Info o mnie.
- przejechane: 192841.97 km
- w tym teren: 69648.25 km
- teren procentowo: 36.12 %
- v średnia: 22.49 km/h
- łączny czas: 355d 11h 42m
- najdłuższy trip: 329.90 km
- max prędkość: 83.56 km/h
- max wysokość: 2845 m
Kategorie
-
Bike Maraton - 42
bikestatsowe zawody - 8
CX - 7
do 100 km - 1258
do 50 km - 1261
do/z pracy - 278
dron - 73
dzień wyścigowy - 254
Etapówki MTB - 31
Festive 500 - 55
Gogol MTB - 62
Kaczmarek Electric - 21
maratony - 183
MTB Marathon - 31
na orientację - 6
nocne - 290
podium, te szerokie też - 37
podsumowanie - 11
pomiar czasu - 67
ponad 100 km - 260
ponad 200 km - 28
ponad 300 km - 4
poza PL - 120
Solid MTB - 30
sprzęt - 50
szoska - 474
Uphill race - 8
w górach - 341
w roli kibica - 10
w towarzystwie - 412
wyprawy - 80
wysokie szczyty - 35
XC - 32
z przyczepką - 4
-
Moja stajnia
w użyciu
Orbea Oiz M20

Black Peak

Accent Peak 29
Canyon Endurace
Sztywna Biria
archiwum
Scott Scale 740
TREK 8500
Kross Action
Accent Tormenta 1
Accent Tormenta 2
Accent Tormenta 3
Archiwum
2025
2024
2023
2022
2021
2020
2019
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
-
2026, Wrzesień - 6 - 0
2026, Sierpień - 8 - 0
2026, Lipiec - 15 - 12
2026, Czerwiec - 11 - 2
2026, Maj - 12 - 0
2026, Kwiecień - 10 - 0
2026, Marzec - 9 - 0
2026, Luty - 8 - 0
2026, Styczeń - 8 - 0
2025, Grudzień - 8 - 0
2025, Listopad - 9 - 0
2025, Październik - 8 - 0
2025, Wrzesień - 8 - 0
2025, Sierpień - 13 - 23
2025, Lipiec - 12 - 22
2025, Czerwiec - 9 - 20
2025, Maj - 10 - 20
2025, Kwiecień - 8 - 21
2025, Marzec - 10 - 24
2025, Luty - 8 - 16
2025, Styczeń - 7 - 13
2024, Grudzień - 15 - 38
2024, Listopad - 7 - 15
2024, Październik - 9 - 21
2024, Wrzesień - 10 - 18
2024, Sierpień - 12 - 20
2024, Lipiec - 14 - 30
2024, Czerwiec - 18 - 40
2024, Maj - 10 - 24
2024, Kwiecień - 15 - 37
2024, Marzec - 12 - 29
2024, Luty - 9 - 27
2024, Styczeń - 9 - 25
2023, Grudzień - 12 - 34
2023, Listopad - 10 - 33
2023, Październik - 9 - 27
2023, Wrzesień - 11 - 28
2023, Sierpień - 8 - 16
2023, Lipiec - 16 - 43
2023, Czerwiec - 11 - 27
2023, Maj - 17 - 36
2023, Kwiecień - 12 - 45
2023, Marzec - 6 - 16
2023, Luty - 8 - 32
2023, Styczeń - 8 - 26
2022, Grudzień - 8 - 20
2022, Listopad - 8 - 25
2022, Październik - 9 - 31
2022, Wrzesień - 12 - 16
2022, Sierpień - 10 - 24
2022, Lipiec - 16 - 37
2022, Czerwiec - 12 - 26
2022, Maj - 16 - 32
2022, Kwiecień - 14 - 49
2022, Marzec - 9 - 30
2022, Luty - 8 - 18
2022, Styczeń - 10 - 27
2021, Grudzień - 10 - 25
2021, Listopad - 11 - 29
2021, Październik - 12 - 35
2021, Wrzesień - 15 - 30
2021, Sierpień - 16 - 24
2021, Lipiec - 20 - 34
2021, Czerwiec - 19 - 42
2021, Maj - 15 - 34
2021, Kwiecień - 15 - 30
2021, Marzec - 12 - 35
2021, Luty - 11 - 32
2021, Styczeń - 13 - 42
2020, Grudzień - 17 - 37
2020, Listopad - 13 - 51
2020, Październik - 14 - 40
2020, Wrzesień - 19 - 33
2020, Sierpień - 20 - 42
2020, Lipiec - 25 - 65
2020, Czerwiec - 21 - 77
2020, Maj - 21 - 75
2020, Kwiecień - 14 - 60
2020, Marzec - 7 - 21
2020, Luty - 15 - 34
2020, Styczeń - 13 - 46
2019, Grudzień - 20 - 76
2019, Listopad - 14 - 50
2019, Październik - 13 - 44
2019, Wrzesień - 24 - 46
2019, Sierpień - 23 - 25
2019, Lipiec - 23 - 31
2019, Czerwiec - 26 - 42
2019, Maj - 25 - 58
2019, Kwiecień - 24 - 75
2019, Marzec - 18 - 56
2019, Luty - 16 - 45
2019, Styczeń - 15 - 53
2018, Grudzień - 18 - 68
2018, Listopad - 10 - 36
2018, Październik - 20 - 42
2018, Wrzesień - 31 - 67
2018, Sierpień - 21 - 82
2018, Lipiec - 18 - 58
2018, Czerwiec - 14 - 55
2018, Maj - 19 - 55
2018, Kwiecień - 18 - 68
2018, Marzec - 14 - 55
2018, Luty - 10 - 52
2018, Styczeń - 10 - 52
2017, Grudzień - 10 - 42
2017, Listopad - 7 - 44
2017, Październik - 10 - 43
2017, Wrzesień - 17 - 46
2017, Sierpień - 19 - 43
2017, Lipiec - 19 - 83
2017, Czerwiec - 17 - 42
2017, Maj - 21 - 60
2017, Kwiecień - 19 - 47
2017, Marzec - 15 - 38
2017, Luty - 13 - 32
2017, Styczeń - 14 - 47
2016, Grudzień - 9 - 14
2016, Listopad - 9 - 24
2016, Październik - 14 - 19
2016, Wrzesień - 14 - 66
2016, Sierpień - 16 - 24
2016, Lipiec - 21 - 41
2016, Czerwiec - 15 - 26
2016, Maj - 24 - 77
2016, Kwiecień - 18 - 47
2016, Marzec - 18 - 42
2016, Luty - 13 - 26
2016, Styczeń - 14 - 39
2015, Grudzień - 14 - 72
2015, Listopad - 8 - 26
2015, Październik - 8 - 23
2015, Wrzesień - 12 - 27
2015, Sierpień - 18 - 31
2015, Lipiec - 16 - 59
2015, Czerwiec - 21 - 72
2015, Maj - 21 - 53
2015, Kwiecień - 20 - 88
2015, Marzec - 19 - 88
2015, Luty - 16 - 59
2015, Styczeń - 15 - 59
2014, Grudzień - 11 - 60
2014, Listopad - 19 - 34
2014, Październik - 12 - 22
2014, Wrzesień - 17 - 37
2014, Sierpień - 18 - 31
2014, Lipiec - 22 - 95
2014, Czerwiec - 18 - 73
2014, Maj - 16 - 76
2014, Kwiecień - 21 - 77
2014, Marzec - 20 - 73
2014, Luty - 16 - 80
2014, Styczeń - 7 - 31
2013, Grudzień - 18 - 87
2013, Listopad - 13 - 78
2013, Październik - 15 - 60
2013, Wrzesień - 16 - 65
2013, Sierpień - 15 - 76
2013, Lipiec - 26 - 161
2013, Czerwiec - 21 - 121
2013, Maj - 20 - 102
2013, Kwiecień - 20 - 116
2013, Marzec - 18 - 117
2013, Luty - 15 - 125
2013, Styczeń - 12 - 92
2012, Grudzień - 20 - 106
2012, Listopad - 10 - 82
2012, Październik - 13 - 46
2012, Wrzesień - 17 - 96
2012, Sierpień - 16 - 99
2012, Lipiec - 23 - 113
2012, Czerwiec - 17 - 97
2012, Maj - 18 - 61
2012, Kwiecień - 20 - 132
2012, Marzec - 20 - 130
2012, Luty - 9 - 57
2012, Styczeń - 10 - 55
2011, Grudzień - 11 - 84
2011, Listopad - 12 - 96
2011, Październik - 20 - 127
2011, Wrzesień - 17 - 170
2011, Sierpień - 23 - 109
2011, Lipiec - 11 - 116
2011, Czerwiec - 3 - 154
2011, Maj - 24 - 186
2011, Kwiecień - 15 - 255
2011, Marzec - 24 - 213
2011, Luty - 26 - 187
2011, Styczeń - 18 - 199
2010, Grudzień - 19 - 173
2010, Listopad - 13 - 106
2010, Październik - 14 - 118
2010, Wrzesień - 15 - 192
2010, Sierpień - 25 - 209
2010, Lipiec - 27 - 126
2010, Czerwiec - 28 - 191
2010, Maj - 20 - 255
2010, Kwiecień - 24 - 220
2010, Marzec - 18 - 196
2010, Luty - 9 - 138
2010, Styczeń - 11 - 134
2009, Grudzień - 12 - 142
2009, Listopad - 11 - 128
2009, Październik - 8 - 93
2009, Wrzesień - 24 - 158
2009, Sierpień - 22 - 118
2009, Lipiec - 19 - 143
2009, Czerwiec - 20 - 94
2009, Maj - 19 - 170
2009, Kwiecień - 25 - 178
2009, Marzec - 14 - 137
2009, Luty - 7 - 50
2009, Styczeń - 11 - 96
2008, Grudzień - 11 - 131
2008, Listopad - 13 - 56
2008, Październik - 17 - 64
2008, Wrzesień - 17 - 62
2008, Sierpień - 21 - 78
2008, Lipiec - 18 - 39
2008, Czerwiec - 24 - 74
2008, Maj - 15 - 23
2008, Kwiecień - 7 - 40
2008, Marzec - 6 - 14
Wpisy archiwalne w kategorii
dzień wyścigowy
| Dystans całkowity: | 15687.74 km (w terenie 14227.43 km; 90.69%) |
| Czas w ruchu: | 859:44 |
| Średnia prędkość: | 18.25 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 73.88 km/h |
| Suma podjazdów: | 211753 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 180 (102 %) |
| Maks. tętno średnie: | 169 (95 %) |
| Suma kalorii: | 15145 kcal |
| Liczba aktywności: | 254 |
| Średnio na aktywność: | 61.76 km i 3h 23m |
| Więcej statystyk | |
Sobota, 29 sierpnia 2026 • dodano: 02.09.2026 | Komentarze 0
Przedstartowe chwile.
Pobudka o 5 i sprawny czasowo dojazd do Wałbrzycha, szykowanie do startu i powitania z paroma znajomymi. Pogoda idealna do ścigania się na MTB w górach, czyli słonecznie i leciutko poniżej 20°C, chociaż warunki są po nocnym deszczu - będzie błotko i było, ale bez przesady, trasa jest dość błoto-odporna, wiem o tym, bo dwa tygodnie sprawdzałem ją.
Wyścigowe chwile.
Start ostatniego w sezonie Ultra o 9:30. Już od pierwszych km-ów wszystko poszło po moich myślach, czyli słabiutką mam formę i jechałem cały czas w ogonie, zresztą parokrotnie już pisałem że od jakiegoś czasu nie trenuję należycie i oczywisty powód znam.
Jedyne chwile rywalizacji miałem na początku - jednego gościa wyprzedziłem, na chwilę spojrzałem zza pleców - jechało tam około 10 osób z których tylko jedna dotarła do mety, czyli było ultra ciężko. No i parokrotnie tasowałem się z Czechem jadącym na wypasionym sprzęcie z pełną elektroniką - odpadłem z walki na drugiej rundzie z oczywistego powodu - ultra zmęczenia.
O ile pierwszą rundę pokonałem całkiem przyzwoicie, była nawet frajda z jazdy, bo fajną trasę ułożyli, to drugą rundę przyszło mi pokonywać głównie siłą woli, albo włóczyć się na zgonie, parokrotnie chciałem się... wycofać, był moment że skończyło mi się picie i żarcie, kilka razy musiałem stanąć i złapać oddech, trzy ostatnie strome podjazdy butowałem, a ostatni bufet był dla mnie zbawieniem. Koniec końców udało się dotrzeć do mety... 14 minut po oficjalnym zamknięciu wszystkich tras i będąc przedostatnim w stawce Ultrasów.
Powyścigowe chwile.
Po brakującą połówkę pięknego medalu za ukończenie Ultra musiałem udać się do biura, oczywiście wręczyli mi - ale ulga i zarazem radocha była, bo tegoroczny „wyścigowy“ cel zrealizowany :)
Prócz tego czekało na mnie dobre i elegancko zapakowane żarcie powyścigowe i mogłem popatrzeć jak organizator już się zwijał, a na parkingu zostało kilka aut, uciąłem sobie pogawędkę z Krystianem z STS - kiedyś rywalizowaliśmy na grabkowym giga jak równy z równym, a tegoż dnia włożył mi... ponad półtorej godziny straty.
Ogólnie to był długi i fajnie spędzony dzień, oczywiście z pasją MTB :)
34/35 - open Ultra
7/7 - M5 (nieoficjalnie, podziału na kategorie nie było)
Strata do zwycięzcy open (Karol Ostaszewski, JBG2 (wiadomo)) - 2:58:19 godz (MASAKRA)
Strata do (nieoficjalnego) zwycięzcy M5 (Arkadiusz Jusiński) - 1:56:24 godz (MASAKRA)
W klasyfikacji generalnej ULTRA zająłem 15 miejsce - OSTATNIE wśród tych co ukończyli wszystkie 3 wyścigi.

W akcji na pierwszych km-ach. Ten rywal zaliczył DNF © JPbike

Błotna dokumentacja powyścigowa © JPbike

Wyścigowy cel sezonu 2026 zaliczony :) © JPbike

Piękny medal ULTRA - podoba mi się bardzo :) © JPbike
Kategoria w górach, maratony, dzień wyścigowy, Bike Maraton
Niedziela, 19 lipca 2026 • dodano: 22.08.2026 | Komentarze 0
Drugi z trzech zaplanowanych maratonów ULTRA.
Krótka relacja będzie, po prostu kilkugodzinne siedzenie przy kompie to już nie moja bajka - szkoda reszty mojego aktywnego życia, zwłaszcza że mam 51 lat i... niestety czuję już to :)
Dojazd do Polanicy-Zdroju wprost z podnóża Gór Opawskich, towarzyszył mi również kompan Drogbas, który wybrał się w roli turysty, dodam również że wczorajszego dnia wypiliśmy DUŻO piw (w najlepszym towarzystwie :)), co za tym idzie - na tym ultra wystartowałem będąc najgorzej przygotowanym, czyli bez regeneracji (po wyprawie), bez wyspania (start o 9:30), bez śniadania, bez...
Natomiast o przebiegu rywalizacji w moim wykonaniu nie ma co pisać - poza paroma faktami - to była najbardziej wertepiasta trasa, taka pod fulla, było dużo dzikich odcinków, dwa razy dopadł mnie deszcz (oczywiście zmokłem, uwaliłem siebie i Oiza błotem), tylko jeden moment rywalizacji miałem (załatwiłem rywala na ostatnim zjeździe po mokrych kamieniach), całe to ultra (2 rundy) jechałem tak długo że Drogbas z aparatem foto (znaczy smartfonem) w fajnym miejscu nie doczekał się na mnie, a gdy wpadłem na metę to prawie pusto już było, prócz miłych dwóch pań, które wręczyły mi drugą (z trzech) połówkę pięknego medalu ultrasa.
39/42 - open Ultra
5/6 - M5 (nieoficjalnie, podziału na kategorie nie było)
Strata do zwycięzcy open (Mariusz Kozak) - 2:17:05 godz (aż tyle... MASAKRA)
Strata do (nieoficjalnego) zwycięzcy M5 (Janusz Nieboras) - 1:13:42 godz

W akcji. Tu jeszcze czyściutki ja :) © JPbike

Błotna dokumentacja po wyścigu :) © JPbike
Kategoria Bike Maraton, dzień wyścigowy, maratony, w górach
Niedziela, 7 czerwca 2026 • dodano: 14.06.2026 | Komentarze 2
Po kilku latach przerwy na trasy Bike Maratonu wrócił konkretny dystans - Ultra, czyli 100 km górskiej jazdy - oczywiście mnie to skusiło by wystartować, mimo że od dłuższego czasu nie trenuję regularnie, a raczej ze mnie weekendowy rasowy biker :)
Tym razem start i metę zlokalizowali w świetnym miejscu, w wysoko położonych Jakuszycach, znanych głównie z narciarstwa biegowego. Z racji że start Ultra mamy już o 9-tej, to dla mnie wymagało pobudki o 4 nad ranem i 230km zmotoryzowanego dojazdu na miejsce - sprawnie poszło, chociaż o wyspaniu nie było mowy.
Po spojrzeniu na mapę trasy wiadomo będzie że to trasa bardziej gravelowa niż MTB-owska - głównie leśne, szerokie i dość szybkie dukty, chociaż wertepy tak pod fulla też były, kilka asfaltowych odcinków i jedynie dwa wymagające techniki zjazdy, plus jest taki że runda Ultra biegnie po jednej dużej pętli - jak za dawnych czasów świetności dystansów giga (tęsknię).
Przed startem rozgrzewki nie robię (brak czasu), zamieniam parę zdań ze Staszkiem i Krystianem, po czym Ultrasi (niestety tylko 33 osoby) ruszamy na długą i dość szybką trasę. Już na pierwszych, lekko podjazdowych km-ach szybko stwierdzam że do fajnej formy trochę mi brakuje, spora czołowa grupa narzuca mocne, niemal szosowe tempo i ... tyle ich widziałem do momentu, gdy na 8km trasy pojawił się gruby techniczny zjazd między drzewami i z dużymi korzonkami (znany z Bike Adventure) - zjeżdżam sobie sprawnie i dziwię się że kolejnych rywali (aż 10 sztuk) gładko tędy wyprzedzam, a właściwie wszyscy ... sprowadzają rowery (bez komentarza). W sumie to była jedyna udana akcja w moim wykonaniu na tym maratonie.
Dalsza jazda to właściwie bardzo długie i dość szybkie pomykanie po wspomnianych szerokich duktach i niestety wszyscy, których wyprzedziłem na wspomnianym zjeździe stopniowo mnie powyprzedzali, powera w nogach brakło mi i od tamtędy kręciłem aż do mety w tempie szybkiego turysty. Natomiast najdłuższy i asfaltowy podjazd na Stóg Izerski (ponad 1000m) okrutnie mnie dobił, kolana bolały, raz musiałem ze 100m pospacerować by złagodzić ból mięśni. Po wjechaniu na znaną i obszerną Halę Izerską z pięknymi szutrami i widoczkami to właściwie musieliśmy omijać niemałą ilość turystów, zarówno pieszych, jak i rowerowych (o elektrykach nie wspominając). Na ostatnich km-ach miałem przed sobą rywala, który wyraźnie słabł na podjazdach, niestety nie udało mi się go dojść i tak już spoczko dotarłem do mety, na szczęście nie ostatni wśród Ultrasów, a moja średnia ponad 19 km/h i to w górach wskazuje że to był szybki i mało MTB-owski wyścig.
30/33 - open Ultra
5/6 - M5 (nieoficjalnie, podziału na kategorie nie było)
Strata do zwycięzcy open (Mariusz Kozak) - 1:36:14 godz
Strata do (nieoficjalnego) zwycięzcy M5 (Tomasz Batura) - 44:50 min

W akcji. Właśnie dotarłem do mety :) © JPbike
Kategoria Bike Maraton, dzień wyścigowy, maratony, w górach
Niedziela, 31 sierpnia 2025 • dodano: 04.09.2025 | Komentarze 0
Czwarty z rzędu start w tymże maratonie i trzeci na dystansie mega. Chociaż w tym sezonie można było nam, amatorom wystartować na giga - zrezygnowałem z tego, bo wiedziałem że tegoż dnia do optymalnej formy na królewski dystans trochę mi brakuje.
Start krótko po 12-tej, czyli o znakomitej godzinie i nie wymagającej pośpiechu przedstartowego :)
Stawka mega okazała się niezbyt liczebna - jakieś 30 luda, co oznaczało że od pierwszych km-ów znanej mi trasy można było robić swoje - tak było prócz momentu przyblokowania mnie na pierwszej ściance podjazdowej, którą musiałem pokonać z buta. Wiedziałem również że o dobrym wyniku open szybko mogłem zapomnieć, bo wiadomo że od dłuższego czasu nie trenuję tak jakbym chciał - wiek, ciężka i niezmienna od lat praca dają o sobie znać i pozostaje mi głównie jazda dla przyjemności i pasji MTB.
Zatem startując z tyłów, na pierwszej rundzie kilku rywali udaje mi się wyprzedzić, jak i kilku z czołówki Classica mnie wyprzedziło, a największą radochę dają mi wszystkie zjazdy, szczególnie pokonywane na fullu - w skrócie owa runda przebiegła w moim wykonaniu dokładnie tak samo jak rok temu, nawet czas przejazdu podobny. A na superkrętym zjeździe Złotymi Ścieżkami celowałem w PR na stravie, zabrakło aż 29 sekund, czyli koncentracja chyba już nie ta ... :)
Początek drugiej rundy to wymagające fragmenciki z wczorajszego XC, po tym długi i ciężki podjazd, gruby kamienisty zjazd (wyprzedzam jednego) i ponownie wpadamy na powtarzalną rundę, przeważnie po szerokim szutrze i z fragmentami asfaltu w Podlesiu. Przed sobą widzę znajomego mi rywala z mojej kategorii, dogonienie i wyprzedzenie go gładko poszłoby, gdyby nie mocne potknięcie na nowo powstałym mostku z belek kolejowych - jest tak umiejscowiony na końcówce zjazdu i pod sporym kątem wymagającym mocnego dohamowania i skrętu, jeszcze do tego spore szczeliny między belkami nie ułatwiają sprawy - właśnie te szczeliny mnie zatrzymały tak szybko że nie zdążyłem się wypiąć z spd-ów i w efekcie spadam z mostku wraz z rowerem do strumyka, który znajduje się w głębokim na półtora metra korycie, po chwili wylądowałem plecami w błotnym dnie i przy tym zażywając takowej kąpieli. W pierwszej kolejności sprawdzam czy jestem w jednym kawałku (OK), po czym sprawdzam rower - kierownica przesunięta, a manetka blokady zawieszenia przestała działać należycie. Dojeżdża wyprzedzony rywal (Sebastian) i pomaga mi wydostać się z głębokiego koryta, po czym prostuję kierownicę i jadę dalej, po drodze kombinując z uszkodzoną manetką - wychodzi na to że większość reszty trasy pokonam na sztywnym zawieszeniu, a amortyzację mogę uruchamiać jedynie trzymając wciśniętą dźwignię manetki, trudno. Kręcąc dalej czuję mały ból w górnej części pleców (ustąpił po kilku dniach), jak i udaje mi się wyprzedzić wspomnianego wywala z mej kategorii, po czym przez jakiś czas podążam za Sebastianem, który jednak łapie gumę na kilka km przed metą. Zanim zaczęliśmy ponowny zjazd Złotymi Ścieżkami w stronę mety to dogoniło nas stopniowo trzech najmocniejszych z giga - czyli w sumie podobna sytuacja jak rok temu. Na końcówce zjazdu wspomnianymi superkrętymi ścieżkami lewa ręka bolała mnie zarówno od tego trzymania wciśniętej manetki zawieszenia, jak i hamowania.
W końcu docieram do mety i okazuje się że czas przejazdu rundy mega mam prawie taki sam jak rok temu. No i sprawdzam wyniki - jest upragnione pudło w najstarszej kategorii :)
18/30 - open mega
3/7 - Masters III
Strata do zwycięzcy open (Diego Binder) - 48:39 min
Strata do zwycięzcy Masters III (Marek Zieliński) - 31:34 min

No to startujemy © JPbike

W akcji zjazdowej © JPbike

Kolejne miłe chwile w moim życiorysie :) © JPbike
Kategoria dzień wyścigowy, maratony, podium, te szerokie też, w górach
Sobota, 16 sierpnia 2025 • dodano: 23.08.2025 | Komentarze 4
Po 11-miesięcznej przerwie w ściganiu, w końcu udało mi się gdzieś wystartować i zarazem zaliczyć swój 250 dzień wyścigowy, oraz debiut w kategorii M5, czyli „staruszków MTB“ :)
Jak zwykle, skusiłem się na coś z grubej rury, czyli na grabkowy maraton w Kowarach i ze znaną mi trasą poprowadzoną po pięknych Rudawach Janowickich. Mimo że mojego ulubionego dystansu giga w tym cyklu nie ma od kilku lat, to parametry trasy mega - 45km i 1746m przewyższeń też robią wrażenie :)
Z racji że dawno nie miałem dobrych wyników to muszę startować z ostatniego (7) sektora, w którym wiary było mało, przynajmniej tłoku nie będzie i od początku można kręcić swoje - faktycznie tak było po ruszeniu i rozpoczęciu długiego podjazdu na 945m Skalnik, z jednym technicznym zjazdem (na którym niestety blokowali mnie).
Wracając do długiego podjeżdżania, szybko przekonałem się że obecnie nie posiadam dobrej formy - mimo że cały czas kogoś doganiałem i wyprzedzałem, to różnica prędkości była malutka, zatem szybko pożegnałem się z dobrym wynikiem, trudno i kręcić trzeba swoje.
Po skręcie na fajnie poprowadzoną i znaną mi pętlę mega, zawierającą smakowite odcinki do pure MTB, zarówno podjazdowe (m.in. sławna łopata), jak i zjazdowe (korzonki, kamienie, koleiny, szybkie szuterki) to właściwie pokonywałem je po swojemu, a full robił świetną robotę, jak i łyknąłem parę kolejnych rywali, w tym Staszka (ruszał z 3 sektora), oraz jeden gość w koszulce Scotta na wymagającym zjeździe nie chciał mnie przepuścić - zrobił to dopiero po zjechaniu.
Aż tak dobrze z moją dyspozycją nie było - trafiło mi sie kilka momentów że w klacie coś mnie ściskało - cóż, o zdrowie trzeba dbać i musiałem od czasu do czasu zwalniać.
Po wjechaniu na odcinek wspólny z Classicem i prowadzący na sporej wysokości przez Rudnik (853m) i Przełęcz Kowarską (727m) czas pokonać ostatni i mocny podjazd - tam już było mi ciężko, ale podjechane sprawnie, do tego kilka kolejnych rywali załatwiłem, po czym zjeżdżamy dość długim szuterkiem z kilkoma wąskimi fragmentami wprost na metę.
Tak czy siak - dla mnie to był całkiem udany maraton, jak i spoczko debiut w M5 :)
97/144 - open mega
14/21 - M5
Strata do zwycięzcy (Michał Gehrke) - 1:16:54 godz - sporo jak na mega
Strata do najlepszego w M5 (Paweł Trzciński) - 48:46 min - też sporo, trudno :)

Bike Maraton - Kowary, właśnie mijam metę © JPbike
Kategoria Bike Maraton, dzień wyścigowy, maratony, w górach
Niedziela, 8 września 2024 • dodano: 14.09.2024 | Komentarze 2
Trzeci z rzędu start w tymże maratonie. Ponownie na mega, bo na giga można tylko z licencją PZKol.
Start wyścigu dość późny - o 12, dzięki czemu można spokojnie się wyspać, zjeść śniadanie, uszykować ścigacza i ruszyć rozgrzewkowo na trasę: noclegownia - jedna góra - miasteczko zawodów - wskok do sektora.
W trakcie oczekiwania na start okazuje się że gigowców jest więcej od megowców ... :)
Po odpaleniu stawki i zgodnie z moim przewidywaniem wiedziałem że nie powalczę o dobry wynik. Na pierwszych km-ach, oczywiście podjazdowych cały czas tkwię gdzieś w tyłach stawki. Pozytywnie zaskakuje mnie zmieniony początkowy odcinek trasy - to kręty, spory i fajny fragment podjazdowy po Złotych Ścieżkach - aż kusiło do mocnego depnięcia w pedały :)
Dość szybko dogania nas czołówka z krótszego Classica i powoduje to że na wąskiej ścieżce robi się tłoczno - to jeden ciśnie, to drugi zamula i niełatwo o wyprzedzanie.
Po wjechaniu na szersze i doskonale mi znane sekcje zluzowało się na dobre i można jechać swoje. Nie idzie mi tak jak bym chciał, do tego tętno mam zbyt wysokie i przez długi czas nie daję rady złapać swojego wyścigowego tempa, zatem nadal tkwię w tyłach stawki.
Pocieszające jest to że mój świetny karbonowy full robi genialną robotę, szczególnie na paskudnych wertepach i szybkich szutrowych odcinkach :)
Po dotarciu na szczyt Przedniej Kopy, skąd zaczyna się najlepszy odcinek - parokilometrowy zjazd do mety, najpierw po korzonkach, następnie po genialnych i krętych Złotych Ścieżkach zaczynam łapać swój wyścigowy rytm i gnam w dół jak szalony, jak i zaczynam stopniowo wyprzedzać kolejnych.
I tak kończę pierwszą rundę. Początek drugiej to fragmenty znane mi z wczorajszego XC, z długim i wymagającym podjazdem w roli głównej.
Panująca wysoka temperatura (30°C) zaczęła dawać w kość - w efekcie na bufetach musiałem stawać dwukrotnie, by zatankować puste bidony.
Kręcąc dalej rozkręciłem się na dobre, brakło tylko więcej pary w nogach, kilka kolejnych rywali udało mi się dojść i wyprzedzić, w tym jeden z M4 odżył i mocno mnie naciskał do samej mety - ostatecznie z nim przegrałem na ostatnim podjeździe tuż przed metą.
Przed ponownym wjazdem na Przednią Kopę zastanawiałem się czy czołówka z giga pokonująca wtedy trzecią rundę dojdzie mnie i niestety doszła, a właściwie tylko jeden - to sam Krzysztof Łukasik (tak, ten co startował na IO, jak i na MŚ).
Na koniec jeszcze frajda w postaci wspomnianego krętego zjazdu Złotymi Ścieżkami, jeszcze jeden podjazd, na którym czułem że nogi są mocno zmęczone, wyprzedza mnie drugi z giga i tak już docieram do mety.
W sumie to był dla mnie całkiem przyzwoity wyścig, możliwe że ostatni w kategorii M4.
20/36 - open mega
7/14 - M4
Strata do zwycięzcy mega (Konrad Barcz) - 53:13 min
Strata do zwycięzcy M4 (Marek Ardelli) - 43:27 min

W oczekiwaniu na start © JPbike

Myk, myk przez piękny górski las © JPbike
Kategoria dzień wyścigowy, maratony, w górach
Sobota, 7 września 2024 • dodano: 12.09.2024 | Komentarze 2
Nareszcie jakiś wyścig w formacie XCO, czyli najprawdziwszej odmianie kolarstwa górskiego - kto choć raz to jechał, ten wie jak to smakuje :)
Dla mnie to kolejny start w Głuchołazach, w ramach kolarskiego weekendu CykloOpawy 2024.
Owe zawody są finałową rundą Pucharu Polski, co oznacza że na miejsce zjechała cała krajowa czołówka MTB, niemal wszyscy z licencją PZKol, zatem fajną sprawą jest to że organizatorzy umożliwiają start Amatorom bez licencji, czyli mi :)
Kategoria Amator wraz z licencjonowanymi Mastersami startuje jako pierwsza i to o dość wczesnej porze - o 9 rano, co później okazało się że to była dobra pora na mocną jazdę MTB, a to dlatego że po minięciu mety zaczęło się robić upalnie :)
Ustawianie zawodników na starcie - wyczytują każdego, sędziowie sprawdzają czy numerki są przypięte (na kierownicy i na plecach), najpierw startują Mastersi (4 rundy), minutka (może dwie) oczekiwania i Amatorzy ruszają pokonać trzy wymagające ponad 4km rundy z ponad 160m w pionie i zawierające dosłownie wszystko co wymaga świetnej techniki MTB, jak i znakomitej dyspozycji kondycyjnej danego dnia - ten pierwszy element mam we krwi, a drugiego niestety brakuje mi i to już od jakiegoś czasu ...
Już po (ostrym) ruszeniu wiedziałem że nie będzie żadnej walki o wynik. Tętno szybko skoczyło w kosmos, moje wyścigowe samopoczucie nie te, chwilę jadę ostatni, na pierwszej ściance podjazdowej ładnie mnie blokują. Na początku rundy jest najdłuższy podjazd - udaje mi się dwóch wyprzedzić i dalej można robić swoje. Na mocno krętym fragmencie góra-dół i z paskudną nawierzchnią wybiło mnie z rytmu, w efekcie wspomniani ci dwaj mnie dogonili, do tego jeden Masters nieźle zamulał i nie chciał przepuścić, jeszcze do tego po raz drugi mnie przyblokowali, tym razem na ściance zjazdowej - zapewne przez te powyższe zdarzenia ponad 30sek straciłem i tak pierwszą rundę kończę jako ostatni.
Na drugiej rundzie mocno się zluzowało i całą rundę w 100% pokonałem po swojemu, ponownie wyprzedziłem tych dwóch Amatorów i dość sprawnie przejechałem przez wszystkie techniczne przeszkody. No i ku mojemu zaskoczeniu - na końcówce owej rundy dogonił mnie zwycięzca Masters I (Albert, znany mi z gorczańskiej etapówki MTB), po spojrzeniu na jego czasy okrążeń - każde kółko jechał szybciej ode mnie o... 6 minut, masakra :)
No i ostatnie kółko. Ponownie udało mi się (prawie) sprawnie pokonać po swojemu, jedna glebka zaliczona przez wybicie z rytmu na ściance podjazdowej, jak i udało się wyprzedzić wspomnianego zamulającego Mastersa, który wcześniej na chwilę odżył. Poza tym na trzecim kółku kilku z czołówki Mastersów dali mi dubla.
I tak docieram do mety, całkiem zadowolony. Mimo nienajlepszego wyścigowego samopoczucia, na takiej bardzo wymagającej trasie bawiłem się przednio, szczególnie że pierwszy raz jechałem XC na karbonowym fullu :)
7/9 - open Amator
Strata do najlepszego Amatora - 16:06 min, sporo jak na XC
Dodam również w tejże kategorii byłem... najstarszy :)

XC Głuchołazy - w akcji (1) © JPbike

XC Głuchołazy - w akcji (2) © JPbike
Kategoria dzień wyścigowy, XC
Niedziela, 7 lipca 2024 • dodano: 10.07.2024 | Komentarze 2
Jak się kocha kolarstwo górskie i się wie kto układał zaiste świetną trasę, do tego w płaskiej z pozoru Wielkopolsce - to na tymże chodzieskim maratonie MTB trzeba BYĆ!
Po dotarciu na miejsce, odebraniu pakietu startowego, przywitaniu się z paroma znajomymi czasu na rozgrzewkę brakło mi, więc myk od razu do sektora mega.
Po ruszeniu na super fajną trasę, na której od startu do mety nie było nudy - cały czas coś się działo, raz ostro i szybko, raz podjazd (krótszy i dłuższy), raz zakręt, raz łuk, raz zjazd (ten szybki, jak i ten wymagający techniki MTB), no i wisienka na torcie - cała masa krętych i wyprofilowanych singli, zarówno podjazdowych, jak i zjazdowych, do tego dropy i hopy z odpowiednim oznaczeniem by nie ryzykować. Jakby tego było mało - najwyższy szczyt Gontyniec zdobywaliśmy na mega chyba aż 10 razy (z różnych stron), i jeszcze najważniejsze - w okolicach tegoż szczytu mieliśmy fantastyczny i głośny doping - mimo że jestem niesłyszący, wydawało mi się że coś tam słyszałem :)
Natomiast o przebiegu mojej rywalizacji niewiele mam do opowiedzenia - początek był mocny i szybki, premię górską poprzedzoną porządnym podjazdem osiągnąłem na 15 miejscu open - to był szczyt moich obecnych możliwości, później musiałem troszkę zluzować i jechać swoje, by nie pozwolić na przedwczesne złapanie kryzysu. W efekcie stopniowo kilka pozycji straciłem. Na drugiej rundzie, której całość pokonałem po swojemu i bez strat, nawet udało mi się wyprzedzić dwóch rywali, i tak spoczko dojechałem do mety.
20/37 - open mega
13/24 - M2 (faceci powyżej 35 lat)

W akcji na krętych i wyprofilowanych singlach. Frajda była :) © JPbike
Kategoria dzień wyścigowy, maratony
Niedziela, 30 czerwca 2024 • dodano: 06.07.2024 | Komentarze 3
No i w końcu czas na finałowy etap z trasą będącą mieszanką świetnych karkonoskich odcinków, w większości mi znanych, co za tym idzie - jazda będzie przewidywalna i była :)
Po raz czwarty z rzędu nie ma co pisać o przebiegu rywalizacji w moim wykonaniu, ponownie cały czas jechałem gdzieś w tyłach, zależało mi już tylko na tym, aby tą fajną etapówkę ukończyć i przy tym czerpać frajdę z jazdy Pure MTB :)
Z najbardziej hardcorowych odcinków - był nim gruuuby zjazd z Dwóch Mostów, dobrze mi znany z tutejszych maratonów, z tą różnicą że środkową i dolną jego część (drwale?) mocno podniszczyli ciężkim sprzętem. Nie brakowało również kilka fajnych fragmentów Olbrzymów - pomykając tamtędy szło mi ciut lepiej.
Gdzieś na parę km przed metą miła niespodzianka - stał tam kompan Drogbas, który tegoż dnia wybrał się na pieszą karkonoską wędrówkę i po etapówce wracaliśmy razem do WLKP.
Ostatnie km-y to fragmenty znane z 2 etapu, z tą różnicą że bez błotka, a dokręcając ostatnie metry - chłopaki z teamu STS bili mi brawo, meta osiągnięta, wręczają mi medal finishera, Maciej Grabek osobiście mi gratuluje, ogarnęła mnie radocha z ukończenia kolejnej etapówki, jak i lekki smutek że to już koniec fajnej przygody spędzonej w górach z pasją MTB :)
94/117 - open PRO
18/20 - M45
Klasyfikacja generalna
88/112 - open PRO
17/20 - M45

W akcji na karkonoskich trasach © JPbike

Uwielbiam takie chwile na mecie :) © JPbike
Kategoria dzień wyścigowy, Etapówki MTB, w górach
Sobota, 29 czerwca 2024 • dodano: 06.07.2024 | Komentarze 2
Trzeci i zarazem najdłuższy etap z nową dla mnie trasą poprowadzoną głównie po izerskich szutrach przyszło nam pokonywać w upalnych klimatach (średnio 30°C).
Tak jak poprzednio - o przebiegu rywalizacji nic ciekawego nie mam do napisania, tradycyjnie już przez cały wyścig tkwiłem w drugiej połowie stawki, czyli po prostu jechałem swoje.
Trasa moim zdaniem była troszkę nudna, ale nie narzekałem bo taki tutejszy jest teren. Widoczki też były. Jak wspominałem - dominowały szerokie szutry, dobrze tylko że smaczki MTB ratowały hardcorowe zjazdy, trochę ich było i to wymagających, a szczególnie ten ostatni i zarazem dość długi tak mi dał w kość, że ręce bolały od mocnego zaciskania klamek hamulcowych. Natomiast końcówka podobnie jak na 1 etapie to niezły podjazd z metą ulokowaną tuż przy Zakręcie Śmierci.
104/128 - open PRO
18/20 - M45

W akcji na izerskich szuterkach © JPbike
Kategoria dzień wyścigowy, Etapówki MTB, w górach








