top2011

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Jacek ze stolicy Wielkopolski
Info o mnie.

- przejechane: 186399.27 km
- w tym teren: 67223.10 km
- teren procentowo: 36.06 %
- v średnia: 22.57 km/h
- czas: 342d 06h 25m
- najdłuższy trip: 329.90 km
- max prędkość: 83.56 km/h
- max wysokość: 2845 m

baton rowerowy bikestats.pl

Wyprawy z sakwami

polska
logo-paris
logo-alpy
TN-IMG-2156 TN-IMG-2156 tn-IMG-6357

Zrowerowane gminy



Archiwum 2025 button stats bikestats.pl 2024 button stats bikestats.pl 2023 button stats bikestats.pl 2022 button stats bikestats.pl 2021 button stats bikestats.pl 2020 button stats bikestats.pl 2019 button stats bikestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl 2011 button stats bikestats.pl 2010 button stats bikestats.pl 2009 button stats bikestats.pl 2008 button stats bikestats.pl

  • dystans : 80.73 km
  • teren : 70.00 km
  • czas : 04:42 h
  • v średnia : 17.18 km/h
  • v max : 69.66 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Bikemaraton Szklarska Poręba

    Sobota, 17 sierpnia 2013 • dodano: 18.08.2013 | Komentarze 8


    Grabkowy comeback po dwuletniej nieobecności w tym cyklu maratonowym. Tegoroczne osiągnięcia u Golonki mam takie że na dwa dni przed startem przydzielili mi świetny drugi sektor. Na start przyjechałem rowerem wraz z Mariuszem, wprost z noclegowni w Michałowicach (11 km) i dość wcześnie, więc można było sobie trochę powylegiwać na szrenickim stoku, na dolnej stacji wyciągu, skąd peleton mtb ruszał. Mariusz dostał trzeci sektor i zapowiada się niezła walka dwóch teamowych rówieśników :) Dość szybko, bo już na 30 min przed startem sektory się zapełniały. Start został opóźniony o 15 min, stałem, stałem w słońcu … No i wreszcie ruszyli. Na początek ze 300 metrowy podjazd po stoku narciarskim, długie stanie zrobiło swoje i ospale szło podjeżdżanie. Po tym skręt na szybkie szuterki. Tłoczno tam i ściganina ciśnie w tymanach kurzu. Przez kilka km nie idzie mi tak jak chciałbym. Po jakimś czasie łapię swój rytm i na jednym z pierwszych długich podjazdów zaczynam ładnie wyprzedzać nierozciągnięty peleton. Po chwili długi i bardzo szybki zjazd, tu pojawiają się problemy z trakcją na szybkich szutrowych łukach, sporo tracę. Winę zwalam na zużyte w połowie Racing Ralphy, a prawdziwą przyczynę tego stanu rzeczy odkryłem następnego dnia. Wpadamy w trawiasty zjazdowy półsingiel, wszyscy tam szarżują. Po rozjeździe mini i mega/giga trochę zluzowano, ciśniemy Drogą pod Reglami, przez stok Sośnika w stronę zielonego do Jagniątkowa. Ponownie robi się tłoczno, z czego większość to megowcy. Sam zjazd zielonym okazuje się sporym jak na Grabka zaskoczeniem – hardcore z masą kamulców i jednym aż 40 cm uskokiem (!! !! !!), zupełnie jak u Golonki. Problemik w tym że tam utworzył się korek i nie mogłem zaznać przyjemności zjazdowych. Po tym podjazd niebieskim (fragment pokonany na pych) i myk szuterkami w stronę znanego mi podjazdu na Dwa Mosty. Wspinając tędy stawka w końcu zaczyna się rozciągać. Ów szczyt zdobywam sprawnie w trzyosobowej grupce i korzystam z bufetu by zatankować. Po tym superszybki zjazd asfalcikiem i wpadamy w znany z maratonów w Karpaczu teren. Ku mojemu zdumieniu jazda tędy dostarcza masę frajdy, było gdzie się zmęczyć, jak i nacieszyć się techniczną jazdą, niektóre fragmenty to te same co podczas niedawnego Karpacza u GG, widocznie Grabek podniósł poziom trudności i kondycji. Napierając tędy raz mnie przyblokowano na malutkim korzennym uskoku, raz gdzieś tam dalej sporą grupą przegapiamy skręt i strata ze 2-3 minuty. Gdy zbliżam się do rozjazdu mega-giga to zaczynam czuć kryzysik, myślę wtedy o zjechaniu na mega. Chwilowe zwolnienie tempa jazdy, żel, batonik i wypicie izo ratują mnie i na 42 km zjeżdżam na drugą rundę słusznego dla mnie dystansu giga. Od razu pełny luz, wreszcie można jechać swoje. Ponowny podjazd na Dwa Mosty przebiega z prędkością średnio o 1 km/h niższą niż poprzednio. Podjeżdżając tędy zaczęło się dublowanko megowców. Na bufecie ponownie tankuję suche bidony i myk pokonać jeszcze raz z przyjemnością najlepszą cześć trasy. Sama frajda, nawet dwa ze trzy krótkie strome single podjazdowe (na pych) nie psują mi zabawy i jeszcze do tego wspomniany kryzysik zażegnałem. Jedzie się dobrze, do tego zaczynam wyprzedzać pojedyncze sztuki z giga. Po wjechaniu na odcinek Drogi pod Reglami prowadzący do mety nadal mocno kręcę korbą i coś tam widocznie zyskuję. W trakcie pokonywania pętelki przez Michałowice z bardzo fajnym zjazdem łapię gumę z tyłu, od razu zauważam centralnie wbity w oponę gwóźdź. Stało się to na 70-tym kilometrze, od razu biorę się na wymianę, pitstop zabiera 6 minut, kilka z giga mnie załatwia, klosia nie było widać. Ruszam i staram się odrabiać straty, co skutkuje na podjeździe skurczem, na szczęście krótkotrwałym. Myk szerokim szuterkiem w stronę mety, po drodze z dużą różnicą prędkości pokonuję tych z mega, ostatni podjazd i emocjonujący, choć krótki zjazd trasą enduro wprost na metę. Po zatrzymaniu patrzę na zegarek i liczę czas do przybycia klosia – mija kolejno 5 min, 10 min … :)

    36/64 – open giga
    10/23 – M3

    Strata do zwycięzcy, jak i M3 (nikt inny jak Bogdan Czarnota) – 1:19:44
    Wynik mógłby być lepszy, a to przez długie oczekiwanie na start, przez zgubkę, przez kapcioszka …
    Generalnie jestem zadowolony, szczególnie z bardzo fajnej trasy. Za rok jak będzie to tam wrócę :)
    Mariusz przyjechał ponad 15 minut za mną, też złapał kapcia i to na początku trasy.

    Fotka by Ela Cirocka
    Walka na trasie trwała do samego końca ! © JPbike


    W galerii bikelife docenili moje szaleństwa zjazdowe :)

    Foto by Piotr Macek
    Końcówka na fragmencie enduro. Gnam w dół na całego :) © JPbike

    Dwóch zatwardziałych po pasjonującej rywalizacji. Przegrany postawił browarka :) © JPbike

    Puls – max 170, średni 150
    Przewyższenie – 2344 m



  • dystans : 44.26 km
  • teren : 30.00 km
  • czas : 02:51 h
  • v średnia : 15.53 km/h
  • v max : 76.87 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Karkonoska rozgrzewka

    Piątek, 16 sierpnia 2013 • dodano: 19.08.2013 | Komentarze 4


    Zajechałem z Mariuszem do Michałowic na trzydniowe kręcenie po Karkonoszach.
    Wczesno-popołudniową porą czas wskoczyć na swoje rumaki i myk w góry.
    Pomysł trasy był spontaniczny. Po dojechaniu do Drogi pod Reglami wypatrzyliśmy znane niebieskie strzałki jutrzejszego maratonu i padło na częściowy objazd trasy. Dopóki wisiały oznaczenia to tędy kręciliśmy po górskich szuterkach. Po dokręceniu do zielonego szlaku prowadzącego do Jagniątkowa znikły oznaczenia, ale i tak pognaliśmy tędy w dół. Ów szlak zjazdowy mocno mnie zaskoczył poziomem trudności, iście golonkowym (kamienie, koleiny i jeden pokaźny uskok), miałem nawet wątpliwości czy Grabek tędy puści ścigantów (jak się okazało puścił :)). Następnie mimo braku strzałek w dalszym ciągu jechaliśmy właściwą trasą sobotniego maratonu po przyjemnych szuterkach i długim podjazdem na Dwa Mosty. Tam przerwa i zapadła decyzja by pokonać porządny podjazd - na Przełęcz Karkonoską. Pamiętam że w sierpniu 2007 to właśnie tamtędy zaczynałem swoją przygodę z kolarstwem górskim i wtedy ów ciężki podjazd zdobyłem po kilku postojach, paru wprowadzaniach i z twarzą zabarwioną na czerwono :) A tegoż dnia poszło gładko, nawet pokusiłem się o atak na stromej końcówce, na szczycie urwałem kłosiowi minutkę, może półtorej :) Przy schronisku "Odrodzenie" przerwa na czeskiego browarka i podziwianie arcywidoczków. Po tym pora na zjazd. Asfalt kiepski, z dziurami i wybojami, ale i tak rozpędziłem się tamtędy do 76.87 km/h (o 1 km/h mniej od osobistego rekordu). Gnając tamtędy w dół mijani turyści w popłochu uciekali na boki, jeden z plecakiem schował się nawet w krzaki :) Po zjechaniu już tylko jazda ponownie Drogą pod Reglami do Michałowic, do noclegowni.

    Fajny zjazd zielonym do Jagniątkowa © JPbike

    Na szczycie Dwóch Mostów (903 m) © JPbike

    Przełęcz Karkonoska (1198 m) zdobyta ! © JPbike

    Klasyczna przerwa z górkami w tle :) © JPbike

    Przewyższenie - 1360 m



  • dystans : 89.95 km
  • teren : 70.00 km
  • czas : 04:09 h
  • v średnia : 21.67 km/h
  • v max : 52.85 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Terenowa Runda JPbike'a

    Czwartek, 15 sierpnia 2013 • dodano: 15.08.2013 | Komentarze 5


    Zagadałem się z Mariuszem na trening na mojej rundzie.
    Ustawka w południe, przy Stawach Dębińskich i myk nadwarciańskim.
    Po drodze oczywiście trochę gadki (o wyprawie, o sobotnim BM w górach).
    W Puszczykowie odbijamy na Puszczykowskie Góry, na właściwą rundę.
    Dojazd do wieży w Szreniawie szybki i sprawny. Formę to my mamy ;)
    Skarpa i kręty singiel nad Jarosławieckim dostarczyły nam frajdy MTB.
    Na super singlu wzdłuż Dymaczewskiego klosiu gnał jak szalony !
    W Dymaczewie upragniona przerwa na Tyskiego - weszło jak woda :)
    Na sinusoidach kolejna dawka emocji mountainbikerowych.
    Od zjazdu z Ludwikowa zaczęła się techniczna jazda, pokonaliśmy również rundkę mosińskiego XC.
    Po zjechaniu po stoku Osowej na opuszczoną stację PKP mały szok - wykosili torowisko z chaszczy.
    Jazda przez Sarnie Doły i wokół Góreckiego spoko i ciśniemy ot tak sobie.
    Kręty singiel w Pojnikach - kolejne emocje pure mtb.
    Dalej nadal mocnym powerem mknęliśmy żółtym w stronę Puszczykowa.
    Powrót ponownie nadwarciańskim i w Luboniu każdy w swoje strony.
    W sumie bardzo dobry trening - zdrowo i bez kryzysu się zmęczyłem :)

    Puls - max 163, średni 133
    Przewyższenie - 810 m



  • dystans : 39.78 km
  • teren : 30.00 km
  • czas : 01:37 h
  • v średnia : 24.61 km/h
  • v max : 39.39 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Terenowa Runda Drogbasa

    Wtorek, 13 sierpnia 2013 • dodano: 13.08.2013 | Komentarze 4


    Start o 19. Warunki i temperatura do trenowania idealne.
    W jednym miejscu przystopowały mnie powalone pnie.
    W drodze powrotnej na horyzoncie miałem fantastyczne pomarańczowo-różowe barwy zachodu słońca.

    Puls - max 157, średni 132
    Przewyższenie - 223 m

    Kategoria do 50 km


  • dystans : 82.89 km
  • teren : 60.00 km
  • czas : 03:02 h
  • v średnia : 27.33 km/h
  • v max : 59.09 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Bikecrossmaraton Suchy Las

    Niedziela, 11 sierpnia 2013 • dodano: 11.08.2013 | Komentarze 13


    Maraton u Gogola w podpoznańskim Suchym Lesie to w tym sezonie najbliższy od domu wyścig. Skoro jest to trzeba być, by sprawdzić jak nogi zapodają po dwutygodniowej wyprawie. Na miejscu zjawiło się trochę znajomych – Dawid z Sylwią, Wojtek z Olą, Krzychu, Maciej, Paweł, Przemek i jeszcze sporo znanych twarzy. Dość krótką rozgrzewkę wykonałem z mlodzikiem i myk do sektora, z niewiadomego mi powodu startowałem z ostatniego (trzeciego). W edycji 2013 trasa została zmieniona – jedziemy odwrotnym kierunkiem z nowym fragmentem podjazdo-zjazdowym w okolicy nadwarciańskiego i Radojewa, oraz więcej km na poligonie. Ponad 80 km na mega robi wrażenie :)
    No i start, opóźniony o 15 min. Najpierw rundka „rozciągająca”, na której szybko i sprawnie przebijam się do przodu i bliziutko Lonki. Po chwili start ostry i następuje małe zamieszanie, bo czołówka zamiast skręcić w lewo gna na wprost, co powoduje że na prowadzenie stawki mega najpierw wychodzi … krzychuuu86 !!, a po krótkim czasie … JA !!!.
    Fajne uczucie :) Znając swoje możliwości na szybkich maratonach wiem że nie potrwa to długo. Faktycznie, po dwóch kilometrach liderowania dochodzi mnie czołowy peleton, po chwili skręcamy na betonowe płyty. Lonka, rasowe Rybki i paru innych mnie załatwiają na twardych przełożeniach. Następuje skręt na znany teren moraskich ścieżek. Na krótki czas wyprzedza mnie mlodzik, na moraskim podjeździe podczepiam się pod plecy Marka Witkiewicza i tak przez jakiś czas gnam za nim po krętych ścieżkach na szczyt wodociągów, po czym następuje nieznany mi, mocno wertepiasty zjazd do asfaltu, krótki podjazd i skręt na znany z zeszłego roku odcinek terenowy. Tworzy się kilkuosobowa grupa. Niestety, nadawane przez nich szalone tempo, tak średnio pod 35-40 km/h powoduje że tętno szaleje, zwalniam i czekam na następną grupkę. Długo czekam … Aż wreszcie po kilku km samotnego parcia dochodzi mnie dwóch i tak napieramy wspólnie ze zmianami przez pierwszą cześć nadwarciańskiego szlaku. Dość ostro, tak że poprzedzająca nas grupa zaczyna być w zasięgu. Skręt na nowy odcinek, podjazdowy do Radojewa, kawałek zjazdu rybką i ponownie wpadamy w nadwarciański teren z kilkoma małymi hopami. To właśnie tam doszliśmy poprzedzającą grupę, jak i nas dogania paru z Krzychem w składzie. W taki oto sposób utworzył się ze 12-13 osobowy peletonik, który pędził wspólnie przez bardzo długi czas. Poligonowa szosa, do ruin kościoła przebiega spoko i znów nowość – wpadamy w prawdziwy poligon z masą wertepów, hopek, kolein, błotnych kałuż itp. Pokonanie tego wszystkiego przy utrzymaniu mocnego tempa, jakie nadawała czołówka grupy powoduje że sporo sił ze mnie ubyło, z trudem utrzymuję się w ogonie. I tak kończymy pierwszą rundę. Początek drugiej rundy w dalszym ciągu pokonujemy wspólnie. Na pierwszej połowie nadwarciańskiego łapie nas przelotny deszcz, jeden odpada (chyba guma). Podczas pokonywania podjazdu do Radojewa łapią mnie w nogach pierwsze w sezonie skurcze :( Oczywiście powoduje to że zmuszony jestem odpuścić trochę, grupa mi odjeżdża. Trudno. Na szczycie okazuje się że dwóch powoli traci mocnego powera i tworzymy trzyosobową grupkę. Po zjechaniu z asfaltowej rybki zauważamy grzebiącego coś przy kole Radka Lonkę, który na drugiej części nadwarciańskiego bez problemu nas dogania i załatwia. Pomykając ponownie poligonową szosą każdemu z nas trzech widocznie zaczyna odzywać się zmęczenie mocnym parciem, już tylko ja i Janusz Przybysz jesteśmy w stanie dawać przyzwoite zmiany, a trzeci gość odpada zaraz po skręcie na dłuższe poligonowe wertepy. Trochę motywacji dodają nam dublowani miniowcy. W końcu meta, którą mijam bez emocji. Narastające zmęczenie ponad 80 kilometrowym mocnym gnaniem nie pozwoliło na mocny finisz.

    19/112 – open mega
    8/43 – M3

    Strata do zwycięzcy (Paweł Bober) – 0:15:16, do M3 (Andrzej Doktor) – 0:09:28
    Wynik spoko, jazda średnia – a to przez skurcze i problemy z utrzymaniem się w grupie.
    Tegoroczna trasa okazała się trudniejsza od zeszłorocznej, poza odwrotnym kierunkiem było więcej podjazdów i zjazdów, więcej poligonowego terenu, no i te ponad 80 km na mega to już coś.
    W roli kibica przyjechał niezniszczalny biker z Buku - Jurek :)

    15 (6 M2) – krzychuuu86 – 2:59:10
    19 (8 M3) – JPbike – 3:02:32
    31 (13 M3) – josip – 3:15:01
    47 (18 M2) – daVe – 3:19:47
    109 (42 M3) – MaciejBrace – 4:27:01

    Bikecrossmaraton Suchy Las 2013. Go JPbike ! © JPbike

    Puls – max 179, średni 159
    Przewyższenie – 705 m



  • dystans : 71.53 km
  • teren : 52.00 km
  • czas : 02:59 h
  • v średnia : 23.98 km/h
  • v max : 42.76 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Na działkę przez WPN

    Sobota, 10 sierpnia 2013 • dodano: 10.08.2013 | Komentarze 1


    Jutro 80 km mocnego napierania w Suchym Lesie, więc dziś coś luźniejszego.
    Pomysł prosty - na działkę, do rodziców na obiad i kawę z torcikiem.
    Dla urozmaicenia jechałem przez WPN (nadwarciańskim i dalej Pierścieniem).
    Powrót z działki najkrótszym wariantem.

    Puls - max 160, średni 122
    Przewyższenie - 394 m

    Kategoria do 100 km


  • dystans : 54.06 km
  • teren : 35.00 km
  • czas : 02:25 h
  • v średnia : 22.37 km/h
  • v max : 39.39 km/h
  • rower : TREK 8500
  • WPN

    Piątek, 9 sierpnia 2013 • dodano: 09.08.2013 | Komentarze 4


    Odpoczynek po wyprawie zakończony i czas wracać do treningów MTB.
    Jazda od 18-tej. Mix szlaków, bez napinki.
    W skrócie - sama przyjemność pokręcić po przerwie na własnym terenie :)

    Puls - max 149, średni 118
    Przewyższenie - 324 m

    Kategoria do 100 km


  • dystans : 23.04 km
  • teren : 23.00 km
  • czas : 01:14 h
  • v średnia : 18.68 km/h
  • v max : 38.43 km/h
  • rower : TREK 8500
  • XC Wągrowiec

    Niedziela, 4 sierpnia 2013 • dodano: 05.08.2013 | Komentarze 12


    Ledwo się zregenerowałem po wielodniowym kręceniu po zachodniej Europie, a tu od razu czeka mnie kolejny wyścig, do tego przepalanko XC. Tym razem w Wągrowcu, w tym sezonie będącym finałowym starciem Thule Cup XC (zaledwie 3 wyścigi).
    Na miejsce zajechałem sam, po drodze zaczęło popadywać, temperatura spadła do komfortowych wartości, w sumie dobrze bo nie wiem jak zniósłbym przepalanie się w trupa w takim upale.
    Prawie godzinna rozgrzewka przebiegła w ciągłym deszczyku. Poza lekkimi sprincikami na prostej ścieżce przejechałem dwukrotnie identyczną jak w zeszłym roku prawie 4 km rundkę, opady deszczu nieznacznie podniosły poziom trudności (fragmenty błotka, śliskie korzenie i wyjeżdżone błotne koleiny). Dobrze że wybierając opony, ostatecznie zdecydowałem się na Nobby Niki, a planowałem gnać na Racing Ralphach, zwłaszcza że pętla w Wągrowcu należy do tych szybszych. Najtrudniejszym fragmentem w takich mokrych warunkach była korzenno-błotna (oj śliska) ścianka zjazdowa, na której po zawodach słyszałem o potknięciach i glebkach ze szlifami, a mi za każdym razem udawało się pomknąć w dół sprawnie (adrenalina była).
    Na linii startowej stanęło 25 mastersów, niewiele. Z drugiej strony jest szansa na dobry wynik :)
    Start nastąpił oczywiście w deszczyku. W moim wykonaniu poszedł spoko, od razu znalazłem się w top 10 i przez dłuższy czas pierwszego kółka miałem kontakt wzrokowy z czołówką. Na końcówce pierwszego kółka wyprzedził mnie późniejszy zwycięzca SuperMasters – Marek Witkiewicz (rocznik 1958). Pod koniec drugiego okrążenia stwierdziłem po dość wysokim tętnie i nienajlepszym samopoczuciu że nie jestem w pełni wypoczęty po dwutygodniowej wyprawie i zwolniłem troszkę. Całe szczęście, że przez te dwa mocno przejechane pierwsze kółka wypracowałem sobie sporą przewagę i tak przez kolejne 4 okrążenia pomykałem samotnie i przy tym kontrolowałem sytuację. Na każdym okrążeniu drobne problemiki z trakcją sprawiał jeden dość stromy i krótki podjazd – przez błotnistą maź trochę buksowanka było, dobrze, że żadnej podpórki tam nie zaliczyłem. Od końca trzeciego kółka dublowanko w moim wykonaniu się zaczęło, a podczas ostatniego okrążenia zza chmur wychodziło słońce. I tak minąłem bez większych emocji linię mety ostatniego w sezonie 2013 wyścigu Thule Cup XC.

    7/24 – open SuperMasters
    4/11 – Masters I

    Strata do zwycięzcy open (Marek Witkiewicz) – 6 min i 40 sekund.
    Natomiast do zwycięzcy Masters I (Marcin Wichłacz) straciłem 5 min i 3 sekundy.
    Wynik spoko, a moja jazda mogłaby być lepsza …

    Ciekawostka – czas, jaki wykręciłem w zeszłym roku (1:06) na identycznej trasie dałoby mi … zwycięstwo open !
    Ale wtedy warunki były idealne i sucho, a w obecnym i deszczowym ścigu wszyscy wykręcali gorsze czasy (mój 1:14).

    A teraz generalka – uplasowałem się na 8 pozycji.
    Gdyby nie nieukończone z powodu defektu łańcucha Pniewy - pudło miałem w zasięgu, zwłaszcza że pierwsze i drugie miejsce w generalce zajęli znani mi Filip Niewiada i Filip Mańczak – obaj w moim zasięgu …

    W akcji. Troszkę tam błotniście © JPbike


    Foto by Jacek Głowacki
    Najmłodsi mastersi. Miło znów postać z pucharkiem :) © JPbike

    Zadowolony JPbike z braćmi Niewiada i Janem Dymeckim © JPbike

    Dziesiątka najlepszych SuperMastersów. Tak, zdobyłem tegoż dnia 2 pucharki :) © JPbike

    Puls – max 177, średni 166
    Przewyższenie – 415 m



  • dystans : 15.15 km
  • teren : 12.00 km
  • czas : 00:55 h
  • v średnia : 16.53 km/h
  • v max : 31.13 km/h
  • rower : TREK 8500
  • XC Wągrowiec - rozgrzewka

    Niedziela, 4 sierpnia 2013 • dodano: 05.08.2013 | Komentarze 0


    W deszczyku. Kilka sprincików plus 2 kółka XC.

    Kategoria do 50 km


  • dystans : 28.71 km
  • teren : 15.00 km
  • czas : 01:14 h
  • v średnia : 23.28 km/h
  • v max : 42.76 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Rozruch po wyprawie

    Sobota, 3 sierpnia 2013 • dodano: 03.08.2013 | Komentarze 0


    Trzeba w końcu się ruszyć po urlopowych wojażach.
    Do tego ... jutro finał Thule Cup XC 2013, w tym sezonie dość wczesny.
    Upał taki że większość dzisiejszego dzionka spędziłem na działce, gdzie najlepszy był zimny browarek i taplanie się w baseniku o średnicy 2 m :)
    Treka również wyczyściłem, założyłem nowy łańcuch i niestety na kasecie skacze.
    Więc wieczorkiem wrócił z powrotem stary łańcuch i po tym, o 20-tej można było ruszyć na rozruchową jazdę. I tak Lasek Marceliński, Rusałka, Sołacki, trochę szaleństw na Cytadeli, gdzie trzykrotnie spoko wszedł podjazd pod amfiteatr i powrót przy zapadającym zmroku.
    Potrzebowałem przynajmniej 10 km by przerzucić się z taszczenia 40 kg rumaka na ledwo 11 kg ścigacza :)

    Przewyższenie - 184 m

    Kategoria do 50 km