top2011

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Jacek ze stolicy Wielkopolski
Info o mnie.

- przejechane: 186633.23 km
- w tym teren: 67338.10 km
- teren procentowo: 36.08 %
- v średnia: 22.57 km/h
- czas: 342d 17h 47m
- najdłuższy trip: 329.90 km
- max prędkość: 83.56 km/h
- max wysokość: 2845 m

baton rowerowy bikestats.pl

Wyprawy z sakwami

polska
logo-paris
logo-alpy
TN-IMG-2156 TN-IMG-2156 tn-IMG-6357

Zrowerowane gminy



Archiwum 2025 button stats bikestats.pl 2024 button stats bikestats.pl 2023 button stats bikestats.pl 2022 button stats bikestats.pl 2021 button stats bikestats.pl 2020 button stats bikestats.pl 2019 button stats bikestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl 2011 button stats bikestats.pl 2010 button stats bikestats.pl 2009 button stats bikestats.pl 2008 button stats bikestats.pl

  • dystans : 84.16 km
  • teren : 41.00 km
  • czas : 03:37 h
  • v średnia : 23.27 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Aktualizacja stajni i test TREKA :)

    Niedziela, 23 maja 2010 • dodano: 23.05.2010 | Komentarze 27


    Jak już w poprzednim wpisie pisałem że przez cały tydzień miałem mnóstwo roboty ze swoimi rowerami - nierzadko majstrowałem do 1-szej w nocy ... :)

    TREK 8500
    Ten rasowy bike powstał na wypasionej ramie - takiej, jakiej chciałem :)
    Cały kompletny osprzęt został przełożony z Accenta nr.1, poza nową przednią przerzutką FD-M770, oraz nową sztycą Ritchey Comp 31.6 i nowym siodełkiem - sprawdzone i wygodne Specialized Indie XC Sport.

    TREK 8500 JPbike'a © JPbike

    TREK 8500 JPbike'a © JPbike

    Nowy rodzaj suportu - szerszy, o większej średnicy i bez gwintu, łożyska po prostu są wciskane
    TREK 8500 JPbike'a © JPbike

    No i nadszedł czas na pierwszą jazdę - wyruszyłem rankiem nad Rusałkę, by optymalnie ustawić siodełko. Pierwsze wrażenie po ruszeniu - rzucił mi się w oczy biały kolor, rower jest bardziej zwrotniejszy od Tormenty, pozycja za kierownicą podobna do Accenta, rama ma mniejszy i odpowiedniejszy do mojego wzrostu (172 cm) rozmiar - 17.5 :)
    No i złapałem kapcia z tyłu - tak zaczęła się moja przygoda z TREKIEM :)

    Po wymianie dętki ruszyłem na dłuższy test - do WPN-u, na Greiserówkę, sprawdzałem jak TREK podjeżdża na Osową Górę - wszystko gra, jestem BARDZO zadowolony z nowego nabytku :)
    Po wyjechaniu z WPN-u udałem się na działkę na obiad, po drodze byłem w lekkim szoku, bo w pewnym momencie wyprzedził mnie szosowiec, który jechał szybciej ode mnie zaledwie o 2-4 km/h ... i z trudem się oddalał - więc lżejszy od Accenta TREK jest szybki :)


    Accent Tormenta 1
    Ten dotychczasowy i wielokrotnie modernizowany Accent nr.1 po kradzieży Accenta nr.2 przeszedł kolejną modernizację - w tym celu wygrzebałem stare ale sprawne komponenty, wyczyściłem wszystko, nabyłem parę potrzebnych części: opony Schwalbe Hurricane, wkład suportu i przednią piastę - i oto powstał rower z przeznaczeniem uniwersalnym :)

    Accent Tormenta 1 JPbike'a © JPbike

    Kokpit - te 21 biegowe klamkomanetki pochodzą z mojego pierwszego górala :)
    Accent Tormenta 1 JPbike'a © JPbike

    Dość nietypowa wielkość tarcz w korbie, czyli 44-36-22. Przednia przerzutka to ta sama co uległa pęknięciu w Karpaczu - wystarczyło zamontować opaskę i działa :)
    Accent Tormenta 1 JPbike'a © JPbike

    Test zmodyfikowanym Accentem nr.1 odbyłem wczoraj - wszystko gra, jedynie nie jestem zadowolony z "amorka" - działa prawie jak sztywniak :)

    V max - 44.20 km/h
    Puls - max 173, średni 129

    Kategoria do 100 km


  • dystans : 58.03 km
  • teren : 12.00 km
  • czas : 02:37 h
  • v średnia : 22.18 km/h
  • rower : Accent Tormenta 1
  • Jak się ma Warta u mnie ?

    Sobota, 22 maja 2010 • dodano: 22.05.2010 | Komentarze 10


    Od niedzieli nie jeździłem w ogóle, regenerowałem się, ale i tak te kilka dni były dla mnie ciężkie - zająłem się aktualizacją swojej stajni - o tym wkrótce :)

    Wreszcie ruszyłem. Dopiero po 14:30, trzeba było porządnie odespać ...
    Po tym co ostatnio się dzieje w naszym kraju z wielką wodą (wszystkim co kataklizm dotknął współczuję) postanowiłem sprawdzić, jak się ma u mnie obecny stan Warty.

    Najpierw udałem się przez Luboń, Wiry, Łęczyca, Puszczykowo (mijałem BS-owicza - Michała), dokręciłem na nadwarciański szlak - poziom wody, co prawda spory, ale nie taki straszny
    Warta w Puszczykowie © JPbike

    Dalej to jazda nadwarciańskim. Ten mostek od zakończenia zimy nadal jest zapadnięty, poziom strumienia - widać ...
    Mostek na nadwarciańskim szlaku © JPbike

    No i na tym niżej położonym fragmencie ścieżki spodziewałem się zalania, na szcześćie obok, w lesie biegnie singletrack i nie było problemów z przejazdem
    Zalany fragment ścieżki © JPbike

    Dobijając do granic miasta zaczęły się pojawiać ciemne chmury, i wróciłem do domu na krótko przed deszczem :)
    Po godzinie przestało padać, ponownie wskoczyłem na siodełko i jazda sprawdzić obecny stan Watry w moim mieście.

    Dojechałem do Mostu Św. Rocha - no i taki poziom wody ujrzałem, niestraszny
    Most Św. Rocha © JPbike

    Widok z mostu na północ. Za rozwidleniem rzeki (Warta i Cybina) - Ostrów Tumski
    Warta i Cybina © JPbike

    V max - 36.50 km/h

    Kategoria do 100 km


  • dystans : 112.89 km
  • teren : 10.00 km
  • czas : 05:53 h
  • v średnia : 19.19 km/h
  • rower : Accent Tormenta 1
  • Ślęża zdobyta !

    Niedziela, 16 maja 2010 • dodano: 19.05.2010 | Komentarze 14


    Długo planowany wyjazd na upragnioną Ślężę w końcu doszedł do skutku, i to w wielkim stylu, bo chętnych na wyjazd zgłosiło się sporo :)
    Mimo, że pogoda w niedzielny dzionek nie była ciekawa - silny wiatr, straszyło deszczem, nikogo te obawy nie zniechęciły do ponad stukilometrowej wycieczki - nie od dziś wiadomo: BS łączy ludzi ! :)

    Na miejsce zbiórki, pod imponującą Wieżą Ciśnień stawili się sami wspaniali Bikestatowicze, czyli:
    - Asiczka (jahoo81)
    - Kasia (kaisa)
    - Błażej (blase)
    - Filip (Galen)
    - Michał (WrocNam)
    - Piotrek (Młynarz)
    - oraz oczywiście JPbike :)

    Moi towarzysze w świetnych humorach przed wyruszeniem :)


    Ruszamy na Ślężę !


    Większość trasy po opuszczeniu rogatek Wrocławia biegła wśród takich polnych krajobrazów, jak i małych wiosek


    Szef wszystkich szefów jak zwykle w świetnym humorze :)


    Widok na kościół w Starym Zamku, tutaj zrobiliśmy jeden z kilku postojów :)


    Nasz główny cel wycieczki :)


    W Rogowie Sobóckim zrobiliśmy dłuższy postój przy tamtejszej piekarni i każdy z nas wcinał różne słodkie specjały :)

    No i zaczęło się podjeżdżanie na Przełęcz Tąpadła ...


    Dla Kasi, która spisała się bardzo dzielnie, po raz pierwszy pokonała setkę na rowerze i to przy nieciekawej pogodzie, oraz po drodze zaliczając ponad 700 metrową górę (nie ma znaczenia czy się wprowadza/sprowadza, czy wjeżdża/zjeżdża na/ze szczyt(u)) należą się OGROMNE GRATULACJE ! :)


    Podczas krótkiego odpoczynku przed wjazdem na terenowy podjazd większość ekipy wolała, abym ja sam udał się na szczyt :) a reszta poczeka na mnie - spodziewałem się takiego żartu :D

    A jednak wszyscy ruszyli do góry :)


    Zagadka: poprzednią fotkę zrobiłem "od tyłu" a poniższą po krótkim czasie "od przodu" - więc jak to zrobiłem ? :D


    Dzielny Młynarz na podjeździe :)


    Ten ciągle spragniony zdobywania szczytów i przełęczy biker z Poznania ciśnie do góry :)


    Błażej również świetnie daje radę na podjazdach :)


    Galen na końcówce podjazdu :)


    Hura ! Wjechałem ! :)))


    Również Asiczka dzielnie podjechała - jak widać mogła się poczuć jako supergwiazda :D


    Na szczycie Ślęży (718 m) radośnie obwieściliśmy całemu światu wspólne zdobycie wraz z rowerami :)


    Na górze było zimno, szczyt i tamtejszy kościółek były spowite w chmurze ...


    Więc na dłuższy czas wstąpiliśmy do tamtejszego i ciepłego schroniska, by się ogrzać i posilić się :)

    Nadszedł czas na drogę powrotną, najpierw trzeba było zjechać w dół :)


    Mknący w dół Młynarz :)


    Galen i Asiczka też cisnęli :)


    Natomiast Błażej pomknął z podwójną prędkością światła :D


    Po szybkim zjechaniu Piotrek dał znak że fajnie było :)


    No i awarii na trasie nie zabrakło - kapeć w przednim kole Asiczki, na ratunek bikerce pospieszyła się cała wspaniała ekipa :)


    Boski Blase z równie wspaniałym i pięknym swoim rowerem :)


    Impresjonalne spojrzenie na drodze powrotnej z Asiczką, Młynarzem i ze Ślężą w tle :)


    Droga powrotna okazała się ciężka - zaczęło padać i wiatr nieźle dał nam popalić.


    W końcu zmęczeni, ale zadowoleni z osiągniętego celu dotarliśmy do Wrocławia, po pożegnaniu wszyscy udaliśmy się do swoich domów, a ja wiadomo do kogo :)
    Po najedzeniu się, po 21-tej ruszyłem autkiem do Pyrlandii, do której dotarłem po północy :)

    Wielkie dzięki Wam wszystkim za wspaniałe towarzystwo na takiej wspaniałej wycieczce - jesteście SUPER i do następnego kręcenia :)
    Podziękowania również dla Asiczki i Młynarza za wspaniałą gościnę we Wrocławiu :)


    V max - 63.02 km/h (zjazd z Przełęczy Tąpadła)



  • dystans : 78.09 km
  • teren : 75.00 km
  • czas : 06:00 h
  • v średnia : 13.02 km/h
  • v max : 59.62 km/h
  • rower : Accent Tormenta 1
  • MTB Marathon Złoty Stok

    Sobota, 15 maja 2010 • dodano: 17.05.2010 | Komentarze 22


    Błotna masakra w Górach Złotych – niestraszna dla mnie :)

    Na tą trzecią edycję golonkowego cyklu, rozgrywaną w Złotym Stoku, dla mnie po raz pierwszy w tamtych rejonach wybrałem się głównie w jednym celu – przejechać całą trasę najlepiej jak się da, zwłaszcza że po ostatnich zawirowaniach pogody nie miałem najmniejszych wątpliwości co do ilości błota.
    Na miejsce zajechałem wprost z Poznania przed 9-tą i od razu zabrałem się za krzątaninę sprzętową, zjadłem drugie śniadanie (bułka, serek solankowy, banan i jogurt) , przywitałem się z Krzysztofem i Zbyszkiem, oraz z Damianem - z tym ostatnim moja rywalizacja z maratonu na maraton staje się ciekawsza i fascynująca :)
    Po raz pierwszy zdecydowałem się ścigać w długich spodniach. Przed startem odbyłem kilkunastominutową rozgrzewkę i jazda do trzeciego sektora, w którym spotkałem Mariusza, Przemka, Arka i paru innych mniej znanych mi twarzy.
    Chyba po raz pierwszy w maratonowej karierze nie czułem żadnego stresu, więc mogę napisać że jestem już nieźle wkręcony w tego typu zawody, które dają mi dużo satysfakcji w pokonywaniu zarówno ciekawych tras, jak i rywali :)
    No i start. Od razu długi podjazd, ruszyłem ze średnim ciśnięciem, po chwili zaczęła się właściwa błotna masakra, by utrzymać równe tempo na błotnej nawierzchni - oznaczało to użycie większego wysiłku i stopniowo rosnące obawy o to czy starczy sił na przejechanie całej giga trasy w miarę równym tempem. Stawka powolutku się rozciągała, kręciłem równym i podobnym do poprzedzających mnie tempem. Przez Arka zostałem wyprzedzony po jakiś 3-4 km, a po 6 km zauważyłem wyraźnie słabnącego Damiana, który na krótkiej stromiźnie wprowadzał i po chwili się zatrzymał – był to jedyny moment, co widziałem Go na trasie :) Po wjechaniu na kulminacje pierwszego długiego podjazdu nastąpił błotnisty i stromy zjazd – czyli to na co czekałem, by w pełni wykazać się swoimi umiejętnościami jazdy w dół po błocie :) Przede mną sporo osób … sprowadzało, a ja jak szalony pognałem w dół po błocie :) i wtedy poziom zadowolenia ze swojej techniki wzrósł znacząco i od tamtej chwili wiedziałem że kolejne trudne i błotniste zjazdy pokonam bez większych problemów :) Dalsza jazda przebiegała głównie leśnymi i górskimi duktami, na przemian długimi podjazdami, jak i mniej, lub bardziej wymagającymi zjazdami. Kręciłem wtedy równym tempem, jak i swoją pozycję utrzymywałem. Po wjechaniu na dodatkową pętle giga, na której na pewnym odcinku ilość błota koszmarnie utrudniała podjechanie trzeba było wprowadzać. Dodam jeszcze że po raz drugi (po Szczawnicy’09) przyszło mi jechać przez jakiś czas wraz z Justyną Frączek. Dziewczyna na zjazdach wymiatała, a na podjazdach szło jej przeciętnie. Na podjeździe, na końcówce dodatkowej pętli giga pojawiły się spodziewane i znane mi z błotnych tras problemy z klejącym się do najmniejszej tarczy korby uwalonym błotem łańcuchem … trudno. Po połączeniu pętli z Megowcami tradycyjnie – bezustanne dublowanie do samej mety. No i był tam długi, niezły, wąski i stromy zjazd – znów zaszalałem, nie obyło się bez potknięć (kilka razy wpadłem w zbyt głębokie błoto) , Megowcy na całej trasie mnie wzorowo przepuszczali – dzięki wszystkim :) Jedną z pierwszych dublowanych osób był Maks, po chwili na zjeździe wyprzedziłem Asię Jabłczyńską, a następnie Zbyszka. W końcu długi i wymagający podjazd na najwyższy punkt trasy – Górę Borówkową. I w połowie tegoż podjazdu stało się to czego się obawiałem – ubyło mi sił i nie pozostało mi nic innego jak wprowadzanie na ciężkich stromiznach. Na szczęście większość też z buta pokonywała ciężkie podjazdy, więc nie było tak źle. Wreszcie znalazłem się na kulminacji wysokościowej trasy – po tym wiadomo: techniczny zjazd po kamieniach, korzeniach – cóż mam pisać :) Zjechałem tak szybko, nawet paru na tym trudnym zjeździe udało mi się wyprzedzić (w tym Izę) - mknąc po tych nierównościach bacznie wypatrywałem odpowiednich momentów do wyprzedzenia i wykorzystałem to – kolejny poziom zadowolenia :) Nie będę oszukiwał – na tymże zjeździe zaliczyłem niegrożny upadek przez śliski kamień. Po zjechaniu spojrzałem na licznik – coś z dystansem nie gra (na mecie okazało się że giga ma 78 km, a miało być 66 km) … Po ostatnim bufecie (na każdym się zatrzymywałem na ok. 10-15 sekund) kolejny długi podjazd, jak się okazało ciężki, sporo sił mi już ubyło, chwycił mnie lekki skurcz, minuta postoju, i dalej do samego szczytu znów wprowadzałem (inni też) i zacząłem się martwić o … wypracowaną przewagę nad Damianem :) W końcu końcówka – w pewnym momencie po spojrzeniu tabliczki z napisem „5 km do mety” zrobiło mi się lżej :) no tak … po kilku km ujrzałem następny napis: „5 km do mety” :) – po jakimś czasie zrozumiałem że to się nazywa nieobca mi golonkowa niespodzianka na końcówce i rzeczywiście były to niezłe ostatnie kilometry - coś podobnego do XC-u, czyli wąski, błotny przejazd po stromym zboczu zalesionej góry – na tamtejszym stromym zjeździe doznałem kolejnej frajdy z błotnej jazdy :) W końcu nastąpił szybki zjazd do mety najpierw szerokim szutrem, a następnie ulicą wprost na tamtejszy Rynek. Czy zadowolony wpadłem na metę – oczywiście, a najbardziej z frajdy z błotnej jazdy po tamtejszych trudnych odcinkach :)

    96/176 - open GIGA
    34/64 - M3

    Strata do zwycięzcy giga (jak i M3) – 1:59:43
    Damian przyjechał 16 minut za mną – to mnie cieszy, wracam do gry :)
    Rodman i klosiu stracili do mnie odpowiednio: 16 i 32min.
    Arek pokonał mnie aż o 25 min – z Nim już raczej nie mam szans.

    Z osiągniętego wyniku całkiem zadowolony jestem, mimo że przez postępujący ubytek sił i zmęczenie na kilkanaście km przed metą straciłem aż 10 pozycji w open (po analizie ostatniego międzyczasu) … to nic, będę walczył do finału w Istebnej :)

    Po osiągnięciu mety spotkałem się z Jarkiem i jego Agą, poznałem Roberta (Zabel), oraz jeszcze jeden Megowiec, którego dublowałem składał mi gratulacje - był to Marek (Marc) :)
    Kolejka do myjni spora, poszedłem się najpierw przebrać i wróciłem, by zmyć z rowerka masę błota, czekając w kolejce wraz z Maksem i Zbyszkiem pogadaliśmy sobie, oraz spotkałem się z Dorotą i Arturem.

    Na pierwszym długim podjeździe ...
    MTB Marathon Złoty Stok 2010 © JPbike

    MTB Marathon Złoty Stok 2010 © JPbike

    Błotny zjazd, technika jazdy górą :)
    MTB Marathon Złoty Stok 2010 © JPbike

    Tu lepiej widać ilość błota podczas zjeżdżania w dół ...
    MTB Marathon Złoty Stok 2010 © JPbike

    Coraz bardziej uwalony JPbike po niezłym zjechaniu z Borówkowej :)
    MTB Marathon Złoty Stok 2010 © JPbike

    Pomykanie do mety na końcówce typu XC :)
    MTB Marathon Złoty Stok 2010 © JPbike

    Uwaleni bikerzy na mecie. JPbike, Rodman i Damian :)
    MTB Marathon Złoty Stok 2010 © JPbike

    Tej fotki mojego amorka nie trzeba komentować :)
    Reba po zawodach ... © JPbike

    Puls – max 180, średni 152
    Przewyższenie – 2592 m



  • dystans : 33.13 km
  • teren : 19.00 km
  • czas : 01:27 h
  • v średnia : 22.85 km/h
  • rower : Accent Tormenta 1
  • Przed Złotym Stokiem (4)

    Piątek, 14 maja 2010 • dodano: 14.05.2010 | Komentarze 5


    Wczoraj nie trenowałem bo ... odechciało mi się, za to był browarek :)
    To nic, kręcę dalej - więc na dzień przed trzecią edycją Powerade udałem się na działkę spokojnym tempem. Zimno się zrobiło ...

    Jak pisałem w poprzednim wpisie - ścigacz brudny, więc ... :)
    Myję rower w komfortowych warunkach © JPbike

    Przerwy na kawę i ciacho na świeżym powietrzu nie mogło zabraknąć
    Przerwa po umyciu rowerka © JPbike

    A gdy zacząłem ruszać w drogę powrotną - zaczęło drobno padać ...
    Wróciłem do domu ponownie ubrudzonym ścigaczem - dla mnie to normalne :D

    V max - 34.59 km/h

    Kategoria do 50 km


  • dystans : 45.73 km
  • teren : 1.00 km
  • czas : 01:39 h
  • v średnia : 27.72 km/h
  • rower : Accent Tormenta 1
  • Przed Złotym Stokiem (3)

    Środa, 12 maja 2010 • dodano: 12.05.2010 | Komentarze 7


    Kolejny deszczowy dzień ... jeździć trzeba.
    Wyruszyłem po deszczu, kręcąc na mokrej nawierzchni, obrałem kierunek: Plewiska, Komorniki i jazda przez WPN, czyli Greiserówką - niezwykle przyjemnie tędy się jechało, to zasługa świeżego powietrza po deszczu, ale i tak troszkę popadało.
    Z atrakcji siłowych zaliczyłem podjazd na Osową Górę (szosą od strony Puszczykowa), i po chwili zjazd stamtąd po mokrym asfalcie (ale nachlapało na mnie) do Mosiny i dalej już bez wysilania się do domu przez Puszczykowo, Luboń ...

    Ścigacz jest brudny, czyszczenie będzie w piątek, ale i tak w sobotę zapewnie ponownie uwalę go błotem :D

    V max - 59.09 km/h
    Puls - max 168, średni 132
    Przewyższenie - 208 m

    Kategoria do 50 km


  • dystans : 57.10 km
  • teren : 36.00 km
  • czas : 02:08 h
  • v średnia : 26.77 km/h
  • rower : Accent Tormenta 1
  • Przed Złotym Stokiem (2)

    Wtorek, 11 maja 2010 • dodano: 11.05.2010 | Komentarze 4


    Dwukrotny przejazd "Rundą Drogbasa", tempo średnie - by się nie przemęczyć aż za bardzo. Momentami na krótkich podjazdach mocniej przycisnąłem :)

    W końcu na kilka dni przed startem pojawiła się informacja o trasie w Złotym Stoku - po przejrzeniu zarówno mapki, jak i profilu trasy - wychodzi na to że przyjdzie mi się zmierzyć z jednym z najkrótszych górskich dystansów giga, czyli 66 km, tyle że z pokaźną sumą przewyższeń - 2580 m ... będzie ciężko, jak na Golonkę przystało :)
    Dla porównania - w Karpaczu było 84 km i 2646 m w pionie ...

    V max - 44.20 km/h
    Puls - max 169, średni 135
    Przewyższenie - 232 m

    Kategoria do 100 km


  • dystans : 36.94 km
  • teren : 2.00 km
  • czas : 01:26 h
  • v średnia : 25.77 km/h
  • rower : Accent Tormenta 1
  • Przed Złotym Stokiem (1)

    Poniedziałek, 10 maja 2010 • dodano: 10.05.2010 | Komentarze 5


    W Złotym Stoku jeszcze nie startowałem, więc dla mnie będzie to coś nowego :)
    Po wczorajszych 150 km dziś czas na coś lżejszego - wybrałem rundy wokół Malty.
    Wyruszyłem dość późno, bo po 18:30, po ulewie i oczywiście kręciłem po mokrej nawierzchni. Znikomy wiaterek i świeże powietrze uprzyjemniały mi jazdę, w sumie zrobiłem trzy rundy wokół jeziora.

    V max - 45.64 km/h

    Kategoria do 50 km


  • dystans : 159.30 km
  • teren : 24.00 km
  • czas : 06:04 h
  • v średnia : 26.26 km/h
  • rower : Accent Tormenta 1
  • Treningowo do Chrzypska

    Niedziela, 9 maja 2010 • dodano: 09.05.2010 | Komentarze 13


    Trasę w dość ciekawe okolice Chrzypska (Sierakowski Park Krajobrazowy) obmyśliłem już w lutym i właśnie teraz czas na realizację wycieczki.
    Wyruszyłem po porządnym wyspaniu się, czyli po 11-tej.

    Początkowe kilometry to przejazd standardową trasą do Kiekrza, dalej przez Rokietnicę, Rostworowo, Żydowo, Przecław, Pamiątkowo ...

    Na bocznej drodze do Szamotuł
    Boczne drogi dla rowerzystów są super © JPbike

    W Szamotułach był krótki pitstop przy Żabce po lodzika, którego spożyłem kilkanaście km dalej, za Dobrojewem.

    Na zachodzie kraju nierzadko się spotyka takie stare, poniemieckie i brukowane drogi
    Stary bruk © JPbike

    Po dokręceniu do Nojewa zboczyłem z trasy, by zwiedzić stare, ceglane wiadukty kolejowe, w sumie jest tam kilka takich podobnych obiektów
    Stary wiadukt kolejowy © JPbike

    Dobijam do następnego ...
    Kolejny ceglany wiadukt © JPbike

    Wdrapałem się również na górę, by zobaczyć obecny stan torowiska ...
    Stare, zarośnięte torowisko © JPbike

    A ten wiadukt jest największy - aby z bliska go zobaczyć, trzeba było przedzierać się przez fragment pola, chaszcze, pokrzywy, było warto ...
    Wielki i stary wiadukt © JPbike

    Krajobraz, co mi się spodobał - zupełnie jak na prerii :)
    Prawie jak na prerii © JPbike

    Nie wiem co ja tam robiłem - okazało się że pobłądziłem troszkę
    Biker na polu © JPbike

    Kolejny, stary bruk © JPbike

    Nad Jeziorem Chrzypskim © JPbike

    Jezioro okrążyłem, po drodze był niezły podjazd, by zrobić przerwę na tamtejszym punkcie widokowym w Łężeczkach.

    Punkt Widokowy © JPbike

    Po odpoczynku czas na drogę powrotną. Po drodze na chwilkę wpadłem zobaczyć Pałac w Białokoszu.

    Wiosenna, przyjemna droga do Zajączkowa
    Długa prosta ... © JPbike

    Fragment Pałacu w Zajączkowie
    Pałac w Zajączkowie © JPbike

    Wiosenny krajobraz © JPbike

    Wiosenna szosa © JPbike

    Dalej, po dokręceniu w Podrzewiu do ruchliwej, krajowej 92-tki decyduję się jechać nią 20 km, by następnie skręcić do Lusowa i potem znaną mi dobrze drogą przez Dąbrowę, Skórzewo i Lasek Marceliński do domu. Po 120 km miałem lekki kryzys głodowy - wstąpiłem do najbliższego sklepu i coca-cola, princessa, lodzik postawiły mnie na nogi i do domu dojechałem zadowolony z długiej wycieczki treningowej :)

    V max - 49.96 km/h
    Puls - max 162, średni 133
    Przewyższenie - 585 m

    Kategoria ponad 100 km


  • dystans : 79.20 km
  • teren : 47.00 km
  • czas : 03:32 h
  • v średnia : 22.42 km/h
  • rower : Accent Tormenta 1
  • WPN - penetracja nowych ścieżek

    Sobota, 8 maja 2010 • dodano: 08.05.2010 | Komentarze 18


    Nie od dziś wiadomo - WPN to mój domowy teren na którym nie brakuje solidnych podjazdów, zjazdów, singletracków, technicznych odcinków - wszystko idealne do treningów.
    Tyle że jeszcze nie spenetrowałem wszystkich tamtejszych ścieżek.

    Wyruszyłem w południe, przez Luboń, nadwarciański szlak, Puszczykowo (wpadłem po lodzika) dobiłem do Mosiny i tam zboczyłem na nieznany mi taki korzenny podjazd na stoku Osowej Góry
    Korzenny podjazd na Osową Górę © JPbike

    Nie było łatwo tędy podjechać, trochę piachu leżało, wjechałem z dwoma potknięciami właśnie na tym piachu ...
    Korzenny podjazd na Osową Górę © JPbike

    Po chwili - fajny, acz krótki singletrack nad "przepaścią" :)
    Singletrack w WPN-ie © JPbike

    Po wjechaniu na szczyt zjeżdżałem dobrze mi znaną i równie ciekawą, krętą ścieżką, jak i miałem troszkę takiej błotnej przeprawy ...
    Trochę błota ... © JPbike

    Zjeżdżając z Osowej przypomniał mi się z czasów dzieciństwa stromy zjeżdzik na którym zimą tylko najodważniejsi zjeżdżali w dół na sankach - ja również :)
    Zjeżdżam w dół © JPbike

    Oto zjeżdzik w całej okazałości - fotka tradycyjnie nie pokazuje rzeczywistej stromizny :)
    Próbowałem też podjechać, dokręciłem prawie do połowy - tylne koło zabuksowało, to sprawka błotnistej nawierzchni i nieodpowiednich opon (jechałem na Hutchinsonach), następnym razem ponowię próbę, tym razem na Nobby-Nic'ach :)
    Stromy zjeżdzik w WPN-ie © JPbike

    Po dwukrotnym zjechaniu (pikuś dla mnie) postanowiłem sprawdzić dokąd biegnie ta urocza leśna szosa - doprowadziła mnie do oznaczeń Pierścienia Dookoła Poznania :)
    Ścieżka w wąwozie © JPbike

    Po zapoznaniu się z nowymi dla mnie i fajnymi ścieżkami ponownie wjechałem na Osową, i ponownie zjechałem w stronę uroczego Kociołka
    Biker i urocze leśne jeziorko © JPbike

    I tak dalej pognałem bez postojów najpierw fragmentem czerwonego, a następnie zachodnim odcinkiem Pierścienia dokręciłem na działkę, gdzie miałem na obiad makaron z sosem pomidorowym, zmyłem błotko z rowerka i wróciłem do domu najkrótszym wariantem.

    V max - 47.56 km/h
    Puls - max 171, średni 131
    Przewyższenie - 379 m

    Kategoria do 100 km