top2011

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Jacek ze stolicy Wielkopolski
Info o mnie.

- przejechane: 192761.70 km
- w tym teren: 69594.25 km
- teren procentowo: 36.10 %
- v średnia: 22.49 km/h
- łączny czas: 355d 07h 48m
- najdłuższy trip: 329.90 km
- max prędkość: 83.56 km/h
- max wysokość: 2845 m

baton rowerowy bikestats.pl

Wyprawy z sakwami

polska
logo-paris
logo-alpy
TN-IMG-2156 TN-IMG-2156 tn-IMG-6357 south poland

Zrowerowane gminy



Archiwum 2025 button stats bikestats.pl 2024 button stats bikestats.pl 2023 button stats bikestats.pl 2022 button stats bikestats.pl 2021 button stats bikestats.pl 2020 button stats bikestats.pl 2019 button stats bikestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl 2011 button stats bikestats.pl 2010 button stats bikestats.pl 2009 button stats bikestats.pl 2008 button stats bikestats.pl

Wpisy archiwalne w kategorii

w górach

Dystans całkowity:22403.13 km (w terenie 9856.59 km; 44.00%)
Czas w ruchu:1327:48
Średnia prędkość:16.84 km/h
Maksymalna prędkość:83.56 km/h
Suma podjazdów:305695 m
Maks. tętno maksymalne:179 (102 %)
Maks. tętno średnie:166 (94 %)
Suma kalorii:3943 kcal
Liczba aktywności:338
Średnio na aktywność:66.28 km i 3h 56m
Więcej statystyk
  • dystans : 104.23 km
  • teren : 101.00 km
  • czas : 07:39 h
  • v średnia : 13.62 km/h
  • v max : 49.69 km/h
  • hr max : 162 bpm, 95%
  • hr avg : 134 bpm, 79%
  • podjazdy : 3062 m
  • rower : Orbea Oiz M20
  • Ultra Bike Maraton - Wałbrzych

    Sobota, 29 sierpnia 2026 • dodano: 02.09.2026 | Komentarze 0


    Przedstartowe chwile.
    Pobudka o 5 i sprawny czasowo dojazd do Wałbrzycha, szykowanie do startu i powitania z paroma znajomymi. Pogoda idealna do ścigania się na MTB w górach, czyli słonecznie i leciutko poniżej 20°C, chociaż warunki są po nocnym deszczu - będzie błotko i było, ale bez przesady, trasa jest dość błoto-odporna, wiem o tym, bo dwa tygodnie sprawdzałem ją.

    Wyścigowe chwile.
    Start ostatniego w sezonie Ultra o 9:30. Już od pierwszych km-ów wszystko poszło po moich myślach, czyli słabiutką mam formę i jechałem cały czas w ogonie, zresztą parokrotnie już pisałem że od jakiegoś czasu nie trenuję należycie i oczywisty powód znam.
    Jedyne chwile rywalizacji miałem na początku - jednego gościa wyprzedziłem, na chwilę spojrzałem zza pleców - jechało tam około 10 osób z których tylko jedna dotarła do mety, czyli było ultra ciężko. No i parokrotnie tasowałem się z Czechem jadącym na wypasionym sprzęcie z pełną elektroniką - odpadłem z walki na drugiej rundzie z oczywistego powodu - ultra zmęczenia.
    O ile pierwszą rundę pokonałem całkiem przyzwoicie, była nawet frajda z jazdy, bo fajną trasę ułożyli, to drugą rundę przyszło mi pokonywać głównie siłą woli, albo włóczyć się na zgonie, parokrotnie chciałem się... wycofać, był moment że skończyło mi się picie i żarcie, kilka razy musiałem stanąć i złapać oddech, trzy ostatnie strome podjazdy butowałem, a ostatni bufet był dla mnie zbawieniem. Koniec końców udało się dotrzeć do mety... 14 minut po oficjalnym zamknięciu wszystkich tras i będąc przedostatnim w stawce Ultrasów.

    Powyścigowe chwile.
    Po brakującą połówkę pięknego medalu za ukończenie Ultra musiałem udać się do biura, oczywiście wręczyli mi - ale ulga i zarazem radocha była, bo tegoroczny „wyścigowy“ cel zrealizowany :)
    Prócz tego czekało na mnie dobre i elegancko zapakowane żarcie powyścigowe i mogłem popatrzeć jak organizator już się zwijał, a na parkingu zostało kilka aut, uciąłem sobie pogawędkę z Krystianem z STS - kiedyś rywalizowaliśmy na grabkowym giga jak równy z równym, a tegoż dnia włożył mi... ponad półtorej godziny straty.
    Ogólnie to był długi i fajnie spędzony dzień, oczywiście z pasją MTB :)

    34/35 - open Ultra
    7/7 - M5 (nieoficjalnie, podziału na kategorie nie było)

    Strata do zwycięzcy open (Karol Ostaszewski, JBG2 (wiadomo)) - 2:58:19 godz (MASAKRA)
    Strata do (nieoficjalnego) zwycięzcy M5 (Arkadiusz Jusiński) - 1:56:24 godz (MASAKRA)

    W klasyfikacji generalnej ULTRA zająłem 15 miejsce - OSTATNIE wśród tych co ukończyli wszystkie 3 wyścigi.


    W akcji na pierwszych km-ach. Ten rywal zaliczył DNF
    W akcji na pierwszych km-ach. Ten rywal zaliczył DNF © JPbike

    Błotna dokumentacja powyścigowa
    Błotna dokumentacja powyścigowa © JPbike

    Wyścigowy cel sezonu 2026 zaliczony :)
    Wyścigowy cel sezonu 2026 zaliczony :) © JPbike

    Piękny medal ULTRA - podoba mi się bardzo :)
    Piękny medal ULTRA - podoba mi się bardzo :) © JPbike




  • dystans : 55.03 km
  • teren : 50.00 km
  • czas : 04:05 h
  • v średnia : 13.48 km/h
  • v max : 42.11 km/h
  • hr max : 161 bpm, 95%
  • hr avg : 131 bpm, 77%
  • podjazdy : 1534 m
  • rower : Orbea Oiz M20
  • Rekonesans trasy wałbrzyskiego BM

    Niedziela, 16 sierpnia 2026 • dodano: 25.08.2026 | Komentarze 0


    Na dwa tygodnie przed ostatnim tegorocznym startem w Ultra Bike Maraton postanowiłem objechać trasę wyścigu, zresztą dobrze wiedzieć co mnie czeka na tym wyścigu o długości 102km (2 rundy) i mającym ze 3000m przewyższenia, czyli grube parametry, a zwłaszcza że ja od kilku lat nie posiadam formy pozwalającej na dojechanie do mety choćby w połowie stawki Ultrasów. Powód tego stanu rzeczy znam, podpowiem tylko jedno - musiałbym mieć dużo więcej wolnego czasu na... odsypianie i trenowanie z głową.

    Szczegółowej relacji z objazdu trasy nie będzie - bo to co pojeździłem to MOJE :)

    Wypada dodać jeden fakt - dość późno dotarłem do Wałbrzycha, o 14-tej, będąc na miejscu troszeczkę popadało, przez jakiś czas wahałem się czy w ogóle jechać na rekonesans, na szczęście wypogodziło się i ruszyłem na objazd, który zakończyłem przy zaparkowanym aucie o... 20-tej, co oznaczało że do domu w Poznaniu wróciłem o północy, a pobudka do pracy o 5 rano... czyli kolejny powód że ciężko mam z czasem i chęciami na dobre trenowanie.

    W akcji na jednym z pierwszych zjazdów
    W akcji na jednym z pierwszych zjazdów © JPbike

    To najgorszy odcinek - spore tu koleiny
    To najgorszy odcinek - spore tu koleiny © JPbike

    Techniczne zjazdy biorę na maxa :)
    Techniczne zjazdy biorę na maxa :) © JPbike

    Widokowa polanka. Chwilę wcześniej były chaszcze
    Widokowa polanka. Chwilę wcześniej były chaszcze © JPbike

    W realu te skały bardziej przypominają beton
    W realu te skały bardziej przypominają beton © JPbike

    Piękny trawers późnopopołudniową porą
    Piękny trawers późnopopołudniową porą © JPbike

    Klimatyczna końcówka trasy
    Klimatyczna końcówka trasy © JPbike


    Kategoria do 100 km, w górach


  • dystans : 42.08 km
  • teren : 34.00 km
  • czas : 03:06 h
  • v średnia : 13.57 km/h
  • v max : 52.48 km/h
  • hr max : 168 bpm, 99%
  • hr avg : 131 bpm, 77%
  • podjazdy : 1215 m
  • rower : Orbea Oiz M20
  • Opawskie zbocza i szczyty

    Piątek, 14 sierpnia 2026 • dodano: 24.08.2026 | Komentarze 0


    Długi sierpniowy weekend spędzany na swoim drugim domowym podwórku - u podnóża Gór Opawskich.
    Start o 12:08 (25°C) w pięknej słonecznej pogodzie, do tego ze świetną przejrzystością, co oznacza że w górach będą piękne widoczki i tak właśnie było - tylko korzystać z takich chwil z pełną pasją, w moim przypadku to jest górskie i rasowe MTB-owanie :)

    Solidna opawska wspinaczka
    Solidna opawska wspinaczka © JPbike

    Na Srebrnej Kopie (785m), coraz bardziej zarastającej (by dron)
    Na Srebrnej Kopie (785m), coraz bardziej zarastającej (by dron) © JPbike

    Biskupia Kopa (890m) kolejny raz zaliczona
    Biskupia Kopa (890m) kolejny raz zaliczona © JPbike

    Pięknie tam :)
    Pięknie tam :) © JPbike

    Trawesowanie zbocza, czyli ja w swoim żywiole :)
    Trawersowanie zbocza, czyli ja w swoim żywiole :) © JPbike

    Klimatyczny i graniczny wąwóz
    Klimatyczny i graniczny wąwóz © JPbike

    Kokurydziane ostatnie km-y (by dron)
    Kokurydziane ostatnie km-y (by dron) © JPbike


    Kategoria do 50 km, dron, w górach


  • dystans : 101.88 km
  • teren : 98.00 km
  • czas : 06:49 h
  • v średnia : 14.95 km/h
  • v max : 48.83 km/h
  • hr max : 161 bpm, 95%
  • hr avg : 122 bpm, 72%
  • podjazdy : 2065 m
  • rower : Orbea Oiz M20
  • Ultra Bike Maraton - Polanica-Zdrój

    Niedziela, 19 lipca 2026 • dodano: 22.08.2026 | Komentarze 0


    Drugi z trzech zaplanowanych maratonów ULTRA.

    Krótka relacja będzie, po prostu kilkugodzinne siedzenie przy kompie to już nie moja bajka - szkoda reszty mojego aktywnego życia, zwłaszcza że mam 51 lat i... niestety czuję już to :)

    Dojazd do Polanicy-Zdroju wprost z podnóża Gór Opawskich, towarzyszył mi również kompan Drogbas, który wybrał się w roli turysty, dodam również że wczorajszego dnia wypiliśmy DUŻO piw (w najlepszym towarzystwie :)), co za tym idzie - na tym ultra wystartowałem będąc najgorzej przygotowanym, czyli bez regeneracji (po wyprawie), bez wyspania (start o 9:30), bez śniadania, bez...
    Natomiast o przebiegu rywalizacji w moim wykonaniu nie ma co pisać - poza paroma faktami - to była najbardziej wertepiasta trasa, taka pod fulla, było dużo dzikich odcinków, dwa razy dopadł mnie deszcz (oczywiście zmokłem, uwaliłem siebie i Oiza błotem), tylko jeden moment rywalizacji miałem (załatwiłem rywala na ostatnim zjeździe po mokrych kamieniach), całe to ultra (2 rundy) jechałem tak długo że Drogbas z aparatem foto (znaczy smartfonem) w fajnym miejscu nie doczekał się na mnie, a gdy wpadłem na metę to prawie pusto już było, prócz miłych dwóch pań, które wręczyły mi drugą (z trzech) połówkę pięknego medalu ultrasa.

    39/42 - open Ultra
    5/6 - M5 (nieoficjalnie, podziału na kategorie nie było)

    Strata do zwycięzcy open (Mariusz Kozak) - 2:17:05 godz (aż tyle... MASAKRA)
    Strata do (nieoficjalnego) zwycięzcy M5 (Janusz Nieboras) - 1:13:42 godz


    W akcji. Tu jeszcze czyściutki ja :)
    W akcji. Tu jeszcze czyściutki ja :) © JPbike

    Błotna dokumentacja po wyścigu :)
    Błotna dokumentacja po wyścigu :) © JPbike




  • dystans : 124.73 km
  • czas : 06:32 h
  • v średnia : 19.09 km/h
  • v max : 70.42 km/h
  • podjazdy : 1332 m
  • rower : Accent Peak 29
  • Południowe obrzeże Polski - dzień 5

    Czwartek, 16 lipca 2026 • dodano: 19.08.2026 | Komentarze 0


    Pobudka tegoż dnia wyszła nam dość wcześnie, więc kawa, śniadanie (resztki wczorajszej pizzy), zwijanie obozowiska i ruszamy o 8:34 na dalszą trasę, początkowo w mglistych klimatach, a następnie już do końca dnia w pięknej słonecznej aurze, do tego bez upałów - tylko korzystać z aktywnego życia na urlopie :)

    Godzina 6:18, mglisty poranek
    Godzina 6:18, mglisty poranek © JPbike

    Zamglenie takie że nie wiemy czy jesteśmy w górach, czy w Wielkopolsce :)
    Zamglenie takie że nie wiemy czy jesteśmy w górach, czy w Wielkopolsce :) © JPbike

    W trakcie przerwy na drugie śniadanie, tuż przed granicą ze Słowacją (tak, ponownie kręciliśmy fragment trasy poza PL) podjechał do nas lokales na zdychającym skuterze, który przymusowo musiał się zatrzymać z powodu niebieskiego dymu z rury wydechowej, pogadaliśmy sobie i dowiedzieliśmy się że w tamtym miejscu są piękne widoki zarówno na Tatry, jak i Babią Górę - tyle że akurat te widoki były zamglone/zachmurzone...

    Długa prosta, to w Słowacji
    Długa prosta, to w Słowacji © JPbike

    Trochę się wypogodziło. Widok na Babią Górę
    Trochę się wypogodziło. Widok może na Babią Górę, albo na Pasmo Policy © JPbike

    Tylko tyle udało nam się zobaczyć Tatry
    Tylko tyle udało nam się zobaczyć Tatry © JPbike

    Słowacki odcinek to aż 15km kręcania przez trzy wioski
    Słowacki odcinek to m.in. aż 15km kręcenia przez trzy wioski © JPbike

    Dokręcamy do granicy w Korbielowie (ponad 800m.n.p.m)
    Dokręcamy do granicy w Korbielowie (ponad 800m.n.p.m) © JPbike

    Beskidzki zjadd w dolinę rzeki Soły
    Beskidzki zjazd do doliny rzeki Soły © JPbike

    Podjazd dnia, Kamesznica - Koniaków zaliczony, było GRUBO
    Podjazd dnia, Kamesznica - Koniaków zaliczony, było GRUBO © JPbike

    Kompan podjeżdzający zygzakiem i załapane Audi 80, chyba Quattro :)
    Kompan podjeżdżający zygzakiem i załapane Audi 80, chyba Quattro :) © JPbike

    Piękny beskidzki widoczek
    Piękny beskidzki widoczek © JPbike

    Tędy się podjeżdża na Ochodzitą, wspomnienia takie aż musiałem poprosić o fotkę :)
    Tędy się podjeżdża na Ochodzitą, wspomnienia takie aż musiałem poprosić o fotkę :) © JPbike

    Istebna. Ci z czasów MTB Martahon znają to miejsce
    Istebna. Ci z czasów MTB Martahon znają to miejsce © JPbike

    W powyższym miejscu czas na makaronową przerwę obiadową w dużej zadaszonej wiacie.

    Z sentymentu odwiedziliśmy słynne istebniańskie korzonki - obecnie zdewastowane :(
    Z sentymentu odwiedziliśmy słynne istebniańskie korzonki - obecnie zdewastowane :( © JPbike

    Przed nami i zgodnie z planem został do pokonania dobrze znany podjazd na Kubalonkę, zjazd do Wisły - z sentymentem mijałem miejsce, w którym kończyłem pamiętną Wyprawę Dookoła Polski, po tym dokręcamy do Ustronia, zakupy żywnościowe i jazda na wyczajony w necie kemping tuż przy brzegu Wisły.

    Wisła w Ustroniu
    Wisła w Ustroniu © JPbike

    No i rozkładamy swoje płócienne chatki, ciepły prysznic (płatny), kolacja, piwko z chipsami i już po zmierzchu kładziemy się do spania.

    Wieczór na kempingu w Ustroniu
    Wieczór na kempingu w Ustroniu © JPbike

    TRASA - na stravie.
    KLIK do dnia czwartego, KLIK do dnia szóstego).




  • dystans : 154.64 km
  • teren : 0.30 km
  • czas : 08:26 h
  • v średnia : 18.34 km/h
  • v max : 65.95 km/h
  • podjazdy : 1831 m
  • rower : Accent Peak 29
  • Południowe obrzeże Polski - dzień 4

    Środa, 15 lipca 2026 • dodano: 11.08.2026 | Komentarze 0


    Pobudka, śniadanie (w wiacie), podładowanie powerbanka, zwijanie namiotów i ruszamy o 8:50, w pochmurnych klimatach na kolejne górskie kręcenie z sakwami. Jak się później okazało - to był długi czasowo i najbardziej przewyższeniowy dzień wyprawy.

    Przekraczamy graniczny most nad Popradem
    Przekraczamy graniczny most nad Popradem © JPbike

    Jazda wzdłuż Popradu i linii kolejowej
    Jazda wzdłuż Popradu i linii kolejowej © JPbike

    W takich klimatach przyjemnie się kręci
    W takich klimatach przyjemnie się kręci © JPbike

    Tam na górze - średniowieczny zamek w Rytrze
    Tam na górze - średniowieczny zamek w Rytrze © JPbike

    Czas na kolejne i solidne wspinaczki
    Czas na kolejne i solidne wspinaczki © JPbike

    Jest pięknie - Drogbas to potwierdza :)
    Jest pięknie - Drogbas to potwierdza :) © JPbike

    Ku naszej uciesze - terenowy fragmencik też się trafił :)
    Ku naszej uciesze - terenowy fragmencik też się trafił :) © JPbike

    Po dotarciu nad Dunajec parokrotnie dopadł nas przelotny deszcz
    Po dotarciu nad Dunajec parokrotnie dopadł nas przelotny deszcz © JPbike

    Jazda wzdłuż Dunajca
    Jazda wzdłuż Dunajca © JPbike

    Klimatyczne spojrzenie na szczyty Beskidu Sądeckiego
    Klimatyczne spojrzenie na szczyty Beskidu Sądeckiego © JPbike

    Sentymentalne spojrzenie na gorczańską wieżę na Lubaniu
    Sentymentalne spojrzenie na gorczańską wieżę na Lubaniu © JPbike

    Po dotarciu do Krościenka nad Dunajcem decydujemy się na jazdę dość ruchliwą 969-tką do Dębna, by zyskać na czasie i zgodnie z planem dotrzeć tegoż dnia na nocleg gdzieś na zachód za Zakopanem, co oczywiście udało się zrobić to za widna.

    Na trasie 969-tki. Tatry (poza kadrem) niestety tegoż dnia były zachmurzone
    Na trasie 969-tki. Tatry (poza kadrem) niestety tegoż dnia były zachmurzone © JPbike

    Na zachodnim fragmencie Velo Czorsztyn
    Na zachodnim fragmencie Velo Czorsztyn © JPbike

    Ten po prawej to ma gadane ze zwierzakami :)
    Ten po prawej to ma gadane ze zwierzakami :) © JPbike

    Czas na podjazd dnia (Biały Dunajec - Gubałówka)
    Czas na podjazd dnia (Biały Dunajec - Gubałówka) © JPbike

    Dla takich widoczków WARTO :)
    Dla takich widoczków WARTO :) © JPbike

    Widoczek z podjazdu na Ząb
    Widoczek z podjazdu na Ząb © JPbike

    Końcówka podjazdu na Gubałówkę
    Końcówka podjazdu na Gubałówkę © JPbike

    Tak wygląda komercyjna rzeczywistość na Gubałówce
    Tak wygląda komercyjna rzeczywistość na Gubałówce © JPbike

    Tej panoramy na znane miasto nie trzeba przedstawiać
    Tej panoramy na znane miasto nie trzeba przedstawiać © JPbike

    Najwyższy punkt wyprawy zdobyty. Piona kompanie :)
    Najwyższy punkt wyprawy zdobyty. Piona kompanie :) © JPbike

    Po zacnej przerwie na szczycie - trzeba jechać dalej, w tym przypadku mieliśmy bardzo fajny zjazd do Nowej Bystrej i dalej w stronę Czarnego Dunajca, w którym zrobiliśmy przerwę na obiadokolację w postaci dużej pizzy (nie zjedliśmy całej, więc reszta była na śniadanie następnego dnia). Po tym była już późna pora i powoli zapadał zmrok. Udaje nam się jeszcze zrobić zakupy w Biedronce i namierzyć online pole namiotowe - po dotarciu na miejsce owe pole okazało się jakby opuszczone, nikogo z obsługi nie spotkaliśmy, ważne że polanka jest wykoszona, więc bez zastanawiania rozbijamy obóz, ogarniamy się, wieczorne piwko i czas spać.

    Obóz gotowy. Klimatyczny mglisty wieczór
    Obóz gotowy. Klimatyczny mglisty wieczór © JPbike

    Jak już wspominałem na początku wpisu - to był długi i fajny dzień z najwyższym przewyższeniem na wyprawie i wypada dodać jeden minus - mocno zachmurzony "widok" na tatrzańskie szczyty.

    TRASA - na stravie.
    KLIK do dnia trzeciego, KLIK do dnia piątego.




  • dystans : 126.09 km
  • czas : 07:14 h
  • v średnia : 17.43 km/h
  • v max : 71.90 km/h
  • podjazdy : 1703 m
  • rower : Accent Peak 29
  • Południowe obrzeże Polski - dzień 3

    Wtorek, 14 lipca 2026 • dodano: 08.08.2026 | Komentarze 2


    Nazajutrz, na fajnym polu namiotowym sprawnie zleciały nam zarówno śniadanie (w wiacie) i zwijanie ekwipunku turystycznego, po czym ruszamy o 8:57 na dalszą trasę, mając spoczko temperaturkę na poziomie poniżej 20°C i trochę zamglone klimaty pięknego Beskidu Niskiego.

    Już od pierwszych km-ów mamy świetne humory :)
    Już od pierwszych km-ów mamy świetne humory :) © JPbike

    Jest pięknie. Tylko kręcić tędy
    Jest pięknie. Tylko kręcić tędy © JPbike

    Wśród soczystej zieleni
    Wśród soczystej zieleni © JPbike

    Po przejechaniu 20km wypogodziło się na dobre, można zdjąć podkoszulek i robimy przerwę w przydrożnej wiacie. Wymyśliliśmy również że wypróbuję ładowanie telefonu poprzez zamocowanie paneli solarnych do tylnych sakw - faktycznie, po ujechaniu w pięknym słońcu kilkadziesiąt km-ów cosik tam się naładowało :) 

    Przejazd przez zabytkowy, żelazny most na Wisłoce w Krempnej
    Przejazd przez zabytkowy, żelazny most na Wisłoce w Krempnej © JPbike

    Wjeżdżamy do Magurskiego Parku Narodowego
    Wjeżdżamy do Magurskiego Parku Narodowego © JPbike

    Przejazd przez MPN przebiega przez taki podjazdowo - zjazdowy asfalcik
    Przejazd przez MPN przebiega przez taki podjazdowo - zjazdowy asfalcik © JPbike

    Spotkanie z pieszą wiarą
    Spotkanie z pieszą wiarą © JPbike

    Kompan, który na tejże wyprawie zajmuje się nawigowaniem (w wersji online) parę km-ów wcześniej zapytał mnie czy możemy kawałek trasy pokonać przez Słowację - bez wahania się zgodziłem, ale i tak oznaczało to że nasza trasa wypadła z kategorii "Dookoła Polski".

    Słowacki widoczek (1)
    Słowacki widoczek (1) © JPbike

    Słowacki widoczek (2)
    Słowacki widoczek (2) © JPbike

    Wracamy do Polski... podjazdem, który dał nam w kość
    Wracamy do Polski... podjazdem, który dał nam w kość © JPbike

    Po wjechaniu do kraju zastajemy dwujęzyczne nazwy wiosek
    Po wjechaniu do kraju zastajemy dwujęzyczne nazwy wiosek © JPbike

    Tu miała być gruppen fota w ruchu, a wyszła stójkowa :)
    Tu miała być gruppen fota w ruchu, a wyszła stójkowa :) © JPbike

    Cerkiew Opieki Matki Bożej w Hańczowej
    Cerkiew Opieki Matki Bożej w Hańczowej © JPbike

    W miarę zbliżania się do Krynicy-Zdroju te świetne dla rowerzystów boczne asfalciki zaskakują nas zarówno pięknymi widoczkami, jak i solidnymi nachyleniami zarówno w górę, jak i w dół, czyli coś dla koneserów rasowego górskiego kręcenia :)
    Żebyście wiedzieli - najlżejsze przełożenie u mnie to 32-36 (nie wspomnę o sakwiarskim obciążeniu), a u bikepackingowego kompana to 32-50...

    Z cyklu
    Z cyklu "Ja w swoim turystycznym żywiole" :) © JPbike

    Przejazd przez Krynicę-Zdrój (1)
    Przejazd przez Krynicę-Zdrój (1) © JPbike

    Przejazd przez Krynicę-Zdrój (2)
    Przejazd przez Krynicę-Zdrój (2) © JPbike

    Owe ładne (i tłoczne w sezonie) miasto kojarzy mi się głównie z golonkowymi maratonami - przed laty startowałem tu trzykrotnie, w 200920102011.
    Poza tym zatrzymaliśmy się przy małej pizzerii na obiad. Następnie kręcimy wzdłuż przygranicznej rzeki Poprad. W Muszynie odwiedzamy zakupowo Biedronkę, po czym lunął na nas deszcz, decydujemy się przeczekać w zadaszonym miejscu, trochę to trwało.

    Jazda wzdłuż Popradu. Po deszczu wyszło klimatyczne słońce
    Jazda wzdłuż Popradu. Po deszczu wyszło klimatyczne słońce © JPbike

    No i czas poszukać miejscówki na nocleg. Najpierw znajdujemy osłoniętą i mokro-trawiastą polankę, na której zaatakowało nas agresywne robactwo, więc szukamy dalej. W pewnym momencie kompan wpadł na pomysł sprawdzenia online pola namiotowego i faktycznie coś fajnego się znalazło, tyle że po słowackiej stronie, ale i tak bardzo nam się podobało - pięknie przystrzyżona trawa, staw z dużą rybą, zadaszona wiata, nówka prysznice.

    Kolejna piękna miejscówka się trafiła :)
    Kolejna piękna miejscówka się trafiła © JPbike

    I tak już rozbijamy namioty, wspólne wieczorne piwko, kolacja i spać.
    Kolejny piękny dzień na wyprawie mieliśmy, na starość będzie co wspominać :)

    TRASA - na stravie.
    KLIK do dnia drugiego, KLIK do dnia czwartego.




  • dystans : 132.28 km
  • czas : 06:37 h
  • v średnia : 19.99 km/h
  • v max : 65.39 km/h
  • podjazdy : 1418 m
  • rower : Accent Peak 29
  • Południowe obrzeże Polski - dzień 2

    Poniedziałek, 13 lipca 2026 • dodano: 03.08.2026 | Komentarze 4


    Po wczorajszym i całodniowym niewyspaniu obaj twardo spaliśmy, ale i tak o długim odsypianiu nie było mowy - trzeba jechać dalej. Poranna krzątanina sprzętowa przebiegła sprawnie, na wstępne "śniadanie" mieliśmy kawę i misie haribo, a tuż przed ruszeniem zjawił się bocian, a cały czas zastanawialiśmy się czy będziemy mieli bieszczadzkie spotkanie z niedźwiedziem... :)

    Witamy w krainie niedźwiedzi i straży granicznej :)
    Witamy w krainie niedźwiedzi i straży granicznej :) © JPbike

    Drogbas prerwszy raz w życiu spogląda na piękne Bieszczady
    Drogbas pierwszy raz w życiu spogląda na piękne Bieszczady © JPbike

    Sporo tu bocianów
    Sporo tu bocianów © JPbike

    W Lutowiskach robimy pit-stop na zakupy żywnościowe, głównie świeże śniadanie, które spożywamy w drewnianym przystanku autobusowym.

    Ten metalowy kosz na śmieci to oczywista ochrona przed niedźwiedziami
    Ten metalowy kosz na śmieci to oczywista ochrona przed niedźwiedziami © JPbike

    Cerkiew w Lutowiskach, w wersji miniaturowej
    Cerkiew w Lutowiskach, w wersji miniaturowej © JPbike

    Widoczek na bieszczadzkie szczyty
    Widoczek na bieszczadzkie szczyty © JPbike

    Jazda dalej trasą Wielkiej Pętli Bieszczadzkiej
    Jazda dalej trasą Wielkiej Pętli Bieszczadzkiej © JPbike

    Dotarliśmy na południowo-wschodni kraniec wyprawy
    Dotarliśmy na południowo-wschodni kraniec wyprawy © JPbike

    Chwila górskiego oddechu na Przełęczy Wyźniańskiej (860m)
    Chwila górskiego oddechu na Przełęczy Wyźniańskiej (860m) © JPbike

    Klimatycznie tam, tylko kręcić tędy :)
    Klimatycznie tam, tylko kręcić tędy :) © JPbike

    Kolejna wspinaczka
    Kolejna wspinaczka, na Przełęcz Wyżną (872m) © JPbike

    Jest pięknie :)
    Jest pięknie :) © JPbike

    Po wjechaniu na Przełęcz Wyżną mamy przed sobą fajny, dość długi i dość łagodny zjazd wśród lasów i bieszczadzkich wiosek, w jednej się zatrzymaliśmy przy sklepiku... :)
     Na Szczerbanówce (wieża widokowa) zastajemy trochę zamglone widoki na szczyty
    Na Szczerbanówce (wieża widokowa) zastajemy trochę zamglone widoki na szczyty © JPbike

    Powoli i z widokowym rozmachem opuszczamy Bieszczady
    Powoli i z widokowym rozmachem opuszczamy Bieszczady © JPbike

    Jest fajnie - to widać :)
    Jest fajnie - to widać :) © JPbike

    Czas na pierwsze w życiu zwiedzanie Beskidu Niskiego
    Czas na pierwsze w życiu zwiedzanie Beskidu Niskiego © JPbike

    Cerkiew Opieki Matki Bożej w Komańczy
    Cerkiew Opieki Matki Bożej w Komańczy © JPbike

    W Komańczy przysklepowy postój i kawałek dalej, tradycyjnie w przystanku autobusowym robimy makaronową przerwę obiadową.

    Jazda takimi odcinkami to sama przyjemność - cisza i spokój
    Jazda takimi odcinkami to sama przyjemność - cisza i spokój © JPbike

    Wisłok Wielki. Cerkiew św. Onufrego
    Wisłok Wielki. Cerkiew św. Onufrego © JPbike

    Przyjemnej jazdy ciąg dalszy
    Przyjemnej jazdy ciąg dalszy © JPbike

    Z cyklu
    Z cyklu "Uchwycony od tyłu" © JPbike

    Po dotarciu do wioski Posada Jaśliska i uzupełnieniu wody w bidonach można szukać miejscówki na przenocowanie - tym razem natrafiliśmy na miłą niespodziankę w postaci darmowego pola biwakowego z WC i możliwością kąpieli w szerokim potoku Jasiołka.
    Rozbicie obozu, kąpiel, kolacja, piwko, pogaduszki i czas spać po takim pięknym dniu :)

    Za takie miejscówki na namioty pokochaliśmy Beskid Niski :)
    Za takie miejscówki na namioty pokochaliśmy Beskid Niski :) © JPbike

    TRASA - na stravie.
    KLIK do dnia pierwszego, KLIK do dnia trzeciego.




  • dystans : 87.40 km
  • czas : 05:26 h
  • v średnia : 16.09 km/h
  • v max : 66.17 km/h
  • podjazdy : 1365 m
  • rower : Accent Peak 29
  • Południowe obrzeże Polski - dzień 1

    Niedziela, 12 lipca 2026 • dodano: 01.08.2026 | Komentarze 4


    Czas na kolejną wyprawę ze starym kompanem.
    W tym sezonie tak wyszło że nie mieliśmy ambitnych planów, zatem padł spontaniczny pomysł na tytułowe kręcenie, poczynając od Przemyśla, a kończąc u podnóża Sudetów (koło Głuchołaz), ponoć przy takiej okazji postanowiłem nadrobić górskie zaległości z pamiętnej Wyprawy Dookoła Polski, podczas której z racji braku dłuższego wolnego musiałem w Wiśle odłączyć się od fantastycznej ekipy i wrócić do Poznania, ależ to były fajne czasy, gdy jeszcze nie miałem na sobie siwizny :)

    Po wczorajszej relacji napiszę tylko że na zrobienie kolarskiego prania, uszykowania i spakowanie sprzętu do sakw miałem zaledwie 3 godziny, co oczywiście udało mi się, głównie dzięki nabraniu wprawy i doświadczeń z poprzednich wypraw. Jedyny minus - nie mam żadnego żarcia, na szczęście kompan był na to przygotowany niezłym zapasem jedzonka :)

    No to już po północy byłem gotów i jazda przez wieczorny Poznań na dworzec kolejowy, na którym oczywiście spotkałem kompana. Nasz pociąg do Przemyśla odjeżdża po 1:30, zatem spoczko mieliśmy czas i okazało się że w tym czasie do naszego składu doczepiali kolejne wagony, po wejściu na pokład zastajemy tłok i jedynie 3 wieszaki na rowery, na szczęście to MY byliśmy jedynymi rowerzystami, uff :)
    Początkowo ten tłoczny skład nas zniechęcił do zajęcia zarezerwowanych miejsc na fotelach (porozrzucali nas w dwóch różnych miejscach, taki urok PKP) i przez jakiś czas siedzieliśmy na podłodze obok swoich rumaków. Po drodze wsiadła fajna bikerka z wypasionym gravelem, którą nawet znam z widzenia (z instagrama) :)
    Później owo siedzenie na podłodze znudziło nas i udaliśmy się na swoje siedzące miejsca, Drogbas siedział bliżej naszych rowerów i pilnował ich, a ja tkwiłem na drugim końcu wagonu, od czasu do czasu próbując zdrzemnąć i podziwiałem nierówną walkę współpasażerów z zepsutą elektryką drzwi przesuwnych i prowadzących głównie do WC (dla przypomnienia - taki urok PKP).

    No dobra, w sumie cała ta podróż koleją trwała prawie 8 godzin, dało się wytrzymać i obaj zapisujemy to w swoich życiorysach jako najdłuższe kolejowanie z rowerem.


    Na dworcu w Przemyślu. Czas rozpocząć wyprawę
    Na dworcu w Przemyślu. Czas rozpocząć wyprawę © JPbike

    Przemyśl z taką miejscówką wpadł nam w oko
    Przemyśl z taką miejscówką wpadł nam w oko © JPbike

    No, z wąskimi podjazdami tu lekko nie jest
    Z wąskimi podjazdami lekko tam nie jest © JPbike

    Podziwianie panoramy Przemyśla
    Podziwianie panoramy Przemyśla © JPbike

    Jazda dalej, na właściwą trasę, w stronę Bieszczad
    Jazda dalej, na właściwą trasę, w stronę Bieszczad © JPbike

    Kapliczka napotkana na podjeżdziku
    Kapliczka napotkana na podjeżdziku © JPbike

    Zaczynają się miłe dla nas górskie klimaty
    Zaczynają się miłe dla nas górskie klimaty © JPbike

    Droga do Arłamowa, pewnie znacie to miejsce :)
    Droga do Arłamowa, pewnie znacie to miejsce :) © JPbike

    Drodzy czytelnicy mojego bloga, zapewne nie uwierzycie że... obok powyższego miejsca, podczas przerwy na wyjątkowy męski napój spotkaliśmy... trenującą Anitę Włodarczyk i jej trenera, zresztą wspólnej fotki nie będzie, bo MY w 100% rozumiemy że nie należy przeszkadzać profesjonalnym sportowcom w trakcie treningów :)

    Wjeżdżamy na południowo-wschodni kraniec Polski
    Wjeżdżamy na południowo-wschodni kraniec Polski © JPbike

    Podkarpacka przerwa, by coś przekąsić
    Podkarpacka przerwa, by coś przekąsić © JPbike

    Aerodynamiczny zjazd z wykonaniu kompana
    Aerodynamiczny zjazd z wykonaniu kompana © JPbike

    Cerkiew Narodzenia Najświętszej Marii Panny w Liskowatem
    Cerkiew Narodzenia Najświętszej Marii Panny w Liskowatem © JPbike

    Podkarpackie klimaty
    Podkarpackie klimaty © JPbike

    Wpadła nam w oko taka zacna i stara chata
    Wpadła nam w oko taka zacna i stara chata © JPbike

    Po dotarciu do Ustrzyk Dolnych i zrobieniu zakupów czas poszukać miejsca na przenocowanie, bo przez cały dzień zmagaliśmy się z wiadomym niewyspaniem. W owym mieście, po sprawdzeniu w mobilnym necie pola namiotowego i dotarciu do niego okazuje się że zamiast campingu jest tam... nowo powstały pump track. No to kręciliśmy dalej, w stronę Ustrzyk Górnych i częściowo po mokrej nawierzchni.

    Na trasie Wielkiej Pętli Bieszczadzkiej
    Na trasie Wielkiej Pętli Bieszczadzkiej © JPbike

    Miejsce na nocleg znajdujemy za wioską Czarna Górna, średniej wielkości wykoszoną polankę na niezłej wysokości (ponad 600m) i obok zaniedbanych zabudowań obrośniętych wysokimi chaszczami. Rozbicie namiotów, rozwieszenie mojego prania, kolacja, pogaduszki, obowiązkowe PIWKO i można iść spać.

    Fajna miejscówka na obozik się znalazła
    Fajna miejscówka na obozik się znalazła © JPbike

    TRASA - na stravie.
    KLIK do dnia drugiego.




  • dystans : 48.25 km
  • teren : 26.00 km
  • czas : 02:54 h
  • v średnia : 16.64 km/h
  • v max : 61.03 km/h
  • podjazdy : 983 m
  • rower : Orbea Oiz M20
  • Opawska przejażdżka MTB

    Piątek, 10 lipca 2026 • dodano: 26.07.2026 | Komentarze 0


    Start o 12:25, aura pół-słoneczna i 20°C.
    Luźne, terenowe kręcenie po stokach Gór Opawskich.

    Klimatyczna namiastka Gór Opawskich
    Klimatyczna namiastka Gór Opawskich © JPbike

    W dalszym ciągu Czesi mają minusa za taki nieubity tłuczeń
    W dalszym ciągu Czesi mają minusa za taki nieubity tłuczeń © JPbike