Więcej o mnie.
Kategorie
-
Beskidy MTB Trophy - 4
Bike Maraton - 11
do 100 km - 186
do 50 km - 342
do/z pracy - 206
Gogol MTB - 6
maratony - 43
MTB Marathon - 21
na orientację - 6
nocne - 55
podsumowanie - 4
ponad 100 km - 67
ponad 200 km - 12
ponad 300 km - 1
poza PL - 14
Pozostałe i lokalne starty - 5
sprzęt - 16
trenażer - 7
Uphill - 2
w górach - 78
w towarzystwie - 125
wyprawy - 8
XC - 4
z przyczepką - 4
-
Moja stajnia
w użyciu
TREK 8500
Biria MTB Sport
rezerwa
Kross Action
pechowe accenty
Accent Tormenta 1 - skradziony
Accent Tormenta 2 - skradziony
Accent Tormenta 3 - skasowany
Znam osobiście :)
-
Bikerki ...
Agata
Agenciara
Alistar
Anetka
Cykorek
CzarnaMAMBA
Djablica
Ewcia0706
Jahoo81
JoannaZygmunta
Kaisa
Karla76
Karotti
Kosma100
Lemuriza1972
Mdudi
Niradhara
Tatanka
Zelek
Bikerzy ...
AdAmUsO
Am70
Bananafrog
Blase
Bloom
Biniu
Cezar24mtb
Coda
Darecki
Dariusz79
DaVe
Djk71
DMK77
Drbike
Duda
DunPeal
Dynio
Flash
Galen
Ggrzybek
GonZoo
GraLo
Gumis2323
Hose
Igorek
Iskierka84
Jacgol
Jarekdrogbas
Jatylkopobulki
Jerzyp1956
Josip
Jurek57
Kajman
Karmi
KeenJow
Kitaxc
Klosiu
Ktone
K4r3l
MaciejBrace
Maks
Marc
Math86
Matys
Mattik
Mavic
Micor
Michael4550
Mikadarek
MKK08
Mlodzik
Młynarz
Nicram
Piotrx
Pixon
Purzyc
Rafaello
RafalCSC
Ragore
Robin
Rodman
Ryszard4859
Shem
Slec
Striderek
Sq3mka
Sq3mko
Tadzio
Toadi69
Tomalos
Watson
Winq
WRK97
WrocNam
Z3waza
Zabel
Zbyhoo
Żyła82
Archiwum
-
2012, Maj - 14 - 48
2012, Kwiecień - 20 - 131
2012, Marzec - 20 - 130
2012, Luty - 14 - 66
2012, Styczeń - 11 - 55
2011, Grudzień - 12 - 91
2011, Listopad - 12 - 96
2011, Październik - 20 - 127
2011, Wrzesień - 17 - 168
2011, Sierpień - 23 - 109
2011, Lipiec - 11 - 116
2011, Czerwiec - 3 - 154
2011, Maj - 24 - 186
2011, Kwiecień - 15 - 255
2011, Marzec - 24 - 213
2011, Luty - 26 - 187
2011, Styczeń - 18 - 199
2010, Grudzień - 19 - 171
2010, Listopad - 13 - 104
2010, Październik - 14 - 118
2010, Wrzesień - 15 - 192
2010, Sierpień - 25 - 209
2010, Lipiec - 27 - 126
2010, Czerwiec - 28 - 191
2010, Maj - 20 - 255
2010, Kwiecień - 24 - 220
2010, Marzec - 18 - 196
2010, Luty - 9 - 138
2010, Styczeń - 11 - 134
2009, Grudzień - 12 - 142
2009, Listopad - 11 - 128
2009, Październik - 8 - 93
2009, Wrzesień - 24 - 158
2009, Sierpień - 22 - 118
2009, Lipiec - 19 - 143
2009, Czerwiec - 20 - 94
2009, Maj - 19 - 164
2009, Kwiecień - 25 - 178
2009, Marzec - 14 - 137
2009, Luty - 7 - 50
2009, Styczeń - 11 - 96
2008, Grudzień - 11 - 131
2008, Listopad - 13 - 56
2008, Październik - 17 - 64
2008, Wrzesień - 17 - 62
2008, Sierpień - 21 - 78
2008, Lipiec - 18 - 38
2008, Czerwiec - 24 - 72
2008, Maj - 15 - 21
2008, Kwiecień - 7 - 40
2008, Marzec - 6 - 14
Dystans : 27.37 km
Teren : 8.00 km
Czas : 01:20 h
V średnia : 20.53 km/h
V max : 32.13 km/h
Wtorek, 22 maja 2012 • dodano: 22.05.2012 | Komentarze 0
Dwudniowa zbiorówka (poniedziałek i wtorek).
Rower: Sztywna Biria
Kategoria: do/z pracy
Dystans : 25.54 km
Teren : 9.00 km
Czas : 01:00 h
V średnia : 25.54 km/h
V max : 42.97 km/h
Poniedziałek, 21 maja 2012 • dodano: 21.05.2012 | Komentarze 2
Do chaty Drogbasa, po swoją przerzutkę od Treka, którą po maratonie w Wałbrzychu zdemontowałem by umożliwić Jarkowi start w Gnieźnie, którego jednak ostatecznie odpuścił.
Między Rusałką a Strzeszynkiem spotkałem kręcącego z przeciwka Marcina. Trochę gadki i myk w swoją stronę. Obaj kręciliśmy na swoich sztywniaczkach :)
Rower: Sztywna Biria
Kategoria: do 50 km
Dystans : 79.14 km
Teren : 77.00 km
Czas : 05:41 h
V średnia : 13.92 km/h
V max : 57.17 km/h
Sobota, 19 maja 2012 • dodano: 21.05.2012 | Komentarze 11
Dzień zaczął się pobudką o 4:15 rano. Do Wałbrzycha zajechałem bezpośrednio i zgarniając ze sobą Jarka. Dla regularnie startującego Gigowca nie jest to dobry wariant dojazdu i powrotu w dniu zawodów (250 km w jedną stronę), ale co zrobić gdy następnego dnia trzeba się zjawić na Komunii Chrześniaka ?
Po zajechaniu na miejsce, uszykowaniu ścigacza, wskoku w kolarskie portki bardzo mało czasu zostało do startu (m.in. przez kolejkę do kibla). Troszkę stresu było i do tego zapomniałem zabrać rękawiczek (pościgałem się bez i nie było tak źle). No to pospiesznie i raptem 1 km przejechałem się rozgrzać, przy okazji i w locie przywitałem się z CheEvarą (gratki za podium :)) i szybki myk do 3 sektora i to na jego ogon. Po starcie ostrym (wznieciliśmy niezłe tymany kurzu) powolutku zacząłem się przesuwać do przodu, wyprzedzając m.in. klosia. Na drugim i wąskim podjeździe kątem oka wypatrzyłem Drogbasa stojącego poza ścieżką i pochylonego w stronę napędu (pech z przerzutką i łańcuchem), wąska leśna ścieżka i jazda w grupie nie pozwoliły mi na zatrzymanie się. Dalsza jazda, w stronę tunelu przebiegła spoko, stawka w której się znajdowałem powoli, acz systematycznie się rozciągała. Przejazd przez słabo oświetlony tunel początkowo wzbudził we mnie chwile grozy, po czym szybko się zaadaptowałem do tamtejszych warunków, chociaż obawy o kraksę były. Zaraz za tunelem pierwsze z wielu na całej trasie strome podejście. Kolejne podjazdy przeplatane zjazdami, właśnie na szczycie jednego z nich doszedł mnie Tomasz Jajonek (po defekcie) z jednym gościem z czołówki (też po defekcie) i razem pomknęliśmy ostro w dół po szerokim szutrze i z luźnymi kamieniami. Prędkości jakie osiągaliśmy znaczne, raz przez głęboką dziurę zachwiało mi równowagą. Na podjeździe na kulminację wysokościową (Jeleniec, 901 m) kręciło się w miarę dobrze, kliku osobników załatwiłem. Tuż przed szczytem następne i ciężkie podejście. Zjazd z tymże szczytu dość krótki i bardzo wąski, z kilkoma powalonymi drzewami. Na drugim bufecie wypatrzyłem sleca serwisującego swojego rumaka. Kolejny podjazd, już na pętli giga. Tam pojawił się pierwszy z wielu zapierający dech w piersiach arcywidoczek (aż się prosiło o zatrzymanie na fotki i browara :)). Dokręcając na szczyt dogoniłem Justynę Frączek. Pora na zjazd w rejon Sokołowiska – to było istne hardcore ! Cały czas ostro w dół, dość wąsko, kilka agrafek, niezliczona ilość luźnych kamieni. Z trudem zjechałem, z trzema potknięciami (przez luźne kamienie i następnie przez przyblokowanie poprzedzających zawodników). Nie będę oszukiwał – ten zjazd naprawdę wymagał najwyższych umiejętności technicznych. Zjeżdżając tamtędy wyprzedziłem w sumie 6 osób, w tym mistrzynię DH :) Następna wspinaczka, w stronę granicznego szlaku. Jechało się spoko, nogi w miarę podawały. Tamtejsze rejony dobrze zapamiętałem z Głuszycy sprzed dwóch lat. Na tamtym odcinku znalazły się 2 strome podejścia (po pokonaniu wszystkich zsumowana ilość podejść na giga zaczynała mnie irytować). No … w okolicy 40-45 km zaczynał mnie łapać kryzys :( Mimo tego kręciłem twardo, po drodze wcinając resztki żelu. Do mijankowego bufetu, gdzie zarządziłem postój straciłem 4 pozycje. Po zjechaniu i połączeniu z mega trochę sił udało się odzyskać. Znalazłem się w stawce takiej, że co chwila wyprzedzałem niebieskich. Na wąskim i ciężkim podjeździe zrobiło się tłoczno i jakiś fragment z buta pokonałem, wtedy załatwiła mnie Justyna, a na stromej i krętej końcówce miałem dość spaceru i od razu wsiadłem na siodło i myk do góry. Po tym nastąpił fajny i długi singlowy trawers. Nie było łatwo tędy pomknąć szybko – nie wszyscy niebiescy ustępowali. Nagle i niespodziewanie coś na nierównościach zaczęło stukać w obręcz – ciśnienia w tylnym kole stopniowo ubywało :( Tamtejsze warunki nie pozwalały na postój i wymianę dętki, więc na resztkach powietrza udało się dokręcić do odrobinę szerszego miejsca i wziąłem się ze spokojem do roboty. Serwis poszedł spoko i bez napinki. W momencie gdy zacząłem zmieniać dętkę to obok mnie zatrzymała się dziewczyna z mega, z problemami napędowymi – szybko rzuciłem okiem i hak wykrzywiony na zewnątrz. Dokończyłem majstrowanie przy ogumieniu, a bikerka odkręciła swoją przerzutkę i kamieniem udało mi się w miarę naprostować hak i tak w sumie zleciało około 10 minut, oraz mniej więcej 10 pozycji w dół. Cóż, przynajmniej okazałem się pomocny (dziewczyna oczywiście dotarła do mety). Kręcąc dalej ostatnie 10 km to w dalszym ciągu dublowanie Megowców, ostatni ciężki fragment podjazdowy pokonany z buta i szybki myk do mety, którą minąłem bez emocji. Na mecie znajdowali się wszyscy kumple teamowi z wyjątkiem klosia, który jeszcze jechał i właśnie wtedy dotarło do mnie że Jarek musiał się wycofać z powodu defektu z napędem.
77/153 – open giga
34/58 – M3
Strata do zwycięzcy, jak i M3 (Bogdan Czarnota) – 1:42:44
Gdyby nie kapeć na końcówce i kryzys w połowie trasy, byłoby lepiej ...
Trasa okazała się bardzo ciężka, przez masę stromych podjazdów i mnóstwo podejść wysysająca sporo sił.
Sporo szerokich szutrów, luźno leżących kamieni, niezłych singli, a zjazdowych odcinków technicznych niewiele.
Wspomnę jeszcze że na całej trasie mnóstwo defekciarzy mijałem, zresztą i mnie to nie ominęło.
Zarówno z jazdy, jak i wyniku jestem średnio zadowolony.
77 (34 M3) – JPbike – 5:41:28 (1 guma, czas z licznika 5:27:22)
131 (53 M3) – klosiu – 6:30:32
DNF - Jarekdrogbas
Foto by Ela Cirocka.

Widać że bardzo ciężko było ...© JPbike
Puls - max 179, średni 150
Przewyższenie - 3154 m ! (masakra, muszę sprawdzić czy licznik nie oszukuje :))
Rower: TREK 8500
Kategoria: maratony, MTB Marathon, w górach
Dystans : 40.29 km
Teren : 33.00 km
Czas : 01:35 h
V średnia : 25.45 km/h
V max : 40.35 km/h
Czwartek, 17 maja 2012 • dodano: 17.05.2012 | Komentarze 0
Start o 18:45 - beznadziejna pora na trening. Przez pracę :(
Czasu starczyło na pokonanie jednej rundy, za to mocno pomknąłem.
Po powrocie ... poczułem niedosyt treningu :)
Przewyższenie - 254 m
Rower: TREK 8500
Kategoria: do 50 km
Dystans : 57.02 km
Teren : 20.00 km
Czas : 02:45 h
V średnia : 20.73 km/h
V max : 32.98 km/h
Czwartek, 17 maja 2012 • dodano: 17.05.2012 | Komentarze 0
Czterodniowy zbiór (poniedziałek-czwartek).
Rower: Sztywna Biria
Kategoria: do/z pracy
Dystans : 41.71 km
Teren : 0.00 km
Czas : 01:24 h
V średnia : 29.79 km/h
V max : 51.61 km/h
Wtorek, 15 maja 2012 • dodano: 15.05.2012 | Komentarze 0
Start o 18:40. Standardowa pętla przez WPN.
Ostatnio wyczyściłem od zimowych jazd napęd w wielozadaniowym rowerze.
Natomiast stare pedały XT dostały takiego luzu że przy każdym zakręceniu korbą coś porządnie stukało w stopach i powędrowały na złom. Zastąpiły je równie stare ale jare PD-M520. Jak dobrze mieć coś w zapasie :)
Rower: Sztywna Biria
Kategoria: do 50 km
Dystans : 23.04 km
Teren : 23.04 km
Czas : 01:06 h
V średnia : 20.95 km/h
V max : 40.35 km/h
Niedziela, 13 maja 2012 • dodano: 13.05.2012 | Komentarze 14
Po pobudce zastanawiałem się czy w ogóle jechać na to XC do Wągrowca, a to dlatego bo dzień wcześniej po upadku zabolał czworogłowy, a nazajutrz z tym nie było lepiej. W takich chwilach przychodzi mi do głowy to jak mawiał Armstrong: „ból przemija, skutki rezygnacji nigdy”. Więc zaryzykowałem, jak się okazało niepotrzebnie, bo podczas pedałowania bólu praktycznie nie czułem. Dobry poziom regeneracji mam :) Po zajechaniu na miejsce, całkiem fajną miejscówkę na takowe zawody (OSiR nad Jeziorem Durowskim) było jasne że będę samotnie reprezentować ProGoggli. Na ponad godzinę przed startem pora na rozgrzewkę. Troszkę chłodno było, mniej niż 15 stopni i po raz pierwszy w życiu użyłem rękawki. Już po pierwszym przejechaniu całej pętli, o długości niespełna 4 km i praktycznie w całości biegnącej po skarpie jeziora poczułem że runda doskonale mi leży. Co było na trasie ? Start i meta wokół stadionu lekkoatletycznego, masa leśnych i krętych singli, 3 strome ścianki i to z trzema wykrzyknikami (tam zyskałem najwięcej :)), 3 strome i podjeżdżalne podjazdy, 1 niepodjeżdżalny fragment skarpy (piach), 3 fragmenty długich prostych (stąd niezła średnia). Po rozgrzewce nagrzałem się tak że rękawki można było zdjąć. No dobra, po ustawieniu wszystkich Mastersów (stałem w 4 rzędzie) wystartowaliśmy i nieźle mi poszło. Błyskawicznie, bo już na pierwszym kilometrze znalazłem się w swoim miejscu. Przez pierwsze 2 okrążenia jechałem w 3 osobowej grupce, po czym znalazłem się na jej czele i zacząłem zwiększać tempo, jeden gość odpadł, a drugi z wielkim trudem dał radę utrzymać się moich pleców prawie do samej mety. Na trzecim okrążeniu lekki szok – zacząłem dublować. Jest dobrze ! Kolejne dwie rundy to mocna jazda w moim wykonaniu – wszystko doskonale szło i na miarę moich możliwości (przerzucanie biegów, hamowanie, wybieranie odpowiedniego toru jazdy, rozkładanie sił). Wspomniany gość (ze starszej kategorii) mocno starał się trzymać moich pleców, raz go zmusiłem do dania zmiany, wymiękł na najbliższym technicznym zjeżdziku :) Ostatnie (szóste) okrążenie pokonałem nadal mocno, jeden z mojej kategorii (startujący z ogona) mnie dogonił i wyprzedził, na końcówce udało się odskoczyć wspomnianemu gościowi i tak minąłem z zadowoleniem linię mety. Bez dubla !
17/53 - open super masters
8/19 - masters I
Strata do zwycięzcy (Zbigniew Górski) – 8 minut i 48 sekund.
Zarówno ze swojej jazdy i wyniku jestem zadowolony, pojechałem na 100% swoich możliwości :)
Foto by Grażyna Anna.

Ostro do przodu na singlach ...© JPbike

Na korzennej ściance. Widać że coś tam zyskuję :)© JPbike
Puls – max 177, średni 166
Przewyższenie – 450 m
Rower: TREK 8500
Dystans : 72.74 km
Teren : 53.00 km
Czas : 03:28 h
V średnia : 20.98 km/h
V max : 51.40 km/h
Sobota, 12 maja 2012 • dodano: 12.05.2012 | Komentarze 0
Start w południe. Nieźle wiało, więc uciekajmy do lasu.
Przejazd treningowy i ze średnim powerem.
Po nocnej burzy z wichurą, na całej trasie w WPN leżały tysiące połamanych patyków, gałęzi, jak i kilka powalonych drzew. Niezły trening koncentracji.
W rejonie Góreckiego powalona choinka (rzadki okaz) okazała się dla mnie zdradliwa, przy próbie ominięcia jej leśnym poboczem nie zdążyłem się wypiąć i gleba z mocnym uderzeniem czworogłowego o róg kierownicy zaliczona. Zabolało :(
Na szczycie stromego zjeżdzika spotkałem dwóch bikerów, jeden miał banana na twarzy bo udało mu się podjechać, a drugi wprowadzał :) W dalszej jeździe trochę przeszkadzał mi na podjazdach wspomniany ból. Z tego powodu zrezygnowałem z technicznego singla w rejonie Pojnik. Powrót nadwarciańskim. Przy mostku znalazła się największa przeszkoda na jaką napotkałem na swojej trasie - spore drzewo złamało się i upadło na sam mostek, łamiąc przy tym wiele okolicznych gałęzi mniejszych drzew i musiałem przenosić rower dobre 10 metrów.
Ostatnie kilometry to wmordewindowa jazda uliczkami Lubonia i Poznania.
Puls - max 159, średni 127
Przewyższenie - 796 m
Rower: TREK 8500
Kategoria: do 100 km
Dystans : 55.23 km
Teren : 20.00 km
Czas : 02:42 h
V średnia : 20.46 km/h
V max : 33.27 km/h
Piątek, 11 maja 2012 • dodano: 11.05.2012 | Komentarze 0
Czterodniowy zbiór (poniedziałek-środa i piątek).
Rower: Sztywna Biria
Kategoria: do/z pracy
Dystans : 78.00 km
Teren : 76.00 km
Czas : 05:31 h
V średnia : 14.14 km/h
V max : 57.75 km/h
Sobota, 5 maja 2012 • dodano: 06.05.2012 | Komentarze 11
Nareszcie nastało długo oczekiwane maratonowe ściganie w górach :)
Po Murowanej Goślinie miałem zapewniony drugi sektor, a właściwie ledwo się zmieściłem. W oczekiwaniu na start było trochę emocji – a to dlatego bo stałem w czwartym rzędzie od linii startu, wszystko przez garstkę osób w jedynce. Fajnie wtedy widzieć czołówkę :) Przed startem miałem ustaloną z Drogbasem taktykę równomiernego rozłożenia sił. Po ruszeniu stawki Gigowców dość szybko rasowi mocarze zaczęli mnie wyprzedzać i również szybko, bo już na początku porządnego podjazdu na Jawornik Wielki znalazłem się w swoim miejscu, a właściwie przez większość wspinaczki jechałem za Justyną Frączek :) Jako że wspomniany i długi podjazd miałem doskonale obcykany to perfekcyjnie udało się całość podjechać z tętnem na poziomie 160 i przy tym nie tracąc zbytnio wiele pozycji. Po tym pierwszy i krótki techniczny zjazd, pokonany spoko, z jednym potknięciem przez zaczepienie gałązką o kierownicę (bez komplikacji). Dalej to długi i łagodny zjazd, czasem trzeba było dokręcać do niezłych prędkości. W okolicy 15-go kilometra, po wyboistej końcówce zjazdu łańcuch zakleszczył się w korbie tak mocno że w ogóle nie dało się kręcić. Zatrzymałem się, po chwili Jarek ochoczo zjechał i tak razem usiłowaliśmy usunąć usterkę. Udało się uruchomić napęd w Treku dopiero po kilku minutach i do tego po zdjęciu koła :( Sporo osób nas wtedy minęło, w tym klosiu. Po ruszeniu na drugi podjazd pora na odrabianie strat. Nie szło mi tak jak chciałbym. Jarek zaczął mi powolutku odskakiwać. Dalej do połowy trasy giga praktycznie nic ciekawego w moim wykonaniu nie działo się, jechałem sam, klika osobników udało się dojść i wyprzedzić. Na drugim bufecie krótki postój. W końcu na jednym z wielu i ciężkim podjeździe przede mną pojawiła się sylwetka klosia, który na płaszczyźnie wyraźnie przyspieszył i na krótki czas znikł mi z oczu. Mariusza udało się dojść na końcu leśnego zjazdu i tak dalej rozpocząłem bardzo ciężki podjazd na Przełęcz Jaworową. Młynkując tędy (nie wiem czy przełożenie 26/34 to jeszcze młynek :)) nagle dostrzegłem stojącego na poboczu Jarka z małym problemem (zgubił 2 śruby mocujące blat) i dalej znów jechaliśmy razem i blisko siebie, do szczytu. Czas na zjazd czerwonym do Orłowca, technicznym i również obcykanym kilka dni wcześniej. Oczywiście pomknąłem tędy w dół na całego i nagle mocno najpierw przodem, a następnie tyłem dobiłem o niezłej wielkości ostry kamień, tak mocno że tył podskoczył i jakieś 10 metrów jechałem na przednim kole, niewiele brakowało do otb, szybko zareagowałem, wychyliłem się za siodełko i chwile grozy za mną :) Po około 500 metrach mknięcia w dół okazało się że w tylnym kole kapeć złapany :( Zszedłem na bok i operacja wymiany dętki poszła sprawnie i ze spokojem, nawet dobitą dętkę zwinąłem tak by upchać ją do kieszonki. Raptem 20-30 osób mnie wtedy wyminęło, w tym klosiu i josip. Ruszyłem dalej i … po ujechaniu 200 metrów zjazdu kolejny kapeć, tym razem w przednim kole :( Oznaczało to dla mnie koniec walki o jakiś wynik i pozycję teamowego lidera, no chyba że kumplom przytrafi się defekt lub kryzys. Druga wymiana dętki również poszła sprawnie i ze spokojem, kolejne kilkanaście osób mnie załatwiło i wyczułem że znalazłem się w ogonie giga. W końcu udało się ruszyć, na końcu zjazdu, przy bufecie zatankowałem na full bidony i jazda. Kolejny długi podjazd, powolutku szło doganianie i wyprzedzanie pojedynczych zawodników. Na szczycie fajna i gładka szutrówka, na której można było rozwinąć konkretne prędkości (z rozsądkiem). Po zjechaniu do Lutyni czas na wspinaczkę, na kulminację wysokościową – Górę Borówkową. Całość, aż do samego szczytu podjechana, 3 osoby wyprzedzone i wreszcie coś technicznego - kamienisto-korzenny zjazd z tymże szczytu. Początek z wielkimi kamolcami pokonałem spoko by nie złapać kolejnej gumy, a następnie nie wytrzymałem wolnego tempa, poniosło mnie i zaszalałem na dających w kość korzennych wybojach i przy tym kolejne 2 osoby załatwione. W końcu ostatni i bardzo stromy podjazd, rok temu pchałem tędy bike’a a tegoż dnia w całości udało się go podjechać. Na tymże podjeździe kolejne kilka osób udało się wyprzedzić, w tym Tomka. Ostatni i długi zjazd do samej mety pokonałem już bez emocji, po drodze wyprzedzając jeszcze jedną osobę (Grega z OSOZ) i tak wpadłem na metę, po czym od razu poszedłem po darmowe PIWO ! :)
112/166 – open giga
49/73 – M3
Strata do zwycięzcy, jak i M3 (Bogdan Czarnota) – 1:45:40
W sumie przez defekt i 2 kapcie straciłem 20-25 minut …
Z jazdy i równomiernego rozłożenia sił jestem zadowolony, z wyniku już nie.
Trasa okazała się bardziej kondycyjna niż techniczna, całość przejechałem bez kryzysu.
80 (37 M3) – Jarekdrogbas – 5:05:01
97 (42 M3) – klosiu – 5:19:17
108 (47 M3) – josip – 5:25:52
112 (49 M3) – JPbike – 5:31:11 (defekt z zakleszczonym łańcuchem i 2 gumy)
142 (59 M3) – Jacgol – 6:16:19 (2 gumy)

JPbike w akcji :)© JPbike

Ostatni i stromy podjazd. Dałem radę !© JPbike
Puls – max 166, średni 146
Przewyższenie – 2678 m
Rower: TREK 8500
Kategoria: maratony, MTB Marathon, w górach
Dystans : 47.12 km
Teren : 20.00 km
Czas : 02:41 h
V średnia : 17.56 km/h
V max : 49.96 km/h
Piątek, 4 maja 2012 • dodano: 06.05.2012 | Komentarze 0
Majówka w górach - dzień 4
Na dzień przed maratonem i późnopopołudniową porą wyruszyliśmy w trzyosobowym składzie - Jarek, Zbyszek i ja do Złotego Stoku. Na tamtejszym rynku spotkaliśmy Wojtka Gogolewskiego (jedzie mega). Po wizycie w biurze zawodów i zeskanowaniu numerków Zbyszek postanowił nie męczyć się dalej i ruszył w drogę powrotną, a my dwaj mocno czuliśmy niedobór górskiej jazdy i postanowiliśmy objechać dystans mini. Podjazd pod Jawornik Wielki został miło i na mięciutkim przełożeniu pokonany. Na szczycie, na wieży widokowej trochę czasu zleciało na gadu-gadu i spożyciu złocistego trunku. Po tym krótki i techniczny zjazd czerwonym, po napotkaniu żółtej strzałki poruszaliśmy się wg golonkowych oznaczeń. Aż w pewnym momencie przegapiliśmy skręt prowadzący do mety ... Dopiero po ujechaniu ponad 20 km trasy maratonu stwierdziłem że coś nie tak i było jasne że jechaliśmy giga :) Nisko wiszące słońce powoli zapadało i trzeba było zawrócić. Nie mieliśmy pojęcia, gdzie się znajdowaliśmy, po skręceniu na asfalt i wypytaniu miejscowych wszystko jasne - żeśmy dokręcili do wioski Chwalisław, dalej pozostało nam dotarcie do głównej drogi nr 46 i tak przy zapadającym zmroku, oraz częściowej mgle udało się w końcu wrócić do Kozielna.

Złoty Stok, dzień przed maratonem© JPbike

Klimatyczna wspinaczka na Jawornik Wielki© JPbike

Ustalanie taktyki z dodatkiem browara i arcywidoków :)© JPbike

No to pojechaliśmy mini ...© JPbike
Przewyższenie - 961 m
Rower: TREK 8500
Kategoria: do 50 km, w górach, w towarzystwie
Dystans : 109.61 km
Teren : 40.00 km
Czas : 05:33 h
V średnia : 19.75 km/h
V max : 55.73 km/h
Czwartek, 3 maja 2012 • dodano: 06.05.2012 | Komentarze 3
Majówka w górach - dzień 3
Tegoż dnia, po pobudce w rejonie Kozielna coś tam popadywało, mieliśmy trochę majstrowania i czyszczenia przy swoich rowerkach.
Jakiegoś pomysłu na trasę nie miałem. W końcu zdecydowałem się wybrać na Śnieżnik, wraz z pomysłodawcą trasy - Mariuszem. Reszta kumpli nie przystała na propozycję, bo to jest porządna stówka z porządnymi górkami :)
I tak dwóch zatwardziałych Gigowców ruszyło w stronę czeskiego Javornika i stamtąd zaczął się asfaltowy podjazd na graniczną Przełęcz Lądecką, pokonany spoko i z pierwszym postojem na szczycie. Następnie skierowaliśmy się na zielony szlak biegnący po sporej wysokości i dalej niebieskim z fragmentem do podejścia prowadzącym na atrakcję turystyczną - ruiny Zamku Karpień. Po zwiedzeniu jazda dalej, nadal niebieskim, momentami szlak wyglądał tak jakby nie był deptany od wieków :) Jak i znalazł się stromy zjazd, oczywiście w moim wykonaniu zjechany. Po zjechaniu (piękne widoczki na trasie !) do Starego Gierałtowa przegapiliśmy skręt na wspomniany niebieski i alternatywnie udaliśmy się na wąski asfaltowy podjazd prowadzący na 1000 metrową wysokość (Przełęcz Sucha), po drodze trafiały się resztki śniegu leżące na poboczu. Po wertepiastym zjeździe pora zdobyć kulminację wycieczki - Śnieżnik, wjeżdżany w dalszym ciągu niebieskim pieszym. Po dokręceniu do wysokości prawie 1000 m znów zagapiliśmy szlak i troszkę zbyt daleko żeśmy zajechali i z racji późnej pory zapadła wspólna decyzja o powrocie i to zaledwie 2-3 km od Śnieżnika. Zjeżdżając po niefajnej nawierzchni Mariusz złapał gumę. Po tym to już tylko bardzo długi i przyjemny zjazd asfaltami w stronę Lądka Zdrój, po drodze zrobiliśmy przerwę na browarka. W Lądku Zdrój dołączył do nas Wojtek i tak w trójkę, po szybkim przejechaniu przez centrum udaliśmy się pokonać ostatni podjazd - na Przełęcz Jaworową (705 m), którego doskonale pamiętam i miło wspominam z piątego dnia Wyprawy Dookoła Polski. Wspinając tędy, Wojtek cały czas prowadził, a my dwaj w nogach mieliśmy już ponad 80 km i prawie 2 km w pionie :) No i wokół czaiły się ciemne chmury, mnie i klosia na całej trasie deszcz oszczędził, szczęściarze z nas :) Na przełęczy josip odłączył od nas i tak dalej zjechaliśmy w dół po mokrym asfalcie do Złotego Stoku i stamtąd już osobno do swoich noclegowni.
W sumie udana wycieczka z całą masą arcywidoczków, brakło jedynie zdobycia celu.
Następnym razem się uda, trzeba tylko wcześniej wyjechać, a nie jak tegoż dnia w południe :)

Na Rozdrożu Zamkowym© JPbike

Ruiny Zamku Karpień© JPbike

Tyle pozostało ...© JPbike

Mieszkańcy zamku leżącego na wysokości 775 m mieli super widoki© JPbike

Fragment niebieskiego szlaku, jak tędy zjechać ? :)© JPbike

Arcywidoczki na zjeżdzie :)© JPbike

Chwila postoju na wysokości 1000 m :)© JPbike

Darmowe tankowanie :)© JPbike

Podjazd niebieskim na Śnieżnik ...© JPbike

Tędy i wysoko żeśmy zajechali i nawrót na drogę powrotną ...© JPbike

W Lądku Zdrój dołącza do nas Wojtek :)© JPbike

Wspinaczka na Przełęcz Jaworową rozpoczęta ...© JPbike

Na szczycie pamiątkowa fota i myk w dół :)© JPbike

Jadąc już sam do Kozielna mijałem fajnie parujące krajobrazy© JPbike

Jak i podtopiona przez burzę z gradem droga się trafiła ...© JPbike
Przewyższenie - 2079 m, to już coś konkretnego !
Rower: TREK 8500
Kategoria: ponad 100 km, w górach, w towarzystwie
Dystans : 95.87 km
Teren : 30.00 km
Czas : 04:50 h
V średnia : 19.84 km/h
V max : 54.29 km/h
Środa, 2 maja 2012 • dodano: 06.05.2012 | Komentarze 4
Majówka w górach - dzień 2
Drugi w mojej rowerowej karierze wyjazd na wspaniałe do uprawiania kolarstwa górskiego rychlebskie ścieżki. Zresztą ubiegłoroczny, a jakże znakomity wypad właśnie tam okazał się wyjazdem sezonu 2011 :)
Tym razem ruszyliśmy w siedmioosobowym składzie: Jarekdrogbas, JPbike, klosiu, Maks, Marc, toadi69 i josip, z czego ten ostatni dołączył do nas w miejscowości Cerna Voda, skąd zaczynają się i kończą wspomniane ścieżki.

Mkniemy w peletoniku do czeskiej granicy© JPbike

Gładziutki czeski asfalcik. Miło i przyjemnie się tędy kręci :)© JPbike

W pobliżu grzmiało i tutaj przeczekaliśmy deszcz. Trochę czasu zleciało ...© JPbike

Docieramy do Cernej Vody. Ładnie tam :)© JPbike

Kompletny skład. Humory dopisują :)© JPbike

Otóż TO !© JPbike

Najpierw wspinaczka na 800 metrową wysokość ...© JPbike

Fajne i przemyślane kładki© JPbike

Jedni jechali, inni spacerowali :)© JPbike

Fajnie, fajnie, chciałoby się mieć coś takiego blisko domu ... :)© JPbike

Chwila odpoczynku po technicznej wspinaczce i kontrola sprzętu© JPbike

Kamienista końcówka podjazdu ...© JPbike

Na szczycie. Tych czterech odważyło sie na hardcorowy początek zjazdu :)© JPbike

No i poszli ! Kamolce robią wrażenie :)© JPbike

Następny etap. Uśmiech Wojtka mówi wszystko :)© JPbike

Radocha z jazdy tędy spora :)© JPbike

Ale fajnie ! Zresztą widać to po minie Marka :)© JPbike

Nie wszędzie jest łatwo ... :)© JPbike

Czasem trudne fragmenty dla odważnych się zdarzają ... :)© JPbike

Napierający Mariusz w akcji :)© JPbike

Czasami i konkretne widoczki się trafiają :)© JPbike

Jarek zdaje się mówić że to dobre miejsce do ćwiczenia techniki :)© JPbike

Przerwa na CZESKI BROWAR !© JPbike

Pełny relaks :)© JPbike

Pora na łatwiejszy i tez fajny odcinek. Maks lawiruje między drzewami :)© JPbike

Nawierzchnia przemyślana i nie da się zgubić ścieżki :)© JPbike

Niebiańsko-górzyste klimaty w drodze powrotnej :)© JPbike
Tak jak rok temu - BYŁO SUPER !!!
Większość trudnych odcinków w moim wykonaniu przejechana, raz od Jarka usłyszałem że za szybko po tych kamieniach pomykam :)
W porównaniu z zeszłym rokiem trochę tam pozmieniali, dodali kilka nowych i superowych odcinków zjazdowych.
Powtórzę - już czekam na następny wspólny wyjazd !
Przewyższenie - 1086 m
Rower: TREK 8500
Kategoria: do 100 km, poza PL, w górach, w towarzystwie
Dystans : 38.02 km
Teren : 20.00 km
Czas : 01:58 h
V średnia : 19.33 km/h
V max : 59.09 km/h
Wtorek, 1 maja 2012 • dodano: 06.05.2012 | Komentarze 3
Majówka w górach - dzień 1
Po dojechaniu do agro-noclegowni w Kozielnie koniecznie trzeba było uczcić rowerowo pierwszy dzień dłuższego wolnego w górach najlepiej porządnym podjazdem, wspólnym browarem spożytym na szczycie i emocjonującym zjazdem w dół :)
Towarzystwa dotrzymał mi Jarekdrogbas.
Rzuciłem pomysł na Jawornik Wielki (872 m) podjeżdżany trasą sobotniego maratonu.
Podjazd pokonaliśmy spoko. Na szczycie trochę czasu zleciało nam na rozmowach, spożywaniu Pilsa, no i zajechali na szczyt również Marc i klosiu, trochę gadki i tak dalej dwie dwuosobowe grupki osobno udały się na zjazdy. W międzyczasie przez szczyt przeszedł przelotny deszcz, Ja i Jarek w porę schroniliśmy się w zadaszonej wieży widokowej. Po jakimś czasie przypadł nam ostry i techniczny zjazd czerwonym do Orłowca, dalej dokręciliśmy do granicy, po tym zjazd czeskim czerwonym do miasteczka Bila Voda i w końcu myk do noclegowni.

Jak dobrze być znów w górach :)© JPbike

Tam, gdzieś na dole mieszkaliśmy© JPbike

Spotkanie teamowych kumpli na szczycie :)© JPbike

Na Jaworniku Wielkim, na wieży widokowej. Widoczki extra !© JPbike

Konkretny i w pełni MTB-owski zjazd czerwonym© JPbike
Puls - max 176, średni 142
Przewyższenie - 881 m
Rower: TREK 8500
Kategoria: do 50 km, w górach, w towarzystwie





