top2011

avatar

Ten blog rowerowy prowadzi Jacek ze stolicy Wielkopolski.
Info o mnie.

- przejechane: 173097.72 km
- w tym teren: 62806.10 km
- teren procentowo: 36.28 %
- v średnia: 22.72 km/h
- czas: 315d 16h 21m
- najdłuższy trip: 329.90 km
- max prędkość: 83.56 km/h
- max wysokość: 2845 m

baton rowerowy bikestats.pl

Wyprawy z sakwami

polska
logo-paris
logo-alpy
TN-IMG-2156

Zrowerowane gminy



Archiwum 2023 button stats bikestats.pl 2022 button stats bikestats.pl 2021 button stats bikestats.pl 2020 button stats bikestats.pl 2019 button stats bikestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl 2011 button stats bikestats.pl 2010 button stats bikestats.pl 2009 button stats bikestats.pl 2008 button stats bikestats.pl

Wpisy archiwalne w kategorii

dzień wyścigowy

Dystans całkowity:14832.19 km (w terenie 13456.43 km; 90.72%)
Czas w ruchu:804:43
Średnia prędkość:18.43 km/h
Maksymalna prędkość:73.88 km/h
Suma podjazdów:190984 m
Maks. tętno maksymalne:180 (102 %)
Maks. tętno średnie:169 (95 %)
Suma kalorii:15145 kcal
Liczba aktywności:241
Średnio na aktywność:61.54 km i 3h 20m
Więcej statystyk
  • dystans : 50.83 km
  • teren : 50.83 km
  • czas : 02:40 h
  • v średnia : 19.06 km/h
  • v max : 49.40 km/h
  • hr max : 171 bpm, 100%
  • hr avg : 150 bpm, 87%
  • podjazdy : 760 m
  • rower : Orbea Oiz M20
  • Solid MTB Stare Strącze

    Niedziela, 7 kwietnia 2024 • dodano: 09.04.2024 | Komentarze 2


    Siedemnasty z rzędu sezon wyścigowy czas start. W tym sezonie, ponoć ostatnim w M4 nie planuję wielu startów, powód jest łatwy do zrozumienia - latka lecą, a ja to zwykły pracownik fizyczny, co za tym idzie - sił i chęci do regularnego i sensownego trenowania mam coraz mniej i pozostaje mi jazda w wyścigach MTB dla przyjemności, satysfakcji i fajnego spędzenia wolnych chwil z pasją :)

    Solidowa miejscówka w Starym Strączu koło Sławy od lat jest mi doskonale znana i z fajnie ułożoną trasą zawierającą wszystko co potrzebne do lokalnego Pure MTB. Dla mnie jedyne zmartwienie jest takie że w tym sezonie orgi zrezygnowali z królewskiego dystansu giga.

    Tegoż wyścigowego dnia aura zafundowała nam letnią temperaturę w pięknych wiosennych klimatach - tylko pomykać :)
    Dojazd solo i troszkę zbyt późny, w efekcie rozgrzewki nie udało się zrobić. Zatem od razu wskok do 2 sektora PRO (odpowiednik mega), powitanko i pogaduszki ze starymi kolegami stojącymi obok i można ruszać.
    Pierwsze km-y poszły tak jak myślałem - słabo, jechałem cały czas w drugiej połowie stawki i przez bardzo długi czas nie byłem w stanie złapać swojego wyścigowego rytmu, do tego przekonałem się że ściganie na fullu to trochę inna jazda - inna geometria ramy i operowanie wszystkimi manetkami we właściwym momencie - oswajanie się z tym wszystkim trochę trwało by wykorzystać pełnię wyścigowych możliwości wypasionego roweru z pełnym zawieszeniem, raz nawet zaliczyłem z tego powodu niezłą glebę na wąskim odcinku i z lądowaniem w piachu - na moje szczęście obyło się bez rys na karbonowej ramie (UFF :)), jedynie kierownicę musiałem naprostować.
    Wracając do rywalizacji na pierwszej rundzie - nie byłem w stanie nikogo z mojego dystansu wyprzedzić, do tego szybko doszli mnie stopniowo ci z krótszego dystansu (FUN) - do rozjazdu wyprzedziło mnie ze ponad 20 sztuk, pocieszające jest to że różnica prędkości nie była duża.
    Po wjeżdzie na drugą rundę na trasie zluzowało się, troszkę złapałem swój rytm, jak i oswojenie się ze swoim fullem - w efekcie jechało mi się już lepiej, stopniowo powyprzedzałem kilka osób - wszystkich na ciężkich podjazdach, a na wertepiastych zjazdach gnałem jak szalony i zawieszenie robiło dobrą robotę :)
    Jedyne czego mi brakowało - większej mocy by jechać szybciej, bo wtedy można było pomyśleć o jakimś tam wyniku. I tak już spoko dokręciłem do mety.

    56/88 - open PRO
    17/30 - M4

    Strata do zwycięzcy (Bartłomiej Oleszczuk) - 40:31 min, do M4 (Marek Ardelli) - 36:35 min

    W akcji (1)
    W akcji (1) © JPbike

    W akcji (2)
    W akcji (2) © JPbike




  • dystans : 46.12 km
  • teren : 40.00 km
  • czas : 02:40 h
  • v średnia : 17.30 km/h
  • v max : 53.84 km/h
  • hr max : 168 bpm, 97%
  • hr avg : 146 bpm, 84%
  • podjazdy : 1218 m
  • rower : Black Peak
  • Gold Hill MTB Maraton - Głuchołazy

    Niedziela, 3 września 2023 • dodano: 07.09.2023 | Komentarze 2


    Drugi z rzędu start w tymże maratonie, zaliczanym do Pucharu Polski.
    W zeszłorocznym starcie niespodziewanie zdobyłem pudło w kategorii Amator na królewskim dystansie (giga), a w tym sezonie niestety na giga mogli jechać wyłącznie ci z licencją. Powód łatwy do zrozumienia - mała ilość chętnych Amatorów do jazdy na najdłuższym dystansie, czyli dla mnie szkoda.

    No to krótko po godzinie 12:10 następuje start ponad 50 osobowej stawki mega, w której znalazłem się i ja. Do pokonania mamy 2 rundy po 23km każda.
    Na początek niezły podjazd i szybko stwierdzam że brak systematyczności treningowej robi swoje, czyli nie ma mowy o jakimś tam fajnym wyniku - w efekcie w pierwszy terenowy odcinek wjeżdżam będąc w drugiej połowie stawki dystansu mega.
    Na pierwszym i stromym podjeździe blokują mnie i muszę zbutować. Szybko dogania nas czołówka z krótszego dystansu - tych z Classica na pierwszej rundzie wyprzedziło mnie raptem kilkanaście osób, czyli aż tak źle z formą nie jest.
    Jadąc dalej po znanej mi dobrze trasie tasuję się z paroma rywalami, którzy po chwili wyraźnie mi powoli uciekają. Trudno, jadę swoje. Po dojechaniu do ciekawszej sekcji zjazdowej (korzonki na zboczu Przedniej Kopy i w dół po Złotych Ścieżkach) uruchamiam swoje możliwości i cisnę w dół na maxa - w efekcie pod koniec w/w ścieżek doganiam grupkę wspomnianych rywali.
    No i kończymy pierwszą rundę. Po wjechaniu na drugą zaskakuje mnie troszkę zmieniony fragment trasy - zamiast długiego podjazdu jedziemy wymagającym i podjazdowym fragmentem wczorajszej trasy XC - ku mojej uciesze powoduje to że bez problemu załatwiam wszystkich wspomnianych rywali - jeździć trzeba umieć i to z głową :)
    Dalsza jazda przebiegła już bez zmian w stawce - nikt mnie nie dogonił, ani nikogo nie udało mi się dojść. Za to na mijance natrafiłem na rasowego gigowca z JBG2 - ten pokonywał trzecią rundę i tempo miał takie że musiałem troszkę przyspieszyć, by na mecie nie dostać dubla.
    No to jeszcze raz frajda MTB w postaci zjazdu po korzonkach i po wspomnianych krętych ścieżkach, na końcówce poczułem ubytek sił, jeszcze jeden podjeździk w zdrojowej części Głuchołaz i jest zjazd wprost do mety.
    A zwycięzca giga (tak ten z JBG2) przyjechał niecałe 4 minuty za mną, uff, udało się... :)

    31/52 - open mega
    10/15 - Masters II

    Strata do zwycięzcy mega (Leszek Jaśkiewicz) - 47:46 min
    Strata do zwycięzcy Masters II (Krzysztof Paluszek) - 32:02 min

    W akcji na półmetku mega
    W akcji na półmetku mega © JPbike




  • dystans : 52.06 km
  • teren : 50.00 km
  • czas : 03:42 h
  • v średnia : 14.07 km/h
  • v max : 63.16 km/h
  • hr max : 159 bpm, 92%
  • hr avg : 137 bpm, 79%
  • podjazdy : 1976 m
  • rower : Black Peak
  • Strefa MTB Trophy - etap 4

    Niedziela, 11 czerwca 2023 • dodano: 19.06.2023 | Komentarze 2


    No i mamy ostatni etap do pokonania - zastanawiałem się co tym razem na finałowej trasie orgi nam uszykowali - po przejechaniu tegoż etapu stwierdzam jedno - było dosłownie wszystko do Pure MTB i by osiągnąć wynik, trzeba było z siebie sporo wycisnąć zarówno z siły, jak i z techniki.

    Start i metę ulokowano przy Pałacu Jedlinka w Jedlinie-Zdrój, znajduje się tam również browar, aż mnie kusiło ... :)

    Po ruszeniu jazda niedługim asfaltem, oczywiście podjazdowym i wjeżdżamy na teren z duktem prowadzącym na szczyt Borowej (853m). Ów podjazd jest dość ciężki, kręciliśmy w tłoku i przez to dwa strome fragmenty musiałem zbutować (przyblokowali mnie).
    Po zdobyciu szczytu z nową wieżą widokową czas na techniczny zjazd, na którym poprzedzający mnie zawodnicy narobili bałaganu z wyborem różnego toru zjazdowego i nie dałem rady czysto i z frajdą zjechać całości.

    Po tym mamy jazdę typu góra-dół na sporej wysokości i powolutku stawka się rozciąga, wyprzedzam póki jest miejsce i power, przy tym zauważam że w mojej części peletonika jedzie niemało dziewczyn - fajna sprawa :)

    Na jednym technicznym zjeździe z luźnymi kamyczkami sporo przede mną butuje, a ja zjeżdżam do chwili przyblokowania mnie (znowu) i nagle niespodziewany ostry skręt na wąski singielek, który okazuje się znanym z 2 etapu tym super długim i wąskim singlem poprowadzonym po stromym zboczu, tyle że w odwrotnym kierunku, co za tym idzie - leciutko podjazdowym.

    Pomykając tędy szybko utworzyła się kilkuosobowa grupka, ja znalazłem się w ogonie, o wyprzedzaniu nie ma mowy - jest wąsko, a po lewej leśna przepaść.
    I tak parę kilometrów pokonaliśmy w grupce, przy tym tempo było dla mnie za wolne - dzięki temu troszkę odpocząłem.

    Po wjechaniu na szerszy dukt od razu szybki zjazd, przekraczamy szosę i czas na długi podjazd, zresztą znany mi nie tylko z 2 etapu (odwrotny kierunek), ale i z pewnej majówkowej wycieczki.
    Już na początku tegoż podjazdu czułem że mam zapas sił, więc zaatakowałem, wyprzedzając kilka osób naraz i resztę całego podjazdu pokonałem solo, po drodze jeszcze 3 osoby udało mi się dojść i wyprzedzić - to były moje najlepsze chwile na tym etapie :)

    Po wjechaniu na wysokie partie i minięciu bufetu przy Andrzejówce jeszcze trochę wspinaczki na 903m szczyt i techniczny zjazd, po czym następuje długi, szybki i szutrowy zjazd do Sokołowska - ten odcinek jest znany mi z 1 etapu i zaczynamy długi podjazd z narastającym nachyleniem - moje tempo już (niestety) trochę spadło.

    No to szczyt osiągnięty, ponownie szybki, szutrowy zjazd, ostatni bufet i czas na tzw. mocno dającą w kość golonkową końcówkę - czyli wysysające mnóstwo sił ostatnie podjazdy i wymagające zjazdy - jadąc tędy faktycznie było już ciężko, do tego troszkę tasowania w stawce też było, jak i zaczęliśmy wyprzedzać tych z krótszego dystansu (Adventure).

    Przedostatni i najbardziej hardcorowy na całej etapówce fragment zjazdu odpuszczam, nawet przy zejściu z rowerem były problemy, bo to niemal pionowa ścianka usiana pokaźnymi korzeniami, a na dole czekała na ofiary karetka ... :)

    No i został do pokonania jeszcze jeden niedługi i ciężki podjazd z momentami typu: „mam nadzieję żę to już koniec podjazdu, no nie, jeszcze kawałek pod górę...“ :)
    W końcu zjazd do mety, najpierw szeroki, z paroma kałużami do ominięcia, po czym wpadamy na wyprofiowany i bardzo kręty singielek na polance, prowadzący wprost na końcową kreskę i etapówka ukończona, koszulka finishera zdobyta i dostałem karteczkę z napisem "BEER" :)
    A co sobie powiedziałem na mecie: „Szkoda że to już koniec, pewnie za rok wracam“ :)

    79/132 - open classic
    31/55 - M4

    Generalka
    73/122 - open classic
    31/51 - M4

    Foto powered by BIKELIFE
    Tłoczno na (pierwszym) podjeździe
    Tłoczno na (pierwszym) podjeździe © JPbike

    W akcji na górskim szuterku
    W akcji na górskim szuterku © JPbike

    Zacne są te wąskie singielki :)
    Zacne są te wąskie singielki :) © JPbike

    Kolejna koszulka Finishera w mojej kolekcji :)
    Kolejna koszulka Finishera w mojej kolekcji :) © JPbike




  • dystans : 65.10 km
  • teren : 63.00 km
  • czas : 04:29 h
  • v średnia : 14.52 km/h
  • v max : 56.62 km/h
  • hr max : 166 bpm, 96%
  • hr avg : 142 bpm, 82%
  • podjazdy : 2239 m
  • rower : Black Peak
  • Strefa MTB Trophy - etap 3

    Sobota, 10 czerwca 2023 • dodano: 15.06.2023 | Komentarze 2


    Czas na królewski etap, poprowadzony w Górach Sowich, z trasą trochę mi znaną z tutejszych maratonów, jak i z etapówki Sudety MTB Challenge.

    Tegoż dnia po wczorajszym deszczowym dniu wyszło słońce, a wysokie partie gór były lekko spowite w chmurach - to dodawało super klimatu, szczególnie jak się wjeżdżało tam wysoko.

    Punkt 10-ta startujemy. Znając swoją obecną formę ruszam tradycyjnie z drugiej połowy stawki. Na początek długi, szeroki podjazd na którym każdy jedzie swoje i powoli następuje selekcja, troszkę udaje mi się powyprzedzać. Krótki, acz błotny zjazd do Rzeczki - lekko wyglebiłem, bo przy sporej prędkości nie zauważyłem przeszkody do ominięcia (zwalone gałęzie).
    No i zaczynamy najcięższy podjazd - na Wielką Sowę (1015m) - od razu stroma ściana, nachylenie często przekracza 15%, a na najstromszym fragmencie niemal wszyscy butują, a ja jadę - to dla mnie były fajne chwile (choć wyczerpujące).

    Na szczycie leciutka mgła, miły chłodek i trochę turystów, w tym grupa głośnych kibiców - jeden gość do wydawania hałasu użył akumulatorowej wiertarki :)
    Czas na zjazd - grube hardcore, jest wąsko, stromo, kręto, pełno pokaźnych i mokrych korzeni i kamieni - obyło się bez gleby, za to zaliczyłem tam sporą ilość podpórek i dwa fragmenty musiałem zbutować w dół, a na niższych i nadal stromych partiach tegoż zjazdu ręce aż bolały od mocnego zaciskania klamek hamulcowych.
    Po zjechaniu zrobiło się pochmurno i mamy kolejny długi podjazd - szeroki i przyjemny. Po podjechaniu, na 19km trasy osiągnęliśmy 1000m przewyższenia - grubo i taki jest urok Pure MTB :)

    Mijamy bufet i się zaczęła seria super zjazdów, dość długich i wymagających, a ten prowadzący na najniższy punkt trasy zapadł mi w pamięci - fajny i kręty singielek poprowadzony w lesie z jesiennym klimatem (duża ilość liści).
    Po tym oczywiście trzeba podjeżdżać, znów długo i na sporą wysokość - sił u mnie już ciut mniej, ale daję radę kręcić prawie bez utraty pozycji.
    No i żałowałem że przed wyjazdem na ową etapówkę nie zamontowałem mniejszej tarczy w korbie (32 zamiast 34), bo po drodze mieliśmy dwie strome ściany do pokonania (z buta niestety).
    Po wspięciu się na ponad 900m ponownie jazda w chmurzastych klimatach, raz na krótko spadł deszczyk, po czym wypogodziło się, niedługi zjazd i miłe spotkanie z kibicującym kolegą rówieśnikiem Darkiem z teamu STS - przybijamy piątaka :)

    Bufet, jeszcze trochę wspinaczki i czas na długi, widokowy zjazd do Sokolca, po czym asfaltowy podjazd do Rzeczki, skręt na stok narciarski, oczywiście mocno podjazdowy.
    Po wjechaniu została już tylko długa i przyjemna jazda lekko w dół po widokowej polance i przez las po półpłaskim i w końcu szybki, szutrowy zjazd wprost do mety w Głuszycy.
    A gdy tylko posiliłem się na bufecie przy mecie i podjechałem do auta to zaczęło padać...

    83/130 - open classic
    33/52 - M4

    Foto powered by BIKELIFE.
    Ale tam widokowo, czyli kolarstwa górskiego smak najlepszy :)
    Ale tam widokowo, czyli kolarstwa górskiego smak najlepszy :) © JPbike

    Niezłe i mocne są te podjazdy po stoku narciarskim
    Niezłe i mocne są te podjazdy po stoku narciarskim © JPbike




  • dystans : 53.52 km
  • teren : 46.00 km
  • czas : 03:22 h
  • v średnia : 15.90 km/h
  • v max : 57.00 km/h
  • hr max : 157 bpm, 91%
  • hr avg : 135 bpm, 78%
  • podjazdy : 1793 m
  • rower : Black Peak
  • Strefa MTB Trophy - etap 2

    Piątek, 9 czerwca 2023 • dodano: 14.06.2023 | Komentarze 2


    Drugiego dnia tejże etapówki pogodynki nie kłamały - deszcz, deszcz, ...

    Po wskoku na górala najpierw i w ramach rozgrzewki dojazd z Głuszycy do sąsiadującej Łomnicy, gdzie ulokowali start 2 etapu.

    Punkt 10-ta start, w deszczu oczywiście, dobrze że temperatura jest dobra do ścigania - średnio 15°C i można jechać, będąc odzianym na krótko.
    Na początek ze 3km asfaltowy podjazd, na którym stopniowo przesuwam się do przodu, w stronę swojego miejsca w stawce, po czym wpadamy w górski teren i wszyscy powoli nabieramy błotnistego wyglądu :)
    Dość szybko przekonuję się że tegoż dnia nie jedzie mi się tak jak chciałbym - wyprzedzanie idzie opornie, tętno jest troszkę niższe od zakładanego, zatem decyduję się resztę trasy przejechać zachowawczo, byle zachować jakieś siły na jutrzejszy królewski etap.

    Na pierwszej części trasy, która na sporym fragmencie pokrywa się ze wczorajszym etapem kręcimy w sporych grupach, każdy robi swoje (to lubię), gdy pojawia się singlowe zwężenie to oczywiście tworzą się koreczki, jeden stromy odcinek musimy z buta pokonać (bo ktoś z przodu za wolno podjeżdżał). Ciągły, ale nie intensywny deszcz dla nas nie jest problemem na podjazdach. W górnych partiach, na poziomie powyżej 700m zrobiło się półmgliście i klimatycznie.
    Pierwsze zjazdy powodują selekcję - na mokrych szutrach z kałużami jedni mkną w dół wolniej, a drudzy (w tym ja) szybciej, przy dużych prędkościach co chwilę trzeba wycierać szybko ochlapujące się okulary. Na krótkim, stromym i technicznym zjeździe nie miałem jak wytrzeć zamazanych okularów, zmuszony byłem stanąć i zejść w dół po troszkę śliskim błotku.

    I tak mijają kolejne górskie kilometry, raz troszkę długo pod górę, raz troszkę szybko w dół, hardcorowych zjazdów tym razem nie było, przy tym ilość błota jest coraz większa, moje opony nie bardzo nadawały się na takie warunki, co za tym idzie - na szybkich łukach i zakrętach ślizganie było.

    Z ciekawych odcinków na drugiej części trasy to mieliśmy do pokonania znany mi długi, kręty, wąski i wymagający singielek lekko zjazdowy, poprowadzony po stromym zboczu.
    Natomiast co do rywalizacji - całą drugą połowę przejechałem swoje i to tak by nie zajechać się i dodam małe „niestety“ bo kilka pozycji straciłem.
    A metę ulokowali nietypowo, bo poprzedzoną krótkim, acz dającym w kość podjeździe pod obiekt restauracyjny.

    78/134 - open classic
    31/54 - M4

    Foto powered by BIKELIFE.
    Zjazdy, zjazdy, błotne zjazdy
    Zjazdy, zjazdy, błotne zjazdy, ... © JPbike

    Takie dugie i wąskie singielki są SUPER
    Takie długie i wąskie singielki są SUPER © JPbike

    No, lekko nie było, ale to po prostu jest Trophy MTB :)
    No, lekko nie było, ale to po prostu jest Trophy :) © JPbike




  • dystans : 59.62 km
  • teren : 55.00 km
  • czas : 03:46 h
  • v średnia : 15.83 km/h
  • v max : 54.33 km/h
  • hr max : 165 bpm, 95%
  • hr avg : 149 bpm, 86%
  • podjazdy : 1887 m
  • rower : Black Peak
  • Strefa MTB Trophy - etap 1

    Czwartek, 8 czerwca 2023 • dodano: 14.06.2023 | Komentarze 2


    Kolejny w mojej amatorskiej karierze start w etapówce MTB.
    W tym sezonie padło na Strefę MTB Trophy z bazą w Głuszycy, organizowaną przez starego znajomego Grzegorza Golonko - kto u niego jeździł, ten wie jakie zacne trasy MTB robi.

    Dojazd solo poprzedniego dnia wieczorkiem, odbiór pakietu startowego i myk na swoją kwaterę, w Jedlinie-Zdrój, oddaloną od zawodów o 8km.

    Nazajutrz, w górach wita nas piękna słoneczna pogoda z całkiem miłą temperaturką na poziomie 23°C - tylko pomykać, i to z pasją MTB :)

    Przed startem krótka rozgrzewka zrobiona, zamieniam parę zdań z częstym bywalcem etapówek (Piotrem „Pyra“) i punkt 10-ta ruszają wspólnie oba dystanse - krótszy Adventure i dłuższy (mój) Classic.

    Startuję (tradycyjnie) z tyłów. Na początek dość długi i całkiem szeroki podjazd - samopoczucie mam dobre, powoli łapię swój rytm i stopniowo wyprzedzam kolejnych. Gdy tylko pojawiają się zwężenia i singielki to od razu się korkuje, nic dziwnego bo wszyscy jadą na świeżaka, a czas na selekcję przyjdzie - wiedziałem że tak będzie i tak było.

    Trasa oczywiście trzyma się golonkowego poziomu - jest wszystko czego się spodziewałem, czyli długie podjazdy, piękne widoczki na polankach w górnych partiach, kręte single, dzikie odcinki po trawie, kamienie, korzenie, no i hardcorowe zjazdy - na tych ostatnich bawiłem się przednio :)

    Pierwsza cześć trasy w moim wykonaniu przebiegła w towarzystwie dość dużej ilości współrywali - większość pokonałem, a druga to popis swoich tegorocznych możliwości, do tego ze świetnym samopoczuciem - co mnie dziwiło :)
    To właśnie na drugiej i dość wymagającej części trasy cały czas stopniowo doganiałem i wyprzedzałem kolejnych rywali, a na grubych i stroooomych zjazdach wymagających wychylania dupy za siodełko wręcz wymiatałem i to z uśmiechem - moja stara szkoła MTB :)

    Aż tak kolorowo nie było - na końcówce ostatniego podjazdu czułem narastające zmęczenie i troszkę zwolniłem, przy tym kontrolując sytuację. A na ostatnim zjeździe (asfaltowo - trawiastym) odpuściłem ostre pomykanie, bo jeszcze trzy etapy zostały do przejechania - siły muszą być. I tak już spoko dotarłem do mety ulokowanej na stadionie w Głuszycy

    76/140 - open classic
    30/56 - M4

    Fotki autorstwa najlepszych fotografów MTB - chłopaków z BIKELIFE.
    No to START!
    No to START! © JPbike

    Ja w akcji, czyli stay wyjadacz cieżkich tras MTB :)
    Ja w akcji, czyli stary wyjadacz cieżkich tras MTB :) © JPbike




  • dystans : 58.31 km
  • teren : 58.31 km
  • czas : 02:46 h
  • v średnia : 21.08 km/h
  • v max : 55.05 km/h
  • hr max : 167 bpm, 97%
  • hr avg : 148 bpm, 86%
  • podjazdy : 1028 m
  • rower : Black Peak
  • Solid MTB Owińska

    Niedziela, 14 maja 2023 • dodano: 15.05.2023 | Komentarze 3


    - czas na solidowy wyścig na domowym podwórku
    - dojazd solo, na miejscu niemal idealna pogoda do ścigania
    - tak wyszło że na rozgrzewkę zabrakło czasu i od razu do sektora
    - no i gigowcy (ledwo 15 sztuk twardzieli) ostro poszli do przodu
    - pierwsze kilka km przez Puszczę Zielonkę jest bardzo szybkie
    - tempo czołówki (10 osób) utrzymałem przez ledwo 3km - też coś :)
    - na polanie prowadzącej w stronę Dziewiczej Góry napieram już solo
    - jeden gość za mną (Bartosz K.) wyraźnie mnie goni i ... trwało to do mety
    - no i wjeżdżamy na stoki Dziewiczej Góry - giga ma 3 rundy po 17km
    - rundę nawet fajnie poprowadzili - kilka odcinków było dla mnie nowych
    - na 8km doszła mnie czołówka mega i mini - ostro gnali w trupa
    - od tego czasu stopniowo doganiali mnie kolejni szybsi z krótszych dystansów
    - na rundzie Dziewiczą Górę zdobywaliśmy 3 razy, co daje na giga ... 9 razy
    - mimo braku rozgrzewki, całkiem dobry rytm złapałem od połowy 1 rundy
    - wspomniany rywal (Bartosz K.) cały czas mnie naciskał na walkę ...
    - na rundzie był fajny odcinek „Aleja zwalonych pni“ - technika się przydała
    - i tak szybko zlatuje 1 runda, na polance znów ciśnie za mną ten Bartosz
    - 2 runda zleciała nawet dobrze, frajda z jazdy była, brakło mi tylko dobrej mocy
    - czas pokonać ostatnią rundę - na polance znowu widać za mną Bartosza ...
    - na szczęście poznałem możliwości rywala - jest gorszy na krętych zjazdach
    - no to ostatnią rundę cisnę najlepiej jak potrafię, tętno wysokie, zmęczenie narasta
    - kilka ostatnich zawodników z mega stopniowo wyprzedzam
    - no i 3 rundy pokonane, czas na dwie długie proste do mety - kontroluję sytuację
    - Bartosza za plecami już nie widziałem i dość szybko (wiatr w plecy) wpadam na metę
    - udany wyścig na domowym podwórku, progresik przed Trophy zrobiony :)
    - dość krótkie giga i szybki powrót do domu - zdążyłem na SUPER transmisję XC w NMNM :)

    11/14 - open giga
    5/8 - M4

    Strata do zwycięzcy (Maciej Paterski) - 33min, do M4 (Paweł Gaca) - 32min

    Na pierwszych kilometrach trzeba było mocno cisnąć by utrzymać tempo czołówki
    Na pierwszych kilometrach trzeba było mocno cisnąć by utrzymać tempo czołówki © JPbike

    W akcji na krętych stokach Dziewiczej Góry
    W akcji na krętych stokach Dziewiczej Góry © JPbike

    Zaczynam 2 rundę. Tu to był uśmiech skierowany do pani fotograf :)
    Zaczynam 2 rundę. Tu to był uśmiech skierowany do pani fotograf (Kasi) :) © JPbike

    No i jest meta
    No i jest meta © JPbike




  • dystans : 77.85 km
  • teren : 77.85 km
  • czas : 04:28 h
  • v średnia : 17.43 km/h
  • v max : 47.78 km/h
  • hr max : 169 bpm, 98%
  • hr avg : 143 bpm, 83%
  • podjazdy : 1500 m
  • rower : Black Peak
  • Solid MTB Stare Strącze

    Niedziela, 30 kwietnia 2023 • dodano: 01.05.2023 | Komentarze 2


    - czas rozpocząć swój 16-ty z rzędu sezon wyścigowy
    - wychodzi na to że tradycją jest to że ruszam z grubej rury :)
    - cykl Solid MTB od lat robi świetne i wymagające trasy MTB
    - dojazd solo i spoko, na miejscu pogoda niemal idealna do ścigania
    - rozgrzewka krótka, bo opornie mi szło szykowanie do startu
    - w tym sezonie organizatorzy rozdzielili dystans giga od mega i mini - nareszcie
    - w sektorze giga stawka twardzieli liczyła... 15 osób z 250 startujących
    - jeszcze przed ruszeniem po wysokim tętnie wiem że będzie mi ciężko
    - no i poszli ci z giga, jest mi ciężko złapać rytm i jadę niestety ostatni
    - z lekkim smutkiem patrzę jak czołowa grupa stopniowo się oddala...
    - rywali na moim poziomie nie brakuje - przede mną jedzie dwóch
    - trasa jest mi znana z zeszłego roku - są fajne single i leśne rollercoastery
    - na 5km doszli mnie ci z mega i mini - startowali 3 min po giga
    - na niezłym podjeździe udaje mi się wyprzedzić wspomnianych dwóch z giga
    - na singlach i rollercoasterach jedzie mi się świetnie i coś tam zyskuję :)
    - na 7km wyprzedza mnie Paweł - jechał mega i na mecie 7 open (3 M3)
    - dalsza jazda to raczej stopniowe przepuszczanie tych z krótszych dystansów
    - no i w dalszym ciągu ciężko mi złapać swój właściwy rytm
    - na 16 km, gdy wyprzedziła mnie grupka - gubimy trasę i nawrotka
    - po wjechaniu na właściwy kierunek okazuje się że znów jadę ostatni z giga
    - jest troszkę tłoczno, po jakimś czasie się luzuje i mam przed sobą rywala z giga
    - nadal ktoś z krótszych dystansów mnie stopniowo dogania i wyprzedza
    - i tak kończymy rundę pierwszą z trzech na giga, po 25km każda
    - jedzie mi się niby lepiej, ale i rywala z giga nie daję rady dojść - ten też walczy
    - na drugiej rundzie tych z mega wyprzedziło mnie w sumie kilka osób
    - szczerze to też zjechałbym na mega, ale oddzielny start giga na to nie pozwala
    - no to i będąc już nieźle ujechanym wjeżdżam jako ostatni na trzecią rundę
    - o szybkiej i mocnej jeździe nie ma mowy - każde przyspieszenie to utrata pary
    - mimo tego wspomnianego rywala z giga cały czas mam przed sobą
    - na ostatnich km wyraźnie już słabnę i tak już spoczko docieram do mety
    - oczywiście ostatni, za to na finiszu dostaję od orga głośne BRAWO - za ukończenie :)
    - okazuje się że do pudła zabrakło ... 4 minut, czyli nie było tak źle ze mną

    14/14 - open giga
    5/5 - M4

    Strata do zwycięzcy (Paweł Garczyk) - 1h i 6min, do M4 (Paweł Gaca) - 1h i 2min


    Tak, to cała stawka królewskiego dystansu
    Tak, to cała stawka królewskiego dystansu © JPbike

    W akcji. Napieram na tych wąskich zakrętasach
    W akcji. Napieram na tych wąskich zakrętasach © JPbike

    Urok fajnych leśnych singli z pagórkami
    Urok fajnych leśnych singli z pagórkami © JPbike

    Cały JA w akcji MTB :)
    Cały JA w akcji MTB :) © JPbike

    Kręte lawirowanie na leśnym rollercoasterze
    Kręte lawirowanie na leśnym rollercoasterze © JPbike

    Dynamiczne ujęcie na odcinku góra-dół
    Dynamiczne ujęcie na szybkim odcinku góra-dół © JPbike

    Świetne ujęcie - w trakcie pokonywania trzeciej rundy
    Świetne ujęcie - w trakcie pokonywania trzeciej rundy © JPbike




  • dystans : 72.95 km
  • teren : 72.00 km
  • czas : 05:15 h
  • v średnia : 13.90 km/h
  • v max : 43.58 km/h
  • hr max : 165 bpm, 95%
  • hr avg : 141 bpm, 81%
  • podjazdy : 2190 m
  • rower : Black Peak
  • Bike Maraton Sobótka

    Sobota, 8 października 2022 • dodano: 11.10.2022 | Komentarze 2


    Bike Maraton w Sobótce, rozegrany w pięknej jesiennej scenerii to dobra miejscówka na zakończenie kolejnego sezonu wyścigowego (w moim przypadku 15-tego).
    O ile pogoda i trasa (nawet wymagająca, bo sporo kamienistego podłoża) były fajne, to przebieg rywalizacji w moim wykonaniu już niekoniecznie, ale cieszę się że w ogóle dojechałem do mety :)
    Zaczęło się od zwykłego zaspania, do Sobótki dotarłem na 20min przed startem giga, nie zdążyłem zjeść makaronu i w efekcie do sektora wpadłem na 30sekund przed odpaleniem stawki...
    Brak systematyczności treningowej, brak rozgrzewki, brak solidnego śniadania oczywiście zrobiły swoje - właściwie cały czas jechałem w ogonie giga. Do tego na 19km trasy kapcioszek z tyłu złapany, 2 dopompowania nie pomogły i dętka poszła w ruch - w sumie ładne 22min stracone.
    O poddaniu się nie było mowy, bo mięczak ze mnie żaden, zatem resztę trasy pokonałem w tempie szybkiego turysty. Do końcowej kreski dotarłem będąc bardzo zmęczony i głodny po 5h i 38min. Wynik... piąty od końca :)

    Dobre ujęcie - zazwyczaj startowałem z tyłów stawki giga
    Dobre ujęcie - zazwyczaj startowałem z tyłów stawki giga © JPbike

    W akcji (na pierwszym podjeżdzie)
    W akcji (na pierwszym podjeżdzie) © JPbike




  • dystans : 57.63 km
  • teren : 57.00 km
  • czas : 03:12 h
  • v średnia : 18.01 km/h
  • v max : 56.78 km/h
  • hr max : 166 bpm, 95%
  • hr avg : 148 bpm, 85%
  • podjazdy : 1554 m
  • rower : Black Peak
  • Bike Maraton Bardo - DNF

    Sobota, 10 września 2022 • dodano: 11.09.2022 | Komentarze 2


    - Mistrzostwa Polski w maratonie, zatem trzeba być :)
    - dojazd solo, spoko i bezpośredni, po drodze raz padało
    - owa miejscowość znana jest z etapów Sudety MTB Challenge
    - prognozy od tygodnia „straszyły“ deszczem, a było... słonecznie
    - krótka rozgrzewka i wskok do sektorów giga (ponad 200 osób)
    - kilka minut po odpaleniu elity, amatorzy w końcu ruszyli, ja z tyłów
    - na początek spokojna jazda, wjeżdżamy w podjazdowy szuter
    - mimo sporej ilości wiary na giga - tłoku nie ma i można robić swoje
    - stopniowo łapię swój rytm i zaczynam stopniowo wyprzedzać kolejnych
    - wypada zwrócić uwagę że na giga jedzie sporo dziewczyn - to cieszy :)
    - wypada dodać że na trasie spotkałem (wyprzedziłem) kolegę z teamu - Staszka
    - trasa, głównie szerokie szutry okazuje się przyjemna i głównie kondycyjna
    - błotne podkłady oczywiście były, niektóre solidne
    - od czasu do czasu trafiają się SUPER widoczki - muszę tu wpaść turystycznie :)
    - a zjazdy początkowo nie robią wrażenia - są dość szybkie
    - nie brakło jazdy w grupce, jak i częstego tasowania
    - na stromej i szerokiej ściance ściance zaliczam udany atak - kilku naraz załatwiam
    - trochę się dziwię że dobrze mi się jedzie mimo braku treningów w tygodniu
    - wpadamy (nareszcie) na Singletrack Glacensis - odcinek Pętli Kłodzkiej
    - okazuje się że singielek mamy lekko pod górkę, czyli lekko nie było, ale spoczko
    - okazuje się że dość szybko wpadamy ponownie na szerokie szutry
    - wypada dodać że stopniowo wyprzedzały nas pojedyncze osobniki z czołówki mega
    - czas zdobyć najwyższy punkt trasy - Kłodzką Górę (757m) z nową wieżą widokową
    - zjazd z tejże góry okazał się hardcorowy - stromo, kamienie i dupa za siodełko
    - docieramy do rozjazdu - giga jedzie na kolejny odcinek Pętli Kłodzkiej
    - na owym i krętym singlu najpierw mamy pod górkę, następnie w dół - frajda była
    - minęła 3h mocnej górskiej jazdy, powoli czuję narastające zmęczenie
    - po wyjechaniu z odcinka Pętli Kłodzkiej mamy szybki, szeroki i szutrowy zjazd
    - na szybkim zjazdowym nawrocie nagle jakiś patyk wpada w przerzutkę
    - napęd się blokuje - staję, wyjmuję patyk (3x30cm) i... nie ma kółeczka w przerzutce
    - siła zblokowania była tak duża że owe, górne kółeczko zostało wyrwane
    - no to koniec rywalizacji dla mnie :(
    - znajdowałem się wtedy na 56km trasy (z 88km na giga), nie wiem jak daleko mam do bazy
    - decyduję się na skrócenie łańcucha i zmajstrowanie single speeda
    - nie jest łatwo, bo nie wiem na której koronce kasety napęd będzie jakoś działać
    - skułem skrócony łańcuch, pierwszy obrót korbą i łańcuch tak się mocno napiął...
    - ... że nie daje się swobodnie obracać korbą
    - zjeżdżam w dół i mam przed sobą kolejny podjazd
    - akurat przejeżdża Defender z ratownikami, krótka rozmowa i zabierają mnie z rowerem
    - i tak dowieźli mnie do strefy rozjazdowo-bufetowej na Przełęczy Łaszczowej
    - następnie młody z teamu WKK zawozi mnie wozem technicznym do bazy zawodów
    - czyli poziom pomocy u Grabka jest na wysokim poziomie - Wielkie Dzięki :)
    - po analizie mapy trasy okazuje się że defekt miałem... najdalej od bazy zawodów!
    - gdy będąc już przy aucie szykowałem się do powrotu to zaczęło padać ...
    - po analizie wyników wychodzi że w M4 zająłbym 20-25 miejsce na 41 rywali
    - podsumowując - taki już jest ten sport i trzeba umieć z tym żyć :)

    Fotki by Bike Maraton, Kasia Rokosz
    Na starcie. Sporo nas, gigowców :)
    Na starcie. Sporo nas, gigowców :) © JPbike

    W akcji. Ja jeszcze czysty... :)
    W akcji. Ja jeszcze czysty... :) © JPbike

    Błotna dokumentacja Peaka i z prowizorycznie zmajstrowanym single speedem
    Błotna dokumentacja Peaka i z prowizorycznie zmajstrowanym single speedem © JPbike