top2011

avatar

Ten blog rowerowy prowadzi Jacek ze stolicy Wielkopolski.
Info o mnie.

- przejechane: 173200.92 km
- w tym teren: 62891.10 km
- teren procentowo: 36.31 %
- v średnia: 22.72 km/h
- czas: 315d 21h 19m
- najdłuższy trip: 329.90 km
- max prędkość: 83.56 km/h
- max wysokość: 2845 m

baton rowerowy bikestats.pl

Wyprawy z sakwami

polska
logo-paris
logo-alpy
TN-IMG-2156

Zrowerowane gminy



Archiwum 2023 button stats bikestats.pl 2022 button stats bikestats.pl 2021 button stats bikestats.pl 2020 button stats bikestats.pl 2019 button stats bikestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl 2011 button stats bikestats.pl 2010 button stats bikestats.pl 2009 button stats bikestats.pl 2008 button stats bikestats.pl

Wpisy archiwalne w miesiącu

Wrzesień, 2013

Dystans całkowity:841.11 km (w terenie 580.00 km; 68.96%)
Czas w ruchu:42:52
Średnia prędkość:19.62 km/h
Maksymalna prędkość:61.01 km/h
Liczba aktywności:16
Średnio na aktywność:52.57 km i 2h 40m
Więcej statystyk
  • dystans : 70.56 km
  • teren : 69.00 km
  • czas : 03:13 h
  • v średnia : 21.94 km/h
  • v max : 44.20 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Kaczmarek Electric Wolsztyn

    Niedziela, 29 września 2013 • dodano: 30.09.2013 | Komentarze 10


    Drugi start u Kaczmarka. W tym sezonie w tym cyklu o nic nie walczę, więc dla mnie to bardzo dobry trening na koniec sezonu :)
    Niewiele brakło abym znów musiał startować z ostatniego sektora, w porę zajrzałem na regulamin, wysłałem maila i dali mi dwójkę.
    Po zajechaniu na miejsce, w Wolsztynie przywitała nas piękna słoneczna pogoda i miły chłodek, wręcz idealne warunki do ścigania. W trakcie załatwiania formalności startowych obok mnie stał uśmiechnięty Marek Konwa, no to będzie pierwsze starcie JPbike vs Konwa :).
    Na miejscu zjawiło się mnóstwo znanych mi twarzy ścigantów, w tym paczka ProGoggli w składzie: josip, Maks, Marc, mlodzik, z3waza, oraz seba284.
    Pięciokilometrową rozgrzewkę wykonuję najpierw sam, a następnie z biniem (m.in. krótkie sprinty do 49 km/h).
    W sektorze, jak widać poniżej – ustawiamy się na tyłach dwójki i tak żeśmy sobie pogadali o tym i tamtym :)

    Fotka by ASGO team.
    A tutaj to biniu coś fajnego opowiada :) © JPbike

    O 11 start, najpierw czołowy sektor poszedł (m.in. josip, mlodzik i z3waza), po 2 minutach odpalili dwójkę. Początkowo po brukowanej promenadzie z dwoma mostkami, by po chwili wpaść na długi singiel. Start z tyłów sektora i brak miejsca do wyprzedzania robi swoje, trochę tam tracę i atakuję tylko gdy jest na to dogodny moment. Po wpadnięciu do większego lasu można pocisnąć, ciężko idzie przebijanie się do przodu bo nadal tłoczno i jak się później okazało – większość wyprzedzanych przeze mnie to sami miniowcy. Widocznie całe top 50 stawki mega znalazła się w pierwszym sektorze ...

    Fotki by Strefa Sportu.
    Sprawdziłem w wynikach - 90% widocznych na fotce to miniowcy © JPbike

    Dopóki jest power to całkiem dobrze napiera mi się po leśnych wertepach :) © JPbike

    Podczas napierania w tłoku, na fajnych leśnych singlach, interwałowych, jakich tutaj jest pod dostatkiem poprzedzający zawodnicy ładnie mnie przyblokowywują i omal nie wyglebiają na piasku lub korzonkach tuż przede mną. To ma być drugi sektor ? Ten stan trwa do 20 km trasy, czyli do momentu niepełnego rozciągnięcia stawki. Napierając tędy, zanotowałem super udaną akcję wykoszenia ze 10-15 osób za jednym zamachem – na jednym zjeździe jako jedyny wybrałem trudniejszy tor - w piachu :)

    Foto by Rafał Głuszak.
    JPbike - szaleniec zjazdowy :) © JPbike

    W okolicy ze 25 km, na stromym piaszczystym podejściu doganiam z3wazę i wypytuję o josipa – jest daleko z przodu. Cisnę póki power jest. Na każdym technicznym i krętym odcinku widocznie coś tam zyskuję, a na tych szerszych i płaskich duktach trzymam się kogoś lub grupki. I tak dojeżdżamy do rozjazdu mini/mega. Wcinam jedynego posiadanego żela. Na drugiej rundzie początkowo jedziemy we trzech, po jakimś czasie dogania nas jeden w teamowej koszulce (Szymon Gabryelczyk). Fragment tego odcinka jest zbyt płaski bym mógł zaatakować. Gdzieś po ujechaniu 43 km, na interwałach powoli doganiamy mlodzika. Na krętym odcinku podejmuję udany atak, dwóch odpada, Szymon daje radę i łapie koło, po krótkim czasie i mlodzik podczepia się do nas. I tak przez jakiś czas trzy teamowe sztuki jadą jeden za drugim. Na jednym podjeździe narzucam mocne tempo i udaje się uciec kolegom. Od tego momentu następuje mocne samotne napieranie. W okolicy 55-60 km zbliżam się do Jana Dymeckiego, a po chwili do Magdy Hałajczak (obietnica spełniona :)). Poza tym zaczynamy dublować ostatnich miniowców. No i stało się, na jakieś 5-10 km przed metą odezwał się ... K-R-Y-Z-Y-S, nogi przestały pracować pełną parą, dwóch nieznanych mnie załatwiło, Jan i Magda zaczęli znikać z pola widzenia, no nie, walczę dalej na oparach do końcowej kreski, którą mijam bez emocji. Pojedynek teamowy przegrałem z josipem o 4 minuty i 10 sekund.

    59/116 – open mega
    23/41 – M3

    Marek Konwa (zwycięzca open) wpakował mi 41 minut i 20 sekund straty :-/
    Do zwycięzcy M3 (Rafał Chmiel) straciłem 32 minut i 19 sekund.
    Obie straty masakryczne, wynik mnie nie zadowala. Poziom u Kaczmarka widocznie wysoki.
    Puszczanie mega z mini razem, nawet z 2 sektora, na takiej trasie z dużą ilością singli pokazało że mimo ciągłego wyprzedzania aż do rozjazdu miałem sporo wątpliwości odnośnie zajmowanego miejsca w stawce mega.

    Foto by DataSport.
    Metę mijam z opuszczoną głową i na oparach © JPbike

    Puls – max 175, średni 158
    Przewyższenie – 710 m



  • dystans : 55.98 km
  • teren : 33.00 km
  • czas : 02:43 h
  • v średnia : 20.61 km/h
  • v max : 39.39 km/h
  • rower : TREK 8500
  • WPN

    Sobota, 28 września 2013 • dodano: 28.09.2013 | Komentarze 0


    Mix szlakowy. Rozkrętka przed Wolsztynem.
    Dodatkowo jakiś czas spędziłem na zdziczałym i zarośniętym fragmencie singielka, którego po oczyszczeniu i udrożnieniu włączę do planowanej II edycji Sinusoid XC.

    Przewyższenie - 425 m

    Kategoria do 100 km


  • dystans : 23.65 km
  • teren : 3.00 km
  • czas : 01:08 h
  • v średnia : 20.87 km/h
  • v max : 31.86 km/h
  • rower : Sztywna Biria
  • Do Drogbasa

    Wtorek, 24 września 2013 • dodano: 25.09.2013 | Komentarze 3


    Nie widzieliśmy się od 1 sierpnia ...
    Jazda po 17:30. Zastanawiałem się czy Jarek przytył, czy coś jeździ na rowerze.
    Po powitaniu, mój partner z paryskiej wyprawy ma się dobrze, tylko formy brak :)
    A dlaczego nie ma wpisów na jego blogu - laptop się spalił :/
    Przy okazji poznałem jego spoko kolegę z nowej pracy i wspólny browarek był.
    Aha ... małe ognisko też było, plus pieczenie kiełbasek.
    Na koniec rozegraliśmy patryjkę w rzucie lotkami - zremisowałem z Drogbasem.
    Powrót do domu bardzo późny - dojechałem na krótko przed 23-tą i spać.

    Kategoria do 50 km, nocne


  • dystans : 31.39 km
  • teren : 30.00 km
  • czas : 03:03 h
  • v średnia : 10.29 km/h
  • v max : 51.40 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Super beskidzki rozjazd

    Niedziela, 22 września 2013 • dodano: 25.09.2013 | Komentarze 6


    Po istebniańskim maratonie czas na rozjazd, koniecznie z czymś mocnym :)
    Pisałem już że w tej samej kwaterze co ja i k4r3l przebywali również magdafisz, ktone, Jarek Wójcik, nowo poznani Albert i Tomek, do tego jeszcze był Marek Witkiewicz. To już sporo kolarskiej braci, to fajnie :)
    Odnośnie trasy to zagadaliśmy się najpierw wjechać na Baranią Górę i stamtąd wykombinować jakiś ciekawy wariant zjazdowy.
    Więcej pisać nie muszę, obrazki pokażą że było ostro zarówno pod górę, jak i w dół :)

    JPbike w górach z rowerem w 100% jest sobą ! © JPbike

    Sporo nas jest. W grupie raźniej i wesoło :) © JPbike

    Przez beskidzkie polany © JPbike

    Właśnie dla takich widoczków się jeżdzi w wysokie mountainy :) © JPbike

    Czarny szlak podjazdowy. Hardcore (1) :) © JPbike

    Dobijamy do celu. Szczyt Baraniej Góry (1220 m) © JPbike

    Na szczycie wieży mgliście i widoczków niet © JPbike

    Niebieski szlak zjazdowy. Hardcore (2) :) © JPbike

    Ot, cały urok beskidzkich szuterków :) © JPbike

    Na czerwonym w okolicy Stecówka - Przełęcz Szarcula. Hardcore (3) :) © JPbike

    Parę przygód było na zjeździe niebieskim - raz zaliczyłem mini OTB i dłoń lekko podbiłem, a Jarek W. urwał hak.
    Po dokręceniu pod kwaterę byliśmy giga zadowoleni z hardcorowego rozjazdu !
    W końcu, po 15-tej ruszyłem furą do Poznania i po 7 godzinach zameldowałem się w domu.
    W sumie ten sobotni błotno-asfaltowy maraton, niedzielny mocno beskidzki rozjazd i długa podróż autem spowodowały że przez cały poniedziałek i pół wtorku miałem ... zakwasy :)

    Przewyższenie - 1025 m



  • dystans : 80.26 km
  • teren : 55.00 km
  • czas : 05:24 h
  • v średnia : 14.86 km/h
  • v max : 61.01 km/h
  • rower : TREK 8500
  • MTB Marathon Istebna

    Sobota, 21 września 2013 • dodano: 23.09.2013 | Komentarze 7


    Do Istebnej, na golonkowy finał zajechałem w piątek sam, co nie oznacza że byłem osamotniony towarzysko – zjawił się Kuba i obaj zakwaterowaliśmy się w tej samej noclegowni (dzięki Mariusz za namiary i pomoc w dotarciu). Tegoż przedstartowego dnia zaplanowałem krótki rekonesans z istebniańskimi korzonkami w roli głównej, ale wtedy zaczęło mżyć, pokropywać i do tego temperatura spadła w okolice 10 stopni. To nie koniec pogodowych zawirowań – po wizycie w biurze zawodów zauważyłem że trasę giga skrócili do zaledwie 61 km, a fragment z owymi korzonkami z wiadomego powodu (ślisko) został pominięty.

    Nazajutrz pogoda nie poprawiła się – chłodnawo, co jakiś czas przelotny deszczyk. Będzie błotko jak na Trophy.
    Oj, doskonale pamiętam jakie jest to beskidzkie błoto :) W trakcie śniadania okazuje się że w tej samej kwaterze nocują znajome twarze z mazowieckiej ziemi - o tym będzie w rozjazdowej relacji.
    W taką pogodę decyduję się odziać na długo (podkoszulek z długim, rękawki i nogawki). Poza tym gardło moje troszkę pobolewa, nie odpuszczę, muszę generalkę u GG zrobić i godnie zakończyć górskie ściganie w sezonie 2013.
    Na start zjeżdżamy w pochmurnej aurze, po mokrym. Już po kilometrze w butach i na tyłku robi się mokro.
    Na miejscu sporo znajomych, m.in. Iza. Po spojrzeniu na mapę ze zmienioną trasą okazuje się że ostatecznie giga ma 75 km (a u mnie w liczniku wyszło 80 km :)).

    Start punktualnie o 10-tej. Pierwsze asfaltowe km lekko pod górę przebiegają dostojnie i w sporym peletonie, jadę na przyzwoitej pozycji i czub z Piotrem Brzózką na czele mam w zasięgu wzroku. Powolna selekcja następuje od razu po wpadnięciu na beskidzki teren z dodatkiem błotka. Tętno 160-170, więc jest OK. Trochę problemów mamy z trakcją na dość stromych podjazdach (ładne buksowanko). Przez jakiś czas trzymam się blisko Adama i Piotra, więc na razie jest dobrze, ciekawie na jak długo ? :) Pierwsze zjazdy – tak jak się spodziewałem, błotne i śliskie, technika jazdy górą. Już po 10 km stawka giga solidnie się porozciągała. W okolicy 12-13 km ku mojemu zdumieniu okazuje się że przegapiłem strzałki i ze 500 m ujechałem na wprost, co powoduje że nagle znajduję tuż przed slecem i AdAmUsO. Grzecznie przepuszczam kolegów i jadę dalej swoje. W tym momencie pogoda się poprawia, słońce nawet przebija się zza chmur i oczom ukazują się jesienne beskidzkie arcywidoczki :) Na 18 km, gdzieś wysoko przede mną zatrzymuje się Tomek Pawelec i pyta o imbusy (zluzowane mocowanie siodełka), staję i w kilka chwil usuwamy usterkę. Podczas długiego zjeżdżania po błotku, w jednej koleinie nie wyrabiam się i gleba z walnięciem łokciem o ziemię zaliczona (siniak jest). Super stromy podjazd po płytach do Koniakowa idzie sprawnie, również sławne płyty na Ochodzitą pokonuję bez najmniejszego problemu i tradycyjnie w rynnie pośrodku. Zjazd z tymże góry idzie spoko i wpadamy na słowacką część trasy. Tam, na dość ciężkim podjeździe power mój troszkę osłabł, tracę kilka pozycji, wliczając w to przejazd wysoko położoną i arcywidokową polaną. Po zjechaniu skręt na długie strome podejście i myk słowackimi szuterkami z niezłą ilością błota. Dobrze że uświniony łańcuch nie zaciąga - sprawne zębatki w korbie to podstawa. W jednym miejscu ponownie jest długie strome podejście (nienawidzę tego) i jeden naderwany mostek. Po tym jedziemy czeskimi asfalcikami najpierw pod górę, a następnie zmienionym fragmentem długo w dół do przejścia granicznego z okazałym budynkiem i ponownie podjazdowo-zjazdowym asfalcikiem w stronę rzeki Olzy. Na tym odcinku jakoś zaczynam trochę odżywać, ale i tak tędy tracę dwie pozycje. Sławne korzonki jak wiadomo – zostały pominięte, za to mamy inną i niełatwą korzenną sekcyjkę ze schodami – zjeżdżam sprawnie. Na rozjeździe mega/giga (56 km) żaden z niebieskich mnie nie dochodzi i jest dobrze :) Na bufecie dostaję porcję żela i zaczynamy długą wspinaczkę zmienionym fragmentem podjazdowym w rejon Wielkiego Stożka (978 m). Początkowo przyjemnym i ubitym szutrem, a następnie skręt na niebieski szlak prowadzący na szczyt. Końcówka podjazdu masakryczna, z dużą ilością kamieni, błotka i do tego po strumyczku. Po drodze spożyty żel zaczął działać, jednego gościa załatwiam. Po podjechaniu myślę że teraz będzie długi zjazd, a tu po zjechaniu fajnym niebieskim niespodziewanie następuje skręt na czeski czerwony, do tego podjazdowy. Po drodze drwale pracowali i trzeba było pokonać trzy wielkie zwaliska pni. Wyprzedza mnie jeden z VW. W końcu zjazd. Błotny i dość szybki, tam mam znane problemiki z podsterownością, gość którego załatwiłem wcześniej, mnie pokonuje. Kawałek zjazdowego asfaltu i skręt na świetny singielek zakończony przejazdem przez potok po osie. Na koniec ponowne asfaltowe napieranie wzdłuż Olzy, jeszcze raz korzenna sekcyjka i jest meta. Wreszcie zmieściłem się w górskim top 50 open, była nawet szansa na top 40 (mój cel w sezonie), generalka u GG zaliczona, czas na browarki ;)

    42/82 – open giga
    19/34 – M3

    Strata do zwycięzcy (Piotr Brzózka) – 1:33:07, do M3 (Bogdan Czarnota) – 1:25:47
    Beskidzkie błoto mi niestraszne, trudne warunki to ja lubię. Sprzęt wszystko wytrzymał.
    Wynik spoko, jazda spoko, na tyle w tym sezonie mnie było stać.

    Generalkę M3 giga u GG zakończyłem na 18 pozycji.
    Natomiast w teamowej generalce giga wylądowaliśmy na 9 miejscu.

    Pure MTB w Beskidach ! © JPbike

    Fotka by Andrzej Doktor.
    Atakuję Ochodzitą. Jak zawsze - arcywidokowo tam :) © JPbike

    Foto by Pracownia Artystyczna Alfinity.
    Prawdziwi twardziele na giga walczą do końca :) © JPbike

    Puls – max 176, średni 152
    Przewyższenie – 2707 m



  • dystans : 28.73 km
  • teren : 21.00 km
  • czas : 01:12 h
  • v średnia : 23.94 km/h
  • v max : 34.59 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Marceliński - Rusałka - Strzeszynek i powrót

    Czwartek, 19 września 2013 • dodano: 19.09.2013 | Komentarze 3


    Od 18:15. Ot taka rozkrętka przed wyjazdem w Beskidy, do Istebnej.
    NN-y założone, klocki z przodu wymienione.
    Na golonkowy finał zapowiadają ze 10 stopni i deszczyk ... :)

    Kategoria do 50 km


  • dystans : 52.91 km
  • teren : 2.00 km
  • czas : 01:53 h
  • v średnia : 28.09 km/h
  • v max : 46.17 km/h
  • rower : Sztywna Biria
  • Trening

    Wtorek, 17 września 2013 • dodano: 17.09.2013 | Komentarze 4


    Start o 18:10. Chłodnawo się zrobiło, przydrożny termometr pokazał 9 stopni.
    Pofałdowana pętla przez Rusałkę, poligon, Biedrusko, Radojewo, Morasko i Suchy Las.
    Pierwsza połowa trasy w zachodzącym słońcu i zapadającym zmroku, a druga po zmierzchu. Jazda w tlenie, podjazdy brane mocniej.

    Kategoria do 100 km, nocne


  • dystans : 41.57 km
  • czas : 01:27 h
  • v średnia : 28.67 km/h
  • v max : 51.61 km/h
  • rower : Sztywna Biria
  • Wieczorny trening

    Poniedziałek, 16 września 2013 • dodano: 16.09.2013 | Komentarze 0


    Start o 18:50. Standardowa pętla przez WPN.

    Kategoria do 50 km, nocne


  • dystans : 35.79 km
  • teren : 13.00 km
  • czas : 01:29 h
  • v średnia : 24.13 km/h
  • v max : 44.24 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Rozjazd

    Niedziela, 15 września 2013 • dodano: 15.09.2013 | Komentarze 0


    Start w południe. Do WPN.
    Po dokręceniu do granic lasu zaczęło siąpić i następnie padać.
    Więc dalsze kręcenie przebiegło w deszczyku, uświnianiu siebie i Treka.
    Dokręciłem m.in. nad Jarosławieckie i tam na ściance zrobiłem w małym błotku kilka ćwiczeń zjazdowych by opanować wolne zjeżdżanie z nagłym skrętem, jak na sławnych korzonkach w Istebnej. Poszło średnio. W sobotę, jak co roku u GG na owych korzonkach będą emocje, adrenalina i zaryzykuję :)
    Podczas powrotu przez Szreniawę i Komorniki przestało padać. Z impetem wjeżdżałem w uliczne kałuże i tak trochę spłukałem z błotka ścigacza. Ogólnie samopoczucie tegoż dnia miałem średnie przez ciężki wczorajszy dzień.

    Przewyższenie - 182 m

    Kategoria do 50 km


  • dystans : 99.90 km
  • teren : 97.00 km
  • czas : 04:28 h
  • v średnia : 22.37 km/h
  • v max : 45.64 km/h
  • rower : TREK 8500
  • Maraton MTB Michałki

    Sobota, 14 września 2013 • dodano: 15.09.2013 | Komentarze 10


    Czwarty mój michałkowy start, na najprawdziwszym giga jakie da się zrobić na wielkopolskiej ziemi. Trasa na jubileuszowe, bo dziesiąte Michałki została poprowadzona w odwrotnym kierunku, poza początkowym i końcowym fragmentem.

    Dzień zaczął się pobudką o 5:30, śniadanie i jazda w deszczu pod chatę Marka. Stamtąd myk sto km jego furą do Wielenia. Po drodze pogoda się poprawiła.
    Na miejscu mnóstwo znajomych: JoannaZygmunta, daVe z Sylwią, duda, klosiu, krzychuuu86, MaciejBrace, mlodzik, Rodman, z3waza i jeszcze sporo znanych ścigantów.
    Formalności przedstartowe poszły sprawnie i czas zrobić rozgrzewkę (asfaltowe kilka km).
    W sektorze ustawiamy się gdzieś daleko, luzik, śmiechy i w końcu punktualnie o 10 start. Ledwo ujechaliśmy niecałe pół kilometra, a tu wielki stop całego peletonu, bo zamknęli szlaban kolejowy by przepuścić szynobus. Spowodowało to że wszyscy z mega i giga na mecie mieli zawyżony o kilka minut czas przejazdu. Po ruszeniu, na asfaltowym fragmencie napieram tak w okolicach 35-40 km/h, by przed wpadnięciem w wielki wertepiasty teren być jak najbliżej czuba. Poszło średnio. Pomykając w tłoku po leśnych ścieżkach, powolutku acz systematycznie przesuwam się do przodu i w zależności od ilości miejsca do wyprzedzania. Po ujechaniu 9 km rozjazd, od razu robi się prawie pusto i biorę się do roboty, czyli walki o jak najlepszy czas i wynik. Pierwsze 3 osoby wyprzedzam bez problemu na podjeździku, po tym następuje samotne parcie i kontrolowanie tętna by nie wypalić się. Klosia i Krzycha widzę przede mną ze kilkaset metrów, po krótkim czasie obaj mi stopniowo znikają z pola widzenia. W okolicy 15 km dochodzę gościa z M5 na 29” fullu (Aleksander M. ze Szczecina), który podczepia się do mnie i tak początkowo bardzo nierówno zaczynamy współpracować. Na 19 km mijamy defekciarza Sebastiana Swata. Pomykając dalej podejmuję wiele nieudanych ataków by urwać się od wspomnianego współtowarzysza, obaj gnamy po wertepach, piaskach, koleinach, korzonkach jak szaleni, po drodze jednego gościa załatwiamy. Facet z M5 na swoim fullu dosłownie wymiata na każdym zjeżdzie, i to tak że ja na swoim poczciwym 26” hardtailu muszę wyciskać z siebie dosłownie wszystko. W końcu wspólne tempo się stabilizuje i dochodzę do wniosku że te wcześniejsze ataki sporo sił mnie kosztowały, kryzys w każdej chwili może się odezwać. Na półmetku trasy, przy bufecie staję by zatankować bidon (obsługa na najwyższym poziomie), a ten z M5 pognał dalej. Po kilku kilometrach ponownie go doganiam i zaczynamy rozmawiać. Stary facet okazuje się być super miłym gościem, do tego stopnia że mógłby dla mnie być wzorem jak przejdę do kategorii M5 :) I tak pomykamy, pomykamy. Na 61 km dochodzimy Krzycha, debiutanta na giga, który na piaszczystym podjeździku się wywraca na bok i narzeka na skurcze. Zadaję mu pytanie odnośnie klosia – po odpowiedzi od razu dociera do mnie że znowu będzie masakryczna strata :( Na 63 km jest najbardziej stromy podjazd, singlowy i troszkę grząski. Aleksandrowi napęd zaszwankował i stanął, natomiast mi, mimo kiepskiego i zużytego bieżnika Racing Ralphów w całości udaje się podjechać, a Krzycha ponownie łapią skurcze i też staje. Po ujechaniu ze kilkuset metrów oglądam się za plecy – pustka. I tak od tego momentu następuje samotność długodystansowca, poza obsługą trasy nikogo nie widzę. W końcu kryzys zaczyna się odzywać i power mój słabnie :( I tak oto samotnie ujechałem ponad 20 km, po tym pan Aleksander z radością dochodzi mnie i pyta coś w rodzaju „dobrze się czujesz ?” :) Oczywiście powoduje to że jakoś trochę odżywam i siadam mu na koło, co z kolei sprawia że po ledwo 10 km wspólnego mocnego parcia łapie mnie skurcz i nici z wspólnego finiszu.
    Do mety, wliczając w to kartoflisko docieram bez rewelacji, ale zadowolony z uzyskania najlepszego jak dotychczas czasu przejazdu na michałkowym giga.

    20/53 – open giga
    7/16 – M3

    Strata do zwycięzcy (Bartosz Banach) – 0:42:33, do M3 (Krzysztof Krzywy) – 0:42:25
    Do klosia, team lidera ProGoggli straciłem 14 minut i 31 sekund.
    Natomiast do dekorowanego pudła zabrakło 10 minut i 30 sekund - kryzysik i słabsza końcówka zrobiły swoje.

    13 (5 M3) – klosiu – 4:13:34
    20 (7 M3) – JPbike – 4:28:05
    21 (4 M2) – krzychuuu86 – 4:29:21
    30 (5 M2) – Marc – 4:47:40
    31 (9 M4) – z3waza – 4:48:10
    51 (16 M3) – MaciejBrace – 6:15:58

    Foto by Rafał Głuszak.
    W akcji. Na kartoflisku :) © JPbike

    Już na mecie. Ładny medal dostałem :) © JPbike


    Pozostałe fotki z mojego aparatu, robione przez Asię i mnie są do obejrzenia w Picassie.


    Wracając autem do Poznania, Marc i ja byliśmy świadkami masakrycznie wyglądającego wypadku z udziałem klosia i MaciejaBrace – auto skasowane po walnięciu w drzewo, obu kolegów zabrano do szpitala, na szczęście nic poważnego nie stało się, czeka ich przerwa w rowerowaniu. Całe te zdarzenie (ponad 2 godziny na miejscu wypadku) spowodowało że do domu dotarłem bardzo późno i od razu padłem. Ciężki dzień, nóżki czułem.


    Puls – max 176, średni 155
    Przewyższenie – 873 m