top2011

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Jacek ze stolicy Wielkopolski
Info o mnie.

- przejechane: 186633.23 km
- w tym teren: 67338.10 km
- teren procentowo: 36.08 %
- v średnia: 22.57 km/h
- czas: 342d 17h 47m
- najdłuższy trip: 329.90 km
- max prędkość: 83.56 km/h
- max wysokość: 2845 m

baton rowerowy bikestats.pl

Wyprawy z sakwami

polska
logo-paris
logo-alpy
TN-IMG-2156 TN-IMG-2156 tn-IMG-6357

Zrowerowane gminy



Archiwum 2025 button stats bikestats.pl 2024 button stats bikestats.pl 2023 button stats bikestats.pl 2022 button stats bikestats.pl 2021 button stats bikestats.pl 2020 button stats bikestats.pl 2019 button stats bikestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl 2011 button stats bikestats.pl 2010 button stats bikestats.pl 2009 button stats bikestats.pl 2008 button stats bikestats.pl

  • dystans : 105.71 km
  • teren : 25.00 km
  • czas : 05:41 h
  • v średnia : 18.60 km/h
  • v max : 40.65 km/h
  • rower : Accent Tormenta 1
  • Bike Orient - rajd rekreacyjny i powrót

    Niedziela, 27 czerwca 2010 • dodano: 29.06.2010 | Komentarze 9


    Na następny dzień po Bike Orientowych zawodach organizatorzy zaplanowali rajd rekreacyjny po Parku Krajobrazowym Wzniesień Łódzkich.

    Po śniadaniu i spakowaniu się liczna ekipa BS-owiczy, czyli: Anetka, Asia, Ewa, Monika, Igor, Wiktor, Darek, Łukasz, Piotrek i Ja udała się do bazy zawodów, w której zebrała się spora grupa chętnych na rekreacyjny wypad.

    Najpierw zbiórka …


    Piotrek i Asia … :)))


    Jest fajnie !


    Wśród uczestników rajdu był i taki rowerzysta na rowerze poziomym :)


    Czasem poruszaliśmy się po trudnym terenie


    Zarówno asfaltowych i terenowych podjazdów nie brakowało


    Terenowa jazda. Każdy miał czas na pogaduszki o tym i tamtym :)


    Postojów było sporo, w końcu to rajd dla każdego :)


    Trochę szaleństw – Młynarz ciśnie przez mostek :)


    Wszystkie miejscówki na postoje były bardzo dobrze zaplanowane


    Nie zabrakło jazdy po nietypowej nawierzchni nowo budowanej drogi :)


    Ogólnie rajd rekreacyjny udał się jak najbardziej, poznaliśmy bliżej tamtejsze okolice - po raz kolejny organizatorzy spisali się na medal !

    Po powrocie do bazy pożegnałem się z ekipą BS i innymi znajomymi, zamontowałem sakwy i ruszyłem w drogę powrotną – tą samą co przyjechałem na BO, czyli do Kutna, do którego dotrałem na pół godziny przed odjazdem składu IR do Poznania. Podróż przebiegła spoczko i tak zakończył się dla mnie świetny Bike Orientowy weekend :)

    Moja droga powrotna ... © JPbike




  • dystans : 146.40 km
  • teren : 80.00 km
  • czas : 08:32 h
  • v średnia : 17.16 km/h
  • v max : 44.67 km/h
  • rower : Accent Tormenta 1
  • Bike Orient 2010 - Łódź

    Sobota, 26 czerwca 2010 • dodano: 28.06.2010 | Komentarze 10


    Drugi mój start na Bike Oriencie, czyli maratonie rowerowym na orientację.
    Rok temu, właśnie na takiej świetnie zorganizowanej imprezie rowerowej na orientację debiutowałem, nie miałem wtedy większego pojęcia o tego typu zawodach – zająłem wtedy jedno z ostatnich miejsc i … wróciłem zadowolony :)

    Zaczęło się tak – zbudzili mnie o 7:30, głowa mnie trochę bolała po … :)
    Po zajechaniu na miejsce startu zjadłem dość małą porcję makaronu z sosem i jazda na odprawę. Na miejscu było mnóstwo znajomych twarzy. Najliczniejszą ekipą na BO po raz kolejny okazała się BIKEstats.pl :)

    Tym razem do zdobycia na najdłuższej trasie, na której wystartowałem – rowerowa giga (optymalna długość 170 km) było aż 37 PK ! Trasa została podzielona na 3 etapy.
    No i o 9-tej nastąpił start, czyli odbiór mapy 1 etapu.

    Etap 1, Wzniesienia Łódzkie – 14 PK

    Po przejrzeniu mapy zdziwił mnie naszkicowany odcinek specjalny, popytałem znajomych o co z tym chodzi … i wszystko mi jasne, trzeba po prostu poszukać 5 PK, poruszając się po tymże odcinku.
    Na pierwszy cel poszedł PK 21 – dno wąwozu, odnalezienie nie sprawiło mi problemów, bo większość też tamtędy jechała, w pobliże prowadził czerwony szlak i punkt zdobyty.

    Bike Orient 2010. PK 21 © JPbike

    PK 25 - dawna żwirownia – zdobyłem podobnie jak poprzedni punkt :)

    Bike Orient 2010. PK 25 © JPbike

    PK 20 – szczyt wzniesienia – na trasie zaczęło się robić luźniej, zacząłem częściej spoglądać na mapę, do tegoż punktu bezproblemowo dotarłem.

    Bike Orient 2010. PK 20 © JPbike

    Odcinek specjalny – PK 14-18 – pora na cos nowego, już samo dotarcie na początek tegoż odcinka sprawiło mi problemy, zresztą nie tylko ja błądziłem, ale i kilka innych osób, i tak w końcu przez parę km wspólnie jechaliśmy – z tego trudnego i mocno terenowego odcinka biegnącego po niezłych wzniesieniach zaliczyłem PK 15 i PK 16, raz na wybojach mapnik własnej roboty wypadł i po części pękł, a z szukania pozostałych PK na odcinku specjalnym zrezygnowałem bo … bolała mnie głowa, słabłem, miałem kaca po wczorajszym piciu, zatrzymałem się przy drodze nr 708 i tak posiedziałem sobie około 10 minut, od czasu do czasu spoglądając w mapę. W końcu ruszyłem dalej, nadal słabo kręcąc, ledwo 15-20 km/h na asfalcie, myślałem nawet, aby zrezygnować … ostatecznie nie poddałem się.

    Bike Orient 2010. Fragment odcinka specjanego © JPbike

    Bike Orient 2010. PK 15 © JPbike

    PK 22 – obniżenie terenu – nadal słabo się czując ten punkt zdobyłem wreszcie samodzielnie, po spojrzeniu na szczegóły na mapie. PK 19 postanowiłem odpuścić, mimo że był tam punkt żywieniowy.

    PK 26 – skrzyżowanie przecinek – po zdobyciu poprzedniego punktu wróciłem na asfalt i po chwili skierowałem się na szlak rowerowy, znów słabłem, zrobiłem postój na skraju lasu, wylegując się jakieś 15 minut i omal nie zasnąłem, gdy w końcu poczułem się troszkę lepiej, z przeciwka nadjechała agenciara :) Punkt zdobyłem bezproblemowo, pomogła mi linijka na kompasie.

    Bike Orient 2010. PK 26 © JPbike

    PK 23 - cmentarz – jechałem po prostu oznakowanym szlakiem do asfaltu w Starych Skoszewach i tam nagle … kapeć z tyłu, wymiana dętki, ponoć spokojna zabrała mi 10 minut, miejscowi pytali mnie czy pomóc :) Cmentarz, a raczej pozostałości odnalazłem, wcześniej robiąc nawrotkę.

    Bike Orient 2010. Kapeć ... © JPbike

    Bike Orient 2010. PK 23 © JPbike

    PK 27 – skrzyżowanie ścieżki ze strumieniem – samopoczucie znacznie się poprawiło, dobijając to tegoż punktu kręciłem fajnym i mocno zalesionym singletrackiem, po drodze dwa razy skręcając na niewłaściwą ścieżkę i zaliczając glebę na piachu.

    Bike Orient 2010. PK 27 © JPbike

    Dalej po dokręceniu w okolice PK 24 jakoś odechciało mi się szukać tegoż punktu i zdecydowałem wrócić do bazy, do której dokręciłem po ponad 6-ciu godzinach jazdy i mając zaliczone na I-szym etapie 9 z 14 PK.

    Etap 2, Las Łagiewnicki – 13 PK

    Po dość krótkim przestudiowaniu mapy i posileniu się w bufecie zdecydowałem że udam się zapolować na PK leżące na południu, a później w zależności od czasu na północ.

    PK 3 - źródło – punkt leżał stosunkowo blisko noclegowni, zdobyłem go bo kilka innych osób również tamtędy podążało. Zanim nadziurkowałem kartę … wpadłem lewą nogą w błoto do kolana o konsystencji cementu :) Podczas mycia w strumyku … no te komary :/

    Bike Orient 2010. PK 3 © JPbike

    PK 12 – skrzyżowanie ścieżek – w pewnym momencie zbyt daleko zajechałem bo zapomniałem że mapa drugiego etapu była w skali 1:15000 … więc nawrotka i punkt zdobyty.

    Bike Orient 2010. PK 12 © JPbike

    PK 9 – róg ogrodzenia – bez żadnych problemów :)

    PK 13 – brzeg stawu – znów myliła mnie skala, zbyt daleko i do niewłaściwego stawu dobiłem, więc nawrót i po przedzieraniu się przez chaszcze, pokrzywy ujrzałem w końcu punkt i zadziurkowałem po … najdłuższym spacerze od miejsca, gdzie zostawiłem rower.

    Bike Orient 2010. PK 13 © JPbike

    Kolejnym celem był PK 6, początkowo po skręceniu na leśną ścieżkę wszystko szło dobrze, aż znów pomieszało mi się z odległością, za długo błądziłem na tamtejszych krętych ścieżkach miałem tego dość i z tego drugiego etapu udało mi się zapolować jeszcze PK 11 – skrzyżowanie wału ziemnego i rowu, po czym wróciłem do bazy po ponad dwóch godzinach, zdobywając na tym etapie jedynie 5 z 13 PK.

    Bike Orient 2010. PK 11 © JPbike

    Etap 3, Okolice Zgierza – 10 PK

    Mapa tegoż etapu była w identycznej skali jak z pierwszego etapu – 1:50000, czułem się świetnie, chęci do kręcenia miałem spore, jedyny problem – zabraknie czasu na jak największą ilość zdobycia punktów na ostatnim etapie, wyruszyłem po 17:30 i ustaliłem że zapoluję na kilka PK-ów leżących w najbliższej odległości od Zgierza.

    PK 30 – skraj lasu – do tegoż punktu dotarłem za pomocą czerwonego szlaku, i po dokładnym odbiciu na ścieżkę, prowadzącą do góry niezłym podjazdem, sam punkt nie był na szczycie, tylko kawałek dalej, zdobyłem go dzięki paru innym osobom co tam właśnie byli i czyścili napędy od zapchania sianem.

    Bike Orient 2010. PK 30 © JPbike

    PK 29 – szczyt wzniesienia nad wyrobiskiem – dokręciłem dość szybko i bez większych problemów i punkt zaliczony.

    Bike Orient 2010. PK 29 © JPbike

    PK 37 – willa – zdobyty bez kłopotów, bez błądzenia i po części pomógł mi czerwony szlak. Przy tym PK był bufet – nareszcie się troszkę najadłem i napoiłem :)

    PK 31 - pomnik – zanim zdecydowałem że ten punkt będzie ostatnim, planowałem po drodze zdobyć jeszcze PK 36, zrezygnowałem, i dalej jadąc głównie asfaltem przez Zgierz na południe ostatni swój punkt zdobyłem.

    Bike Orient 2010. PK 31 © JPbike

    I tak po zdobyciu na trzecim etapie zaledwie 4 z 10 PK wróciłem do bazy o 19:50.
    Łącznie na tegorocznym Bike Oriencie zdobyłem 18 z 37 PK i zająłem 56 miejsce na 77 sklasyfikowanych na rowerowej trasie giga. Wynik lepszy od zeszłorocznego, może być :)

    Po zawodach każdy uczestnik miał zapewnione pieczenie kiełbasek przy ognisku.
    Bike Orient 2010. Biesiada po zawodach © JPbike

    Ekipa BS ma się mocno :)
    Bike Orient 2010. Ekipa BS © JPbike

    W końcu nastąpiła dekoracja i losowanie nagród.
    Team BIKEstats.pl po raz kolejny z rzędu zwyciężył w kategorii najliczniejszy team :)
    No i wylosowałem w tomboli czapkę z daszkiem, szczotkę do czyszczenia kasety, mapę :)

    Impreza jak zwykle udana – wielkie brawa dla organizatorów !

    Wracając do noclegowni już po ciemku znów … złapałem kapcia z tyłu i ponad kilometr pospacerowałem :)
    Na zakończenie dnia - późny wieczór miło zleciał z ekipą BS, która również nocowała w ośrodku wypoczynkowym i spać !



  • dystans : 69.25 km
  • teren : 7.00 km
  • czas : 03:00 h
  • v średnia : 23.08 km/h
  • v max : 38.56 km/h
  • rower : Accent Tormenta 1
  • Dojazd na Bike Orient

    Piątek, 25 czerwca 2010 • dodano: 28.06.2010 | Komentarze 3


    Piątek miałem wolny i na Bike Orient postanowiłem udać się rowerem z sakwami i z pomocą kolei. Po dwugodzinnej podróży składem IR na trasie Poznań - Kutno skierowałem na drogę nr 702 do Zgierza, ruch na tej drodze spory, zrobiło się chłodno i niezbyt przyjemnie się jechało.

    W piątek po drodze przejeżdżałem przez ... Piątek :)
    Geometryczny środek Polski w Piątku © JPbike

    Przez Zgierz bezproblemowo dotarłem do Łodzi, do Lasu Łagiewnickiego, gdzie w tamtejszym ośrodku wypoczynkowym ekipa BS miała zapewnione noclegi.

    Jako pierwsza zjawiła się agenciara. Ja byłem drugi. Mijało trochę czasu podczas którego uszykowaliśmy swoje rumaki, udaliśmy się do biura BO po numerki i bogaty pakiet startowy.

    Rowerki gotowe do zdobywania PK-ów © JPbike

    W końcu, dość późną porą zjawiła się pozostała część ekipy BS: anetka, ewcia0706, kosma100 i jej rodzinka, igorek, WRK97, djk71, oraz nowo poznany purzyc :)

    Biesiada BS-owiczy przy ognisku, a raczej przy resztkach, jakoś udało się pozbierać wokół trochę drewna
    Ognisko z BS-owiczami :) © JPbike

    Pieczenia kiełbasek i piwkowania nie zabrakło :)
    Pieczenie kiełbasek © JPbike

    Późny wieczór przy ognisku miło zleciał, nie wiem ile wypiłem browarków ... :)
    Pamiętam tylko że spojrzałem na zegarek jak szedłem spać - 2:15.

    Kategoria do 100 km


  • dystans : 35.40 km
  • teren : 20.00 km
  • czas : 01:41 h
  • v średnia : 21.03 km/h
  • v max : 31.07 km/h
  • rower : Accent Tormenta 1
  • Na działkę

    Czwartek, 24 czerwca 2010 • dodano: 24.06.2010 | Komentarze 10


    Wczoraj czyściłem Treka włącznie z demontażem całego bika, polerką ramy i poskładałem, oraz zamontowałem nowe rogi PRO - wszystko aż lśni.

    A dziś udałem się Accentem na działkę, by również i go wyczyścić, wraz z rozmontowaniem i złożeniem napędu, założyłem drugiego XCR-a, poprzedni przestał działać - złom.

    A jutro wyjazd na Bike Orient - nie tylko wspaniały rajd na orientację, ale i zlot licznego grona Bikestatowiczy :)

    Kategoria do 50 km


    No i przemęczyłem się ...

    Wtorek, 22 czerwca 2010 • dodano: 22.06.2010 | Komentarze 25


    Jak się mówi: organizmu nie da się oszukać.

    A więc tak - już po powrocie do domu z weekendu w górach poczułem mocny ból w udach, ledwo normalnie chodziłem, w poniedziałek nie byłem w stanie iść do pracy.
    A dzisiejsza wizyta u lekarza wyjaśniła mi wszystko, zresztą ja sam wiedziałem co mi powie - za dużo jeżdżę i to siłowo na rowerze, oznacza to że mój organizm jest przemęczony.
    Nie jestem już w stanie pogodzić treningów z ciężką pracą fizyczną, często ponad 50 godzin tygodniowo pracuję ...
    No i dojazdy na poszczególne zawody ponad 200 km od domu są dla mnie męczące.
    Od tej chwili oznacza to dla mnie zmianę tegorocznych planów, mniej treningów, mniej jazd ponad 200 km, jak i odpuszczam parę startów na maratonach.

    Nie jestem załamany, na rowerze będę dalej jeździł - w końcu to moja pasja :)



  • dystans : 57.50 km
  • teren : 20.00 km
  • czas : 03:07 h
  • v średnia : 18.45 km/h
  • v max : 62.45 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Poznaniacy na czeskich ścieżkach

    Niedziela, 20 czerwca 2010 • dodano: 22.06.2010 | Komentarze 9


    Korzystając z tego że do agroturystycznej noclegowni w Kozielnie przyjechaliśmy na cały weekend, ostatniego dnia przed powrotem do stolicy Wielkopolski wybraliśmy się do Czech na tamtejsze świetne trasy rowerowe - pomysłodawcą i przewodnikiem wypadu był Jarek, który już parę razy był w tamtych okolicach.

    Wyruszyliśmy po śniadaniu w czteroosobowym składzie Poznaniaków:
    - Jarekdrogbas
    - JPbike
    - Maks
    - toadi69

    Ruszamy w góry ... :)


    Humory dopisywały :)


    Po dokręceniu asfaltem przez Bily Potok i Javornik skierowaliśmy się na świetnie oznakowany zieloną strzałką szlak dla bikerów


    Szlak, zwany Cyklo 6222, który Jarek znał okazał się bardzo przyjemny, w większości przez górski las, nachylenia zarówno podjazdów, jak i zjazdów znośne, nie zabrakło postojów przy pięknych widokach.

    Zbyszek i Maks podjeżdżają na czeskim szuterku


    Drogbas zjeżdża wśród górskich widoczków


    Kompletna ekipa Poznaniaków na czeskim terenie :)


    Niezłych terenowych podjazdów nie zabrakło


    Fragmentem poruszaliśmy się znaną z maratonu w Złotym Stoku trasą i tak dalej dokręciliśmy na szczyt Góry Borówkowej (900 m)


    Na szczycie zrobiliśmy kilkunastominutowy postój i jazda w dół, najpierw technicznym zjazdem niebieskim szlakiem pieszym, a następnie oznakowanym również niebieskim szlakiem rowerowym - cały czas w dół do Javornika


    Na jednym z wielu szybkich łuków Jarek przesadził z prędkością i wylądował w rowie :)

    No ... masa mijanych bikerów :)


    W Javorniku udaliśmy się pozwiedzać wokół tamtejszy zamek


    Po odpoczynku na tarasie zamkowym nastała pora wracać do kraju :)


    Puls - max 161, średni 125
    Przewyższenie - 1071 m



  • dystans : 77.92 km
  • teren : 75.00 km
  • czas : 05:00 h
  • v średnia : 15.58 km/h
  • v max : 63.90 km/h
  • rower : TREK 8500
  • MTB Marathon Międzygórze

    Sobota, 19 czerwca 2010 • dodano: 21.06.2010 | Komentarze 12


    Międzygórze - ściganie u stóp Śnieżnika

    Od czasu, gdy nie mam własnego auta (ten stan trochę potrwa) zaczęła się dla mnie pora na kombinowanie z dojazdami na poszczególne maratony. Tym razem z pomocą pospieszył się mój partner treningowy, czyli Jarek, nie tylko zafundował transport pakowną furą, ale i załatwił nocleg na cały weekend – wielkie dzięki zarówno dla Niego, jak i jego Agi :) Do noclegowni w Kozielnie oddalonej kilkadziesiąt km-ów od Międzygórza przybyli również dwaj Megowcy – Krzysztof i Zbyszek.
    Na miejsce startu zajechaliśmy po 9-tej. Po raz pierwszy się zjawiłem w Międzygórzu. Poskładaliśmy swoje rumaki i jazda z Jarkiem i Mariuszem na rozgrzewkę na podjazd i zjazd.
    Z powodu wypadku drogowego start giga opóźnił się o 30 min. Czekając na start spotkałem niemal wszystkie mi znajome twarze, spotykane na golonkowych edycjach - no dobra, wymienię: Izę, Adama, Arka, głównego rywala Damiana, Marka, Mateusza, Przemka i paru innych mniej znanych.
    Trasę zapowiadali jako łatwa technicznie, głównie szerokie szutrowe dukty, ale wymagającą kondycji, czyli ok. 2700 m przewyższenia. Było pochmurno z przejaśnieniami i kilkanaście st.C.
    No i start. Ustawiłem się dość blisko linii w trzecim sektorze. Na początek kilka km pod górę, jechałem swoje, dość szybko mnie wyprzedził Damian, a po chwili Arek i obaj powolutku mi znikali z zasięgu pola widzenia. To nic, to jest górskie ściganie i wszystko może się zdarzyć. No i nie zabrakło zaskoczenia – niespodziewanie wyprzedził mnie … Rodman - lekki szok ! Myślałem że ze mną coś nie tak … Po bezproblemowym zjechaniu ze szczytu pierwszego podjazdu, następny długi podjazd – znów byłem zaskoczony, przez moment się odwróciłem i zauważyłem zbliżającego się do mnie … klosia - znów lekki szok ! Rodmana pokonałem po wizycie w pierwszym bufecie, na którym się nie zatrzymałem, a facet z obsługi widząc mnie w ruchu z kubkiem wody wrzucił do mojej kieszonki banana. Na tym długim i dość szerokim podjeździe na najwyższy punkt trasy na którym ciut lepiej mi się podjeżdżało wyprzedził mnie klosiu, jak się okazało, był jedyną osobą, która mnie pokonała na tym podjeździe, dalej miałem Go cały czas w zasięgu wzroku. Im dłuższy podjazd, tym bardziej zaczęła mnie pobolewać dolna cześć pleców. Po wjechaniu na Halę Pod Śnieżnikiem (1275 m) nareszcie nastąpił zjazd czerwonym szlakiem pieszym. Już na samym początku technicznego zjazdu wśród masy kamieni stał sam Grzegorz Golonko i wśród grupki, która zaczęła zjeżdżać – ja byłem jedyny co odważył się zjechać trudny początkowy fragment i zjechałem bez najmniejszych problemów, klosia załatwiłem lekko i tak zostało do mety :) Dalej w dół, po kamieniach cisnąłem na maxa, dochodziłem kolejnych rywali i moim oczom ukazał się widok … Damiana :) Jasne pokonałem Go. W sumie na tym zjeździe załatwiłem kilkunastu osób. Gdy skończył się wąski odcinek, dalej mknąłem w dół po szutrze dość szybko i to bez okularów (max 63.90 km/h). Po zjechaniu kolejny długi podjazd, na początkowym fragmencie zbyt mocno naciskałem na pedały i poczułem zbliżający się skurcz prawego kolana – 30 sek postoju pomogło. Podjazd pokonałem przyzwoitym tempem, od czasu do czasu spoglądając na tył, czy nie jedzie za mną Damian, wiedziałem że na podjazdach jest mocny - zaczynał mnie dochodzić na końcówce tegoż podjazdu, gdzie na wysokości ponad 1000m znajdował się drugi bufet i rozjazd mega/giga. Przy bufecie na krótko stanąłem i szybko zwiałem bo stamtąd zaczynał się długi zjazd. Damianowi na tym dość wyboistym zjeździe odjechałem. Od tamtejszych wybojów ręce mi zesztywniały i z trudem przełączałem biegi. Całą dodatkową pętlę giga biegnącą po szerokich szutrowych duktach - do trzeciego bufetu przejechałem raz sam, raz mieszając się z gościem z M4, jechało mi się dobrze, no i dodatkowo w górnych patriach miałem porcję arcywidoków :) Gdzieś tam na kolejnym podjeździe na stromej serpentynie znów zauważyłem Damiana – od razu mi przyszło do głowy że będzie ciężko wygrać z Nim ten maraton. Ostatni bufet poprzedzony był niezbyt długim asfaltowym podjazdem, znów dolna część pleców dała o sobie znać, zrobiłem tam krótki postój (woda, banan i rodzynki) i dogonił mnie Damian, który wyprzedził mnie kawałek dalej podczas krótkiego rozciągania pleców. Dalej, na ostatnim długim podjeździe już nie kręciło mi się tak dobrze, nie wiem czemu. Aha, dokładnie podczas połączenia pętli giga z mega natrafiłem na Megowca – Zbyszka :) Ostatni, ponad 10 kilometrowy odcinek biegnący w okolicy kompleksu narciarskiego Czarna Góra był trochę ciężki, grząsko, trochę błota, powolutku dublowałem megowców, nie obyło się bez wprowadzania na nierównym i podmytym odcinku z kamieniami. Wreszcie zjazd, trochę błotnisty, tradycyjnie cisnąłem w dół, na koniec, bliziutko mety jeszcze jeden krótki i niezbyt stromy podjazd – znów łańcuch zaczął mi się kleić i kawałek zmuszony byłem wprowadzać, i w końcu zjeżdzik do samej mety, na którą wjechałem zbyt szybko – spiker dał mi znak, bym zwolnił :)
    Zaraz po minięciu linii mety spotkałem Dorotę, chwilę pogadaliśmy, mamba złapała 3 gumy …
    Później już tylko bufet, makaron, dzielenie się gratulacjami i wrażeniami ze ścigania, sprawdzenie wyników, czyszczenie rowerka w strumyku i myk do przyjemnej agroturystycznej noclegowni i … kilka browarów poszło :)

    58/146 - open GIGA
    20/54 - M3

    Strata do zwycięzcy open (jak i M3) – 1:16:26
    Spoglądając na tablicę wyników – byłem lekko i pozytywnie zaskoczony :)
    Nie zmartwiła mnie nawet 6 minutowa porażka z Damianem, który w tym sezonie w górach spisuje się nieźle.
    Do Arka strata wyniosła 9 min.
    Klosiu i Rodman stracili do mnie odpowiednio 7 i 37 min.

    Po czterech golonkowych wyścigach zajmuję w generalce giga M3-owców 14 miejsce – nieźle :)
    A team BIKEstats uplasowany jest na 39 miejscu na 121 sklasyfikowanych drużyn na giga.

    MTB Marathon Międzygórze 2010 © JPbike

    Puls – max 176, średni 153
    Przewyższenie – 2692 m



  • dystans : 48.92 km
  • teren : 20.00 km
  • czas : 02:03 h
  • v średnia : 23.86 km/h
  • v max : 55.73 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Przed Międzygórzem (2)

    Czwartek, 17 czerwca 2010 • dodano: 17.06.2010 | Komentarze 0


    Oj ... jak ja stęskniłem za swoim terenem, czyli WPN :)
    Więc na trening przed Międzygórzem wybrałem się właśnie tam.
    Tempo jazdy - takie, aby się nie przemęczyć aż za bardzo.
    Wyruszyłem o 18-tej, tym razem do granic Parku dokręciłem drogą przez Wiry i dalej oznakowaną rowerówką do Greiserówki, by po chwili zaszaleć na krętym i wąskim singletracku wokół Jeziora Jarosławieckiego

    Singletrack w WPN-ie © JPbike

    Następnie dokręciłem żółtym szlakiem przez Pojniki do asfaltówki, by stamtąd pokonać podjazd na Osową Górę i ze szczytu zjechać przez dość wyboistą polankę w dół do dawno nieczynnej i mocno zarośniętej tamtejszej stacji kolejowej ...

    Na stoku Osowej Góry © JPbike

    Podczas zjeżdżania po krótkiej stromiźnie zauważyłem że coś nie tak z przednim hamulcem (słabe działanie) - okazało się że okładziny do wymiany.

    Czas uciekał, planowałem jeszcze wspinaczkę i zjazd do/z Ludwikowa i objazd czerwonym wokół Góreckiego, czasu brakło, więc dokręciłem i zatrzymałem się na krótko nad brzegiem tegoż jeziora

    Nad Jeziorem Góreckim © JPbike

    I dalej to już szybka jazda Greiserówką, przez Komorniki, Plewiska i do domu.
    Po powrocie i krótkim odpoczynku zabrałem się za wymianę klocków hamulcowych i po robocie działa jak należy.

    Puls - max 158, średni 124
    Przewyższenie - 302 m

    Kategoria do 50 km


  • dystans : 14.07 km
  • teren : 8.00 km
  • czas : 00:41 h
  • v średnia : 20.59 km/h
  • rower : Accent Tormenta 1
  • Praca ...

    Czwartek, 17 czerwca 2010 • dodano: 17.06.2010 | Komentarze 0




    Kategoria do/z pracy


  • dystans : 27.64 km
  • teren : 8.00 km
  • czas : 01:25 h
  • v średnia : 19.51 km/h
  • v max : 30.32 km/h
  • rower : Accent Tormenta 1
  • Praca i do rowerowych

    Środa, 16 czerwca 2010 • dodano: 16.06.2010 | Komentarze 5


    Jazda do/z pracy - spoczko.
    Po robocie i po obiedzie udałem się najpierw do Cykloturu po zestaw do odpowietrzania i końcówki przewodów hydraulicznych (oliwka), a następnie do Colexu po zapasowy hak przerzutki do Treka i olej do łańcucha.
    Fajnie się jechało przez miasto rowerem, niezłe korki były wszędzie w centrum, mnie to nie dotyczyło :) W drodze powrotnej wpadłem na lodzika do Parku Wilsona.

    Hamulce w Treku w końcu zrobiłem - nie tylko odpowietrzyłem, ale i samodzielnie skróciłem zbyt przydługawe przewody hydrauliczne. Okładziny z tyłu również zostały wymienione. Po tej robocie poziom zadowolenia z samodzielnego serwisowania rumaka wzrósł :)

    Kategoria do 50 km, do/z pracy