niespodziewanie spełniłem swoje tegoroczne marzenie u Golonki – chociaż raz w top 50 open, i to w takich trudnych warunkach, które dla mnie są niestraszne :)

    41/119 - open giga
    19/47 - M3

    Strata do zwycięzcy open, jak i M3 (Kaiser) - 1:39:02
    Piotr (slec) przyjechał 7 minut przede mną
    Damian - 3 minuty za mną
    Adam 1 godz i 27 min za mną
    Arek, klosiu, Marc, Math86 – nie ukończyli …

    Po zawodach spotkałem również Daniela i Przemka – podzieliliśmy się wrażeniami :)
    Swojego Treka, który dzielnie zniósł (oprócz klocków) błotne trudy ścigania na ponad 100 km trasie udało się umyć po prawie godzinie stania w kolejce do myjni i trzęsłem się z zimna, na szczęście czasem zza chmur wychodziło słońce.

    O tym że był to bardzo trudny maraton – świadczy że w wynikach giga widnieje aż 40 osób co nie dojechali do mety, lub DNF/DSQ …

    W generalce M3 giga zajmuję 14 pozycję – liczone jest 7 najlepszych wyników.
    Maraton w Rabce z żalem odpuszczam – brak czasu i szybkiego transportu …
    Teraz już tylko pozostał wielki finał w Istebnej :)

    Na trasie, już nieźle uwalony … :)
    Fotka z galerii Krzyśka
    MTB Marathon Kraków 2010 © JPbike

    Taka błotna zabawa to dla mnie frajda :)
    MTB Marathon Kraków 2010 © JPbike

    Większość z relacjonujących ten błotny maraton wrzuciła fotki pokazujące klocki po zawodach – więc i moje też można zobaczyć:

    Tył – (Shimano XTR) tu chyba wszystkich przebiłem :D
    Tylne klocki po maratonie ... © JPbike

    Przód – (BBB) dały radę i dzięki nim dojechałem do mety w jednym kawałku :)
    Przednie klocki po maratonie ... © JPbike

    Puls – max 179, średni 148
    Przewyższenie – 2093 m



  • dystans : 88.42 km
  • teren : 35.00 km
  • czas : 04:23 h
  • v średnia : 20.17 km/h
  • rower : Accent Tormenta 1
  • Praca ...

    Piątek, 27 sierpnia 2010 • dodano: 27.08.2010 | Komentarze 2


    Jazda do/z roboty od poniedziałku do piątku. Dni coraz krótsze.
    Z "atrakcji" - w poniedziałek mnóstwo wielkich kałuż po nocnej ulewie, a w piątek niezła gleba przez duży kamień zaliczona, bez komplikacji.
    Kilometry zawyżone poniedziałkowym wypadem do Cykloturu po lampki.

    Kategoria do/z pracy


  • dystans : 17.01 km
  • czas : 00:54 h
  • v średnia : 18.90 km/h
  • v max : 29.78 km/h
  • rower : Accent Tormenta 1
  • Na dworzec ...

    Czwartek, 26 sierpnia 2010 • dodano: 26.08.2010 | Komentarze 8


    ... po bilety do Krakowa :)
    Tym razem za swoje duże osiągnięcie - czyli obecnie jako dziesiąty zawodnik w klasyfikacji generalnej giga M3 (z 152 sklasyfikowanych) zafundowałem sobie przejażdżkę na krakowski klasyk expresem InterCity !

    Dodatkowo przejechałem przez wieczorne miasto ze Starym Rynkiem w roli głównej.

    Kategoria do 50 km, nocne


  • dystans : 61.65 km
  • teren : 8.00 km
  • czas : 02:35 h
  • v średnia : 23.86 km/h
  • v max : 48.52 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Siewierz i 4 Pogorie

    Niedziela, 22 sierpnia 2010 • dodano: 24.08.2010 | Komentarze 12


    Tegoż pogodnego, niedzielnego dnia miałem czas do 13-tej.
    Chęci do pokręcenia w okolicy spore, więc krótko po 9 wyruszyłem do Siewierza i zaliczyć wszystkie cztery Pogorie.
    Kosma również miała ochotę na jazdę, czasu niestety jej brakło, więc od sąsiada pożyczyła niezły rower na 20 calowych kołach i ze mną zrobiła mocnym tempem 2 i pół kilometra :) Dalej już samotnie pognałem zobaczyć ruiny zamku w Siewierzu. By sprawnie wydostać się z Ząbkowic na boczną drogę skorzystałem z profesjonalnie sporządzonej przez Monikę notatki.
    Duże zaskoczenie zrobiła na mnie wysokość na której mieszka Kosma - aż około 360 m, czyli więcej od miejsca, w którym mieszkają Ela z Piotrkiem :) Dla porównania - ja w Poznaniu mieszkam na 85 m :)

    Kosma mknie na kultowym rowerku :) © JPbike

    Przy sobie miałem również mapę - spojrzałem że blisko znajduje się wzniesienie, na które prowadzi terenowa droga i pojechałem tam :)

    Trochę fajnego terenu © JPbike

    Widoczek ze wzniesienia © JPbike

    Zamek w Siewierzu © JPbike

    Po zwiedzeniu Zamku ruszyłem w kierunku Pogorii, raz gubiąc właściwą drogę, przez co fragmentem jechałem krajową jedynką ...

    Pogoria 4 © JPbike

    Pogoria 3 © JPbike

    Pogoria 2 © JPbike

    Pogoria 1 ze słynnym "UFO" :) © JPbike

    I na koniec coś podobnego do wpisu Kosmy :)
    Dąbrowa Górnicza Ząbkowice ... :) © JPbike

    Do Łośnia wróciłem punktualnie, co do minuty i następnie Monika mnie zawiozła swoją cytrynka na katowicki dworzec. Trzywagonowy skład do Poznania był tłoczny, podróżowałem w nieciekawych warunkach, mimo tego podróż przebiegła bez przygód i do Poznania zajechałem o 20-tej i tak zakończył się mój a jakże wspaniały urlop z rowerem :)

    Dziękuję bardzo wszystkim, z którymi miałem dużą przyjemność kręcić i spędzać czas podczas urlopu :)

    Przewyższenie - 312 m

    Kategoria do 100 km


  • dystans : 82.76 km
  • teren : 2.00 km
  • czas : 04:01 h
  • v średnia : 20.60 km/h
  • v max : 38.43 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Z Kobiernic do Łośnia

    Sobota, 21 sierpnia 2010 • dodano: 24.08.2010 | Komentarze 7


    Mój trzytygodniowy urlop dobiegał końca, a szkoda ...
    Zanim wyruszyłem następnego dnia do stolicy Wielkopolski postanowiłem po drodze odwiedzić Monikę.
    Wyruszyliśmy po śniadaniu, obierając kierunek bocznymi drogami na Oświęcim.
    W roli przewodników miałem oczywiście Elę i Piotrka, w końcu to są ich doskonale znane tereny.

    Rowerowy urlop był bardzo udany :) © JPbike


    O tym jak dotarliśmy do Oświęcimia - Ela i Piotrek doskonale opisali i bogato zilustrowali na swoich blogach :)

    Na tamtejszym Rynku po krótkim oczekiwaniu zjawił się hose, który zaprowadził mnie do celu, czyli do Łośnia.
    Z Józkiem nie widziałem się okrągły rok - mocno i radośnie się przywitaliśmy :)

    Ekipa BS na rynku w Oświęcimiu © JPbike


    Po pożegnaniu z Elą i Piotrkiem we dwójkę ruszyliśmy, po drodze przekraczając Wisłę, robiąc postój w Jaworznie, pokonując parę niezłych podjazdów i w końcu bezproblemowo dobiliśmy pod dom Kosmy, u której były kiełbaski z grilla, piwko i pogaduszki :)
    Oprócz tego obejrzałem postęp prac remontowych - duży podziw !

    Przewyższenie - 390 m