Info o mnie.
- przejechane: 192899.55 km
- w tym teren: 69687.25 km
- teren procentowo: 36.13 %
- v średnia: 22.49 km/h
- łączny czas: 355d 14h 27m
- najdłuższy trip: 329.90 km
- max prędkość: 83.56 km/h
- max wysokość: 2845 m
Kategorie
-
Bike Maraton - 42
bikestatsowe zawody - 8
CX - 7
do 100 km - 1259
do 50 km - 1261
do/z pracy - 278
dron - 73
dzień wyścigowy - 254
Etapówki MTB - 31
Festive 500 - 55
Gogol MTB - 62
Kaczmarek Electric - 21
maratony - 183
MTB Marathon - 31
na orientację - 6
nocne - 290
podium, te szerokie też - 37
podsumowanie - 11
pomiar czasu - 67
ponad 100 km - 260
ponad 200 km - 28
ponad 300 km - 4
poza PL - 120
Solid MTB - 30
sprzęt - 50
szoska - 474
Uphill race - 8
w górach - 341
w roli kibica - 10
w towarzystwie - 412
wyprawy - 80
wysokie szczyty - 35
XC - 32
z przyczepką - 4
-
Moja stajnia
w użyciu
Orbea Oiz M20

Black Peak

Accent Peak 29
Canyon Endurace
Sztywna Biria
archiwum
Scott Scale 740
TREK 8500
Kross Action
Accent Tormenta 1
Accent Tormenta 2
Accent Tormenta 3
Archiwum
2025
2024
2023
2022
2021
2020
2019
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
-
2026, Wrzesień - 7 - 0
2026, Sierpień - 8 - 0
2026, Lipiec - 15 - 12
2026, Czerwiec - 11 - 2
2026, Maj - 12 - 0
2026, Kwiecień - 10 - 0
2026, Marzec - 9 - 0
2026, Luty - 8 - 0
2026, Styczeń - 8 - 0
2025, Grudzień - 8 - 0
2025, Listopad - 9 - 0
2025, Październik - 8 - 0
2025, Wrzesień - 8 - 0
2025, Sierpień - 13 - 23
2025, Lipiec - 12 - 22
2025, Czerwiec - 9 - 20
2025, Maj - 10 - 20
2025, Kwiecień - 8 - 21
2025, Marzec - 10 - 24
2025, Luty - 8 - 16
2025, Styczeń - 7 - 13
2024, Grudzień - 15 - 38
2024, Listopad - 7 - 15
2024, Październik - 9 - 21
2024, Wrzesień - 10 - 18
2024, Sierpień - 12 - 20
2024, Lipiec - 14 - 30
2024, Czerwiec - 18 - 40
2024, Maj - 10 - 24
2024, Kwiecień - 15 - 37
2024, Marzec - 12 - 29
2024, Luty - 9 - 27
2024, Styczeń - 9 - 25
2023, Grudzień - 12 - 34
2023, Listopad - 10 - 33
2023, Październik - 9 - 27
2023, Wrzesień - 11 - 28
2023, Sierpień - 8 - 16
2023, Lipiec - 16 - 43
2023, Czerwiec - 11 - 27
2023, Maj - 17 - 36
2023, Kwiecień - 12 - 45
2023, Marzec - 6 - 16
2023, Luty - 8 - 32
2023, Styczeń - 8 - 26
2022, Grudzień - 8 - 20
2022, Listopad - 8 - 25
2022, Październik - 9 - 31
2022, Wrzesień - 12 - 16
2022, Sierpień - 10 - 24
2022, Lipiec - 16 - 37
2022, Czerwiec - 12 - 26
2022, Maj - 16 - 32
2022, Kwiecień - 14 - 49
2022, Marzec - 9 - 30
2022, Luty - 8 - 18
2022, Styczeń - 10 - 27
2021, Grudzień - 10 - 25
2021, Listopad - 11 - 29
2021, Październik - 12 - 35
2021, Wrzesień - 15 - 30
2021, Sierpień - 16 - 24
2021, Lipiec - 20 - 34
2021, Czerwiec - 19 - 42
2021, Maj - 15 - 34
2021, Kwiecień - 15 - 30
2021, Marzec - 12 - 35
2021, Luty - 11 - 32
2021, Styczeń - 13 - 42
2020, Grudzień - 17 - 37
2020, Listopad - 13 - 51
2020, Październik - 14 - 40
2020, Wrzesień - 19 - 33
2020, Sierpień - 20 - 42
2020, Lipiec - 25 - 65
2020, Czerwiec - 21 - 77
2020, Maj - 21 - 75
2020, Kwiecień - 14 - 60
2020, Marzec - 7 - 21
2020, Luty - 15 - 34
2020, Styczeń - 13 - 46
2019, Grudzień - 20 - 76
2019, Listopad - 14 - 50
2019, Październik - 13 - 44
2019, Wrzesień - 24 - 46
2019, Sierpień - 23 - 25
2019, Lipiec - 23 - 31
2019, Czerwiec - 26 - 42
2019, Maj - 25 - 58
2019, Kwiecień - 24 - 75
2019, Marzec - 18 - 56
2019, Luty - 16 - 45
2019, Styczeń - 15 - 53
2018, Grudzień - 18 - 68
2018, Listopad - 10 - 36
2018, Październik - 20 - 42
2018, Wrzesień - 31 - 67
2018, Sierpień - 21 - 82
2018, Lipiec - 18 - 58
2018, Czerwiec - 14 - 55
2018, Maj - 19 - 55
2018, Kwiecień - 18 - 68
2018, Marzec - 14 - 55
2018, Luty - 10 - 52
2018, Styczeń - 10 - 52
2017, Grudzień - 10 - 42
2017, Listopad - 7 - 44
2017, Październik - 10 - 43
2017, Wrzesień - 17 - 46
2017, Sierpień - 19 - 43
2017, Lipiec - 19 - 83
2017, Czerwiec - 17 - 42
2017, Maj - 21 - 60
2017, Kwiecień - 19 - 47
2017, Marzec - 15 - 38
2017, Luty - 13 - 32
2017, Styczeń - 14 - 47
2016, Grudzień - 9 - 14
2016, Listopad - 9 - 24
2016, Październik - 14 - 19
2016, Wrzesień - 14 - 66
2016, Sierpień - 16 - 24
2016, Lipiec - 21 - 41
2016, Czerwiec - 15 - 26
2016, Maj - 24 - 77
2016, Kwiecień - 18 - 47
2016, Marzec - 18 - 42
2016, Luty - 13 - 26
2016, Styczeń - 14 - 39
2015, Grudzień - 14 - 72
2015, Listopad - 8 - 26
2015, Październik - 8 - 23
2015, Wrzesień - 12 - 27
2015, Sierpień - 18 - 31
2015, Lipiec - 16 - 59
2015, Czerwiec - 21 - 72
2015, Maj - 21 - 53
2015, Kwiecień - 20 - 88
2015, Marzec - 19 - 88
2015, Luty - 16 - 59
2015, Styczeń - 15 - 59
2014, Grudzień - 11 - 60
2014, Listopad - 19 - 34
2014, Październik - 12 - 22
2014, Wrzesień - 17 - 37
2014, Sierpień - 18 - 31
2014, Lipiec - 22 - 95
2014, Czerwiec - 18 - 73
2014, Maj - 16 - 76
2014, Kwiecień - 21 - 77
2014, Marzec - 20 - 73
2014, Luty - 16 - 80
2014, Styczeń - 7 - 31
2013, Grudzień - 18 - 87
2013, Listopad - 13 - 78
2013, Październik - 15 - 60
2013, Wrzesień - 16 - 65
2013, Sierpień - 15 - 76
2013, Lipiec - 26 - 161
2013, Czerwiec - 21 - 121
2013, Maj - 20 - 102
2013, Kwiecień - 20 - 116
2013, Marzec - 18 - 117
2013, Luty - 15 - 125
2013, Styczeń - 12 - 92
2012, Grudzień - 20 - 106
2012, Listopad - 10 - 82
2012, Październik - 13 - 46
2012, Wrzesień - 17 - 96
2012, Sierpień - 16 - 99
2012, Lipiec - 23 - 113
2012, Czerwiec - 17 - 97
2012, Maj - 18 - 61
2012, Kwiecień - 20 - 132
2012, Marzec - 20 - 130
2012, Luty - 9 - 57
2012, Styczeń - 10 - 55
2011, Grudzień - 11 - 84
2011, Listopad - 12 - 96
2011, Październik - 20 - 127
2011, Wrzesień - 17 - 170
2011, Sierpień - 23 - 109
2011, Lipiec - 11 - 116
2011, Czerwiec - 3 - 154
2011, Maj - 24 - 186
2011, Kwiecień - 15 - 255
2011, Marzec - 24 - 213
2011, Luty - 26 - 187
2011, Styczeń - 18 - 199
2010, Grudzień - 19 - 173
2010, Listopad - 13 - 106
2010, Październik - 14 - 118
2010, Wrzesień - 15 - 192
2010, Sierpień - 25 - 209
2010, Lipiec - 27 - 126
2010, Czerwiec - 28 - 191
2010, Maj - 20 - 255
2010, Kwiecień - 24 - 220
2010, Marzec - 18 - 196
2010, Luty - 9 - 138
2010, Styczeń - 11 - 134
2009, Grudzień - 12 - 142
2009, Listopad - 11 - 128
2009, Październik - 8 - 93
2009, Wrzesień - 24 - 158
2009, Sierpień - 22 - 118
2009, Lipiec - 19 - 143
2009, Czerwiec - 20 - 94
2009, Maj - 19 - 170
2009, Kwiecień - 25 - 178
2009, Marzec - 14 - 137
2009, Luty - 7 - 50
2009, Styczeń - 11 - 96
2008, Grudzień - 11 - 131
2008, Listopad - 13 - 56
2008, Październik - 17 - 64
2008, Wrzesień - 17 - 62
2008, Sierpień - 21 - 78
2008, Lipiec - 18 - 39
2008, Czerwiec - 24 - 74
2008, Maj - 15 - 23
2008, Kwiecień - 7 - 40
2008, Marzec - 6 - 14
Wpisy archiwalne w kategorii
Bike Maraton
| Dystans całkowity: | 3258.59 km (w terenie 2926.00 km; 89.79%) |
| Czas w ruchu: | 187:43 |
| Średnia prędkość: | 17.36 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 73.88 km/h |
| Suma podjazdów: | 67210 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 177 (101 %) |
| Maks. tętno średnie: | 158 (90 %) |
| Suma kalorii: | 3227 kcal |
| Liczba aktywności: | 42 |
| Średnio na aktywność: | 77.59 km i 4h 28m |
| Więcej statystyk | |
Sobota, 29 sierpnia 2026 • dodano: 02.09.2026 | Komentarze 0
Przedstartowe chwile.
Pobudka o 5 i sprawny czasowo dojazd do Wałbrzycha, szykowanie do startu i powitania z paroma znajomymi. Pogoda idealna do ścigania się na MTB w górach, czyli słonecznie i leciutko poniżej 20°C, chociaż warunki są po nocnym deszczu - będzie błotko i było, ale bez przesady, trasa jest dość błoto-odporna, wiem o tym, bo dwa tygodnie sprawdzałem ją.
Wyścigowe chwile.
Start ostatniego w sezonie Ultra o 9:30. Już od pierwszych km-ów wszystko poszło po moich myślach, czyli słabiutką mam formę i jechałem cały czas w ogonie, zresztą parokrotnie już pisałem że od jakiegoś czasu nie trenuję należycie i oczywisty powód znam.
Jedyne chwile rywalizacji miałem na początku - jednego gościa wyprzedziłem, na chwilę spojrzałem zza pleców - jechało tam około 10 osób z których tylko jedna dotarła do mety, czyli było ultra ciężko. No i parokrotnie tasowałem się z Czechem jadącym na wypasionym sprzęcie z pełną elektroniką - odpadłem z walki na drugiej rundzie z oczywistego powodu - ultra zmęczenia.
O ile pierwszą rundę pokonałem całkiem przyzwoicie, była nawet frajda z jazdy, bo fajną trasę ułożyli, to drugą rundę przyszło mi pokonywać głównie siłą woli, albo włóczyć się na zgonie, parokrotnie chciałem się... wycofać, był moment że skończyło mi się picie i żarcie, kilka razy musiałem stanąć i złapać oddech, trzy ostatnie strome podjazdy butowałem, a ostatni bufet był dla mnie zbawieniem. Koniec końców udało się dotrzeć do mety... 14 minut po oficjalnym zamknięciu wszystkich tras i będąc przedostatnim w stawce Ultrasów.
Powyścigowe chwile.
Po brakującą połówkę pięknego medalu za ukończenie Ultra musiałem udać się do biura, oczywiście wręczyli mi - ale ulga i zarazem radocha była, bo tegoroczny „wyścigowy“ cel zrealizowany :)
Prócz tego czekało na mnie dobre i elegancko zapakowane żarcie powyścigowe i mogłem popatrzeć jak organizator już się zwijał, a na parkingu zostało kilka aut, uciąłem sobie pogawędkę z Krystianem z STS - kiedyś rywalizowaliśmy na grabkowym giga jak równy z równym, a tegoż dnia włożył mi... ponad półtorej godziny straty.
Ogólnie to był długi i fajnie spędzony dzień, oczywiście z pasją MTB :)
34/35 - open Ultra
7/7 - M5 (nieoficjalnie, podziału na kategorie nie było)
Strata do zwycięzcy open (Karol Ostaszewski, JBG2 (wiadomo)) - 2:58:19 godz (MASAKRA)
Strata do (nieoficjalnego) zwycięzcy M5 (Arkadiusz Jusiński) - 1:56:24 godz (MASAKRA)
W klasyfikacji generalnej ULTRA zająłem 15 miejsce - OSTATNIE wśród tych co ukończyli wszystkie 3 wyścigi.

W akcji na pierwszych km-ach. Ten rywal zaliczył DNF © JPbike

Błotna dokumentacja powyścigowa © JPbike

Wyścigowy cel sezonu 2026 zaliczony :) © JPbike

Piękny medal ULTRA - podoba mi się bardzo :) © JPbike
Kategoria w górach, maratony, dzień wyścigowy, Bike Maraton
Niedziela, 19 lipca 2026 • dodano: 22.08.2026 | Komentarze 0
Drugi z trzech zaplanowanych maratonów ULTRA.
Krótka relacja będzie, po prostu kilkugodzinne siedzenie przy kompie to już nie moja bajka - szkoda reszty mojego aktywnego życia, zwłaszcza że mam 51 lat i... niestety czuję już to :)
Dojazd do Polanicy-Zdroju wprost z podnóża Gór Opawskich, towarzyszył mi również kompan Drogbas, który wybrał się w roli turysty, dodam również że wczorajszego dnia wypiliśmy DUŻO piw (w najlepszym towarzystwie :)), co za tym idzie - na tym ultra wystartowałem będąc najgorzej przygotowanym, czyli bez regeneracji (po wyprawie), bez wyspania (start o 9:30), bez śniadania, bez...
Natomiast o przebiegu rywalizacji w moim wykonaniu nie ma co pisać - poza paroma faktami - to była najbardziej wertepiasta trasa, taka pod fulla, było dużo dzikich odcinków, dwa razy dopadł mnie deszcz (oczywiście zmokłem, uwaliłem siebie i Oiza błotem), tylko jeden moment rywalizacji miałem (załatwiłem rywala na ostatnim zjeździe po mokrych kamieniach), całe to ultra (2 rundy) jechałem tak długo że Drogbas z aparatem foto (znaczy smartfonem) w fajnym miejscu nie doczekał się na mnie, a gdy wpadłem na metę to prawie pusto już było, prócz miłych dwóch pań, które wręczyły mi drugą (z trzech) połówkę pięknego medalu ultrasa.
39/42 - open Ultra
5/6 - M5 (nieoficjalnie, podziału na kategorie nie było)
Strata do zwycięzcy open (Mariusz Kozak) - 2:17:05 godz (aż tyle... MASAKRA)
Strata do (nieoficjalnego) zwycięzcy M5 (Janusz Nieboras) - 1:13:42 godz

W akcji. Tu jeszcze czyściutki ja :) © JPbike

Błotna dokumentacja po wyścigu :) © JPbike
Kategoria Bike Maraton, dzień wyścigowy, maratony, w górach
Niedziela, 7 czerwca 2026 • dodano: 14.06.2026 | Komentarze 2
Po kilku latach przerwy na trasy Bike Maratonu wrócił konkretny dystans - Ultra, czyli 100 km górskiej jazdy - oczywiście mnie to skusiło by wystartować, mimo że od dłuższego czasu nie trenuję regularnie, a raczej ze mnie weekendowy rasowy biker :)
Tym razem start i metę zlokalizowali w świetnym miejscu, w wysoko położonych Jakuszycach, znanych głównie z narciarstwa biegowego. Z racji że start Ultra mamy już o 9-tej, to dla mnie wymagało pobudki o 4 nad ranem i 230km zmotoryzowanego dojazdu na miejsce - sprawnie poszło, chociaż o wyspaniu nie było mowy.
Po spojrzeniu na mapę trasy wiadomo będzie że to trasa bardziej gravelowa niż MTB-owska - głównie leśne, szerokie i dość szybkie dukty, chociaż wertepy tak pod fulla też były, kilka asfaltowych odcinków i jedynie dwa wymagające techniki zjazdy, plus jest taki że runda Ultra biegnie po jednej dużej pętli - jak za dawnych czasów świetności dystansów giga (tęsknię).
Przed startem rozgrzewki nie robię (brak czasu), zamieniam parę zdań ze Staszkiem i Krystianem, po czym Ultrasi (niestety tylko 33 osoby) ruszamy na długą i dość szybką trasę. Już na pierwszych, lekko podjazdowych km-ach szybko stwierdzam że do fajnej formy trochę mi brakuje, spora czołowa grupa narzuca mocne, niemal szosowe tempo i ... tyle ich widziałem do momentu, gdy na 8km trasy pojawił się gruby techniczny zjazd między drzewami i z dużymi korzonkami (znany z Bike Adventure) - zjeżdżam sobie sprawnie i dziwię się że kolejnych rywali (aż 10 sztuk) gładko tędy wyprzedzam, a właściwie wszyscy ... sprowadzają rowery (bez komentarza). W sumie to była jedyna udana akcja w moim wykonaniu na tym maratonie.
Dalsza jazda to właściwie bardzo długie i dość szybkie pomykanie po wspomnianych szerokich duktach i niestety wszyscy, których wyprzedziłem na wspomnianym zjeździe stopniowo mnie powyprzedzali, powera w nogach brakło mi i od tamtędy kręciłem aż do mety w tempie szybkiego turysty. Natomiast najdłuższy i asfaltowy podjazd na Stóg Izerski (ponad 1000m) okrutnie mnie dobił, kolana bolały, raz musiałem ze 100m pospacerować by złagodzić ból mięśni. Po wjechaniu na znaną i obszerną Halę Izerską z pięknymi szutrami i widoczkami to właściwie musieliśmy omijać niemałą ilość turystów, zarówno pieszych, jak i rowerowych (o elektrykach nie wspominając). Na ostatnich km-ach miałem przed sobą rywala, który wyraźnie słabł na podjazdach, niestety nie udało mi się go dojść i tak już spoczko dotarłem do mety, na szczęście nie ostatni wśród Ultrasów, a moja średnia ponad 19 km/h i to w górach wskazuje że to był szybki i mało MTB-owski wyścig.
30/33 - open Ultra
5/6 - M5 (nieoficjalnie, podziału na kategorie nie było)
Strata do zwycięzcy open (Mariusz Kozak) - 1:36:14 godz
Strata do (nieoficjalnego) zwycięzcy M5 (Tomasz Batura) - 44:50 min

W akcji. Właśnie dotarłem do mety :) © JPbike
Kategoria Bike Maraton, dzień wyścigowy, maratony, w górach
Sobota, 16 sierpnia 2025 • dodano: 23.08.2025 | Komentarze 4
Po 11-miesięcznej przerwie w ściganiu, w końcu udało mi się gdzieś wystartować i zarazem zaliczyć swój 250 dzień wyścigowy, oraz debiut w kategorii M5, czyli „staruszków MTB“ :)
Jak zwykle, skusiłem się na coś z grubej rury, czyli na grabkowy maraton w Kowarach i ze znaną mi trasą poprowadzoną po pięknych Rudawach Janowickich. Mimo że mojego ulubionego dystansu giga w tym cyklu nie ma od kilku lat, to parametry trasy mega - 45km i 1746m przewyższeń też robią wrażenie :)
Z racji że dawno nie miałem dobrych wyników to muszę startować z ostatniego (7) sektora, w którym wiary było mało, przynajmniej tłoku nie będzie i od początku można kręcić swoje - faktycznie tak było po ruszeniu i rozpoczęciu długiego podjazdu na 945m Skalnik, z jednym technicznym zjazdem (na którym niestety blokowali mnie).
Wracając do długiego podjeżdżania, szybko przekonałem się że obecnie nie posiadam dobrej formy - mimo że cały czas kogoś doganiałem i wyprzedzałem, to różnica prędkości była malutka, zatem szybko pożegnałem się z dobrym wynikiem, trudno i kręcić trzeba swoje.
Po skręcie na fajnie poprowadzoną i znaną mi pętlę mega, zawierającą smakowite odcinki do pure MTB, zarówno podjazdowe (m.in. sławna łopata), jak i zjazdowe (korzonki, kamienie, koleiny, szybkie szuterki) to właściwie pokonywałem je po swojemu, a full robił świetną robotę, jak i łyknąłem parę kolejnych rywali, w tym Staszka (ruszał z 3 sektora), oraz jeden gość w koszulce Scotta na wymagającym zjeździe nie chciał mnie przepuścić - zrobił to dopiero po zjechaniu.
Aż tak dobrze z moją dyspozycją nie było - trafiło mi sie kilka momentów że w klacie coś mnie ściskało - cóż, o zdrowie trzeba dbać i musiałem od czasu do czasu zwalniać.
Po wjechaniu na odcinek wspólny z Classicem i prowadzący na sporej wysokości przez Rudnik (853m) i Przełęcz Kowarską (727m) czas pokonać ostatni i mocny podjazd - tam już było mi ciężko, ale podjechane sprawnie, do tego kilka kolejnych rywali załatwiłem, po czym zjeżdżamy dość długim szuterkiem z kilkoma wąskimi fragmentami wprost na metę.
Tak czy siak - dla mnie to był całkiem udany maraton, jak i spoczko debiut w M5 :)
97/144 - open mega
14/21 - M5
Strata do zwycięzcy (Michał Gehrke) - 1:16:54 godz - sporo jak na mega
Strata do najlepszego w M5 (Paweł Trzciński) - 48:46 min - też sporo, trudno :)

Bike Maraton - Kowary, właśnie mijam metę © JPbike
Kategoria Bike Maraton, dzień wyścigowy, maratony, w górach
Sobota, 8 października 2022 • dodano: 11.10.2022 | Komentarze 2
Bike Maraton w Sobótce, rozegrany w pięknej jesiennej scenerii to dobra miejscówka na zakończenie kolejnego sezonu wyścigowego (w moim przypadku 15-tego).
O ile pogoda i trasa (nawet wymagająca, bo sporo kamienistego podłoża) były fajne, to przebieg rywalizacji w moim wykonaniu już niekoniecznie, ale cieszę się że w ogóle dojechałem do mety :)
Zaczęło się od zwykłego zaspania, do Sobótki dotarłem na 20min przed startem giga, nie zdążyłem zjeść makaronu i w efekcie do sektora wpadłem na 30sekund przed odpaleniem stawki...
Brak systematyczności treningowej, brak rozgrzewki, brak solidnego śniadania oczywiście zrobiły swoje - właściwie cały czas jechałem w ogonie giga. Do tego na 19km trasy kapcioszek z tyłu złapany, 2 dopompowania nie pomogły i dętka poszła w ruch - w sumie ładne 22min stracone.
O poddaniu się nie było mowy, bo mięczak ze mnie żaden, zatem resztę trasy pokonałem w tempie szybkiego turysty. Do końcowej kreski dotarłem będąc bardzo zmęczony i głodny po 5h i 38min. Wynik... piąty od końca :)

Dobre ujęcie - zazwyczaj startowałem z tyłów stawki giga © JPbike

W akcji (na pierwszym podjeżdzie) © JPbike
Kategoria Bike Maraton, dzień wyścigowy, maratony, w górach
Sobota, 10 września 2022 • dodano: 11.09.2022 | Komentarze 2
- Mistrzostwa Polski w maratonie, zatem trzeba być :)
- dojazd solo, spoko i bezpośredni, po drodze raz padało
- owa miejscowość znana jest z etapów Sudety MTB Challenge
- prognozy od tygodnia straszyły deszczem, a było... słonecznie
- krótka rozgrzewka i wskok do sektorów giga (ponad 200 osób)
- kilka minut po odpaleniu elity, amatorzy w końcu ruszyli, ja z tyłów
- na początek spokojna jazda, wjeżdżamy w podjazdowy szuter
- mimo sporej ilości wiary na giga - tłoku nie ma i można robić swoje
- stopniowo łapię swój rytm i zaczynam stopniowo wyprzedzać kolejnych
- wypada zwrócić uwagę że na giga jedzie sporo dziewczyn - to cieszy :)
- wypada dodać że na trasie spotkałem (wyprzedziłem) kolegę z teamu - Staszka
- trasa, głównie szerokie szutry okazuje się przyjemna i głównie kondycyjna
- błotne podkłady oczywiście były, niektóre solidne
- od czasu do czasu trafiają się SUPER widoczki - muszę tu wpaść turystycznie :)
- a zjazdy początkowo nie robią wrażenia - są dość szybkie
- nie brakło jazdy w grupce, jak i częstego tasowania
- na stromej i szerokiej ściance ściance zaliczam udany atak - kilku naraz załatwiam
- trochę się dziwię że dobrze mi się jedzie mimo braku treningów w tygodniu
- wpadamy (nareszcie) na Singletrack Glacensis - odcinek Pętli Kłodzkiej
- okazuje się że singielek mamy lekko pod górkę, czyli lekko nie było, ale spoczko
- okazuje się że dość szybko wpadamy ponownie na szerokie szutry
- wypada dodać że stopniowo wyprzedzały nas pojedyncze osobniki z czołówki mega
- czas zdobyć najwyższy punkt trasy - Kłodzką Górę (757m) z nową wieżą widokową
- zjazd z tejże góry okazał się hardcorowy - stromo, kamienie i dupa za siodełko
- docieramy do rozjazdu - giga jedzie na kolejny odcinek Pętli Kłodzkiej
- na owym i krętym singlu najpierw mamy pod górkę, następnie w dół - frajda była
- minęła 3h mocnej górskiej jazdy, powoli czuję narastające zmęczenie
- po wyjechaniu z odcinka Pętli Kłodzkiej mamy szybki, szeroki i szutrowy zjazd
- na szybkim zjazdowym nawrocie nagle jakiś patyk wpada w przerzutkę
- napęd się blokuje - staję, wyjmuję patyk (3x30cm) i... nie ma kółeczka w przerzutce
- siła zblokowania była tak duża że owe, górne kółeczko zostało wyrwane
- no to koniec rywalizacji dla mnie :(
- znajdowałem się wtedy na 56km trasy (z 88km na giga), nie wiem jak daleko mam do bazy
- decyduję się na skrócenie łańcucha i zmajstrowanie single speeda
- nie jest łatwo, bo nie wiem na której koronce kasety napęd będzie jakoś działać
- skułem skrócony łańcuch, pierwszy obrót korbą i łańcuch tak się mocno napiął...
- ... że nie daje się swobodnie obracać korbą
- zjeżdżam w dół i mam przed sobą kolejny podjazd
- akurat przejeżdża Defender z ratownikami, krótka rozmowa i zabierają mnie z rowerem
- i tak dowieźli mnie do strefy rozjazdowo-bufetowej na Przełęczy Łaszczowej
- następnie młody z teamu WKK zawozi mnie wozem technicznym do bazy zawodów
- czyli poziom pomocy u Grabka jest na wysokim poziomie - Wielkie Dzięki :)
- po analizie mapy trasy okazuje się że defekt miałem... najdalej od bazy zawodów!
- gdy będąc już przy aucie szykowałem się do powrotu to zaczęło padać ...
- po analizie wyników wychodzi że w M4 zająłbym 20-25 miejsce na 41 rywali
- podsumowując - taki już jest ten sport i trzeba umieć z tym żyć :)
Fotki by Bike Maraton, Kasia Rokosz

Na starcie. Sporo nas, gigowców :) © JPbike

W akcji. Ja jeszcze czysty... :) © JPbike

Błotna dokumentacja Peaka i z prowizorycznie zmajstrowanym single speedem © JPbike
Kategoria Bike Maraton, dzień wyścigowy, maratony, w górach
Sobota, 16 lipca 2022 • dodano: 20.07.2022 | Komentarze 2
Edycja Ultra w tym roku zawitała do Bielawy z trasą w Górach Sowich.
Dojazd z noclegowni solo i spoko, tylko trzeba było wcześniej ruszyć, bo giga z racji długiego górskiego dystansu startuje o 9-tej. Zatem rozgrzewki nie było i od razu wskok do sektora - stawka ultra-twardzieli liczyła ze 50 sztuk, większość to zawodowcy i starzy wyjadacze (jak ja).
Po ruszeniu (tradycyjnie z tyłów), od razu mamy długi, szeroki podjazd, jadę swoje, powoli się rozkręcam, udaje się wyprzedzić kilku. Po dokręceniu do Przełęczy Jugowskiej (801m) jeszcze troszkę podjazdu, wyprzedza mnie trzech, w tym rywal (M4) z którym później dość długo jechaliśmy razem (raz bliżej, raz dalej). Na 13 km pora na pierwszy i zarazem techniczny zjazd - poszło sprawnie, dwóch defekciarzy mijałem.
Po zjechaniu następuje długie i przeważnie podjazdowe, często po ciężkiej nawierzchni kręcenie po mało znanych ścieżkach i duktach w rejonie Małej i Wielkiej Sowy - w mojej części stawki bez zmian. Samopoczucie cały czas u mnie dobre - to cieszy, choć chciałoby się jechać pod górę szybciej ...
Na zjeździe do Jugowskiej wyprzedziło mnie dwóch na fullach - obaj dostali ode mnie rewanżu - pokonałem ich parę km dalej, na szuterku podjazdowym. Dokręcamy do bufetu na 40km, znajduje się tam skręt na dwukrotnie pokonywaną rundę wyłącznie dla gigowców, w całości poprowadzoną po niemal dzikich i mało znanych ścieżkach i duktach, m.in. fajne single zjazdowe (techniczne), gęsty las, wysoka trawa, pełno śladów pozrywkowych, błotko, świeżo wydeptana górska łączka i na koniec solidna ściana podjazdowa - max 24%, za pierwszym razem podjechana - tam wyprzedziłem na dobre wspomnianego rywala z M4.
Łączymy się z Classicem i się zaczyna wyprzedzanko, najpierw na fajnym, technicznym i stromym zjeździe, mijamy bufet i długi, szeroki szutrowy podjazd gdzie na szczycie Ci z krótszego dystansu skręcają w stronę mety, a giga na kolejną rundę.
Po długiej, solowej wspinaczce na Zimną Polanę (879m) łączymy się z mega i znów mam wyprzedzanko, tym razem stopniowe i krótkie, bo po minięciu bufetu gigowcy ponownie mają do pokonania wspomnianą rundę wyłącznie dla twardych sztuk :)
Na końcówce pierwszego zjazdu dogania i wyprzedza mnie rywal z M5, który chwilę później wyraźnie słabnie, jakiś czas jedziemy wspólnie, po czym na podjeździe na dobre go wyprzedzam, i od czasu do czasu mam przed sobą sylwetkę kolejnego rywala do pokonania.
No i czuję już narastające zmęczenie i ubytek sił, stromą ścianę butuję, zostały do pokonania wspomniane wyżej: techniczny i stromy zjazd, bufet, długi podjazd, skręt w stronę mety i następuje znany mi z zeszłego roku długi i łagodny zjazd łukowatymi leśnymi duktami do Bielawy - na tamtym odcinku wyprzedziłem kilka osób z mega i w końcu wjeżdżam na końcową kreskę. Udany ultra maraton, obyło się bez kryzysu i bez defektów.
32/42 - open ultra giga
11/16 - M4
Strata do zwycięzcy open (Michał Paluta) - 1:58:38 godz - wiadomo, zawodowcy z JBG2
Strata do zwycięzcy M4 (Mariusz Ugniewski) - 51:08 min - może być, takie moje tegoroczne możliwości

W akcji zjazdowej. Jest górski klimacik © JPbike

No i meta. Całkiem zadowolony ja :) © JPbike
Kategoria maratony, w górach, dzień wyścigowy, Bike Maraton
Sobota, 25 czerwca 2022 • dodano: 28.06.2022 | Komentarze 2
- nareszcie maraton w górach i to w ulubionych Karkonoszach
- dojazd dzień przed, nocleg w Pilchowicach nieopodal wielkiej zapory
- przy Szrenica Ski Arena odbiór pakietu startowego
- wczorajszego dnia popadało, na wyścig też zapowiadali deszcz - nici z tego
- rozgrzewka dość krótka, bo górskie giga dość długie - ponad 80 km
- szczerze to nie spodziewam się wyniku - brak systematyczności zrobi swoje
- stawka giga średnio liczebna, do tego troszkę znanych mi twarzy
- punkt 10-ta start, ruszam z tyłów i od razu niezły podjazd - szybko się porozciągało
- po wjechaniu (jedynie kilka osób wyprzedziłem) sporo jazdy szerokimi szutrami
- stawka giga tak się rozciągnęła że przed sobą mam zaledwie kilka rywali
- nie idzie mi tak jak chciałbym, przynajmniej dobre samopoczucie mam i jadę swoje
- wjeżdżamy na ciekawsze i wymagające techniki MTB sekcje
- kilka kolegów udaje mi się wyprzedzić - wszystkich na technicznych zjazdach
- 15 km trasy, na kamienistym zjeździe do Kamiennej zeszło ciśnienie w tylnym kole
- no to robię pit-stopik na dopompowanie (4 minuty w dół), pomogło, uff
- po ruszeniu znów muszę gonić wspomnianych kilku kolegów
- wjeżdżamy na znane odcinki z Pasma Rowerowego Olbrzymy (przeważnie podjazdowe)
- i tak kolejno Doppler, Zmora, Skarbek, Rokitnik - fajna zabawa MTB
- powyższe single są poprzeplatane paskudnymi nawierzchniowo dojazdówkami
- paskudnymi - bo stromo pod górę po trawie, stromo w dół po sporych koleinach
- wspomnianych kolegów udaje się ponownie wyprzedzić
- z jednym spoko rywalem tasowałem się kilka razy - ostatecznie mnie pokonał
- po powyższych singlach ponowny wjazd na długie, podjazdowe szerokie szutry
- łączymy się z Classicem - po drodze oczywiście sporo wyprzedzania
- po wjechaniu na najwyższy punkt trasy (870 m) techniczny zjazd korzenno-kamienny
- trochę jazdy typu szuterki-single-góra-dół i na 51km wjazd na 2 rundę giga
- owa 2 runda to odcinek Classic wzbogacony o zjazd/podjazd do/z Kamiennej
- jedzie mi się już ciężko - zauważam że trzech rywali mnie dogania, walczę jak mogę
- na końcówce wspomnianego zjazdu (kamienie!) mijam gigowca z kapcioszkiem...
- bardzo stromy i dość długi podjazd (też z Kamiennej) z buta pokonuję - brak sił
- a koledzy co mnie doganiali - też butowali, czyli solidne giga w górach mieliśmy
- wjeżdżamy ponownie na długi i szeroki podjazd, kilka osób z mega wyprzedzone
- ponownie techniczny zjazd, parę szerokich szuterków, singielków, góra - dół i jest meta
- ogólnie to była bardzo fajna trasa - esencja karkonoskiego Pure MTB
29/34 - open giga
6/9 - M4
Strata do zwycięzcy (Krzysztof Łukasik) - 1:56:24 godz - ach, ci zawodowcy z JBG2
Strata do zwycięzcy M4 (Bartek Bednarski) - 46:59 min - do przeżycia :)
Ciekawostka ... w wynikach giga widnieje 61 osób - w tym 27 z DNF-em ...
Fotka by Kasia Rokosz

W akcji na podjeździe © JPbike
Kategoria Bike Maraton, dzień wyścigowy, maratony, w górach
Sobota, 9 października 2021 • dodano: 13.10.2021 | Komentarze 3
- dojazd solo i bezpośredni, na miejscu chłodno (9°C) i słonecznie
- czasu na rozgrzewkę brakło, więc od razu myk do sektora giga
- stawka królewskiego dystansu liczyła 56 osób
- trasa bardzo podobna do zeszłorocznej - istny labirynt ścieżek i duktów
- punkt 10 start, ruszam z tyłów, brak rozgrzewki robi swoje
- pierwszy i od razu stromy podjazd ciężko wchodzi
- półpłaski odcinek - tasuję się z trzema dziewczynami
- całkiem przyzwoicie się rozkręcam, jedzie się spoko, tłoku nie ma
- podjazdy są niezłe, wyprzedzania w mojej części niewiele
- fajny i kręty singiel zjazdowy pokonuję sprawnie
- na 13 km trasy spore zaskoczenie - poprzedzający rywal zawraca...
- po krótkim czasie z przeciwka nadjechała cała czołówka giga...
- okazuje się że „żartowniś“ poprzestawiał taśmy na rozwidleniu
- po wjechaniu na właściwą trasę cały wyścig giga zaczyna się od nowa
- mamy szybki zjazd, bufet i czas na techniczny singiel - zakorkowało się
- trochę trwało, bym ponownie znalazł się w swoim miejscu
- przez spory czas pomykam wraz z Agnieszką Kachel od rybek
- mimo pięknej słonecznej aury jest chłodno, na zjazdach płyną mi łzy z oczu
- dogania nas Paweł i jakiś czas kręcimy w trójkę
- trasę pamiętałem, najgorsze jest kamieniste podłoże, szczególnie na podjazdach
- muszę się zatrzymać (...), puszczam Agnieszkę i Pawła przodem
- na 35 km skręt na 2 rundę giga
- zaczynamy wyprzedzać pojedynczych z mega, choć moja prędkość nie powala
- po upływie jakichś 2.5h jazdy stwierdzam że nie jedzie mi się najlepiej
- dalsza jazda to poruszanie się głównie siłą woli, niemal bez zmian w stawce
- w trzech miejscach mijam Gosię - tym razem jako pieszą turystkę
- mijam wspomnianą Agnieszkę (awaria) - ma kogoś do pomocy, więc jadę dalej
- po pokonaniu mocno kamienistej 2 rundy giga skręt na odcinek do mety
- od razu kamieni dużo mniej, jest również dużo fajnych zjazdów
- w końcu końcówka, na przemian szeroko i wąsko, troszkę góra - dół
- na 1 km przed metą spada mi łańcuch z korby - ciekawe z jakiego powodu
- jest meta i zarazem dla mnie koniec ścigania w sezonie 2021
33/49 - open giga
11/16 - M4
Strata do zwycięzcy (Wojciech Halejak) - 1:07:28 godz(!), do M4 (Bartek Bednarski) - 30:22 min
W klasyfikacji generalnej giga M4 uplasowałem się na 11 miejscu - poniżej oczekiwań, bywa i tak.
W trakcie ładowania roweru do auta zauważyłem że w tylnym kole pękła szprycha (kolejny raz) i wbiła się w kasetę, a ta z kolei nie chciała się swobodnie obracać - w taki sposób zapewne przejechałem spory kawał wyścigu. Po tylu pęknięciach jedyne co trzeba zrobić - wymienić wszystkie szprychy na nowe, żadne cieniowane, tylko standardowe.
Foto by Kasia Rokosz.

Jak widać - pomykanie na MTB po wertepach cały czas sprawia mi przyjemność © JPbike
Kategoria Bike Maraton, dzień wyścigowy, maratony, w górach
Sobota, 11 września 2021 • dodano: 14.09.2021 | Komentarze 4
- Mistrzostwa Polski w maratonie MTB, zatem trzeba być :)
- nocowałem u przyjaciół, zatem dojazd przyjemniejszy (1.5h)
- czasu na rozgrzewkę miałem ze 30 min, spoczko wykorzystałem
- napotkałem na Maję Włoszczowską i Kasię Solus-Miśkowicz (!)
- przybicie piątki z Basią Borowiecką zaliczone :)
- po wjechaniu do sektora giga ... a tam zjawiło się aż 228 osób (!)
- startowałem niestety z samych tyłów (później okaże się że nie było tak źle)
- pierwsze 4 km to podjazd asfaltowo-brukowany przez Srebrną Górę
- samopoczucie mam dobre i dość szybko jestem w swoim miejscu
- mimo sporej ilości wiary na giga nie ma blokowania, można robić swoje
- wpadamy na wiadukt i teren kojarzony mi z etapu Sudety MTB Challenge
- przebijając się do przodu, sporo dziewczyn wyprzedzam - wszystkie ładnie walczą
- wpadamy na świetny singiel - Pętlę Wilczą z sieci Singletrack Glacensis
- po krętej ścieżce pomyka się fajnie, nie ma blokowania mimo tłoku
- widocznie wszyscy prezentują wysoki poziom ścigania - tak trzymać!
- po zjechaniu podjazd, dość szeroki - wyprzedzam kolejnych, jest dobrze :)
- dogania mnie Paweł, mamy przeplatankę szerokich i wąskich szutrów zjazdowych
- wraz z Darkiem i Pawłem (obaj z STS) docieramy do premii przy Hotelu Bardo
- do pokonania mamy tam przeszkodę z drewnianych bali w stylu XC - fajnie :)
- półpłaskie single - wyprzedzamy Ktystiana (STS), a Paweł cosik zwolnił (?)
- się zaczęła jazda po szerokich szutrach, z fajnymi klimatami i widokami
- od tędy zacząłem dobrze jechać - wszystkich wspomnianych kolegów wyprzedziłem
- ku mojemu zdumieniu (1) bez problemu doganiam kolejnych rywali i jakieś grupki
- ku mojemu zdumieniu (2) wyprzedzam niemało znanych mi kolegów z M4
- łączymy się z Classicem i znów tłoczno się zrobiło
- czas na podjazd, do Srebrnej Góry, zauważam że Krystian odżył i dogonił mnie
- wjeżdżamy na kręty singiel podjazdowy z sieci Trasy Enduro Srebrna Góra
- podjeżdżając po paskudnej nawierzchni (dużo korzeni) zaczynam czuć zmęczenie
- walczę jak mogę, na górnej partii łapie mnie niestety kolka, muszę zwolnić
- kilku rywali puszczam przodem, przed nami jazda na ok 800m typu góra-dół po grzbiecie
- wpadamy na odcinek przeznaczony wyłącznie dla gigowców
- Paweł ponownie mnie dogonił (później wspominał coś o skurczach)
- mijamy ostatni bufet, a tam sporo wiary teamowo - serwisowo - bufetowej
- czas pokonać najstromszy i z zawijasami singiel podjazdowy - oj, ciężko było
- po tym stromy i mocno techniczny zjazd - poszło sprawnie, ale Paweł mi uciekł...
- po zjechaniu pora na ostatni, dość długi i szeroki podjazd, na prawie 800m
- czuję już zmęczenie, ale twardo kręcę pod górę, do tego kilku udaje mi się wyprzedzić
- wyprzedza mnie kolejny Paweł (z STS), z którym kilka razy się tasowałem
- na szczycie ponownie łączymy z Classicem, spotykam tam Gosię
- w końcu czas na ostatni i długi zjazd, początkowo szeroko i niezbyt szybko
- wjeżdżamy na emocjonujący, kręty i wyprofilowany singiel zjazdowy w stylu enduro
- mknąc po zakrętasach i bandach w dół - oczywiście troszkę zaszalałem
- i tak już spoczko docieram do mety, mimo zmęczenia wmawiam sobie że podobało mi się :)
117/214 - open giga
20/48 - M4
Strata do zwycięzcy open - Filip Helta (na pudle stałem z nim 5 lat temu) - 1:05:45 godz
Strata do zwyciężczyni - Mai Włoszczowskiej (w końcu doczekałem się starcia z mistrzynią) - 39:44 min
Strata do zwycięzcy M4 - Andrzej Kaiser (staliśmy na pudle 11 lat temu) - 47:36 min
Foto by Kasia Rokosz, Grzegorz Drosiński

W akcji, na Trasach Enduro Srebrna Góra © JPbike

Od startu do mety rywalizacja była zacięta - to widać © JPbike
Kategoria Bike Maraton, dzień wyścigowy, maratony, w górach








