Info o mnie.
- przejechane: 192899.55 km
- w tym teren: 69687.25 km
- teren procentowo: 36.13 %
- v średnia: 22.49 km/h
- łączny czas: 355d 14h 27m
- najdłuższy trip: 329.90 km
- max prędkość: 83.56 km/h
- max wysokość: 2845 m
Kategorie
-
Bike Maraton - 42
bikestatsowe zawody - 8
CX - 7
do 100 km - 1259
do 50 km - 1261
do/z pracy - 278
dron - 73
dzień wyścigowy - 254
Etapówki MTB - 31
Festive 500 - 55
Gogol MTB - 62
Kaczmarek Electric - 21
maratony - 183
MTB Marathon - 31
na orientację - 6
nocne - 290
podium, te szerokie też - 37
podsumowanie - 11
pomiar czasu - 67
ponad 100 km - 260
ponad 200 km - 28
ponad 300 km - 4
poza PL - 120
Solid MTB - 30
sprzęt - 50
szoska - 474
Uphill race - 8
w górach - 341
w roli kibica - 10
w towarzystwie - 412
wyprawy - 80
wysokie szczyty - 35
XC - 32
z przyczepką - 4
-
Moja stajnia
w użyciu
Orbea Oiz M20

Black Peak

Accent Peak 29
Canyon Endurace
Sztywna Biria
archiwum
Scott Scale 740
TREK 8500
Kross Action
Accent Tormenta 1
Accent Tormenta 2
Accent Tormenta 3
Archiwum
2025
2024
2023
2022
2021
2020
2019
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
-
2026, Wrzesień - 7 - 0
2026, Sierpień - 8 - 0
2026, Lipiec - 15 - 12
2026, Czerwiec - 11 - 2
2026, Maj - 12 - 0
2026, Kwiecień - 10 - 0
2026, Marzec - 9 - 0
2026, Luty - 8 - 0
2026, Styczeń - 8 - 0
2025, Grudzień - 8 - 0
2025, Listopad - 9 - 0
2025, Październik - 8 - 0
2025, Wrzesień - 8 - 0
2025, Sierpień - 13 - 23
2025, Lipiec - 12 - 22
2025, Czerwiec - 9 - 20
2025, Maj - 10 - 20
2025, Kwiecień - 8 - 21
2025, Marzec - 10 - 24
2025, Luty - 8 - 16
2025, Styczeń - 7 - 13
2024, Grudzień - 15 - 38
2024, Listopad - 7 - 15
2024, Październik - 9 - 21
2024, Wrzesień - 10 - 18
2024, Sierpień - 12 - 20
2024, Lipiec - 14 - 30
2024, Czerwiec - 18 - 40
2024, Maj - 10 - 24
2024, Kwiecień - 15 - 37
2024, Marzec - 12 - 29
2024, Luty - 9 - 27
2024, Styczeń - 9 - 25
2023, Grudzień - 12 - 34
2023, Listopad - 10 - 33
2023, Październik - 9 - 27
2023, Wrzesień - 11 - 28
2023, Sierpień - 8 - 16
2023, Lipiec - 16 - 43
2023, Czerwiec - 11 - 27
2023, Maj - 17 - 36
2023, Kwiecień - 12 - 45
2023, Marzec - 6 - 16
2023, Luty - 8 - 32
2023, Styczeń - 8 - 26
2022, Grudzień - 8 - 20
2022, Listopad - 8 - 25
2022, Październik - 9 - 31
2022, Wrzesień - 12 - 16
2022, Sierpień - 10 - 24
2022, Lipiec - 16 - 37
2022, Czerwiec - 12 - 26
2022, Maj - 16 - 32
2022, Kwiecień - 14 - 49
2022, Marzec - 9 - 30
2022, Luty - 8 - 18
2022, Styczeń - 10 - 27
2021, Grudzień - 10 - 25
2021, Listopad - 11 - 29
2021, Październik - 12 - 35
2021, Wrzesień - 15 - 30
2021, Sierpień - 16 - 24
2021, Lipiec - 20 - 34
2021, Czerwiec - 19 - 42
2021, Maj - 15 - 34
2021, Kwiecień - 15 - 30
2021, Marzec - 12 - 35
2021, Luty - 11 - 32
2021, Styczeń - 13 - 42
2020, Grudzień - 17 - 37
2020, Listopad - 13 - 51
2020, Październik - 14 - 40
2020, Wrzesień - 19 - 33
2020, Sierpień - 20 - 42
2020, Lipiec - 25 - 65
2020, Czerwiec - 21 - 77
2020, Maj - 21 - 75
2020, Kwiecień - 14 - 60
2020, Marzec - 7 - 21
2020, Luty - 15 - 34
2020, Styczeń - 13 - 46
2019, Grudzień - 20 - 76
2019, Listopad - 14 - 50
2019, Październik - 13 - 44
2019, Wrzesień - 24 - 46
2019, Sierpień - 23 - 25
2019, Lipiec - 23 - 31
2019, Czerwiec - 26 - 42
2019, Maj - 25 - 58
2019, Kwiecień - 24 - 75
2019, Marzec - 18 - 56
2019, Luty - 16 - 45
2019, Styczeń - 15 - 53
2018, Grudzień - 18 - 68
2018, Listopad - 10 - 36
2018, Październik - 20 - 42
2018, Wrzesień - 31 - 67
2018, Sierpień - 21 - 82
2018, Lipiec - 18 - 58
2018, Czerwiec - 14 - 55
2018, Maj - 19 - 55
2018, Kwiecień - 18 - 68
2018, Marzec - 14 - 55
2018, Luty - 10 - 52
2018, Styczeń - 10 - 52
2017, Grudzień - 10 - 42
2017, Listopad - 7 - 44
2017, Październik - 10 - 43
2017, Wrzesień - 17 - 46
2017, Sierpień - 19 - 43
2017, Lipiec - 19 - 83
2017, Czerwiec - 17 - 42
2017, Maj - 21 - 60
2017, Kwiecień - 19 - 47
2017, Marzec - 15 - 38
2017, Luty - 13 - 32
2017, Styczeń - 14 - 47
2016, Grudzień - 9 - 14
2016, Listopad - 9 - 24
2016, Październik - 14 - 19
2016, Wrzesień - 14 - 66
2016, Sierpień - 16 - 24
2016, Lipiec - 21 - 41
2016, Czerwiec - 15 - 26
2016, Maj - 24 - 77
2016, Kwiecień - 18 - 47
2016, Marzec - 18 - 42
2016, Luty - 13 - 26
2016, Styczeń - 14 - 39
2015, Grudzień - 14 - 72
2015, Listopad - 8 - 26
2015, Październik - 8 - 23
2015, Wrzesień - 12 - 27
2015, Sierpień - 18 - 31
2015, Lipiec - 16 - 59
2015, Czerwiec - 21 - 72
2015, Maj - 21 - 53
2015, Kwiecień - 20 - 88
2015, Marzec - 19 - 88
2015, Luty - 16 - 59
2015, Styczeń - 15 - 59
2014, Grudzień - 11 - 60
2014, Listopad - 19 - 34
2014, Październik - 12 - 22
2014, Wrzesień - 17 - 37
2014, Sierpień - 18 - 31
2014, Lipiec - 22 - 95
2014, Czerwiec - 18 - 73
2014, Maj - 16 - 76
2014, Kwiecień - 21 - 77
2014, Marzec - 20 - 73
2014, Luty - 16 - 80
2014, Styczeń - 7 - 31
2013, Grudzień - 18 - 87
2013, Listopad - 13 - 78
2013, Październik - 15 - 60
2013, Wrzesień - 16 - 65
2013, Sierpień - 15 - 76
2013, Lipiec - 26 - 161
2013, Czerwiec - 21 - 121
2013, Maj - 20 - 102
2013, Kwiecień - 20 - 116
2013, Marzec - 18 - 117
2013, Luty - 15 - 125
2013, Styczeń - 12 - 92
2012, Grudzień - 20 - 106
2012, Listopad - 10 - 82
2012, Październik - 13 - 46
2012, Wrzesień - 17 - 96
2012, Sierpień - 16 - 99
2012, Lipiec - 23 - 113
2012, Czerwiec - 17 - 97
2012, Maj - 18 - 61
2012, Kwiecień - 20 - 132
2012, Marzec - 20 - 130
2012, Luty - 9 - 57
2012, Styczeń - 10 - 55
2011, Grudzień - 11 - 84
2011, Listopad - 12 - 96
2011, Październik - 20 - 127
2011, Wrzesień - 17 - 170
2011, Sierpień - 23 - 109
2011, Lipiec - 11 - 116
2011, Czerwiec - 3 - 154
2011, Maj - 24 - 186
2011, Kwiecień - 15 - 255
2011, Marzec - 24 - 213
2011, Luty - 26 - 187
2011, Styczeń - 18 - 199
2010, Grudzień - 19 - 173
2010, Listopad - 13 - 106
2010, Październik - 14 - 118
2010, Wrzesień - 15 - 192
2010, Sierpień - 25 - 209
2010, Lipiec - 27 - 126
2010, Czerwiec - 28 - 191
2010, Maj - 20 - 255
2010, Kwiecień - 24 - 220
2010, Marzec - 18 - 196
2010, Luty - 9 - 138
2010, Styczeń - 11 - 134
2009, Grudzień - 12 - 142
2009, Listopad - 11 - 128
2009, Październik - 8 - 93
2009, Wrzesień - 24 - 158
2009, Sierpień - 22 - 118
2009, Lipiec - 19 - 143
2009, Czerwiec - 20 - 94
2009, Maj - 19 - 170
2009, Kwiecień - 25 - 178
2009, Marzec - 14 - 137
2009, Luty - 7 - 50
2009, Styczeń - 11 - 96
2008, Grudzień - 11 - 131
2008, Listopad - 13 - 56
2008, Październik - 17 - 64
2008, Wrzesień - 17 - 62
2008, Sierpień - 21 - 78
2008, Lipiec - 18 - 39
2008, Czerwiec - 24 - 74
2008, Maj - 15 - 23
2008, Kwiecień - 7 - 40
2008, Marzec - 6 - 14
Wpisy archiwalne w kategorii
maratony
| Dystans całkowity: | 13117.90 km (w terenie 12052.88 km; 91.88%) |
| Czas w ruchu: | 688:15 |
| Średnia prędkość: | 19.06 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 73.88 km/h |
| Suma podjazdów: | 147538 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 177 (101 %) |
| Maks. tętno średnie: | 160 (90 %) |
| Suma kalorii: | 12445 kcal |
| Liczba aktywności: | 183 |
| Średnio na aktywność: | 71.68 km i 3h 45m |
| Więcej statystyk | |
Piątek, 1 maja 2015 • dodano: 01.05.2015 | Komentarze 5
Treningowy start. Dojazd spoko (w deszczyku), rejestracja też spoko. Dzień wcześniej przegapiłem info o przydziale sektorów, co oczywiście spowodowało że znowu muszę startować z czarnej dupy. E tam, dobrze że ten lokalny maraton potraktowałem jako treningowe przepalenie łydek przed giga w Połczynie-Zdroju. Przed startem pogaduszki ze Zbyszkiem i Jackiem, po tym można ruszać. Nawet nie zauważyłem kiedy czołówka wystartowała - efekt był taki że gdy wjeżdżałem w pierwszy zakręt to już nie było widać najlepszych. Do tego pierwszy pomiar czasu ulokowali już na 2 km (rozjazd) - tam do pierwszego straciłem aż 2.24 min (!). No to papa dobry wynik, jedziemy swoje. O tym co się działo w trakcie mojego przebijania się z tyłów - na pierwszym kółku miałem co robić, było ciężko łapać dogodne momenty do wyprzedzania, raz przeszkadzał piach, raz zbyt wąsko, raz doskwierał mi brak mocy na długich prostych, a technikę jaką prezentowali ci z tylnych sektorów ... co tu dużo pisać :). Z teamowych kumpli - na pierwszym kółku mega właściwie łyknąłem wszystkich, najdłużej trwało dogonienie Marcina. Drugie kółko to pełny luz na całkiem niezłej trasie. Tak się złożyło że kilka km za pomiarem czasu dogoniłem Kasię od rybek, która z kolei właśnie na całym drugim kółku miała teamową pomoc od ... zwycięzcy mini, Michała Górniaka, który postanowił sobie zrobić taki oto rozjeździk. Faktycznie, na dłuższych prostych nieźle zasuwali, ciężko mi było utrzymać koło, a gdy tylko pojawiały się kręte single i ciężkie podjeżdziki to ja wysuwałem się na czoło, zresztą nie było łatwo, bo Michał nieźle mnie naciskał do mocnego deptania w korbę, co poskutkowało nadprogramowo szybkim biciem mojego 40-letniego serducha :). I tak po drodze dogoniliśmy czterech gości, na kilka km przed metą zaczęła się walka. Strumyk przed metą przejechałem bez problemów, po chwili na piaszczystym zjazdowym fragmencie pętelki DH gość przede mną się wystraszył stromizny i przyblokował mnie tak niefortunnie że musiałem się ratować przed glebką (lub otb), poskutkowało to przesunięciem się siodełka pionowo w górę. Przez to był pitstop i poprawa siodła - kosztowało mnie to utratę kilku pozycji na mecie.
31/89 - open mega
18/44 - M3
Strata do zwycięzcy, jak i M3 (Maciej Kasprzak) - 23:42 min
Ciekawe tylko ile straciłem na tym niefajnym przebijaniu się z tyłów stawki ...
Ogólnie treningowy wyścig był spoko, w niedzielę zobaczymy co z tego wyniknie :)
Fotki by Joanna Horemska, Marek Grześ.

Startujemy. W moim przypadku na pełnym luzie :P © JPbike

Przebijanie się z ogona stawki to ciężka sprawa © JPbike

Takich fajnych zjeżdzików nie spodziewałem się w Śremie. Brawa dla organizatorów ! © JPbike

Finiszujemy. Troszkę za krótki ten ścig był :) © JPbike
Kategoria dzień wyścigowy, maratony, Solid MTB
Niedziela, 12 kwietnia 2015 • dodano: 12.04.2015 | Komentarze 17
Dojazd na maratonową inaugurację przebiegł w towarzystwie Macieja. Jako że dzień wcześniej odebrałem parę numerków, nie musieliśmy się sprężać przedstartowo. Zatem wskok w kolarskie portki i jazda na rozgrzewkę. Z teamu sporo nas się zjawiło – Asia (kibic), Olga (kibic), Sylwia (mini), Adrian, Dawid, Jarek, Paweł (mini), Mariusz, Marcin, Wojtek i ja. Pogodę mieliśmy typowo wielkopolsko - kwietniową, czyli słońce i wiatr, było nieco ponad 10°C.
Jako że w zeszłym sezonie byłem szósty w generalce M3, to na luziku wpakowałem się do elitarnego 1 sektora i uciąłem sobie pogawędkę z Arkiem z Bydzi. Ów pierwszy sektor niewiele mógł zdziałać, by mieć dobrą pozycję na pierwszych kilometrach bo najpierw trzeba było zrobić „honorową” rundkę na rynek. Jadąc tędy tradycyjnie nerwowo było, raz ostro, raz hamowanie, raz ktoś się spinał i wjeżdżał między koła, a Ci z tyłów za wszelką cenę chcieli znaleźć się z przodu. W końcu start. Na początek podjazd na punkt widokowy. Drogbas błyskawicznie przebił się z tyłów stawki i podążał zgodnie z planem tuż za mną. Doświadczenie podpowiadało mi abym nie szarżował bo łatwo w tym tłoku o kraksę. Nie trzeba było długo czekać na widowiskową i identyczną jak na szosowych finiszach kraksę – tym razem ofiarą był Michał – spiął się z gościem z Colexa i omal nie przeleciał przez metalowe barierki, całe szczęście że skończyło się na obtarciach i obaj dotarli do mety. Po pokonaniu pseudo sekcji XC na górce, się zaczęło wraz z jadącym przede mną Drogbasem wspólne przebijanie się do przodu i tworzenie grupek. Raz, przy mocnym depnięciu wyskoczył mi but i rana na piszczeli zaliczona. I tak gnając dalej, utworzyła się spora grupa. Po jakimś czasie stwierdziłem że nie radzę dobrze na czubie, a Jarek widocznie był w lepszej dyspozycji, bo jechał z przodu. I tak właśnie się zaczęła dla mnie męczarnia w utrzymaniu się w grupie. Bywało i tak że parę razy spora grupa się rozdzielała i po jakimś czasie ponownie sklejała, albo sam musiałem doganiać. Walczyłem jak mogłem. Przy pierwszym bufecie zauważyłem znajomego kibica – to Darek. Na asfaltowym odcinku i ze sprzyjającym wiatrem podjąłem jedyny najbardziej udany atak w postaci przeskoczenia z grupki ogonowej do grupki czołowej – pozycja czasowca, 50 km/h na liczniku i zadanie wykonane tuż przed skrętem na terenowy podjeździk :). Po średnio udanym przejeździe przez sekcję takich tam interwałów zaczęła się orka pod wiatr. Najpierw trochę lasu, dawałem zmiany w kilkuosobowej grupce, po tym skoczyliśmy na otwarty asfalt i trzeba było współpracować, średnio nam szło. No i wtedy Drogbas wraz ze swoją grupką zaczął się oddalać. Pomykając tamtą częścią trasy trzeba wspomnieć o niemałej ilości tych z czołówki co łapali kapcia. Ponownie przejazd pseudo sekcją XC – tam zauważyłem że na podjazdach jestem najgorszy z grupki :( (przynajmniej wiem o zaległościach w treningach). Po przelocie na zachodnią część trasy zacząłem powolutku tracić powera w nogach i w końcu odpadłem z grupki po przejechaniu ok. 50 km trasy. I tak zacząłem samotne parcie przez wertepiasto - piaszczysty las, trwało to dość długo, co mnie nawet troszkę dziwiło, do tego dogoniłem dwóch z czołówki co chyba zdychali. Na pewnym zakręcie zauważyłem brak obstawy, a tam na wprost w oddali widać było mknących paru kolarzy, nawet dobrze znałem tamto miejsce – w ten sposób można było nielegalnie skrócić trasę aż kilka km !. W końcu doszła mnie grupa, w której znajdował się niespodziewanie Dawid, podczepiłem się i tak na ogonie niełatwo utrzymałem się z nimi do asfaltowego szczytu podjazdu za wiaduktem kolejowym. Dalej znów brakło mocy w nogach, nawet tylny wiatr nie pomagał i znów parłem sam, jednego udało się łyknąć. Na 2.5 km przed metą widocznie przegapiłem strzałkę co spowodowało nadłożenie dodatkowych ze 400 – 500 metrów, zresztą dwóch gości za mną zrobiło to samo. No i wpadliśmy na miniowców, sporo ich było. Po drodze mijałem spacerującego do mety z kapciem Mariusza. Ostatni podjazd, wyprzedził mnie jeden, asfaltowy zjazd w dół i jest meta, na której satysfakcji niestety brakowało.
79/185 – open mega
25/65 – M3
Strata do zwycięzcy (Paweł Górniak) – 22:08, do M3 (Maciej Kasprzak) – podobnie.
Trasa ta sama co rok temu, mój czas lepszy tylko o minutkę, a miejsca znacznie gorsze ... :(
Kwietniowa forma jest taka sama jak rok temu, nawet strata do zwycięzcy jest niemal identyczna jak w Dolsku 2014.
57 (15 M3) – Jarekdrogbas – 2:39:59
67 (23 M2) – daVe – 2:42:29
79 (25 M3) – JPbike – 2:44:34
96 (31 M3) – josip – 2:48:48
106 (27 M4) - z3waza - 2:51:20
146 (42 M2) – duda – 3:05:21 (guma)
148 (56 M3) – blindman – 3:06:18
Fotki by: mikadarek, Mirek Sell, Joanna Horemska i fan-klub Drogbasa :)

Pozdrowienia z trasy. Mam się dobrze, ale i tak muszę ostro gnać :) © JPbike

Element do poprawienia by nie podjeżdżać ostatni :) © JPbike

Jadąc w grupkach to niestety tegoż dnia nie szło mi dobrze © JPbike

Świeżo po przekroczeniu mety ... © JPbike

Chwila dla fotoreporterów :) © JPbike
Kategoria dzień wyścigowy, Gogol MTB, maratony
Niedziela, 1 marca 2015 • dodano: 01.03.2015 | Komentarze 12
Mamy początek marca, a ja już na wyścigowym koncie mam 3 wyścigi, no nieźle, więc do października być może zapowiada się bicie osobistego rekordu w ilości startów w sezonie, a do setnego dnia wyścigowego w karierze zostało mi już kilka wyścigów :)
Tegoż dnia GKKG po 6-letniej przerwie wrócił do organizowania tytułowej ściganiny, w znanym ośrodku wypoczynkowym w Skorzęcinie, dawno mnie tam nie było, zresztą podczas swoich nastoletnich czasów nierzadko tam bywałem, w 1993r. zabrałem nawet swój rower z dwoma bagażnikami i woziłem dzieciaki, to były czasy :).
Dojazd do Skorzęcina przebiegł w miłej atmosferze, bo w towarzystwie wracającego do ścigania Jarka i jego Ani. Nie mieliśmy dużych problemów w upchaniu do środka starego VW Golfa dwóch rasowych rowerów i trzech osób. Ogólnie było wesoło i tak miało być :).
Na miejscu przywitał nas piękny las wokół, częściowo zamarznięte jezioro i wspaniała słoneczna pogoda ze znośnym chłodkiem. Określenie „Winter Race” było tylko z nazwy, bo cała niespełna 15 km urokliwie poprowadzona pętla w całości była suchutka, ba, nawet kilka fragmentów mieliśmy piaszczystych.
Zjawiło się sporo znajomych twarzy, teamowa paczka dopisała - Asia, Sylwia, Dawid, Jarek, Marcin, Wojtek z Olą i dzieciakami, i ja. Znane i mniej znane osobistości z BS też były, m.in. Jakub, Marcin i jeszcze kilka wymieniałbym. Również i moi rodzice wpadli pokibicować :).
Po krótkiej rozgrzewce czas na wspólną fotkę, redaktor Kurek też był i startował, fajnie tak postać wśród kolarskiej braci, jak w wielkiej rodzinie i z uśmiechem :)
W południe pora na start. Wszyscy wspólnie. Najpierw honorowo, bez napinki i nagle stop przed wjazdem na leśny dukt, po tym można było się ścigać. Tak się złożyło że znalazłem się w niefortunnym miejscu peletonu, za daleko od czołówki i od razu musiałem jechać na maxa jak w XC. Tętno szalało i pulsometr zwariował, pokazując początkowo ponad 200 bpm :). Ciężko szło przebijanie się do przodu, rozgrzewka okazała się za krótka, albo ja niewyspany, albo … :). Dosyć długo nie mogłem złapać swojego maratonowego rytmu. W końcu coś tam zacząłem jechać swoje i przez jakiś czas miałem kontakt wzrokowy ze sporą czołową grupą, w której znaleźli się nawet Jarek i Dawid, a kilka miejsc przede mną jechał Wojtek. Po chwili doszedł nas i Marcin, wyprzedził mnie, co oznaczało że wtedy byłem ostatni z teamu :/. Nie trwało to długo, bo na jakimś piaszczysto-koleinowatym fragmencie mieliśmy gorący moment - jeden gość w jaskrawym stroju się wywalił, po nim wyglebił Marcin, a mi z najwyższym trudem udało się wyhamować i uniknąć kraksy. Ta sytuacja spowodowała że znowu musiałem na całego gonić poprzedzających i już na dobre straciłem kontakt z czołówką. Wtedy dopiero zacząłem się rozkręcać i jechać swoim rytmem. Doszedłem najpierw Wojtka, po tym stopniowo dogoniliśmy paru innych – tak oto utworzyła się grupa, która dotrwała niemal do samej mety. Na końcówce pętli znajdowały się ciekawe fragmenty typu góra-dół, ciężko mi wchodziły podjazdy - przekonałem się właśnie tam, jakie mam braki w treningach :). Natomiast niemal całą drugą rundę to gnaliśmy wspólnie, zmiany były ospałe i nierówne, to ja najczęściej byłem na czubie i nadawałem tempo grupie. Cały czas ze 100-200 m przed nami znajdowały się sylwetki Dawida i Jarka – obu teamowych kolegów jednak nie udało się dojść. Na interwałowej końcówce doszli nas Marcin i Daniel Lorenz, dalej wiadomo – nastała walka, którą wygra ten co zachował więcej sił. Ja zachowałem, i tak końcową kreskę przekroczyłem wraz z dwoma gośćmi, nawet na finiszu nie musiałem tzw „wypluwać płuc” :). Zaraz po mecie, po swoim niezłym samopoczuciu stwierdziłem: „szkoda że to już koniec, przejechałbym jeszcze ze 1-2 pętle”, cóż, stary mega-gigowiec ze mnie :).
17/76 - open Elita/Masters
13/58 - Elita (to już ostatni rok w elitarnej stawce :))
13 (10 Elita)- Jarekdrogbas - 1:01:12
14 (11 Elita) - daVe - 1:01:16
17 (13 Elita) - JPbike - 1:01:28
20 (15 Elita) - josip - 1:01:32
21 (6 Masters) - z3waza - 1:01:33
No, chłopaki z ProGoggli świetnie się spisali - to widać po czasach :)
Strata do zwycięzcy Elity (Sławek Spławski) - 4 minuty i 59 sekund.
Garść fotek by mój tata, JoannaZygmunta, Daniel Curul.

Taki fajny skład ProGoggli pokazał się z jak najlepszej strony :) © JPbike

Chwile przedstartowe. Kurek nawet coś tam wspomniał o nas :) © JPbike

Początki tworzenia grupki. Tu josip korzysta z mojego małego tunelu aero :) © JPbike

To już na 2 rundzie. Widać kto tutaj rządzi :) © JPbike

Go, go, go :) Może konkurs na najładniejsze łydki ? :) © JPbike

Mój finisz. Ci dwaj przede mną walą w trupa, a ja pitu pitu :) © JPbike

Po wyścigu zachowałem tyle sił, że z szybko i z radochą uniosłem ręce :) © JPbike
Podsumowując – fajnie spędzony dzień, po tym czuję że żyję, oby tak dalej … :)
Kategoria dzień wyścigowy, maratony
Niedziela, 5 października 2014 • dodano: 06.10.2014 | Komentarze 5
Na ostatni tegoroczny maraton u Gogola udałem się z misją wywalczenia dekorowanego miejsca w generalce. Dojazd na miejsce z Maciejem i sporo przed czasem. Rozgrzewkę zacząłem na godzinę przed startem, dość chłodnawo było, ważne że październikowe słoneczko miło przygrzewało. Z teamowej paczki zjawiło się nas niemało - Asia, Jacek, Marcin, Marek, Wojtek, Zbyszek i Zbyszek, dodajmy do tego naszych kibiców w postaci Oli, moich rodziców i znakomitego Jurka.
Stojąc w luźnym pierwszym sektorze bacznie wypatruję obecnych rywali walczących o generalkę - są wszyscy co zajmują miejsca przede mną, a z tych co jeszcze mogą mi dokopać to zjawiło się jedynie trzech mniej-więcej na moim poziomie - Dawid z GKKG, Artur z XC-MTB i Rafał J., uff, ulżyło mi :)
Taktyka na piekielnie szybki wyścig jest prosta - jak najdłużej i w trupa utrzymać się jak najbliżej czołówki, później walczyć tak by straty czasowe na mecie były jak najmniejsze.
Po ruszeniu i paru asfaltowych km udaje mi się załapać do czołowej grupy - niemal wszystkich znam z widzenia. Tempo oczywiście konkretne, no takie że z trudem daję radę jechać z tętnem 170-180 w ogonie i dwa razy omal nie odpadłem. Raz gdy muszę z Rafałem z całych sił ponownie gonić czołówkę, przed nami w poprzek drogi przebiegają trzy sarenki. Po 19-20 km takiego mocnego napierania w czołowej grupie powoli zaczynam odstawać i równie powolutku tracę kontakt z czołówką. Jeszcze nie nadszedł czas na te wysokie progi, zresztą taka jazda w czołowej grupie dla mnie to było duże osiągnięcie. Po krótkim czasie i jakieś 100 m przede mną kilku też odpada z czuba - jeden młody, Artur i Rafał, więc sytuację mam pod kontrolą. Na końcowym asfalcie zauważam że dogania mnie spora grupa. I tak w pojedynkę kończę pierwszą rundę (31 km) z niezłym czasem - 59:37, po czym mądrze zwalniam, biorę żela i zostaję wchłonięty przez sporą grupę, w której jadą m.in josip, z3waza i biniu. Początkowo wiozę się w tyłach grupy, po czym stwierdzam że Ci współtowarzysze jadą za wolno jak dla mnie. Bez wahania przesuwam się na czub i daję nawet kilka mocnych zmian, niektóre powodują rozrywanie peletonika :) Łatwa, płaska trasa z twardą nawierzchnią i paroma zmarszczkami nie pozwala na jakiś atak by się urwać. Nawet piaszczyste fragmenciki na niewiele zdają, chociaż pod koniec zauważyłem że grupa się skurczyła. I tak docieramy wspólnie na końcowy asfalt, a tam żaden z nas nie jest w stanie wystrzelić z procy, wszyscy dajemy z siebie full mocy, a ta paskudna nawrotka na stadion nie pozwala na super finisz. Na metę wjeżdżam szósty w czubie grupy i jako teamowy lider.
22/132 - open mega
11/56 - M3
Strata do zwycięzcy jak i M3 (Mateusz Mróz) - 9:06, do pudła - 8:14
Zatem komplet 8 maratonów u Gogola w sezonie 2014 zaliczony.
W generalce chyba jestem 6-ty, czekam na oficjalną tabelę ... :)
22 (11 M3) - JPbike - 2:02:48
24 (12 M3) - josip - 2:02:52
32 (6 M4) - z3waza - 2:04:17
54 (24 M3) - jacgol - 2:11:18
58 (26 M3) - zbych741 - 2:11:35
60 (28 M3) - Marc - 2:12:01
106 (16 M4) - toadi69 - 2:32:12
130 (1 K4) - JoannaZygmunta - 3:11:04
Foto by Tomasz Szwajkowski.

Końcówka pierwszej rundy. Walczę w pojedynkę © JPbike
Foto by XC-MTB.info.

Pracuję na czubie. Płasko, szybko, w peletonie - takie to Łopuchowo :) © JPbike
Puls - max 181, średni 162
Przewyższenie - 494 m
Kategoria dzień wyścigowy, Gogol MTB, maratony
Sobota, 20 września 2014 • dodano: 21.09.2014 | Komentarze 8
Piąte z rzędu Michałki. Dojazd do Wielenia spoko i z Maciejem. Zapisy również poszły sprawnie. Zjawiła się bardzo liczna stawka ProGoggli, aż roiło się czerwienią :).
Po rozgrzewce pakujemy się do tyłów okazałej stawki mega i giga. Po starcie ostrym od razu przebijam się z ogona do przodu, josip też i po skręcie w wertepiasty teren obaj się zrównujemy, gnamy ostro w niemałym tłoku i przy każdej okazji przesuwamy się do przodu. Dawno tak dobrego samopoczucia i stabilnego tętna bez szarpań nie miałem na pierwszych km. W końcu dochodzę znane twarze i tworzy się grupa, jest w niej i daVe. Gnamy, gnamy, doganiamy Rodmana. W pewnej chwili, na podjeżdżiku podejmuję udany atak i odrywam się od grupy, jedynie daVe łapie moje plecy i my dwaj uciekamy, współpracując. I tak docieramy do rozjazdu mega/giga, przybijamy piona i każdy na swój dystans. Mijam Alexa Dorożałę (urwany hak). Po ciężkim podjeździe nie zauważam skrętu na singielek, w efekcie wjeżdżam ze 200-300 m nie tam gdzie trzeba, jadący chwilę za mną Staszek Walkowiak i po następnej chwili josip robią to samo :). Gdy tylko stamtąd się wydostajemy to dogania nas grupka z braćmi Niewiada, Łukasz z Fogta, Rafał z BTS i Arek Suś. Wiem dobrze że na całej dodatkowej pętli giga to trzeba jechać swoje, chyba że znajdzie się ktoś na równym poziomie i też tak się stało. Dość szybko udany atak z grupki podjęły dwie sztuki - ja i Arek, obaj to starzy wyjadacze ciężkich golonkowych tras. I tak dalej mocno współpracując uzyskujemy ze kilka minut przewagi. Po drodze załatwiamy jednego który omal nie przegapił skrętu dokładnie tam gdzie ja z mlodzikiem w 2011. Arek, jadący na fullu 29" każdą większą nierówność wykorzystywał do efektownych hopek - fajny widok. Gdzieś w lesie mój towarzysz zawahał nad kierunkiem jazdy mimo że dobrze jechaliśmy - ponieśliśmy stratę ze pół minuty. Po przekroczeniu półmetka i pokonaniu najdłuższej prostej przed nami pojawiają się dwie sylwetki gigowców. Raz nie wytrzymuję mocnego tempa Arka i przez jakiś czas jadę dużym odstępem za nim. Gdy pokonaliśmy ciężki i wąski odcinek w leśnym zagłębieniu to kuszeni dogonieniem dwóch gości skręciliśmy tam gdzie oni, po chwili oznakowanie znikło i w efekcie ujechaliśmy ze kilometr nie tam gdzie powinno i to z pagórami, a ci dwaj goście pojechali jeszcze dalej. Po nawrotce i wróceniu na właściwy kierunek obaj zastanawiamy się ile czasu straciliśmy, pewnie jakieś 5 min w dół. Na rozległej i widokowej polance pozdrawiamy orającego pole rolnika w wypasionym traktorze :). Powoli czuję zmęczenie, coraz trudniej utrzymać koło Arka. Po jakimś czasie dogania nas jeden z GKKG, ten co wcześniej też zabłądził, Arek łapie jego koło i dla mnie zaczęła się samotność długodystansowca. Na ostatnim bufecie muszę pitstopować by zatankować suchy bidon. Jadąc dalej, wyprzedzamy jednego z kryzysem. Kolejna ciężka leśna i wertepiasta sekcja - zauważam że kolega z GKKG słabnie, po chwili mijam Jana Zozulińskiego (skuwa łańcuch). Ostatnie 15 km to najpierw Zozuliński odrabia straty, a ja wyprzedzam tego z GKKG. Na ostatnim leśnym odcinku dubluję ostatniego z mega. Natomiast przejazd długim i nudnym szutrem do Wielenia to walczę już resztkami sił, bo wiem że znacznie poprawię swój czas na giga. Jeszcze tylko to paskudne nawierzchniowo kartoflisko, tam łapie mnie skurcz, myk wokół stadionu i w końcu meta.
29/56 - open giga
12/24 - M3
Strata do zwycięzcy (Andrzej Kaiser) - 48:12, do M3 (Zbigniew Górski) - 38:15, do pudła M3 - 21:20
Na obecnej trasie poprawiłem swój najlepszy czas z 2011 o 17 minut - wliczając w to kilka pogubień !
Postępy jakieś są, tylko czemu miejsca coraz słabsze ? No nie wiem ...
24 (9 M3) - josip - 4:14:25
29 (12 M3) - JPbike - 4:19:22
40 (18 M3) - Marc - 4:52:04
Reszta teamu skoczyła na mega, a na mini Asia i Sylwia zdobyły pudła !
Fotki by Anna Olszańska, Adrian Kanas.

Teamowa współpraca. My to jesteśmy mocni na podjazdach :) © JPbike

Finiszujemy ! © JPbike
Puls - max 176, średni 157
Przewyższenie - 1015 m
Kategoria dzień wyścigowy, maratony
Niedziela, 14 września 2014 • dodano: 14.09.2014 | Komentarze 5
W końcu udało mi się wystartować w takiej prestiżowej kolarskiej imprezie, jaką są Mistrzostwa Polski w maratonie MTB i po minięciu linii mety dowiedziałem się gdzie jest moje tegoroczne miejsce w stawce amatorów. Dość dalekie, dupa oczywista, ale przynajmniej powalczyłem jak mogłem :)
W nocy z soboty na niedzielę nie wiedzieć czemu miałem problemy z zaśnięciem i w efekcie udało się pospać jedynie 3 godziny. Kiepsko i zapewne odbije się to na wyścigu. Dojazd do Obiszowa spoko i niestety jako jedyny reprezentant paczki ProGogglowskiej. Zapisy poszły sprawnie i całkiem bogaty pakiet startowy dostałem - bidon, skarpetki, smycz, książeczkę z historią, opisem i mapą obiszowskiego Bike Parku. Jedno co mi nie przypadło do gustu to aż trzy numery startowe – jeden na kierownicę, dwa na plecy (na agrafki), a chip tez oddzielny.
Na miejscu od razu spotkałem kumpli - Darka z synem i Patryka. Dość dużo czasu mamy i udajemy się na 20 km rozgrzewkę, częściowo trasą maratonu – zaskakuje mnie i jest nawet fajna. Dowiaduję się że cała 35 km runda ma jakieś 600 m w pionie, niemal w całości biegnie przez las, w zdecydowanej większości to single, zakrętasy, cała masa podjeździków i zjeżdzików. Po prostu trasa w pełni godna mistrzostw MTB. Kończąc rozgrzewkę, od razu wypatruję w okazałym miasteczku zawodów całą elitę polskiego MTB.
O 12 startuje elita – Ci mają do pokonania 3 rundy. Amatorzy na mega robią 2 rundy i startują 15 min później. Organizatorzy nie popisali się w sprawie sektorów dla amatorów, trochę zamieszania było i w efekcie z Darkiem stajemy w ogonie - będzie ciężko, zwłaszcza na takiej trasie z ogromną ilością singli.
Po ruszeniu od razu przekonuję się że tu nie ma słabych, wszyscy nieźle cisną. Już na pierwszym podjeździe ciężko idzie przebijanie się do przodu z tyłów stawki. Pierwszy singiel jest już od 2 km trasy. Wyprzedzanie tędy to ciężka sprawa, mimo że szerokość ścieżek pozwala na takie manewry, to z nawierzchnią gorzej – trzeba trzymać się utwardzonego środka, w przeciwnym razie wpadanie w grzęzawisko po opadach zagwarantowane. Jadąc tędy ze 2-3 razy mnie przystopowali. Na szerszym fragmencie tworzymy kilkuosobową grupkę i tak dalej gnamy do następnej sekcji singlowej, a tam kolejne tasowania w stawce, czyli powoli doganiamy pojedyncze sztuki. Gdy tylko pojawia się trudniejszy odcinek to za każdym razem wysuwam się na czoło i nawet uzyskuję przewagę, nie na długo, bo gdzieś w połowie rundy jest niezbyt długi i półpłaski odcinek – znów tworzymy grupę, w której nie znam nikogo. I tak wspólnie mijają kolejne km po dość łatwych ale fajnych singlach, zakrętasach, jak i szerszych duktach. W okolicy 25 km rundy doganiamy Martę Gogolewską, czyli wg mnie dość długo się przebijałem z tyłów. Kolejna i bardzo fajna, kręta sekcja singlowa wokół leśnego pagóra – tam z frajdą mogę jechać swoje, problemik w tym że wjechałem tędy w ogonie grupki, jeden starszy facet gorzej radzi i mnie zbyt długo blokuje, trochę tracę. Po wyprzedzeniu starszego na wąskim fragmencie gnam dalej co sił i bez problemu doganiam resztę grupki. Doganiamy poprzedzającą nas grupkę z Janem Dymeckim. Po tym następuje najdłuższy i najtrudniejszy podjazd – blisko stumetrowa ścianka zwana „Baba Jaga” :). Na szczycie jest grupka kibiców. Ku mojemu zdumieniu tylko ja i jeden gość całość podjeżdżamy, a reszta (5-7 osób) butuje, jeszcze do tego na szczycie wyprzedzam kolejne 2 sztuki – udana akcja, lubię to :). Końcówka rundy to niezła kręta sekcja z dwoma ściankami – obie podjechane i tam wreszcie wyrwałem się z grupy. Dalej przejazd przez pagórzystą polanę po wytyczonym torze i tak kończę pierwszą rundę. Mocno interwałowa jazda i ciężkie przebijanie się z tyłów spowodowały u mnie spory ubytek sił, na szczęście sygnałów kryzysowych na razie brak i jadę dalej, już samotnie. Po ujechaniu kawałka mijam siedzącego na poboczu Wojtka Wiktora (kryzys ?), a dalej jednego gościa ze skurczami i grupkę miniowców co wracają na metę (?), kawałek dalej szokujący widok – mijam ratowników, karetkę i quada, obok leży uczestnik przykryty w całości termicznym kocem (info o zgonie). I tak napieram, napieram, powoli doganiam i wyprzedzam pojedyncze sztuki, w tym jedną dziewczynę z eilty. Na ponownie przejeżdżanym półpłaskim odcinku nic ciekawego, cały czas gonię jednego młodego. Po jakimś czasie obaj się zrównujemy i łapiemy kolejnych dwóch gości, po drodze mijamy Staśka Walkowiaka (defekt? kryzys?). Trochę zmartwiają mnie mikroskurcze i powolnie narastające zmęczenie. Na płaskim fragmencie owa dziewczyna z elity przyspieszyła i wyprzedza nas, nie na długo. Gdy tylko zbliżyliśmy się do najfajniejszej sekcji singlowej wokół pagóra to wysuwam się na czoło, od razu uciekam swoim towarzyszom i po chwili łapie mnie skurcz prawego dwugłowego, mimo tego do końca owej sekcji walczę i nie oddaję pozycji. Zaraz po tym kolejna tragedia – atakuje mnie kolka. Muszę zwolnić, tracę kilka oczek a „Babę Jagę” też muszę zbutować. Kręcąc dalej już tylko walczę z bólem w klatce. Ostatnie dwie ścianki – jedna podjechana, druga z buta i lekko zdziwiony wyprzedzam Zbycha Wiktora (kryzys ?), a na końcowej polance udaje się wyprzedzić wspomnianą bikerkę z elity. W końcu finisz, widzę za plecami jednego co chce mnie załatwić, nie daję się i finałowa kreska przekroczona.
Na mecie ze zdziwieniem zauważam już umytego i przebranego Darka – pyta mnie „co tak długo ?” :), po chwili dowiaduję się że skurcze też go chwyciły i wycofał się po przejechaniu jednej rundy. Rzeczywiście, trasa bardzo ciężka, wystarczy spojrzeć ilość DNF na mega – aż 36 !
91/173 - open mega
37/59 - M2
Strata do zwycięzcy (Andrzej Kaiser) – 47:56, do M2 (Maciej Kasprzak) – 43:47.
Obie straty to przepaść, nawet bez skurczów i kolki ciężko byłoby zejść do 30 min.
Po prostu na tyle pozwoliła moja forma i to ciężkie przebijanie się z tyłów stawki amatorów.
Foto by Anna Olszańska.

W akcji. Konkretna jest ta trasa MP :) © JPbike
Puls - max 179, średni 160
Przewyższenie - 1210 m
Kategoria maratony, dzień wyścigowy
Niedziela, 7 września 2014 • dodano: 07.09.2014 | Komentarze 9
Piąty start w poznańskim bikemaratonie. Tegoż dnia mamy piękną słoneczną pogodę. Na start spod domu dojeżdżam rozgrzewkowo rowerem oczywiście. Na dojazdówce jakoś ciężkawo się kręci, może przez czołowy wiaterek, może wczoraj przesadziłem z kilometrami, może … (nie wiem :)). W sumie nie nastawiam się na super wynik, tylko chcę wykonać mocny trening przed MP w Obiszowie i Michałkami, no i dawno nie jechałem giga :). Zaryzykowałem również w postaci zabrania jednego żela na 100 km parcia po płaskim. Po zajechaniu nad Maltę wskok do 2 sektora, a tam pełny luz i trochę znanych twarzy. Po odpaleniu jedynki pora na nas. Ostro poszli, a ja jakoś słabo ruszam i w efekcie spadam na ogon dwójki. Na długiej prostej asfaltowej (ul. Warszawska) zajmujemy na odcinku 5 km całą północną nitkę dwupasmówki. Czołowy peleton się oddalił, no to dupa i nie nadaję się na płaską szosę. Z trudem tworzymy kilkunastoosobową grupkę, raz nawet daję mocną zmianę (tętno max.). I tak wspólnie dojeżdżamy nad Swarzędzkie. Na podjeździku mijam kibica – to Krzychu. Powoli następują tasowania w stawce, raz doganiamy kogoś z jedynki, raz mieszają się z nami Ci mocni z trójki. I tak ostro gnamy w wytworzonym przez nas kurzu na otwartej przestrzeni do Uzarzewa, a tam dopingują następni znani mi kibice – to Asia z córkami :). Po wjechaniu na rundę mega/giga w dalszym ciągu napieramy wspólnie. Jedzie mi się średnio, tętno za wysokie, muszę zwolnić by przejechać to giga na siłach. Więc tuż przed wjazdem na dłuższy teren PK Promno spadam na ogon grupy, mimo tego okazuje się że gnam tędy całkiem całkiem, a gdy tylko jest coś do podjechania to wysuwam się na czoło nowo utworzonej grupki, która często się rozrywa i ponownie skleja. Na wschodnim krańcu trasy zauważam z przeciwka Tomka Pawelca – przegapił skręt. Po zjechaniu wąwozem znów tworzymy grupę, w której główną rolę gra Gosia Zellner ciągnięta przez swojego teamowego kolegę. I tak konkretnie gnamy całą powrotną pętlę mega do rozjazdu. W jednym miejscu jest spora podeszczowa i piaszczysta wyrwa, jeden gość przede mną się wywala i omal go nie walnąłem butem. Na rozjeździe mega/giga (po 49 km) sprawdzam średnią – 30.48 km/h (!) i ponownie mijam hucznie kibicującą Asię :). Z mojej grupy tylko 3 sztuki zjeżdżają na królewski dystans, w tym dobry na płaskaczach Grzesiu Napierała (zwycięzca M6). Ponownie pędzimy, już słabszym powerem w stronę PK Promno, po drodze mijamy jadącego z przeciwka treningowo Marcina (dzięki za doping :)). Dogania nas jeden z Bikeheadu. Po wjechaniu do lasu widocznie zaczynam odstawać od towarzyszy, daję radę przez dłuższy czas trzymać plecy jedynie Grześka. Jest ciężko, skurcze w nogach się czają, jeden żel to pewnie błąd, kryzys (lub bomba) w każdej chwili może uderzyć, mimo tego walczę jak mogę i od tego momentu jadę już samotnie. Przed Starą Górką doganiam ostatniego z mega, a mnie dwóch z giga załatwia. Dalej, poza paroma sztukami z mega mam samotność długodystansowca, na trasie same pustki. Zjazd za Gortatowem spoko, bagna nad Swarzędzkim spoko, a na ciężkim podjeżdziku łapie mnie skurcz w znanym mi miejscu prawej nogi. Za wiaduktem w Antoninku przejazd krętymi duktami – bez rewelacji. A na 2 km przed metą znów mały dołek – wyprzedza mnie czterech z giga. W końcu meta, bez emocji.
Mocny 100 km trening wykonany, a prędkość średnia na domowym giga rekordowa :).
40/84 – open giga
15/32 – M3
Strata do zwycięzcy (Michał Kowalczyk) – 33:01, do M3 – 32:11, do pudła M3 – 31:25.
W porównaniu z ostatnim giga w Poznaniu (2010) - poprawiłem czas o 15 minut.
Czy ja zadowolony ? Może tak może nie, przynajmniej piwko na mecie z małą grupką ProGoggli było :)
40 (15 M3) – JPbike – 3:34:16
47 (20 M3) – zbych741 – 3:42:23 (debiut na giga)
Foto by JoannaZygmunta.

BM Poznań 2014 - płasko, szybko, blat i ogień ! © JPbike
Puls – max 179, średni 158
Przewyższenie – 720 m
Kategoria Bike Maraton, dzień wyścigowy, maratony
Niedziela, 24 sierpnia 2014 • dodano: 24.08.2014 | Komentarze 6
Na przedostatni maraton u Gogola, do Wałcza wybraliśmy się w trójkę – josip, zbych741 i ja, zjawili się również JoannaZygmunta, z3waza, daVe z Sylwią, oraz przyjechali turystycznie Jurek57 i rmk. W sumie miła paczka BS-owiczy :)
Zapisy spoko, rozgrzewka spoko i wskok do czołowego sektora, pogaduchy, śmiechy i można ruszać. W Wałczu jeszcze nie startowałem, więc kolejne nowe ścieżki i pagóreczki mam do pokonania. Od razu ostro, nie szarżuję, jadę zachowawczo i bardzo szybko znajduję się w swoim starym miejscu w peletonie. Josip też. Rasowa czołówka tradycyjnie stopniowo odjeżdża, a za nimi szybko tworzy się spora, bo ze 20-25 osobowa grupa i tak dopóki jest szeroko i półpłasko to przez jakiś czas gnamy wspólnie i ze zmianami po szuterku, piachu, wertepach, fragmentach asfaltowych. Raz i krótkotrwale dopadł nas deszczyk. Gdy tylko wjechaliśmy na podjeździki, zjeżdziki i singielki w rejonie Bukowej Góry to do akcji wkroczyli Ci do lepiej radzą technicznie (ja też) i spora grupa zaczęła się rozpadać na kilka mniejszych. Na jednym z kilku stromych podjeździków poprzedzający mnie przyblokowali i z fragment buta, zresztą później jeszcze 2 razy znów mnie przystopowali. Na 18 km trasy widzę zwalniającego josipa – na mecie dowiedziałem się że 4 razy dopompowywał tylne tubeless, co za pech. Napierając dalej, w mojej części stawki kilka razy dochodzi do tasowań, zdarza się że doganiamy kogoś z czołówki. Jedyne problemiki sprawiają piaszczyste odcinki. Po 32 km wjazd na 2 rundę mega. Dość szybko doganiamy ogon mini. Jadę tędy najpierw z jednym od Rybek, który na płaskim mnie ładnie ciągnie, a na krętych i trudniejszych odcinkach jest na odwrót, a następnie podczepiamy się do czterech dościgniętych. Na najfajniejszym odcinku, na stokach Bukowej Góry ponownie mogę rozwinąć swoje umiejętności mtb. Idzie sprawnie, coś tam zyskuję, ale niestety ów odcinek jest dość krótki jak dla mnie i ponownie trzeba było utworzyć grupkę do wspólnego parcia po szerokim i półpłaskim leśnym dukcie. Po drodze i cały czas dublujemy tych z mini, sporo ich jest. I tak gnamy w stronę mety. W mojej grupce znalazł się m.in. Arek Suś który oprócz wspomnianego gościa od Rybek nieźle zasuwa z przodu póki płasko. W pewnym momencie ze zdziwieniem wyprzedzam Asię – jechała mega, a zjechała na mini. 6 km do mety, tempo w grupce nadal mocne, powolutku u mnie power w nogach przestaje pracować pełną parą, jednego gościa łapie skurcz. No i powoli zaczynam odpadać od kilku współtowarzyszy. Dalej już sam i niezagrożony wpadam na metę.
33/108 - open mega
11/39 - M3
Strata do zwycięzcy (Alex Dorożała) - 20:33, do M3 - 17:42, do pudła M3 (Ryba) - 12:23
Wynik spoko, poziom zadowolenia z jazdy - 75% (ciągle pracuję nad tym :))
W generalce M3 zrobiło się duże napięcie - nawet 6 miejsce jest zagrożone, w Łopuchowie walimy w trupa !
33 (11 M3) - JPbike - 2:30:46
68 (17 M4) - z3waza - 2:48:45
72 (24 M3) - zbych741 - 2:49:29
74 (25 M3) - josip - 2:52:09 (kilka dopompowań)
86 (23 M2) - daVe - 2:59:23
Fotki by Hania Marczak, Jurek57, Wktr Wałcz.

Start mega. Nawrotka i pełen ogień ! © JPbike

Ostra gonitwa. Tu za Januszem Przybyszem. Scotty rządzą :) © Jurek57

Przyblokowali mnie. Nie lubię takiego wypychu © JPbike

Cisnę pod górkę ! © JPbike

Finiszujemy ! © JPbike
Puls - max 174, średni 159
Przewyższenie - 780 m
Kategoria dzień wyścigowy, Gogol MTB, maratony
Niedziela, 10 sierpnia 2014 • dodano: 10.08.2014 | Komentarze 6
Po wakacyjnej przerwie, podczas której natrzaskałem z sakwami przeszło 2 tysiące km i to z dodatkiem alpejskich superwidoczków czas wrócić do ścigania, a zwłaszcza do ciężkiej walki o pierwszą w życiu dekorowaną generalkę, i to w wieku 39 lat :)
Po spoczko dojechaniu do Suchego Lasu i zrobieniu rozgrzewki wskok do czołowego sektora. A jakże miło jest spotkać znane twarze, nawet najgroźniejszych rywali :)
Start mega punktualnie o 11. Rundy honorowej jednak nie było. Po skręceniu w rejon moraskich ścieżek wyprzedzam josipa, następuje ostra jazda w kurzu, tłok średni, są pierwsze glebki i potknięcia na piaszczystych fragmencikach. Po wertepiastym zjeździe z wodociągów dość szybko formuje się spora grupa z paroma znanymi mi twarzami, m.in. z Januszem Przybyszem, z którym współpracowałem przez cały ścig. Napierając tędy okazuje się że trasa jest troszkę zmieniona, jedziemy cały czas szybkimi szuterkami w stronę nadwarciańskiego szlaku, po drodze mając jedynie zaledwie 50-100 m asfaltu. W pewnym momencie podkręcam tempo w grupie, co oczywiście powoduje przetasowania w stawce, m.in. Mr. Dymecki zostaje z tyłu. Samopoczucie mam OK., więc jest dobrze i można gnać. Na pierwszej części nadwarciańskiego kolejne tasowania, m.in. wyprzedza nas grupka prowadzona przez josipa, dołączamy, i tak w 9 osobowym peletoniku atakujemy brukowany podjazd do Radojewa, bez zmian w stawce. Po dokręceniu do Biedruska owa grupa w dalszym ciągu gna wspólnie. Nagle, na poligonowym asfalcie coś niespodziewanie pryska we mnie spod tylnego koła 29” bestii josipa – to mleczko i kolega teamowy traci ciśnienie w kole i odpada z grupy. A szkoda, mogłoby być ciekawie na finiszu … Przed ruinami kościoła skręcamy na poligonowy teren, mając cały czas czołgowe muldy góra-dół, trochę piasku, solidne wertepy i jedna błotna kałuża po osie w którą z impetem wjeżdżam, oblepiając się przy tym błotkiem :) Napierając tędy moja grupa zaczyna się rozciągać, kurczyć i ponownie sklejać. No i zaskakuje nas znów zmieniona końcówka, mocno pofałdowana i do tego prowadząca wertepami wprost na metę. Po wjechaniu na 2 rundę mega, za bufetem mijam kibicującą Asię. Ponownie myk moraskimi ścieżkami, zjazd z wodociągów i po tym zaczyna się robić ciekawie w mojej części peletonika. Tempo wzrosło przez jednego ze Strefy Sportu (po defekcie). Najpierw na podjeździe, z grupy odpada dwóch, po chwili kolejni nie wytrzymują mocnego parcia, bez problemów doganiamy i wyprzedzamy parę sztuk, na nadwarciańskim udanie uruchamiam swoje łydy by dospawać do reszty grupki ze Strefą Sportu na czele. Podjazd do Radojewa, ku mojej uciesze wjeżdżam sprawnie i w czołówce grupy. I tak do Biedruska docieramy w piątkę mocnych. O zgrozo, znowu mam przerąbane, bo 4 sztuki to M3, a sił powoli ubywa. Na porządnym poligonowym terenie trochę zaczęło się dziać, najpierw dublowanko ogona mini, po czym ta piątka mocnych się rozciąga, jadę gdzieś pośrodku. No i będąc troszkę zszokowanym wyprzedzam tędy Mateusza Mroza, a po chwili samego Rybę (obu prawdopodobnie złapał kryzys). Na ostatnim km zostaliśmy w trójkę, Janusz Przybysz mnie przyjacielsko przepuszcza, podejmuję niestety nieudany atak na finiszu o jedno oczko open i M3. Po przekroczeniu kreski oczywiście czas na uciski :) To był wysoki poziom ściganiny, tak trzymać !
34/134 - open mega
13/53 - M3
Strata do zwycięzcy (Alex Dorożała) - 19:25, do M3 - 19:24, do pudła M3 - 16:03
Obsada wyścigu niezła, więc nie mam zastrzeżeń do swojej jazdy i wyniku. Power mógłby być większy :)
Odnośnie generalki M3, to miejsce 4-6 jest realne, o pudło będzie bardzo ciężko.
34 (13 M3) - JPbike - 2:40:15
54 (19 M3) - josip - 2:47:36 (kilka dopompowań)
71 (12 M4) - z3waza - 2:56:32
93 (37 M3) - zbych741 - 3:04:05
96 (29 M2) - duda - 3:04:37
Fotki by Hania Marczak i pożyczona od Zbyszka.

No to startujemy ! © JPbike

Wjazd na 2 rundę mega. Wkrótce tempo wzrośnie i tamci za mną odpadną :) © zbych741
Puls - max 179, średni 160
Przewyższenie - 750 m
Kategoria dzień wyścigowy, Gogol MTB, maratony
Niedziela, 6 lipca 2014 • dodano: 06.07.2014 | Komentarze 9
W zasadzie to był słaby maraton w moim wykonaniu, przegrałem walkę o fajny wynik na własnym podwórku głównie z upałem, zresztą kilka poprzednich wyścigów w mojej karierze odbywających się przy temperaturze w okolicach 30°C też za każdym razem kończyłem na fatalnych i niezadowalających miejscach zarówno open, jak i w M3. Widocznie mój organizm nie toleruje wysokotemperaturowego ścigania. Chyba czas z tym skończyć, w taki upał to wolę turystycznie pokręcić, albo do basenika na działkę i do tego zimny browarek !
Po zajechaniu na miejsce i załatwieniu formalności witam się z resztą ProGoggli, ospale idzie szykowanie wszystkiego i niewiele czasu zostaje na rozgrzewkę, podczas której tętno błyskawicznie szybuje na górne wartości – od razu wiem że będzie ciężko. Trudno. W tyłach pierwszego sektora staję obok josipa, trochę gadamy, stwierdzamy że stawka mega jest niezła i o pudło będzie bardzo ciężko, a krzychuuu86 ustawił się kilka rzędów z przodu. No i poszli. Na początek ze 2-3 km dość szeroka runda rozciągająca. Dla mnie jazda tędy to tragedia, nie mogę złapać rytmu, wyprzedza mnie tylu że nie wiem, tumany kurzu spore, przez chwilę mam problem z łapaniem oddechu. Wyprzedza mnie z3waza i z trudem łapię plecy teamowego kolegi. I tak wjeżdżamy na ciekawszy nadwarciański odcinek. Pierwsze parę km w dalszym ciągu nie mogę wejść na obroty i cały czas pomykam za Marcinem. W końcu coś tam zaczynam jechać i wyprzedzam z3w, po czym przez niemały czas jeden w koszulce lidera Skandii mnie spowalnia na krętym odcinku. Doszło nawet do tego że na stromym odcinku dół-góra ów gość mnie przystopował. W końcu, na szerszym fragmencie udanie atakuję i mogę jechać swoje. Idzie nie tak jak chciałbym. Sporo już straciłem, a szkoda, tylko deszcz, ewentualnie ochłodzenie sprawiłby przyrost mocy we mnie. Jeszcze na nadwarciańskim zauważam Mateusza Mroza ruszającego chyba po defekcie i wyprzedza mnie o zgrozo Grzesiek Napierała z M6. Pierwsze podjazdy idą średnio, a na piaszczystych fragmentach zakopuję się i buta. Doganiam i wyprzedzam Staśka Walkowiaka, po czym jest pierwszy bufet z orzeźwiającą kurtyną wodną, ale ochłoda :) Dalej to właściwie nudne szuterki, nic ciekawego nie dzieje się, jakieś pojedyncze sztuki zarówno przede mną, jak i za mną się tasują, jak i udaje mi się zyskać pojedyncze oczka. Po dokręceniu do Trojanki jest efektowny przejazd przez rzeczkę z masą kibiców i fotografów – ale frajda i sprawnie przejeżdżam przez wodę ponad suport. Po tym piaszczysta masakra z muldami – ponad połowę nie daje się tędy przejechać i trzeba to przebiec. I tak bez rewelacji wjeżdżam na drugą rundę mega. Tworzy się trzyosobowa grupka od której udaje mi się odskoczyć na tradycyjnie technicznym fragmencie dół-góra i pruję dalej solo po fajnych zakrętasach z wyprofilowanymi bandami. Doganiam i wyprzedzam kolegę z BTS Budzyń, po jakimś czasie na ciężkiej podjazdowej sekcji Grzesiek Napierała jest mój. Na ponownym bufecie z kurtyną wodną mała porcja ochłody. Ogon mini doścignięty. I to by było na tyle, znowu jedzie mi się przeciętnie, do tego znowu te nudne szuterki, utworzyła się spora grupka składająca się z tych co tasowaliśmy się wcześniej. Przez jakiś czas to ja ciągnę peletonik, po tym są drobne zmiany i w końcu, na dłuższym zjeździe w stronę Trojanki najpierw Napierała odrywa się do przodu, a ja z jednym z Agrochestu udanie tworzymy grupę pościgową. Na rzecznej przeprawie kolega z Agrochestu decyduje się przenieść rower, ja jadę i z impetem wyprzedzam go w wodzie :) Ponownie paskudna i piaszczysta sekcja – tam w biegu wyprzedzam Napierałę, a na ostatnim podjeździku jeszcze jednego gościa w Discovery z M3 doganiam, zrównujemy się i tak pozostaje nam sprinterski finisz, który niestety przegrywam na dobicie w upalny dzień. Małe pozytywy były – uciski dłoni były od tych co na 2 rundzie mega się cięliśmy do końca.
42/146 – open mega
16/60 – M3
Strata do zwycięzcy (Kacper Szczepaniak) – 24:00, do M3 – 23:26, do pudła M3 – 19:28
Zadowolenia z jazdy i wyniku brak, jedynie na 2 rundzie i to tylko na nadwarciańskim szło przyzwoicie.
16 (9 M2) – krzychuuu86 – 2:15:25
32 (11 M3)- josip – 2:21:32
42 (16 M3) – JPbike – 2:26:27
56 (23 M3) - blindman - 2:32:02
90 (17 M4) – z3waza – 2:46:14
DNF – zbych741
145 (3 K4) – JoannaZygmunta – 3:50:51
Foto by Halina Przybylska.

Atrakcja Bindugi. Po twarzy widac że jednak walczyłem :) © JPbike
Puls - max 177, średni 164
Przewyższenie - 520 m
Kategoria dzień wyścigowy, Gogol MTB, maratony








