top2011

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Jacek ze stolicy Wielkopolski
Info o mnie.

- przejechane: 191411.69 km
- w tym teren: 69102.25 km
- teren procentowo: 36.10 %
- v średnia: 22.51 km/h
- łączny czas: 352d 11h 11m
- najdłuższy trip: 329.90 km
- max prędkość: 83.56 km/h
- max wysokość: 2845 m

baton rowerowy bikestats.pl

Wyprawy z sakwami

polska
logo-paris
logo-alpy
TN-IMG-2156 TN-IMG-2156 tn-IMG-6357

Zrowerowane gminy



Archiwum 2025 button stats bikestats.pl 2024 button stats bikestats.pl 2023 button stats bikestats.pl 2022 button stats bikestats.pl 2021 button stats bikestats.pl 2020 button stats bikestats.pl 2019 button stats bikestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl 2011 button stats bikestats.pl 2010 button stats bikestats.pl 2009 button stats bikestats.pl 2008 button stats bikestats.pl

Wpisy archiwalne w kategorii

do 100 km

Dystans całkowity:85475.97 km (w terenie 31520.50 km; 36.88%)
Czas w ruchu:3706:49
Średnia prędkość:23.06 km/h
Maksymalna prędkość:78.64 km/h
Suma podjazdów:391602 m
Maks. tętno maksymalne:179 (103 %)
Maks. tętno średnie:150 (84 %)
Suma kalorii:26238 kcal
Liczba aktywności:1250
Średnio na aktywność:68.38 km i 2h 57m
Więcej statystyk
  • dystans : 65.39 km
  • czas : 03:43 h
  • v średnia : 17.59 km/h
  • v max : 51.40 km/h
  • rower : TREK 8500
  • U stóp słowackich Tatr

    Czwartek, 19 sierpnia 2010 • dodano: 20.08.2010 | Komentarze 6


    Cóż to był za super hiper mega ultra giga arcywidokowy wypad !
    To był kulminacyjny punkt mojego urlopu u niezwykle wspaniałej rowerowej pary – Eli i Piotrka :)

    Wyruszyliśmy rankiem pakownym autem wraz z rowerami do Słowacji, po drodze niemal bez przerwy zza okien auta i podczas postoju na 1090 metrowej przełęczy podziwialiśmy całą masę zapierających dech w piersiach widoków … :)
    Po dotarciu do Liptovsky Hradok (ok. 640 m) i przesiadce na rowery ruszyliśmy pokonać ponad 30 km dość łagodny, w całości asfaltowy podjazd biegnący na 1280 metrową wysokość, który końcówkę ma tuż u stóp graniczących z naszym krajem szczytami, pośrodku Tatrami Zachodnimi, a Wysokimi :)

    Zamek w Liptovsky Hradok, stąd zaczynamy jazdę do gory © JPbike

    Jazda ... © JPbike

    Nad szczytami wisiały ciężkie chmury ... © JPbike

    Momentami można było dostrzec skaliste szczyty © JPbike

    Chwila postoju © JPbike

    Po dokręceniu do mini miejscowości Podbanske zrobiliśmy postój przy tamtejszej mini restauracji, posilając się nieznanym mi do tej pory, ale bardzo smacznym daniem i browarkiem :)
    Przy okazji spotkaliśmy bikera z … Poznania :) Daliśmy Mu namiary na BS :)
    Od tej chwili jazda wśród wysokogórskich widoczków to sama przyjemność :) © JPbike

    Trek i tatrzańskie krajobrazy © JPbike

    Pięknie ... :) © JPbike

    Ela wśród Tatr :) © JPbike

    Nie napiszę jakie niesamowite wrażenia są, jadąc tamtedy :) © JPbike

    Pora na wspólny toast w odpowiedniej scenerii :) © JPbike

    Dobijamy do celu ... © JPbike

    Na 1280 m, Jak widać - dalej to zakaz jazdy ... szkoda :) © JPbike

    Po osiągnięciu celu, gdzie skończyła się asfaltowa ścieżka troszkę popadało i po podziwianiu wszystkich szczytów dookoła (m in. Świnicę, 2301 m) w padającym deszczu ruszyliśmy w drogę powrotną – ponad 30 km w dół, zrobiło się zimno, więc …
    Tu przeczekaliśmy deszcz © JPbike

    Takie robactwo oblepiało nasz sprzęt na sporej wysokości © JPbike

    Deszcz na szczęście przestał padać po krótkim czasie i jazda w dół :)
    Wracamy po mokrym © JPbike

    Zza chmur zaczęło się wyłaniać popołudniowe słońce odsłaniając najwyższe tatrzańskie szczyty – widoki rewelacja, szczęściarze z Nas :)
    Piękny widok na słowacki, monstrualny Krivan, 2494 m © JPbike

    Ela foci mnie, a ja Ją :) © JPbike

    A taki SUPER widok mieliśmy w drodze powrotnej :) © JPbike

    Podsumowując trasę – WSPANIAŁA !
    Do zaparkowanego auta dotarliśmy naładowani pięknymi, wysokogórskimi widokami pod wieczór i jazda do Kobiernic.

    Przewyższenie – ok. 700 m (Kajman poda dokładne)



  • dystans : 53.02 km
  • teren : 7.00 km
  • czas : 02:54 h
  • v średnia : 18.28 km/h
  • v max : 65.82 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Hrobacza i Żar zdobyte !

    Środa, 18 sierpnia 2010 • dodano: 18.08.2010 | Komentarze 7


    Kolejny wspaniały dzień urlopu w Beskidzie Małym :)
    Tegoż dzionka rankiem wyruszyłem wraz z Kubą.
    Tym razem plany były ambitne, bo mocno podjazdowe !

    Jako pierwszy podjazd do pokonania wzięliśmy Hrobaczą Łąkę (828 m)
    Tutaj zaczynamy porządny podjazd ... © JPbike

    No, przez jakiś czas wspinaliśmy się blisko siebie, i po chwili cisnąłem do góry i zgubiłem Kubę za plecami :)

    Widoczki zmusiły mnie do trzykrotnego zatrzymania :) © JPbike

    Przyznam że ten czterokilometrowy podjazd jest niezły, w większości ponad 10% do góry, biegnie po dobrym asfalcie, a na końcówce to już gorsza nawierzchnia … dla mnie to żaden problem :)
    Stary, zniszczony asfalt © JPbike

    Terenowa końcówka ... © JPbike

    Na 10 m przed szczytem przeczekałem na mojego kompana z Andrychowa i w taki oto sposób udało się ustrzelić wspólną fotkę :)
    Wspólnie zdobywamy Hrobaczą © JPbike

    Kolejny szczyt zdobyty, jak zwykle radośnie obwieściliśmy :) © JPbike

    Na szczycie trochę wiało, dobrze że miałem ze sobą długą bluzę, trochę odpoczęliśmy i dalej zdecydowaliśmy się na górski teren, czyli mój i mojego Treka żywioł :)
    Zjeżdżamy po masie kamieni © JPbike

    Czerwony szlak, po którym się poruszaliśmy nie zawsze pozwalał na jazdę …
    Trochę wnoszenia nie zabrakło © JPbike

    Ciągle na 800 metrowej wysokości ... © JPbike

    Po jakimś czasie skręciliśmy na niebieski w dół, również kamienisty, nie taki straszny, by po zjechaniu na Przełęcz Przegibek (663 m) zarządzić postój.
    Postój na colę na Przełęczy Przegibek © JPbike

    Dalej nastąpiła asfaltowa zjazdówka z serpentynami aż na most w Międzybrodziu Żywieckim, skąd podziwialiśmy następny cel – Góra Żar (761 m)
    Tam do góry się wybieramy :) © JPbike

    Po postoju przy sklepie, ponownie przez jakiś czas podjeżdżaliśmy razem, i dalej pomknąłem do góry, podjazd okazał się łagodniejszy od tego na Hrobaczą, ale … dłuższy. W zupełności do pokonania całości ponad 7 km podjazdu wystarczyła środkowa zębatka korby.
    Dzielny Kuba na podjeździe :) © JPbike

    Widokowa końcówka podjazdu © JPbike

    Na szczycie czekał na nas Piotrek, który przyjechał na górę wprost z domu.
    Gdy wjechałem z Kubą na Żar - miałem na liczniku 33 km i ponad 1 km w pionie :)
    No i ujrzałem w końcu znany mi jedynie z fotek wielki zbiornik wodny od miejscowej elektrowni szczytowo-pompowej.
    A najbardziej mnie zauroczyła cała masa tamtejszych arcywidoków na Beskidy :)

    Fragment zbiornika wodnego na górze Żar © JPbike

    Trzech Bikestatowiczy na Żarze :) © JPbike

    Beskidzki arcywidoczek :) © JPbike

    Poza podziwianiem widoczków zacięcie obserwowaliśmy zmagania szybowcowe …
    Za chwilę szybowiec zacznie swobodny lot © JPbike

    I leci ! Fajnie widzieć ze szczytu coś takiego :) © JPbike

    Widoczek, gdzieś tam na dole Ela z Piotrkiem mieszkają :) © JPbike

    Pora wracać ... © JPbike

    Po fajnym i długim zjeździe, z serpentynami oczywiście, po drodze poznałem słynne miejsce zaburzenia grawitacji, dalej kręciliśmy wzdłuż Soły kierunku do domu. Z Kubą pożegnaliśmy się przed Porąbką – jeszcze raz wielkie dzięki za wspaniałą wspólną i górska trasę !
    Potem myk z Kajmanem do Kobiernic na obiad, a po południu czeka mnie kolejna wycieczka, tym razem z Elą :)

    Puls - max 168, średni 126
    Przewyższenie - 1155 m



  • dystans : 65.36 km
  • teren : 1.00 km
  • czas : 03:46 h
  • v średnia : 17.35 km/h
  • v max : 69.66 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Kocierz zdobyty !

    Wtorek, 17 sierpnia 2010 • dodano: 18.08.2010 | Komentarze 7


    Na mój drugi dzień pobytu w Kobiernicach u Eli i Piotrka postanowiliśmy wyruszyć w góry. Cel wycieczki - Przełęcz Kocierska (718 m).
    Zanim wyruszyliśmy - miałem przyjemność poznać Kubę, na BS znany jako k4r3l z Andrychowa i tak w czwórkę ruszyliśmy.
    Od jakiegoś czasu Kajman coś mi opowiadał o super stromym podjeździe - znając siebie wiedziałem że muszę koniecznie osobiście sprawdzić ten podjazd :)

    Pogodę mieliśmy o niebo lepszą od wczorajszej - przejrzyste niebo i jak najbardziej sprzyjająca temperatura. Początkowo jechaliśmy podobnie jak wczoraj – wzdłuż malowniczych jezior :)
    Góry nad Jeziorem Międzybrodzkim © JPbike

    Po lewej widać pierwotne koryto Soły © JPbike

    Krótki postój na moście © JPbike

    Ela i Piotrek podjeżdżają do Tresnej © JPbike

    Widoczek na Jezioro Żywieckie © JPbike

    Podziwianie gór Beskidu Śląskiego © JPbike

    Następnie przez Łękawicę skierowaliśmy się na drogę wijącą do góry wzdłuż potoku.
    Potok Kocierzanka © JPbike

    Przyjemnie, wsród gór i w towarzystwie się jedzie :) © JPbike

    I tak dokręciliśmy do Kocierza Rychwałdzkiego, gdzie nastąpił postój, spojrzałem na podjazd – rzeczywiście bardzo stromy i co ? Ja z Kubą pomknęliśmy się zmierzyć z nim, a Ela i Piotrek ruszyli na łagodniejszą wspinaczkę :)
    Początek bardzo stromego podjazdu © JPbike

    Sam dwukilometrowy podjazd ma nachylanie pewnie ponad 20%, czasem sięga aż 30 !
    I jak mi poszło ? – pokonałem go, ani razu nie użyłem młynka :) Raz zmuszeni byliśmy się zatrzymać w połowie by auto przepuścić. A na końcówce ogarnęła nas ogromna satysfakcja z podjechania :)
    Stromy podjazd ZDOBYTY ! :) © JPbike

    Dalej już tylko dokręciliśmy na cel, czyli Przełęcz Kocierską, znajdował się tam kompleks, który pozwiedzałem trochę – pierwszy raz widziałem basen z plażą na sporej wysokości :)
    Basen i plaża na wysokości ponad 700 m ! © JPbike

    Czekając na szczycie na Elę i Piotrka, Kuba musiał wracać, udał się na podobno ciekawy zjazd zielonym szlakiem :) Dzięki Kuba za wspólną jazdę ! :)
    W końcu, po jakichś 30 minutach wjechali na przełęcz, udaliśmy się na tamtejszy taras podziwiać rozległe widoki i jazda w dół z serpentynami, na tym zjeździe biegnącym po równiutkim asfalcie osiągnąłem max 69 km/h :)
    Widoczek ze zjazdu © JPbike

    Po zjechaniu czas na kolejną atrakcję – Łupki Wierzchowskie, coś takiego, zanim wypatrzyłem na blogu niradhary i Kajmana bardzo chciałem zobaczyć.
    Po dojechaniu na miejsce odważyłem się nawet zjechać po łupkach dwa metry w dół o nachyleniu 45 stopni :) Przesadziłem na dole, zaliczając koziołka wraz z rowerem :)
    Kaskada Rzyczanki © JPbike

    Kaskada Rzyczanki © JPbike

    Dalej to już jazda powrotna do Kobiernic, wszędzie wokół zaczęło się chmurzyć, momentem drobno popadało.
    Spore chmurzyska sie pojawily w drodze powrotnej © JPbike

    W końcu udało się dotrzeć bez zmoknięcia i czas na zimne PIWO :)
    Kolejna bardzo udana wycieczka – dzięki wszystkim moim towarzyszom :)

    V max – 69.66 km/h – mój rekord w Beskidzie Małym :)
    Puls – max 163, średni 95 … nieźle :D
    Przewyższenie – 733 m



  • dystans : 57.93 km
  • czas : 02:50 h
  • v średnia : 20.45 km/h
  • v max : 44.20 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Z Krynicy do Kobiernic :)

    Niedziela, 15 sierpnia 2010 • dodano: 17.08.2010 | Komentarze 4


    Dzień po udanym maratonie w Krynicy nadszedł czas na przeniesienie się w rejony Beskidu Małego, a właściwie do wspaniałych rowerowych przyjaciół tam mieszkających - Eli i Kajmana :)
    Po spakowaniu się wyruszyłem w południe, obierając kierunek do Nowego Sącza, gdzie ponownie spotkałem się z Karolinką, trochę pogadaliśmy, na horyzoncie zaczęły się pojawiać chmury burzowe, Karla doradzała mi abym udał się na pociąg, a ja jednak chciałem dalej na własnych siłach jechać. I po miłym pożegnaniu ruszyłem dalej na drogę nr.28, no i zacząłem pokonywac tamtejszy niezły podjazd, po dokręceniu na ponad 500m chmurzyska stawały się coraz ciemniejsze, wzmógł sie wiatr ...
    Nadchodzi burza wśród gór ... © JPbike

    Więc zdecydowałem się posłuchać Karoliny i wysłałem jej smsa że zawracam do NS i na dworzec PKP :)

    Dunajec i ciemne chmury nadciągają ... © JPbike

    Po dotarciu na tamtejszy dworzec i przejrzeniu rozkładu jazdy okazało się że trafiłem całkiem nieźle z czasem - odjazd składu do Krakowa nastąpił po 16:40, oczywiście ponad godzinkę sobie przeczekałem, w tym czasie lunęła ulewa :)
    Ponad trzygodzinna podróż do stolicy Małopolski przebiegła bez przygód w takich mocno rowerowych warunkach :)
    Rower - popularny środek transportu w pociągach :) © JPbike

    Po dotarciu do Krakowa dość szybko wsiadłem do kolejnego składu, który ruszał po 20:30 do Katowic - znów miałem rowerowe towarzystwo :)
    A następnie po dojechaniu do stolicy Górnego Śląska po raz drugi się przesiadłem do kolejnej osobowki - tym razem do celu, czyli do Bielska Białej, podróżowałem już samotnie, po drodze informując Ele i Piotrka, którzy po mnie przyjechali autem na tamtejszy dworzec już po północy i w końcu po 57 km rowerowania z przyczepką i około 8-godzinnej podróży pociągami z dwoma przesiadkami dotarłem do celu, bijąc kolejny swój rekord czasu podróży pociągami z rowerem :D

    Przewyższenie - 396 m



  • dystans : 71.33 km
  • teren : 18.00 km
  • czas : 02:36 h
  • v średnia : 27.43 km/h
  • v max : 40.28 km/h
  • rower : Accent Tormenta 1
  • Pada, nie pada ...

    Niedziela, 8 sierpnia 2010 • dodano: 08.08.2010 | Komentarze 14


    W takich deszczowo-przejaśnieniowych warunkach przyszło mi w niedzielny dzionek potrenować - no cóż, na przeróżnych rowerowych zawodach nigdy nie wiadomo jaka będzie pogoda, więc trzeba być oswojonym z każdymi warunkami do jazdy. Na trasę, w większości asfaltową obrałem północno-zachodnie podpoznańskie rejony.

    Dom - Rusałka - Strzeszynek - Kiekrz (po mokrym asfalcie) - Rokietnica - Rostworowo - Żydowo - Przecław - Pamiątkowo (po suchym, trochę wmordewinda) - Lulin - Nieczajna (rozpadało i cisnąłem dalej) - Sępno - Sobota (terenem i gleba w błocie zaliczona) - Pawłowice - Kiekrz (do sklepu i postój nad jeziorem pod daszkiem, znów lunęło) - Strzeszynek - Rusałka (standardową traską, po ulewie nieźle siebie i accenta uwaliłem) - Dom (wysżło słońce)

    Puls - max 160, średni 134

    Kategoria do 100 km


  • dystans : 75.78 km
  • czas : 03:08 h
  • v średnia : 24.19 km/h
  • v max : 57.84 km/h
  • rower : Accent Tormenta 1
  • Po przyczepkę :)

    Piątek, 6 sierpnia 2010 • dodano: 07.08.2010 | Komentarze 11


    Wkrótce mykam w góry z rowerem :)
    Ale jak tu zabrać bagaż, i do tego Trek nie ma uchwytów na bagażnik ?
    JPbike zawsze coś wymyśli !
    Po prostu pojadę z przyczepką - nie posiadam własnej, postanowiłem że wybiorę się do Jasienia pożyczyć to cudo od Asiczki i Piotrka - wspaniałych przyjaciół :)
    Przed wakacyjnymi wojażami po górkach nie miałem ochoty pokonywać prawie 200 km, więc skorzystałem z pomocy pociągu - zawiózł mnie i bika do Zielonej Góry. Pierwszy raz w życiu podróżowałem z rowerem w iście luksusowych warunkach, czyli wagonem bezprzedziałowym z klimatyzacją !

    A dalej to już własnymi siłami pomknąłem lubuskimi asfaltami, przeważnie wśród lasów.
    Jechałem po części znaną z zeszłorocznej wyprawy trasą.

    Wjazd do Gminy Jasień © JPbike

    Po dotarciu do celu i przywitaniu z Jahoo, Młynarzem i jego rodzinką miło spędziłem z czas, było piwko, bilard, grill ... i zostałem na nockę :)

    Kategoria do 100 km


  • dystans : 91.73 km
  • teren : 40.00 km
  • czas : 04:08 h
  • v średnia : 22.19 km/h
  • v max : 41.79 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Jak wykorzystać dzień urlopowy, będąc u siebie ?

    Czwartek, 5 sierpnia 2010 • dodano: 05.08.2010 | Komentarze 8


    Dla mnie to żaden problem, po prostu po pobudce i śniadaniu sprawdzam prognozę pogody, szykuję sprzęt, włażę w kolarskie ciuszki i jadę na swoje ulubione tereny, z aparatem foto oczywiście :)
    Jako że miałem w pracy do załatwienia pewną sprawkę i umówiłem się na obiad z rodzicami na działce, postanowiłem niemal cały dzień spędzić rowerowo i to tempem spokojniejszym. Poza tym po raz pierwszy na wycieczkę wziąłem swój nowy nabytek przeznaczony na dłuższe i całodniowe (może i parodniowe) wypady, czyli większy i pojemniejszy plecak - Deuter Futura 22.

    Najpierw jazda do WPN przez Luboń i Wiry ...
    W drodze do WPN-u © JPbike

    JPbike mknie przez las ... © JPbike

    Zaliczyłem również super singletrack wokół Jarosławieckiego :)
    Jezioro Jarosławieckie © JPbike

    Po wyjechaniu z WPN-u udałem się w kierunku swojej pracy i stamtąd na działkę przez Lasy Zakrzewskie.
    Na działce była zupa pomidorowa, pokropiło troszkę, wypiłem kawę, odebrałem sms-a od Jarka, ustaliliśmy że spotkamy się nad Rusałką i pomknąłem dalej.

    W drodze do Lusówka © JPbike

    Krajobrazy takie mijałem ... © JPbike

    Dobijam nad Jezioro Kierskie © JPbike

    Nad Jeziorem Kierskim © JPbike

    Nie mogło zabraknąć elementów typowo MTB-owskich ...
    Namiastka zjazdu by MTB :) © JPbike

    Tutaj, około 15 minut zdecydowałem przeczekać na Drogbasa, który właśnie wykonywał rundy i chciałem zabawić się w nadwornego fotografa, nie doczekałem się i zwiałem wprost nad Rusałkę ...
    Fragment "Rundy Drogbasa" © JPbike

    Nad Rusałką, w ogródku piwnym w końcu spotkaliśmy się, rozmowom przeważnie rowerowo-maratonowym przy piwku nie było widać końca :) W międzyczasie obok przemknął Ryszard z M5 (chłop ma kondycję), i też z Nim pogadaliśmy, poza tym zauważyłem również nieźle trenującego DunPeala i Dotkę :)
    Po konsumpcji Lecha zrobiliśmy jedną superszybką rundę wokół Rusałki, jak i wskoczyliśmy "pościgać" się na pobliski tor żużlowy !
    Drogbas vs JPbike wyciskają maximum na torze żużlowym :) © JPbike

    Wynik szalonego pojedynku: REMIS :)

    Okazało się że sam "żużlowy pojedynek bikerów" nam nie wystarczył na zakończenie dnia - więc znów mocnym tempem dokręciliśmy do czołgu :)
    Wielkopolska ma mocnych czołgisto-bikerów :) © JPbike

    Na koniec jeszcze jedna atrakcja lekkoatletyczna, by chociaż przez chwilę poczuć się jak Szymon Ziółkowski :)
    Atrakcja lekkoatletyczna z bikerem :) © JPbike

    Dalej to już zwiałem do domu. Dzień był udany rowerowo !

    Przewyższenie - 368 m

    Kategoria do 100 km


  • dystans : 83.82 km
  • teren : 56.00 km
  • czas : 03:01 h
  • v średnia : 27.79 km/h
  • v max : 44.20 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Trzy rundy Drogbasa

    Środa, 4 sierpnia 2010 • dodano: 04.08.2010 | Komentarze 3


    Jestem na urlopie i zanim wyjdę na rower muszę porządnie się wyspać :)
    Na dość mocny trening wyskoczyłem po obiedzie, i wybrałem do pokonania trzy rundy Drogbasa, myślałem nawet o czterech ... wyszedłby wtedy setka :)
    Pierwsza runda jakoś odrobinę ciężej szła, a pozostałe dwie już lepiej - to pewnie sprawka lenistwa po pobudce. Nie specjalizuję się w podawaniu szczegółowych parametrów poszczególnych okrążeń. Na koniec treningu wpadłem na ciemne piwo w odpowiednim miejscu - w ogródku piwnym nad Rusałką - to chyba już tradycja :)

    Już niedługo najodleglejszy od mojego domu golonkowy maraton w Krynicy Zdrój - będzie nowa trasa i nie wiem czy znów będą takie przeprawy przez strumyki po osie ... :) (fotka z zeszłorocznego rekonesansu właśnie w Krynicy)

    Przeprawa ... :) © JPbike

    Puls - max 170, średni 143
    Przewyższenie - 345 m

    Kategoria do 100 km


  • dystans : 62.07 km
  • teren : 42.00 km
  • czas : 02:15 h
  • v średnia : 27.59 km/h
  • v max : 44.23 km/h
  • rower : Accent Tormenta 1
  • Przed Głuszycą (2)

    Środa, 28 lipca 2010 • dodano: 28.07.2010 | Komentarze 10


    Na trening umówiłem się z Drogbasem późnopopołudniową porą, okazało się że Jarek wyszedł wcześniej. Nie szkodzi, potrenuję sam.
    Warunki podczas których wychodziłem na rower były dobre do wycisku - świeżo po deszczu, 20 stopni i pochmurno, nie miałem ochoty od razu uwalać błotkiem Treka, więc wyruszyłem Accentem.
    Co do trasy - po prostu dwie mocne Rundy Drogbasa.
    Podczas początku drugiej rundy, kręcąc nad Rusałką tuż obok nasypu kolejowego zaliczyłem glebę - leżało tam powalone drzewo i nie zauważyłem śliskiego błota podczas omijania przeszkody, po upadku prawa łydka zabarwiła się na czarno.
    Dobijając do Kiekrza dostałem smsa od Djablicy, co spowodowało chwilowy postój, by odpisać :)
    Drobnego, ale ciągłego chlapania błotkiem nie brakowało - jak dobrze mieć w żandarzu dwa rowerki :)
    Na koniec drugiej pętli pokusiłem się na browarka w odpowiednim miejscu - w ogródku piwnym. No i znów smsy doszedły - jeden od wspomnianej bikerki, a drugi od robina - z Nim 17 sierpnia, czyli w dniu moich imienin zamierzamy przejechać ... 400 km ! Chętnych zapraszamy !

    Puls - max 170, średni 135

    Kategoria do 100 km


  • dystans : 62.73 km
  • teren : 33.00 km
  • czas : 02:52 h
  • v średnia : 21.88 km/h
  • v max : 41.79 km/h
  • rower : TREK 8500
  • We trzech do WPN

    Wtorek, 20 lipca 2010 • dodano: 20.07.2010 | Komentarze 9


    Dziś trening z Krzysztofem i nowo poznanym Pawłem :)
    Gdzie i jak pojechaliśmy - otóż to ja moich towarzyszy pociągnąłem może za szybkim tempem najpierw nadwarciańskim szlakiem, na którym w dalszym ciągu mostek leży na brzegu i na drugi brzeg trzeba przechodzić z rowerem po powalonym pniu - Maks miał obawy i musieliśmy mu pomóc ... A dalej w Puszczykowie wpadliśmy na chwilę do muzeum Arkadego Fiedlera i do sklepu. Wreszcie podjazd na Osową Górę - cisnąłem do góry :) Paweł, który w Głuszycy też startuje na giga stwierdził że podjazd jest za krótki ... :) Ale gdzie tu w WPN-ie szukać prawdziwych gór ? Zjazd po polanie był mocny i wyboisty - Maks przez pewną i krótką stromiznę ... sprowadzał :) Potem przejazd przez mocno zarośnięty przystanek PKP i solidny podjazd do Ludwikowa - był tam postój przy źródełku z wodą, która zawiera dużo wapnia, każdy z nas skorzystał z tejże ochłody :) Kolejny zjazd z jedną fajną stromizną - namiastką golonkowego MTB-u. Dalej czerwonym przez Kociołek, Skrzynkę, pauza z widokiem na Wyspę Zamkową, wokół góreckiego, i skierowałem chłopaków na super singletrack tuż przy jarosławieckim ... i gdzieś tam ja z Pawłem tak mocno po krętej ścieżce do przodu parliśmy że ... zgubił się nam Maks :( Zasięgu na telefoniki nie było :( Więc dalej już we dwójkę cisnęliśmy Greiserówką do Komornik, po drodze łapiąc zasięg telefonii komórkowej i Krzysztof się odezwał "Gdzie jesteście" ... był już daleko przed nami ... Dalej to już tylko jazda do domów, najpierw doprowadziłem Pawła swoimi bocznymi uliczkami na Górczyn, tam gdzie zaczynaliśmy wspólnie trening.

    Dzięki Krzysztof i Paweł - do następnego !

    Puls - max 169, średni 130
    Przewyższenie - 345 m