top2011

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Jacek ze stolicy Wielkopolski
Info o mnie.

- przejechane: 192899.55 km
- w tym teren: 69687.25 km
- teren procentowo: 36.13 %
- v średnia: 22.49 km/h
- łączny czas: 355d 14h 27m
- najdłuższy trip: 329.90 km
- max prędkość: 83.56 km/h
- max wysokość: 2845 m

baton rowerowy bikestats.pl

Wyprawy z sakwami

polska
logo-paris
logo-alpy
TN-IMG-2156 TN-IMG-2156 tn-IMG-6357 south poland

Zrowerowane gminy



Archiwum 2025 button stats bikestats.pl 2024 button stats bikestats.pl 2023 button stats bikestats.pl 2022 button stats bikestats.pl 2021 button stats bikestats.pl 2020 button stats bikestats.pl 2019 button stats bikestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl 2011 button stats bikestats.pl 2010 button stats bikestats.pl 2009 button stats bikestats.pl 2008 button stats bikestats.pl

Wpisy archiwalne w kategorii

Bike Maraton

Dystans całkowity:3258.59 km (w terenie 2926.00 km; 89.79%)
Czas w ruchu:187:43
Średnia prędkość:17.36 km/h
Maksymalna prędkość:73.88 km/h
Suma podjazdów:67210 m
Maks. tętno maksymalne:177 (101 %)
Maks. tętno średnie:158 (90 %)
Suma kalorii:3227 kcal
Liczba aktywności:42
Średnio na aktywność:77.59 km i 4h 28m
Więcej statystyk
  • dystans : 104.23 km
  • teren : 101.00 km
  • czas : 07:39 h
  • v średnia : 13.62 km/h
  • v max : 49.69 km/h
  • hr max : 162 bpm, 95%
  • hr avg : 134 bpm, 79%
  • podjazdy : 3062 m
  • rower : Orbea Oiz M20
  • Ultra Bike Maraton - Wałbrzych

    Sobota, 29 sierpnia 2026 • dodano: 02.09.2026 | Komentarze 0


    Przedstartowe chwile.
    Pobudka o 5 i sprawny czasowo dojazd do Wałbrzycha, szykowanie do startu i powitania z paroma znajomymi. Pogoda idealna do ścigania się na MTB w górach, czyli słonecznie i leciutko poniżej 20°C, chociaż warunki są po nocnym deszczu - będzie błotko i było, ale bez przesady, trasa jest dość błoto-odporna, wiem o tym, bo dwa tygodnie sprawdzałem ją.

    Wyścigowe chwile.
    Start ostatniego w sezonie Ultra o 9:30. Już od pierwszych km-ów wszystko poszło po moich myślach, czyli słabiutką mam formę i jechałem cały czas w ogonie, zresztą parokrotnie już pisałem że od jakiegoś czasu nie trenuję należycie i oczywisty powód znam.
    Jedyne chwile rywalizacji miałem na początku - jednego gościa wyprzedziłem, na chwilę spojrzałem zza pleców - jechało tam około 10 osób z których tylko jedna dotarła do mety, czyli było ultra ciężko. No i parokrotnie tasowałem się z Czechem jadącym na wypasionym sprzęcie z pełną elektroniką - odpadłem z walki na drugiej rundzie z oczywistego powodu - ultra zmęczenia.
    O ile pierwszą rundę pokonałem całkiem przyzwoicie, była nawet frajda z jazdy, bo fajną trasę ułożyli, to drugą rundę przyszło mi pokonywać głównie siłą woli, albo włóczyć się na zgonie, parokrotnie chciałem się... wycofać, był moment że skończyło mi się picie i żarcie, kilka razy musiałem stanąć i złapać oddech, trzy ostatnie strome podjazdy butowałem, a ostatni bufet był dla mnie zbawieniem. Koniec końców udało się dotrzeć do mety... 14 minut po oficjalnym zamknięciu wszystkich tras i będąc przedostatnim w stawce Ultrasów.

    Powyścigowe chwile.
    Po brakującą połówkę pięknego medalu za ukończenie Ultra musiałem udać się do biura, oczywiście wręczyli mi - ale ulga i zarazem radocha była, bo tegoroczny „wyścigowy“ cel zrealizowany :)
    Prócz tego czekało na mnie dobre i elegancko zapakowane żarcie powyścigowe i mogłem popatrzeć jak organizator już się zwijał, a na parkingu zostało kilka aut, uciąłem sobie pogawędkę z Krystianem z STS - kiedyś rywalizowaliśmy na grabkowym giga jak równy z równym, a tegoż dnia włożył mi... ponad półtorej godziny straty.
    Ogólnie to był długi i fajnie spędzony dzień, oczywiście z pasją MTB :)

    34/35 - open Ultra
    7/7 - M5 (nieoficjalnie, podziału na kategorie nie było)

    Strata do zwycięzcy open (Karol Ostaszewski, JBG2 (wiadomo)) - 2:58:19 godz (MASAKRA)
    Strata do (nieoficjalnego) zwycięzcy M5 (Arkadiusz Jusiński) - 1:56:24 godz (MASAKRA)

    W klasyfikacji generalnej ULTRA zająłem 15 miejsce - OSTATNIE wśród tych co ukończyli wszystkie 3 wyścigi.


    W akcji na pierwszych km-ach. Ten rywal zaliczył DNF
    W akcji na pierwszych km-ach. Ten rywal zaliczył DNF © JPbike

    Błotna dokumentacja powyścigowa
    Błotna dokumentacja powyścigowa © JPbike

    Wyścigowy cel sezonu 2026 zaliczony :)
    Wyścigowy cel sezonu 2026 zaliczony :) © JPbike

    Piękny medal ULTRA - podoba mi się bardzo :)
    Piękny medal ULTRA - podoba mi się bardzo :) © JPbike




  • dystans : 101.88 km
  • teren : 98.00 km
  • czas : 06:49 h
  • v średnia : 14.95 km/h
  • v max : 48.83 km/h
  • hr max : 161 bpm, 95%
  • hr avg : 122 bpm, 72%
  • podjazdy : 2065 m
  • rower : Orbea Oiz M20
  • Ultra Bike Maraton - Polanica-Zdrój

    Niedziela, 19 lipca 2026 • dodano: 22.08.2026 | Komentarze 0


    Drugi z trzech zaplanowanych maratonów ULTRA.

    Krótka relacja będzie, po prostu kilkugodzinne siedzenie przy kompie to już nie moja bajka - szkoda reszty mojego aktywnego życia, zwłaszcza że mam 51 lat i... niestety czuję już to :)

    Dojazd do Polanicy-Zdroju wprost z podnóża Gór Opawskich, towarzyszył mi również kompan Drogbas, który wybrał się w roli turysty, dodam również że wczorajszego dnia wypiliśmy DUŻO piw (w najlepszym towarzystwie :)), co za tym idzie - na tym ultra wystartowałem będąc najgorzej przygotowanym, czyli bez regeneracji (po wyprawie), bez wyspania (start o 9:30), bez śniadania, bez...
    Natomiast o przebiegu rywalizacji w moim wykonaniu nie ma co pisać - poza paroma faktami - to była najbardziej wertepiasta trasa, taka pod fulla, było dużo dzikich odcinków, dwa razy dopadł mnie deszcz (oczywiście zmokłem, uwaliłem siebie i Oiza błotem), tylko jeden moment rywalizacji miałem (załatwiłem rywala na ostatnim zjeździe po mokrych kamieniach), całe to ultra (2 rundy) jechałem tak długo że Drogbas z aparatem foto (znaczy smartfonem) w fajnym miejscu nie doczekał się na mnie, a gdy wpadłem na metę to prawie pusto już było, prócz miłych dwóch pań, które wręczyły mi drugą (z trzech) połówkę pięknego medalu ultrasa.

    39/42 - open Ultra
    5/6 - M5 (nieoficjalnie, podziału na kategorie nie było)

    Strata do zwycięzcy open (Mariusz Kozak) - 2:17:05 godz (aż tyle... MASAKRA)
    Strata do (nieoficjalnego) zwycięzcy M5 (Janusz Nieboras) - 1:13:42 godz


    W akcji. Tu jeszcze czyściutki ja :)
    W akcji. Tu jeszcze czyściutki ja :) © JPbike

    Błotna dokumentacja po wyścigu :)
    Błotna dokumentacja po wyścigu :) © JPbike




  • dystans : 104.46 km
  • teren : 84.00 km
  • czas : 05:18 h
  • v średnia : 19.71 km/h
  • v max : 54.98 km/h
  • hr max : 165 bpm, 97%
  • hr avg : 133 bpm, 78%
  • podjazdy : 1922 m
  • rower : Orbea Oiz M20
  • Ultra Bike Maraton - Jakuszyce

    Niedziela, 7 czerwca 2026 • dodano: 14.06.2026 | Komentarze 2


    Po kilku latach przerwy na trasy Bike Maratonu wrócił konkretny dystans - Ultra, czyli 100 km górskiej jazdy - oczywiście mnie to skusiło by wystartować, mimo że od dłuższego czasu nie trenuję regularnie, a raczej ze mnie weekendowy rasowy biker :)
    Tym razem start i metę zlokalizowali w świetnym miejscu, w wysoko położonych Jakuszycach, znanych głównie z narciarstwa biegowego. Z racji że start Ultra mamy już o 9-tej, to dla mnie wymagało pobudki o 4 nad ranem i 230km zmotoryzowanego dojazdu na miejsce - sprawnie poszło, chociaż o wyspaniu nie było mowy.
    Po spojrzeniu na mapę trasy wiadomo będzie że to trasa bardziej gravelowa niż MTB-owska - głównie leśne, szerokie i dość szybkie dukty, chociaż wertepy tak pod fulla też były, kilka asfaltowych odcinków i jedynie dwa wymagające techniki zjazdy, plus jest taki że runda Ultra biegnie po jednej dużej pętli - jak za dawnych czasów świetności dystansów giga (tęsknię).
    Przed startem rozgrzewki nie robię (brak czasu), zamieniam parę zdań ze Staszkiem i Krystianem, po czym Ultrasi (niestety tylko 33 osoby) ruszamy na długą i dość szybką trasę. Już na pierwszych, lekko podjazdowych km-ach szybko stwierdzam że do fajnej formy trochę mi brakuje, spora czołowa grupa narzuca mocne, niemal szosowe tempo i ... tyle ich widziałem do momentu, gdy na 8km trasy pojawił się gruby techniczny zjazd między drzewami i z dużymi korzonkami (znany z Bike Adventure) - zjeżdżam sobie sprawnie i dziwię się że kolejnych rywali (aż 10 sztuk) gładko tędy wyprzedzam, a właściwie wszyscy ... sprowadzają rowery (bez komentarza). W sumie to była jedyna udana akcja w moim wykonaniu na tym maratonie.
    Dalsza jazda to właściwie bardzo długie i dość szybkie pomykanie po wspomnianych szerokich duktach i niestety wszyscy, których wyprzedziłem na wspomnianym zjeździe stopniowo mnie powyprzedzali, powera w nogach brakło mi i od tamtędy kręciłem aż do mety w tempie szybkiego turysty. Natomiast najdłuższy i asfaltowy podjazd na Stóg Izerski (ponad 1000m) okrutnie mnie dobił, kolana bolały, raz musiałem ze 100m pospacerować by złagodzić ból mięśni. Po wjechaniu na znaną i obszerną Halę Izerską z pięknymi szutrami i widoczkami to właściwie musieliśmy omijać niemałą ilość turystów, zarówno pieszych, jak i rowerowych (o elektrykach nie wspominając). Na ostatnich km-ach miałem przed sobą rywala, który wyraźnie słabł na podjazdach, niestety nie udało mi się go dojść i tak już spoczko dotarłem do mety, na szczęście nie ostatni wśród Ultrasów, a moja średnia ponad 19 km/h i to w górach wskazuje że to był szybki i mało MTB-owski wyścig.

    30/33 - open Ultra
    5/6 - M5 (nieoficjalnie, podziału na kategorie nie było)

    Strata do zwycięzcy open (Mariusz Kozak) - 1:36:14 godz
    Strata do (nieoficjalnego) zwycięzcy M5 (Tomasz Batura) - 44:50 min


    W akcji. Właśnie dotarłem do mety :)
    W akcji. Właśnie dotarłem do mety :) © JPbike




  • dystans : 45.55 km
  • teren : 43.00 km
  • czas : 03:38 h
  • v średnia : 12.54 km/h
  • v max : 59.59 km/h
  • hr max : 157 bpm, 92%
  • hr avg : 138 bpm, 81%
  • podjazdy : 1746 m
  • rower : Orbea Oiz M20
  • Bike Maraton - Kowary

    Sobota, 16 sierpnia 2025 • dodano: 23.08.2025 | Komentarze 4


    Po 11-miesięcznej przerwie w ściganiu, w końcu udało mi się gdzieś wystartować i zarazem zaliczyć swój 250 dzień wyścigowy, oraz debiut w kategorii M5, czyli „staruszków MTB“ :)
    Jak zwykle, skusiłem się na coś z grubej rury, czyli na grabkowy maraton w Kowarach i ze znaną mi trasą poprowadzoną po pięknych Rudawach Janowickich. Mimo że mojego ulubionego dystansu giga w tym cyklu nie ma od kilku lat, to parametry trasy mega - 45km i 1746m przewyższeń też robią wrażenie :)
    Z racji że dawno nie miałem dobrych wyników to muszę startować z ostatniego (7) sektora, w którym wiary było mało, przynajmniej tłoku nie będzie i od początku można kręcić swoje - faktycznie tak było po ruszeniu i rozpoczęciu długiego podjazdu na 945m Skalnik, z jednym technicznym zjazdem (na którym niestety blokowali mnie).
    Wracając do długiego podjeżdżania, szybko przekonałem się że obecnie nie posiadam dobrej formy - mimo że cały czas kogoś doganiałem i wyprzedzałem, to różnica prędkości była malutka, zatem szybko pożegnałem się z dobrym wynikiem, trudno i kręcić trzeba swoje.
    Po skręcie na fajnie poprowadzoną i znaną mi pętlę mega, zawierającą smakowite odcinki do pure MTB, zarówno podjazdowe (m.in. sławna łopata), jak i zjazdowe (korzonki, kamienie, koleiny, szybkie szuterki) to właściwie pokonywałem je po swojemu, a full robił świetną robotę, jak i łyknąłem parę kolejnych rywali, w tym Staszka (ruszał z 3 sektora), oraz jeden gość w koszulce Scotta na wymagającym zjeździe nie chciał mnie przepuścić - zrobił to dopiero po zjechaniu.
    Aż tak dobrze z moją dyspozycją nie było - trafiło mi sie kilka momentów że w klacie coś mnie ściskało - cóż, o zdrowie trzeba dbać i musiałem od czasu do czasu zwalniać.
    Po wjechaniu na odcinek wspólny z Classicem i prowadzący na sporej wysokości przez Rudnik (853m) i Przełęcz Kowarską (727m) czas pokonać ostatni i mocny podjazd - tam już było mi ciężko, ale podjechane sprawnie, do tego kilka kolejnych rywali załatwiłem, po czym zjeżdżamy dość długim szuterkiem z kilkoma wąskimi fragmentami wprost na metę.
    Tak czy siak - dla mnie to był całkiem udany maraton, jak i spoczko debiut w M5 :)

    97/144 - open mega
    14/21 - M5

    Strata do zwycięzcy (Michał Gehrke) - 1:16:54 godz - sporo jak na mega
    Strata do najlepszego w M5 (Paweł Trzciński) - 48:46 min - też sporo, trudno :)


    Bike Maraton - Kowary, właśnie mijam metę
    Bike Maraton - Kowary, właśnie mijam metę © JPbike




  • dystans : 72.95 km
  • teren : 72.00 km
  • czas : 05:15 h
  • v średnia : 13.90 km/h
  • v max : 43.58 km/h
  • hr max : 165 bpm, 95%
  • hr avg : 141 bpm, 81%
  • podjazdy : 2190 m
  • rower : Black Peak
  • Bike Maraton Sobótka

    Sobota, 8 października 2022 • dodano: 11.10.2022 | Komentarze 2


    Bike Maraton w Sobótce, rozegrany w pięknej jesiennej scenerii to dobra miejscówka na zakończenie kolejnego sezonu wyścigowego (w moim przypadku 15-tego).
    O ile pogoda i trasa (nawet wymagająca, bo sporo kamienistego podłoża) były fajne, to przebieg rywalizacji w moim wykonaniu już niekoniecznie, ale cieszę się że w ogóle dojechałem do mety :)
    Zaczęło się od zwykłego zaspania, do Sobótki dotarłem na 20min przed startem giga, nie zdążyłem zjeść makaronu i w efekcie do sektora wpadłem na 30sekund przed odpaleniem stawki...
    Brak systematyczności treningowej, brak rozgrzewki, brak solidnego śniadania oczywiście zrobiły swoje - właściwie cały czas jechałem w ogonie giga. Do tego na 19km trasy kapcioszek z tyłu złapany, 2 dopompowania nie pomogły i dętka poszła w ruch - w sumie ładne 22min stracone.
    O poddaniu się nie było mowy, bo mięczak ze mnie żaden, zatem resztę trasy pokonałem w tempie szybkiego turysty. Do końcowej kreski dotarłem będąc bardzo zmęczony i głodny po 5h i 38min. Wynik... piąty od końca :)

    Dobre ujęcie - zazwyczaj startowałem z tyłów stawki giga
    Dobre ujęcie - zazwyczaj startowałem z tyłów stawki giga © JPbike

    W akcji (na pierwszym podjeżdzie)
    W akcji (na pierwszym podjeżdzie) © JPbike




  • dystans : 57.63 km
  • teren : 57.00 km
  • czas : 03:12 h
  • v średnia : 18.01 km/h
  • v max : 56.78 km/h
  • hr max : 166 bpm, 95%
  • hr avg : 148 bpm, 85%
  • podjazdy : 1554 m
  • rower : Black Peak
  • Bike Maraton Bardo - DNF

    Sobota, 10 września 2022 • dodano: 11.09.2022 | Komentarze 2


    - Mistrzostwa Polski w maratonie, zatem trzeba być :)
    - dojazd solo, spoko i bezpośredni, po drodze raz padało
    - owa miejscowość znana jest z etapów Sudety MTB Challenge
    - prognozy od tygodnia straszyły deszczem, a było... słonecznie
    - krótka rozgrzewka i wskok do sektorów giga (ponad 200 osób)
    - kilka minut po odpaleniu elity, amatorzy w końcu ruszyli, ja z tyłów
    - na początek spokojna jazda, wjeżdżamy w podjazdowy szuter
    - mimo sporej ilości wiary na giga - tłoku nie ma i można robić swoje
    - stopniowo łapię swój rytm i zaczynam stopniowo wyprzedzać kolejnych
    - wypada zwrócić uwagę że na giga jedzie sporo dziewczyn - to cieszy :)
    - wypada dodać że na trasie spotkałem (wyprzedziłem) kolegę z teamu - Staszka
    - trasa, głównie szerokie szutry okazuje się przyjemna i głównie kondycyjna
    - błotne podkłady oczywiście były, niektóre solidne
    - od czasu do czasu trafiają się SUPER widoczki - muszę tu wpaść turystycznie :)
    - a zjazdy początkowo nie robią wrażenia - są dość szybkie
    - nie brakło jazdy w grupce, jak i częstego tasowania
    - na stromej i szerokiej ściance ściance zaliczam udany atak - kilku naraz załatwiam
    - trochę się dziwię że dobrze mi się jedzie mimo braku treningów w tygodniu
    - wpadamy (nareszcie) na Singletrack Glacensis - odcinek Pętli Kłodzkiej
    - okazuje się że singielek mamy lekko pod górkę, czyli lekko nie było, ale spoczko
    - okazuje się że dość szybko wpadamy ponownie na szerokie szutry
    - wypada dodać że stopniowo wyprzedzały nas pojedyncze osobniki z czołówki mega
    - czas zdobyć najwyższy punkt trasy - Kłodzką Górę (757m) z nową wieżą widokową
    - zjazd z tejże góry okazał się hardcorowy - stromo, kamienie i dupa za siodełko
    - docieramy do rozjazdu - giga jedzie na kolejny odcinek Pętli Kłodzkiej
    - na owym i krętym singlu najpierw mamy pod górkę, następnie w dół - frajda była
    - minęła 3h mocnej górskiej jazdy, powoli czuję narastające zmęczenie
    - po wyjechaniu z odcinka Pętli Kłodzkiej mamy szybki, szeroki i szutrowy zjazd
    - na szybkim zjazdowym nawrocie nagle jakiś patyk wpada w przerzutkę
    - napęd się blokuje - staję, wyjmuję patyk (3x30cm) i... nie ma kółeczka w przerzutce
    - siła zblokowania była tak duża że owe, górne kółeczko zostało wyrwane
    - no to koniec rywalizacji dla mnie :(
    - znajdowałem się wtedy na 56km trasy (z 88km na giga), nie wiem jak daleko mam do bazy
    - decyduję się na skrócenie łańcucha i zmajstrowanie single speeda
    - nie jest łatwo, bo nie wiem na której koronce kasety napęd będzie jakoś działać
    - skułem skrócony łańcuch, pierwszy obrót korbą i łańcuch tak się mocno napiął...
    - ... że nie daje się swobodnie obracać korbą
    - zjeżdżam w dół i mam przed sobą kolejny podjazd
    - akurat przejeżdża Defender z ratownikami, krótka rozmowa i zabierają mnie z rowerem
    - i tak dowieźli mnie do strefy rozjazdowo-bufetowej na Przełęczy Łaszczowej
    - następnie młody z teamu WKK zawozi mnie wozem technicznym do bazy zawodów
    - czyli poziom pomocy u Grabka jest na wysokim poziomie - Wielkie Dzięki :)
    - po analizie mapy trasy okazuje się że defekt miałem... najdalej od bazy zawodów!
    - gdy będąc już przy aucie szykowałem się do powrotu to zaczęło padać ...
    - po analizie wyników wychodzi że w M4 zająłbym 20-25 miejsce na 41 rywali
    - podsumowując - taki już jest ten sport i trzeba umieć z tym żyć :)

    Fotki by Bike Maraton, Kasia Rokosz
    Na starcie. Sporo nas, gigowców :)
    Na starcie. Sporo nas, gigowców :) © JPbike

    W akcji. Ja jeszcze czysty... :)
    W akcji. Ja jeszcze czysty... :) © JPbike

    Błotna dokumentacja Peaka i z prowizorycznie zmajstrowanym single speedem
    Błotna dokumentacja Peaka i z prowizorycznie zmajstrowanym single speedem © JPbike




  • dystans : 96.20 km
  • teren : 95.00 km
  • czas : 06:35 h
  • v średnia : 14.61 km/h
  • v max : 55.22 km/h
  • hr max : 163 bpm, 94%
  • hr avg : 138 bpm, 79%
  • podjazdy : 3480 m
  • rower : Black Peak
  • Ultra Giga Bike Maraton Bielawa

    Sobota, 16 lipca 2022 • dodano: 20.07.2022 | Komentarze 2


    Edycja Ultra w tym roku zawitała do Bielawy z trasą w Górach Sowich.
    Dojazd z noclegowni solo i spoko, tylko trzeba było wcześniej ruszyć, bo giga z racji długiego górskiego dystansu startuje o 9-tej. Zatem rozgrzewki nie było i od razu wskok do sektora - stawka ultra-twardzieli liczyła ze 50 sztuk, większość to zawodowcy i starzy wyjadacze (jak ja).
    Po ruszeniu (tradycyjnie z tyłów), od razu mamy długi, szeroki podjazd, jadę swoje, powoli się rozkręcam, udaje się wyprzedzić kilku. Po dokręceniu do Przełęczy Jugowskiej (801m) jeszcze troszkę podjazdu, wyprzedza mnie trzech, w tym rywal (M4) z którym później dość długo  jechaliśmy razem (raz bliżej, raz dalej). Na 13 km pora na pierwszy i zarazem techniczny zjazd - poszło sprawnie, dwóch defekciarzy mijałem.
    Po zjechaniu następuje długie i przeważnie podjazdowe, często po ciężkiej nawierzchni kręcenie po mało znanych ścieżkach i duktach w rejonie Małej i Wielkiej Sowy - w mojej części stawki bez zmian. Samopoczucie cały czas u mnie dobre - to cieszy, choć chciałoby się jechać pod górę szybciej ...
    Na zjeździe do Jugowskiej wyprzedziło mnie dwóch na fullach - obaj dostali ode mnie rewanżu - pokonałem ich parę km dalej, na szuterku podjazdowym. Dokręcamy do bufetu na 40km, znajduje się tam skręt na dwukrotnie pokonywaną rundę wyłącznie dla gigowców, w całości poprowadzoną po niemal dzikich i mało znanych ścieżkach i duktach, m.in. fajne single zjazdowe (techniczne), gęsty las, wysoka trawa, pełno śladów pozrywkowych, błotko, świeżo wydeptana górska łączka i na koniec solidna ściana podjazdowa - max 24%, za pierwszym razem podjechana - tam wyprzedziłem na dobre wspomnianego rywala z M4.
    Łączymy się z Classicem i się zaczyna wyprzedzanko, najpierw na fajnym, technicznym i stromym zjeździe, mijamy bufet i długi, szeroki szutrowy podjazd gdzie na szczycie Ci z krótszego dystansu skręcają w stronę mety, a giga na kolejną rundę.
    Po długiej, solowej wspinaczce na Zimną Polanę (879m) łączymy się z mega i znów mam wyprzedzanko, tym razem stopniowe i krótkie, bo po minięciu bufetu gigowcy ponownie mają do pokonania wspomnianą rundę wyłącznie dla twardych sztuk :)
    Na końcówce pierwszego zjazdu dogania i wyprzedza mnie rywal z M5, który chwilę później wyraźnie słabnie, jakiś czas jedziemy wspólnie, po czym na podjeździe na dobre go wyprzedzam, i od czasu do czasu mam przed sobą sylwetkę kolejnego rywala do pokonania.
    No i czuję już narastające zmęczenie i ubytek sił, stromą ścianę butuję, zostały do pokonania wspomniane wyżej: techniczny i stromy zjazd, bufet, długi podjazd, skręt w stronę mety i następuje znany mi z zeszłego roku długi i łagodny zjazd łukowatymi leśnymi duktami do Bielawy - na tamtym odcinku wyprzedziłem kilka osób z mega i w końcu wjeżdżam na końcową kreskę. Udany ultra maraton, obyło się bez kryzysu i bez defektów.

    32/42 - open ultra giga
    11/16 - M4

    Strata do zwycięzcy open (Michał Paluta) - 1:58:38 godz - wiadomo, zawodowcy z JBG2
    Strata do zwycięzcy M4 (Mariusz Ugniewski) - 51:08 min - może być, takie moje tegoroczne możliwości

    W akcji zjazdowej. Jest górski klimacik
    W akcji zjazdowej. Jest górski klimacik © JPbike

    No i meta. Całkiem zadowolony ja
    No i meta. Całkiem zadowolony ja :) © JPbike




  • dystans : 84.18 km
  • teren : 84.00 km
  • czas : 05:55 h
  • v średnia : 14.23 km/h
  • v max : 55.96 km/h
  • hr max : 162 bpm, 93%
  • hr avg : 138 bpm, 79%
  • podjazdy : 2658 m
  • rower : Black Peak
  • Bike Maraton Szklarska Poręba

    Sobota, 25 czerwca 2022 • dodano: 28.06.2022 | Komentarze 2


    - nareszcie maraton w górach i to w ulubionych Karkonoszach
    - dojazd dzień przed, nocleg w Pilchowicach nieopodal wielkiej zapory
    - przy Szrenica Ski Arena odbiór pakietu startowego
    - wczorajszego dnia popadało, na wyścig też zapowiadali deszcz - nici z tego
    - rozgrzewka dość krótka, bo górskie giga dość długie - ponad 80 km
    - szczerze to nie spodziewam się wyniku - brak systematyczności zrobi swoje
    - stawka giga średnio liczebna, do tego troszkę znanych mi twarzy
    - punkt 10-ta start, ruszam z tyłów i od razu niezły podjazd - szybko się porozciągało
    - po wjechaniu (jedynie kilka osób wyprzedziłem) sporo jazdy szerokimi szutrami
    - stawka giga tak się rozciągnęła że przed sobą mam zaledwie kilka rywali
    - nie idzie mi tak jak chciałbym, przynajmniej dobre samopoczucie mam i jadę swoje
    - wjeżdżamy na ciekawsze i wymagające techniki MTB sekcje
    - kilka kolegów udaje mi się wyprzedzić - wszystkich na technicznych zjazdach
    - 15 km trasy, na kamienistym zjeździe do Kamiennej zeszło ciśnienie w tylnym kole
    - no to robię pit-stopik na dopompowanie (4 minuty w dół), pomogło, uff
    - po ruszeniu znów muszę gonić wspomnianych kilku kolegów
    - wjeżdżamy na znane odcinki z Pasma Rowerowego Olbrzymy (przeważnie podjazdowe)
    - i tak kolejno Doppler, Zmora, Skarbek, Rokitnik - fajna zabawa MTB
    - powyższe single są poprzeplatane paskudnymi nawierzchniowo dojazdówkami
    - paskudnymi - bo stromo pod górę po trawie, stromo w dół po sporych koleinach
    - wspomnianych kolegów udaje się ponownie wyprzedzić
    - z jednym spoko rywalem tasowałem się kilka razy - ostatecznie mnie pokonał
    - po powyższych singlach ponowny wjazd na długie, podjazdowe szerokie szutry
    - łączymy się z Classicem - po drodze oczywiście sporo wyprzedzania
    - po wjechaniu na najwyższy punkt trasy (870 m) techniczny zjazd korzenno-kamienny
    - trochę jazdy typu szuterki-single-góra-dół i na 51km wjazd na 2 rundę giga
    - owa 2 runda to odcinek Classic wzbogacony o zjazd/podjazd do/z Kamiennej
    - jedzie mi się już ciężko - zauważam że trzech rywali mnie dogania, walczę jak mogę
    - na końcówce wspomnianego zjazdu (kamienie!) mijam gigowca z kapcioszkiem...
    - bardzo stromy i dość długi podjazd (też z Kamiennej) z buta pokonuję - brak sił
    - a koledzy co mnie doganiali - też butowali, czyli solidne giga w górach mieliśmy
    - wjeżdżamy ponownie na długi i szeroki podjazd, kilka osób z mega wyprzedzone
    - ponownie techniczny zjazd, parę szerokich szuterków, singielków, góra - dół i jest meta
    - ogólnie to była bardzo fajna trasa - esencja karkonoskiego Pure MTB

    29/34 - open giga
    6/9 - M4

    Strata do zwycięzcy (Krzysztof Łukasik) - 1:56:24 godz - ach, ci zawodowcy z JBG2
    Strata do zwycięzcy M4 (Bartek Bednarski) - 46:59 min - do przeżycia :)
    Ciekawostka ... w wynikach giga widnieje 61 osób - w tym 27 z DNF-em ...

    Fotka by Kasia Rokosz
    W akcji na podjeździe
    W akcji na podjeździe © JPbike




  • dystans : 74.64 km
  • teren : 74.00 km
  • czas : 04:39 h
  • v średnia : 16.05 km/h
  • v max : 50.79 km/h
  • hr max : 177 bpm, 101%
  • hr avg : 144 bpm, 82%
  • podjazdy : 2174 m
  • rower : Black Peak
  • Bike Maraton Sobótka

    Sobota, 9 października 2021 • dodano: 13.10.2021 | Komentarze 3


    - dojazd solo i bezpośredni, na miejscu chłodno (9°C) i słonecznie
    - czasu na rozgrzewkę brakło, więc od razu myk do sektora giga
    - stawka królewskiego dystansu liczyła 56 osób
    - trasa bardzo podobna do zeszłorocznej - istny labirynt ścieżek i duktów
    - punkt 10 start, ruszam z tyłów, brak rozgrzewki robi swoje
    - pierwszy i od razu stromy podjazd ciężko wchodzi
    - półpłaski odcinek - tasuję się z trzema dziewczynami
    - całkiem przyzwoicie się rozkręcam, jedzie się spoko, tłoku nie ma
    - podjazdy są niezłe, wyprzedzania w mojej części niewiele
    - fajny i kręty singiel zjazdowy pokonuję sprawnie
    - na 13 km trasy spore zaskoczenie - poprzedzający rywal zawraca...
    - po krótkim czasie z przeciwka nadjechała cała czołówka giga...
    - okazuje się że „żartowniś“ poprzestawiał taśmy na rozwidleniu
    - po wjechaniu na właściwą trasę cały wyścig giga zaczyna się od nowa
    - mamy szybki zjazd, bufet i czas na techniczny singiel - zakorkowało się
    - trochę trwało, bym ponownie znalazł się w swoim miejscu
    - przez spory czas pomykam wraz z Agnieszką Kachel od rybek
    - mimo pięknej słonecznej aury jest chłodno, na zjazdach płyną mi łzy z oczu
    - dogania nas Paweł i jakiś czas kręcimy w trójkę
    - trasę pamiętałem, najgorsze jest kamieniste podłoże, szczególnie na podjazdach
    - muszę się zatrzymać (...), puszczam Agnieszkę i Pawła przodem
    - na 35 km skręt na 2 rundę giga
    - zaczynamy wyprzedzać pojedynczych z mega, choć moja prędkość nie powala
    - po upływie jakichś 2.5h jazdy stwierdzam że nie jedzie mi się najlepiej
    - dalsza jazda to poruszanie się głównie siłą woli, niemal bez zmian w stawce
    - w trzech miejscach mijam Gosię - tym razem jako pieszą turystkę
    - mijam wspomnianą Agnieszkę (awaria) - ma kogoś do pomocy, więc jadę dalej
    - po pokonaniu mocno kamienistej 2 rundy giga skręt na odcinek do mety
    - od razu kamieni dużo mniej, jest również dużo fajnych zjazdów
    - w końcu końcówka, na przemian szeroko i wąsko, troszkę góra - dół
    - na 1 km przed metą spada mi łańcuch z korby - ciekawe z jakiego powodu
    - jest meta i zarazem dla mnie koniec ścigania w sezonie 2021

    33/49 - open giga
    11/16 - M4

    Strata do zwycięzcy (Wojciech Halejak) - 1:07:28 godz(!), do M4 (Bartek Bednarski) - 30:22 min
    W klasyfikacji generalnej giga M4 uplasowałem się na 11 miejscu - poniżej oczekiwań, bywa i tak.

    W trakcie ładowania roweru do auta zauważyłem że w tylnym kole pękła szprycha (kolejny raz) i wbiła się w kasetę, a ta z kolei nie chciała się swobodnie obracać - w taki sposób zapewne przejechałem spory kawał wyścigu. Po tylu pęknięciach jedyne co trzeba zrobić - wymienić wszystkie szprychy na nowe, żadne cieniowane, tylko standardowe.

    Foto by Kasia Rokosz.
    Jak widać - pomykanie na MTB po wertepach cały czas sprawia mi przyjemność
    Jak widać - pomykanie na MTB po wertepach cały czas sprawia mi przyjemność © JPbike





  • dystans : 83.21 km
  • teren : 76.00 km
  • czas : 04:37 h
  • v średnia : 18.02 km/h
  • v max : 62.11 km/h
  • hr max : 168 bpm, 96%
  • hr avg : 146 bpm, 83%
  • podjazdy : 2407 m
  • rower : Black Peak
  • Bike Maraton Srebrna Góra

    Sobota, 11 września 2021 • dodano: 14.09.2021 | Komentarze 4


    - Mistrzostwa Polski w maratonie MTB, zatem trzeba być :)
    - nocowałem u przyjaciół, zatem dojazd przyjemniejszy (1.5h)
    - czasu na rozgrzewkę miałem ze 30 min, spoczko wykorzystałem
    - napotkałem na Maję Włoszczowską i Kasię Solus-Miśkowicz (!)
    - przybicie piątki z Basią Borowiecką zaliczone :)
    - po wjechaniu do sektora giga ... a tam zjawiło się aż 228 osób (!)
    - startowałem niestety z samych tyłów (później okaże się że nie było tak źle)
    - pierwsze 4 km to podjazd asfaltowo-brukowany przez Srebrną Górę
    - samopoczucie mam dobre i dość szybko jestem w swoim miejscu
    - mimo sporej ilości wiary na giga nie ma blokowania, można robić swoje
    - wpadamy na wiadukt i teren kojarzony mi z etapu Sudety MTB Challenge
    - przebijając się do przodu, sporo dziewczyn wyprzedzam - wszystkie ładnie walczą
    - wpadamy na świetny singiel - Pętlę Wilczą z sieci Singletrack Glacensis
    - po krętej ścieżce pomyka się fajnie, nie ma blokowania mimo tłoku
    - widocznie wszyscy prezentują wysoki poziom ścigania - tak trzymać!
    - po zjechaniu podjazd, dość szeroki - wyprzedzam kolejnych, jest dobrze :)
    - dogania mnie Paweł, mamy przeplatankę szerokich i wąskich szutrów zjazdowych
    - wraz z Darkiem i Pawłem (obaj z STS) docieramy do premii przy Hotelu Bardo
    - do pokonania mamy tam przeszkodę z drewnianych bali w stylu XC - fajnie :)
    - półpłaskie single - wyprzedzamy Ktystiana (STS), a Paweł cosik zwolnił (?)
    - się zaczęła jazda po szerokich szutrach, z fajnymi klimatami i widokami
    - od tędy zacząłem dobrze jechać - wszystkich wspomnianych kolegów wyprzedziłem
    - ku mojemu zdumieniu (1) bez problemu doganiam kolejnych rywali i jakieś grupki
    - ku mojemu zdumieniu (2) wyprzedzam niemało znanych mi kolegów z M4
    - łączymy się z Classicem i znów tłoczno się zrobiło
    - czas na podjazd, do Srebrnej Góry, zauważam że Krystian odżył i dogonił mnie
    - wjeżdżamy na kręty singiel podjazdowy z sieci Trasy Enduro Srebrna Góra
    - podjeżdżając po paskudnej nawierzchni (dużo korzeni) zaczynam czuć zmęczenie
    - walczę jak mogę, na górnej partii łapie mnie niestety kolka, muszę zwolnić
    - kilku rywali puszczam przodem, przed nami jazda na ok 800m typu góra-dół po grzbiecie
    - wpadamy na odcinek przeznaczony wyłącznie dla gigowców
    - Paweł ponownie mnie dogonił (później wspominał coś o skurczach)
    - mijamy ostatni bufet, a tam sporo wiary teamowo - serwisowo - bufetowej
    - czas pokonać najstromszy i z zawijasami singiel podjazdowy - oj, ciężko było
    - po tym stromy i mocno techniczny zjazd - poszło sprawnie, ale Paweł mi uciekł...
    - po zjechaniu pora na ostatni, dość długi i szeroki podjazd, na prawie 800m
    - czuję już zmęczenie, ale twardo kręcę pod górę, do tego kilku udaje mi się wyprzedzić
    - wyprzedza mnie kolejny Paweł (z STS), z którym kilka razy się tasowałem
    - na szczycie ponownie łączymy z Classicem, spotykam tam Gosię
    - w końcu czas na ostatni i długi zjazd, początkowo szeroko i niezbyt szybko
    - wjeżdżamy na emocjonujący, kręty i wyprofilowany singiel zjazdowy w stylu enduro
    - mknąc po zakrętasach i bandach w dół - oczywiście troszkę zaszalałem
    - i tak już spoczko docieram do mety, mimo zmęczenia wmawiam sobie że podobało mi się :)

    117/214 - open giga
    20/48 - M4

    Strata do zwycięzcy open - Filip Helta (na pudle stałem z nim 5 lat temu) - 1:05:45 godz
    Strata do zwyciężczyni - Mai Włoszczowskiej (w końcu doczekałem się starcia z mistrzynią) - 39:44 min
    Strata do zwycięzcy M4 - Andrzej Kaiser (staliśmy na pudle 11 lat temu) - 47:36 min

    Foto by Kasia Rokosz, Grzegorz Drosiński
    W akcji, na Trasach Enduro Srebrna Góra
    W akcji, na Trasach Enduro Srebrna Góra © JPbike

    Od startu do mety rywalizacja była zacięta - to widać
    Od startu do mety rywalizacja była zacięta - to widać © JPbike