Info o mnie.
- przejechane: 191906.86 km
- w tym teren: 69200.25 km
- teren procentowo: 36.06 %
- v średnia: 22.50 km/h
- łączny czas: 353d 12h 50m
- najdłuższy trip: 329.90 km
- max prędkość: 83.56 km/h
- max wysokość: 2845 m
Kategorie
-
Bike Maraton - 41
bikestatsowe zawody - 8
CX - 7
do 100 km - 1251
do 50 km - 1258
do/z pracy - 278
dron - 72
dzień wyścigowy - 253
Etapówki MTB - 31
Festive 500 - 55
Gogol MTB - 62
Kaczmarek Electric - 21
maratony - 182
MTB Marathon - 31
na orientację - 6
nocne - 290
podium, te szerokie też - 37
podsumowanie - 11
pomiar czasu - 67
ponad 100 km - 258
ponad 200 km - 28
ponad 300 km - 4
poza PL - 120
Solid MTB - 30
sprzęt - 50
szoska - 469
Uphill race - 8
w górach - 338
w roli kibica - 10
w towarzystwie - 412
wyprawy - 80
wysokie szczyty - 35
XC - 32
z przyczepką - 4
-
Moja stajnia
w użyciu
Orbea Oiz M20

Black Peak

Accent Peak 29
Canyon Endurace
Sztywna Biria
archiwum
Scott Scale 740
TREK 8500
Kross Action
Accent Tormenta 1
Accent Tormenta 2
Accent Tormenta 3
Archiwum
2025
2024
2023
2022
2021
2020
2019
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
-
2026, Sierpień - 1 - 0
2026, Lipiec - 15 - 10
2026, Czerwiec - 11 - 2
2026, Maj - 12 - 0
2026, Kwiecień - 10 - 0
2026, Marzec - 9 - 0
2026, Luty - 8 - 0
2026, Styczeń - 8 - 0
2025, Grudzień - 8 - 0
2025, Listopad - 9 - 0
2025, Październik - 8 - 0
2025, Wrzesień - 8 - 0
2025, Sierpień - 13 - 23
2025, Lipiec - 12 - 22
2025, Czerwiec - 9 - 20
2025, Maj - 10 - 20
2025, Kwiecień - 8 - 21
2025, Marzec - 10 - 24
2025, Luty - 8 - 16
2025, Styczeń - 7 - 13
2024, Grudzień - 15 - 38
2024, Listopad - 7 - 15
2024, Październik - 9 - 21
2024, Wrzesień - 10 - 18
2024, Sierpień - 12 - 20
2024, Lipiec - 14 - 30
2024, Czerwiec - 18 - 40
2024, Maj - 10 - 24
2024, Kwiecień - 15 - 37
2024, Marzec - 12 - 29
2024, Luty - 9 - 27
2024, Styczeń - 9 - 25
2023, Grudzień - 12 - 34
2023, Listopad - 10 - 33
2023, Październik - 9 - 27
2023, Wrzesień - 11 - 28
2023, Sierpień - 8 - 16
2023, Lipiec - 16 - 43
2023, Czerwiec - 11 - 27
2023, Maj - 17 - 36
2023, Kwiecień - 12 - 45
2023, Marzec - 6 - 16
2023, Luty - 8 - 32
2023, Styczeń - 8 - 26
2022, Grudzień - 8 - 20
2022, Listopad - 8 - 25
2022, Październik - 9 - 31
2022, Wrzesień - 12 - 16
2022, Sierpień - 10 - 24
2022, Lipiec - 16 - 37
2022, Czerwiec - 12 - 26
2022, Maj - 16 - 32
2022, Kwiecień - 14 - 49
2022, Marzec - 9 - 30
2022, Luty - 8 - 18
2022, Styczeń - 10 - 27
2021, Grudzień - 10 - 25
2021, Listopad - 11 - 29
2021, Październik - 12 - 35
2021, Wrzesień - 15 - 30
2021, Sierpień - 16 - 24
2021, Lipiec - 20 - 34
2021, Czerwiec - 19 - 42
2021, Maj - 15 - 34
2021, Kwiecień - 15 - 30
2021, Marzec - 12 - 35
2021, Luty - 11 - 32
2021, Styczeń - 13 - 42
2020, Grudzień - 17 - 37
2020, Listopad - 13 - 51
2020, Październik - 14 - 40
2020, Wrzesień - 19 - 33
2020, Sierpień - 20 - 42
2020, Lipiec - 25 - 65
2020, Czerwiec - 21 - 77
2020, Maj - 21 - 75
2020, Kwiecień - 14 - 60
2020, Marzec - 7 - 21
2020, Luty - 15 - 34
2020, Styczeń - 13 - 46
2019, Grudzień - 20 - 76
2019, Listopad - 14 - 50
2019, Październik - 13 - 44
2019, Wrzesień - 24 - 46
2019, Sierpień - 23 - 25
2019, Lipiec - 23 - 31
2019, Czerwiec - 26 - 42
2019, Maj - 25 - 58
2019, Kwiecień - 24 - 75
2019, Marzec - 18 - 56
2019, Luty - 16 - 45
2019, Styczeń - 15 - 53
2018, Grudzień - 18 - 68
2018, Listopad - 10 - 36
2018, Październik - 20 - 42
2018, Wrzesień - 31 - 67
2018, Sierpień - 21 - 82
2018, Lipiec - 18 - 58
2018, Czerwiec - 14 - 55
2018, Maj - 19 - 55
2018, Kwiecień - 18 - 68
2018, Marzec - 14 - 55
2018, Luty - 10 - 52
2018, Styczeń - 10 - 52
2017, Grudzień - 10 - 42
2017, Listopad - 7 - 44
2017, Październik - 10 - 43
2017, Wrzesień - 17 - 46
2017, Sierpień - 19 - 43
2017, Lipiec - 19 - 83
2017, Czerwiec - 17 - 42
2017, Maj - 21 - 60
2017, Kwiecień - 19 - 47
2017, Marzec - 15 - 38
2017, Luty - 13 - 32
2017, Styczeń - 14 - 47
2016, Grudzień - 9 - 14
2016, Listopad - 9 - 24
2016, Październik - 14 - 19
2016, Wrzesień - 14 - 66
2016, Sierpień - 16 - 24
2016, Lipiec - 21 - 41
2016, Czerwiec - 15 - 26
2016, Maj - 24 - 77
2016, Kwiecień - 18 - 47
2016, Marzec - 18 - 42
2016, Luty - 13 - 26
2016, Styczeń - 14 - 39
2015, Grudzień - 14 - 72
2015, Listopad - 8 - 26
2015, Październik - 8 - 23
2015, Wrzesień - 12 - 27
2015, Sierpień - 18 - 31
2015, Lipiec - 16 - 59
2015, Czerwiec - 21 - 72
2015, Maj - 21 - 53
2015, Kwiecień - 20 - 88
2015, Marzec - 19 - 88
2015, Luty - 16 - 59
2015, Styczeń - 15 - 59
2014, Grudzień - 11 - 60
2014, Listopad - 19 - 34
2014, Październik - 12 - 22
2014, Wrzesień - 17 - 37
2014, Sierpień - 18 - 31
2014, Lipiec - 22 - 95
2014, Czerwiec - 18 - 73
2014, Maj - 16 - 76
2014, Kwiecień - 21 - 77
2014, Marzec - 20 - 73
2014, Luty - 16 - 80
2014, Styczeń - 7 - 31
2013, Grudzień - 18 - 87
2013, Listopad - 13 - 78
2013, Październik - 15 - 60
2013, Wrzesień - 16 - 65
2013, Sierpień - 15 - 76
2013, Lipiec - 26 - 161
2013, Czerwiec - 21 - 121
2013, Maj - 20 - 102
2013, Kwiecień - 20 - 116
2013, Marzec - 18 - 117
2013, Luty - 15 - 125
2013, Styczeń - 12 - 92
2012, Grudzień - 20 - 106
2012, Listopad - 10 - 82
2012, Październik - 13 - 46
2012, Wrzesień - 17 - 96
2012, Sierpień - 16 - 99
2012, Lipiec - 23 - 113
2012, Czerwiec - 17 - 97
2012, Maj - 18 - 61
2012, Kwiecień - 20 - 132
2012, Marzec - 20 - 130
2012, Luty - 9 - 57
2012, Styczeń - 10 - 55
2011, Grudzień - 11 - 84
2011, Listopad - 12 - 96
2011, Październik - 20 - 127
2011, Wrzesień - 17 - 170
2011, Sierpień - 23 - 109
2011, Lipiec - 11 - 116
2011, Czerwiec - 3 - 154
2011, Maj - 24 - 186
2011, Kwiecień - 15 - 255
2011, Marzec - 24 - 213
2011, Luty - 26 - 187
2011, Styczeń - 18 - 199
2010, Grudzień - 19 - 173
2010, Listopad - 13 - 106
2010, Październik - 14 - 118
2010, Wrzesień - 15 - 192
2010, Sierpień - 25 - 209
2010, Lipiec - 27 - 126
2010, Czerwiec - 28 - 191
2010, Maj - 20 - 255
2010, Kwiecień - 24 - 220
2010, Marzec - 18 - 196
2010, Luty - 9 - 138
2010, Styczeń - 11 - 134
2009, Grudzień - 12 - 142
2009, Listopad - 11 - 128
2009, Październik - 8 - 93
2009, Wrzesień - 24 - 158
2009, Sierpień - 22 - 118
2009, Lipiec - 19 - 143
2009, Czerwiec - 20 - 94
2009, Maj - 19 - 170
2009, Kwiecień - 25 - 178
2009, Marzec - 14 - 137
2009, Luty - 7 - 50
2009, Styczeń - 11 - 96
2008, Grudzień - 11 - 131
2008, Listopad - 13 - 56
2008, Październik - 17 - 64
2008, Wrzesień - 17 - 62
2008, Sierpień - 21 - 78
2008, Lipiec - 18 - 39
2008, Czerwiec - 24 - 74
2008, Maj - 15 - 23
2008, Kwiecień - 7 - 40
2008, Marzec - 6 - 14
Wtorek, 10 czerwca 2014 • dodano: 10.06.2014 | Komentarze 5
Start o 18:30. Greiserówka i wokół Warty (mój klasyk tlenowy).
O tej porze i po deszczu świetne warunki do jazdy, dotleniłem się w lesie :)
Odnośnie teścika w tytule - sprawdzałem wyczyszczoną z zimowych świństw Sztywną Birię. Majstrowałem przy sztywnym w sobotę od 15 do 22 i dziś po pracy dokończyłem, ponoć już za miesiąc wyprawa. Wszystko wypucowane na błysk, piasty sprawdzone, koła wycentrowane i założone nowe okładziny hamulcowe. Suport, kółeczka przerzutki i łańcuch wymienione, zamontowałem spadek od Treka - napęd 2 x 9. Uchwyt na torbę na kierownicę gotowy, pozostaje tylko przykręcić dwa bagażniki (na przód i tył), zrobić z Drogbasem próbę przedwyprawową i po tym można jechać na arcywidokowe alpejskie przełęcze i do Rzymu.
Po tlenowej przejażdżce wszystko w Sztywnej Birii chodzi jak należy :)
Kategoria do 100 km
Niedziela, 8 czerwca 2014 • dodano: 08.06.2014 | Komentarze 3
Jazda od 13. Warunki upalne do których trzeba się przyzwyczaić z rowerem.
Za tydzień kolejny wielkopolsko-górzysty ścig u Gogola, więc dziś mocny trening.
Co do trasy - cały zachodni Pierścień Poznański od południa na północ.
Na nadwarciańskim mijałem się z Pawłem Boberem - tacy też nie odpuszczają w upał.
Osowa Góra zdobyta szosą od Puszczykowa, a przy jeziorku tłumy dla ochłody.
Mocne parcie pierścieniem przez WPN - miło i przyjemnie, bo w cieniu.
Od Stęszewa jazda w patelni, trzeba było szybko kręcić by poczuć mały chłodek :)
Za Krąplewem czarno-szary szuter z kopnymi fragmentami dał mi w kość.
I tak dalej ponownie duży fragment lasu i miła jazda w cieniu.
Po dokręceniu przez Tomice, w stronę Żródełka zaskoczył mnie gładki i ubity szuter, niestety fragmencik.
Kręcąc przez Podłoziny musiałem zmagać się z tumanami kurzu przez samochodziarzy.
Kolejno - wiadukt A2, Zborowo (tłumy nad jeziorem), Drwęsa (najgorsze piaszczyste fragmenty), Lusówko.
W Lusowie, przy zejściu na plażę kolejne tłumy zmotoryzowanych plażowiczów.
Na odcinku Sady - Kiekrz pierwszy raz pokonałem świeżo wyasfaltowany wiadukt nad obwodnicą.
Po 65 km skończyło się picie w bidonach, kasy brak, trudno, dam radę.
W Kiekrzu, na podjeździe obok torów spotkałem Jaskółkę, "cześć, walę pół pierścienia" i myk.
Powrót z północnych rubieży klasykiem Strzeszynek - Rusałka, było co wyprzedzać :)
W końcu, już na 5 km przed domem trzeba było zwolnić bo organizm domagał się picia.
Do chaty spoko dotarłem i od razu dużo picia. Mocny trening wykonany - to cieszy !
Puls - max 169, średni 145
Przewyższenie - 710 m
Kategoria do 100 km
Sobota, 7 czerwca 2014 • dodano: 07.06.2014 | Komentarze 5
Zagadałem się z Darkiem na pokazanie pętelki mosińskiego XC i trip po ścieżkach WPN. Mi oczywiście i z przyjemnością przypadła rola przewodnika.
Wyjazd z chaty dość wczesny, po 8:30. Dołączył do mnie również Jarekdrogbas.
I tak przez Luboń, Komorniki i Greiserówkę dokręciliśmy pod wieżę widokową na Osowej Górze. Oprócz Darka zjawili się Mateusz i Patryk.
Na początek pokonaliśmy całą rundę XC. Na dolnej części trasy DH zaliczyłem nawet głupią glebkę na piaszczystym fragmenciku i rysa na piszczeli jest :)
Udało mi się nawet podjechać najgorszy podjeżdzik, za to poległem na drugim, również ciężkim ...
Po zapoznaniu udaliśmy się w głąb lasu WPN, na te ciekawsze ścieżki.
Kolejno - zjazd polanką, stacja PKP, Kociołek, podjazd do Ludwikowa, ...
W pewnym momencie Drogbas stwierdził ubytek ciśnienia w tylnym kole.
Przymusowy postój na wymianę dętki przy żródełku i Jarek zdecydował się na powrót do chaty.
Następnie pokazałem kolegom rundkę Sinusoidy XC, nawet w czerwcu jest miło przejezdna :)
Po tym ponownie Ludwikowo, techniczne zjazdy, w stronę Góreckiego i na super singiel w Pojnikach.
Dalej czerwonym w stronę Puszczykowa i wspinaczka szosą na szczyt Osowej Góry.
Na koniec wspólnego tripu jeszcze raz mosińskie XC i po tym wróciłem nadwarciańskim do domu.
Dzięki chłopaki za wizytę. Było fajnie wspólnie pokręcić, szkoda tylko drogbasowego defektu.

Klimacik prawie jak w dżungli ;) © JPbike

W Ludwikowie podziwiamy drogbasowy serwis kapcioszkowy :) © JPbike

Przednia zabawa mtb na rewelacyjnym singielku w Pojnikach © JPbike

Po wspólnym napieraniu czas na gruppen fotkę :) © JPbike
Puls - max 168, średni 134
Przewyższenie - 910 m
Kategoria do 100 km, w towarzystwie
Czwartek, 5 czerwca 2014 • dodano: 05.06.2014 | Komentarze 2
... w sprawach przedwyprawowych. Wszystko idzie sprawnie.
Kategoria do 50 km
Wtorek, 3 czerwca 2014 • dodano: 03.06.2014 | Komentarze 0
Start o 13. Standardowa pętla przez WPN.
Kategoria do 50 km
Poniedziałek, 2 czerwca 2014 • dodano: 02.06.2014 | Komentarze 0
Start o 10:10. Greiserówka i wokół Warty. W ramach pomaratonowego rozjazdu.
Lekki chłodek i pochmurno, odcinek Rogalinek - Rondo Starołęka wmordewindowy.
Kategoria do 100 km
Niedziela, 1 czerwca 2014 • dodano: 02.06.2014 | Komentarze 11
Maraton w Krzywej Wsi koło Złotowa to najdalej wysunięty na północ w Wielkopolsce wyścig, w tym sezonie będący Mistrzostwami Wielkopolski w maratonie. Skoro jest to trzeba być, a ja od tygodnia bez żadnych treningów ...
Już podczas rozgrzewki (5 km i 120 m w pionie) tętno skoczyło w okolice wyścigowych wartości, będzie ciężko, stwierdziłem że tutejsze pagóry są niezłe, a te krótkie, acz sztywne podjazdy i łachy piachu dają w kość, są nawet specjalnie pod maraton wykoszone z chaszczy fragmenty, nie brakowało bruków podjazdowych jak na Paris-Roubaix i jeszcze do tego nie widziałem żadnego asfaltu.
Podczas maratonu mój wysokościomierz pokazywał zaskakujące jak na WLKP wartości – najniższy punkt ledwo ponad 120 m, a szczyty podjazdów dochodziły do 200 m.n.p.m. Jednym zdaniem - Ci co stworzyli ową trasę dobrze wiedzą jak dać odpowiedni wycisk maratończykom i wyłonić mistrzów :)
Przed startem spotykam teamowe twarze – Olę, Wojtka i Marka, startuje nawet Maks (mini). Po odpaleniu stawki mega najpierw runda rozjazdowa i od razu na czarno-szarym szuterku zjazdowym wytwarzamy ogromną chmurę ciemnego kurzu. Gnając tędy, w środku widoczność prawie do zera, nawet nawierzchni nie widać :) Idzie mi słabo, nogi nie podają, ani nie mogę wejść na odpowiednie obroty. Znani rywale, którzy są na moim poziomie odjeżdżają mi. Łapię mały dołek, gdy na brukowanym podjeździe wyprzedzają mnie najpierw josip, a po chwili dziewczyny (Daria i Marta G.) i jeszcze parę osób. Takiego słabego startu to w tym sezonie nie miałem. W sumie nie dziwię się – tydzień bez żadnego treningu ani chociaż małej aktywności daje znać o sobie. Trudno, trza jechać swoje. I tak pierwszy leśny i ciężki odcinek pokonuję w małej grupce, po drodze i na sztywnym podjeździe podejmuję średnio udany atak i wraz z jednym gościem w koszulce Polartu udaje się wyrwać z grupki. Wpadamy na aż 10 km otwarty odcinek wśród pól i mijając miasteczko zawodów. Jazda tędy to w większości rzeźbienie pod wiatr, nie moja specjalność. Nawet gość z Polartu mi ucieka, a zza pleców cały czas widzę wspomnianą grupkę. Walczę póki mogę, z trudem utrzymuję pozycję. Wreszcie wjazd do lasu, na ciekawszą część pętli i od razu mi lepiej :) No i nareszcie łapię swój rytm. Na sztywnym podjeździe gość z Polartu zsiada z bike’a, bez problemu przesuwam się do przodu i właściwie od tego momentu do mety jadę sam i przy tym cały czas kontroluję sytuację. Po drodze wyprzedzam jednego z Agrochestu. Tamtejszy leśny odcinek jest bardzo fajny – przede wszystkim sporo singli biegnących po zboczach pagórów, nie wspominając już o podjazdach i zjazdach – wszystko miło w siodle, bo jak tu porównać to do hardcorowego Karpacza sprzed tygodnia ? :) Jedynym utrudnieniem są fragmenty z łachami kopnego piachu, które jakoś udaje się przejechać poboczem. Natomiast dokładnie na 1.5 km przed końcem pierwszej pętli dogania mnie lider mini (Kacper Szczepaniak), różnica prędkości mała i miło było popatrzeć jak na przedostatnim podjeździe zasuwa z ładną kadencją i na stojąco do góry. I tak dalej wjeżdżam na drugą rundę, mając na ostatnim brukowanym podjeździe niezły doping kibiców :) Ponownie przejeżdżany pierwszy leśny i ciężki odcinek pokonuję sprawnie, cały czas nikogo przed i za mną, chociaż nogi nie podają tak jak chciałbym. Natomiast na tych nudnych i polnych 10 km, w okolicach 50 km trasy widzę z przodu samotną sylwetkę josipa. Kawałek dalej na krótko przegapiam strzałki i wjeżdżam prawie na posesję :) Kolegę teamowego dochodzę na ostatnim bufecie, na którym się zatrzymał, a ja tradycyjnie w ruchu banana, wodę i myk. Drugi i ciekawy leśny odcinek pokonuję w samotności i bez rewelacji, powolutku odzywa się zmęczenie. Na ok. 5 km przed metą zdobywam jedno oczko w górę, po tym doganiam ogon mini i już na resztkach sił gnam do mety, muszę się sprężać bo jeden z mega dogania mnie, na ostatnim, brukowanym podjeździe nie dałem mu i tak spoko docieram do mety.
24/52 - open mega
6/17 – M3
Strata do zwycięzcy (Michał Putz) – 34:20, do M3 – 27:56, do pudła M3 – 12:12
Jak na słaby start, całkowity brak treningów od tygodnia to jestem zadowolony :)
Dekorowana generalka nabiera pewności, ale i tak trzeba walczyć do Łopuchowa !
24 (6 M3) – JPbike – 3:34:09
27 (7 M3) – josip – 3:35:21
41 (13 M3) – Marc – 4:01:58
Fotki by Hania Marczak, Mirek Sell.

Koncówka rundy rojazdowej. Tu słabo jadę :( © JPbike

No tak, dobrze że na wyścigu nie zauważyłem piwoszy. Skusiłbym się :) © JPbike

Tak oto wjeżdżam na drugą rundę © JPbike

Ostatni podjazd. Było ciężko. Szósty w M3 to może być :) © JPbike
Puls – max 174, średni 152
Przewyższenie – 1195 m
Kategoria dzień wyścigowy, Gogol MTB, maratony
Sobota, 31 maja 2014 • dodano: 31.05.2014 | Komentarze 13
Pięć dni z rzędu bez roweru - masakra i wieczność dla mnie :)
A to wszystko przez ciągły ból w okolicach stawu biodrowego, przy chodzeniu utykałem prawą nogą. Lekarz stwierdził jakiś stan zapalny (na pewno ?), dał tydzień chorobowego i jakiś lek. Poza tym szlify z Karpacza na kolanie przeszkadzały w zginaniu, więc zatem był czas na bezrowerową regenerację. Poza oglądaniem Giro, w końcu zabrałem się za stworzenie w bikemapie trasy wyprawy do Rzymu - wyszło ponad 2200 km i godna podziwu suma przewyższeń, a to dzięki przeprawie przez Alpy :)
W końcu ból niby ustąpił i wsiadłem na Scotta, by sprawdzić czy po takiej (wiecznej dla mnie) przerwie dam radę pościgać się jutro w Krzywej Wsi o tytuł Mistrza Wielkopolski w maratonie.
No i całkiem spoko się kręciło, więc jadę, ale i tak cudów się nie spodziewam, chociaż kto wie ? :)
Co do trasy - nadwarciański - mały mix szlakowy WPN - nadwarciański.
Puls - max 147, średni 118
Przewyższenie - 395 m
Kategoria do 50 km
Niedziela, 25 maja 2014 • dodano: 26.05.2014 | Komentarze 9
Kolejne golonkowe giga w Karpaczu za mną i satysfakcja z ukończenia musi być :)
No, w zeszłorocznej relacji pisałem że od czasu gdy tam startuję to zawsze coś albo ze mną, albo ze sprzętem się dzieje i … nie inaczej było tym razem. Cóż, albo muszę z tym żyć, albo w końcu uda się przejechać sprawnie ten pokazujący prawdziwe oblicze kolarstwa górskiego giga maraton w Karkonoszach.
Do Karpacza zajechaliśmy w sobotę późnym popołudniem, w trzyosobowym składzie ProGoggli – Marek, Mariusz i ja. Pogoda wtedy nie dopisała, co jakiś czas padało i nici z chociaż krótkiego rekonesansu po okolicznych górkach. Na kolację decydujemy się wstąpić na pizzę, po czym wróciliśmy na wysoko położoną kwaterę by obejrzeć finał LM. Browarki też były ... :)
Pobudka dnia wyścigowego wita nas piękną pogodą, zza okna piękne widoczki na karkonoskie szczyty. Na śniadanie decyduję się zjeść jedynie dwie bułki z bananem i jogurcik, myśląc że na wyścig wczorajsza pizza wystarczy na zapas kalorii – okaże się że to był błąd ! Dodam jeszcze że od czwartku męczy mnie co jakiś czas nawracający ból w stawie biodrowym, nie mający nic wspólnego z rowerowaniem i którego nie wiedzieć jak nabawiłem się ze 10 lat temu. Zatem tegoż dnia nie byłem w dobrej dyspozycji sportowej.
Marek jedzie mega, a Mariusz przyjechał pojeździć po górkach turystycznie. Na rozgrzewkę wybieramy się najpierw na super stromy podjazd w okolice Wanga, taki stromy że asfalt przy wylewaniu nie utrzymałby się i wspinaliśmy się po betonie. Na górze tętno moje skoczyło do 170 i trzeba było odsapnąć. Ładny początek :) Po tym miły zjazd wprost na stadion, a tam masa znajomych, pogaduchy i myk do sektora.
O 10 start królewskiego dystansu. Na początek 4 km doskonale znany asfaltowy podjazd do Karpacza Górnego. Idzie mi sprawnie, dość szybko znajduję się w swoim miejscu, ale i tak niemało znanych rywali mnie wyprzedza. Pierwsze myśli – będzie ciężko o fajny wynik. Pilnuję tętna, bo wiem że nie tylko 2x Chomontowa do góry mocno da w kość. W teren skręcam mając komfortową pozycję. Na pierwszym zjeździe nabieram tempa, nie szarżuję. Podjazd na Czoło jest bardzo ciężki, wąski i są grząsko-błotne fragmenty, równie ciężko idzie mi podjeżdżanie, nie brakło butowania. Tędy zrównuję się z Kasią G. i tak tasując się docieramy do zjazdu sławnym zielonym po kamieniach wielkości AGD. Odtąd technicznie pomknąłem w dół, przy tym bez problemu wyprzedzam kolegę z Thule (Janusz P.) i Kasię. Nawet najgorszy uskok udaje mi się w końcu zjechać, w innym miejscu wybieram zły tor i muszę zejść. Po tym jazda w stronę znanego zjazdu z Grabowca, po drodze mijając bufet (ten sam 3x odwiedzany na giga). Ów techniczny zjazd czerwonym poszedł sprawnie, nierzadko trzeba było na podeszczowej wyrytej nawierzchni bardzo mocno zaciskać klamki hamulcowe. Po zjechaniu czas na jazdę typu góra-dół szuterkami, duktami i fragmentami asfaltu w okolicy Sosnówki. Gdzieś tam znów trzeba było butować stromo do góry, by po tym zjechać równie stromym singielkiem. Zjeżdżając tędy jeden gość przede mną się wywala i to tak że muszę przyhamować prawie do zera, do tego ocieram o jego rower co powoduje wybicie mnie z rytmu i zaliczam niezłą glebę z fikołkiem w krzaki, bez strat. Jadąc tędy i nierzadko pokonując grząsko-błotne odcinki praktycznie cały czas utrzymuję swoją pozycję. I tak docieram do super stromej ścianki zjazdowej – zjechana sprawnie, chwilami było ślisko że sunąłem w dół na zablokowanym tylnym kole. Po tym jakiś kilometr lub dwa asfaltu i skręt na dobrze mi znany teren w okolicach Przesieki. Na drugim bufecie obsługują mnie jak na pitstopie w F1 – tankują bidon i częstują owocami :) Wtedy zrównuję się z Arkiem S. i tak razem docieramy do klasyka – długiego podjazdu Chomontową. Ów podjazd idzie nam jakoś-takoś, trochę gadamy o formie i o trasie, dobrze że wtedy trafiliśmy na pochmurny fragment i słońce nie piekło. W pobliżu szczytu Arek bierze żela i mi powoli odjeżdża. Na górze wyprzedzam gościa w stroju Scotta. Po wjechaniu na grubo ponad 900 m czas na hardcorowy zjazd żółtym. Najpierw fragment w dół z kamieniami i rynną, po tym skręt na wypłaszczenie z błotno-kałużowym fragmentem (z buta). Jadąc tędy zauważam że przednie koło lata na boki – zacisk się poluzował, uff. W końcu właściwy zjazd. Górny fragment po sporych kamieniach i korzonkach, do tego po wczorajszych opadach okazuje się być jeszcze większym hardcorem, mimo to ryzykuję i od razu na mokrym korzeniu zaliczam nieprzyjemną glebę – kolano obtarte, zabolało i minęło kilka chwil zanim doszedłem do siebie. Kawałek schodzę, robię sikstop (za dużo piłem ?). I dalej już zjeżdżam sprawnie w dół, do Borowic. Czuję że kryzys, prawdopodobnie głodowy się zbliża, 4 zabrane żele niewiele pomogły. Po przejechaniu powtarzalnym fragmentem docieram do miejsca, gdzie Kowal (twórca trasy) kieruje mnie na 2 rundę giga. Na początek ponowny zjazd czerwonym z Grabowca – poszło jeszcze lepiej niż za pierwszym razem. I po zjechaniu tędy zaczynam powoli zdychać i stopniowo tracić pozycje. M.in. wyprzedza mnie wspomniana Kasia. Od 50 km, mimo słabej jazdy zaczynam dublować ogon mega. Na stromej ściance w rejonie DW Łokietek ze zdziwieniem zauważam zjeżdżającego przede mną w dół po stromiźnie gościa na monocyklu. Kolejny powtarzalny odcinek w okolicach Przesieki to ciągłe i powolne dublowanie niebieskich, jak i mnie pojedyncze sztuki z giga pokonują. Na bufecie robię z konieczności postój na owocowe żarcie, minimalnie pomogło i ruszam dalej by zmierzyć się drugi raz z Chomontową. Tym razem w słońcu, non stop młynek, bardzo ciężko idzie wspinaczka, mały kawałek stromizny muszę zbutować, bo źle ze mną. Nie poddaje się i reszta na szczyt wjechana, po drodze z minimalną prędkością wyprzedzam paru z mega, na ich twarzach widać zmęczenie i wolę walki. Ponowny ostry zjazd żółtym. Poziom zmęczenia i dekoncentracji powoduje że ponownie odpuszczam hardcorowy górny fragment i kawałek złażę. Po zjechaniu i pokonaniu 3x powtarzalnego odcinka to już zaczynam się włóczyć na zgonie, wyprzedza mnie dwóch ostatnich rywali z giga (w tym Janusz P.). W końcu zjazd w kierunku mety, fajny i dość szybki, by na koniec pokonać jeszcze jeden podjazd – tam już zdycham, tętno ledwo 135 i kolejne butowanie na szczyt mam w kolekcji. Stromy zjazd do Centrum Pulmonologii idzie bardzo dobrze, po tym już tylko dojazd do sławnych Agrafek. Pierwsza nawrotka OK, wyprzedzam dwóch z mega, na drugiej nawrotce wjeżdżam w świeżo wyrytą ścieżynkę i wpadam w poślizg z podpórką, na trzeciej, najtrudniejszej znów poślizg tyłu i muszę zejść, a kamienna sekcja sprawnie zjechana. Na koniec jeszcze tylko stromo w dół po trawie, pokaźny uskok odpuszczam, szlify na kolanie wystarczą, szkoda zaliczać kolejne :) I tak dojeżdżam bez emocji do mety, po drodze wyprzedzając turystyczny traktor z turystami :) Od razu wędruję do bufetu, a tam pożeram mnóstwo pomarańczy, lepiej mi, idę do myjki i w kolejce dzielę się wrażeniami z Izą, lecę szybko po makaron, który znika w oku mgnienia, jeszcze lepiej mi, myję średnio zabłoconego Scotta, spotykam się z Markiem i Mariuszem, czas wracać podjazdowo do kwatery na prysznic, zakup browarów na drogę i do Poznania.
Aha, jak zdychałem na końcówce to wmawiałem sobie „nigdy więcej”, a zaledwie po kilkunastu minutach po przekroczeniu linii mety powiedziałbym głośno „za rok znów jadę to giga” – taki już jest ten urok ciężkich maratonów, gdzie satysfakcja z ukończenia JEST ! :)
58/87 - open giga
28/36 - M3
Strata do zwycięzcy (Bartek Janowski) - 2:04:06, do M3 - 1:45:06
Wynik mam gdzieś, ważniejsza jest frajda z pokonywania tylu trudnych odcinków !
Foto by Ela Cirocka.

MTB Marathon Karpacz 2014 © JPbike
Puls - max 171, średni 142
Przewyższenie - 3050 m !
Kategoria dzień wyścigowy, maratony, MTB Marathon, w górach
Czwartek, 22 maja 2014 • dodano: 22.05.2014 | Komentarze 4
Udało się wyjść o 17:30, po pracy i zarazem po obejrzeniu na Giro świetnej jazdy Rafała Majki. W niedzielę esencja MTB - kultowy już Karpacz, więc dziś tylko luźna jazda, nie do końca :) Tegoż dnia byłem zagadany z Dawidem, na wspólną przejażdżkę i browarek w Strzeszynku. W drodze nad Rusałkę mijałem Michała Górniaka podążającego na szosie, na Tor Poznań. Zgodnie z planem, w Strzeszynku się spotkaliśmy, oprócz daVe'a byli jeszcze duda i dwie bikerki - na Morasku trenowali.
Kasia zapragnęła przejażdżki na moim 27.5-erze, nie odmówiłem :)
Po czym męska część ekipy udała się na atrakcję dnia - browarek na świeżym powietrzu, PYCHOTA ! :)
W końcu ruszyliśmy na wspólny trip, duda pognał w swoją stronę, a daVe ze mną na terenową Rundę Drogbasa.
No i jadąc tędy nierzadko narzucałem godne tempo i kontrolując przy tym na wyczucie tętno.
Po dokręceniu nad Rusałkę każdy z nas udał się w swoją stronę. To był miły dzień :)
Przewyższenie - 260 m
Kategoria do 50 km, w towarzystwie








