top2011

avatar

Ten blog rowerowy prowadzi Jacek ze stolicy Wielkopolski.
Info o mnie.

- przejechane: 173614.94 km
- w tym teren: 62992.10 km
- teren procentowo: 36.28 %
- v średnia: 22.72 km/h
- czas: 316d 13h 44m
- najdłuższy trip: 329.90 km
- max prędkość: 83.56 km/h
- max wysokość: 2845 m

baton rowerowy bikestats.pl

Wyprawy z sakwami

polska
logo-paris
logo-alpy
TN-IMG-2156

Zrowerowane gminy



Archiwum 2023 button stats bikestats.pl 2022 button stats bikestats.pl 2021 button stats bikestats.pl 2020 button stats bikestats.pl 2019 button stats bikestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl 2011 button stats bikestats.pl 2010 button stats bikestats.pl 2009 button stats bikestats.pl 2008 button stats bikestats.pl

  • dystans : 33.56 km
  • czas : 01:23 h
  • v średnia : 24.26 km/h
  • podjazdy : 55 m
  • rower : Sztywna Biria
  • Wieczorny ... i mocna gleba na asfalcie :(

    Piątek, 9 listopada 2018 • dodano: 12.11.2018 | Komentarze 4


    Start o 17:30, spoczko wieczór z chlodkiem na poziomie 8°C.
    Zaplanowałem pokonanie pętli północnej ze zmarszczkami. Po dokręceniu do wiaduktu w Sadach i zjechaniu z niego nie zauważyłem że nagle najechałem na niepozorną, ale zdradliwą dziurę w asfalcie na skrzyżowaniu - przód Sztywnej Birii tak mną wybił że zaliczyłem mocny upadek na lewy bok. Uderzenie z twardym podłożem musiało być mocne - od razu źle się poczułem, bolały okolice lewych żeber, na lewej dłoni prócz szlifów pojawiła się opuchlizna, do kompletu uszkodzeń ciała doszły szlify na lewym łokciu i kolanie, oraz mniejsze na prawej dłoni. Po takiej glebie dość długo dochodziłem do siebie, kilka osób którzy byli w pobliżu mnie pytało czy jest OK. W końcu, mimo bólu decyduję się wrócić na własnych siłach do domu - nie było tak źle, musiałem inaczej trzymać kierownicę bo najbardziej dokuczał ból w żebrach i opuchniętej dłoni. Relive.
    Straty sprzętowe - rower niemal cały (!),  jedynie kierownica i chwyt zdrapane, podarte spodnie, rękawiczki i kamizelka.

    I tak po powyższej glebie i będąc wściekłym na siebie nie dałem rady wykręcić zaplanowane 100 km w Dzień Niepodległości, nie wspominając już o wolnym poniedziałku - udałem się do kliniki - żebra całe, zrobili mi usg jamy brzusznej (wszystko na swoim miejscu), dali zastrzyk, zapisali lek przeciwbólowy i tydzień zwolnienia, czyli... UFF, skończyło się na tym że nieźle się poobijałem.



    Kategoria nocne, do 50 km



    Komentarze
    JPbike
    | 13:13 piątek, 16 listopada 2018 | linkuj Anka - Ano bolało, właśnie mija tydzień od tego zdarzenia - teraz jest lepiej :)

    Tomek - Dzięki :)

    W trakcie wizyty w klinice nieraz myślałem że będzie ze mną gorzej...

    Fakt z tymi polskimi drogami. Znajomi co mnie znają od rowerowej strony nierzadko mi mówią że w takich trudnych sytuacjach lepiej radzę w w ciężkim i wymagającym terenie, aniżeli na naszych asfaltach :)

    Mariusz - Dzięki :) Wkrótce znów wsiadam na rower!
    maniek1981
    | 00:17 środa, 14 listopada 2018 | linkuj Nie pozostaje napisać nic innego, jak: Szybko wracaj do pełni sił!!!
    Trollking
    | 20:29 poniedziałek, 12 listopada 2018 | linkuj Ajjj... :/

    Fakt, dobrze w tym całym paskudztwie, że skończyło się "jednie" na takich konsekwencjach...

    Raz jeszcze się potwierdza, że niektóre polskie drogi są czasem cięższe do ogarnięcia niż tereny na mtb...

    Szybkiej rekonwalescencji życzę! :)
    anka88
    | 19:07 poniedziałek, 12 listopada 2018 | linkuj Oj, to musiało mocno boleć. Szkoda, że się przytrafiło, ale dobrze, że tak się skończyło.
    Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!