top2011

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Jacek ze stolicy Wielkopolski
Info o mnie.

- przejechane: 190464.36 km
- w tym teren: 68957.10 km
- teren procentowo: 36.20 %
- v średnia: 22.53 km/h
- łączny czas: 350d 08h 34m
- najdłuższy trip: 329.90 km
- max prędkość: 83.56 km/h
- max wysokość: 2845 m

baton rowerowy bikestats.pl

Wyprawy z sakwami

polska
logo-paris
logo-alpy
TN-IMG-2156 TN-IMG-2156 tn-IMG-6357

Zrowerowane gminy



Archiwum 2025 button stats bikestats.pl 2024 button stats bikestats.pl 2023 button stats bikestats.pl 2022 button stats bikestats.pl 2021 button stats bikestats.pl 2020 button stats bikestats.pl 2019 button stats bikestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl 2011 button stats bikestats.pl 2010 button stats bikestats.pl 2009 button stats bikestats.pl 2008 button stats bikestats.pl

  • dystans : 24.05 km
  • teren : 10.00 km
  • czas : 00:58 h
  • v średnia : 24.88 km/h
  • v max : 34.18 km/h
  • rower : Sztywna Biria
  • Do Drogbasa

    Wtorek, 18 czerwca 2013 • dodano: 18.06.2013 | Komentarze 2


    Pogadać o emocjach w Karpaczu i o zbliżającej się wyprawie.
    O wspólnym browarku już nie będę wspominał :)
    Poza tym do jego wyprawowicza zamontowaliśmy bagażnik i była krótka próba przejażdżki z nowiutkimi sakwami, do których wpakowaliśmy dwie 2.5 kg sztangi i worka transportowego z namiotem w środku.
    Pierwsze wrażenie Jarka - "...... ile waży ten rower ?" :)))

    Kategoria do 50 km


  • dystans : 36.41 km
  • teren : 20.00 km
  • czas : 03:00 h
  • v średnia : 12.14 km/h
  • v max : 73.99 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Uphill Śnieżka i downhill Tabaczana :)

    Niedziela, 16 czerwca 2013 • dodano: 17.06.2013 | Komentarze 14


    Szybko zagadaliśmy się co do niedzielnej trasy rozjazdowej.
    Padło jednoznacznie - na Śnieżkę (1602 m.n.p.m) !
    Pobudka o 4:30, skromne śniadanie, założyłem zapasowy łańcuch i można jechać.
    O tak wczesnej porze zarówno temperatura, jak i pogoda nam sprzyjały i to jak :)

    Godzina 5:19. Tam, na tą górę po lewej jedziemy :) © JPbike

    Podjeżdżając do Karpacza Górnego bardzo przyjemnie się kręciło, a zwłaszcza że ulice były opustoszałe, nóżki moje podawały, widocznie na wczorajszym maratonie nie najeździłem się na maxa :)
    I tak wraz z klosiem po wjechaniu do skrętu na sławną brukowaną drogę prowadzącą na sam szczyt zatrzymaliśmy się by poczekać na resztę kumpli, Marka i Zbyszka. A tam chłopaki spuszczają ciśnienie w oponach, by zbytnio nie skakać na podjazdowych kocich łbach, ja pozostałem przy standardowych 2.5 bara. Po czym zaczęliśmy właściwą wspinaczkę na szczyt. Każdy jedzie swoje. Od razu okazuje się że to ja mam najwięcej sił i na luzie uzyskuję jakąś przewagę nad Mariuszem. Oczywiście JPbike takie chwile korzysta na ... chwilowe postoje na fotki :)

    To już wysoko, ponad 1000 m przekroczone © JPbike

    Tutaj stromo i młynkujemy przez Strzechę Akademicką © JPbike

    Wysoko, coraz wyżej. Klosiu - dawaj ! © JPbike

    Równia pod Śnieżką i zaczynamy ostatni atak na szczyt © JPbike

    To JA :) Arcywidoczki powalają :) © JPbike

    Na szczyt wjechałem na luzie i równo z klosiem. Trochę powiało na ostatnim fragmencie.
    Od noclegowni w Ściegnach na Śnieżkę wyszło ponad 16 km, czas wspinaczki 1:39, 1.1 km w pionie i średnia 9.9 km/h :)

    Po krótkim czasie wjechał Marc. Świetny ma doping :) © JPbike

    Tego miejsca nie trzeba przedstawiać :) © JPbike

    Na szczycie zjawiliśmy się krótko po 7-mej rano, pusto było, temperatura spadła do 11 stopni (odczuwalna niższa), wiał zimny wiatr i wskoczyliśmy w gamexy. Po podziwianiu widoków dookoła zdążyliśmy zmarznąć, zjechaliśmy troszkę niżej by tam zaczekać na Zbyszka. Po drodze spotkaliśmy parę biegaczy. W pewnym momencie Mariusz wpadł na pomysł pokonania czerwonym, dalej żółtym na Okraj i na koniec zjazd zielonym, czyli Tabaczaną Ścieżką zamiast pierwotnie planowanego zjazdu na Przełęcz Karkonoską - od razu przystałem na propozycje :)

    Tam pojedziemy. Z daleka ścieżka wygląda okazale. Wrażenie mylące :) © JPbike

    W końcu nadjechał i Zbyszek :) © JPbike

    No to jedziemy po grzbiecie. Śnieżki od tej strony jeszcze nie widziałem © JPbike

    Niecodzienny widok - Zibi wśród wysokiej kosodrzewiny :) © JPbike

    W sumie tamten fragment czerwonym przez Czarną Kopę (1407 m) na sporym fragmencie okazuje się trudny do jazdy na rowerze, głównie przez sporą liczbę wysokich schodów i uskoków.

    Końcówka zjazdu czerwonym. Przerwa na siku i porzucone rowery :) © JPbike

    Po dotarciu do czeskiego schroniska "Jelenka" nastąpił zjazd żółtym, po asfalciku na którym bez rozpędu ja i klosiu osiągnęliśmy max 74 km/h.
    Po czym spoczko dotarliśmy na Okraj i tam przerwa na czeski złocisty napój o nietypowej porze (9-ta rano) :)
    Pora na zjazd, znaną mi Tabaczaną Ścieżką, tamtędy zjeżdżaliśmy podczas zeszłorocznego maratonu.

    Górna część Tabaczanej okazuje się być ciężka do jazdy, a jak ja tędy rok temu zjechałem na maratonie ? © JPbike

    Istne hardcore. W ciągu roku ta ścieżka zmieniła swoje oblicze © JPbike

    Całe szczęście, w odrobinę niższych partiach można było technicznie zjechać, co oczywiście uczyniłem :)

    Technikę zjazdową zawsze trzeba ćwiczyć © JPbike

    Ostatni techniczny element - przeprawa przez górski strumień © JPbike

    Dalej już tylko myk w dół po szerokim szuterku i to wprost do Karpacza.
    Przy skręcie na ostatni zjazd do noclegowni złapałem kapcioszka z tyłu.

    W sumie to był udany rozjazd, jak i te pięć dni, które spędziłem z pasją w Karkonoszach, nawet sobotni maraton który wypadł poniżej moich oczekiwań nie zepsuł mi humoru :)

    Przewyższenie - 1405 m



  • dystans : 71.41 km
  • teren : 55.00 km
  • czas : 05:42 h
  • v średnia : 12.53 km/h
  • v max : 54.29 km/h
  • rower : TREK 8500
  • MTB Marathon Karpacz

    Sobota, 15 czerwca 2013 • dodano: 16.06.2013 | Komentarze 12


    Na golonkowy Karpacz, określany mianem „The best of MTB” zajechaliśmy by zmierzyć się z arcygórskim giga w siedmioosobowym składzie ProGoggli – daVe, duda, klosiu, Marc, toadi69 i ja, oraz Maks który po pamiętnym giga tym razem na mega.

    Po starcie, na pięciokilometrowym asfaltowym podjeździe do Karpacza Górnego dość szybko znajduję swoje i dość dobre miejsce w stawce. Skręcamy w teren i zaczynają się pierwsze szaleństwa zjazdowe, na razie po luźnym szuterku, czuć już swąd palonych klocków. Po tym podjazd wymagającą i kondycyjną ścieżką na Czoło. Między innymi wyprzedzam Wojtka Wiktora (cosik mu nie szło i dnf). Podjeżdżając, tworzy się długi sznur gigowców, a na końcówce zauważam za plecami klosia. Pora na techniczny zjazd zielonym do Borowic. Następuje szybka selekcja na dobrych i słabych zjazdowców. Gnam w dół jak wariat po kamieniach, po strumyku i przy tym łykam ze 10-15 osób. To były dla mnie doskonałe chwile :) Po zjechaniu zauważam że łańcuch czasem samoczynnie zmienia biegi. Trudno. Od tego momentu przez jakiś czas tasuję się z Damianem Pertkiem. Przy pierwszym bufecie stoi slec (jakiś problemik ?). Zjeżdżamy czerwonym z Grabowca. Dużo wykrzykników, kamieni i korzeni, zaszalałem :) Na końcówce zjazdu z błotnym strumykiem wyprzedza mnie slec (chyba duże koła dobrze mu służą), po chwili taki manewr robi ratownik na motocyklu, który przede mną wpada tylnym kołem w poślizg i gleba w błotku zaliczona :) Zjazd do Sosnówki spoko i z asfaltowymi fragmentami, po drodze mijam sporą wycieczkę rowerową. Następna i ciężka wspinaczka, skręt na nieznany mi odcinek. Przeskakujący łańcuch znów daje o sobie znać, nie jest dobrze. Gdzieś tam przy próbie wodno-błotnej przeprawy potykam się i spd-y uświnione :) Po chwili zaskoczenie – bardzo stroma ścianka w stylu XC, zjechana w całości. Po tym z łańcuchem jest coraz gorzej i w końcu, na 25 km trasy napęd odmawia posłuszeństwa, szybka diagnoza – z jednej strony ogniwo jest wygięte. Biorę się za serwis, który zabiera mi dokładnie 12 minut (sprawdziłem). Aż tyle ? Były problemy ze skuciem, kilka ogniw poszło do wywalenia, głupek ze mnie. Tym sposobem pożegnałem się z jakimś tam wynikiem. M.in. minęli mnie Maciej R., klosiu (pokazał okazałe rany), ktone i karmi. W końcu ruszam. Pomykając dość szybko po fajnych odcinkach odrabiam kilka pozycji i wjeżdżamy na asfaltową wspinaczkę na Dwa Mosty. Zaczynam czuć że właśnie kończy mi się dobry power :( Żele jakoś nie chcą działać, a może to zmęczenie górskim rowerowaniem od środy i piątkową wędrówką po Karkonoszach (15 km) ? Trudno, jadę dalej swoje. Czas na zjazd nowym odcinkiem. Masa kamieni na początkowych ze 100 m przerasta moje możliwości zjazdowe i schodzę. Dalej już mknę w dół między kamulcami i strumyczkiem, by na koniec zjechać na blacie szerokim szuterkiem. W sumie cała dodatkowa pętla giga okazała się bardzo wymagająca, szczególnie w pamięci utkwiły super single, kilka ciężkich podjazdów (niektóre z buta), jak i super techniczne zjazdy. Jadąc tędy, jedynie pojedyncze osoby z trudem udaje się dojść. Mijam Macieja R., który zgłasza problemy z tylną przerzutką. Po połączeniu z mega następuje jazda wraz z niebieskimi i powolne dublowanie. Wyprzedza mnie Ewelina Ortyl. Na podjeździe po równiutkim asfalciku trochę motywacji dodają wyprzedzani megowcy (m.in. magdafisz). Jakoś w dobrym samopoczuciu zdobywam szczyt. Po tym zaskakuje nieznany zjazd do Chomontowej, z masą kamieni i błotka. Większość zjeżdżam. Wspinaczka znanym szuterkiem na szczyt Chomontowej przebiega spoko i przy ciągłym wyprzedzaniu niebieskich. Pora na pure mtb, czyli zjazd żółtym. Po dokręceniu do hardcorowego odcinka i sprawnym zjechaniu kawałka zostaję przyblokowany przez kilku z mega i jakiś fragment po korzeniach w dół z buta. Szkoda, chciałem w całości zaszaleć … Gdy wreszcie zluzowano to można było rozwinąć swoje umiejętności zjazdowe – poszło super ! Jadąc dalej, powtarzalnym odcinkiem tasuję się z Eweliną i rozpoczynam ostatni ciężki podjazd – taki ciężki że mocno depcząc w pedały nie tylko łatwo łykam kolejnych niebieskich, ale i uciekam Ewelinie. Na poboczu ponownie spotykam Macieja R. (urwany hak i singla robi). Aż nagle, tuż przed koncówką podjazdu łańcuch nienajlepiej skuty nie wytrzymuje i zrywam go na ponad 5 km przed metą. Wtedy doszedłem znajomą z mega – to mamba. Nie chce mi się znowu kombinować ze skuwaniem i znając z zeszłego roku tą samą końcówkę od razu decyduję się na spacer z hulajnogą i zjeżdżaniem bez napędu. Po raz drugi żegnam się z walką o wynik. Spacerując i popychając oczywiście sporo tracę, jedynie na zjazdach mogę zaszaleć. Na koniec techniczne i zjazdowe agrafki z 3 ostrymi nawrotami – na jednym z nich znowu przez to same drzewo podpieram się podobnie jak rok temu, to wybija mnie z rytmu i sekcję z dużymi kamieniami odpuszczam. Jeszcze tylko stromo w dół po trawie z jednym uskokiem z sześcioma (!) wykrzyknikami - też odpuszczam zjazd. W końcu meta, którą przekraczam hulajnogą.

    89/131 – open giga
    35/49 – M3

    Strata do zwycięzcy (Bartek Janowski) – 1:42:56, do M3 (Mirek Borycki) – 1:28:09
    Wynik lipny, jazda średnia, a trasa godna określenia „The best of MTB”.
    Po analizie wyników i czasu z licznika – straciłem przez defekty i spacer ponad 20 minut …

    68 (28 M3) – klosiu – 5:23:20
    89 (35 M3) – JPbike – 5:42:58 (czas z licznika z uwzględnieniem spaceru - 5:25:37)
    100 (36 M2) – Marc – 6:04:49
    109 (37 M2) – daVe – 6:23:53
    129 (40 M2) – duda – 7:37:40
    130 (22 M4) – toadi69 – 7:47:52

    W teamowej generalce giga zajmujemy 7 miejsce - trzeba walczyć o szerokie pudło w Istebnej.

    I jeszcze coś – niemal na każdym golonkowym maratonie w Karpaczu zawsze coś się dzieje ze mną i ze sprzętem:
    - 2009 – na zjeździe rozwaliłem kolano
    - 2010 – złamałem przednią przerzutkę
    - 2011 – nie było mnie bo … obojczykowy rekonwalescent
    - 2012 – istne hardcore, pół trasy na jednym hamulcu (przednim), ładne szlify na uskoku przed metą
    - 2013 – defekty z łańcuchem
    Więc kiedy wreszcie uda mi się ten arcymaraton u stóp Karkonoszy pokonać sprawnie i z satysfakcją ?


    Foto by mugfull.
    Początek zjazdu zelonym do Borowic © JPbike


    A tutaj demonstruję swoje szaleństwa zjazdowe na końcówce zielonego do Borowic. Fotki by beatab.
    Ci goście za mną zostali świeżo wyprzedzeni przeze mnie © JPbike

    Szybka reakcja i wybór odpowiedniego toru zjazdu © JPbike

    No i widać że coś tam pięknie zyskuję. Lubię takie chwile :) © JPbike


    Fotka by Bartek Sufin.
    Zjazdy w Karpaczu są takie że zęby trza zaciskać :) © JPbike

    Foto by mugfull.
    Końcówka hardcorowego żółtego z Chomontowej. Pełne skupienie :) © JPbike


    I na koniec techniczne agrafki przed metą w moim wykonaniu. Fotki by Ela Cirocka.
    Zaczynam skręt na ciasnym nawrocie z korzonkami © JPbike

    Tutaj własnie o to drzewo podpieram i chwilunię później mam podpóreczkę © JPbike

    I jadę dalej. Bez łańcucha jak widać :) © JPbike


    Puls – max 174, średni 150 (bez spaceru 154)
    Przewyższenie – 2805 m (wg licznika)



  • dystans : 20.31 km
  • teren : 4.00 km
  • czas : 01:08 h
  • v średnia : 17.92 km/h
  • v max : 55.73 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Poranny rozruch

    Piątek, 14 czerwca 2013 • dodano: 14.06.2013 | Komentarze 0


    Start na krótko przed 8-mą.
    Zrobiło się pochmurno, temperatura bardzo przyjemna - 15 stopni.

    Ściegny - Karpacz - Karpacz Górny - d.w. Lubuszanin - zjazd czerwonym z Grabowca (po strzałkach, dużo wykrzykników i emocje były) - Miłków - Ściegny

    Przewyższenie - 485 m

    Kategoria do 50 km, w górach


  • dystans : 52.50 km
  • teren : 42.00 km
  • czas : 03:10 h
  • v średnia : 16.58 km/h
  • v max : 62.45 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Singltrek pod Smrkem

    Czwartek, 13 czerwca 2013 • dodano: 13.06.2013 | Komentarze 10


    Dzień drugi urlopiku w górach. Piękna pogoda.
    Po śniadaniu głowiłem się przy mapie – może Przełęcz Karkonoska i po czeskich ścieżkach, może Okraj, zjazd tabaczaną i coś tam, może w końcu wybiorę się na Singltrek pod Smrkem – padło na to ostatnie, bo jeszcze tam nie byłem.
    Dojazd do Świeradowa furą, a planowałem całość rowerem. W sumie dobrze zrobiłem, bo po przejechaniu blisko 45 km po tamtejszych fajnych i bezustannie krętych singlach trochę się namęczyłem, a w sobotę maraton …
    Cóż napisać o wrażeniach – wszystko świetnie zrobione, idealnie ubita nawierzchnia, w roli głównej jest niezliczona ilość zakrętasów, wszystkie single zarówno podjazdowe, jak i zjazdowe mają łagodny profil wznoszenia i opadania – po prostu w sam raz dla każdego i niezależnie od umiejętności technicznych.
    W pewnym momencie mnie nawet znudziło to ciągłe pomykanie po przyjemnej nawierzchni i zamiast planowanego przejazdu niemal wszystkiego zrezygnowałem z odcinków położonych po północnej stronie czeskiego miasteczka Nove Mesto pod Smrkem. A może to wina emocji od wczorajszych hardcorowych zjazdów :)
    Tak, czy siak – bardziej wolę Rychlebskie scieżki, które są bardziej techniczne.














    Przewyższenie – 1257 m



  • dystans : 48.00 km
  • teren : 22.00 km
  • czas : 03:25 h
  • v średnia : 14.05 km/h
  • v max : 48.52 km/h
  • rower : TREK 8500
  • MTB Karpacz - rekonesans nowych odcinków

    Środa, 12 czerwca 2013 • dodano: 12.06.2013 | Komentarze 10


    Wziąłem kilka dni urlopu i wyrwałem się w rejon Karkonoszy :)
    Po zajechaniu do noclegowni z pięknym widokiem na Śnieżkę i najedzeniu się, popołudniową porą wyruszyłem się zapoznać z nowymi fragmentami sobotniego maratonu.

    - podjazd asfaltowy do Karpacza Górnego wszedł spoko
    - zjazd klasykiem, zielonym do Borowic po telewizorach, czasem po strumyczku
    - dojazd do Dwóch Mostów znaną mi asfaltową wspinaczką
    - zjazd premierowym odcinkiem, tylko dla giga, początkowo hardcore :)
    - ponowny dojazd do Drogi Sudeckiej znanym mi fragmentem
    - wspinaczka po nowiutkim asfalciku, do Drogi Chomontowej - spoko, momentami stromo
    - nowy zjazd z Chomontowej, żółtym – hardcore i tam nie ma miejsca na błędy techniczne :)
    - powrót asfaltowo-szutrowo-asfaltowy (ER2, czerwonym i w dół przez stadion w Karpaczu)

    Więcej nie będę pisał – to będzie esencja MTB, chłopaki tworzący trasę dobrze wiedzą co robią :)

    Foteczki oczywiście są. Samowyzwalacz miał ciężką pracę. 2 razy aparat wypadł z plecaka, przeżył :)

    HURA !!! Jak dobrze znów być w górach :) © JPbike

    Zjazd zielonym do Borowic, po RTV, AGD i strumyczku :) © JPbike

    Nowość. Dla giga. Zjazd z Dwóch Mostów © JPbike

    Wspinaczka po równiutkim jak stół asfalciku do Chomontowej © JPbike

    Zjazd żółtym. Istne hardcore, mi się podoba :) © JPbike

    Przewyższenie – 1410 m

    Kategoria do 50 km, w górach


  • dystans : 34.29 km
  • teren : 16.00 km
  • czas : 01:25 h
  • v średnia : 24.20 km/h
  • v max : 36.50 km/h
  • rower : Sztywna Biria
  • Na działkę

    Niedziela, 9 czerwca 2013 • dodano: 09.06.2013 | Komentarze 4


    W końcu nadrobiłem zaległości senne, czyli obudziłem się jak teamowi koledzy już ścigali się u Kaczmarka w Kargowej - wygrał nikt inny jak Marek Konwa i to ze średnią 32 km/h, raczej nieosiągalną w terenie dla mnie :)

    Na działkę wybrałem się w jednym celu - na obiad i truskawki.
    Droga tamtędy, do Sierosławia jest banalna i przyjemna, ale i tak udało mi się namoczyć lewą stopę - w Skórzewie, aby przeprawić się przez wielką kałużę ułożyli kilka palet i przy próbie przejazdu wjechałem w szparę jednej z nich i ... :)

    Kategoria do 50 km


  • dystans : 98.79 km
  • teren : 59.00 km
  • czas : 03:59 h
  • v średnia : 24.80 km/h
  • v max : 52.85 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Pół Pierścienia

    Sobota, 8 czerwca 2013 • dodano: 08.06.2013 | Komentarze 7


    Na tydzień przed golonkowym Karpaczem - wykonać minimum 4 godz. treningu.
    Po krótkim namyślaniu co do trasy, padło na pół Pierścienia, poczynając od północy (Kiekrz), poprzez całą zachodnią część dokręcić do południowych rejonów i wrócić nadwarciańskim.
    Przed ruszeniem (o 11-tej) była piękna słoneczna pogoda, a prognozy pogody którym raczej nie ufam - jedne zapowiadały deszcz, drugie słoneczny dzionek ...
    Najpierw do Kiekrza przez Lasek Marceliński i Rusałkę. Od razu mocno, tętno ładnie i na sportowo pracowało przez dłuższy czas. Jadąc szosą o betonowej nawierzchni (Kiekrz - Sady) minąłem rozpoczętą budowę ostatniego odcinka Zachodniej Obwodnicy Poznania ...

    Jak wybudują obwodnice to co tutaj będzie ? Może wiadukt ? © JPbike

    Dalej myk asfalcikiem przez Sady, Lusowo i do Lusówka, po drodze wyprzedziłem dostawczego gruchota, który ledwo przekraczał 30 km/h :) W Lusówku skręt na długi odcinek terenowy i napierałem ostro po półpłaszczyznie.
    Pomykając przez Zborowo (miłe wspomnienia z nastoletnich czasów) zboczyłem na tamtejszą plażę, od ostatniej wizyty sporo tam się pozmieniało ...

    Tropikalne akcenciki nad Jeziorem Niepruszewskim :) © JPbike

    W okolicach A2, na południu straszyła chmura deszczowa i faktycznie częściowo tam popadało.
    Po przekroczeniu zachodniego krańca Pierścienia chwycił mnie lekki kryzysik, spożyty w ruchu batonik troszkę mnie podratował. Jak dokręciłem przez Stęszew do granic WPN, postanowiłem ominąć nudną pierścieniową długą prostą na rzecz świetnego czarnego wzdłuż Dymaczewskiego, podjazdu ul. Podgórną i frajdy, czyli moich sinusoid :) Dokręcając podjazdowo do Ludwikowa zboczyłem zatankować prawie suche bidony przy tamtejszym źródełku. No i ... złapałem kapcioszka z przodu, więc nastąpiła przymusowa przerwa na wymianę dętki w idealnym miejscu :)

    Trafiłem idealnie, by w takich warunkach naprawić kapcioszka :) © JPbike

    PURE MTB w WPN ! Mój żywioł :) © JPbike

    Na powyższym zjeździe pomknąłem w dół trzykrotnie, było strasznie ślisko po opadach, raz glebnąłem z fiknięciem koziołka (bez komplikacji). Dalej atak na Osową Górę niebieskim i zjazd w dół trasą DH, gdzie dwa razy skoczyło mi napięcie (raz przez łachę piachu, raz omal nie walnąłem w drzewo). Po zjechaniu czas na powrót nadwarciańskim, zbierały się ciemne chmury i po ujechaniu ze 2-3 km lunęła ulewa, wyglądało to tak:

    Leje tak że nadwarciański zamienił się w ścieżkę potokową, jakie można spotkać na błotnych zawodach :) © JPbike

    Nie miałem ochoty na uświnianie siebie i Treka, więc szybka dezyzja - wracam na asfalcik i na ścieżkę rowerową do Lubonia. Lało, lało, spore kałuże i potoki na drodze okazały się być cieplutkie, co za tym idzie taka jazda z ochlapywaniem od razu mi się spodobała, mijałem nawet sporą grupę rowerzystów :) Przejeżdżając przez Luboń okazało się że tam na ulicach suchutko i dość szybko teamowe portki zaczynały wysychać. Nie trwało to długo, bo tuż przed rogatkami Poznania ponownie dopadła mnie ulewa, do tego z jeszcze pokaźniejszymi kałużami i potokami, niektóre osiągały głębokość ze ponad 10 cm ...

    JPbike jako pogromca wielkich kałuż :) © JPbike

    Wróciłem oczywiście caluśki zdrowo namoczony. Trening 4 godz. wykonany :)
    Podczas ulewy obawiałem się jedynie o cyfróweczkę, przeżyła, mimo że futerał nie jest wodoodporny.

    Puls - max 161, średni 132
    Przewyższenie - 728 m

    Kategoria do 100 km


  • dystans : 43.57 km
  • teren : 35.00 km
  • czas : 01:54 h
  • v średnia : 22.93 km/h
  • v max : 41.79 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Objazd terenowej Rundy Drogbasa

    Piątek, 7 czerwca 2013 • dodano: 07.06.2013 | Komentarze 5


    Zagadałem się z Maksem i Krzychem na wspólny objazd tytułowej pętli treningowej.
    Ja oczywiście jako przewodnik, a chłopaki zapragnęli poznać właściwy przebieg rundy stworzonej przez Drogbasa, z paroma zmodyfikowanymi przeze mnie fragmencikami (dodałem fajne singielki).
    O tym, jak kolegom terenową rundę się pokonywało to opiszą na swoich blogach :)

    Przewyższenie - 245 m



  • dystans : 28.89 km
  • teren : 8.00 km
  • czas : 01:22 h
  • v średnia : 21.14 km/h
  • v max : 32.69 km/h
  • rower : Sztywna Biria
  • Praca

    Piątek, 7 czerwca 2013 • dodano: 07.06.2013 | Komentarze 0


    Dwudniowa zbiorówka (czwartek i piątek).

    Kategoria do/z pracy