top2011

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Jacek ze stolicy Wielkopolski
Info o mnie.

- przejechane: 191536.42 km
- w tym teren: 69102.25 km
- teren procentowo: 36.08 %
- v średnia: 22.51 km/h
- łączny czas: 352d 17h 43m
- najdłuższy trip: 329.90 km
- max prędkość: 83.56 km/h
- max wysokość: 2845 m

baton rowerowy bikestats.pl

Wyprawy z sakwami

polska
logo-paris
logo-alpy
TN-IMG-2156 TN-IMG-2156 tn-IMG-6357

Zrowerowane gminy



Archiwum 2025 button stats bikestats.pl 2024 button stats bikestats.pl 2023 button stats bikestats.pl 2022 button stats bikestats.pl 2021 button stats bikestats.pl 2020 button stats bikestats.pl 2019 button stats bikestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl 2011 button stats bikestats.pl 2010 button stats bikestats.pl 2009 button stats bikestats.pl 2008 button stats bikestats.pl

  • dystans : 70.76 km
  • czas : 02:31 h
  • v średnia : 28.12 km/h
  • v max : 64.57 km/h
  • podjazdy : 169 m
  • rower : Canyon Endurace
  • Sobotnie szosowanie

    Sobota, 17 września 2016 • dodano: 17.09.2016 | Komentarze 0


    Start po 13. Wokół WPN i na działkę (na obiad).
    Tlenowa jazda. Chmurzasty i bardzo wietrzny dzionek.
    Mocne depnięcie było - uphill Pożegowska i PR poprawiony :)



    Kategoria do 100 km, szoska


  • dystans : 52.69 km
  • teren : 6.00 km
  • czas : 02:17 h
  • v średnia : 23.08 km/h
  • v max : 56.49 km/h
  • podjazdy : 353 m
  • rower : Sztywna Biria
  • Przedwieczorno-wieczorna przejażdżka

    Piątek, 16 września 2016 • dodano: 17.09.2016 | Komentarze 0


    Kilka dni przerwy od roweru dobrze mi zrobiło :)
    Tegoż dnia po pracy wyciągnąłem dawno nie używaną i wielozadaniową Sztywną Birię. Po dopompowaniu i nasmarowaniu łańcucha przed 18 ruszyłem asfaltowo-terenowo na Osową Górę, na tamtejszą wieżę by udokumentować zachód słońca widziany ze szczytu, ale niestety w trakcie dojazdu pojawiły się jasne chmury o niskim pułapie i zasłoniły zachodzące słońce. To nic i zdecydowałem zjechać do Mosiny na hot-doga z surówką i przy zapadającym zmroku ponownie uphillowałem na szczyt - w efekcie cyknąłem kilka nocnych fotek wieży. Również po raz drugi wspiąłem się na górę - a tam średni widok, głównie ciąg płaskich świateł i oślepiające od dołu reflektory podświetlające wieżę. Powrót uliczny i w bardzo przyjemnej temperaturze (21°C).

    Najbliższy mego domu mountainowy akcent :)
    Najbliższy mego domu "mountainowy" akcent :) © JPbike

    Wieża na Osowej Górze w porze wrześniowego zachodu słońca
    Wieża na Osowej Górze w porze wrześniowego zachodu słońca © JPbike

    Na szczycie wieży. Gdyby nie jasne chmury to byłby spektakl barw
    Na szczycie wieży. Gdyby nie jasne chmury to byłby spektakl barw na niebie ... © JPbike

    Glinianki. Jeszcze trochę i wokół zrobi się kolorowo :)
    Glinianki. Jeszcze trochę i wokół zrobi się kolorowo :) © JPbike

    Iluminacja wieży jest ładna, ale nocny widok ze szczytu średni
    Iluminacja wieży jest ładna, ale nocny widok ze szczytu średni © JPbike


    Kategoria do 100 km, nocne


  • dystans : 87.57 km
  • teren : 65.00 km
  • czas : 06:06 h
  • v średnia : 14.36 km/h
  • v max : 49.88 km/h
  • hr max : 166 bpm, 92%
  • hr avg : 142 bpm, 79%
  • podjazdy : 2635 m
  • rower : Scott Scale 740
  • Bike Maraton Jelenia Góra

    Niedziela, 11 września 2016 • dodano: 13.09.2016 | Komentarze 5


    Mistrzostwa Polski w maratonie, zatem będzie okazja, by sprawdzić siebie w porównaniu z nie tylko krajową czołówką MTB, bo ów maraton, organizowany przez Grabka został wpisany do prestiżowej UCI Marathon Series.

    Po pobudce na kempingu (średnio się wyspałem), śniadaniu i zwinięciu obozowiska wraz z Dawidem udałem się do Jeleniej Góry, a Drogbas (nie startował) postanowił że pokręci sobie po oznakowanej trasie i przy tym popatrzy, pokibicuje i pofoci.

    Start mieliśmy spod samego centrum - na Plac Ratuszowy dojechaliśmy na 20 min przed startem i od razu zaskakuje nas pokaźny tłum, przeszło 1300 kolarskiej wiary :). Grabek przydzielił mi tradycyjnie 2 sektor - okazuje się że bardzo szybko się zapełnił i będę musiał startować z poza barierek (prócz mnie jeszcze sporo ścigantów tędy zaczynało wyścig).
    Krótkie przemówienie miejscowych włodarzy i samej Mai, lekkie opóźnienie i można ruszać. Najpierw Elita, po krótkim czasie odpalili 1 sektor (z micorem) i w końcu czas na tłoczny 2 sektor - gdy wreszcie wjechałem wewnątrz barierek to Ci z przodu byli już daleko, no to pozamiatane. Mijam pierwszą kraksę. Pierwsze kilometry pokonujemy po ulicach Jeleniej Góry w stronę Karpacza i po chwili wpadamy na asfaltową ścieżkę rowerową. Gnając tamtędy powolutku wyprzedzam kolejnych, póki starczy miejsca na takie manewry. Pierwsze 15 km to jazda asfaltami i szutrami wśród widokowych pól i wiosek. Jedzie mi się spoko, w dalszym ciągu powoli, acz stopniowo wyprzedzam kolejnych (m.in. micora). Jedynie co mnie zastanawia, to nie wiem gdzie znajduję się w stawce, bo w tym ogólnopolskim cyklu ciężko kogoś znajomego rozpoznać. Zanim wjechaliśmy w porządne góry (Rudawy Janowickie) to raz się zakorkowało - przez banalną przeszkodę o szerokości na jeden rower :). Tuż przed najstromszym podjazdem („łopata“, momentami 20%) dwukrotnie mijam focącego Drogbasa. Ów podjazd wszedł mi sprawnie i bez utraty pozycji, zapewne dlatego że go zapamiętałem z zeszłego roku. W końcu się zaczęła prawdziwa górska jazda, rozkręciłem się na dobre. Na 26 km rozjazd mega/giga i nareszcie miło się zluzowało na trasie. Pierwsze km na dodatkowej pętli giga to najpierw wspinaczka na ponad 800 m, wyprzedzam dwóch i następuje długi zjazd, oczywiście z dodatkiem techniki - zaszalałem i kolejne dwie sztuki rywali załatwione. Myślę sobie że jest dobrze, dużo piję na trasie, ale obawy i są, bo doświadczenie i mój niemal bezzmienny poziom wytrenowania podpowiadają mi że wraz z upływem mocno pokonywanych górskich terenowych km-ów w każdej chwili może nastąpić nagły ubytek powera. Dalsza jazda po fajnie poprowadzonej trasie (raz podjazd, raz zjazd, czasem single, czasem trudne kamieniste zjazdy, czasem wypych na stromych fragmentach) przebiega dla mnie spoko, kilka kolejnych osób wyprzedzam, aż na półmetku giga (po 45 km) czuję wcześniejsze obawy i faktycznie zaczyna mi się ciężej kręcić, czyli następuje dla mnie koniec dobrej jazdy, a szkoda ... W pewnym momencie bidony mam puste, a chce mi się pić - nie czekając aż dotrę do kolejnego bufetu, przy strumyku poprzedzonym niezjeżdżalną ścianką tankuję bidon (prócz mnie jeszcze kilka osób robi to samo). Poczynając od drugi raz pokonywanej „łopaty“ (uff, wjechałem) to ze smutkiem zaczynam powoli i stopniowo tracić ładnie zdobyte wcześniej pozycje :(. Im dalej, tym gorzej ze mną, postoje przy ostatnich bufetach nie pomagają, a ciężkie podjazdy jeszcze nie skończyły się, do tego zmęczenie utrudnia mi sprawne zjeżdżanie z odpowiednią techniką (kilka potknięć zaliczyłem). Były takie myślowe momenty że gdzieś tam napotkam na Drogbasa, co mnie podratuje np. browarem :), a ten wolał oglądać czołówkę giga i ich wyczyny na zjazdach, po czym zwiał wraz z nimi w stronę mety. Włócząc się dalej siłą woli, okazuje się jednak, że nie jestem sam co walczy z sobą - było kilka tasowań z niedobitkami, jak i parę osób się zatrzymało na poboczu. W końcu, na jakieś 10 km przed metą górska jazda ustąpiła półpłaskiej dojazdówce w stronę Parku Paulinum - nadal słabo tędy jechałem, kolejne kilka miejsc w dół i tak po ponad 6 godzinach spędzonych na godnej Mistrzostw Polski trasie dojeżdżam do mety - a tam ani Drogbas, ani Micor nie czekali na mnie przy końcowej kresce, tylko sączyli sobie w miłym miejscu kolejne piwko i właśnie trwała dekoracja najlepszych ...

    146/182 - open giga
    19/24 - M4

    Strata do zwycięzcy open ... ponad 2 godziny, do M4 - ponad godzinę ...
    Znając siebie - można było się spodziewać takiego słabego wyniku przy takiej silnej obsadzie.
    Analizowałem wyniki na giga i wiem że nawet bez kryzysu osiągnąłbym ledwo 100 pozycję ...

    Tylko jedna fotka - cyknął Drogbas, a na dalszej pętli giga do mety nie spotkałem żadnego fotografa ...
    Zaraz się zacznie ta osławiona i stroma
    Zaraz się zacznie ta osławiona i stroma "łopata" :) © JPbike



    Mimo wszystko - te dwa dni zaliczam do tych fajnie spędzonych w górach - dzięki chłopaki :)




  • dystans : 22.18 km
  • teren : 6.00 km
  • czas : 01:27 h
  • v średnia : 15.30 km/h
  • v max : 56.63 km/h
  • podjazdy : 630 m
  • rower : Scott Scale 740
  • Kibicowanie na Maja Trophy i górski rozruch

    Sobota, 10 września 2016 • dodano: 12.09.2016 | Komentarze 4


    Podobnie jak przed rokiem wybrałem się na bardzo aktywny sportowo weekend do Jeleniej Góry. Fajnie że na wspólny wyjazd skusili się równie fajni koledzy - Dawid i Jarek. No to najpierw kurs załadowaną na full moją starą furą z na kemping w Miłkowie, a tam na miejscu piękna pogoda, pełno wolnego miejsca, czyli my z dwoma namiotami i obok raptem 5 kamperów - pełny luz :)

    Zatem po rozbiciu obozowiska udaliśmy się do jeleniogórskiego Parku Paulinum i czas kibicować !

    Maja Trophy 2016 - Start Elity Kobiet
    Maja Trophy 2016 - Start Elity Kobiet © JPbike

    Ależ fajnie tutaj być w doborowym towarzystwie :)
    Ależ fajnie tutaj być w doborowym towarzystwie :) © JPbike

    Taka tam hardcorowa ścianka :)
    Taka tam hardcorowa ścianka :) © JPbike

    Dziewczyny dosłownie wymiatały !
    Dziewczyny dosłownie wymiatały ! © JPbike

    Maja, Maja, ... :)
    Maja, Maja, ... :) © JPbike

    Widowiskowy i super korzenny zjazd
    Widowiskowy i super korzenny zjazd © JPbike

    Miło było zobaczyć Jolandę Neff w akcji :)
    Miło było zobaczyć Jolandę Neff w akcji :) © JPbike

    43 letnia Gunn-Rita Dahle Flesjaa ... wygrała owe zawody !
    43 letnia Gunn-Rita Dahle Flesjaa ... wygrała owe zawody ! © JPbike

    Naszej Srebrnej Mai kibicowaliśmy po mistrzowsku :)
    Naszej Srebrnej Mai kibicowaliśmy po mistrzowsku :) © JPbike

    I tak po kobiecych emocjach MTB postanowiliśmy że odpuszczamy kibicowanie facetom, bo czas uciekał, a my CHCEMY też coś tam pokręcić po okolicznych górach. Zatem najpierw obiadek w postaci porcji naleśników, wracamy na kemping, wskok w kolarskie portki i po 17:40 ruszyliśmy na tytułowy rozruch przed jutrzejszym maratonem. Wymyśliłem że udamy się przez Ściegny do Karpacza i pokażemy micorowi sławne karpackie agrafki (na świeżaka miło mi się tędy wspinało i zjeżdżało, glebka była :)), kolejno asfaltowy myk do Karpacza Górnego, zjazd, skręt w stronę Grabowca, techniczny zjazd czerwonym (Drogbas zaliczył glebę ze szlifami) i dalej niebieskim wprost do Miłkowa (zapadał zmrok), zakup browarów na wieczór i takie tam ... :)

    Znów rowerkujemy w górach. Uwielbiam takie chwile :)
    Znów rowerkujemy w górach. Uwielbiam takie chwile :) © JPbike

    Na podjeździe w Karpaczu
    Na podjeździe w Karpaczu © JPbike

    Dajemy radę na czerwonym szlaku
    Dajemy radę na czerwonym szlaku w okolicy agrafek © JPbike

    Nie wszędzie dało się jechać, ale i tak było fajnie i uroczo :)
    Nie wszędzie dało się jechać, ale i tak było fajnie i uroczo :) © JPbike

    Zbiornik na Łomnicy. Powolutku jesień w górach nabiera barw
    Zbiornik na Łomnicy. Powolutku jesień w górach nabiera barw © JPbike





  • dystans : 53.82 km
  • teren : 40.00 km
  • czas : 02:14 h
  • v średnia : 24.10 km/h
  • v max : 44.05 km/h
  • hr max : 168 bpm, 93%
  • hr avg : 132 bpm, 73%
  • podjazdy : 328 m
  • rower : Scott Scale 740
  • Terenowy trening

    Środa, 7 września 2016 • dodano: 07.09.2016 | Komentarze 3


    Start o 17:30. Mix szlakowy w WPN.



    Kategoria do 100 km


  • dystans : 30.61 km
  • czas : 01:03 h
  • v średnia : 29.15 km/h
  • rower : Canyon Endurace
  • Tlenowa godzinka

    Wtorek, 6 września 2016 • dodano: 06.09.2016 | Komentarze 0


    Start o 18:30. Zachodnia pętla.


    Kategoria do 50 km, szoska


  • dystans : 131.20 km
  • teren : 10.00 km
  • czas : 06:19 h
  • v średnia : 20.77 km/h
  • rower : Scott Scale 740
  • Charytatywna setka dla Ignasia

    Niedziela, 4 września 2016 • dodano: 06.09.2016 | Komentarze 16


    Kilka dni temu pisałem o owej inicjatywie - nadszedł czas na zrealizowanie celu !
    Wczorajszego dnia, bezpośrednio po udanym maratonie dotarłem do Żar, do Młynarza i jego żonki i córki :)

    Start zaplanowaliśmy grubo przed świtem. Zostałem obudzony po 2:30, kawa, takie tam śniadanko i można ruszać.

    Jak dobrze znów pojeżdzić z Młynarzem, i to w szlachetnym celu :)
    Jak dobrze znów pojeżdzić z Młynarzem, i to w szlachetnym celu :) © JPbike

    Nocny Rynek w Żarach
    Nocny Rynek w Żarach © JPbike

    Jedziemy w stronę Żagania. Krajówka nr 12 cała nasza :)
    Jedziemy w stronę Żagania. Krajówka nr 12 cała nasza :) © JPbike

    Mimo zarwanej nocy dobre humory na trasie mają się doskonale :)
    Mimo zarwanej nocy, dobre humory na trasie mają się doskonale :) © JPbike

    Klimatyczna uliczka w Żaganiu
    Klimatyczna uliczka w Żaganiu © JPbike

    Wieczorny Żagań
    Wieczorny Żagań © JPbike

    Po wydostaniu z powyższego miasta nasza dwuosobowa grupka powiększyła się o lokalnego rowerzystę, który również przyłączył się do wspólnej setki dla Ignasia i na dalszej trasie zrobiło się raźniej, były rozmowy o tym i tamtym, jak i podziwianie świtu. Panująca wtedy temperatura była bardzo przyjemna :)

    Na Rynku w Szprotawie (godz. 5:50)
    Na Rynku w Szprotawie (godz. 5:50) © JPbike

    Kanalizacyjny akcent rowerowy :)
    Kanalizacyjny akcent rowerowy :) © JPbike

    Miły wschód słońca, oczywiście z moim zarysem :)
    Miły wschód słońca, oczywiście z moim zarysem :) © JPbike

    Poranna jazda
    Poranna jazda ... © JPbike

    Zjeżdżamy aero do Kożuchowa
    Zjeżdżamy aero do Kożuchowa © JPbike

    Fragment murów obronnych w Kożuchowie
    Fragment murów obronnych w Kożuchowie © JPbike

    Przerwa wiadomo na co :)
    Przerwa wiadomo na co :) © JPbike

    Uliczka w Kożuchowie
    Uliczka w Kożuchowie © JPbike

    Zwiedziliśmy ruinę wieży starego kościoła z 1709 roku
    Zwiedziliśmy ruinę wieży starego kościoła z 1709 roku © JPbike

    Kręcimy dalej. Sporo tu fajnych pagórków
    Kręcimy dalej. Sporo tu fajnych pagórków © JPbike

    Takie wiejskie klimaty my to lubimy :)
    Takie wiejskie klimaty my to lubimy :) © JPbike

    Mirocin Dolny, Średni i tutaj Górny. Podjazdy były :)
    Mirocin Dolny, Średni i tutaj Górny. Podjazdy były :) © JPbike

    Bez komentarza :)
    Bez komentarza :) © JPbike

    W Brzeźnicy to mają pomysły na dożynkowe dekoracje :)
    W Brzeźnicy to mają pomysły na dożynkowe dekoracje :) © JPbike

    Most przez Brzeźniczankę remontowany - ja przejechałem tędy :)
    Most przez Brzeźniczankę remontowany - ja przejechałem tędy :) © JPbike

    Wspólna fotka musi być :)
    Wspólna fotka musi być :) © JPbike

    Na takim tam płaskowyżu
    Na takim tam płaskowyżu © JPbike

    Po zjechaniu do Miodnicy i takich tam długich rozmowach rozstajemy się z naszym towarzyszem, który udał się w swoją stronę. Po krótkim czasie przekraczamy upragnioną setkę dla Ignasia i czas zrobić przerwę w lubuskim lesie na energetyczny blok orzechowy :)

    Fajny most nad rzeką Bóbr. Znajdż Młynarza :)
    Fajny most nad rzeką Bóbr. Znajdź Młynarza :) © JPbike

    Jest miło, ciepło i przyjemnie :)
    Jest miło, ciepło i przyjemnie :) © JPbike

    Stary brukowany podjazd
    Stary brukowany podjazd © JPbike

    Ku mojej uciesze, terenowej jazdy nie zabrakło :)
    Ku mojej uciesze, terenowej jazdy nie zabrakło :) © JPbike

    Paryż, Praga ... ja tam byłem rowerem :)
    Paryż, Praga ... ja tam byłem rowerem :) © JPbike

    Pierwsze oznaki zbliżającej się jesieni
    Pierwsze oznaki zbliżającej się jesieni © JPbike

    I tak w końcu dojechaliśmy zadowoleni bocznymi drogami do Żar, czas na odpoczynek i smaczny obiadek.
    Poziom zmęczenia miałem znośny, a senność dopadła mnie jak przekroczyłem próg domu Młynarza :)

    No i najważniejsze - dzięki chłopaki za wspólną jazdę dla Ignasia i pokazanie mi uroczych zakątków :)




  • dystans : 63.01 km
  • teren : 58.00 km
  • czas : 02:49 h
  • v średnia : 22.37 km/h
  • v max : 47.97 km/h
  • hr max : 170 bpm, 94%
  • hr avg : 156 bpm, 87%
  • podjazdy : 607 m
  • rower : Scott Scale 740
  • Klęka MTB Maraton

    Sobota, 3 września 2016 • dodano: 05.09.2016 | Komentarze 13


    Do Klęki, na maraton organizowany przez znajomą mi rowerową parę - Bożenę i Piotra Łąckich i ich przyjaciół wybrałem się tak po prostu, by miło zaliczyć kolejny wyścig :)

    Po dotarciu od razu zaskoczyła mnie świetna organizacja i miła obsługa. Powitania, pogaduszki ze znajomymi, wskok w kolarskie portki i czas na rozgrzewkę - sprawdzałem początek i koniec trasy. Z teamowej paczki - prócz mnie zjawili się Asia (kibic i fotograf) i Marcin (mini).

    Przed wpadnięciem do sektora wypatruję znanych mi rywali z M4 - zauważam Przemysława Mikołajczyka (ex pro-szosowiec), który jednak skusił się na mini, no to od razu czuję że mam szansę na pudło :). Oczekiwanie na odpalenie dość kameralnej stawki mega (mniej niż 50 osób), przybijanie żółwików z kolegami od Erki, przyglądanie się ilości znanych kolarsko osobistości i można ruszać. Na początek długa szutrowa prosta. Zaczyna się produkcja kurzu spod kół :). Znani mocarze szybko tworzą czołową grupę, przez 2 km mam ich dość blisko przede mną, po czym mądrze postanawiam jechać swoje i już przed pierwszym skrętem w konkretny teren z dużą ilością piachu tworzymy pięcioosobową grupkę - jednego rozpoznaję (Jerzy Kaźmierczak z M5), dwóch ze Strefasportu.pl i jeden mi nieznany. Pierwsza część pętli - leśny, interwałowy, kręty, z dodatkiem fajnych singli i wąwozów odcinek miło mnie zaskakuje - jedzie mi się tędy dobrze, pomijając jedynie walkę o jak najlepszą przyczepność w piachu. Ten nieznany mi gość dość szybko nie wytrzymuje naszego tempa na solidnych wertepach i odpada. Postanawiam że przez całą pierwszą rundę nie będę podejmował żadnych ataków i kontrolował sytuację, póki ktoś z mega nas nie dogoni (nie dogonił nikt :)). Na 16 km wyprzedza nas zwycięzca mini (Michał Górniak, startowali 5 min po mega), a następnych dwóch (wspomniany Mikołajczyk i jeden z Greenbike) zrobili to dopiero po 25 km, czyli dobrym tempem zasuwaliśmy. Druga część pętli była nie mniej ciekawa krajobrazowo - zawierała przelotówki, jazdę po nadwarciańskim wale (wiało z przedniego boku), jak i miły fragment kręciliśmy tuż przy brzegu Warty. Duże wrażenie zrobiła na mnie praca organizatorów szykujących trasę - zarośnięte chaszczami i trawą fragmenty tak pięknie i szeroko wykosili, normalnie miły szok :). No dobra, wróćmy do ścigania. Zatem w okolicach 30 km, tuż przed wpadnięciem na 2 rundę mega, na szerokim szuterku naszej grupce przyszło pomykać wśród licznej stawki uczestników Parady Rodzinnej - fajny widok :). No to ponownie pokonujemy najfajniejszą mtbowsko część pętli. Zaczynam wyczuwać że dość wymagająca trasa wyraźnie dała w kość moim współtowarzyszom, szczególnie na podjazdach i tych trudniejszych zjazdach to ja wysuwam się na czoło grupki - oczywiście wykorzystuję to, ale bez przesady. W końcu kolega ze Strefasportu.pl (zastanawiałem się czy z jest M4 czy z M5 - z tej drugiej) słabnie i gubimy go. Na bufecie, przed ponownym wjazdem na wały muszę stanąć, by zatankować pusty i jedyny bidon, po czym bez problemu doganiam pozostałych dwóch współtowarzyszy. Po ujechaniu paru km, drugi kolarz ze Strefasportu.pl (M3) zwalnia (dopadły go skurcze, po wyścigu pogadałem z nim), i tak zostałem z Jerzym, który wyraźnie zachował więcej sił i na kilka km przed metą zaczął powolutku mi się oddalać. W końcu i mnie dopada stopniowe zmęczenie, ale bez tragedii i z pełną kontrolą dojeżdżam do mety, a tam od razu dowiaduję że jestem 8 open. SZOK ! :)

    8/42 - open mega
    1/9 - M4

    Strata do zwycięzcy (Maciej Kasprzak) - 17:49 min
    Zatem po 125 dniach wyścigowych w końcu coś tam wygrałem, fajne to uczucie :)

    Fotki by Joanna Horemska, Grażyna Kaźmierczak.
    Moja grupka w akcji. Początek 2 rundy mega
    Moja grupka w akcji. Początek 2 rundy mega © JPbike

    Ósmy zawodnik open - zadowolenie jest :)
    Ósmy zawodnik open - zadowolenie JEST :) © JPbike

    Cierpliwie czekałem kilka lat na taki moment i doczekałem się :)
    Cierpliwie czekałem kilka lat na taki moment i doczekałem się :) © JPbike

    Dumny JPbike z pucharkiem zawierającym cyferkę PIERWSZY :)
    Dumny JPbike z pucharkiem zawierającym cyferkę PIERWSZY :) © JPbike





  • dystans : 55.46 km
  • czas : 01:53 h
  • v średnia : 29.45 km/h
  • rower : Canyon Endurace
  • Tlenik

    Czwartek, 1 września 2016 • dodano: 01.09.2016 | Komentarze 5


    Start o 18:00. Klasyk tlenowy w odwrotnym kierunku.

    Drodzy czytelnicy, mój przyjaciel, swego czasu bardzo aktywny i bardzo znany bikestatowicz Młynarz postanowił pomóc malutkiemu Ignasiowi (szczegóły tutaj).
    W najbliższą niedzielę przed świtem wsiadamy na rowery (tak, oczywiście że jadę z nim) i pokonujemy ponad 100 km dla serduszka Ignasia, bo trzeba pomagać i liczymy na pomoc.
    Po zrealizowaniu ponad stukilometrowej trasy obaj wrzucimy tutaj relacyjki oczywiście z ładnymi fotkami, zarówno nocnymi, jak i ze wschodu słońca, no i klimatycznych miejsc i wiosek z Ziemi Lubuskiej :)

    Urok miłych jazd o zachodzie słońca :)
    Urok miłych jazd o zachodzie słońca :) © JPbike


    Kategoria do 100 km, szoska


  • dystans : 60.77 km
  • teren : 44.00 km
  • czas : 02:32 h
  • v średnia : 23.99 km/h
  • v max : 43.90 km/h
  • podjazdy : 418 m
  • rower : Scott Scale 740
  • Trening

    Wtorek, 30 sierpnia 2016 • dodano: 30.08.2016 | Komentarze 0


    Start o 17:35. Mix szlakowy w WPN.
    Wszystkie OS-y weszły mi sprawnie - to cieszy :)



    Kategoria do 100 km