top2011

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Jacek ze stolicy Wielkopolski
Info o mnie.

- przejechane: 190260.97 km
- w tym teren: 68905.10 km
- teren procentowo: 36.22 %
- v średnia: 22.53 km/h
- łączny czas: 349d 23h 54m
- najdłuższy trip: 329.90 km
- max prędkość: 83.56 km/h
- max wysokość: 2845 m

baton rowerowy bikestats.pl

Wyprawy z sakwami

polska
logo-paris
logo-alpy
TN-IMG-2156 TN-IMG-2156 tn-IMG-6357

Zrowerowane gminy



Archiwum 2025 button stats bikestats.pl 2024 button stats bikestats.pl 2023 button stats bikestats.pl 2022 button stats bikestats.pl 2021 button stats bikestats.pl 2020 button stats bikestats.pl 2019 button stats bikestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl 2011 button stats bikestats.pl 2010 button stats bikestats.pl 2009 button stats bikestats.pl 2008 button stats bikestats.pl

Wpisy archiwalne w kategorii

w górach

Dystans całkowity:21311.72 km (w terenie 9500.00 km; 44.58%)
Czas w ruchu:1261:53
Średnia prędkość:16.86 km/h
Maksymalna prędkość:83.56 km/h
Suma podjazdów:286516 m
Maks. tętno maksymalne:179 (102 %)
Maks. tętno średnie:166 (94 %)
Suma kalorii:3943 kcal
Liczba aktywności:325
Średnio na aktywność:65.57 km i 3h 53m
Więcej statystyk
  • dystans : 104.46 km
  • teren : 84.00 km
  • czas : 05:18 h
  • v średnia : 19.71 km/h
  • v max : 54.98 km/h
  • hr max : 165 bpm, 97%
  • hr avg : 133 bpm, 78%
  • podjazdy : 1922 m
  • rower : Orbea Oiz M20
  • Ultra Bike Maraton - Jakuszyce

    Niedziela, 7 czerwca 2026 • dodano: 14.06.2026 | Komentarze 2


    Po kilku latach przerwy na trasy Bike Maratonu wrócił konkretny dystans - Ultra, czyli 100 km górskiej jazdy - oczywiście mnie to skusiło by wystartować, mimo że od dłuższego czasu nie trenuję regularnie, a raczej ze mnie weekendowy rasowy biker :)
    Tym razem start i metę zlokalizowali w świetnym miejscu, w wysoko położonych Jakuszycach, znanych głównie z narciarstwa biegowego. Z racji że start Ultra mamy już o 9-tej, to dla mnie wymagało pobudki o 4 nad ranem i 230km zmotoryzowanego dojazdu na miejsce - sprawnie poszło, chociaż o wyspaniu nie było mowy.
    Po spojrzeniu na mapę trasy wiadomo będzie że to trasa bardziej gravelowa niż MTB-owska - głównie leśne, szerokie i dość szybkie dukty, chociaż wertepy tak pod fulla też były, kilka asfaltowych odcinków i jedynie dwa wymagające techniki zjazdy, plus jest taki że runda Ultra biegnie po jednej dużej pętli - jak za dawnych czasów świetności dystansów giga (tęsknię).
    Przed startem rozgrzewki nie robię (brak czasu), zamieniam parę zdań ze Staszkiem i Krystianem, po czym Ultrasi (niestety tylko 33 osoby) ruszamy na długą i dość szybką trasę. Już na pierwszych, lekko podjazdowych km-ach szybko stwierdzam że do fajnej formy trochę mi brakuje, spora czołowa grupa narzuca mocne, niemal szosowe tempo i ... tyle ich widziałem do momentu, gdy na 8km trasy pojawił się gruby techniczny zjazd między drzewami i z dużymi korzonkami (znany z Bike Adventure) - zjeżdżam sobie sprawnie i dziwię się że kolejnych rywali (aż 10 sztuk) gładko tędy wyprzedzam, a właściwie wszyscy ... sprowadzają rowery (bez komentarza). W sumie to była jedyna udana akcja w moim wykonaniu na tym maratonie.
    Dalsza jazda to właściwie bardzo długie i dość szybkie pomykanie po wspomnianych szerokich duktach i niestety wszyscy, których wyprzedziłem na wspomnianym zjeździe stopniowo mnie powyprzedzali, powera w nogach brakło mi i od tamtędy kręciłem aż do mety w tempie szybkiego turysty. Natomiast najdłuższy i asfaltowy podjazd na Stóg Izerski (ponad 1000m) okrutnie mnie dobił, kolana bolały, raz musiałem ze 100m pospacerować by złagodzić ból mięśni. Po wjechaniu na znaną i obszerną Halę Izerską z pięknymi szutrami i widoczkami to właściwie musieliśmy omijać niemałą ilość turystów, zarówno pieszych, jak i rowerowych (o elektrykach nie wspominając). Na ostatnich km-ach miałem przed sobą rywala, który wyraźnie słabł na podjazdach, niestety nie udało mi się go dojść i tak już spoczko dotarłem do mety, na szczęście nie ostatni wśród Ultrasów, a moja średnia ponad 19 km/h i to w górach wskazuje że to był szybki i mało MTB-owski wyścig.

    30/33 - open Ultra
    5/6 - M5 (nieoficjalnie, podziału na kategorie nie było)

    Strata do zwycięzcy open (Mariusz Kozak) - 1:36:14 godz
    Strata do (nieoficjalnego) zwycięzcy M5 (Tomasz Batura) - 44:50 min


    W akcji. Właśnie dotarłem do mety :)
    W akcji. Właśnie dotarłem do mety :) © JPbike




  • dystans : 134.11 km
  • czas : 05:44 h
  • v średnia : 23.39 km/h
  • v max : 58.11 km/h
  • hr max : 152 bpm, 89%
  • hr avg : 122 bpm, 72%
  • podjazdy : 1546 m
  • rower : Canyon Endurace
  • "Rozgrzewka" przedwyścigowa

    Sobota, 6 czerwca 2026 • dodano: 09.06.2026 | Komentarze 0


    Czerwcówkę zaplanowałem intensywnie rowerowo - tak zrobiłem, stąd w tym przedwyścigowym wpisie taki spory szosowy kilometraż, do tego z dobrym przewyższeniem, bo z pasji trzeba korzystać póki dłuższe wolne, a odpoczywać ja to będę w grobie :)

    Start o 11:11, w pięknej letniej pogodzie i 25°C. Obrałem szosową trasę biegnącą w rejonie czesko - polskiego pogranicza, z dodatkiem dwóch znanych mi przełęczy - Lądeckiej (665m) i Jaworowej (707m), zresztą właśnie na tamtych górskich odcinkach kręciło mi się najprzyjemniej, a cała reszta trasy to głównie polne szosowe myk - myk z miłymi widoczkami na góry.

    Na takich świetnych czeskich asfalcikach szoskę da się lubić :)
    Na takich świetnych czeskich asfalcikach szoskę da się lubić :) © JPbike

    Javornik, miejski widoczek na zamek Jánský Vrch
    Javornik, miejski widoczek na zamek Jánský Vrch © JPbike

    Lądek Zdrój. Zabytkowy most odbudowali po powodzi z września 2024
    Lądek Zdrój. Zabytkowy most odbudowali po powodzi z września 2024 © JPbike

    Glacensis na Przełęczy Jaworowej (707m), tylko rower mam nieodpowiedni :)
    Glacensis na Przełęczy Jaworowej (707m), tylko rower mam nieodpowiedni :) © JPbike

    Na Rynku w Złotym Stoku
    Na Rynku w Złotym Stoku © JPbike

    Sielanka na drodze powrotnej. W tle Biskupia Kopa (890m)
    Sielanka na drodze powrotnej. W tle Biskupia Kopa (890m) © JPbike




  • dystans : 47.17 km
  • czas : 02:04 h
  • v średnia : 22.82 km/h
  • v max : 65.28 km/h
  • podjazdy : 705 m
  • rower : Canyon Endurace
  • Podeszczowa szoska

    Piątek, 5 czerwca 2026 • dodano: 06.06.2026 | Komentarze 0


    Do popołudnia padało, gdy przestało to ruszam o 16:57 (15°C) na szosową rundkę, z jednym porządnym podjazdem, a reszta to miła sielanka w słonecznych klimatach i z niemal znikomym ruchem aut, pomijając fragment ruchliwej krajowej 40-tki, czyli w sumie szoskę da się polubić, szczególnie jeśli chodzi o mnie, rasowego MTB-owca :)

    W akcji podjazdowej, na Petrovy Boudy (706m)
    W akcji podjazdowej, na Petrovy Boudy (706m) © JPbike

    Pięknie tam. Przygraniczny widoczek na Polskę
    Pięknie tam. Przygraniczny widoczek na Polskę © JPbike




  • dystans : 70.14 km
  • teren : 49.00 km
  • czas : 04:28 h
  • v średnia : 15.70 km/h
  • v max : 60.78 km/h
  • podjazdy : 1610 m
  • rower : Orbea Oiz M20
  • Opawska wyrypa MTB

    Czwartek, 4 czerwca 2026 • dodano: 05.06.2026 | Komentarze 0


    Nareszcie kilka dni wolnego, zatem skoczyłem na swoje drugie domowe podwórko - w Góry Opawskie.
    Piękna pogoda tegoż dnia panowała, słoneczna i 24°C - to trzeba wykorzystać z pasją, w moim przypadku MTB.
    Trasę wymyśliłem spontanicznie, biegnącą głownie po opawskich szutrach, które wymagają kondycji (dużo podjazdów) i bez technicznych hardcorów zjazdowych, chociaż wertepów było dużo - do tego mam świetnego fulla.
    Generalnie kolejny spoczko górski trip wyszedł mi, po tym piwko smakowało wybornie :)

    Nic, tylko kręcić tędy
    Nic, tylko kręcić tędy © JPbike

    Kravi hora (725m)
    Kravi hora (725m) © JPbike

    Pięknie tam :)
    Pięknie tam © JPbike

    Ilość takich górskich szuterków jest niezliczona
    Ilość takich górskich szuterków jest niezliczona © JPbike

    Czas na porządną wspinaczkę, na Kutny vrch (870m)
    Czas na porządną wspinaczkę, na Kutny vrch (870m) © JPbike

    Za taki nieubity tłuczeń Czesi mają minusa
    Za taki nieubity tłuczeń Czesi mają minusa © JPbike

    W akcji na Złotych Ścieżkach
    W akcji na Złotych Ścieżkach © JPbike




  • dystans : 65.44 km
  • teren : 35.00 km
  • czas : 04:11 h
  • v średnia : 15.64 km/h
  • v max : 53.79 km/h
  • hr max : 158 bpm, 93%
  • hr avg : 126 bpm, 74%
  • podjazdy : 1516 m
  • rower : Orbea Oiz M20
  • Majówkowe, opawskie MTB-owanie

    Sobota, 2 maja 2026 • dodano: 06.05.2026 | Komentarze 0


    Start o 10:31 (23°C), w fantastycznej słonecznej pogodzie i pierwszy raz w sezonie odziany na krótko, co oznacza że radocha była już od samego ruszenia :)
    Z racji krótkiej majówki - tak jak wczoraj i tegoż dnia skusiłem się na mocno górską trasę MTB, w większości biegnącą po czeskiej stronie. Śladu trasy na stravie nie będzie, bo coś w liczniku nawaliło i zapisały się jedynie cyferki, czyli ten wpis powstał w stary sposób, jak w pierwszych latach aktywności na bikestats.pl.
    Zatem po drodze zaliczyłem wymagający do MTB niebieski szlak (Olszak), stromy podjazd (i zjazd) na Zamkową Górę, Przełęcz Mokra, piękny widokowo i wymagający żółty czeski po zboczach Biskupiej Kopy, przerwa przy wodopoju, Heřmanovice, miły i łagodny podjazd czerwonym (nówka asfalcik) do Rejvíz i stamtąd długi asfaltowo - terenowo - asfaltowy zjazd czerwonym w stronę granicy, po czym wróciłem bo bazy przez Podlesie i będąc zdrowo zmęczony, po drodze zaliczając kolejne dwie wspinaczki.
    Udana dwudniowa majówka w górach, już czekam na kolejny wyjazd w mountainy :)

    Wiosenne, podjazdowe ujęcie ze skałkami (Olszak)
    Wiosenne, podjazdowe ujęcie ze skałkami (Olszak) © JPbike

    Góra Zamkowa zdobyta, podjazd ma często ze 20% ...
    Góra Zamkowa zdobyta, podjazd ma często ze 20% ... © JPbike

    Hardkor z Zamkowej - zjeżdżać trzeba umieć :)
    Hardkor z Zamkowej - zjeżdżać trzeba umieć :) © JPbike

    Widokowa i wymagająca jazda MTB po czeskim żółtym
    Widokowa i wymagająca jazda MTB po czeskim żółtym © JPbike

    Nówka czeski i podjadowy asfalcik, dwóch szosonów tędy mnie wyprzedziło
    Nówka czeski i podjazdowy asfalcik, dwóch szosonów tędy mnie wyprzedziło © JPbike

    Sezon na wodne taplanie rozpoczety. Ale frajda :)
    Sezon na wodne taplanie rozpoczęty. Ale frajda :) © JPbike

    Klimacik ze zjazdowego górskiego lasu
    Klimacik ze zjazdowego górskiego lasu © JPbike




  • dystans : 69.22 km
  • teren : 43.00 km
  • czas : 04:30 h
  • v średnia : 15.38 km/h
  • v max : 53.79 km/h
  • hr max : 166 bpm, 98%
  • hr avg : 132 bpm, 78%
  • podjazdy : 1854 m
  • rower : Orbea Oiz M20
  • Nareszcie mountainy :)

    Piątek, 1 maja 2026 • dodano: 04.05.2026 | Komentarze 0


    Tak wyszło że na kolejny upragniony wyjazd w góry musiałem czekać ponad pięć miesięcy, stanowczo za długo i muszę nad tym popracować :)
    W tegorocznym sezonie majówka okazuje się być najkrótsza, zaledwie trzy wolne dni, z tego na rower mam jedynie dwa dni (siła wyższa).
    Wybrałem się na swoje drugie domowe podwórko, do fantastycznych przyjaciół mieszkających u stóp Gór Opawskich.
    Tegoż pięknego, bo słonecznego dnia ruszam o 10:30 (16°C) swoim wspaniałym fullem na mocno górską trasę MTB, w większości po znanych mi czeskich ścieżkach, po drodze zaliczając kolejny nowy dla mnie szczyt (Kutny Vrch, 868m). Szczegółowo nie ma co pisać - wiadomo że to co pokręciłem po górach to moje, należycie wyżyłem i wyszalałem się w swoim żywiole :)
    Wypada jedynie dodać jak na majówkę przystało - po polskiej stronie mijałem niemały tłok zaparkowanych aut w popularnych miejscówkach, a na szlakach prowadzących na sławną Biskupią Kopę sporo piechurów szło, natomiast po czeskiej stronie sama miła sielanka, raptem kilkanaście osób napotkałem, dlatego często tamtędy uwielbiam kręcić.

    Piękna ta wiosna w górach
    Piękna ta wiosna w górach © JPbike

    W akcji podjazdowej. Tam dalej za mną Biskupia Kopa i Srebrna Kopa
    W akcji podjazdowej. Tam dalej za mną Biskupia Kopa i Srebrna Kopa © JPbike

    Solna Hora kolejny raz zdobyta
    Solna Hora kolejny raz zdobyta © JPbike

    Atakuję Kutny Vrch, 21% ściana podjazdowa zaliczona
    Atakuję Kutny Vrch, 21% ściana podjazdowa zaliczona © JPbike

    Kutny Vrch zdobyty. Kiedyś tu był las, który zeżarł kornik
    Kutny Vrch (868m) zdobyty. Kiedyś tu był las, który zeżarł kornik © JPbike

    Ależ widoczek ze zjazdu
    Ależ widoczek ze zjazdu © JPbike

    Pięknie i wiosennie tam. W tle Pradziad
    Pięknie i wiosennie tam. W tle Pradziad © JPbike

    Na podjeżdzie na Pricny Vrch (975m) zaskoczył mnie nówka gładki szuterek
    Na podjeździe na Pricny Vrch (975m) zaskoczył mnie nówka gładki szuterek © JPbike

    Czas na techniczną ucztę zjazdową :)
    Czas na techniczną ucztę zjazdową :) © JPbike

    Z cyklu
    Z cyklu "JPbike w swoim żywiole" © JPbike

    Na koniec trasy tradycyjnie zaliczam zjazd krętymi Złotymi Ścieżkami
    Na koniec trasy tradycyjnie zaliczam zjazd krętymi Złotymi Ścieżkami © JPbike




  • dystans : 35.55 km
  • teren : 28.00 km
  • czas : 02:23 h
  • v średnia : 14.92 km/h
  • v max : 50.43 km/h
  • hr max : 165 bpm, 97%
  • hr avg : 141 bpm, 82%
  • podjazdy : 853 m
  • rower : Orbea Oiz M20
  • Listopadowy trening na rundzie Gold Hill

    Wtorek, 11 listopada 2025 • dodano: 16.11.2025 | Komentarze 0


    Wczorajszego dnia była fajna odskocznia od roweru - powędrowałem ponad 18km po szlakach w Górach Opawskich w pochmurno - mglisto - deszczykowej aurze.

    Tegoż dnia koniecznie musiało być dobre górskie MTB-owanie, zatem skusiłem się na pokonanie jednej rundy tutejszego i doskonale znanego mi maratonu Gold Hill. 
    Aura była dość dobra, w sam raz na listopadowe pomykanie. Warunki na trasie o tej porze roku okazały się dość wymagające - niemało błotka i wielki dywan z liści, a szczególnie na takowych zjazdach trzeba było mocno się skupiać bo nie wiadomo co się kryło pod liściastą pokrywą - w efekcie nie zabrakło kilku uślizgów i glebek :)

    Ależ klimatyczny jest ten wielki dywan z liści :)
    Ależ klimatyczny jest ten wielki dywan z liści :) © JPbike

    Na podjazdowym odcinku Złotych Ścieżek
    Na podjazdowym odcinku Złotych Ścieżek © JPbike

    Tu lekko nie było, mnóstwo tam śliskiego błota
    Tu lekko nie było, mnóstwo tam śliskiego błota © JPbike

    Szutrowy i listopadowy podjazd
    Szutrowy i listopadowy podjazd © JPbike

    Najlepsze jest na koniec trasy - zjazd krętymi Złotymi Ścieżkami :)
    Najlepsze jest na koniec trasy - zjazd krętymi Złotymi Ścieżkami :) © JPbike


    Kategoria do 50 km, w górach


  • dystans : 68.41 km
  • teren : 2.00 km
  • czas : 03:15 h
  • v średnia : 21.05 km/h
  • v max : 52.14 km/h
  • podjazdy : 932 m
  • rower : Accent Peak 29
  • Górsko - podgórski rozjazd

    Niedziela, 9 listopada 2025 • dodano: 16.11.2025 | Komentarze 0


    Start o 10:41 w paskudnej listopadowej aurze i 6°C.
    Obrana trasa to głównie czesko - polskie boczne asfalciki, zaliczeniem dobrego podjazdu do Rejviz (ponad 800m) i zjazdu na którym prawie wymarzłem, następnie po przekroczeniu granicy dominowała pagórkowata jazda wśród pól i wiosek - przekonałem się że nadal i niestety my mamy gorsze asfalty od tych gładkich czeskich.

    Listopadowe klimaty u podnóża Gór Opawskich
    Listopadowe klimaty u podnóża Gór Opawskich © JPbike

    Podjazd do Rejviz zaliczony, tylko aura niefajna
    Podjazd do Rejviz zaliczony, tylko aura niefajna © JPbike

    W trakcie długiego zjazdu. Strasznie gładki ten czeski asfalcik :)
    W trakcie długiego zjazdu. Strasznie gładki ten czeski asfalcik :) © JPbike

    To już po naszej stronie. Klimacik jest
    To już po naszej stronie. Klimacik jest © JPbike

    Nowy, tymczasowy most na Białej Głuchołaskiej w Markowicach
    Nowy, tymczasowy most na Białej Głuchołaskiej w Markowicach © JPbike

    Imponujący mural w Charbielinie i przedstawiający tutejszą winnicę
    Imponujący mural w Charbielinie i przedstawiający tutejszą winnicę © JPbike




  • dystans : 44.23 km
  • teren : 27.00 km
  • czas : 03:01 h
  • v średnia : 14.66 km/h
  • v max : 47.93 km/h
  • hr max : 169 bpm, 99%
  • hr avg : 133 bpm, 78%
  • podjazdy : 1091 m
  • rower : Orbea Oiz M20
  • Górskie listopadowe MTB

    Sobota, 8 listopada 2025 • dodano: 13.11.2025 | Komentarze 0


    Nareszcie długi weekend i nareszcie wypad w góry :)
    Miejscówka gdzie się wybrałem jest klasyczną - na swoje drugie domowe podwórko, które jest położone u stóp Gór Opawskich.
    Nazajutrz wita nas piękna słoneczna pogoda, ruszam na górską trasę MTB o 11:19, po zaledwie kilkunastu minutach kręcenia aura zaczyna się psuć, czyli nadciągnęło grube zachmurzenie a później kilkukrotnie dopadł mnie drobny deszcz. Ale co tam, o zawróceniu do bazy nie było mowy - wolny dzień trzeba należycie wykorzystać i już :)
    Szczegółowo trasy nie będę opisywał, większy jej odcinek pokonywałem już kilka razy, co oznacza że mi się podoba i już :)
    Dodam tylko że początkowo planowałem zaliczyć jeszcze jeden niezdobyty dotąd szczyt i troszkę dłuższy powrót - przeliczyłem się z ilością przewyższeń, jak i przekonałem się że zabraknie mi widna, zatem trzeba było wracać do bazy, ale i tak wracając poznałem kolejny fajny odcinek trawersujący pokażne zbocze Biskupiej Kopy.
    Tak czy siak - fajna górska wycieczka MTB mi wyszła, mimo niefajnej pogody i chłodku (9°C).

    Listopadowe Opawy z rasowym bikerem :)
    Listopadowe Opawy z rasowym bikerem :) © JPbike

    Z cyklu
    Z cyklu "JPbike w swoim żywiole" :) © JPbike

    Długi podjazd starym czeskim asfaltem
    Długi podjazd starym czeskim asfaltem © JPbike

    Dronowy widoczek z trasy
    Dronowy widoczek z trasy © JPbike

    Solna Hora (868m) kolejny raz zdobyta
    Solna Hora (868m) kolejny raz zdobyta © JPbike

    Czas na zjazd
    Czas na zjazd © JPbike

    W pełni listopadowy trawers
    W pełni listopadowy trawers © JPbike

    Remontowany odcinek szosy, tu będzie gładki czeski asfalcik
    Remontowany odcinek szosy, tu będzie gładki czeski asfalcik © JPbike




  • dystans : 47.52 km
  • teren : 41.00 km
  • czas : 02:54 h
  • v średnia : 16.39 km/h
  • v max : 55.36 km/h
  • hr max : 165 bpm, 97%
  • hr avg : 145 bpm, 85%
  • podjazdy : 1210 m
  • rower : Orbea Oiz M20
  • Gold Hill MTB Maraton - Głuchołazy

    Niedziela, 31 sierpnia 2025 • dodano: 04.09.2025 | Komentarze 0


    Czwarty z rzędu start w tymże maratonie i trzeci na dystansie mega. Chociaż w tym sezonie można było nam, amatorom wystartować na giga - zrezygnowałem z tego, bo wiedziałem że tegoż dnia do optymalnej formy na królewski dystans trochę mi brakuje.
    Start krótko po 12-tej, czyli o znakomitej godzinie i nie wymagającej pośpiechu przedstartowego :)
    Stawka mega okazała się niezbyt liczebna - jakieś 30 luda, co oznaczało że od pierwszych km-ów znanej mi trasy można było robić swoje - tak było prócz momentu przyblokowania mnie na pierwszej ściance podjazdowej, którą musiałem pokonać z buta. Wiedziałem również że o dobrym wyniku open szybko mogłem zapomnieć, bo wiadomo że od dłuższego czasu nie trenuję tak jakbym chciał - wiek, ciężka i niezmienna od lat praca dają o sobie znać i pozostaje mi głównie jazda dla przyjemności i pasji MTB.
    Zatem startując z tyłów, na pierwszej rundzie kilku rywali udaje mi się wyprzedzić, jak i kilku z czołówki Classica mnie wyprzedziło, a największą radochę dają mi wszystkie zjazdy, szczególnie pokonywane na fullu - w skrócie owa runda przebiegła w moim wykonaniu dokładnie tak samo jak rok temu, nawet czas przejazdu podobny. A na superkrętym zjeździe Złotymi Ścieżkami celowałem w PR na stravie, zabrakło aż 29 sekund, czyli koncentracja chyba już nie ta ... :)
    Początek drugiej rundy to wymagające fragmenciki z wczorajszego XC, po tym długi i ciężki podjazd, gruby kamienisty zjazd (wyprzedzam jednego) i ponownie wpadamy na powtarzalną rundę, przeważnie po szerokim szutrze i z fragmentami asfaltu w Podlesiu. Przed sobą widzę znajomego mi rywala z mojej kategorii, dogonienie i wyprzedzenie go gładko poszłoby, gdyby nie mocne potknięcie na nowo powstałym mostku z belek kolejowych - jest tak umiejscowiony na końcówce zjazdu i pod sporym kątem wymagającym mocnego dohamowania i skrętu, jeszcze do tego spore szczeliny między belkami nie ułatwiają sprawy - właśnie te szczeliny mnie zatrzymały tak szybko że nie zdążyłem się wypiąć z spd-ów i w efekcie spadam z mostku wraz z rowerem do strumyka, który znajduje się w głębokim na półtora metra korycie, po chwili wylądowałem plecami w błotnym dnie i przy tym zażywając takowej kąpieli. W pierwszej kolejności sprawdzam czy jestem w jednym kawałku (OK), po czym sprawdzam rower - kierownica przesunięta, a manetka blokady zawieszenia przestała działać należycie. Dojeżdża wyprzedzony rywal (Sebastian) i pomaga mi wydostać się z głębokiego koryta, po czym prostuję kierownicę i jadę dalej, po drodze kombinując z uszkodzoną manetką - wychodzi na to że większość reszty trasy pokonam na sztywnym zawieszeniu, a amortyzację mogę uruchamiać jedynie trzymając wciśniętą dźwignię manetki, trudno. Kręcąc dalej czuję mały ból w górnej części pleców (ustąpił po kilku dniach), jak i udaje mi się wyprzedzić wspomnianego wywala z mej kategorii, po czym przez jakiś czas podążam za Sebastianem, który jednak łapie gumę na kilka km przed metą. Zanim zaczęliśmy ponowny zjazd Złotymi Ścieżkami w stronę mety to dogoniło nas stopniowo trzech najmocniejszych z giga - czyli w sumie podobna sytuacja jak rok temu. Na końcówce zjazdu wspomnianymi superkrętymi ścieżkami lewa ręka bolała mnie zarówno od tego trzymania wciśniętej manetki zawieszenia, jak i hamowania.
    W końcu docieram do mety i okazuje się że czas przejazdu rundy mega mam prawie taki sam jak rok temu. No i sprawdzam wyniki - jest upragnione pudło w najstarszej kategorii :)

    18/30 - open mega
    3/7 - Masters III

    Strata do zwycięzcy open (Diego Binder) - 48:39 min
    Strata do zwycięzcy Masters III (Marek Zieliński) - 31:34 min

    No to startujemy
    No to startujemy © JPbike

    W akcji zjazdowej
    W akcji zjazdowej © JPbike

    Kolejne miłe chwile w moim życiorysie :)
    Kolejne miłe chwile w moim życiorysie :) © JPbike