Info o mnie.
- przejechane: 186633.23 km
- w tym teren: 67338.10 km
- teren procentowo: 36.08 %
- v średnia: 22.57 km/h
- czas: 342d 17h 47m
- najdłuższy trip: 329.90 km
- max prędkość: 83.56 km/h
- max wysokość: 2845 m
Kategorie
-
Bike Maraton - 39
bikestatsowe zawody - 8
CX - 7
do 100 km - 1207
do 50 km - 1245
do/z pracy - 278
dron - 68
dzień wyścigowy - 251
Etapówki MTB - 31
Festive 500 - 55
Gogol MTB - 62
Kaczmarek Electric - 21
maratony - 180
MTB Marathon - 31
na orientację - 6
nocne - 290
podium, te szerokie też - 37
podsumowanie - 11
pomiar czasu - 67
ponad 100 km - 247
ponad 200 km - 28
ponad 300 km - 4
poza PL - 114
Solid MTB - 30
sprzęt - 50
szoska - 456
Uphill race - 8
w górach - 322
w roli kibica - 10
w towarzystwie - 404
wyprawy - 74
wysokie szczyty - 35
XC - 32
z przyczepką - 4
-
Moja stajnia
w użyciu
Orbea Oiz M20

Black Peak

Accent Peak 29
Canyon Endurace
Sztywna Biria
archiwum
Scott Scale 740
TREK 8500
Kross Action
Accent Tormenta 1
Accent Tormenta 2
Accent Tormenta 3
Archiwum
2025
2024
2023
2022
2021
2020
2019
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
-
2026, Styczeń - 4 - 0
2025, Grudzień - 8 - 0
2025, Listopad - 9 - 0
2025, Październik - 8 - 0
2025, Wrzesień - 8 - 0
2025, Sierpień - 13 - 23
2025, Lipiec - 12 - 22
2025, Czerwiec - 9 - 20
2025, Maj - 10 - 20
2025, Kwiecień - 8 - 21
2025, Marzec - 10 - 24
2025, Luty - 8 - 16
2025, Styczeń - 7 - 13
2024, Grudzień - 15 - 38
2024, Listopad - 7 - 15
2024, Październik - 9 - 21
2024, Wrzesień - 10 - 18
2024, Sierpień - 12 - 20
2024, Lipiec - 14 - 30
2024, Czerwiec - 18 - 40
2024, Maj - 10 - 24
2024, Kwiecień - 15 - 37
2024, Marzec - 12 - 29
2024, Luty - 9 - 27
2024, Styczeń - 9 - 25
2023, Grudzień - 12 - 34
2023, Listopad - 10 - 33
2023, Październik - 9 - 27
2023, Wrzesień - 11 - 28
2023, Sierpień - 8 - 16
2023, Lipiec - 16 - 43
2023, Czerwiec - 11 - 27
2023, Maj - 17 - 36
2023, Kwiecień - 12 - 45
2023, Marzec - 6 - 16
2023, Luty - 8 - 32
2023, Styczeń - 8 - 26
2022, Grudzień - 8 - 20
2022, Listopad - 8 - 25
2022, Październik - 9 - 31
2022, Wrzesień - 12 - 16
2022, Sierpień - 10 - 24
2022, Lipiec - 16 - 37
2022, Czerwiec - 12 - 26
2022, Maj - 16 - 32
2022, Kwiecień - 14 - 49
2022, Marzec - 9 - 30
2022, Luty - 8 - 18
2022, Styczeń - 10 - 27
2021, Grudzień - 10 - 25
2021, Listopad - 11 - 29
2021, Październik - 12 - 35
2021, Wrzesień - 15 - 30
2021, Sierpień - 16 - 24
2021, Lipiec - 20 - 34
2021, Czerwiec - 19 - 42
2021, Maj - 15 - 34
2021, Kwiecień - 15 - 30
2021, Marzec - 12 - 35
2021, Luty - 11 - 32
2021, Styczeń - 13 - 42
2020, Grudzień - 17 - 37
2020, Listopad - 13 - 51
2020, Październik - 14 - 40
2020, Wrzesień - 19 - 33
2020, Sierpień - 20 - 42
2020, Lipiec - 25 - 65
2020, Czerwiec - 21 - 77
2020, Maj - 21 - 75
2020, Kwiecień - 14 - 60
2020, Marzec - 7 - 21
2020, Luty - 15 - 34
2020, Styczeń - 13 - 46
2019, Grudzień - 20 - 76
2019, Listopad - 14 - 50
2019, Październik - 13 - 44
2019, Wrzesień - 24 - 46
2019, Sierpień - 23 - 25
2019, Lipiec - 23 - 31
2019, Czerwiec - 26 - 42
2019, Maj - 25 - 58
2019, Kwiecień - 24 - 75
2019, Marzec - 18 - 56
2019, Luty - 16 - 45
2019, Styczeń - 15 - 53
2018, Grudzień - 18 - 68
2018, Listopad - 10 - 36
2018, Październik - 20 - 42
2018, Wrzesień - 31 - 67
2018, Sierpień - 21 - 82
2018, Lipiec - 18 - 58
2018, Czerwiec - 14 - 55
2018, Maj - 19 - 55
2018, Kwiecień - 18 - 68
2018, Marzec - 14 - 55
2018, Luty - 10 - 52
2018, Styczeń - 10 - 52
2017, Grudzień - 10 - 42
2017, Listopad - 7 - 44
2017, Październik - 10 - 43
2017, Wrzesień - 17 - 46
2017, Sierpień - 19 - 43
2017, Lipiec - 19 - 83
2017, Czerwiec - 17 - 42
2017, Maj - 21 - 60
2017, Kwiecień - 19 - 47
2017, Marzec - 15 - 38
2017, Luty - 13 - 32
2017, Styczeń - 14 - 47
2016, Grudzień - 9 - 14
2016, Listopad - 9 - 24
2016, Październik - 14 - 19
2016, Wrzesień - 14 - 66
2016, Sierpień - 16 - 24
2016, Lipiec - 21 - 41
2016, Czerwiec - 15 - 26
2016, Maj - 24 - 77
2016, Kwiecień - 18 - 47
2016, Marzec - 18 - 42
2016, Luty - 13 - 26
2016, Styczeń - 14 - 39
2015, Grudzień - 14 - 72
2015, Listopad - 8 - 26
2015, Październik - 8 - 23
2015, Wrzesień - 12 - 27
2015, Sierpień - 18 - 31
2015, Lipiec - 16 - 59
2015, Czerwiec - 21 - 72
2015, Maj - 21 - 53
2015, Kwiecień - 20 - 88
2015, Marzec - 19 - 88
2015, Luty - 16 - 59
2015, Styczeń - 15 - 59
2014, Grudzień - 11 - 60
2014, Listopad - 19 - 34
2014, Październik - 12 - 22
2014, Wrzesień - 17 - 37
2014, Sierpień - 18 - 31
2014, Lipiec - 22 - 95
2014, Czerwiec - 18 - 73
2014, Maj - 16 - 76
2014, Kwiecień - 21 - 77
2014, Marzec - 20 - 73
2014, Luty - 16 - 80
2014, Styczeń - 7 - 31
2013, Grudzień - 18 - 87
2013, Listopad - 13 - 78
2013, Październik - 15 - 60
2013, Wrzesień - 16 - 65
2013, Sierpień - 15 - 76
2013, Lipiec - 26 - 161
2013, Czerwiec - 21 - 121
2013, Maj - 20 - 102
2013, Kwiecień - 20 - 116
2013, Marzec - 18 - 117
2013, Luty - 15 - 125
2013, Styczeń - 12 - 92
2012, Grudzień - 20 - 106
2012, Listopad - 10 - 82
2012, Październik - 13 - 46
2012, Wrzesień - 17 - 96
2012, Sierpień - 16 - 99
2012, Lipiec - 23 - 113
2012, Czerwiec - 17 - 97
2012, Maj - 18 - 61
2012, Kwiecień - 20 - 132
2012, Marzec - 20 - 130
2012, Luty - 9 - 57
2012, Styczeń - 10 - 55
2011, Grudzień - 11 - 84
2011, Listopad - 12 - 96
2011, Październik - 20 - 127
2011, Wrzesień - 17 - 170
2011, Sierpień - 23 - 109
2011, Lipiec - 11 - 116
2011, Czerwiec - 3 - 154
2011, Maj - 24 - 186
2011, Kwiecień - 15 - 255
2011, Marzec - 24 - 213
2011, Luty - 26 - 187
2011, Styczeń - 18 - 199
2010, Grudzień - 19 - 173
2010, Listopad - 13 - 106
2010, Październik - 14 - 118
2010, Wrzesień - 15 - 192
2010, Sierpień - 25 - 209
2010, Lipiec - 27 - 126
2010, Czerwiec - 28 - 191
2010, Maj - 20 - 255
2010, Kwiecień - 24 - 220
2010, Marzec - 18 - 196
2010, Luty - 9 - 138
2010, Styczeń - 11 - 134
2009, Grudzień - 12 - 142
2009, Listopad - 11 - 128
2009, Październik - 8 - 93
2009, Wrzesień - 24 - 158
2009, Sierpień - 22 - 118
2009, Lipiec - 19 - 143
2009, Czerwiec - 20 - 94
2009, Maj - 19 - 170
2009, Kwiecień - 25 - 178
2009, Marzec - 14 - 137
2009, Luty - 7 - 50
2009, Styczeń - 11 - 96
2008, Grudzień - 11 - 131
2008, Listopad - 13 - 56
2008, Październik - 17 - 64
2008, Wrzesień - 17 - 62
2008, Sierpień - 21 - 78
2008, Lipiec - 18 - 39
2008, Czerwiec - 24 - 74
2008, Maj - 15 - 23
2008, Kwiecień - 7 - 40
2008, Marzec - 6 - 14
Piątek, 1 maja 2009 • dodano: 03.05.2009 | Komentarze 11
Nadszedł w końcu oczekiwany przeze mnie czas na prawdziwie górski maraton. Wyjechałem z domu o 5-tej i zajechałem do Karpacza o 9-tej. Po zaparkowaniu auta poszedłem na miejsce zawodów sprawdzić klasyfikację sektorową – znalazłem siebie w drugim sektorze (z trzech) więc będę startował bliziutko czołówki – pierwszy raz w wyższym sektorze :) Poza tym zauważyłem sporą kolejkę na zapisy – większość właśnie tutaj zaczynała golonkowy cykl i z powodu zbyt dużej kolejki start dystansu Giga opóźnił się o 30 min. Kręcąc się po stadionie (świetne miejsce startu) jeszcze w cywilnym stroju dostałem smsika od Jarka typu: gdzie jesteś ... napotkałem Go rozgrzewającego się na ulicy, gdy wracałem do auta się przebrać i po swojego wyścigowego górala. Po wskoczeniu w kolarskie ciuszki wraz z Jarkiem pokręciłem się rozgrzać kilka km typu: podjeździk – zjazd – podjazd. Piękna słoneczna pogoda panowała, kilkanaście stopni Celsjusza, a w noc poprzedzającą dzień maratonu w Karpaczu troszkę napadało – ciekawiło mnie to czy trasa będzie błotnista ... Zjawiło się około 820 zawodniczek i zawodników. Po ustawieniu się w drugim sektorze stanąłem przy samej linii - nie było tam zbyt wielu, raptem kilkadziesiąt – a pierwszy sektor przez długi czas tkwił pusty – gdzie się podziali liderzy ? W końcu się pojawili – było ich znacznie mniej, niż nas. A trzeci sektor, gdzie tkwił widoczny na pierwszym planie Jarek zdawał się nie mieć końca. Nooo i ... START – wszystkie sektory wystartowały wspólnie (oczywiście odpowiednio poustawiane) i zaczął się doskonale mi znany ponad pięciokilometrowy asfaltowy podjazd do Karpacza Górnego – czołówka odjechała, a mi szło do góry raczej przeciętnie, niezbyt dużo traciłem – widocznie ciągle mi za mało górskiego kręcenia ... ostatni raz jeździłem w górach podczas wrześniowego bikemaratonu u Grabka, zresztą mi, na co dzień ciężko pracującemu fizycznie facetowi niełatwo znaleźć czas na górskie treningi ...
Gdy skończył się asfalt to nastąpił trudny technicznie zjazd, było tłoczno, ciasno, ciężko o wyprzedzanie, raz wznieciliśmy wielką tymanę kurzu – przez chwilę prawie nic nie widziałem ... emocje rosły do pewnej chwili – a mianowicie po przejechaniu ok. 9 km na bardzo kamienistym zjeździe chciałem paru zawodników wyprzedzić – zjechałem na prawo i nagle widzę wystające spod ziemi 20 cm kamienie, próbowałem je przeskoczyć, nic z tego i niezła GLEBA przy ok. 30-35 km/h, gdy upadłem to jeszcze jeden zawodnik o mnie się potknął, szybko się pozbierał i uciekł, a ja wstałem i sprawdziłem szkody: obtarte lewe kolano, lekkie ranki na nodze i lewym łokciu – a rower cały, oprócz przesuniętego pionowo do góry lewego rogu na kierownicy ... Kręciłem dalej, próbując przez 2 km w czasie jazdy przesunąć do właściwej pozycji lewy róg – nie dało się i zatrzymałem się na kamienistym podjeździe, sięgnąłem do kieszonki po imbusa i po 30 sekundach własnego pit stopu pojechałem dalej. Trochę już straciłem, ale co tam, nie poddawałem się. Rana na kolanie zaczęła szczypać – zrezygnowałem wtedy z wycisku i od tej chwili cel był jeden – dojechać do mety najlepiej, jak się da. W dalszym ciągu na trasie czyhały przeróżne techniczne odcinki – cała masa sporych kamieni, sporo trzęsło kierownicą, seria stromych podjazdo - zjazdów, czasem niesamowicie stromych, no takich że nieraz trzeba było pchać rowerki, a najbardziej mi utknęły w pamięci te trudne, kamieniste zjazdy – łatwo było wtedy o wywrotkę przez przednie koło. Były również przeprawy przez strumyki – tam właśnie leżało najwięcej błotka, zaraz za jednym potokiem zaliczyłem glebę – znów przez duże kamienie, bilans: prawa ręka zażyła kąpieli w czarnym błocie :) Na pierwszych dwóch bufetach zatrzymywałem się – w obu przypadkach brałem pół banana i dwa kubki: z Powerade i z wodą – tym z wodą polewałem ranę na kolanie, a na trzecim bufecie, już bez postoju i tylko kubek z wodą – pół łyka i resztę na ranę. Zaraz za ostatnim bufecie (po 33 km) zaczął się najdłuższy podjazd tegoż maratonu – dobrze mi znaną Drogą Chomontową na najwyższy punkt trasy (955 m) – cały czas ledwo 10 km/h ... udało mi się kilku wyprzedzić na tym ciężkim podjeździe. Po dość długim, szybkim i kamienistym zjeździe z tegoż punktu podążałem już bez większych szaleństw do mety, gdzie tuż przy stadionie zamiast prosto zjechać trzeba było przejechać po trawniku kilka ostrych zakrętów typu XC ...
Po przekroczeniu mety chwilkę odpocząłem i udałem się do ambulansu – zmyli mi ranę na kolanie, poszedłem zjeść makaron z sosem chyba pomidorowym – całkiem mi smakował.
Po jakimś czasie spotkałem się z Jarkiem i jego dziewczyną, pozamienialiśmy się wrażeniami z maratonu – Jarek zajął trzecie miejsce w swojej kat. M2 na dystansie Mini (4-te w open) – wielkie gratulacje !!!
I jeszcze coś odnośnie całej trasy – facet (znawca karkonoskich terenów), który układał tą trasę doskonale wiedział co robi – spore podjazdy, masa przeróżnej wielkości kamieni, ostre zjazdy pełne kolein, korzeni, kamieni, przeprawy przez górskie strumyki – zupełnie jak na wzór esencji maratonów MTB. Ci którzy przejechali po raz pierwszy taką trudną trasę mieli okazję w pełni poczuć się prawdziwym zawodnikiem MTB-u – mnie również to cieszy
110/531 – open MEGA
31/176 – M3
Co tu pisać na temat moich wyników – jak na trudną górską trasę, jazdę przez większość trasy z obtartym kolanem, postojem serwisowym … jestem MEGA zadowolony :)))
Stadion sportowy w Karpaczu – miejsce startu i mety

Za chwilę wybieramy się na swoje sektory startowe

Podczas pierwszego zjazdu ... tuż przed wspomnianą glebą

Na długim podjeździe na Drodze Chomontowej

Dawaj JPbike !!! :)

Widać moje obtarte kolano ...

Na ostatnim długim zjeździe

Ostatni podjazd na kilkaset metrów przed metą

Moje obtarte kolano po wizycie w przymaratonowym ambulansie, wcześniej wyglądało gorzej

Pamiątkowa fotka z Andrzejem Kaiserem :)

Już po dekoracji ... Jarek z medalem :)

Puls – max … 210 ? (pulsometr coś nawalił), średni 159
Kategoria maratony, w górach, MTB Marathon, dzień wyścigowy
Środa, 29 kwietnia 2009 • dodano: 29.04.2009 | Komentarze 6
Rankiem do pracy, a podczas powrotu gleba podczas wchodzenia w zakręt na czarnym piachu zaliczona ... dziureczka w spodniach się pojawiła :(
A po 18 treningowy wypad standardem przedłużonym do Kiekrza.
Szybko zasuwając w drodze do Strzeszynka spotkałem również trenującego tak jak ja Jarka i razem ostro zajechaliśmy do Strzeszynka, krótki postój, pogaduszki treningowo-przedmaratonowe i po tym każdy w swoją drogę.
Podczas postoju z Jarkiem w Strzeszynku :)

Całkiem fajny szuterek nasypali na ścieżce prowadzącej do Kiekrza

Późno popołudniowe klimaty nad Jeziorem Kierskim

Ten podjeżdżik - dla mnie zbyt łatwy :)

Puls - max 169, średni 135
Kategoria do/z pracy, do 50 km
Poniedziałek, 27 kwietnia 2009 • dodano: 27.04.2009 | Komentarze 0
Rankiem, jadąc do pracy próbowałem załapać fotką wschód słońca - niestety chmury utrudniły ... trudno, będę się starał :)
W drodze powrotnej (silny wiatr) zaliczyłem krótki postój na lodzika.
Po 18 jazda na kondycyjny standard - fajnie się jeździ pożną porą :)
Puls - max 162, średni 138
Kategoria do 50 km, do/z pracy
Niedziela, 26 kwietnia 2009 • dodano: 26.04.2009 | Komentarze 7
Straszny wind dziś był, więc po wczorajszym niezłym treningowym wycisku jazdę ograniczyłem do wypadu na działkę (wiatr w plecy), gdzie umyłem zakurzonego Accenta nr.2, zjadłem obiad i w drogę do domu - walczyłem wtedy z silnym boczno-czołowym wiatrem, czasem jadąc na wprost przyjmowałem pochyloną sylwetkę.
Dom - Lasek Marceliński - Skórzewo - Dąbrówka - przejazd przez Lasy Zakrzewskie - Sierosław - jazda asfaltówką przez Wysogotowo - Ławica - Lasek Marceliński - Dom
W Lasach Zakrzewskich czuć lato - ciepło i przyjemnie :)

Puls - max 156, średni 134
Kategoria do 50 km
Sobota, 25 kwietnia 2009 • dodano: 25.04.2009 | Komentarze 10
Najpierw w południe przejechałem się swoim standardem (29 km).
A popołudniu miałem przyjemność poznać i potrenować z Jarkiem (na BS jako Jarekdrogbas) :)
Jarek to świetny zawodnik - wystarczy napisać że w Murowanej Goślinie zajął czwarte miejsce na dystansie mini ... (klik do jego maratonowego wpisu).
Trasę ja zaplanowałem - do WPN, Jarek do tej pory kręcił tam ... raz :)
Dużo było jazdy po krętym terenie, obowiązkowo podjazd na Osową Górę, do Ludwikowa, na Wyspę Zamkową, wąskie i bardzo kręte singletracki ...
Na całej trasie daliśmy sobie niezły wycisk - średnie tętno miałem niemal takie, jakie osiągam podczas zawodów ... zresztą obaj startujemy w Karpaczu.
Dom - Luboń (niezły wmordewind, mimo tego szybko zasuwaliśmy) - jazda nadwarciańskim - Puszczykowo - Mosina (pauza przy sklepie) - Osowa Góra (na podjeździe Jarek mi odskoczył ... uff nie aż tak daleko, a na jednym zjeździe zaliczyłem glebkę na piachu) - zjazd z Osowej Góry - stromy podjazd do Ludwikowa - rundka w Ludwikowie - stromy zjazd z Ludwikowa - Jezioro Kociołek - czerwonym szlakiem po skarpie wzdłuż Jeziora Góreckiego - pauza z widokiem na Wyspę Zamkową - czerwonym szlakiem wokół Jeziora Góreckiego - kawałek Greiserówki - Jezioro Jarosławieckie (rundka wokół jeziora - niesamowicie kręty singletrack) - żółty szlak (przez rezerwat Pojniki) - Puszczykowo - jazda nadwarciańskim (w połowie pauza na batonika, krówki, czekoladę i rowerowe pogaduszki) - Luboń - Poznań ... :)
JPbike i Jarekdrogbas przy mostku :)

Jarek w akcji na super krętym singletracku ...

Dzięki Jarek za wspólny trening i do następnego :)
Puls - max 178, średni 153
Kategoria do 100 km, w towarzystwie
Piątek, 24 kwietnia 2009 • dodano: 24.04.2009 | Komentarze 0
Treningowe kręcenie standardem, wyruszyłem o 18.
Dodatkowo zbaczałem z trasy na leśne podjeżdziki.
Puls - max ? (pulsometr nawalał bo pokazał ... 220), średni 140
Kategoria do 50 km
Czwartek, 23 kwietnia 2009 • dodano: 23.04.2009 | Komentarze 6
Przejazd kondycyjnym standardem.
Po nocnych opadach deszczu zrobiło się świeżo i przyjemnie :)
Czas zacząć trenować przed górskim maratonem - w Karpaczu, organizator wytyczył nową trasę.
Puls - max 176, średni 137
Kategoria do 50 km
Środa, 22 kwietnia 2009 • dodano: 22.04.2009 | Komentarze 2
Słońce coraz szybciej wschodzi ... trza zrobić fotkę :)
W drodze powrotnej postój na lodzika, tigera.
Kategoria do/z pracy
Niedziela, 19 kwietnia 2009 • dodano: 19.04.2009 | Komentarze 21
Ten pierwszy tegoroczny golonkowy maraton w skrócie tak określę:
1. Jedna wielka szybka leśna runda … niezła na początek sezonu
2. Najdłuższe Mega w kraju (73 km wg licznika)
Pobudka o 7-mej, patrzę na termometr: 2 stopnie ciepła i piękne bezchmurne niebo. Po śniadanku wsiadłem na trenażer i 25 minut rozgrzewałem nogi – niezła sprawa :) Wyruszyłem po 9-tej i do Murowanej Gośliny, zaparkowałem auto na wielkim trawiastym parkingu i udałem się na krótką rozgrzewkę, przy okazji szukając Dawida i którego jednak nie wypatrzyłem, więc rozgrzewałem się dalej i udałem się na swój sektor startowy (trzeci z trzech). Stałem, stałem, rozglądałem sobie wokoło i uświadomiłem sobie że ustawiłem się w połowie najliczniejszego (ostatniego) sektora – zastanawiałem się również ile będzie wyprzedzania, jak to było ostatnio podczas łódzkiego maratonu.
Nastąpił start ... spokojnie i szybko przejechałem króciutki asfaltowy odcinek i od razu skręt w piach ... no nieźle się wtedy działo – sporo osób miało problemy z przejechaniem, a mi takie przeszkody nie sprawiły większych problemów (ogólnie na całej trasie było sporo piachu). Po szybkim wjechaniu do Puszczy Zielonki od razu było wiadomo: będzie to jedna wielka i szybka runda przez las. W pierwszej połowie kręciłem korbą niezbyt mocno, no cóż trzeba odpowiednio rozłożyć siły na taki dystans. A propos wyprzedzania - udawało mi się sporo razy, choć powoli powyprzedzać, a ogólnie było tak: często doganiałem kogoś i przez kilka minut siadałem mu na kole i atak ... :) Zresztą i ja też na całej trasie byłem wyprzedzany przez nielicznych, a najczęściej na końcówce trasy przez grupę najlepszych Gigowców, którzy startowali godzinę wcześniej, więc nie miałem żadnych zmartwień. Pierwszy bufet pojawił się po 30 km, zatrzymałem się chwilkę na łyk izotonika i banan spożyty w ruchu. A drugi bufet był po 50 km – już bez postoju i tylko szybki łyk Powerade. No i w końcu po 55 km nastąpiła kulminacja całej trasy, czyli kilka dość stromych podjeździków w rejonie najwyższej górki Puszczy Zielonki – Dziewiczej Góry (142 m). Podczas pokonywania tego drugiego stromego podjeżdżika zaczęły mnie łapać skurcze w nogach, musiałem wtedy zwolnić i tylko dzięki temu że jestem twardym zawodnikiem wjechałem wszędzie bez zsiadania. Chyba mi nie służy długa, szybka jazda po płaskim i tu nagle gdzieś w końcówce strome podjeździki. Natomiast na jednym stromym i piaszczystym zjeździe zwanym "killerem" dosłownie zaszalałem, a reszta ostrożnie zjeżdżała poboczem, lub schodziła. Na pagóreczkowatej końcówce trochę przycisnąłem, jechałem już samotnie, prawie nie widziałem kogoś przed/za mną. Do mety dotarłem bez wariactw i zastanawiając się nad wynikiem.
Po posileniu się w bufecie, gdzie serwowali ryż z sosem, owoce i picie spotkałem w końcu Dawida, który po sprawdzeniu wyników okazał się lepszy ode mnie o 4 minuty – uff nieźle mi poszło :)
87/484 – open MEGA
29/156 – M3
Gdy sam spojrzałem na te wyniki to od razu się zdziwiłem, myślałem że przyjechałem na metę gdzieś ok. 150-tki ...
A tu spora niespodzianka w postaci moich najlepszych jak do tej pory wyników :)
Do domu wróciłem z uśmiechem na twarzy – TAK TRZYMAĆ !!!
JPbike w akcji :)

Singletrack gdzieś w rejonie Dziewiczej Góry ...

Na piaszczystym zjeździe ... KILLER !

Wyjazd na otwartą przestrzeń ... nie pamiętam gdzie ...

Puls - max 179, średni 159
Kategoria maratony, MTB Marathon, dzień wyścigowy
Sobota, 18 kwietnia 2009 • dodano: 18.04.2009 | Komentarze 6
... startowy do Murowanej Gośliny :)
Na dziś umówiłem się z Dawidem na wspólny i spokojny wypad.
Po dotarciu na miejsce spotkania poznałem również kolejnych bikestatowiczów - Krzyśka i Andrzeja, którzy wybierali się tam autem.
Do Murowanej Gośliny (31 km) dotarliśmy na krótko po otwarciu biura zawodów, bez większej kolejki odebraliśmy swoje numery, cyknęliśmy wspólną fotkę na linii start/meta i myk z powrotem tą samą drogą, po drodze robiąc małą rundkę (jeden fajny podjazd) po Koziegłowach, gdzie Dawid mieszka i ruszyłem do domu przez centrum Poznania.

Puls - max 170, średni 126
Kategoria do 100 km, w towarzystwie







