top2011

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Jacek ze stolicy Wielkopolski
Info o mnie.

- przejechane: 186633.23 km
- w tym teren: 67338.10 km
- teren procentowo: 36.08 %
- v średnia: 22.57 km/h
- czas: 342d 17h 47m
- najdłuższy trip: 329.90 km
- max prędkość: 83.56 km/h
- max wysokość: 2845 m

baton rowerowy bikestats.pl

Wyprawy z sakwami

polska
logo-paris
logo-alpy
TN-IMG-2156 TN-IMG-2156 tn-IMG-6357

Zrowerowane gminy



Archiwum 2025 button stats bikestats.pl 2024 button stats bikestats.pl 2023 button stats bikestats.pl 2022 button stats bikestats.pl 2021 button stats bikestats.pl 2020 button stats bikestats.pl 2019 button stats bikestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl 2011 button stats bikestats.pl 2010 button stats bikestats.pl 2009 button stats bikestats.pl 2008 button stats bikestats.pl

  • dystans : 25.35 km
  • teren : 18.00 km
  • czas : 01:50 h
  • v średnia : 13.83 km/h
  • v max : 52.85 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Na Jaworzynę

    Środa, 11 sierpnia 2010 • dodano: 11.08.2010 | Komentarze 14


    Po wczorajszej całodziennej wyprawie do Krynicy nogi nie bolały, miałem ochotę gdzieś w górki pokręcić, więc po południu pokusiłem się, by wjechać i zjechać na Jaworzynę (1114 m) głównie fragmentami znanej mi dobrze z zeszłorocznej edycji trasy.
    Pierwsze kilometry przez centrum Krynicy - jakoś dziwnie się jechało, czyli tak, jakbym w dalszym ciągu ciągnął przyczepkę :)
    Wszystko wróciło do normy po pierwszym skręcie w górski teren, czyli żywioł Treka :)

    Tam do góry właśnie jadę :) © JPbike

    Robi się stromo ... © JPbike

    Wysoko, coraz wyżej (ok. 800 m) ... © JPbike

    ....... :) © JPbike

    Tu 1000m przekroczone i wciaż do góry ... © JPbike

    Arcywidoki na Jaworzynie :) © JPbike

    Fragment krótkiego zjazdu ze szczytu © JPbike

    Zjeżdżając tamtędy przy okazji odkryłem golonkowe taśmy i strzałki kierujące na nowy odcinek tegorocznej edycji krynickiego maratonu - oczywiście sam jestem ciekaw co tam dalej jest :)
    Oznaczenia kierujące na nową pętlę © JPbike

    Ja jednak pojechałem dalej najpierw czerwonym po korzeniach do góry, a następnie fajnym niebieskim kamienisto-korzennym w dół
    Fragment zjazdu niebieskim szlakiem © JPbike

    No i podczas przeskakiwania przez widoczny na pierwszym planie rów walnąłem tylnym kołem w nieodpowiednie miejsce i błyskawiczna guma złapana ...
    Guma w górach złapana ... © JPbike

    A propos błotka - występowało jedynie fragmencikami.
    A tutaj to największe jakie zauważyłem, zresztą to samo miejsce doskonale znam - KLIK dla porównania :)
    Troszke błotka :) © JPbike

    Dalej to już jazda do samego końca niebieskiego szlaku - świetnie poprowadzonym po grzbiecie, fajnym szuterku, miejscami po korzeniach, z mocno zjazdową i wąską końcówką biegnącą wprost na jedną z głównych ulic Krynicy.
    Fajnie być znów z rowerem w górach :) © JPbike

    Puls - max 165, średni 130
    Przewyższenie - 786 m

    Kategoria do 50 km, w górach


  • dystans : 129.82 km
  • czas : 06:48 h
  • v średnia : 19.09 km/h
  • v max : 61.01 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Do Krynicy Zdrój !

    Wtorek, 10 sierpnia 2010 • dodano: 11.08.2010 | Komentarze 16


    Urlopu w górach z rowerem czas zacząć !

    Jako cel obrałem Krynicę Zdrój, połączone z tamtejszym maratonowym startem.
    Po porządnym spakowaniu się poprzedniego dnia, pobudce i skromnym śniadaniu ruszyłem Trekiem z przyczepką i plecakiem na poznański dworzec i … zjawiłem się na 2 minuty przed odjazdem składu IR do Krakowa, gdy tylko na chwilkę wszedłem na hol dworca, coś pokręciło mi się z peronami – wjechałem na inny i później, już w trakcie jazdy okazało się że wsiadłem do innego pociągu i do tego TLK … :)
    Blisko 7 i pół godzinną podróż z trudem zniosłem, tłoczno było, na szczęście ze mną podróżowała również z rowerem sympatyczna bikerka, nie kryła wrażenia, gdy jej powiedziałem że z Krakowa jadę na własnych siłach przez góry do Krynicy :)

    Po dobiciu do Krakowa nie mogło zabraknąć wizyty na tamtejszym Starym Rynku, na którym zrobiłem krótką przerwę. By po chwili udać się przez most z widokiem na Wawel w kierunku na drogę wylotową do Wieliczki – bezproblemowo dokręciłem.
    Kraków. Widok na Wisłę i Wawel © JPbike

    Kręcąc przez miasto ze słynną Kopalnią Soli zaczęły się solidne podjazdy, co chwila napotykałem znaki 6,8,9,7 % raz do góry, raz w dół, przy takich podjazdach moja Osowa Góra to pikuś :D
    No, przyczepka miała dociążone chyba ze 25-30 kg, wiozłem nawet … laptopa !
    Każdy podjazd to dla mnie istny trening siłowy, a zjazdy to szaleństwo – przekonałem się że mój Trek, a właściwie jego wyścigowa geometria ramy nie nadaje się do turystyki z dużym obciążeniem – każdy lekki ruch kierownicą przy ponad 25 km/h powodował wibracje przyczepki – mimo tego raz na zjeździe osiągnąłem 61 km/h … Raz kompletnie na zjeździe przesadziłem że przyczepka tak silnie rozwibrowała i … odczepiła się ! Na szczęście wylądowała na poboczu, błotnik pękł, i jedna sakwa lekko obtarta … już się boje że Młynarz mi sprawi lanie :D
    Całe szczęście, mój dobytek wraz z laptopem ocalał, uff :)
    Od tamtej chwili przypomniało mi się że rok temu czytałem instrukcję obsługi przyczepki – pisali że nie należy przekraczać 40 km/h :) I tak dalej, jadąc do celu starałem się na zjazdach, których miałem mnóstwo nie przekraczać tejże prędkości, pewnie klocki hamulcowe wkrótce pójdą do wymiany :)

    Dalsza jazda, najpierw drogą 966, a następnie lokalną do Limanowej to czysta przyjemność, pokonywanie podjazdów, zjazdów, jak i cała masa urzekających górskich widoczków …
    Urok górskiego rowerowania © JPbike

    Urok górskiego rowerowania c.d. © JPbike

    Po dotarciu do Limanowej była już późna pora, skierowałem się na 28-tkę i zaraz za tymże miastem zaczął się długi podjazd na ponad 620 m, momentami było ciężko, mozolnie się wspinałem.
    Na 628 m i w oddali szczyty Beskidu Sądeckiego © JPbike

    Po odpoczynku na szczycie to już tylko długi zjazd do Nowego Sącza …
    Zjazd z serpentynami do Nowego Sącza © JPbike

    Kręcąc przez NS nie mogło zabraknąć wyjątkowej chwili – spotkania z Karolinką – mocno się uciskaliśmy, podczas powitania z trudem utrzymywałem równowagę po tylu podjazdach :) Było miło :) Poznałem również jej śliczną Werkę :)

    Do Krynicy Zdrój pozostało mi prawie 30 km, ruszyłem dalej, już po zapadnięciu zmroku i zamontowaniu lampek, nie wiedząc że droga do celu to kolejna długa wspinaczka, podczas której zrobiłem trzy postoje i wcinałem resztki tego, co miałem, oraz osiągnąłem kulminację wysokościową – aż ok 750 m ! Najcięższa była końcówka – byłem już zmęczony, ale co tam, fajnie pokonywać własne słabości i zadowolony w końcu dotarłem o 23-tej do Krynicy i do noclegowni, tej samej, co rok temu urlopowałem.
    Była to jedna z moich najcięższych górskich jednodniowych wypraw ze sporym bagażem – będzie co wspominać :)

    V max – 61.01 km/h – mój rekord mocno obładowaną przyczepką z laptopem !
    Przewyższenie – 1625 m !



  • dystans : 71.33 km
  • teren : 18.00 km
  • czas : 02:36 h
  • v średnia : 27.43 km/h
  • v max : 40.28 km/h
  • rower : Accent Tormenta 1
  • Pada, nie pada ...

    Niedziela, 8 sierpnia 2010 • dodano: 08.08.2010 | Komentarze 14


    W takich deszczowo-przejaśnieniowych warunkach przyszło mi w niedzielny dzionek potrenować - no cóż, na przeróżnych rowerowych zawodach nigdy nie wiadomo jaka będzie pogoda, więc trzeba być oswojonym z każdymi warunkami do jazdy. Na trasę, w większości asfaltową obrałem północno-zachodnie podpoznańskie rejony.

    Dom - Rusałka - Strzeszynek - Kiekrz (po mokrym asfalcie) - Rokietnica - Rostworowo - Żydowo - Przecław - Pamiątkowo (po suchym, trochę wmordewinda) - Lulin - Nieczajna (rozpadało i cisnąłem dalej) - Sępno - Sobota (terenem i gleba w błocie zaliczona) - Pawłowice - Kiekrz (do sklepu i postój nad jeziorem pod daszkiem, znów lunęło) - Strzeszynek - Rusałka (standardową traską, po ulewie nieźle siebie i accenta uwaliłem) - Dom (wysżło słońce)

    Puls - max 160, średni 134

    Kategoria do 100 km


  • dystans : 75.78 km
  • czas : 03:08 h
  • v średnia : 24.19 km/h
  • v max : 57.84 km/h
  • rower : Accent Tormenta 1
  • Po przyczepkę :)

    Piątek, 6 sierpnia 2010 • dodano: 07.08.2010 | Komentarze 11


    Wkrótce mykam w góry z rowerem :)
    Ale jak tu zabrać bagaż, i do tego Trek nie ma uchwytów na bagażnik ?
    JPbike zawsze coś wymyśli !
    Po prostu pojadę z przyczepką - nie posiadam własnej, postanowiłem że wybiorę się do Jasienia pożyczyć to cudo od Asiczki i Piotrka - wspaniałych przyjaciół :)
    Przed wakacyjnymi wojażami po górkach nie miałem ochoty pokonywać prawie 200 km, więc skorzystałem z pomocy pociągu - zawiózł mnie i bika do Zielonej Góry. Pierwszy raz w życiu podróżowałem z rowerem w iście luksusowych warunkach, czyli wagonem bezprzedziałowym z klimatyzacją !

    A dalej to już własnymi siłami pomknąłem lubuskimi asfaltami, przeważnie wśród lasów.
    Jechałem po części znaną z zeszłorocznej wyprawy trasą.

    Wjazd do Gminy Jasień © JPbike

    Po dotarciu do celu i przywitaniu z Jahoo, Młynarzem i jego rodzinką miło spędziłem z czas, było piwko, bilard, grill ... i zostałem na nockę :)

    Kategoria do 100 km


  • dystans : 91.73 km
  • teren : 40.00 km
  • czas : 04:08 h
  • v średnia : 22.19 km/h
  • v max : 41.79 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Jak wykorzystać dzień urlopowy, będąc u siebie ?

    Czwartek, 5 sierpnia 2010 • dodano: 05.08.2010 | Komentarze 8


    Dla mnie to żaden problem, po prostu po pobudce i śniadaniu sprawdzam prognozę pogody, szykuję sprzęt, włażę w kolarskie ciuszki i jadę na swoje ulubione tereny, z aparatem foto oczywiście :)
    Jako że miałem w pracy do załatwienia pewną sprawkę i umówiłem się na obiad z rodzicami na działce, postanowiłem niemal cały dzień spędzić rowerowo i to tempem spokojniejszym. Poza tym po raz pierwszy na wycieczkę wziąłem swój nowy nabytek przeznaczony na dłuższe i całodniowe (może i parodniowe) wypady, czyli większy i pojemniejszy plecak - Deuter Futura 22.

    Najpierw jazda do WPN przez Luboń i Wiry ...
    W drodze do WPN-u © JPbike

    JPbike mknie przez las ... © JPbike

    Zaliczyłem również super singletrack wokół Jarosławieckiego :)
    Jezioro Jarosławieckie © JPbike

    Po wyjechaniu z WPN-u udałem się w kierunku swojej pracy i stamtąd na działkę przez Lasy Zakrzewskie.
    Na działce była zupa pomidorowa, pokropiło troszkę, wypiłem kawę, odebrałem sms-a od Jarka, ustaliliśmy że spotkamy się nad Rusałką i pomknąłem dalej.

    W drodze do Lusówka © JPbike

    Krajobrazy takie mijałem ... © JPbike

    Dobijam nad Jezioro Kierskie © JPbike

    Nad Jeziorem Kierskim © JPbike

    Nie mogło zabraknąć elementów typowo MTB-owskich ...
    Namiastka zjazdu by MTB :) © JPbike

    Tutaj, około 15 minut zdecydowałem przeczekać na Drogbasa, który właśnie wykonywał rundy i chciałem zabawić się w nadwornego fotografa, nie doczekałem się i zwiałem wprost nad Rusałkę ...
    Fragment "Rundy Drogbasa" © JPbike

    Nad Rusałką, w ogródku piwnym w końcu spotkaliśmy się, rozmowom przeważnie rowerowo-maratonowym przy piwku nie było widać końca :) W międzyczasie obok przemknął Ryszard z M5 (chłop ma kondycję), i też z Nim pogadaliśmy, poza tym zauważyłem również nieźle trenującego DunPeala i Dotkę :)
    Po konsumpcji Lecha zrobiliśmy jedną superszybką rundę wokół Rusałki, jak i wskoczyliśmy "pościgać" się na pobliski tor żużlowy !
    Drogbas vs JPbike wyciskają maximum na torze żużlowym :) © JPbike

    Wynik szalonego pojedynku: REMIS :)

    Okazało się że sam "żużlowy pojedynek bikerów" nam nie wystarczył na zakończenie dnia - więc znów mocnym tempem dokręciliśmy do czołgu :)
    Wielkopolska ma mocnych czołgisto-bikerów :) © JPbike

    Na koniec jeszcze jedna atrakcja lekkoatletyczna, by chociaż przez chwilę poczuć się jak Szymon Ziółkowski :)
    Atrakcja lekkoatletyczna z bikerem :) © JPbike

    Dalej to już zwiałem do domu. Dzień był udany rowerowo !

    Przewyższenie - 368 m

    Kategoria do 100 km


  • dystans : 83.82 km
  • teren : 56.00 km
  • czas : 03:01 h
  • v średnia : 27.79 km/h
  • v max : 44.20 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Trzy rundy Drogbasa

    Środa, 4 sierpnia 2010 • dodano: 04.08.2010 | Komentarze 3


    Jestem na urlopie i zanim wyjdę na rower muszę porządnie się wyspać :)
    Na dość mocny trening wyskoczyłem po obiedzie, i wybrałem do pokonania trzy rundy Drogbasa, myślałem nawet o czterech ... wyszedłby wtedy setka :)
    Pierwsza runda jakoś odrobinę ciężej szła, a pozostałe dwie już lepiej - to pewnie sprawka lenistwa po pobudce. Nie specjalizuję się w podawaniu szczegółowych parametrów poszczególnych okrążeń. Na koniec treningu wpadłem na ciemne piwo w odpowiednim miejscu - w ogródku piwnym nad Rusałką - to chyba już tradycja :)

    Już niedługo najodleglejszy od mojego domu golonkowy maraton w Krynicy Zdrój - będzie nowa trasa i nie wiem czy znów będą takie przeprawy przez strumyki po osie ... :) (fotka z zeszłorocznego rekonesansu właśnie w Krynicy)

    Przeprawa ... :) © JPbike

    Puls - max 170, średni 143
    Przewyższenie - 345 m

    Kategoria do 100 km


  • dystans : 32.62 km
  • czas : 01:18 h
  • v średnia : 25.09 km/h
  • v max : 40.65 km/h
  • rower : Accent Tormenta 1
  • Wieczorne rundy nad Maltą

    Wtorek, 3 sierpnia 2010 • dodano: 03.08.2010 | Komentarze 4


    Od rana do późnego popołudnia u mnie lało.
    Na kondycyjną przejażdżkę wyszedłem po 20:15, kierunek - nad Maltę i tam wykonałem dwie średnio szybkie rundy wokół jeziora.
    Po rundach zahaczyłem o wieczorny Stary Rynek - dawno nie byłem.

    Kategoria do 50 km


  • dystans : 35.17 km
  • teren : 19.00 km
  • czas : 01:34 h
  • v średnia : 22.45 km/h
  • v max : 33.14 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Na działkę

    Poniedziałek, 2 sierpnia 2010 • dodano: 03.08.2010 | Komentarze 2


    Umyć Treka po Głuszyckim maratonie.
    Jazda spokojniejsza, nogi po niedzielnym wycisku nie bolały.
    No ... 10000 km w terenie z BS przejechane !

    Kategoria do 50 km


  • dystans : 86.39 km
  • teren : 82.00 km
  • czas : 06:47 h
  • v średnia : 12.74 km/h
  • v max : 64.47 km/h
  • rower : TREK 8500
  • MTB Marathon Głuszyca

    Niedziela, 1 sierpnia 2010 • dodano: 02.08.2010 | Komentarze 16


    Ten maraton w Głuszycy do tej pory zapisze się dla mnie jako rekordowy pod paroma względami:
    - pokonałem ponad 3000m w pionie
    - spędziłem na trasie 6 godz i 47 minut
    - około 10 razy złapały mnie skurcze nóg
    - zaliczyłem chyba największą ilość wprowadzania ścigacza do góry
    Te powyższe przykłady wskazują że do tej pory dla mnie był to najcięższy giga maraton …

    Dobra, zrelacjonuję trochę :)
    Do Głuszycy, a raczej do agro-noclegowni w pobliskiej Sierpnicy zajechałem dzień przed zawodami z Markiem. Po drodze zahaczyliśmy o biuro zawodów i w końcu udało mi się wymienić mój zniszczony numer startowy. Na miejscu byli już Krzysztof i Zbyszek, później zjawili się pozostali znajomi – DunPeal i Paweł z Kamilą.
    Ekipa mocnych ścigantów MTB z Wielkopolski :) © JPbike

    Po śniadaniu ruszyłem z Pawłem na krótką rozgrzewkę na pobliski podjazd i stamtąd 9 km w dół na miejsce startu w Głuszycy, gdzie spotkałem golonkowych znajomych – Izę, Adama, Arka, Damiana, Mariusza, Piotra i chyba kogoś jeszcze :)
    Przed tym maratonem nie trenowałem zbyt wiele, wolałem odpocząć i pogłębić głód solidnej dawki MTB :)
    Start troszkę opóźniono. Na początek jazda asfaltem do Łomnicy za samochodem organizatora i po skręcie w górski teren zaczęło się prawdziwe ściganie. Na pierwszym podjeździe szło mi całkiem nieźle, jechałem bez szaleństw i równym tempem, na ok. 5 km Damian, który kilka chwil wcześniej mnie wyprzedził i widocznie starał się poprawiać pozycje, na dość wąskim odcinku górskiego szlaku się zatrzymał (regulacja napędu). Ze spokojem mijałem Go i pomknąłem dalej, wiedząc że podczas pokonywania 3 km w pionie wszystko może się zdarzyć. Na pierwszym wąskim zjeździe tradycyjnie cisnąłem na maxa w dół, tak mocno że po zjechaniu z klocków hamulcowych wydobywał się charakterystyczny swąd, w sumie pierwszy raz na tarczówkach coś takiego doświadczyłem. Frajda z prawdziwie MTB-owskich zjazdów była i to jaka – wszystkie zjazdy na całej trasie to dla mnie bajka :) Dalsza jazda wschodnią pętlą przebiegła równo, nogi nieźle podawały na podjazdach – jest dobrze, pomyślałem :) Przez dłuższy czas miałem Arka w zasięgu wzroku. No i był pewien moment że dogoniłem późniejszą zwyciężczynię giga – Justynę Frączek, i po raz kolejny przez jakiś czas jechaliśmy we dwójkę i blisko siebie. Ewelinę Otyl też wyprzedzałem, kilka razy, za każdym razem na trudnych zjazdach. I wtedy, po 29 km (już ?) mocnej jazdy, podczas wnoszenia rowerka na dużej stromiźnie poczułem zbliżające się skurcze nóg. Będzie ciężko – pomyślałem, ale nie poddam się do mety ! Pierwszy skurcz złapał mnie podczas przejazdu przez trudny graniczny odcinek i od tamtej chwili powolutku zacząłem tracić ciężko wypracowane pozycje, nadzieję na dobry wynik, jak i pokonania Damiana … trudno. Wtedy każdy mocniejszy podjazd oznaczał dla mnie walkę ze zbliżającymi się skurczami, ilość wprowadzań była spora, ratunkiem okazały się zjazdy – na każdym szalałem, sporo ryzykując, wyprzedzając każdego, którego się dało i ciesząc się ze swojej techniki :) Po zjechaniu do Głuszycy i rozpoczęcia zachodniej pętli moje tempo było już słabsze, dogoniła mnie Ewelina i tak jakoś udało mi się przez pewien czas na półpłaskim odcinku jechać za Nią – do czasu kolejnego skurczu :( A dalej, było już tylko gorzej … Po dokręceniu pod niezły i stromy podjazd (na 50 km) który zacząłem pokonywać młynkując, złapał mnie kolejny … usiadłem na minutę na trawie i Damian mnie wtedy doszedł, następna tegoroczna porażka z rywalem zaliczona :( Po kolejnym wprowadzeniu na szczyt i zjechaniu po trawiastym stoku (v max trasy, 64 km/h) kolejny stromy i długi podjazd – całość znów z buta, z głową skierowaną w dół :( Potem fajny techniczny zjazd i podjazd w okolice Wielkiej Sowy – z trudem, wraz z pętlą z asfaltowym zjazdem udało mi się podjechać na ponad 1000 metrowy szczyt bez bike-walkingu, i to po drodze sporo Megowców zdublowałem. No i podczas wspinaczki po mocno kamienistym odcinku dogonił mnie Adam (po 70 km) który mnie wyprzedził podczas krótkiego postoju bo znów … Mocny, kamienisto-korzenny zjazd z Wielkiej Sowy – pewnie nie muszę nic pisać, kolejny poziom zadowolenia miałem :) Od tamtej chwili mknąłem do mety tak, jak mogłem, starając się nie złapać kolejnych skurczów. Po drodze zdublowałem Izę – zanim to zrobiłem, przez chwilę przyglądałem się jej technice i całkiem nieźle radziła :) W końcu trawiasto-polankowo-leśny zjazd do mety, która była nietypowo umiejscowiona – w innym miejscu niż start, a to dlatego by uniknąć kolizji przez główną ulicę w Głuszycy.
    Co do bufetów – było ich sporo, pominąłem dwa – pierwszy i przedostatni a na pozostałych się zatrzymywałem, by uzupełnić picie w bidonach, wciąć banana i coś tam :)
    Po dotarciu do mety honorowej nastąpiły pogaduszki i dzielenie się wrażeniami z całą masą znajomych, w tym z Dorotą i Arturem. Mamba tym razem nie wystartowała by doprowadzić do sprawności skręconą kostkę – słuszna decyzja.
    Z ekipy, z którą wspólnie mieszkaliśmy (większość to Megowcy) – największe emocje towarzyszyły Pawłowi, który na takie trudne giga wybrał się na semislickach … udało Mu się, dojechał do mety po ponad 8 godzinach – gratki za ukończenie !

    78/137 - open giga
    28/46 – M3

    Wynik dla mnie przeciętny, zadowolony to musze być, bardziej z przejechania bardzo wymagającej trasy i to bez gleb oraz żadnych defektów :)
    Tego ciężkiego giga nie ukończyło 28 osób …

    Strata do zwycięzcy open giga – 2:22:11, do M3 (Galiński) – 2:21:18, czyli do tej pory największe …
    Arek pokonał mnie o 32, Damian 23, Adam 7 minut
    A klosiu przyjechał 1 godz i 39 minut za mną
    W generalce M3 giga po 6 wyścigach zajmuję 13 pozycję :)

    Gdzieś na podjeździe ...
    Fotka z galerii Janka_2010
    MTB Marathon Głuszyca 2010 © JPbike

    Wytrawny technik :)
    MTB Marathon Głuszyca 2010 © JPbike

    Puls – max 184, średni 152 (na wschodniej pętli ponad 160)
    Przewyższenie – 3144 m !



  • dystans : 75.65 km
  • teren : 40.00 km
  • czas : 03:32 h
  • v średnia : 21.41 km/h
  • rower : Accent Tormenta 1
  • Praca ...

    Piątek, 30 lipca 2010 • dodano: 30.07.2010 | Komentarze 3


    Zbiór dojazdów i powrotów do/z roboty od poniedziałku do piątku.
    Od tej chwili ... 3 tygodniowy urlop mam !!! :)

    Kategoria do/z pracy